Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.08.2015 w Odpowiedzi
-
Drugie, małe WZF - tym razem na południu naszego pięknego kraju Minął niespełna tydzień i kolejny raz mieliśmy okazję się spotkać z Johnnym, jego sympatyczną żoną oraz z Chłopakami, towarzyszami naszych zimowych eskapad w Alpy i nie tylko. Tym razem celem naszej podróży były Pieniny - przyznam, że był to dla mnie debiut w tym rejonie naszego kraju. Dlaczego wcześniej nie zawitałem w te piękne Góry? Do dzisiaj nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie i oczywiście bardzo żałuję, że tego nie uczyniłem. Cel był prosty - zaliczyć Trzy Korony oraz będącą w Koronie Gór Polskich jako najwyższy szczyt Pienin - Wysoką 1050 m npm. 3K: Nasza paczka: Przepiękny widok ze szczytu na dolinę Dunajca - trzeba się tutaj niebawem ponownie wybrać, tym razem z kajakiem. Ponieważ plan mieliśmy napięty po zrobieniu szlaku 3K wsiedliśmy szybko w auta i przenieśliśmy się do Wąwozu Homole i drogę na Wysoką. Wąwóz? Choć niewielki - niezwykle urokliwy. Nim dotarliśmy do celu wędrówki - trafiliśmy na zupełnie nieznaną stację narciarską... ...ktoś zgadnie na jaką? Podwójne archaiczne krzesło, kilka orczyków i szeroko...i łąki...i lasek...i pewnie w zimę mnóstwo puchu i masa łatwych tras freeridowych. Widok z górnej stacji - Beskid Sądecki. Wysoka oczywiście padła. Kolejna góra z Korony zdobyta. Droga powrotna to przepiękna grań Pienińska, świetne widoki i rozważania co do możliwości pobudowania tras i wyciągów narciarskich - możliwości są ogromne. W każdym bądź razie - w przyszłym sezonie narciarskim obiecałem sobie zawitać w te rejony z deskami. Na końcu szlaku, na naszej drodze spotkaliśmy i zagościliśmy w takim oto schronisku... ...i kolejna zagadka? Co to za miejsce? Miejsce dosyć ciekawe narciarsko ponieważ istnieje tu również ski infrastruktura i wyciąg. Łącznie tego dnia zrobiliśmy na pieszo ok 23 km - spotkanie i dzień skończyliśmy bardzo dobrym obiadem w karczmie nieopodal Szczawnicy. Ja ze swoją drugą połówką postanowiliśmy na drugi dzień zdobyć Radziejową i kolejny szczyt z Korony...ale niestety dorwała nas burza na szczycie Przehyby i musieliśmy zawrócić - cóż, Radziejowa nie zając, nie ucieknie. pozdrawiam marboru8 punktów
-
Cóż? Przez jakiś czas zarówno mnie jak i Johnnego N na forum nie było...dlaczego? Ano szlajaliśmy się to tu, to tam po Polsce :smile: Na początku, pierwsze, małe WZF odbyło się w Polsce środkowej - oczywiście nie obyło się bez wizyt na stokach narciarskich... ...ale nim one nastąpiły, mieliśmy dosyć napięty program zwiedzania, kosztowania pysznych potraw i regionalnych piw - oczywiście towarzyszyły nam, nasze drugie połowy. Zgadniecie gdzie poniższa fotka została zrobiona? Mała podpowiedź jeśli ktoś nie zgadł: Po zamku i staropolskim dworze przyszła pora na przeprawę promem po królowej polskich rzek oraz odwiedziny starego nadwiślańskiego grodu. Tutaj oczywiście również warownia... ...i przepiękny widok ze wzgórza trzech krzyży na całe miasteczko. Oczywiście dyskusja o poprowadzeniu trasy narciarskiej z tego miejsca była rozważana i razem z Maćkiem stwierdziliśmy, że byłby to jeden z najpiękniejszych stoków narciarskich - nie tylko z pięknym, malowniczym widokiem ale również z bardzo