Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      1 563


  3. Mati1981

    Mati1981

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      354


  4. Pinio46

    Pinio46

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      1 152


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 22.06.2014 uwzględniając wszystkie działy

  1. Cóż... ...dawno w tym dziale nie było żadnej relacji narciarskiej - pora to nadrobić! Na początku napiszę, że jestem dumny z Różowych Portek, bo to ona zaczęła sezon - i to jak?! 21 i 22 czerwca - dwa dni walki i pięknych szusów, a było to tak... Na początku wybór nart. Ze względu na mocno wywinięte dzioby i lepsze trzymanie "wiązadeł", padło na jasne. Szerokość i lekkość desek robi na nas wrażenie - obydwie mają pod spodem małe skegi. "Wyciąg", czyli motorówa jest lekka, a silniczek niczego sobie... Woda podobno była nawet ciepła... ...obowiązkowa kamizelka, postawa i "Portek" zalicza swój debiut narciarsko wodny! Niestety - pierwszy raz kończy się szczupakiem, nogi się rozjeżdżają. Drugi raz...kąpiel... Jeszcze raz postawa: Do trzech razy sztuka! Ja stoję na pomoście i jestem w szoku - Paula kręci pięć kółek po jeziorze niczym wytrawny narciarz wodny! Jazda po białym, w zimę chyba trochę w tym pomogła? In action! I zakręt: Radość z takiego nartowania jest wielka, uśmiech nie znika z twarzy wodniaczki. Drugiego dnia start nastąpił nieco później - na początku, kilka razy kąpanie. Powodem jest niestety silnik motorówki, który nierozgrzany najwyraźniej ma problem z wejściem na wysokie obroty, by móc błyskawicznie wystartować. Kamizelka kajakowa się przydała. Po kilku chwilach, jazda na maksa - siedem kółek, w tym dwa ostatnie na bardzo dużej prędkości... ...w końcówce ręce nie wytrzymały i nastąpiło miękkie wodowanie. Adrenalina, wrażenia, uśmiech - bezcenne! Pomost wita bohaterkę gromkimi brawami, ona sama - jeszcze dobrze nie wyszła z wody, a już mówi, że mało! Co tu dużo więcej pisać? Zuch Dziewczyna!...nie to co marboru, który i wody zimnej się bał, i odnowienia kontuzji kolana również... Wolałem nie eksperymentować - ale następnym razem? Kto wie... pozdrawiam marboru
    4 punkty
  2. Ustroń Poniwiec - Mała CzantoriaDzisiaj wybraliśmy się na małą wycieczkę do odnowionego ośrodka Poniwiec w Ustroniu na zboczach Małej Czantorii.Ostatniej zimy niestety nie udało się pojeździcic tam na nartach, ponieważ nadeszła gwałtowna odwilż i nie zdążyli otworzyć zmodernizowanej trasy mimo naśnieżania. Po prostu zabrakło kilku mroźnych dni.Nowa kanapa prezentuje się dobrze. Dolna i górna stacja są skromne i minimalistyczne. Taśma rozbiegowa jest dla piechurów oczywiscie nieczynna i obsługa mocno zwalnia wyciag aby wygodnie usiąść i zejść z kanapy. Ruch turystyczny dzisiaj po południu bardzo mały, mimo to kanapa wolno, ale chodziła cały czas.Nie znałem starej trasy (ponoć był spory trawers), ale widać, że dużo wysiłku włożono w wyrównanie terenu i uzyskano jednorodnie nachylony stok prawie bez trawersu, może z minimalnym na dole, ale to nie powinno przeszkadzać w jeździe. Widać po śladach, że stok jest ubijany maszynowo, są tylko drobne kamienie więc z pokryciem terenu śniegiem nie powinno byc problemu. Stok powoli od góry zarasta trawą co powinno zabezpieczyć go przed erozją przez spływającą wodę. Poniżej kas, schodząc po schodach są darmowe, nowe, czyste toalety. Widać, że teren wokół ośrodka jest uporządkowany, ale jeszcze trochę szlifu by się przydało.Piętą ahillesową ośrodka chyba będzie dojazd w sezonie zimowym. Stroma wąska dróżka asfaltowa z nieliczymi mijankami to prawdopdobnie będzie wąskie gardło. Ale może sie mylę i jeszcze nad tym tematem będą wspólnie z miastem Ustroń pracować.Ośrodek ma tą zaletę, że jest pierwszym ze wszystkich jadąc od Skoczowa. Jakby jeszcze tak udało się go jakąś leśną trasą z Czantorią połaczyć to byłoby fajnie, ale nie wiem czy ukształtowanie terenu na to pozwala. Z uwagi na dość późna porę nie dotarliśmy pieszo na Czantorię. Zatrzymaliśmy się w połowie drogi w czeskim "schronisku", po to aby spożyć złocisty napój. Można płacić złotówkami. Kaucja za szklankę made in Poland "Krosno" wynosi 3 PLN. Napój 0,5 l - 6,5 PLN lub 5,5 PLN.Polski konik zjadający czeską trawę. Widoki po drodze i zejście rycerskim szlakiem do dolnej stacji kolejki.
