Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.12.2014 w Odpowiedzi
-
Dziś postanowiłem po raz drugi się po wspinać.Ze względu na spodziewany nocny przymrozek,postanowiłem się nie spieszyć zbytnio,bo z punktu widzenia turowca,lepiej jak będzie miękko.Z domu ruszyłem po godz. 9,żeby na miejsce trafić po 10.Jak się okazuję,nie jestem jedynym chętnym na wspinaczkę.Równo ze mną przyjechało jakiś trzech gości.Wygramoliłem się dość szybko,ale to oni pierwsi byli na stoku. Cóż,widać brak doświadczenia z tym ustrojstwem,a poza tym nigdzie mi się nie spieszy.Niepokoi mnie sam stok - jest twardo,wręcz niemal lodowo.Nie są to najlepsze warunki do turowania.Ale o tym przekonam się chwilę później... Uzbroiłem sprzęt,znów dopinam takie paski,które wydają mi się strasznie niepraktyczne i mnie mocno irytują.Tak pomyślałem,że może ja coś źle robię,bo niemożliwe,żeby taki głupi patent ktoś wymyślił do tegoż trekkera. I faktycznie - ale o tym później.Postanowiłem,że zajmę się tym na górze,bo tam są ławeczki i może nawet coś sobie łyknę.Ruszam do góry.Już po pierwszych kilku krokach,co chwilę "ujeżdżają" mi narty.Kiepskie foki? Chyba jednak nierówności + oblodzenie. Tych trzech gości przede mną też miało problemy,ale nie zwróciłem na to uwagi. Próbuję więc spokojniej i uważniej. Teraz idzie nieco lepiej. Nagle "FLOF"!* Leżę i nabieram prędkości. Sypią się narty,kijki,a ja nie mogę wyhamować. Ścinam boczną siatkę,ale ta mnie nie zatrzymuję. Prędkość skutecznie wytracam dopiero na trawie. Wstaje nieco uwalony i wk... W pierwszej chwili chciałem tym wszystkim walnąć i jechać do domu,ale po chwili zastanowienia zmieniam taktykę. Pierwszą ściankę po prostu się wspinam z buta,wbijając przody w śnieg. Skutecznie! Powyżej pierwszej ściany ponownie zakładam narty i tym razem już idzie lepiej. Zostaje też wyprzedzony przez innego,doświadczonego turowca. On również początek trasy niósł narty na plecach,to o czymś świadczy. Wreszcie jakoś to idzie i mam przyjemność. Docieram na górę.Siedzi tu już wspomniany wcześniej turowiec. Zaczynamy rozmawiać o tym i owym. Pierwszy raz widzi trekkera,więc z zaciekawieniem ogląda. Ponieważ widać,że to człowiek "oblatany w temacie",zaczynam wypytywać,czy ja coś źle robię,bo to nie możliwe,żeby te paski... Oczywiście! Te paski mają służyć jedynie do zabezpieczenia narty,aby nam nie "odpłynęła" przy wywrotce,natomiast wiązanie w trekkerze działa jak to w snowbladach czy rakach. Ale blamaż! :redface: Dobrze,że jednak popytałem,bo nadal popełniałbym błąd i się nerwował. Serdecznie pozdrawiam ów Kompana,może przeczyta relację. Zanim w ogóle wymyśliłem sobie na dziś skitury,przezornie spytałem na fejsie "Soszowa",czy nie mają nic przeciw,jak się trochę po wspinam. Wiadomo,że to się wiąże z rozjeżdżaniem bezcennego kruszcu,jakim obecnie jest śnieg. Szybko dostałem odpowiedź: "Zapraszamy,ale pod warunkiem,że będzie fotka". Nie było wyjścia,trzeba zrobić sesję zdjęciową. Wybrałem na to górną stację,bo tam najlepsze warunki ku temu. Przy okazji niepokoi mnie,jak te moje "Armaty" zachowują się na oblodzonej trasie... Fotka wykonana,czas ruszać na dół. Trasa niestety tak jak została rozjechana dwa dni temu, tak zamarzła. Na początku czuję się mocno niepewnie,w końcu szerokie narty robi się nie na takie warunki. Ale Armada jj to nie są miękkie deski,jak większość tych z gatunku free i to daję się wyraźnie odczuć. Oczywiście na plus! Im