wymagającą, ostrą trasą. W drodze powrotnej, po zwiedzaniu itd - oczywiście próba nart na zielonej trawce :wink: Najpierw na jednym z okolicznych stoków: ...a potem na drugim: Jestem przekonany o tym, że większość z Was poznała powyższe miejsca i oczywiście ośrodki narciarskie - gościły w zimę na skionline wielokrotną ilość razy. Na drugi dzień postanowiliśmy zmienić nieco miejsce naszych wędrówek i tym razem udaliśmy się w prawdziwe Góry oraz Górę będącą jedną z 15 w Koronie Gór Polskich. Łysica: Nim jednak przybyliśmy na nią - odwiedziliśmy stok w Bodzentynie (niestety zapomniało mi się pstryknąć)... ...oraz inną tutejszą górkę i milionem letnich atrakcji: Wszystko co dobre - niestety się kończy. Nasze wspólne i pierwsze, małe WZF skończyło się burzą z gradem i deszczem - ciekawe, czy oryginalny dach knajpki, powyższego ośrodka narciarskiego - przetrwał? ...nas nawałnica zastała w drodze powrotnej.5 punktów
-
Niestety nie udało mi się wejść na MB moja podróż skończyła się na 4360m.n.p.m. przy schronie, nie wiem ale wszytko co miało pójść nie tak się spełniło, juz przy wyjeździe dowiedzieliśmy się o zamknięciu drogi na MB ale niestety urlopy pobrane więc niema odwrotu. Na miejscu policja pouczyła nas że idziemy na własne ryzyko ale nam nie zabronią, pogoda dała się nam we znaki jak rzadko, śnieg mróz deszcz wiatr 100km/h zdarzały się okienka pogodowe ale plan był na 4 dni wyszło 8 w tym kilka kiblowaliśmy w schronie i namiocie. Kuluar sypał jak wściekły przed nami zeszła lawina kamieni 30min siedzieliśmy schowani za skałą w strachu przed przeprawą i obserwowaliśmy co będzie, nie ma dużo do przebiegnięcia jakieś 30-50 metrów ale w czerwcu podobno 4 osoby tam zginęły tak mówił policjant. Czujesz się tam jak na strzelnicy tyle że ty robisz za zająca po przeprawie szczęśliwej znowu zeszła lawina kamieni normalnie masakra, wyżej nie było lepiej od 3800m był już tylko lód czysty tak się stało jak po odwilży przychodzi wiatr i mróz jakieś -15 odczuwalne nawet raki się nie chciały wbijać, do tego posiałem czekan przy ataku, załapałem poślizg kolega mnie wyłapał na lotnej i jedyna rozsądna decyzja dla mnie to było kiblować w schronie do przyjścia reszty z ataku na szczyt. Atak na szczyt zaczął się o 7 rano przy słonecznej pogodzie z wiatrem 100km/h po 10 już nie było widać nic zacząłem się bać o resztę załogi czy wrócą cało były trzy zespoły. Dwa wróciły po omacku a trzeci mało nie zginął podobno jeden gościu spadł z grani i tylko przytomność ostatniego ich uratowała bo skoczył w drugą stronę i całą trojkę wyhamował udało się im wrócić ale przerażeni byli na maksa. Wracaliśmy po lodowcu po omacku z GPSem jedno mleko było zabraliśmy na lotną jeszcze dwóch bo się bali sami, co było robić przecież trzeba pomagać co się później potwierdziło bo gościu na końcu naszej lotnej wpadł do szczeliny tak po pachy ale kupel przed nim go wyłapał padając na glebę bo zdążył to zauważyć i wyciągnęliśmy go potem już było spokojnie. soryy za taki chaos w tym pisaniu ale tyle się tam działo że trudno to ogarnąć może kiedyś się spotkamy to Ci to opowiem na spokojnie po kolei, na koniec dopełnił wszystkiego już przy schodzeniu od Tetrusa spadający kamyk wielkości domu. W czasie naszego pobytu byli tam tylko Polacy i Ruscy dwa namioty i pustki totalne. LINK do fotek z okienek pogodowych pozdrawiam RG ps. wszytko to nie zmienia faktu że w 2017 jadę jeszcze raz tam I film [video=youtube;7gx8C9NaeGM]3 punkty