    4 punkty
  3. Rowerem po jurajskich trasachTo i ja się pochwalę małą wyprawą.Dzień przed przed Bożym Ciałem, po robocie wyjechaliśmy z Bielska w kierunku Jury Krakowsko-Częstochowskiej, scislej bardziej Częstochowskiej do Mirowa.Zamek w Mirowie Po wieczornym ognisku i nocy w "agroturystyce" wybraliśmy się w 6 osób na piękną wycieczkę rowerową po nowiutkich ścieżkach asfaltowych oraz leśno-polnych duktach. 17 latek od razu odłączył się od nas bo z wapniakami jeździł nie będzie i na swoim ekstremalnym góralu pognał w strone Janowa i Złotego Potoku. My w stronę Żarek. W Żarkach widzieliśmy zespół starych stodół z kamienia (foto brak) oraz zaliczyliśmy kawę i lody. Z Żarek udaliśmy się w stronę pustelni w Czatachowej. Następnie w stronę Niegowej i Bobolic Odrestaurowany zamek w Bobolicach i pstrąg na talerzu Z Bobolic wrócilismy do pobliskiego Mirowa, gdzie zapakowaliśmy nasz sprzęt i do domu.W sumie przejechaliśmy w bardzo rekreacyjnym tempie ponad 25 km w pagórkowatym przepięknym rejonie Polski.17 latek przejechał 56 km w nieco tylko dłuższym czasie.Polecam wszystkim te okolice. Są wspaniałe krajobrazy, ciekawe budowle, mili ludzie. Wszędzie jest bardzo czysto.Widzieliśmy tylko skrawek tego co można zobaczyć, dlatego jeszcze tu wrócimy.
