Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.05.2016 w Odpowiedzi
-
Julia Mancuso wczoraj opublikowała filmik z Heli-Ski, które odbyła ze swoją mamą :cheerful: Pięknie! [video=youtube;meNjGERFTeA]4 punkty
-
4 punkty
-
2 punkty
-
Cześć Przypomina mi to trochę historię z jakiegoś wyjazdu do Włoch z dziećmi z jednej z warszawskich szkół. Swego czasu podczas jednego z wyjazdów zginął nam jedne chłopczyk. W pewnym momencie stwierdziłem, że istnieje możliwość, że chłopak pomylił trasy i zjechał do Canazei bezpośrednio do miasteczka. Zjechałem tam przeszukałem co mogłem a następnie musiałem wrócić do Campitello na piechotę. Szedłem asfaltem w butach narciarskich chwila uskakując przed samochodami. W pewnym momencie wpadłem na pomysł aby pojechać trasą biegową wzdłuż doliny - to jest fragment Marcialongi. Założyłem narty i pojechałem łyżwą. Widok był fajny bo wśród biegaczy byłem jedynym na zjazdowym GS. Zabawa była fajna i następnego dnia zabrałem kilku chłopców na taką trasę. Wszystkim tak się to spodobało, że codziennie po nartach autokar jechał praktycznie na pusto a cała grupa jechała łyżwą na zjazdówkach trasą biegową do domu - jakieś 15 km. Często jest tak, że coś co pozornie wydaje się bez sensu jest po prostu bardzo fajna zabawą. Pozdrowienia2 punkty
-
Wokół GoczałkowicDziś kolejny wypad z Żonką w ulubione nasze tereny.Trasa podobna jak we wtorek,ale od drugiej strony i nieco zmodyfikowana.Głównie poszukujemy kolejnych ścieżek w lesie,z dala od ruchu samochodowego.Jest ich mnóstwo jeszcze nie odkrytych przez nas.Czechowice-Dziedzice od innej strony,a właściwie nowo odkryta trasa do Goczałkowic. Dalej była mała wyżera i znowu jazda na łono natury.Kręcimy się wokół stawów i na ścieżkach leśnych. W końcu docieramy do J.Goczałkowickiego,tj. do zapory. Dobra widoczność,to widać nawet drugi brzeg... Dostrzegamy też jedną jedyną żaglówkę.Ale fajnie mają! Nikt im nie przeszkadza,a jezioro spore. Tak przy okazji wspomnę,że jest tu jakiś chory limit na ilość żeglujących,wynoszący zaledwie 30 jachtów!!! Bo niby jakiś rezerwat jest,choć jezioro sztuczny twór - ktoś może to logicznie wyjaśnić? Taka ciekawostka: nie wiem czemu,ale zawsze na zaporze obsiadają mnie Biedronki... Może nie było by nic dziwnego,gdyby nie fakt,że Żonkę nie obsiadają... Dalej kierujemy się jakąś tajemniczą,ale fajną drogą przez las,do tego asfaltową i docieramy do półwyspu,jak się później okazuję.Przyjemna miejscówka na relaks. Czas wracać,na dziś wystarczy.Jedziemy Rowerową Trasą Wiślaną,jakże interesującą... Dziś wyszło 46 km - Żonka się rozkręca.Do domu jechała najszybciej,bo obiecałem grilla...PS.Zapomniałem dodać,że Żonka przejechała... węża!!! Wystrzeliła z roweru jak z procy!!! Chyba była bardziej przerażona niż ów gad...2 punkty
-
Chopok zdobyty!W końcu doczekałem się najlepszego widoku,tj. końca trasy.Szczyt,a właściwie narciarski szczyt, przywitał mnie lekkim opadem śniegu! Niemal do końca szedłem w słońcu,a tu nagle chmurka i opad. To trochę mi plany pokrzyżowało,a w sumie to najpierw zamknięta Rotunda. Byłem pewien,że tam sobie coś wsiamie i odpocznę,a tu Zonk! Trzeba więc nasiąknięte wilgocią foki zdjąć na polu i przy niezbyt fajnym wietrze. Trochę mi ręce przymroziło... Czas wię zdecydować co dalej,bo stanie w miejscu nie jest wskazane.Na horyzoncie