Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.04.2014 w Odpowiedzi
-
coś z tego rejonu - 48h w dolinie 5 stawów http://www.ogien.ownlog.com/48h%20w%20Dolinie%205%20Staw%C3%B3w,2538624,komentarze.html6 punktów
-
Każdy kto był w Morskim Oku i stanął na werandzie schroniska, tak jak ja, po raz pierwszy mając 7 lat, doznał tego porażającego widoku majestatu gór. Na wprost, powyżej tafli Morskiego Oka wzbijają się najwyższe polskie szczyty. To tam wspinają się taternicy wzbudzając od dziecka mój przeogromny podziw. [video=vimeo;90454621] Wiele lat minęło i dowiedziałem się, że oto są śmiałkowie co potrafią zjechać pomiędzy tymi skałami na nartach. To tam pomiędzy Mięguszowieckim Szczytem (2438m), a Cubryną (2376m) jest Hińczowa Przełęcz 2323m n.p.m., z której w labiryncie skalnych ścian jest linia umożliwiająca zjazd na nartach. Przewodnik skiturowy wycenia ten zjazd na 5, czyli jeden z najtrudniejszych w Polskich Tatrach. Ekspozycja, podcięte przepaściami pola śnieżne i żleby, nachylenie dochodzące do 50 stopni sprawia, że jakikolwiek błąd i przewrotka w tym miejscu, a nie daj boże zejście lawiny, które schodzą tam nadzwyczaj często, oznacza śmierć śmiałka tam zjeżdżającego. Filmy ze zjazdów i opowieści osób, które tam były pokazywały jedno: późnowiosenne, mokre firny i walka na zjeździe z ogromnymi nierównościami, pozostałymi po częstych lawinach schodzących z hukiem, aż po taflę jeziora - Nie, to nie dla mnie! - mówiłem przez wiele lat, ale gdzieś w zakamarkach głowy chodził mi szalony plan, którego nie śmiałem nawet głośno zdradzić. - Czy nie dałoby się zjechać tego w puchu? - Co?!!! Szaleństwo, niemożliwe, to nie Alaska i film Jeremiego Jones'a!!! - takie miałem czasem myśli... Wybieranie się tam na puch to ogromne ryzyko i niewielu chyba je podejmuje. Latami zdobywana wiedza i doświadczenie freeridowe pozwalało mi jednak sądzić, że jest to możliwe. Potrzeba tylko idealnego zgrania książkowych warunków pogodowych, przy których następuje opad śniegu. Wiem, taki dzień zdarza się niezwykle rzadko. Jak wiecie zimą, my freeriderzy pogodę sprawdzamy ok 20 razy na dobę. Wiemy gdzie spada każdy płatek śniegu i w jakich warunkach... Tak i tej rzekomo "słabej" zimy te obserwacje nasiliły się do granic absurdu. Ale to dobrze. Od kilku dni wiedziałem, że w naszych górach dzieje się coś dziwnego jak na tą porę roku. Coś co pozwoliło w końcu uwierzyć, że oto nadchodzi czas spełnienia się Wielkiego, Szalonego i Niemożliwego Marzenia: zjazd Hińczową na wprost w puchu! - zjazd marzenie każdego freeridera. Może to być teraz, ten jedyny raz w życiu! Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że siadł tam opad w warunkach mogących zapewnić bezpieczeństwo wejścia i zjazdu. Tyle mówi teoria z książki, a góry i lawiny to żywioł jak trzęsienia ziemi - nieprzewidywalny. Telefony do znajomych - każdy odmawia, podając prozaiczne powody. Nie róbcie mi tego, czekałem wiele lat na ten dzień... Cóż, sam nie pójdę. Okazja "dobrych" warunków przemija bezpowrotnie, aby za kilka dni powtórzyć się w podobny sposób - spada opad wg książkowej teorii - bezpieczny dla aktywności ludzkiej w wysokich górach. Info z weekendu od instruktorów kursu lawinowego pod Mokiem jest dobre: stare śniegi stabilne. Nowe opady będziemy musieli ocenić sami. Znów gorączkowe poszukiwania śmiałka, co podejmie ze mną wyzwanie. Jedyny możliwy dzień to środa - wiadomo nikt nie może. Ale oto jest telefon od Majki: - Mam, załatwiłam urlop, jedziemy! - Super, Maja jest świetną narciarką, wiele lat się wspina, a do tego jest instruktorką na kursach lawinowych. Jej wiedza przyda się jak nigdy. Idealny partner tej szalonej wycieczki. Nie śpię spokojnie przez najbliższą noc. Przecież możemy nie wrócić do domu żywi ... co my robimy..? Morskie Oko o poranku wita nas bezchmurnym