Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      16 752


  4. Mati1981

    Mati1981

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      354


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 23.05.2016 w Odpowiedzi

  1. Ja wczoraj też wsiadłem na rower i troszkę pokręciłem. Zamysł był taki, aby rozruszać nogi po sobotnich rolkach. Ale jak zwykle u mnie, z rozruchu wyszło prawie 60km. Zapędziłem się do Goczałkowic, trochę "pogubiłem" w tamtejszym lesie , spotkałem Johnnego, który mnie nie spotkał i biegając po torach wróciłem do domu .
    6 punktów
  2. Wczoraj ponownie wybrałem się na grupowy szosing, ponownie start o 6:00. Tym razem padł mały rekord bo 14 chłopa się zebrało! Planu konkretnego na trasę nie było, ale miało być coś koło 100 km....I tak na początek zaliczyliśmy Przegibek, następnie przez Wielką Puszczę dotarliśmy na Kocierz. Dalej w dół i nad jezioro Żywieckie. Część towarzystwa zatrzymała się w Międzybrodziu na kawę a reszta pojechała dalej. Myślałem więc, że jeszcze Przegibek i do domu więc się już nie oszczędzałem i tempo pod górę było dobre. Na zjeździe do Straconki ktoś jeszcze wpadł na pomysł żeby może Magurkę zaliczyć! I tak kolejna część w B-B odbiła do domu a mała grupka udała się właśnie na Magurkę, a ja z nią...Myślałem sobie po drodze, że może odbije gdzieś w bok do domu, nie chciałem się aż tak ujechać a dodatkowo w domu czekały już na mnie dzieciaki...No ale nic, tak jechałem, jechałem, jechałem, aż w końcu zaczął się podjazd i już nie było odwrotu:) Udało się na szosie pod Magurkę wysmykać, ale przełożenia niestety brakowało a nogi już wiadomo, trochę umęczone. Natomiast na szczycie byłem zadowolony, i cieszę się że coraz lepiej znoszę takie długie wycieczki. Liczby dnia to 100 km i około 2000 w pionie. Parę fotek: Pozdrawiam Maciek
    5 punktów
  3. W niedzielę z żoną wybraliśmy się na Równicę, lekko nie było ale udało się. Na liczniku znowu 100-ówka
    4 punkty
  4. UstrońJak wcześniej wspominałem,wczoraj wybrałem się rekreacyjnie do Ustronia.Piękna pogoda zachęcała,choć ja już byłem mocno wymęczony po dwóch dłuższych trasach w czwartek i piątek,oraz po testach Scotta.Tempo w większości spokojne i jak najwięcej jazdy bocznymi drogami i lasem. Na zaporze goczałkowickiej straszne tłumy,więc to miejsce z rana pominąłem.Za to kawałek dalej natrafiłem na jakiś wyścig kolarski - nieźle naparzali! Tu jakiś szczególny ścigant... Dalej objazd J.Goczałkowickiego i krótka wizyta w centrum miejscowości Strumień. Po drodze widziałem ludzi,którzy już się kąpali we Wiśle! Co się dziwić,kiedy licznik w cieniu pokazywał 30 st. Mimo niezbyt dużego tępa,dość szybko osiągam cel,czas więc na chwilę rekreacji. Ludzi tu jak mrówków, ale to w końcu znany kurort,czy tam uzdrowisko. Poobijałem się,więc czas wracać. W drodze powrotnej jak złapałem tępo,to już nieźle frunąłem. Właściwie dobre 20 km z prędkością ok. 30 km/h. Przy okazji,wracając już zaną mi drogą,znalazłem lepszy szlak,który sporo biegnie przez las i wyłącznie bocznymi drogami aż do Zapory Goczałkowickiej. Tam właśnie wypatrzył mnie JC,niestety ja byłem za bardzo skupiony na wymijaniu tłumów ludzi i się minęliśmy. No ale się nie spodziewałem spotkać kogokolwiek. Taka na szybko relacja,bo mi ciągle czasu brak. Wczoraj wyszło 120 km. Dziś natomiast wybrałem się ponownie nad Paprocany i łącznie machnąłem nieco ponad 100 km. Od czwartku do dziś,czyli w 5 dni zrobiłem łącznie ponad 500 km. Niby nieźle,ale jak to blado wypada na tle gościa,który właśnie pobił rekord świata w ilości kilometrów na rowerze w jednym roku... Jego wynik to nieco ponad 122 000 km !!! Jak to policzyli w jakimś magazynie,gość robił średnio dziennie 335 km !!! :applause: Ja nawet jednego takiego dnia nie zaliczyłem...