widać już ciemne chmury i spore opady. Zaczynam się zastanawiać,czy szybko nie uciekać w dół. Trochę żal,bo chciałem jeszcze zjechać na południe,ale nie ma co ryzykować. Decyduję się zdobyć szczyt,choć już tu zaczyna lekko padać. A o mi tam,nigdy na nim nie byłem. podjeżdżam na nartach ile się da,ściągam dechy i do góry. Niestety buty narciarskie nie są najlepsze do wspinaczki po skałkach i kopnym śniegu. Trochę żałuję,że nie wziąłem butów trekkingowych,ale z drugiej strony gdzie zostawiłbym narciarskie? W dodatku wyziębnięte później założyć? To blisko,więc powoli do przodu i jestem! Szczyt zdobyty. Wejść to niewielki problem,gorzej z zejściem na dół.Do tego coraz bardziej straszą chmury. Rezygnuję ze zjazdu na południe - była taka opcja - i cisnę pod Rotundę. Trochę czuję niedosyt,bo ani południa nie zaliczam,ani browara na szczycie,tak choć się jeszcze pobyczyć,zjeść i na widoczki popatrzeć. Zamiast tego robi się ciemno i zaczyna mocniej padać. W tych okolicznościach uznałem zjazd na dół za najrozsądniejsze wyjście. Tym bardziej,że opad się jeszcze wzmaga podczas zjazdu. Warunki na trasie całkiem dobre,ale strasznie tępy śnieg! Można na krechę jechać,tylko kolana się męczą. Tak jest do Lukovej. Poniżej miłe zaskoczenie - śnieg już nie hamuję i jazda jest bardzo przyjemna. Widać,że te zabiegi na PŚ do teraz coś tam dają. Choć zauważyłem,że tu więcej śladów zjeżdżających narciarzy - czyżby niektórzy tu kończyli i bawili się na tej części? Trudno powiedzieć. Ruszam i drobnymi przerwami zjeżdżam do Koliska. Na Majovej też fajna jazda! Tylko ta mała przerwa... Cóż,wszystko co dobre szybko się kończy,tak jak i śnieg na trasie.Czas wziąć nieco uwalone narty do ręki i z buta do parkingu. Jakby na złość wyszło ponownie słońce... Ale to na chwilę,Chopok pożegnał mnie płaczem. I tak oto zakończyłem sezon,choć zawsze mówię,że to do końca nigdy nie wiadomo...2 punkty
-
Zapowiadali piękną pogodę,więc uznałem,że czas zakończyć sezon narciarski.Przynajmniej oficjalnie.Rozpocząłem go na tourach,więc tak też chciałem skończyć,choć w tym roku niewiele się udało.Winna całosezonówka...Ponownie budzik naparza od 4 rano,a w mózgu przebija się okrzyk: "skończ wreszcie ten sezon,kiedyś trzeba się w końcu wyspać!".Jakoś się zwlekłem,spokojnie spakowałem i w drogę. Ta przebiegła w miarę spokojnie,choć w tygodniu zdecydowanie większy ruch i sporo nierozważnych dzieci. Lepiej uważać. Sporo też ciężarówek i traktorów,skutecznie opóźniających jazdę.Tak więc na Biela Put zameldowałem się nieco przed 9 rano - trochę późno. No ale dziś przecież nie ma to większego znaczenia,przynajmniej tak mi się wydawało. Parking puściuteńki,WiFi działa,nawet z WC można skorzystać. No to trzeba spakować plecak i przytroczyć narty. Trochę mi to zajęło,widać brak wprawy. Do tego mało praktyczny jest. W końcu się udało i czas wrzucić ustrojstwo na plecy. Uch!!! Ale ciężki! No tak,trzeba będzie pomyśleć nad tym. Ale tu płasko,a ja spieszyć się nigdzie nie muszę. W drodze do śniegu: Tu jeszcze ubrany,ale szybko zaczynam odczuwać ciepło. Trzeba było coś z tym zrobić,bo zaraz będzie dość stromo pod górkę. Chowam się za Biedronkę i tam przebranie oraz przepakowanie plecaka,bo tu też trzeba zmiany wprowadzić. Na szczęście od Koliska zaczyna się już śnieg,więc będzie łatwiej. Co