niebem, lekkim mrozikiem i... 5cm opadem śniegu. Hmm, za mało na bezpieczny zjazd, jeśli tam będzie betonowe podłoże... - takie było info z ostatniego weekendu. Ruszamy, po przejściu pierwszego żlebu wchodzimy na Mięguszowiecki Kocioł. I tu zdziwienie, świeżego śniegu jest co najmniej 20-30cm. Kopiemy pierwszy profil, badamy warstwy i kolejne zdziwienie: wszystkie opady są stabilnie ze sobą powiązane. Czyżby książkowa teoria się sprawdzała? Pora wykonać decydujący krok: przekroczyć pole śnieżne w/w kotła. Jeśli ruszy jakakolwiek lawina, spadniemy kilkadziesiąt metrów z lodospadu na skały... Od tego miejsca wchodzimy w teren gdzie góry mogą zabrać nam wszystko. Głęboki oddech, kolejne przeanalizowanie wszystkich zmiennych i... ruszam. Serce w przełyku, brnę przez śnieg nie myśląc: - Tutaj jest jak na polu minowym - nie wiesz czy i gdzie czai się śmierć... Docieramy do kolejnego żlebu, w którym poschodziły już lawiny, widać urwane niewielkie deski przy skałach, ale prawa strona żlebu jest nieruszona. Im wyżej tym więcej śniegu. W kolejnym po pokonaniu szerokiego na 1,5m zwężenia między skałami, sypkiego śniegu jest już 50cm. Nachylenie 47 stopni - nie chcę myśleć jak to ruszy w dół... Kopiemy kolejny profil - warunki bez zmian. Stabilnie... Brniemy w górę. Na Galerii Cubryńskiej (wielkie pola śnieżne górujące tuż pod granią szczytów, nad Morskim Okiem) śniegu jest już 60-70cm. Ze strachu mierzymy nawet nachylenie (33 stopnie) - uff nachylenie w miarę bezpieczne, może te masy śniegu nie zjadą z nami na te największe urwiska? Śnieg jest sypki i puszysty jak na Alasce, zapadamy się po uda, siły ubywają szybko. Krótka przerwa na obiad w przepięknej scenerii wysokich Tatr i ruszamy dalej. Zaczyna się mglić, szczyty znikają w chmurach, ale oto po 5h ciężkiego brnięcia wychodzimy na przełęcz. Siadam i oddycham z wielką ulgą... uff na wpół już ocaleni. Jeszcze tylko zjazd... I w tym momencie cały kocioł Morskiego Oka znika w gęstej mgle. Siedzimy na przełęczy 2,5h czekając na rozejście się tej zasłony, podziwiając przepiękne tańce chmur nad graniami Tatr Słowackich. Maja cały czas milczy, ja gadam jak najęty od rzeczy - każdy inaczej reaguje na stres. Jak rzucić się w tą przepaść, jak zjechać, skoro nic nie widać? Szkoda też tego bajkowego śniegu, bo jazda byłaby boska...W pewnym momencie Maja zauważa widmo Brockenu. Hmm każdy wie, że jak zobaczy się je w górach to jest to zła wróżba... dopiero zobaczenie go po raz 3ci czyni nas w górach nieśmiertelnym. Wpatruję się w nie dłużej i... coś niemożliwego - widmo jest potrójne!!! Pora więc jechać! Słońce zachodzi za Cubryną, zapinamy się, czekany w dłoń, jakby miały coś pomóc, ale mgła nie ustępuje. Stoimy na grani czekając na jakąkolwiek widoczność... minuty mijają, godzina już prawie 17... Nagle mgła rozrzedza się i widać na 20m - nie ma wyjścia. Zaciągam ręczny hamulec - przy tej widoczności nie można tutaj pozwolić sobie na brawurę. Rzucam się w czeluść pierwszy, licząc, że już na Galerii Cubryńskiej mgła się rozstąpi i bezpiecznie dojadę do pierwszego żlebu, nie gubiąc się w labiryncie skał... Nic takiego, mgła na Galerii gęstnieje, jest jak mleko, widoczność na parę metrów, trochę błądzę, błędnik szaleje, staram się nie zgubić śladów podejścia, to jedyny bezpieczny drogowskaz do domu... Po drodze skaczę upatrzoną wcześniej skałkę, ale za wolno najechałem i wpadłem na lądowaniu po pas w puch, który mnie prawie zatrzymał. Po chwili, jadąc po śladach podejścia wpadam do żlebu, podcinam kontrolnie pierwszym wjazdem śnieg pod kątem 45 stopni i widząc, że nie zsuwa się kontynuuję zjazd. Jazda jak w raju, mój freeridowy NS Raptor niesie jak poduszkowiec, po bokach mijają mnie pionowe, skaliste ściany, jest jak w Mordorze. Doganiają mnie zsuwy mas śniegu – myślę będę szybszy... nic z