Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
27.07.2014 - 27.07.2014
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.07.2014 uwzględniając wszystkie działy
-
Dobra, trochę zmaściłem, to nie ulega wątpliwości... Ale relacje mieliście mniej więcej na bieżąco, więc już pisał nie będę. Powiem tylko, że pomimo pogody, która nie rozpieszczała i tak BARDZO MI SIĘ PODOBAŁO :) A jak tylko pojawiało się okno pogodowe, to rekompensowało wszystko!Kilka zdjęć wstawiłem do galerii:http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=366A tutaj jeszcze jakieś takie bardziej prywatne: Młody pozytywnie mnie zaskoczył. Generalnie na początku było kiepsko, bo niby był na nartach półtora roku wcześniej i coś tam już jeździł, ale okazało się, że nic nie pamięta. A może nie tyle nic nie pamięta, co na początek trudne warunki atmosferyczne trochę go przytłoczyły, wystraszył się, zaparł i konsekwentnie, z uporem maniaka każdy członek jego ciała odmawiał posłuszeństwa. Oczywiście przerwa na czekoladę, frytki, żelki załatwiła sprawę. Później zabawa na orczyku i na koniec dnia już bez problemów ogarnialiśmy zatrzymywanie, podchodzenie, oraz skręty, jednym słowem pług all inclusive Następnego dnia nie było grymaszenia tylko twarda walka - żaden śnieg i żadna mgła nie straszne Trzeci dzień przywitał nas solidną glebą - młody jak stanął na świeżym, wyratrakowanym, zmrożonym sztruksie, to najwyraźniej poczuł zew krwi i puścił się ze ścianki... Oczywiście zero myśli o skręcaniu czy hamowaniu - pełna dzida. Już go miałem, brakowało kilku metrów, ale młody postanowił załatwić sprawę po swojemu i położył się na plecach. Skomentował to tylko tym, że śnieg jest szybki i dlatego tak pojechał :stupid:W kolejnych dniach jeździliśmy doskonaląc technikę. Młody zaczął już ogarniać skręt równoległy, co mnie bardzo cieszyło. Niestety problemem była zmienna pogoda i często śnieg był miękki i kopny + to, że świeżo upieczony 6-latek był zafascynowany pługiem (nazywanym przeze mnie "pizzą") i zdecydowanie wyżej cenił taką formę narciarstwa nad jazdę na nartach równoległych oraz potrzebował prędkości, bo wtedy czuł, że żyje. Wiadomo, jak to jest uczyć kogoś z bliskiej rodziny - nie ma lekko.Co ciekawe, po raz pierwszy miałem "pacjenta", który:- wolał jeździć we mgle ---> "ponieważ wtedy widzę tylko Ciebie i mogę się skupić, a jak jest słońce i ta durna piękna pogoda, to jest dużo ludzi, oni się patrzą i ja się stresuje. I jeszcze jak są ludzie to się rozpraszam..."- wolał jeździć po stromym ---> "No bo jak jedziemy po stromym to każesz mi jechać ostrożnie i pizzą [czyt. pługiem], a jak jedziemy po niestromym, to każesz jechać na frytkach [czyt. równolegle]" Jeśli chodzi o tego byka i okolice... :biggrin: Ktoś miał łeb, jak sklep wymyślając nazwę knajpy :)W sumie cała miejscowość mi się podobała. Motyw z makietą świetny! A co do tego, kto był tam w tym samym czasie...2 punkty
-
Z okazji urodzinek, życzę Ci Kasiu - wszystkiego co najlepsze: zdrówka, spełnienia marzeń i realizacji narciarskich planów. Wszystkiego dobrego :-) PS. Temat związany ze świętem Kasi już na forum był, ponieważ nie udało mi się go znaleźć, proszę Moda o połączenie wątków.1 punkt
-