    2 punkty
  4. Ee tam jak Choncita mogła wygrać, to tutaj kwintesencja kobiecości Wysłane Tapatalkiem
    1 punkt
  5. W sercu Gór Świętokrzyskich – Część III Święty Mikołaj! Tak, w ciepłych porach roku siedzi sobie spokojnie w Górach Świętokrzyskich i odpoczywa – to z miejscem jego pobytu w Laponii – ściema. Od tego miejsca szlak wyraźnie prowadzi w dół i zejście jest bardziej strome. Napotykamy na swojej drodze strumyk z krystalicznie czystą wodą. Po wyżłobionym korycie widać, że w czasach dużego opadu atmosferycznego potrafi się on przerodzić w całkiem silny potok. Mija jakieś piętnaście minut i docieramy do wyjścia z Świętokrzyskiego Parku Narodowego w Kakoninie. Tuż za nią drewniana osada, a w niej: …i nawet byśmy tu zjedli, ale klimat tego miejsca psuje włączony na cały regulator Dr Alban…o nie – takiej muzyki i hałasu, to nie lubimy! Schodzimy parę metrów niżej do tutejszej atrakcji: Chata piękna, ale niestety zamknięta. Zerkamy przez okienko, co w środku i stwierdzamy, że prawie jak u naszych babci... Podziwiamy architekturę tutejszej osady, mimo, że budynki są nowe – zrobione z dużym smakiem. Za stodołą jest kawałek łąki, gdzie spokojnie przy dłuższej podróży można rozstawić namiot i przenocować. Wracamy na szlak i powrotną trasę pokonujemy ekspresowo. Mijamy szczyt Łysicy i schodzimy w dół, ostatnim fragmentem trasy. Kolejna nowość, której wcześniej tutaj nie widziałem, to poręcze na najstromszej części szlaku. Myjemy ręce przy źródełku… …i kończymy Świętokrzyską przygodę w sercu tutejszych Gór. Z pewnością tu wrócimy – pozostaje nam do zrobienia, również bardzo dawno nie odwiedzana przez nas, Łysa Góra i Święty Krzyż. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  6. Rowerem przez Magurkę i Przegibek z BB Wczoraj pisałem o "szerokiej autostradzie" rozpoczynając wjazd na Błatnią, natomiast podobną drogę odkryłem dwa tygodnie temu jadąc na Magurkę. Wiedziałem o niej już wcześniej, ale dopiero teraz mogłem nią przejechać. Droga rozpoczyna się na Łysej Górze, tuż powyżej posiadłości z wysokim ogrodzeniem chyba pana Karwali i wije się przechodząc trochę poniżej Magurki aż do Przegibka i dalej w kierunku Międzybrodzia. Ja dojechałem tylko do Przegibka a z tego co wiem droga kończy się na razie w lesie...a pewnie docelowo w okolice jeziora będzie można zjechać. Kilka zdjęć jak to wygląda: Tak się zastanawiam, czy te drogi nie przeszkadzają "ekologom"....ale chyba nie! Tak więc trasę można zrobić sobie w obie strony, albo wjechać na Przegibek, albo tak jak ja wybrałem przez Małą Straconkę podjechać początkowo drogą asfaltową, która pnie się konkretnie ale za to nabieramy szybko wysokości:happy: Po drodze na Magurkę mamy takie oto widoki! Ogólnie na rower i krótki wypad polecam. Z centrum BB około 30 km czyli około dwóch godzinek i jesteśmy z powrotem. Pozdrawiam Maciek
    1 punkt
  7. Rowerkiem z B-B przez Błatnią i Klimczok Witam. Dziś korzystając z wolnego dnia i pięknej pogody wybrałem się na rowerową wycieczkę ze znajomym. Trasa bardzo popularna, pewnie dobrze znana niektórym z Was...natomiast wariantów jej jest bardzo dużo. Trasa w skrócie wyglądała tak: BB-Wapienica-Błatnia-Klimczok-Bystra-BB. W sumie ponad 40 km i 1200 w pionie dało się we znaki :happy: Podjazd na Błatnią rozpoczęliśmy z Wapienicy, a dokładnie od mostka nad rzeczką poniżej zapory. Skierowaliśmy się następnie na szeroką "autostradę", których wiele od dłuższego czasu w Beskidach powstało... Niestety potem trochę pobłądziliśmy bo nie chcieliśmy jechać szlakiem turystycznym ale w końcu dotarliśmy na niebieski, którym wjechaliśmy na Błatnią. Końcówka ostra ale daliśmy radę. Krótki odpoczynek a widoki mamy takie. Teraz już trzymaliśmy się szlaku i jechaliśmy na Klimczok mijając po drodze trzy podjazdy. Najwyższy punkt trasy wjeżdzamy bez problemu:biggrin: Następnie zjazd do Bystrej zaczynamy nietypowo, tzn. nie najkrótszą drogą. Kierujemy się szeroką drogą w kierunku Szczyrku, a dokładnie osiedla "Pod Magurą" chyba tak się nazywa... podziwiając Skrzyczne. Pięknie, jak na dłoni było też widać stok Beskid i zaawansowanie prac. I tak w pewnym momencie na dużym skrzyżowaniu odbiliśmy w lewo ponownie na "szeroką autostradę" która zaprowadziła nas do samej Bystrej. Tyle na teraz, serdecznie pozdrawiam. Maciek
    1 punkt
  8. Jeden zalew i cztery rzeki. Część III Jedzonko, zwiedzanie brzegów – obserwacja zwałki i ustalamy logistykę jej pokonania. Decydujemy, że tato wsiądzie do kajaka z drzewa, a na drzewo wejdzie z brzegu – z jego drugiej strony nie ma gałęzi i boimy się, że nie da rady bez ich asekuracji. Nim ruszymy dalej, sprawdzam z brzegu co na nas czeka dalej. Słyszymy drogę i samochody – to znaczy, że jesteśmy niedaleko Mniszka i trasy Radom – Piotrków Trybunalski. Płyniemy jakiś kilometr przeciskając się między brzegami, walcząc z coraz silniejszym nurtem – zaczyna się robić płytko. Dopływamy do przeszkody i płycizny… …skeg wbija się w dno – decydujemy, że wracamy. Mamy przecież jeszcze odnaleźć Radomkę i Garlicę. Z prądem płyniemy bardzo szybko – dopiero teraz jesteśmy świadomi jaką pracę wykonaliśmy. W tą stronę – nawet nie ma szansy zrobić zdjęcia – krajobraz przesuwa się bardzo szybko – Endomondo pokazało najwyższą prędkość, prawie 13km/h. Wracamy i zaraz po połączeniu Jabłonicy i Szabasówki dostrzegamy bardzo ciekawy korzeń, który został przez nas przeoczony wcześniej. Robimy fotkę starego mostu, po którym z obydwóch stron zostały jedynie murowane filary. Na niebie „chińskie” znaczki… Wpływamy na duże starorzecze, płyniemy, płyniemy i domyślamy się, że to Garlica – ale czy aby na pewno? Piękne miejsce. Spore ryby uciekają nam sprzed dziobu… …to pewnie krasnopióry wygrzewające się na słońcu. Głębokość – wiosło nie sięga dna, chociaż dookoła pełno zielonego badziewia i brei – wydawać by się mogło, że jest tu płytko. Zwężenie oraz bagnisko zniechęca nas do drążenia tematu. Wracamy do głównego nurtu, gdzie po chwili dostrzegamy prawdopodobnie Radomkę. Czy na pewno? Sprawdzilibyśmy gdyby nie przeszkoda…a ponieważ czas nas nagli, to rezygnujemy z jej pokonania, eksploracji wąskiego kanału, którym pewnie daleko byśmy nie popłynęli. Cel wyprawy uważam za osiągnięty – cztery rzeki, ich położenie, topografię mogę powiedzieć, że już znam – kajakiem dalej, w górę pewnie i byłoby można płynąć… …ale jedynką i ze świadomością pchania sprzętu przez miejsca płytkie, bądź z maczetą w ręce – karczując trzcinę. Czy warto? Zjadamy na wodzie ostatnie zapasy. Wpływamy na zalew, a tutaj: wmordewind i spora falka. Wiosłujemy dzielnie, a brak pokładu powoduje, że raz po raz, rozbryzgująca o dziób woda chłodzi nasze opalone nogi i ręce. Kończymy spływ zaliczając 16km. Suszymy kajak, a promienie operują dosyć mocno. W podłodze zwiększa się ciśnienie – zawór bezpieczeństwa zaczyna popuszczać powietrze. Pakujemy sprzęt do auta i ruszamy do domu. Obydwaj szczęśliwi – ojciec i syn. Dopisała pogoda, woda… a razem spędzony czas pozostanie w nas na zawsze. Super dzień, super przygoda! pozdrawiam marboru