tego, są jak pendolino, uciekam pod skały, żeby ze sobą mnie nie zabrały. Nachylenie prawie 50 stopni... Docieram do sławnego przewężenia, pod deską słyszę lód i skały ledwie przykryte przez resztki zsuwającego się śniegu. Można pokonać je tylko na krechę. Nachylenie nie jest duże, ale to tu trzeba uważać najbardziej - stromizna kolejnego żlebu, w połowie odkrytego do żywego lodu, po którym zjechały ostatnie opady, może przy upadku nie pozwolić na bezpieczne zatrzymanie się i człowiek spada w przepaść... Zaciskam zęby, nie ma na co czekać, skok, krecha i już jestem w tym "śmiercionośnym" kuluarze – tutaj czekam na Majkę, która szaleje w każdym skrawku puchu - jej też jedzie się bajecznie, aż musiałem ją troszkę przystopować z tą brawurą Bezpiecznie docieramy na Mięguszowiecki Kocioł, mgła się rozstępuje - widząc, że przeżyliśmy "strefę śmierci" popuszczamy ręczny i w bajecznym puchu śmigamy wprost do tafli Morskiego Oka... Uff żyjemy, padamy ze zmęczenia, ręce drżą... i rośnie wiara, że nawet niebotyczne marzenia się spełniają. Hińcza poszła w Powder'ze przez duże „P”. Zjazd był bajkowy i ze względu na „alaskański” warun i towarzyszące mu emocje na pewno będzie w moich top 3 zjazdów życia. Drugiego dnia serwując sobie dla relaksu zjazd z Rysów stwierdziliśmy, że Matka Natura wie co robi - opasała Mięguszowieckie Szczyty mgłą, aby nas nie poniosła brawura na zjeździe, bo mogłoby to skończyć się źle... a przecież spełnione Wielkie Marzenia muszą się dobrze kończyć... tylko trzeba cierpliwie czekać [video=youtube;NCiPUQaFGw8] Relacja i filmiki: Mariusz "Vasya" Gaweł http://www.trzymetrypuchu.pl/4 punkty
-
Z tego co wiem - kmarcin pracuje nad filmikami z naszego wyjazdu "Operacja All Star Card", a ponieważ ma tego materiału trochę i niestety dość słabej jakości, to trzeba poczekać na coś więcej... ...jak na razie - dostałem poniższy krótki fragment do oceny mojej jazdy. [video=youtube;-3ONTYf3XPs]https://www.youtube.com/watch?v=-3ONTYf3XPs Nie znam się dokładnie na technice jazdy (jestem samoukiem) - proszę o wskazówki, co mogę robić lepiej, co poprawić? Wg mojej samooceny, polegającej wyłącznie na wrażeniu estetycznym oka: 1. Krzyżujące się kolana. 2. Siedzę na tyłach (choć może to tylko wrażenie - cały, krótki film jest nakręcony od tyłu). 3. Góra sztywna. 4. Ręce jakieś takie goryle. Podsumowując - przydałby się jakiś dobry fachowiec - nauczyciel, dla mnie na stoku. Godziny jazdy, samouctwo mam wrażenie, że wiele nie wniosą więcej do mojej jazdy w przyszłości :frown:: Poproszę o fachowe porady.3 punkty
-
Poniżej dwa króciutkie filmiki z wyjazdu - reszta niestety nie ocalała na uszkodzonej karcie pamięci :frown:: Widok z tarasu widokowego Lodowca Kitzsteinhorn / Kaprun. [video=youtube;41Vn0dBY9bI]https://www.youtube.com/watch?v=41Vn0dBY9bI KitzSki - ostatni dzień, ostatnie widoczki. [video=youtube;4iuWaGIKuwQ]https://www.youtube.com/watch?v=4iuWaGIKuwQ3 punkty
-
Na Kasprowym spadło w tym tygodniu ponad 40 cm śniegu (w tym ostatniej nocy 33 cm). W weekend podawali niespełna 40 cm pokrywę, a dzisiaj podają 82 cm. W Kuźnicach na dole także biało. http://www.pkl.pl/kasprowy/Kamery2 punkty
-
Marku da się to fakt, ale nie wiem czy jest sens płacić za to spore pieniądze. Jeździliśmy w tych samych miejscach, ja też robiłem mnóstwo zdjęć i materiał generalnie jest. A z karty Mariusza programami do odzyskiwania danych udało się odzyskać ok. 2/3 materiału.1 punkt
-
Najważniejsze, to czerpać radość z jazdy Janku :happy: Ze "staruchem" przesadzasz! Mój najstarszy narciarski Kolega, Pan Rysiek jeździ w wieku 78 lat i plany do jazdy ma dosyć ambitne. Dzięki za dobre słowo :cheerful: I życzę Ci zdrówka - do kolejnego sezonu z pewnością się wykurujesz :smile:1 punkt
-