-
W ostatnia sobotę zrobiliśmy sobie szybki wypad na Kończystą, a że zapowiadali załamanie pogody po południu z domu wyjechaliśmy o 24:00 dodatkowo zabraliśmy rowery na odcinek z parkingu do schroniska. Niestety niezbyt pozwoliło nam to na ogólne przyspieszenie wyprawy bo po drodze na Słowację trafiliśmy na wypadek i ponad godzinę byliśmy w plecy, można powiedzieć że z czasem wyszliśmy na zero. Trasę na szczyt zrobiliśmy przez Przełęcz pod Osterwą, Tępa, Stwolska Przełęcz by o 7:00 stanąć na szczycie Kończystej powrót trasą przez Dolinę Złomisk do schroniska gdzie zameldowaliśmy się o 10:30. Poniżej kilka fotek z naszej wyprawy i LINK do reszty zdjęć Na Przełęczy pod Osterwą Odbijamy w lewo na Tępą docieramy na Stwolską Przełęcz a teraz głazami na szczyt Kończystej by w końcu osiągnąć nasz cel koniec wędrowania pieszego przy schronisku zaczynamy zjazd na rowerkach do samochodu (co bym dał żeby tak można z Morskiego Oka wrócić ) resztę zdjęć jak pisałem w linku, ogólnie fajna wyprawa szkoda że niema na ten szczyt szlaku bo naprawdę fajne miejsce, choć mogło by już tam nie być takiego spokoju jak teraz. ps. po powrocie z Kończystej przy schronisku podsłuchaliśmy ciekawą rozmowę odnośnie planowania wycieczki zaznaczam że byliśmy tam o 10:30 do 11:00 i powoli sprawdzały się prognozy pogody nadciągała ulewa co było widać i potem czuć , dwóch starszych panów koło 50+ mówi do swoich wybranek " są dwie opcje gdzie idziemy Rysy lub Koprowy możecie zdecydować gdzie idziemy" nie wiem czy ci ludzie cokolwiek wiedzą o planowaniu takich wypraw ale włos się jeży przy takiej beztrosce. pozdrawiam Rafał3 punkty
-
Widzę,że różowe porteczki "obowiązują również latem. Choć w skróconej formie.:applause:2 punkty
-
W trakcie weekendu odwiedziliśmy Jontka i Pilsko.Przy nowej kanapie dzieje się niewiele Jednakże to tylko pozory bo zaraz obok nowego "zbiornika" do nasnieżania widać, że beczki pojechały wysoko To bardzo dobra wiadomość, bo ze źródeł dobrze poinformowanych wiemy, że wyciąg przeszedł wszystkie obowiązkowe testy. Teraz wykonawca musi przekazać dokumentację inwestorowi i odbiór będzie możliwy. Jednak najpierw inwestor musi..... , a to nie wiadomo kiedy nastąpi.Co do pozostałych elementów trasy na Buczynce to brak oświetlenia na rozbiegówce, ale dobra wiadomość - słupy są. Gorzej wygląda sprawa z siłownią w Jontku. Niezmiennie stan surowy otwarty Ważne, że przyroda radzi sobie lepiej mimo suszy a pola jagodowe, po których jeździmy zimą (szóstką) pozwolą najeść się każdemu Nieco gorzej wygląda niedawno uczynnione osuwisko, jest strasznie blisko podpór orczyka Idąc dalej znaleźliśmy tajemniczy rów, a w nim instalację. Nie udało sie nam niestety dowiedzieć czemu on ma służyć. Na szczyt nie udało sie dotrzeć. Przegoniła nas burza. Ostatnie (niestety możliwe, że dosłownie) spojrzenie na wyciąg Nr 82 punkty
-