ciekawe,już jeden osobnik zjeżdżał na sam dół. Musiał być bardzo wcześniej. Zakładam foki,narty na nogi i cisnę na Majovą. Bałem się,że tu mogą mi narty ujeżdżać,ale na szczęście bezpodstawnie. Jedynie złapanie równomiernego rytmu trochę trwało. Za to doczekałem się w końcu nart w krótkich gaciach! Myślałem,że na to nie ma już szans,a jednak! Dopiero teraz mam odpowiednią wentylację,a właściwie chłodzenie,bo bez tego to ciężko.Strasznie się człowiek grzeję,ale o tym już pisałem.Niestety jest jedna przerwa w pokrywie śnieżnej. Niewielka,ale trzeba to jakoś pokonać. Jakoś! Po prostu na fokach po trawie - bez problemu. Poszło sprawnie i wchodzę na trasę nr.1. Tutaj wygląda,że przynajmniej będę miał już ciągłość śniegu aż do samej góry. Choć są miejsca mocno zawężone. Za to nieco wieje i mi się w takich warunkach zdecydowanie lżej idzie. Zacząłem nawet jakąś panią doganiać. Złapałem rytm to jakoś idzie.Ową panią nawet wyprzedziłem,a chwilę później jakiegoś pana,również w krótkich gaciach,co już było jakimś sukcesem. Chwilę oddechu złapałem na Lukovej,bo tu już trochę więcej widać. Mimo wysokości,nadal ciepło i przyjemnie,ale to chyba głównie zasługa słońca - smali niemiłosiernie! Lubię to. Trzeba jakieś fotki walnąć i do góry! Powyżej Lukovej śnieg trzyma się jeszcze bardzo dobrze.Może jeszcze nawet za tydzień będzie co tu robić. Jest jeszcze na pełnej szerokości. No i coraz więcej widoków. No nic,znowu będzie nieco dłużej...1 punkt
-
Kobylańską bardzo lubię, ale chyba ze względu na "tyły" czyli okolice Grupy nad Źródełkiem, początek jest strasznie zaludniony (Kula i Żabi Koń). Wspinasz się jeszcze rekreacyjnie? czy po wypadku całkowicie zaprzestałeś? z tego co mi się kojarzy to był to chyba wypadek przy zjeździe? jeżeli możesz to napisz coś więcej. Co do poziomu to pewnie w tych czasach wspinanie w starych butach (pewnie korkery?) to i tak było coś, VI+ to pewnie teraz VI.2 w nowych butach wspinaczkowych Ja dopiero w tym roku poświęciłem więcej czasu na wspinanie i przygotowanie w lutym/marcu, trochę żałuję, że nie zacząłem tego od grudnia, bo miałbym kilka cyklów treningowych więcej. Efekty widać po pierwszych wypadach w skały. Jeżeli uda się poprowadzić VI.1+ OS'em, i VI.2+/VI.3 RP to będę bardzo szczęśliwy. Nie jestem fanatykiem skałkowym, nie wiszę tam na wędce i nie patentuje godzinami jednego ruchu. Tak jak trening zimą na panelu traktuję jako przygotowanie fizyczne do sezonu skałkowego (siła i wytrzymałość anaerobowa), tak wspinanie w skałkach traktuję jako podnoszenie taktyki, techniki i psychiki przed wspinaniem w Tatrach. To jednak góry mnie ciągną, chociaż nie ukrywam, że wspinanie na Sokolicy jest tego namiastką i daje ogromną frajdę , wolę zrobić tam łatwe V+ czy VI niż męczyć palce na dziurkowych VI.1 . Dlatego chyba styl OS dużo bardziej mi odpowiada, bo w górach nie można sobie pozwolić na wiszenie i patentowanie, dlatego często jeżeli odpadnę to robię drogę dalej i rzadko do niej wracam aby przejść niby "czysto". A nie ma dla mnie przyjemniejszej rzeczy (no oprócz skiturów i ładnych zjazdów ) niż jakaś piękna IV lub V droga w Tatrach! niby łatwa, ale to jest coś wspaniałego! majestat gór i piękna pogoda i możliwość przebywania w miejscu gdzie większość osób nigdy nie postawi nogi to daje takie poczucie wolności (szczególnie