dalej,tym pewniej pokonuję trasę. Nabieram zaufania do nart jak i do swoich możliwości. Chyba ta opaska na kolano powoduję,że mogę jechać niemal normalnie. Po drodze doganiam jednego z tych gość,o którym wspominałem wcześniej i słyszę: "to nie jest normalne co My robimy". I śmiech. Pozostało zmęczyć ostatnią ściankę. Mam obawy, więc puszczam doświadczonego gościa przodem. Idzie mu nieźle,więc i ja ruszam. Początkowo asekuracyjnie,ale po chwili już jadę zupełnie normalnie do samego dołu. Obawy były na wyrost i nawet mi się podobało. Nartki spisały się rewelacyjnie. Chwilę po mnie zjeżdżają kompani ów gościa. Krótkie dyskusje i się zastanawiam co robić. Dwóch gości bierze narty na plery bądź pod pachę i wspina się pod krzesełkiem po trawie. Widać,też nie dawali rady na fokach. Ale trzeci idzie w zaparte i będzie turował. Ja się zastanawiam,czy mi się jeszcze chce,po za tym muszę sobie parę rzeczy jeszcze poprawić,przemyśleć itp. Przyglądam się jak pójdzie to turowanie. Gość idzie dokładnie tak jak ja zaczynałem. Początek bez problemów,aż doszedł do miejsca mojego upadku - FLOF!* :tongue: Tak jak ja,leży i zaczyna nabierać rozpędu. Ścina siatkę,ale udaje mu się za krawędziować nartę tuż przed trawą. No jak zawodowiec nie daję tu rady,to nic dziwnego,że miałem kłopoty. Nie mam odpowiedniego plecaka do wpięcia nart,na ramieniu nie chce mi się ich nieść,bo są niepraktycznie,więc na dziś koniec. Mam mały niedosyt, ale na pewno go niedługo spożytkuję! Trochę mi jedynie szkoda,bo impreza się dopiero rozkręcała... * - FLOF - odgłos upadku,zapożyczony ze słynnych komiksów "Kajo i Kokosz"11 punktów
-
Sorry, że z opóźnieniem, ale trochę się działo w miedzy czasie. Podaje wyniki "super typowania": Ciszak, Zelt, Pawlicki. Piotr Zelt walczył wspaniałe. Uzyskał dokładnie taki sam czas jak ja, jednak o miejscu zadecydował drugi przejazd. Antek Pawlicki tego dnia nie zaliczy do udanych. W generalne zajął dopiero 5. miejsce. Czas miał gorszy od Agnieszki, która wygrała giganta kobiet!3 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wczoraj w Bialce odziwo warunki bardzo dobre. Temperatura + 10 st., stok szczegolnie jedna z tras bez wiekszych muld, ludzi nie za wiele. Jedzilem od 16 czyli trasy dostaly juz troche od narciarzy, mimo to bylo na prawde dobrze.1 punkt
-
Kompletnie nielogiczny jest dla mnie komentarz Pana Ś. do decyzji o rozbiórce naśnieżania. Że niby to wielki tryumf, bo uratuje rzekę Wieprzówkę, która zdobyła tytuł rzeki roku 2013. Skoro naśnieżanie nie przeszkodziło rzece Wieprzówce w zdobyciu tytułu w roku 2013, to nie bardzo widzę związek logiczny między faktem rzekomej degradacji środowiska, a tym wielkim wyróżnieniem jakie spotkało Wieprzówkę.1 punkt
-
Drogi ROCHU, co ciekawe nie chodzi mi zupełnie o tego czerwońca, bo to nie ma żadnego znaczenia. Mówiąc krótko, to mam do sprawy tzw "reputacji" stosunek ambiwalentny. Chodzi o to, że forum jest dla mnie miejscem gdzie mogę wymieniać się poglądami na różne sprawy niekoniecznie związane z narciarstwem. A takie postawienie sprawy (danie czerwońca) zamyka zupełnie pole do dyskusji. Przypuszczam, że wiem o co chodziło temu komuś. Takie wyrażenie swojej dezaprobaty jednak do niczego nie prowadzi. Mnie w przypadku tegoż filmiku zupełnie nie chodziło o postać Prezesa. Gdyby ktoś zrobił ten filmik np. z Tuskiem, śmiałbym się tak samo szczerze. Wkleiłem go tylko dla tego, że spodobała mi się idea połączenia dwóch różnych spraw jak również świetne moim zdaniem wykonanie tegoż bzdeta. Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Dzięki - poprzednie dni były trochę mniej aktywne, ale w sumie zrobiłem około 230 km zjazdów (wg GPS trackerów). Noclegi miałem w bardzo przyjemnej kwaterze - Olympic House - tu podziękowania dla idupass za możliwość zakwaterowania z nim i jego znajomymi.Na stokach było różnie gęsto - od 9 do 11 praktycznie pusto, potem do 14 pełniej (szczególnie na niebieskiej Costacci), a po 14 znowu się luzowało.Najgęściej było po stronie Costaccia (Valandrea Vetta) - tam bardziej płaska niebieska trasa przyciągała chyba najwięcej ludzi - ale tam najmniej jeździłem, więc nie wiem, czy tak było ciągle.Chyba ze trzy czwarte ludzi to Polacy byli, więc pytanie o wolne miejsce przy stoliku można było spokojnie najpierw po polsku zadawać, a dopiero przy braku reakcji przełączyć się na angielski.Co do kolejek przy wyciągach - to nie zdarzyło mi się stać dłużej niż 5 minut, ale od 11 do 14 to na bieżąco całkiem też nie było - najluźniej było chyba na Blesaccia II, ale tam najczęściej wiało i trasa była twarda, a wyciąc był bez osłony.Trasy przygotowane wg mnie bardzo dobrze - chociaż małe kamyki się zdarzały pod koniec dnia na stromiznach przed samym wyciągiem (np. na Federia czy na Sponda).Rano wyratrakowane było wszystko - do 11 każda trasa była samą przyjemnością - później na dole jakieś małe usypania były, ale porównując do trasach w Beskidach to raczej był brak sztuksu niż muldy :-) No i czym później, tym na stromiznach robiło się twardziej, a na trasie do pośredniej gondoli Carosello rzadko, ale miejscami wychodził lód.Więcej jeździłem na Carosello - na Motolino też było przyjemnie, ale z moimi słabymi umiejętnościami większą frajdę miałem jeżdżąc po czerwonych, niż po czarnych.Moje ulubione trasy to Fontane Vetta z rana (bo słońce tam oświetlało calutki stok - szeroki i dla mniej idealnie nachylony), a po południu Federia (gdzie było troszeczkę gęściej przy dojeździe pod wyciąg).Ilość otwartych tras - praktycznie cała góra (nad linią drzew) była otwarta - wszystkie trasy i wyciągi - zamknięta była chyba tylko dojazdówka z Blesaccia II na Blesaccia I.Na dół trzeba było zjechać gondolą - ale to nie było dla mnie jakimś wielkim problemem.Jako ciekawostka - wg strony livigno.eu wyciąg 2-osobowe krzeszełko Monte Della Neve (podobno stali bywalcy mówili na niego drewniaczek) jest czynny a w rzeczywistości to jest rozebrany - nie ma już nawet słupów .Druga ciekawostka - zdarzyło mi się raz pod koniec dnia zjechać na Federia poniżej limitu czasu między odbiciami karnetu - tam jest chyba 6 minut - bo wyjechałem wyciągiem, zjechałem na dół i dostałem na bramce czerwone 'buu' - ale po 10 sekundach później już puściła :-)I filmik pokazujący trasę Blesaccia:[video=youtube_share;dM4x7SRxw-M] [video=youtube_share;pFzpxgiVWc4] oraz Fontane Vetta[video=youtube_share;nw_3OjrXVBY] Ogólnie jednak moje pierwsze wrażenie z Alp jest baaardzo pozytywne - na pewno nie był to mój ostatni wyjazd w te strony i już lepiej rozumiem powszechnie używany tutaj zwrot "jedyny słuszny kierunek" :-)1 punkt
-
Wczoraj wieczorem pojawiła się informacja,że dziś będą działać od 8.00 do 15.00 - komunikat z fajsa: Teraz szybko spojrzałem na ich stronkę i faktycznie znów zamknęli. Wczoraj też było zamknięte z powodu deszczu. Nie wiem jak to będzie wyglądać w sobotę,bo śniegu wiele nie ma,ale dziś jeszcze było fajnie! Trzeba po prostu śledzić na bieżąco i mieć sprzęt w gotowości! Ja woziłem całość w aucie,tak na wszelki wypadek... :wink: Pozdrawiam, Maciej1 punkt