Ja nic nie doradzę bo staruszek ze mnie, na technice jazdy na nartach znam się słabiutko ,późno zacząłem i pozostanę na poziomie mocnej jedynki co to da radę na każdej trasie ,ale styl własny czyli ześlizgi na stromym ,coś na kształt śmigu na łagodniejszym i próby ,carvingu'' na ,,sztruksie'' w Alpach z rana. To mi do szczęścia narciarskiego wystarczy,ale jak wspomniałem staruch ze mnie i do tego trochę zdrowie ostatnio siadło. Ode mnie brawa za odwagę poddania się pod osąd speców i jak dla mnie Mariusz jeździsz ,, cool''. :smile:1 punkt
-
Motyw samolotu przypomina mi motyw rolnika, z kawału, który udał się na pole aby orać.:smile: Przypominam więc. Rolnik zaprzęgnął do fury konia, usiadł na kozioł, poklepał się po kieszeniach i mówi -"papieroski su, zapołecki su, wio stara!". Za pewien czas znów sprawdza po kieszeniach - "paieroski su, zapołecki su, wie!". I tak zajechał na pole, poklepał się po kieszeniach i sprawdzając mówi "paieroski su, zapołecki su, o urwał, pługa zapomniłem!!!" Pozdrawiam "lotnika":smile:1 punkt
-
Mariusz stawiam duże piwo że gdybyśmy się spotkali to okazałoby się że masz dużo lepszą technikę ode mnie jeżdzę za szeroko przez co zdarza mi się zrobić A-frame, do tego nie potrafię zrobić prawidłowo obskoku w miejscu co jak zapewne wiesz nie wyklucza zjazdów z tatrzańskich S2 . Musisz wypożyczyć skitury w YurtaSki u Przemka i sie przespacerować gdzieś w pobliżu Kasprowego (Kondratowa, Skrajna, Karb, Zawrat) bo warto, po takiej jednej wycieczce sporo się zmienia chybaże właśnie tej zmiany się obawiasz Pozdrawiam Tomek P.S. a co do Hińczowej to na razie życie mi miłe ale zawsze mówie "nigdy nie mów nigdy" kto wie co będzie za 4,5,6 lat1 punkt
-
Spokojnie Tomku - przyjdzie czas i zjazd na H zaliczysz :happy: Ja, jak na razie, ze swoją techniką jazdy mogę jedynie o tym pomarzyć....ale kto wie, może kiedyś w przyszłości... Cóż, po przypadku, który zacytowałeś - jazda poza trasą = maksymalne bezpieczeństwo i zabezpieczenia. Dostępny dzisiaj sprzęt w wielu przypadkach ratuje życie :smile:1 punkt
-
Wyjazd uważam za jeden z lepszych w moim życiu,naprawdę warto raz się szarpnąć i odwiedzić to cudowne miejsce. Pozdrawiam wszystkich :biggrin::biggrin: Piter Więcej zdjęć u mnie w galerii...1 punkt
-
Zdjęcia wypłaszczają,z dołu nie wydają się takie ostre Tutaj można się zajeździć na śmierć,zwłaszcza że śnieg jest rewelacyjny przez cały dzień Za tymi górami jest Livigno,gdzie właśnie jest free-ski. Nawet chcieliśmy się tam przejechać ale droga zamknięta,a przez tunel nam się nie chciało1 punkt
-
Po drugiej stronie doliny też jest gigantyczna gondola- Lagalp Która wyjeżdża na2900m i kursuje non stop do 17. Na górze jest restauracja Serwują niezłą kawę W takiej scenerii smakuje wyśmienicie. W dół prowadzą trzy trasy;dwie czerwone i jedna czarna W niektórych miejscach nawet bardzo ostre1 punkt
-
Dolna stacja kolejki,która w 8 minut wywozi narciarzy na wysokość 2978m.n.p.m.pokonując 930m deniwelacji. 100 osobowa gondolka Na szczycie jest jedno schronisko I jeden z najpiękniejszych widoków w Alpach Piz Bernina na wyciągnięcie ręki Przełęcz Berneńska Trasy1 punkt
-
Trzeci ośrodek doliny to Pontresina-Diavolezza/Lagalp http://www.pontresina.ch/en/winter/sport/schneesport/skifahren.html?cHash=ede908bdcf361d39fc049436270f39a3 http://www.engadin.stmoritz.ch/winter/en/activities/sports/skiing-snowboarding/diavolezza-skiing/ Z St.Moritz jest parę kilometrów,można dojechać samochodem,lub bezpłatną kolejką dla posiadających skipasy. Po drodze mija się niesamowity lodowiec Po którym można sobie zjechać 10 kilometrowym szlakiem pozatrasowym1 punkt
-
Można sobie wynająć helikopter Lądowisko Do St.Moritz prowadzi piękna czarna trasa Hahnensee Z niespodziankami na trasie Pod hotel Kempinski1 punkt
-
1 punkt
-