jak się stoi na szczycie w pobliżu wierzchołka turystycznego np. Zadni Kościelec czy taternicki na Świnicy). Może kiedyś jakiś mini mityng w Kobylańskiej albo Będkowskiej (chociaż ja bardzo polubiłem Słoneczne Skały w Dolinie Szklarki ) Dla tych co uważają, że już jest za późno na wspinaczkę bo są za starzy polecam film o Mirku Wódce - rocznik 60', swoje najtrudniejsze drogi zaczął prowadzić dopiero po 40. [video=youtube;HjoYRJcsHPg] Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Cześć Nigdy nie wspinałem się w Będkowskiej. Moją ulubioną dolinką była Kobylańska i zawsze tam mieszkałem i chodziłem. Nigdy zresztą nie wzniosłem się ponad VI+ bo nie poświęcałem temu zbyt dużo czasu. Mam tam parę ulubionych skał. Wspaniałe wspomnienia jednak zostały. Zazdroszczę szczerze. Pozdro1 punkt
-
Dzięki W tym roku w maju/czerwcu przed wyjazdem tatrzańskim mam w planach rozwspinać się na Sokolicy, celuje w Prawy Komin VI+, Warianty Miksera VI.1 i właśnie Droga Ostapowskiego VI.1+, ale ta ostatnia może mnie porządnie "zdoić" . No i pytanie jak wygląda 3 wyciąg, bo niby łatwy IV, ale na własnej... muszę poszukać info jak z asekuracją . Dla mnie żywcowanie dróg >III+ to jest jakiś kosmos! Ogólnie to wczoraj pod Sokolicą był jeden wielki piknik! spacerowicze, turyści, rolkarze, rodzice z dziećmi, rowerzyści, no i wspinacze . Zapraszam wszystkich czy z buta czy na rowerze bo jest pięknie! My tylko zrobiliśmy Lot na Brandysa VI (doszkalałem znajomych ze wspinania wielowyciągowego) i poszliśmy na małą przerwę, a później w stronę Wąwozu Przecówki na Sarnią Skałę. Na dole Sokolicy trwają od tamtego roku prace porządkowe, zostało już sporo oczyszczonej skały z roślinności i kruszyzny, wczoraj spadła sporej wielkości wanta . Dowiedziałem się, że dojdzie sporo dróg z asekuracją na własnej bo jest dużo rys. Lot na Brandysa będzie startował z dołu, więc dojdzie kolejny wyciąg.. tak na oko ok 20-25m. Wspaniale, bo w tamtym roku robiłem go, bez stanowisk pośrednich i udało się zrobić do górnego stanowiska na linie 50m (zostało jakieś 1,5m) czyli wychodziło, że droga ma ok 48,5m jak dojdzie z 20m to będzie ok 70m! Najdłuższa droga w Polsce, poza Tatrami? Oj trochę Maćkowi po zaśmiecaliśmy wątek , ale co tam sezon narciarski dla większości skończony, a czymś teraz trzeba żyć . Zostają góry, rower, bieganie i wspinanie! Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
1 punkt
-
To był pierwszy dzień w tym sezonie narciarskim.Dosypało na Białym Krzyżu na tyle,że jeździć się dało,ale wyciągi jeszcze stały.Więc wykonałem pierwszy trening skitourowy - 12 zjazdów i 12 podejść.Tam jest dość płasko i krótko,więc nie ma sensu zakładać fok. Bez nich bez problemu dawałem rady. Taka zabawa. Pozdrowionka.1 punkt
-
Po prostu to Ty odstajesz..... :-) Jezioro goczalkowickie to rzeczywiscie kuriozum... nue znam się więc nue będę oceniał. Tylko fakty. Jezioro powstało w latach 50tych jako zbiornik 'wodociągowy' dla aglomeracji śląskiej i jest zarządzany przez firmy wodociągowe. Z początku nie było problemu z żeglugą, pamiętam ze jeszcze w latach 70tych jeździliśmy tam na regaty. Potem komuś odbiło (miałem nie oceniać; -) ) i zamknął jezioro. Być może żeglarze mieli zbyt brudne nogi...... Dopiero w 2006 otwarto koronę zapory dla spacerów - robi wrazenie, to ze 3 km betonu (!) Chyba od 2010 trwa obecny stan -20 czy 30 łódek równocześnie. Zarząd obserwuje wpływ na jakość wody... (sic -jezioro ma kilkanaście km długości a to wielkość dużych jezior mazurskich na których bywa po kilkaset lodek). W każdym razie żeglarstwo w tamtym rejonie skutecznie uwalono. Na szczęście w miedzyczasie powstał zbiornik w Rybniku i jest jakaś namiastka dużej wody..... Nieco info z netu: https://www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=http://sport.pless.pl/7724-goczalkowice-dla-zeglarzy&ved=0ahUKEwjzwbqM3cnMAhUD2SwKHVS2BeEQFggeMAE&usg=AFQjCNFl2ZO_caVX9F_PBwtWX6Sx191EHA&sig2=XnFBNY7GKDUHY78GPr8JkQ http://goczalkowicezdroj.pl/content/view/879/148/1 punkt
-
Serię filmików Candidego Thovex'a "One of those days" już każdy widział... ...a widzieliście doskonałą parodię tej serii? Spójrzcie, bo to świetna parodia w wykonaniu narciarza na biegówkach :eek: :biggrin: :applause: :applause: :applause: [video=youtube;jo5HiyXSJww]1 punkt
-
Tour de SiczkiTym razem, rano - tym razem, trochę dalej.Cel dzisiejszego rowerowania - Pacynka, Jedlnia Letnisko, Zalew w Siczkach.Od rana pięknie, słonecznie, ciepło ale również wietrznie.Jedziemy we dwóch z Piotrkiem.Wyjeżdżamy z miasta i pierwszą krótką przerwę robimy nad rzeką Pacynką w Piotrowicach. Miejsce szczególne, ponieważ obydwa brzegi połączone są starym, drewnianym mostem. Kwitną i pachną - Bzy. Docieramy do Jedlni Letnisko i do zabytkowego kościółka, który ma ponad 100 lat i wybudowany jest w stylu zakopiańskim. Obok niego równie piękna, stylowa dzwonnica. Docieramy do Zalewu Siczki. Powstał w roku 1976 i w tym roku obchodzi 40stkę!Dzisiaj wiało, więc warunki do żeglowania - super. Na zbiorniku zwodowanych jest kilka wyremontowanych, starych Omeg. To sztuczne jezioro powstało z wód malutkiej rzeczki - Gzówki. Wokół lasy i rezerwat przyrody Jedlnia. Rundka wokół... ...wędkarzy, rowerzystów, pieszych - jak na lekarstwo.Cisza spokój - pełen relaks. Pięknie. Ostatnia fotka i powrót do domu. Trasa, jak na weekend, nie za długa, bo nieco ponad 40 km - cóż? Ograniczenie czasowe.Wieczorem inny sport......wesele.pozdrawiam marboru1 punkt
-
Cześć Jakbyś robił drogę Ostapowskiego na Sokolicy to przeanalizuj sobie jej charakter i fakt, że chyba gdzieś na przełomie 80/90 ubiegłego wieku Korczak przeszedł ja na żywca!!! Zawsze mnie to szokowało. Pozdrowienia serdeczne i gratulacje wielkie A tu masz malutki prezencik: http://taterniczek.com/2016/02/19/13-luty-w-bedkowskiej/1 punkt
-
Kolejna wieczorna jazda po pracy......może to jest nudne, może mało ciekawe? Sam nie wiem? ...ale taka jazda wieczorna, zwłaszcza po ciężkim dniu w robocie, to czysta przyjemność.Trochę natury, zieleni, błękitów - i zaraz człowiek szczęśliwszy!Trzy kilometry od chaty i zaraz zwierzęta, natura w czystej postaci... Jeszcze trochę asfaltu i w las. Na początku szutry... A potem, to co lubię najbardziej - nizinna, "tradycyjna" leśna droga. Błękity... Zielenie Jak to dobrze, że człowiek ma blisko do głuszy... Konwalie jeszcze bez "dzwonów"... Zasiane?...Z cyklu "mazowieckie klimaty": Strumyk, a na pagórku obok rzeźba Św. Krzysztofa. Słońce powoli zachodzi... ...i na koniec eksplozja barw. Ostatnia fota zrobiona telefonem. Wcześniejsze GoPro, wczorajsze aparatem... są różnice...23 km przekręcone.pozdrawiammarboru1 punkt