Tak wyszło, że w tym roku w wakacje letnie chcieliśmy sprawdzić m.in. jak wygląda białe jak jest zielone, więc wylądowaliśmy w dolinie Gasteinertal. Pominę zielone, bo to forum o białym przecież.:biggrin: Przechodząc do sedna - nie mogłem będąc tak blisko nie wskoczyć na białe.:wink: Prognozy nie były dobre i dalsze czekanie na okienko pogodowe, tzn. słońce, nie miało dla mnie sensu - szybka decyzja i z córą pakujemy sprzęt i jedziemy. To bardzo dziwne uczucie jechać znajomą doliną tyle, że w środku lata. (wszystko zielone) :eek: Na miejscu dowiadujemy się, że nartowanie tylko do 14:30 ale bez wahania dajemy na górę. widok z gondoli na stację dolną wjeżdżamy wyżej i pogoda sie psuje - nad nami mgła. widok na harcore'ową traskę do downhilla. Przesiadka do Gletscherjet 2. Stacja jest na prawie 2000 m a nadal zielono : Mija chwila i wreszcie coś się zaczyna dziać :biggrin: z kolorami. docieramy do Alpincenter na wys. 2450 m i widzimy, że będzie wyżej dobrze :stupid: szybka wizyta w wypożyczalni po narciochy (resztę mamy :biggrin:) - ja testuję Volkl'e a córcia Atomiki. Good news - łorcyk śmiga do 14:30 więc płacimy tylko za pół dnia. im wyżej tym lepiej :biggrin: i wreszcie docieramy we właściwe miejsce tzn. krzesłem na górę i wyżej łorcykiem. dajemy na dół. Warunki super tzn. nieważne czy jest mgła czy nie - ważne że jest koło zera / na lekkim minusie i full śniegu. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie - raz jest zimniej na dole , raz na górze. Postanawiamy zjechać całą trasę 1 na dół krzesła. Żeby do niego się dostać , niestety trzeba podejść kawałek bo śnieg za wolny, żeby się dało podjechać. I tutaj clou programu: szkolny błąd czyli brak przygotowania /.kondycji / wydolności czyli mimo małego dystansu wysiłek okazuje się dla nas na tyle poważny, że oboje prawie mdlejemy i na kolanach dochodzimy do siebie przez parę ładnych minut. Szybka kawa i jeździmy dalej. Raz coś widać raz nie. Spotyka nas wielkie szczęście - 2 ratraki zrobiły lewą strona trasy więc dajemy tam. Ludzi jak na lekarstwo. Czas szybko mija i robimy ostatni wjazd przy akompaniamencie wrzeszczącego gościa z obsługi łorcyka - jesteśmy ostatni do zjazdu. Jak ja lubię to uczucie :stupid: Dostajemy się pod krzesło i dalej w dół. Fajnie się jedzie bo ratrak był i nie ma nikogo. Oczywiście im niżej tym cieplej a pod koniec to jak w końcówce sezonu w Polsce tzn. nawet ziemia dobra jest. Wracamy na kwaterkę i dzielimy się wrażeniami. Nawet tego samego dnia to doświadczenie wydaje się super nierealne. :sorrow:pozdrawiam wszystkich, którzy tego doświadczyli i którym będzie to dane. :biggrin: m.1 punkt
-
1 punkt
-
Jak jeździsz pod navi, to mogę ci przesłać tracki gpx z maratonu, co był w Korbielowie w 2012 roku od Grzesia Golonki i jest tam Miziowa na trasie. Mam tracki z mega i giga, jak jechałeś coś kiedyś od Golonki, to powinieneś dać rade, giga ma przewyższeń ok 3 tys. na dystansie 61 km.1 punkt
-
a mnie się bardzo podobał koncert w spodku w 87r. :biggrin:1 punkt
-