    3 punkty
  5. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.3Widok na kolejną stronę Świata... ...Tatry nie były dla nas łaskawe - pokazywały się tylko chwilami za zasłoną nieprzejrzystości. Bardziej traperska połowa naszego stadka :wink: Trochę zmarzliśmy i by się nieco ogrzać, przy przerwie na lunch, rozpaliliśmy ogień. Ostatnie spojrzenie na szczyt Radziejowej... ...i zejście w dół czerwonym szlakiem. Beskid Sądecki czaruje swoim urokiem... ...tutejsze szlaki są doskonale oznakowane. Zejście w stronę Suchej Doliny to kosmiczne widoki - powyrywane drzewa z korzeniami, chore kikuty... śmierć lasu. I kto by pomyślał, że Radziejowa i jej okolice to jedyne w Polsce stanowisko Pierwiosnka omączonego - pięknego kwiatka, który jest wpisany do czerwonej księgi gatunków chronionych.Może ten las kiedyś się odrodzi? A sama roślinka nie wyginie w nim?... Kilkaset metrów pustkowia... ...i dotarliśmy do Wielkiego Rogacza.
    2 punkty
  6. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.2Jeszcze chwila i bym, byśmy usnęli......dobrze, że czuwała nad nami płeć piękna, która miała ciśnienie na marsz w górę.Co było robić?Grzecznie poszliśmy. ...a Ona? Radziejowa?Z boku... Wchodzimy na Złomisty Wierch i podążamy do celu naszej wędrówki. Jesteśmy coraz bliżej... ...z grani otwiera się dla nas wspaniały widok.Idziemy tam, na prawo.Zachwycamy się przyrodą, górami. Dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Dwa kilometry... ...a po nich - byliśmy już na miejscu. 11 mój i Pauli szczyt z Korony Gór Polskich zdobyty. W towarzystwie Przyjaciół, sądeckich Górali to była czysta przyjemność. Oczywiście wchodzimy na 20 metrową wieżę widokową i robimy tutaj mnóstwo fotek.Niestety pogoda się pogarsza - pokrapuje delikatny deszczyk a wokół nas zbierają się ciemne i czarne chmury. Widok w stronę Pienin i Trzech Koron: Zdobywcy - sweet focia.
    2 punkty
  7. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.1Jedenastym szczytem Korony Gór Polskich, który miałem przyjemność zdobyć w sobotę była Radziejowa w Beskidzie Sądeckim - 1262 m npm.Super weekend z Przyjaciółmi!Nie udało się jesienią ze względu na załamanie pogody, burzę i intensywne opady deszczu, brak czasu - wówczas wyjście w sądeckie rejony zakończyło się na Przehybie... nie udało się w zimie na nartach ze względu na brak śniegu... za to udało się w piękny wiosenny dzień - w ostatnią sobotę.Wejście zaczęliśmy w Rytrze.Początek szlaku jest łagodny, szeroki i bardzo przyjemny - podejście łagodne.Po drodze miejsce pamięci. W początkowej fazie marszu towarzyszy nam piękny potok... ...z lewej, z prawej strony jego wody zasilają pomniejsze cieki wodne, źródełka. Po kilku kilometrowym odcinku leśnym wychodzimy w miejsce gdzie nie ma drzew... ...tu pierwsza fotka z Radziejową - ona za nami. Jeszcze daleko...ale już piękna, najpiękniejsza w okolicy! Miejsce, w którym popełniliśmy powyższe fotki, to Hala Konieczna. W tym miejscu w czasie II Wojny Światowej Niemcy urządzili zasadzkę na polskich Partyzantów... niestety wielu naszych zginęło... Idziemy dalej. Zaczyna się krótki fragment dość stromego podejścia.Stąd widok staje się coraz bardziej rozległy. Krok za krokiem byle do przodu... ...a gdy człowiek się zasapał, to mógł "ustrzelić" coś, co obok szlaku przyciągnęło wzrok - Borówki. Przyznam szczerze, że coś u mnie z wydolnością i kondycją słabo - odstawałem od grupy w bardziej stromych miejscach. Wyszło słoneczko, więc można było chwilę odpocząć leżąc na trawce.Cudowna sprawa!