Następna stacja tego regionu-Corvatsch http://www.corvatsch.ch/en/ W górę zabiera nas ponad 100 osobowa gondola A potem o połowę mniejsza i już jesteśmy na szczycie. Start Taras widokowy jest na 3303m. A z niego imponująca panorama W oddali widać Monte Rosę i Matterhorn Piz Bernina I cała panorama [video=youtube;PdEP6eo9Ewo]1 punkt
-
Trasy i ośrodek prezentował się mniej więcej tak W dole St.Moritz Taka kolejka też się trafiła I takie COŚ1 punkt
-
1 punkt
-
Filmik i art znam ale fajnie ze promujesz tutaj na forum ))). Jak ktoś słyszy Hinczowa, Honoratka... to na większości nie robi to wrażenia bo nie znają, ale jak się słyszy Rysy to już jest wow! a zjechać czymś zaczynającym się na H w Tatrach to jest już wyczyn na ten moment chyba bym się nie odważył. Co do Hinczowej Wprost to ostatnio miało miejsce tam cudowne ocalenie 29 marca skiturowiec spadł 500m w doł, jak to określił TOPRowiec to był pierwszy zjazd przez lodospad w pobliżu MSW. O dziwo nie odniósł większych obrażeń, być może za sprawą odpalonego plecaka snowpulsa. Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
1 punkt
-
Dla mnie rewelacja, wiecie że mi wystarczy parę cm śniegu do dobrej zabawy, a tu prawie metr i to naturalny. Im później tym lepsze warunki. Miałem się z kim ścigać i dwójka młodych przyszłych mistrzów alpejczyków, więc jazda do ostatniej kanapy od rana. Nie było już tak słonecznie ale przez to mniej wyczerpująco, poza tym Janek Ziobro, spotkaliśmy go na Goryczkowej mistrzowski LUZ świetny chłopak.Zaczyna pociągać mnie jazda poza trasą, zaliczyliśmy nawet w pewnym celu małe oddalenie od trasy czego skutkiem był zjazd w kierunku Litworowego stawku: , świetne wrażenia. Poza tym Andi pytałeś o narty, muszę ci powiedzieć że na muldach też na nich jest niezła zabawa. Jeszcze raz polecam, mimo że są mojego wzrostu.Jeszcze parę migawek, żeby rozbudzić fantazję na nowy 2014/15 sezon narciarski w Szczyrku na połączonych trasach Son-u i Cos-u: i może filmik, tylko błagam nie analizujcie, śmigam tylko dla przyjemności. Śnieg i deski dla mnie to jak skrzydła dla orła. Ale się rozmarzyłem, kiedyś może odważę się dołączyć do tego zestawu spadochron albo lotnię. Nie wiem jak to się nazywa, przypomnijcie mi nazwę. Pozdrawiam, i zapraszam zimą do Szczyrku, będą zmiany.1 punkt
-
Dziś zaliczyłem puchar PKL na Kasprowym,śniegu jak na tę porę roku w Tatrach tragicznie mało,ale rano było chłodno i równo,więc warunki do zawodów całkiem dobre. Puchar,który kiedyś ściągał mnóstwo zawodników,teraz przy bardzo słabej frekwencji,spowodowanej,jak słyszałem zewsząd,nieco wygórowanymi żądaniami finansowym kolejarzy... Ale to chyba nie tylko problem kolejarzy,zawsze,gdy tam jadę,co prawda tylko na zawody,a więc 2 razy w roku,zastanawiam się nad,że się tak wyrażę,tożsamością kulturową lokalnej społeczności-od momentu,gdy wpycham się na rondzie z plecakiem i 2 parami nart do starego ,ciasnego busa zamiast normalnego autobusu ,gdy już prawie z wyciągnietym interesem wpadam do toalety na górnej stacji i napotykam panią z kasą fiskalną,wywieszkę 2,50 zł i brak reszty do wydania...Dziś w ramach nowych idei,ponieważ zamknięto nartostradę przez Goryczkową,na tych,którzy się tamtędy wybrali,chcąc końcówkę przejść z buta,zaczaiła się straż TPN,dając mandaty za schodzenie po zamkniętej nartostradzie,bo była na górze informacja,że nartostrada zamknięta... A na pierwszy rzut oka,kiedy rozmawiam z którymś ze znajomych zakopiańczyków,robią wrażenie normalnych ludzi-a dokonania jako zbiorowości....A może jednak ten Krzeptowski,te teorie o Goralenvolku jako zupełnie odrębnej narodowości miały jakieś podstawy???1 punkt
-
Cześć,wy byliście na Kasprowym a ja byłem w zeszłą niedzielę w Gorcach na rowerze,było cudownie; Wiosna w pełni:smile: Ale narty możesz wziąść z sobą,jeszcze można poszaleć :biggrin: Miłego pobytu..1 punkt
-