Kozi, Kozia, ZawratRazem z żoną i znajomymi wybraliśmy się w piątek 7 sierpnia do Doliny Pięciu Stawów, do schroniska docieramy o 23 o czołówkach, na nocleg nie ma co liczyć, nawet gleba jest zajęta w schronisku, dlatego rozbijamy się z karimatami na tarasie przed schroniskiem (częściowo jeszcze ławki były wolne) wskakujemy w śpiwory i zasypiamy. Pobudka o 5:30, na spokojnie zbieramy się, oraz jemy śniadanie... większość ludzi dalej śpi.O godz. 7 rano wyruszamy na Kozi Wierch, tempo mamy spokojnie, raczej dostosowujemy do żon . I tak po godz. 9 meldujemy się na szczycie Koziego Wierchu... pogoda piękna! na podejściu nie było za gorąco, widoki cudowne! kilka osób na szczycie. Siadamy i celebrujemy piękne widoki na D5S i Halę Gąsienicową, zaczynają się schodzić ludzie, oraz pierwsze osoby które robią "Orlą Perć". Po niecałym godzinnym odpoczynku schodzimy w dół, żona chce kończy na dzisiaj wycieczkę i wraca do schroniska, znajomi udają się na Zawrat, a ja samotnie pędzę przez Pustą Dolinkę na Kozią Przełęcz by zejść nad Zmarzły Staw i spotkać się z nimi na Zawracie robiąc pętelkę. Startuje o 11:15 i o 13:30 melduje się na Zawracie, znajomi czekają ok 20-30min. Podchodząc pod Kozią Przełęcz spoglądam na taterników, ach... może jeszcze w tym roku uda się zrobić Wrześniaków albo Motykę, a dzisiaj tylko turystycznie mogę ich pooglądać . Szlak na Kozią Przełęcz od D5S jest dosyć wymagającym szlakiem jak na kryteria turystyczne, na pewno zejście w warunkach mokrych lub zalodzonych jest dosyć niebezpieczne, trzeba uważać. Podejście jest uważane za najtrudniejszy szlak dojściowy do OP, oraz najtrudniejszy poza OP (razem z Przełęczą pod Chłopkiem) i z tym mogę się zgodzić . Przed samą przełęczą szlak żółty łączy się z czerwonym OP niestety od Pustej Dolinki tylko ja podchodziłem, a OP "karawany" ludzi więc tak sobie postałem z 10min, aż w końcu zacząłem iść i mijać się w mniej dogodnych miejscach. Zejście na stronę Hali Gąsienicowej jest dużo łatwiejsze, jedyny problem może być na płytach na których są klamry, ale w dobrych warunkach szlak jest stosunkowo łatwy (porównałbym do żlebu/kominka pod Szpiglasową Przełęczą). Na koniec został mi ostatni odcinek podejścia Nowym Zawratem. Szlak prowadzi grzędą oraz kilkoma kominkami. Nie jest problematyczny, ale zejście w złych warunkach może być niebezpieczne. Trochę zatorów się jednak porobiło, więc tak jak na Czerwonej Ławce podchodzę po skale nie dotykając łańcuchów, przy suchej skale pewniej czuje się dotykając skały niż żelastwa. Gdybym miał ocenić trudności to Kozia Przełęcz od HG 3/5,Szpiglasowa 3-/5, Zawrat i Czerwona Ławka 4, Kozia Przełęcz od D5S 5/5, Rohatka 3+/5.W porównaniu do poprzedniego weekendu tym razem było na lajcie i tak o godz. 15 wracamy do schroniska pokonując 12km i 1400mH. Następnego dnia wracamy przez Świstówkę do Moka, krótki odpoczynek nad stawem i powrót asfaltem na parking.PozdrawiamTomek2 punkty
-
Czerwona Ławka i Rohatka cz.2 Schodząc do Zbójnickiej Chaty spotykamy "towarzyszki" doliczyliśmy się bodajże 17 :-) Znowu w bardzo krótkim ok 1h docieramy do Zbójnickiej Chaty Szybka decyzja... Oczywiście Rohatka :-D i najpierw ścieżką po kamieniach Potem po piargach docieramy na przełęcz Od razu rzuca się w oczy zejście, czyli łańcuchy i klamry które najprawdopodobniej służą do wejścia, a z boku był łańcuch zejściowy Schodzę pierwszy po klamrach... ludzi brak! totalna pustka! to lubię w górach Krótki kominek I lecimy na Polski Grzebień