    1 punkt
  9. Jeden zalew i cztery rzeki. Część II Pytam taty, czy zadowolony z pływania – a on uśmiechnięty od ucha, do ucha – mówi, że super! Cieszę się. Uzupełniamy płyny, robię fotkę najmocniej wysuniętego w górę fragmentu Szabasówki, który wyeksplorowaliśmy. Wracamy. Dopiero teraz, w drodze powrotnej zauważamy, że jeden z brzegów, to ponad trzymetrowa skarpa. Ślicznie tu. Nurt jest wolny, a drzewa i krzaczory jakby się nam kłaniały. Jesteśmy przy mijanej wcześniej odnodze… Jak mniemam – wpływamy na Jabłonicę. Od samego początku da się wyczuć, że prąd jest tutaj wartki. Wąsko i zakrętasy. Daję „z krzyża” mocno i wbijam się w górę rzeki. Kilkanaście zakrętów – pierwsza ciekawostka: kładka. Pochylamy nieco głowy i płyniemy dalej. Pojawiają się zwężenia – sprawdzam głębokość: ok. 1,5m…to daje nam nadzieję, że pstrągowanie nie skończy się szybko. Mijamy pięknego dęba. 90 stopni Coraz ciężej mi się płynie… …tata pomaga, ale główny motor napędowy siedzi z tyłu. Szerokość Jabłonicy, to ok. ¾ Seawava. Mijamy kolejną kładkę – tym razem nie trzeba się pochylać. Meandrujemy i dziwimy się, że na nizinach taka wartka, wąska i głęboka rzeczka. Trafiamy na pierwszą zwałkę – udaje się jakimś cudem ją przejść bez wysiadania z kajaka. Zaraz za nią jest druga – olbrzymie drzewo… …pod pniem jest miejsce na kajak – szybka decyzja – płyniemy. Kajak dołem, a my we dwóch przez drzewo, asekurując się, łapiąc gałęzi dajemy radę górą. Jestem dumny z taty, a on się cieszy, że jest taki dzielny i mimo swojego wieku śmiga po zwałce jak kozica. Zaraz za, piaszczysta plaża – robimy przerwę.
    1 punkt
  10. Jeden zalew i cztery rzeki. Część I Pomysł popłynięcia pstrągiem w poszukiwaniu wpływającej do Zalewu Domaniowskiego Radomki zrodził się po analizie mapy i tego co można znaleźć na Google Maps i zdjęć satelitarnych. Nawet mi, tubylcowi, który od lat dziecinnych łowił rybki w okolicach Mniszka nie przyszło by do głowy, że misz masz cieków wodnych w tej okolicy i najszersze koryto – to niekoniecznie Radomka. Płyną tu oprócz poszukiwanej: Jabłonica, Szabasówka i Garlica. Wszystkie cztery tuż przed Jeziorem łączą się – w Radomkę a potem „Domaniów”. Fotki z kosmosu przekonały mnie, że zadanie nie będzie łatwe… …dlaczego? Dlatego, że Radomka tuż przed połączeniem z ww ciekami to najwęższa rzeczka – jej szerokość jest taka, ponieważ działanie człowieka i mnogość stawów rybnych w okolicy uregulowały ją, odbierając przy tym masę wody. Skąd więc w dalszej części, za zalewem, pozostała nazwa: Radomka? Ponieważ, ta odnoga jest najdłuższa. Drugim powodem kierunku spływu i pstrąga, to opis całości spływalnej mojej radomskiej, domowej rzeki. Zamierzam ten szlak kajakowy opisać w szczegółach od tego właśnie miejsca do ujścia. W poprzednich relacjach przedstawiłem fragment Jedlińsk – Ryczywół. Ostatnio stwierdziłem, że żyję zbyt szybko zapominając o tym co najważniejsze – najbliżsi. Zbyt mało czasu spędzam z mamą, tatą…a nawet jak go spędzam, to są to wizyty na obiad, grilla itp. …zawsze nie ma czasu by spokojnie pogadać, poodpoczywać…zwyczajnie pobyć razem ze sobą. Na spływ dzisiaj spróbowałem, z powodzeniem zaprosić