    2 punkty
  8. Nowy stok w Warszawie? Co jakiś czas pojawia się info, że w Warszawie zbudują kolejny stok narciarski. Tym razem plany dotyczą dzielnicy Ursynów i powstającego tam parku wokół Górki Kazurki http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,uczcza-pamiec-cichociemnych-na-ursynowie-powstanie-park,202302.html http://www.haloursynow.pl/artykuly/szykuja-sie-zmiany-na-gorce-kazurce-tor-wyczynowy-,5158.htm
    2 punkty
  9. cz.4Tym razem ruszam w stronę Łazisk,jeśli dobrze pamiętam.Najpierw dość sporo jazdy asfaltami,ale też leśnymi,utwardzonymi ścieżkami. Big Ed spokojnie daję radę,choć muszę przyznać,że jedzie się nieco ciężej niż normalnym góralem.Przynajmniej jak chcemy trzymać tempo. Rozpędzanie też jest nieco cięższe - po prostu trzeba się przyzwyczaić do "wchodzenia na obroty" na niższych biegach. Tak po za tym jazda jest zupełnie normalna i przyjemna. Może jedynie opony wydają dość spory szum,co może nieco przeszkadzać,choć ten szum raczej fajny jest... Nie muszę chyba mówić jak ten rower zwraca na siebie uwagę. Jak ktoś chce być widoczny,to na pewno nie zostanie przegapiony! Najpierw szum opon,delikwent się odwraca i widzi to monstrum... Ale to chyba mniej nas interesuję. Najfajniejsze zaczyna się,kiedy wjeżdżamy w trudniejszy teren. Przy mniejszej prędkości w ogóle nie czuć oporu toczenia,za to możemy dostrzec zalety bardzo szerokiego koła. Przez błoto, dość spore gałęzie na trasie, piach - wszędzie przejeżdżamy jak czołgiem! Nic tej maszyny nie zatrzyma! Przelatujemy to z dziecinną łatwością. Dalej udaliśmy się na tzw. single - są takowe niedaleko Tych! Górka nie jest jakaś wielka,ale wystarczająca i do tego opcji jazdy sporo. Tutaj można poczuć jaką przyczepnością dysponujemy. Siodło w dół i start! Jakie by nie było nachylenie,Big Edem możemy w każdej chwili mocniej przyhamować,co normalnie na Sparku już byłoby trudne. Zjeżdżając czułem się bardzo bezpiecznie. Do takich zabaw świetny rower,choć może nie do skoków. Szkoda,że nie miałem okazji pojeździć po śniegu. Przy wspinaniu jakieś luźne kamienie też nie stanowią problemu,kiedy przy normalnym kole już bym walczył o utrzymanie równowagi. Sporo pozytywnych wrażeń. Podsumowując: do jazdy w trudnym terenie ekstra maszyna,ale jak dla mnie warto go kupić jako drugi rower a nie jedyny. Nie jest zbyt uniwersalny. Na asfaltach,czy ubitych drogach walczymy nieco z oporem toczenia. Wszystko zależy gdzie chcemy jeździć i jak długie trasy robić. A co z elektrykiem? No właśnie - dobrze,że żonka dostała takie cudo,bo już po pierwszej turze wracała do bazy na rezerwie,a ta druga była wyraźnie trudniejsza! Były dość długie podjazdy,gdzie ona właśnie była najszczęśliwsza! Kiedy mu sapaliśmy,Dżonka przelatywała koło nas jakby na motocyklu! Jednak fajnie było tylko na asfalcie,bo rower miał typowo szosowe opony. Miał co prawda amorka z przodu,ale opony nie radziły sobie z leśnymi duktami. Przynajmniej moja lepsza połówka bała się na nim tak rozpędzić. Sztywny tył też nie bardzo jej się podobał,kiedy przesiadła się bezpośrednio z fulla. Ogólnie uznała,że miejski rower to nie dla niej,ale sam napęd,a dokładniej wspomaganie,piękna sprawa! szkoda,że nie udało się dla niej załatwić elektryka,ale fulla.Był jeden,ale nie w tym rozmiarze. Może następnym razem się uda... Muszę przyznać,że po tej drugiej turze byłem już mocno wypompowany! A tak dokładniej,to już w połowie jazdy. Singlami zjechałem 3 razy i miałem dość! To znaczy dość wspinaczki. Do testów nic nie wypocząłem,wręcz odwrotnie,bo wydawało mi się,że będzie jak zawsze - krótka trasa,spokojne tempo i na tym koniec. Nic bardziej mylnego! Za drugim razem panowie zabrali nas na te single i na miejscu jeździjcie ile chcecie! Sam dojazd to też było trochę wspinaczki. Na szczęście powrót to już głównie jazda w dół. Jedynie ta szerokość opon dawała się we znaki,kiedy trzeba było utrzymać tempo. Ja już na rezerwie wracałem. Żona też jednoznacznie powiedziała,że gdyby nie elektryk,nie dała by rady. To najlepsze testy w jakich brałem udział. Wymęczyli mnie totalnie! Ale co się dziwić,kiedy