Śladem Garego Fishera W środę jak Majka wygrywał drugi raz na TdF kręciliśmy z młodym od Andrzeja (Andy-w). Trasę znalazłem tu http://mtbistebna.pl/trasa-1.htm a punktem początkowym i końcowym w naszym przypadku była przełęcz Kubalonka. Zaliczyliśmy po drodze Ochodzitą, Trójstyk, Izbę Pamięci Jerzego Kukuczki... Jechaliśmy przez Słowację i Czechy. Rozpisywać się nie będę, zainteresowanych odsyłam do linku natomiast chciałem pokazać kilka zdjęć: Teraz kombinuję jak wjechać na rowerku na Halę Miziową, znalazłem podjazd od Sopotni Wielkiej, może ktoś ma jakieś propozycje lub zna fajny podjazd tak by nie trzeba było taszczyć roweru na plecach... Serdecznie pozdrawiam Maciek1 punkt
-
Z doliny Żylicy na Skrzyczne Ostatnio częściej bywam na Skrzycznem niż w zimie...tym razem chciałem poznać podjazd, którego jeszcze nie znałem. Dziwne, tyle razy tam byłem ale zazwyczaj wjeżdżałem na Skrzyczne od Lipowej (najłatwiejszy wjazd). Przeczytałem o tym wjeździe na jakimś portalu rowerowym i bardzo byłem ciekaw jak to wygląda w rzeczywistości. Najpierw musimy dostać się pod znaną nam Golgotę w Szczyrku, gdzie skręcamy w lewo w drogę między wyciągami. Średnio stromo wspinamy się drogą asfaltową. Mijamy po drodze "Malinówkę" i po 2km wpadamy na szutrówkę. Trzymamy się cały czas tej drogi. Po pokonaniu kilku zakrętów i kolejnych ponad 2 km skręcamy ostro w lewo, na drogę trochę mniej równą i z większą ilością kamieni. Docieramy do skrzyżowania, na którym odbijamy w lewo w kierunku Hali Skrzyczeńskiej. Jeszcze kawałek i wpadamy troszkę powyżej Hali na nartostradę z Małego Skrzycznego. Teraz znana już mi część, czyli podjazd trasą narciarską, trochę trudno ale szybko odbijamy w lewo w kierunku widocznego już szczytu. Całość z Soliska na szczyt Skrzycznego liczy 10 km. my pokonaliśmy tą odległość spokojnym tempem w 1godzinę i 25 minut. Bardzo fajny podjazd, dogodny i co ważne bez zsiadania z roweru. Pozdrawiam Maciek1 punkt
-
Pętla Biały Krzyż-Cienków-Malinka-Czarne-Biały Krzyż Wczoraj po sobotniej jeździe miałem ochotę znowu trochę pokręcić, więc wybrałem się tym razem z młodym od Andy-w na Biały Krzyż. Podjazd autem a rowerki na dachu:happy: Trasa liczy 40 km i około 1350 w pionie. Zaczynamy już znaną szutrówką za szlabanem w lewo na Białym Krzyżu. Po około 4,5 km dojeżdżamy do skrzyżowania, na którym skręcamy w prawo i jednocześnie wpadamy na żółty szlak. Początkowo szeroka, równa droga, szybki zjazd, potem trochę w lesie kamieni, trochę techniki i zbliżamy się do szczytu Cieńkowa. Widać Zameczek i jezioro Czerniańskie. Cały czas jedziemy żółtym szlakiem. Mijamy stację narciarską na Cieńkowie i jedziemy dalej w kierunku skoczni Adama. Cały zjazd z Białego Krzyża liczy w sumie ok. 17 km, naprawdę fantastyczny, szybki szlak, niezbyt trudny. Polecam! Dalej już niestety nie będzie tak łatwo, najpierw dojechaliśmy do zapory nad jeziorem Czerniańskim. Skierowaliśmy się w kierunku Czarnej Wisełki. Od skrętu na Czarną Wisełkę czeka nas podjazd, najpierw asfaltową drogą która prowadzi na Przysłop, natomiast my po 4,5 km skręciliśmy w lewo na szeroką szutrówkę, teraz 2,5 km pod górę. Na skrzyżowaniu na szczycie skręcamy w lewo i pozostaje nam jakieś 10 km do Białego Krzyża. Trzymamy się cały czas szerokiej drogi a na dwóch rozwidleniach trzymamy się prawej strony! Fajna trasa, nie trzeba zsiadać z siodła:happy: Młody miał jeszcze siły i pociął przez Kotarz, Karkoszczonkę, Klimoczok i Szyndzielnię do B-B. Szacun dla niego! Teraz tyle, wracam do oglądania TdF. Pozdrawiam serdecznie Maciek1 punkt