Dzisiejsza tura na Kasprowy. Ludzi śladowe ilości. Goryczkową już jednak cieżko się jeździ. Wysyłane z mojego iPad przy użyciu Tapatalk HD1 punkt
-
Kasprowy - koniec Sezonu... ? Tak było sielsko pod... ...to teraz chwila "SkiAlpinizmu"... ...i nim wykonam, prawdopodobnie ostatni zjazd w tym sezonie trasą w Hali Gąsienicowej... ...oddzwaniam oficjalne zakończenie wiosennego nartowania w tym roku. A to dlatego, że Piotr padł i spadła mi motywacja... ..."Czerwone Portki" się już poddają... ...i chcą podobnie jak ja ostatni dzień nart 2013/2014 zapamiętać jako spotkanie niesamowitych Ludzi z forum Skionline. Andy - na jednej fotce wpadłeś mi w obiektyw... Góralu spod Skrzycznego - dzięki za pozytywny nastrój spotkania i uśmiech (Ty byłeś zbyt szybki dla mojego obiektywu). Endrju - nartowanie z Tobą, to czysta przyjemność. Piotrze - szacuneczek za technikę jazdy... Aklimie - Ty, jesteś prawdziwy twardziel z Andrychowa...na dodatek poza trasowy... Choć wypatrywałem wśród skał świataków...by byli w relacji obecni również przedstawiciele zielonych...to się nie udało... Zielonych na WZF reprezentowały skały. Piękny czas się kończy...pora ruszać na niziny... Zjeżdżamy na raty, w podgrupach do Kuźnic. Koniec tego wspaniałego dnia wieńczy wspólny obiad w świetnej Karczmie w pobliżu ronda - w stronę Nosala. Pogaduchy... ...przyznanie nieoficjalnego Oskara Forum Skionline w Sezonie 2013/2014 dla SB za relację "Operacja Paszport do Andory"...i coż? Do domku. Dziękuję Wam raz jeszcze. Góralowi spod Skrzycznego z "Młodym", Andiemu-W i synowi, Bumerowi, Aklimowi, Piotrowi... ...oraz specjalne podziękowania dla Rafała "Bończy" za mega sympatyczne przyjęcie na "Jego" Ziemi. pozdrawiam wszystkich i... ...do zobaczenia. marboru + "Różowe Portki"1 punkt
-
A ja już od 5.00 lepiłem moje wypociny:biggrin: Po mimo bidnych zasobów filmowych, bo jeździło się tak cudownie, że nie chciało się wyciągać kamery, udało się zmontować krótki "edit" z Kasprzaka. Przepraszam za dość "ckliwą" muzyczkę, ale tylko taką mam dostępną:wink: [video=youtube;wqGSCP3cfws] Miłego oglądania. A i jeszcze jedno proponuję częściej takie spotkania. To okazja poznania super ludzi "zarażonych" tą samą chorobą - NARTY!!!!!! Pozdrawiam1 punkt
-
Kasprowy - Goryczkowa Fotka grupowa (zdjęcie Piotra), kilka złapanych krajobrazów i przejeżdżamy wąskim gardłem do drugiego kotła. Goryczkowego. Pierwszy rzut oka i widać, że liczba narciarzy z tej strony jest zdecydowanie mniejsza - Gąsienicowa zaczęła się robić tłoczna (Rafał "Bończa" Forumowicz "Tubylec" - zaskoczony ilością narciarzy. Z tego co mówił poprzednie dni, zdecydowana mniejsza ilość amatorów białego szaleństwa), i miękka - wiosenne, intensywne Słońce robi swoje. Górna stacja krzesła: Widoczek na słowacką stronę... Szczyt stoku w doskonałej kondycji. Śmigamy z bananami na twarzy. Piotr coś tam majstruje z kamerami, aparatami...całym sprzętem - pewnie niezły filmik powstanie. Środkowa część ze względu na ilość śniegu wydaje się węższa niż zwykle. Od połowy troszkę muld... ...a potem dywanów... Ciekawe co na to ekolodzy? Jeździć bezpośrednio po naturze...??? Po lewej stronie na szerokość ratraka jest ok - pozostała część: slalom w przyrodzie. "Gardło" - ok. Przed dolną stacją - kolejne małe utrudnienia... ...a klimat? Wyluz. Wiosna, leżaczki - po prostu sjesta. Na Goryczkowej spędzamy kilka chwil, później robimy małą przerwę na pogaduchy i uzupełnienie płynów. Ostatni zjazd... ...Aklima ciągnęło poza trasę, ehhh ciągnęło...i wyciągnęło... Ostatnie opalanie na wolnym, zabytkowym krzesełku i przeprowadzka z powrotem na Gąsienicową.1 punkt
-