GPS pokazał przewyższenie łącznie 1270 m! Kto by pomyślał,że wokół Tychów można to zrobić... Serdecznie dziękuję całej ekipie Scotta i przedstawiciela w Tychach Alpe Bike za super imprezę i niesamowity dzień! Ekipa mocno się starała,żeby wszyscy czuli się dobrze. Byli bardzo czujni,jak tylko widzieli,że ktoś ma jakiś problem,reagowali. Ciągle dopytywali,czy komuś czegoś nie brakuję,czy rower ok i tak dalej. Impreza na 102! Wymęczyli nas niemiłosiernie! Naładowani wielką dawką pozytywu,udaliśmy się jeszcze na lody przy plaży na Paprocanach i do domciu. Żonka praktycznie od razu do spania... Do tego jeszcze ta pogoda! Fantastyczny dzień! Ekipa Scotta też się pakowała i udała się do Katowic,gdzie dziś i jeszcze jutro będą testy. Do ostatniego zdjęcia załapało się nawet moje auto,tj. jego odbicie... :)To tyle,choć mógłbym jeszcze długo pisać. Fantastyczny dzień i to nie tylko ja tak mówię. Żona też cała szczęśliwa i... poobijana. Nie wiem skąd ma tyle siniaków,ale wiem,że teraz będę musiał kupić jej fulla. Zaraziła się,jak ja w zeszłym roku. Mam co chciałem... :biggrin:Pozdrawiam.Johnny
    2 punkty
  10. Czarna Góra - Sienna Dopiero maj, ale na Czarnej Górze prace już w toku, nie jest to nic wielkiego, niemniej widać, że coś się jednak dzieje! Po kolei co zauważyłem: - przy kanapie Efka i talerzyku Bartuś widać prace ziemne, prawdopodobnie wyrównanie poziomów sąsiadujących tras dla początkujących narciarzy i snowboarderów (lub przygotowanie jakichś innych atrakcji dla uczących się) Widać ciągle duży nacisk na poprawę bazy noclegowej, największa w tej chwili budowa to kontynuacja osiedla pod nazwą Apartamenty Czarna Góra Pomyślano też o naśnieżaniu, a jak naśnieżanie to potrzeba dużo wody; albo powiększą obecny zbiornik, lub dobudują kolejny, w sobotę sporo ciężarówek przewoziło ziemię Przy dwuosobowej wysłużonej już Babci, wstępne prace również są prowadzone, dokopano się do istniejących instalacji, czyli dołożą coś nowego, albo wymienią na nową A ten głębszy wykop być może już pod jakieś fundamenty? Tak czy siak, prace ruszyły, ale nie udało mi się dowiedzieć kiedy nastąpi zakończenie robót, robotnicy takiej wiedzy nie posiadają, a kierownictwo pewno w sobotę wypoczywa. Miło było za to popatrzeć, na drużynę armatek wypoczywających przed nowym sezonem zimowym W magazynie (pod chmurką) czekają na kolejny sezon nowe armatki T 40 i TF 10 TF 10 to wygląda jak działo, albo silnik od Boeninga Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  11. Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.4Dalsza część wędrówki, to Przełęczy Obidza oddalona od Wielkiego Rogacza o 3 kilometry.Po drodze dalszy ciąg widoków w stronę Pienin. Na szlaku spotykamy kolejne ciekawe miejsca. Na kamieniu Krzyż a na drzewie jakiś tutejszy "Diaboł"... Po kilku kilometrach wśród zieleni dotarliśmy do przełęczy. Wchodzimy do cywilizacji - pojawiają się zabudowania, utwardzona droga, auta i większa ilość turystów.Widoki nadal wspaniałe. Ludzie tutaj żyją skromnie, w zgodzie z naturą. Widok w stronę Suchej Doliny. Po przebyciu ponad 20 kilometrów pieszo dotarliśmy do Bacówki na Obidzy. Tutaj świetna mapka narciarska tego, co było kiedyś w tym miejscu.Tak... jeszcze nie tak dawno, Sucha Dolina w sezonie zimowym tętniła narciarskim życiem - a teraz?... można jedynie porozmawiać o historii tego miejsca. Podobno są plany na odbudowę tras i ski infrastruktury - plany, planami... na razie zostaje żal.W Bacówce zjedliśmy porządny obiad i w tym miejscu zakończyliśmy naszą wędrówkę. Beskid Sądecki nas oczarował.Jest tam pięknie i warto wrócić - z rowerem, na nartach turowych... może trochę inaczej?... Ostatnie spojrzenie na dawny ośrodek narciarski i jego trasy......został się jedynie jakiś zagubiony kijek. Smutno. pozdrawiammarboru
    1 punkt
  12. Odpowiedz jest prosta. Znaczy się dwie odpowiedzi. 1. Bagażnik 130litrow. Tak. Stotrzydziesci. Dopiero jutro przyjeżdża większe auto. 2. Nie mam jeszcze swojego nosidełka bo mała (1.5roku) nie chciała w żadnym usiąść w sklepach. Pomyślałem, że wypożyczę, zobaczę inne modele.