-
Powrócę do wiązań :smile:Hagan ZR race - na wygląd przypominają expedition (i to mi się pomerdało i dlatego myślałem, że są wielopozycyjne) To tak naprawdę ATK - też cztery pozycje (czyli telemarkowa) - choć ta ostatnia to chyba wymaga dodatkowych elementów... Cena 1740zł (u Mirka), waga poniżej 240 g kpl, przy pełnej funkcjonalności!Kusi, ale chyba poczekam jeszcze trochę.Ale co by nie powiedzieć te ATK raider najbardziej przykuły moją uwagę.PozdroWiesiek1 punkt
-
J - bar z Kasprowego... Ja za to w swojej piwnicy mam to: Po kilku dniach odczyszczony i już z oryginalną kotwicą zawisł w piwnicy: To jest najprawdziwszy orczyk Swoboda MkI. Takie były zakupione przez GON w Szczyrku w roku 1968 kiedy powstawał "Długi Górnik" w Czyrnej. Później okraszono nimi inne wyciągi, głównie Juliany, Cielętnik i Solisko-Suche. Zdaje się też były na Golgocie ale mocno przemieszane z późniejszym modelem znanym do dziś np z Soszowa. W Szczyrku nie było takich tylko na wyciągu na Małe Skrzyczne. Ten powstał jako ostatni i od początku miał bębny MkII.Mój TSW Swoboda MkI nie pochodzi jednak ze Szczyrku (u nas ostatnie MkI znikły w 1989r) a z Łotwy. Tam, koło miejscowości Madona znajduje się najwyższy szczyt tego kraju - Gaizinkalns, pagórek w typie naszej Wieżycy o szalonej wysokości 312m n.p.m. W czasach słusznie minionych, radzieckie władze zakupiły i postawiły tam oryginalny wyciąg Swoboda, pierwszej generacji. W przeciwieństwie do Polski jest to kompletny od A do Z austriacki wyciąg. Stoi i pracuje tam do dziś i wciąż ma bębny pierwszej generacji ! Dzięki internetowi i Facebookowi, nawiązałem kontakt z właścicielem wyciągu. Słono mnie kosztował zakup tego orczyka ale zrzuciłem się na niego wraz z Austriakiem z Alpinforum, człowiekiem dla którego tak jak i dla mnie ten bęben to istny Święty Graal. Czy dacie wiarę, że nawet w samym Carvatechu (dawniej Swoboda) nie udało się uzyskać ani informacji ani złamanego zdjęcia tego bębna..??! Tak, były takie, robili je w Traunsteinwerkstatten ale to było tak dawno, że nikt już nic nie ma! TSW Swoboda MkI - orczyk, o którym marzyłem od dziecka, wreszcie jest w moim posiadaniu. Co prawda kosztował 250€ i jeszcze w zamian oddałem mój odrestaurowany bęben MkII (z avataru), bo stan musi się zgadzać, ale wspomnienia, historia i spełnienie marzenia z dzieciństwa okazały się bezcenne! Piszczuś - tak nazywałem te bębny jako kilkuletni kajtek. Pod koniec rozwijania linki wydawały piskliwy dźwięk, takie "jiiiii" - i ten też tak robi! Miło było to usłyszeć po niemal 30 latach! Na razie bęben został umyty ekstrakcyjną i doczepiona została oryginalna drewniana kotwica - znaleziona kilka lat temu w magazynach w Czyrnej. Jest nawet oryginalna guma odbojowa. Jedyna różnica to linka, która w oryginale była stalowa (4mm) a tu Łotysz wymienił ją na plecionkę z polipropylenu nota bene identyczną z tymi jakie były stosowane w polskich Mostostalach, a która jest już w Polsce nie do zdobycia. Ta zamiana okazała się jednak zbawienna dla obudowy bębna, która ulegała nieraz niemal przepiłowaniu przez stalową linkę. No cóż.. mój bęben ludzi już wozić nie będzie, więc ori linka zostanie założona a przy okazji do oryginału powróci Mostostal MkI, w którym aktualnie jest plecionka ale z współczesna żeglarska... ;-)Zapytacie pewnie: "Jak można podniecać się jakimś kawałkiem aluminium - toż to tylko zwykły orczyk...?!"Ano można... ! Dla mnie ten bęben to jak pomost do czasów kiedy miałem 6 lat, gdy nie miałem kłopotów a świat wydawał się piękny beztroski i kolorowy...1 punkt