Kasprowy - Gąsienicowa Na specjalne życzenia Sławka - dorzucę od siebie słupek fotek. Dzień wcześniej: na nizinach - wiosna pełną parą. W ogrodzie Magnolia puszcza pąki... Dla ekipy z nizin, wyprawa na WZF zaczęła się bardzo wcześnie - o 2 nowego czasu...czyli pobudka o 1, przestawienie zegarka o godzinę do przodu i była druga. Śniadanie, pakowanie i szybko po Bumera. Delikatny stres tuż przed Starachowicami - przy drodze stado Jeleni i Sarn. Na szczęście żadne ze zwierząt nie wtargnęło przed maskę. Zabieramy Andrzeja i ok 4 udajemy się w stronę Zakopanego. Temperatura na zewnątrz od -1 do -3, to był dobry prognostyk narciarskiego dnia. Droga przebiega bez utrudnień. Świt na Podkarpaciu przynosi piękne widoczki z widokiem w stronę Gór. Ok 7 jesteśmy w Zakopanym. Szybko się przebieramy, wciskamy do busa, stoimy 10 minut w kolejce po karnety i jesteśmy już na szczycie. Początek dnia, to umiarkowana liczba narciarzy. Widoki - przepiękne. Jak tu nie Kochać Kasprowego w taką pogodę? Za zimowy klimat na wiosnę? Pierwsze trzy "ślizgi" - twardo, strzelająco spod nart... Naszą nizinną trójkę dostrzega Darek spod Skrzycznego. Nawet jeszcze nie zdążyliśmy raz zjechać - a On wita nas uśmiechem. Jest szybko i trzeba uważać - pierwsze trzy zjazdy, mimo, że obsługa nie jest tu niestety mistrzowska w ratrakowaniu - są doskonałe. Wąskie gardło jest na początku dnia niczym rynna lodowa. Przy drugim, czy trzecim zjeździe dostrzegają nas Rafał "Bończa" oraz Andrzej "Aklim". Ekipa później powiększa się o kolejnego Andrzeja "Andiego-W"...na końcu dołącza Piotr. Całkiem spore stadko...biorąc pod uwagę dwóch młodzieńców przybyłych ze swoimi Tatami oraz Różowe Portki - 10 osób. Ponieważ wczoraj na Gąsienicowej były zawody... ...i połowa stoku była zamknięta... Po kilku zjazdach, krótkiej przerwie w knajpce (fotka Andiego) postanawiamy przenieść się na Goryczkową.1 punkt
-
Szkoda że moja jazda na nartach odbiega poziomem od samochodowej. Młodego jeszcze nie raz powozimy, wystarczy że wpadniesz na następną imprezę.1 punkt
-
Nim zajmę się opisem lodowca... ...na prośbę Wróżki - letnia odsłona "Różowych Portek" :happy: ...troszkę lata w zimowym, narciarskim wątku :happy: Chorwacja 2013. I razem... "Różowe Porteczki" pozdrawiają Ciebie Wróżko jak i wszystkich Forumowiczy :cheerful:1 punkt
-
Faktycznie miejsce które odwiedziliście jest beznadziejne. Z pogodą to również trafiliście jak "świnia w transformator". Jesteście pewnie zupełnie rozczarowani. Po takim wyjeździe można się zrazić do nart definitywnie.:wink: A teraz na poważnie. Dzięki wielkie za superowe relacje i fantastyczne zdjęcia. Szczerze mówiąc przy takiej pogodzie to nawet w Białce może być zaj...ście. A w takich ośrodkach to już nawet szkoda gadać. Ja również dziwię się tekstom o wyższości jakiegoś ośrodka od innego. Przecież to moja decyzja. To tylko ja wiem czy było super. Zresztą to w ograniczonym zakresie zależy tylko od ośrodka. Liczy się - towarzystwo, śnieg i pogoda. Jak te trzy warunki są spełnione to wyjazd musi być udany nawet jeżdżąc pod kapiącymi od smaru orczykami:smile: Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.1 punkt
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 4. W knajpce... giną cienkie rękawiczki - "Porteczki" niepocieszone. Co się stało? Ani osoby zajmujące stolik po nas nie wiedzą, kelner nie wie...szukamy i nic - archiwum X normalnie. Niepocieszenie szybko mija: - ale fajnie, będę miała nowe, ładne rękawiczki! Już jest wesoło. Jedziemy z powrotem na szczyt, po którym jeździliśmy przed przerwą. Widoki są imponujące: Nim się rozłączymy na szczycie (Andrzej i Marcin postanawiają zostać na tej stronie) zaliczam spektakularną glebę na płaskim... ...wszyscy myślą, że żartuję, a ja jakoś tak, niewydarzenie, wywalam się potykając noga o nogę. Cóż - może należy zacząć od podstaw naukę narciarstwa? Ponieważ dzień ucieka - szybko spadamy południowym stokiem 28a i wciągamy się pod największą tutejszą stację 3S, która łączy Pengelstein 1938m ze znajdującym się za dużą doliną Wurzhohe 1739m. Nasza czwórka jedzie zupełnie