po drodze mijając ogromny płat firnu :-) Na przełęczy podziwiamy masyw Gerlacha i Zadniego Gerlacha... ach kuszą! już mam obraną drogę Tatarki :-) (dlatego ta droga ponieważ można legalnie wejść bez przewodnika) mam nadzieję, że uda się zrealizować w tym roku. Schodzimy Doliną Wielicką do Domu Śląskiego Krótki postój pod DŚ... no cóż nogi chcą wejść do... :-P A przed nami trochę jeszcze zejścia... i tak o równej 21 meldujemy się w Starym Smokovcu. Nogi jak z waty ok 8h samego marszu, 28km i 1850mH robi swoje :-) ale lubię takie wyrypy :-) Podsumowując Czerwona Ławka nie jest taka straszna ja szedłem bez dotykania łańcuchów tylko klamry i skała, nie sprawiało to żadnego problemu. Porównałbym to do naszego Zawratu, na pewno CzŁ jest łatwiejsza od Koziej Przełęczy z D5S. Rohatka nie stwarza problemów technicznych, tylko króciutki kominek gdzie trzeba popatrzeć przy klamrach gdzie postawić nogę, ale brak ekspozycji, zejście mniej przyjemne bo po piargach. I jeszcze jedno spostrzeżenie... słowackie schroniska są brzyyyydkie! :-) Pozdrawiam Tomek p.s. niestety musiałem podzielić relację na 2 części ponieważ można tylko 12 obrazków wrzucić :-)2 punkty
-
Jaki nie ten poziom? WKT robisz, MB zaliczone, a MSW to kawał wspinania! te 3 rzeczy dla mnie robią na prawdę duże wrażenie :-). Sam powoli przymierzam się do WKT i właśnie MSW bo na nim drogi mają po 800m, a to już na prawdę sporo, a i wycof trudniejszy w przypadku załamania. Dla mnie szacun! :-) Co do materiałów to właśnie mam z taternika, niestety nie mam opracowań WC. Wrzucaj relację z MB! :-) czekamy! :-P udało Ci się wejść przed tym zamknięciem DG? dużo się sypało? Krótkie dwie relacje może komuś się przydadzą ;-) Czerwona Ławka i Rohatka cz.1 1 Sierpnia wybraliśmy się ze znajomymi na Słowację, plan był taki... żony idą do Chaty Teryego i z powrotem, a my lecimy przez Czerwoną Ławkę i schodzimy niebieskim do Starego Smokovca. Lubię planować, ale nie lubię schematów :-P i nakładania sobie "ram", więc zerkam na mapę co dałoby się jeszcze zrobić gdybyśmy z Szymonem mieli dobry czas... i tak mój palec wędruje na Rohatkę i Polski Grzebień :-) o! to mi się podoba! ale pożyjemy zobaczymy na razie został więc pierwotny plan :-). Wszystkie fotki kolegi Szymona. Piękna pogoda i startujemy o 10 ze Starego Smokovca Dochodzimy do Chaty Zamkowskiego* w dosyć dobrym czasie 1h i 10min Lecąc dalej do Terinki spotykamy "szerpów" robi to wrażenie! Mija kolejna 1h i 10min i lądujemy w Terince! Piękna okolica Doliny Pięciu Stawów Spiskich, spoglądamy też na Łomnicę. Trzeba się nawodnić :-) i przy okazji uzupełnić poziom węglowodanów za pomocą Kofoli :-P Ruszamy dalej i po ok 30min docieramy do rozwidlenia szlaków na Czerwoną Ławkę (na lewo) i Lodową Przełęcz (na prawo) Tam idziemy :-) - Czerwona Ławka, niektórzy mówią, że po Grani Rohaczy i Trzech Kopach jest to najtrudniejsza trasa tatrzańska na Słowacji Łańcuchy są dwukierunkowe, więc mijanki nie sprawiają problemów, ludzi też dużo mniej niż po naszej stronie Słynne klamry Z góry wygląda to tak: I w ten oto sposób po kolejnych 30min od rozwidlenia szlaków (1h od schroniska) lądujemy na przełęczy, czas jak dla nas b.dobry. *poprawione ;-)2 punkty
-