-
Trafiło mi się wolne,więc nie muszę mówić,jak chciałem to wykorzystać.Zapowiedzi nie były optymistyczne,ale cóż.Wczoraj się nie udało,to może dziś będzie lepiej.Wstaję,patrzę za okno,a tam leje!Nieco rozbity zbieram się powoli,a Żona pyta:"Jaka decyzja?"."Jadę" - odpowiadam bez przekonania. Narty czekały już w samochodzie,ale mina zrzedła,kiedy wychodzę na zewnątrz.Ciągle pada.Podrzucam Żonę :wink: i kierunek Wisła. Fullwypasówka nieco zapchana,ale bez korków. Po drodze rozmyślam jaki karnet wziąć... Wisła wita mnie ulewą.Cóż za gościna - pomyślałem. Już miałem nawet zawrócić,ale jednak przypominał mi się mój podpis pod postami. Poza tym, tak z doświadczenia uznałem,że przy szczytach porozrywa te chmury i będzie szansa na przyjemne poszusowanie.Dojeżdżam do celu i jak zwykle,jeszcze nawet człowiek nie wie,czy jest po czym jeździć,a już wita nas parkingowy - "parking płatny (jakbym nie wiedział) , 5 zł proszę".Ech,mają podejście do turystów! O dziwo,stoi ok. 10 samochodów.Przebieram buty i zakładam opaskę na kolano - wreszcie się zdecydowałem ją kupić.Dziwnie się w tym czuję,ale od razu mam wrażenie,że łatwiej mi się poruszać.Trzeba się jeszcze wspiąć po schodach i do kasy.Różne mi po głowie myśli chodziły,ale ostatecznie biorę 3 godzinki za 55 zł (miały być max 2).Pani w kasie mówi,że powinno przestać padać.Zawierzam na słowo i czas włączyć Endomondo.Tym razem wreszcie nie zapomniałem włączyć go przed pierwszym wejściem na wyciąg.Pierwsze spojrzenie na trasę: Jak widać,śniegu dość,za to ludzi całe tłumy - w porywach jeździ ok. 5 osób.Na początku siąpi jeszcze lekki kapuśniaczek,ale szybko przechodzi.Od tego momentu pogoda robiła się coraz lepsza,żeby nawet wychodziło słoneczko.Zacząłem jeździć przed 10 i wtedy jeszcze trasa była dość twarda,ale z każdą chwilą miękła.Mi to odpowiada,ale pewnie niektórzy mogliby już narzekać. Po bokach jest jeszcze nietknięty sztruks i jego się trzymam.Później niestety pojawia się coraz więcej niepokojących kolorów,a następnie drobne czarne punkciki.Ale nic specjalnie groźnego.Jak na tą aurę,nie ma co narzekać.Na kanapie zawsze jadę sam,bo niby i z kim? Po dwóch godzinach jakoś przywykłem do opaski i mam wrażenie,że właściwie mogę sobie nieco popuścić.To na prawdę pomaga!W ogóle mam wrażenie,że ona mi to kolano jakby "poukładała".To był też moment,kiedy było najwięcej słońca i właściwie można było zapomnieć o deszczu.Żałowałem jedynie,że nie wziąłem swoich "Armat",bo pod koniec stok tak rozmiękł,że byłaby na nich fajna jazda. Przy tej mojej nodze uwielbiam mieć pusty stok przed sobą.Drobne ograniczenia przestają stresować. czasem chwila na widoczki: Po 3 godzinach czas kończyć.Wspomniałem już o płatnym parkingu,ale nie wspomniałem,że dostajemy kupon na darmową herbatkę lub kawę.Dobry pomysł,skoro nie można się dogadać z tym innym podmiotem gospodarczym.Poszedłem więc na kawkę i zająłem miejsce na tarasie,bo ciepło jak na wiosnę.Widoczki fajne: Zamówiłem sobie też fryteczki. Patrzę tak na stok i chyba przybyło trochę ludzi,choć ani razu tłoku nie widziałem.Cóż,mój czas minął,kawa wypita,czas się zbierać.Na koniec jeszcze takie tam fotki: Zdecydowanie dają jeszcze radę.Ze względu na temperatury,trasa szybko puszcza,ale nie bądź "człowiek puszcza" i przyjedź wcześniej.Wtedy sobie fajnie pośmigasz i w dobrych warunkach.Żałuję jedynie,że nie zabrałem skiturów,bo bym pewnie się jeszcze wspiął ze dwa razy i zjechał.Może następnym razem. No jak na tą aurę,mają jeszcze dobre warunki.Wczoraj trochę pozytywu z Pilska,dziś z Soszowa,tak na przekór wszelkim złym prognozom!Może pani zima to doceni i w końcu coś sypnie? :angel:1 punkt