sama dużym "autobusem miejskim". Olbrzymie podpory, przepaść pod nami - ciekawe przeżycie przemieszczanie się pomiędzy dwoma Górami. Ponieważ chcemy zobaczyć "masyw" Resterhohe - Zweitausender oraz znajdujące się tam liczne północne stoki narciarskie śpieszymy się, bo czasu mamy niewiele. Zaliczamy czerwoną zmuldzoną trasę o południowej ekspozycji 61. I szybciutko przeskakujemy krzesłem F6, niebieską trasą bez numeru, wyciągiem F7 na Barenbadkogel 1883m. Tutaj znajduje się urokliwy, mały, drewniany kościółek oraz nowoczesna knajpka w tutejszym stylu: Rozciąga się również panorama, którą chcieliśmy zobaczyć... Zachęcająca. Czas nagli! Zataczamy kółko i jedziemy nie zwlekając w kierunku Krichberga. Trasa 65... ...a potem 62, widoczna na wprost, na zdjęciu: Docieramy do "przetoki". W tą stronę wagony 3S są pełne. Wszyscy podążają ku centrum ośrodka KitzSki ruft! Jest tuż przed 16 gdy przybywamy, na "naszą stronę". Głodni jazdy postanawiamy na szybko zaliczyć chociaż jedną, długą i czynną trasę Pengelstein. Wybór pada na super szeroką 30stkę. Na powyższej fotce widać trasę, którą podążaliśmy do Kitzbuhel trzeciego dnia Operacji "All Star Card" od strony SkiWeltu - cienki pasek zanikającego śniegu. Jedziemy szybciutko! Zza pleców robię śnieżno-błękitną, fotkę dosyć ostrej, jak na niebieski kolor trasy: Śpieszymy się, a ja jestem nieco zmęczony... ...w ferworze walki na wyciągu gubię kijek - ehhh jaka ze mnie nimota! Powyżej ostatnia jego fotka - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie o zaginionym?... ...proszę o kontakt na Priv. Jedziemy 16, czarną 38 i wciągamy się krzesłem C2 Tu na trasie wyciągu samotnych, zagubionych kijków co najmniej 6 sztuk...więc, nie tylko ja mam pecha....ufff a myślałem, że jestem inny hahaha Ostatni zjazd jest tą samą trasą, którą jechaliśmy pierwszy raz przybywając do Kirchberga. Przy stacji dolnej idę do Intersportu znajdującego się przy wypożyczalni po nowy sprzęt... ...ale z nowych "podpórek" nic mi się nie podoba. Kupuję, dzięki uprzejmości obsługi używane, prawie nówki - czarne kije Kompierdel z kompozytu za jedyne 15 Euro - problem braku "trzymaczy" na kolejne dni jazdy - rozwiązany. Ufff... Podsumowując krótko - niesamowity dzień na nartach! Najlepszy w moim życiu, w najlepszym ośrodku jakim byłem. PS. Chłopaki jak coś popierdzieliłem z opisem - to proszę poprawcie mnie...pamięć mam dobrą, ale krótką. CDN1 punkt
-
Wiozłem trzy osoby plus moja osoba. Priorytetem było bezpieczne dowiezienie wszystkich, bo jechaliśmy na wspaniały urlop. Po drodze dwukrotnie pakowalismy auto i box, a także robilismy przerwy w podróży, chocby na posiłek, rozprostowanie kości czy toaletę. Starałem się jechać zgodnie z przepisami aby uniknąć płacenia mandatów. Nawet CB nie zabrałem. Na autostradach w Austrii i Slowacji też obowiązują ograniczenia prędkości, starałem się je respektować, także z prostej przyczyny ograniczenia zużycia paliwa. Zablokowana droga za Salzburgiem, postój w korku, próba ominięcia, zajeły jakieś 2 godziny. Jechalismy kiepskimi drogami, jedynie na autostradę od Żyliny do Salzburga nie można narzekać, choć przejazd przez Wiedeń też zajął nam sporo czasu. Średnia z komputera w aucie wyszła na 82 km/h. Czy to żle? Dodam że droga powrotna zajęła 12 godzin, w tym prawie połowa przy padającym deszczu i w porywistym wietrze- miejscami wichurze. W sumie zrobilismy 2380 km. Marboru do tego musi dolożyć jeszcze 100km swoją Toyotą. A teraz słowo na marginesie dla miszczóff prostej! Droga publiczna to nie miejsce wyścigów. Jeśli ktoś szuka emocji na drodze, zapraszam w dniu 22.03.2014 na Superoes do Miedzianej Góry koło Kielc. Gwarantuję adrenalinę i weryfikację umiejętności kierowania autem, przede wszystkim tych, co to tak szybko po publicznych drogach jeżdżą na narty.1 punkt