Swietna realcja Rafał Szacuneczek :smile: Ps.z pogodą faktycznie nie trafiliści,a sporo było słonecznych dni Ale co się odwlecze :wink:1 punkt
-
Wyprawę robiliśmy sami w trzech stylem klasycznym czyli wszystko z buta i na swoich plecach jakiś 28-30 kg plecaki, trasę po kolei zaczynamy od miejscowości Les Houches z poziomu 1000m.n.p.m. o godzinie 14, stwierdziliśmy ile się uda wyjść to nasze dotarliśmy na 2000m.n.p.m. i tam na dziko przy torach spaliśmy pustki były nikt nikogo nie przeganiał, z rana plan był dotrzeć do TR 3100m.n.p.m. jak najszybciej bo popołudniu miało przyjść załamanie pogody co się sprawdziło, przy TR spędzamy noc w namiocie na legalnym polu namiotowym przy masakrycznej pogodzie, rano sprawdzamy pogodę jest lepiej tylko mocno wieje 80km/h w miedzy czasie od żandarma dowiadujemy się że jak jest zamknięty Gouter to otwierają jakby w starym schronisku pokój i można się tam na 3800m.n.p.m. schronić za darmo, decyzja jest taka że idziemy do Gouter o 11 startujemy do góry po 3-4 h dochodzimy i dekujemy się w starym schronisku obok Gouter, jest tam wypas materace łóżka jak w schronisku i za darmo, po sprawdzeniu prognoz okazuje się że jak na następny dzień nie spróbujemy zdobyć MB to będziemy tam kiblować z 2-3 dni bez pogody, decyzja zapadła o 3:00 wychodzimy z nami jeszcze dwa zespoły tak samo postanowiły sami Polacy plus jeden Niemiec w sumie jeszcze 7 osób dwa zespoły i nasz trzeci o 6-tej dochodzimy do Vallota godzinę odpoczywamy pogoda jak już pisałem wiatr 100km/h ale słonecznie i zimno, o 9,15 udaje się im stanąć na szczycie cieszą się z 5 minut i trzeba uciekać bo idzie załamanie to co pisałem w poprzednim poście. Wracją ze szczytu są tak wycieńczeni i pogoda tak się pogorszyła że siedzimy do 18-tej w Vallocie niestety zaczynają się bule głowy i nudności u niektórych, nasza ekipa podejmuje decyzje że wracamy na 3800m.n.p.m. bo jak nie to 2 dniu tu będziemy siedzieć mamy germina ze śladem trasy z rana, wrócimy po omacku reszta postanowiła iść z nami ostatni na naszej linie dostał czerwoną latarkę żeby reszta mogła go widzieć i jazda w dół, poszło dość sprawnie poza paroma przygodami już pisałem w Gouter siedzimy trzy dni do poprawy pogody gdy się poprawia schodzimy w jeden dzień na parking gdzie możemy w końcu normalnie się umyć i zjeść wcześniej nie było to możliwe. Koszty wyprawy nie licząc sprzętu to niecały 1000 zł na osobę w tym jest jedzenie, paliwo, winiety, gaz do kuchenki, jofilizanty, lekarstwa, wypożyczenie namiotu, pole namiotowe 1 doba, drobne zachcianki na miejscu, pod warunkiem że nie korzystamy ze schronisk. Koszty wypraw mogą się znacząco różnić bo nigdy nie wiadomo na co trafimy np. jakby Gouter był otwarty to trzeba by było płacić za nocleg około 40 euro z "Alpenverain" bez 70e za nocleg a to już by dźwignęło koszty o 500zł itd. Odnośnie opinii że MB jest łatwą górą może tak jest jak wszytko idzie zgodnie z planem pogoda nie da w kość dla nas momentami była to walka o życie, samo to że był z nami kolega z innej grupy, który już dwa lata wcześniej tam był i zdobył MB po dotarciu do Vallota patrząc na MB bo stamtąd go w całości widać nie poznał tej góry wciskał nam że to jeszcze nie szczyt i trzeba go obejść i za nim jest MB, potem sam nie mógł w to uwierzyć że ostatnio tak lajtowo sobie tam wyszedł a