mojego 68 letniego tatę Teda. Nasza trasa została odznaczona przez satelitę w sposób następujący… …nie wiem jak to się stało, ale Endomondo nie odznaczyło całości naszego pływania? Krótkiego wpłynięcia na Szabasówkę. Seawave ze względu na zapowiadane słoneczko i temperaturę optymalną do pływania +22 nie został wyposażony w pokład. Start dokładnie z miejsca dziewiczej wyprawy mojego Gumotexa. Zalew Domaniowski przywitał nas brakiem fali i wiatru. Pierwsze odczucia bez góry kajaka – mniejsza sztywność i stabilność. Płyniemy w stronę początku Jeziora i w oddali, pomimo prognoz bez opadów – deszcz. Tata w swoim życiu, tylko kilka razy, pływał w kajaku, więc na początku poznaje się ze sprzętem pneumatycznym i wiosłami. Na starcie czuje się dosyć niepewnie, później radzi sobie nie najgorzej. Wiosłuje delikatnie robiąc przerwy i podziwiając tutejszą przyrodę. Zwiedzamy wysepki. Pojawia się wiaterek pchając nas w pożądanym kierunku. Wydaje nam się, że jesteśmy już na rzece… Pamiętając o tym, że Radomka płynie tutaj bardzo wąskim i prostym kanałem od strony lasu, płyniemy w prawo przy pierwszym takim miejscu – jakieś 500 metrów po zwężeniu toru wodnego. Kilka pociągnięć wioseł i spotykamy ścianę trzcin przed sobą – wracamy, to nie tu. Radomki musimy szukać dalej – po prawej burcie. Pstrąg nie jest uciążliwy, bo nurt jest bardzo łagodny – pomykamy do przodu. Rzeka meandruje leniwie, a dookoła żywego ducha. Cisza, spokój. Spotykamy oficjalny znak… …jesteśmy zaskoczeni, bo od co najmniej kilometra wydaje się nam, że jesteśmy poza Zalewem. Cóż – nie będziemy się kłócić – fachowcami od oznaczeń dróg wodnych – nie jesteśmy. Miejscami robi się wąsko i amazońsko… …by po chwili znowu się rozszerzyć. Napotykamy wędkarzy. Proszę tatę, by nie wiosłował, sam delikatnie dotykając wodę kieruję Seawava przy brzegu z daleka od spławików. Niestety Pan parkujący autem tuż przy skarpie, obsługujący wędziska z tego faktu jest niezadowolony. Pyta: - łowisz ryby? Odpowiadam: - łowię. Nieznajomy: - oby i Was kiedyś spotkało przepłoszenie ryb! Pytam ja: - czy uważa Pan, że z Pana powodu i jego wędkowania powinniśmy wyjść z kajakiem na brzeg i go, idąc na palcach przenieść? Odpowiada mi cisza. Mówię dowidzenia i jeszcze przez jakieś dwieście metrów, staram się, mimo wszystko wiosłować najciszej jak potrafię. Idzie mi to dosyć nieźle skoro Jaskółki dają się sfotografować z dosyć bliska. Po jakimś kilometrze spotykamy kolejnego „moczy kija”. Z wyglądu – tym razem stwierdzam, że to miejscowy. Siedzi w krzakach i widząc nas krzyczy oburzony: - uwaga na wędki!!! Odpowiadam – uważam. Mijam jedną, mijam drugą za 20m, mijam trzecią za kolejne 20m…mijam trzecią i czwartą… Bez komentarza – Kłusownik (łowić można na dwie wędki). Odpływamy. – jestem zniesmaczony postawą swoich „kolegów” po kiju. Rozwidlenie, miejsce spotkania dwóch nurtów rzek. Kierujemy się w prawo licząc na to, że to Radomka… …niestety nie. Nurt meandruje i nie przypomina kanału widocznego z satelity. To musi być Szabasówka. Robi się płytko, pojawiają się przeszkody w postaci rosnących w stronę lustra wody drzew. Skeg zawadza o żółciutki piasek. Po jakimś kilometrze lądujemy na plaży skąd postanawiamy się wycofać. Robimy przerwę na drugie śniadanie. Bułeczki smakują wyśmienicie, a komary zaraz po posiłku wyganiają nas z tego końca świata.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...