-
Do zródeł Odry...... Wszyscy(?) wiedzą skąd wypływa Wisła - choć i tu zdania są podzielone, który z potoków źródłowych jest 'tym własciwym' - to mało kto ma wyobrażenie skąd wypływa druga rzeka w Polce...popularne info - to 'gdzieś z Czech'.... :-)Trudno się dziwić takiej niewiedzy, skoro źródła Odry znajdują się w niepozornych Górach Odrzańskich - najbardziej wschodnim paśmie Sudetów, w dodatku na terenie czynnego poligonu wojskowego... (Vojenski Ujezd Libava) http://www.vojujezd-libava.cz/ .Wstęp tam był do niedawna całkowicie zakazany, mieszkańcy wysiedleni a dostepu broniły setki groźnych tablic i kilometry ogrodzeń. No ale... Rosjan już dawno tam nie ma, ogrodzenia zniknęły a czeska armia doszła do wniosku, że mozna z tego miejsca zrobić turystyczną atrakcję.Do źródeł Odry i obrzeży poligonu umozliwiono dostęp w dni wolne od pracy, a cały poligon od kilku lat dostepny jest raz w roku w dniu 1 maja. Skorzystałem wiec z okazji...Początek pod zamkiem w Prostat-cie Zaraz za wsią zaczynaj a straszyć tablice - małe, duze i całkiem duze... tego dnia jednak nie obowiązują. Chętnych sporo... Mijam przynajmniej kilkaset samochodów na parkingach i przy drodze. Boje się tłoku na trasie, lecz jak poźniej okazało się rowerzysci 'rozpełzli' sie na tych kilkudziesięciu km kwadratowych poligonu i pojawiali się w zasięgu wzroku nader rzadko....Za pierwszy ogień idą zródła Odry.... W odróżnieniu od Wisły wypływa ona z niepozornego płaskowyżu. W pewnym miejscu twarde podłoże zmienia się w tryskający pod stopami trawnik nasączony woda jak gąbka- i już.... By zlokalizować 'punkt' wykonano wiatę a w niej studzienkę - teraz wiadomo że 'to tu'. Kupuję za 30 koron 'bilet' (na koszty rzeczywiscie perfekcyjnej organizacji imprezy) i ruszam .....Drogi najrózniejsze, nieco asfaltu, trafił sie też dłuższy odcinek rozwalonej kostki, ale najczęściej jest to lesna szutrówka lub gruntówka z odcisnietym grubym bieznikiem.Traktora? Czołgu? Wszystko jedno- ręce dostają solidnie popalić.... Pojawia sie główna strzelnica artyleryjska..... ten ciekawy obiekt na fotce to miejsce dla obserwatorów. Na szczęście nie strzelano... :-). A na górze super widoczki na okolicę..... .Dalej to już samotna jazda, z rzadka mijam innych rowerzystów. Trasa bardzo urozmaicona- i widokowo i wysokosciowo, podjazdy krótsze niż w Beskidach ale o 'słusznym', zwykle kilkunastoprocentowym nachyleniu.... w mojej obecnej kiepskiej kondycji i przy kiepskiej nawierzchni nie raz zmuszały do wypychu i podziwiania z buta malowniczej okolicy, nieco przypominajacej naszą Jure koło Morska, Bobolic. Uderza pustka, kilometry bez śladu zabudowań, stare zdziczałe sady, dróżki prowadzące do nikąd, pojawiacy sie niz z tego ni z owego klasztor w srodku lasu...... hmmmm nawet czeska armia go nie ruszyła? (w kazdym razie gps przydał sie wielokrotnie)W sumie ponad 60km z przyzwoitym przewyższeniem ok 1000m. Do tego najtrudniejszy podjazd pod sam koniec..... :-)Polecam wszystkim skorzystać za rok.....zdecydowanie dobrze spędzone Świeto pracy :-) PozdrawiamM1 punkt