teraz ciągle walka do kresu sił, dodatkowo jakby nie łatwa była ta góra pamiętajmy że to już jest ponad 4000m.n.p.m. a tam się chodzi całkowicie inaczej nie wiem jakbyś się starał to idziesz tiptopkami i odpoczywasz co chwile. Nie ma dobrego sposobu na MB no chyba że wbiegniesz w jeden dzień tak jak po nas tydzień Marcin Pawłowski zrobił to w 4:04 h patrząc z perspektywy przebytej trasy nie wiem jak to jest możliwe no ale z faktami trudno dyskutować. Jeżeli miałbym coś doradzać osobą wybierającym się tam w opcji oszczędnej tak jak my to trenować i jeszcze raz trenować ale tak na poważnie a nie że w zimie na nartach jeżdżę to wystarczy, bo jak coś pójdzie nie tak to tylko na swoje nogi i organizm możesz liczyć a odległości tam są kolosalne do przejścia i wysokość wykańcza, jak ktoś chciały się czegoś precyzyjnie dowiedzieć to pisać powiem co i jak. pozdrawiam Rafał1 punkt
-
nurek nieźle! znajomy nie wszedł gdy "zamknęli" drogę do DG. Niby jeden z "łatwiejszych" 4tysięczników, a potrafi dać "w kość". Gdzie spaliście i skąd robiliście atak z TR czy DG? Kto wie może w 2017 i mi się uda ja raczej tak na spokojnie do gór podchodzę tz. wszystko w swoim czasie teraz staram się robić bazę w Tatrach. Miałbyć Glock drogą Stuedlgrat, ale w tym roku już to raczej nie wypali, więc to cel na 2016 . Dlatego do końca 2015 chciałbym jeszcze zaliczyć Żabią Lalkę, MSW, Grań Żabiego Konia, Gerlach drogą Tatarki, a zimą skitury i na wiosnę kilka 3 tysięczników, a latem może Glock i Triglav. Jeżeli uda się ten czas dobrze przepracować i kondycyjnie też będzie ok (chciałbym trochę więcej pobiegać po górach) to pomyślę o MB w 2017, a jak nie to zostawiam na kolejne lata Napisz jeszcze czy jechaliście z jakąś agencją komercyjną/partnerską czy wyjazd na własną rękę? Ile kasy Was to kosztowało na osobę? Szacun i pozdrawiam Tomek p.s. widzę, że fajną macie ekipę na wyjazdy1 punkt
-
1 punkt
-
Postanowiłem wpaść na CzG i zobaczyć jak idą prace przy budowie kanapy. Nie schodziłem na stacje dolną ale z tego co widziałem to wszystkie słupy już stoją prócz przedostatniego i prace są na etapie działania przy stacji górnej. Jak się domyślam na boku leżą też słupy do jakiegoś dodatkowego oświetlenia. Szkoda faktycznie tego, że nie jest ta stacja pociągnięta do samej góry...1 punkt
-
Nurek przymierzam się do MSW możesz podesłać jakieś topo? mam trochę materiałów, ale może masz jakieś lepsze . Jak z orientacją w skale? trudno? btw jest już nowa pucha na MSW MnichWczoraj udało się zrobić Orłowskiego V- na Mnichu, i wystartowaliśmy na Zacięcie Robakiewicza III jednak ze względu na nadchodzącą burzę przebiegłem szybko zacięciem osadzając tylko 4 punkty na 55 długości liny i szybko ściągnąłem partnera i zrobiliśmy szybki wycof z 3 haków. Pakowaliśmy już sprzęt w ulewie i uciekaliśmy w dół doliny przy walących piorunach kilka dosyć blisko bo od błysku było ok 1-2s. W jednym momencie walnęło w okolicy Szpiglasowej Przełęczy, a tam widać było kilka osób. Sporo latało śmigło bo 3 razy lądowało przy Moku, przy zjeździe po zrobieniu Orłowskiego widzieliśmy jak leciało pod Zadniego Mnicha (2 dziewczyny odpadły i się potłukły jedna chyba ma złamane żebra), potem gdy zbiegaliśmy przez Mnichowe Plecy to śmigło przyleciało nad