-
Udało mi się z wyjazdu zmontować filmik :tongue: [video=youtube_share;faZ1BRKrF6E]1 punkt
-
Wróciłem z Livigno, więc szybko naskrobię parę zdań na temat wyjazdu.Plany na początek sezonu były zupełnie inne. Miało być wyżej dalej i fajniej (czyt. nie jestem fanem Livigno) niestety ze względu na to, że 70% załogi się wykruszyło (tradycyjnie), rozpoczęliśmy sezon właśnie tam. Dokładniej to sezon wystartował dla moich współtowarzyszy, bo ja zaczynałem w pażdzierniku na Stubaiu :smile:Stratujemy z Gliwic w piątek przed północą. Podróż mija bez większych przygód w miłej (delikatnie zakrapianej alkoholem :wink: ) atmosferze. Docieramy do Livigno około południa.Apartament w fajnej lokalizacji, do gondolki na Mottolino 50 metrów do centrum 200 metrów. Szybki przegląd warunków narciarskich jaki możemy dostrzec z dołu. Widać, że nie działają dolne odcinki tras, jest za ciepło - temperatura znacznie powyżej zera. Nie działa też gondola po stronie Carosello. Chodzi o tą nowocześniejszą żółtą, usytuowaną po prawej stronie patrząc od dołu. Nie pamiętam nazw własnych wszystkich tras, więc ich nie wymieniam :Zaczynamy jeździć w niedzielę. Warunki w górnych partiach tras dobre. Brak minerałów, ilość śniegu wystarczająca, większość tras dobrze przygotowana. Na stokach i przy wyciągach pusto. Rano można było przejechać całą trasę i spotkać jedną, dwie osoby :smile: Niestety trochę gorzej z pogodą. Jeździmy cały czas w chmurach i we mgle. Od czasu do czasu w najwyższych partiach chmury się przecierają i pojawiają się takie widoki: jednak żeby doświadczyć takich widoków trzeba przejechać w dół i w górę przez to: Powyższe zdjęcie pokazuje sytuacje na granicy mgły, niżej było znacznie gorzej :frown::Taka sytuacja ma miejsce do środy, dodatkowo jednego dnia dosypuje mnóstwo ciężkiego śniegu (temperatura na górze plus 3 stopnie). Śnieg sypie przez cały czas co dodatkowo mocno ogranicza widoczność.W czwartek bomba :applause: :smile: W nocy dosypuje około 30 cm puchu temperatura poniżej zera. Cały dzień poza trasami (zresztą trasy wyglądały tak jakby ich nie było) coś pięknego :stupid: Jeśli miałbym być upierdliwy, powiedziałbym że brakowało tylko pełnego słońca. To słońce przywitało nas w piątkowy ranek. Najpierw do oporu "katujemy" Carosello 3000. Po południu przenosimy się na wspomnianą na początku relacji lewą stronę Carosello (tam gdzie nowocześniejsza gondolka) i zjeżdżamy do oporu po trasach i poza nimi :smile:Niestety bez zdjęć z ostatniego dnia, bo nie było czasu żeby je pstrykać.Wyjeżdżamy do Gliwic w piątek około 19, by o 6 w sobotę zameldować się w Gliwicach. Niestety w Szwajcarii ktoś tuż przed nami miał dużego pecha, a właściwie sporo szczęścia: Jeleń niestety go nie miał :frustrating:Dla wybierających się do Livigno forumowiczów. Jeśli pogoda się utrzyma, a konkretnie mróz, to w przyszłym tygodniu powinny ruszyć dolne części tras. Śniegu w górnych partiach jest pod dostatkiem i napewno go nie zabraknie :smile:1 punkt