Mnicha. Widzieliśmy, że 1 zespół był na górze i 1 na dole na drodze Orłowskiego lub Klasycznej chyba mieli problem z liną, potem schodząc ceprostradą widzieliśmy jak smigło leci w stronę Rysów.Co do dróg to oby dwie są bardzo bardzo ładnymi drogami.Robakiewicz to tylko wspinanie w zacięciu a potem łatwym terenem "Przez Płytę". Polecam, gdy ktoś chce się wybrać na Mnicha łatwym wariantem.Orłowski ma wszystko oprócz wspinania w pionowej ścianie... czyli kominki, zacięcia, przewieszki, tarciowe płyty itp. Polecam , gdy ktoś chce iść ciut trudniejszym wariantem, ale za to bardzo urozmaiconym.Topograficznie mała podpowiedz, za pierwszym stanem, jak widzicie nad głową filar z ringami to trzeba iść do pierwszego kominka, idąc do drugiego można się wpakować w wariant VI/VI+ my robiliśmy wycof z tamtej drogi, ale podobno często ludzie się tam pakują. Polecam wyjść bardzo wcześnie, ponieważ potem robią się kolejki i tłumy jak na krupówkach nam udało się być pierwszym zespołem pod ścianą (6 rano) i pierwsi weszliśmy na górę (3min po nas wszedł chłopak który wchodził Robakiewiczem). Niżej kilka fotek Później wrzucę jeszcze mini relację z wypadu na Słowację (Czerwona Ławka i Rohatka) oraz do D5S (Kozi, Kozia, Zawrat) ;)PozdrawiamTomek1 punkt
-
W poniedziałek byłem na takiej małej "eskapadce" 40 - minutowej do czarnogórskiego Monastyru Ostrog (coś jak Golgota dla katolików albo Mekka dla muzułmanów). Normalnie bym tego nie opisywał, bo i do opisywania nie jest dużo, ale jakoś chcę zachęcić Was do odwiedzin Czarnogóry Do monastyru idzie się od parkingu prosto w górę (szlak co jakiś czas przecina drogę asfaltową). Tak wygląda Monastyr Ostrog A tak widoki na pobliskie góry1 punkt
-
Pod kanapą leżało parę długich kawałków lin – dla tych, którzy lubią te tematy:smile: Na placu boju - ciężki sprzęt I na koniec – zdziwienie – niespodzianka – a zarazem pytanie - a co robią te elementy na ogrodzonym placu przy Jontku??? – czyżby to składowe kolejnej układanki w kierunku Miziowej??? – no bo przecież aż tyle nie mogło im pozostać… To na razie tyle W „sezonie ogórkowym”….Pozdrawiam:smile:1 punkt
-
Przy schodzeniu moją uwagę przykuło jedno – brak oświetlenia od górnej stacji aż do pierwszego zakrętu w prawo – poniżej widać czubki kolejnych słupów a tu będzie ciemno? Jednak po chwili - trochę niżej, chyba moje wątpliwości zostały rozwiane... Za zakrętem już oświetlenie, podłączenia do zaśnieżania i ich zasilanie stoją i czekają Schodzę w dół: a tu przed ESO moją uwagę przykuwa ogrodzony rów – ni to w kamieniach wykopane, ale na zbiorni-czek wodny i dośnieżania Buczynki to dećko chyba za małe …. Poniżej - kanapy dwie: Dawne domki – teraz już wszystko ubite i wyrównane – pasuje na parkingi1 punkt
-
W piątek zawitałem na PilskoPoza przepiękną pogodą i wspaniałymi widokami typu: i różnymi innymi, przepięknymi:smile:postanowiłem również zobaczyć, jak tam nowa Bucynka po ostatnim zawieszaniu kanap – powrót tym razem nie 5-ką do Strug, ale właśnie Buczynką do Jontka.Ano i rzeczywiście – wszystkie kanapy (tak tak – i nie tylko te, które dyndają na kamerze:biggrin:) wiszą już na linach. Wokół jeszcze trochę rozgardiaszu, ale pulpit sterowniczy w budce ustawiony bokiem przy szybie- prędkość liny - -25,1:tongue::wink:1 punkt