    1 punkt
  13. Nie, na tamę wjechałem rowerem i stałem z boku jak przejeżdżałeś.
    1 punkt
  14. Pięknie! Tux jak zwykle cudny! No i doczekałem się relacji... ...dzięki i dawaj dalej Mario.
    1 punkt
  15. cz.3Przyjrzyjmy się kolejnym maszynom. E-Sub to miejski rower ze wspomaganiem elektrycznym.Ja już miałem okazję czymś takim pojeździć,ale dla żonki to był szok! Mam 5 trybów jazdy do wyboru i oczywiście chodzi o siłę wspomagania. Na początek ustawiłem żonce najmocniejszy - turbo. Efekt jest niesamowity! Wystarczy dotknąć pedałów i już rower dostaje kopa. Przy odrobinie wysiłku bez problemu postawimy go na gumę.Co ciekawe,przy o jeden niższym trybie rower pokazywał zasięg 81 km! A bateria nie była już pełna. Sterowanie też jest bardzo proste - są przyciski "+" i "-" przy lewej rączce kierownicy. Bardzo proste. Jest jeden minus: wspomaganie działa do 25 km/h po czym się wyłącza. Spowodowane jest to przepisami - powyżej 25 km/h taki rower byłby traktowany jak motorower... Dla mnie to głupota i należało by to zmienić,ale politycy zawsze mają ważniejsze sprawy na głowie... Przy sprzyjających okolicznościach na góralu na prostej utrzymuję prędkość przelotową w granicach 30 km/h,nie mówiąc o zjazdach z gór. Czas na moją maszynę,czyli Scale Big Ed. Najbardziej rzucają się w oczy szerokie opony,jakby z motocykla. Rozmiar to 4,8 cala! Wizualnie robi niezłe wrażenie i przy pierwszych przymiarkach jazda też jest niezła. Rower jest wyposażony jedynie w przedni amortyzator,ale nawet bez niego zupełnie przyzwoicie tłumi nierówności.Do tego można spuścić nieco ciśnienia z opon. Tak po za tym to normalny góral - hardtail. Posiada napęd to 2 x 10 i to wystarczy. No to czas ruszać!
    1 punkt
  16. To teraz nadszedł czas na mały wątek szosowy. Tak to własnie rower szosowy zawładnął moje serce, umysł i nogi i kiedy tylko mogę staram się coś pokręcić po okolicy. Kondycji nie mam, nóg też nie bardzo, ale za to są chęci i zapał. No i taki nawet godzinny wypad za miasto jest dla mnie najlepszym lekarstwem na zmęczenie i stres, daje mnóstwo radości i energii.Przez brak czasu nie mogę spokojnie pokręcić kilka godzin, tak że moje wyjazdy trwają najczęściej od 1 do 3 godzin, w trakcie których robię przeważnie 30-70km, a średnia wychodzi mi przeważnie od 29 do 32km/h, czyli szału nie ma.W zależności od czasu i chęci wybieram różne okolice Kielc i Gór Świętokrzyskich. Płaskich terenów tu nie ma, są albo lekko pagórkowate na południe od Kielc i tam jeżdżę najczęściej, bo też mieszkam na wylocie w tamte rejony i mi tam najbliżej. Zresztą na lokalnych drogach ruch jest minimalny, asfalty nowe i równe, a okolica typowa sielanka. Jeśli chcę trochę ambitniej pokręcić i mam ciut więcej czasu to jadę w stronę Gór Świętokrzyskich, gdzie w zależności od wyboru dróg mam albo w miarę lekko, albo mogę się pokatować pod trochę stromsze podjazdy, choć tak naprawdę najbardziej lubię jeździć po płaskim i z wiatrem :laughing: W okolicach mogę zrobić 50km z przewyższeniem 300m, ale mogę też zrobić 50km z przewyższeniem ponad 1000m, tak że wybór mam spory. Ciężko mi w jednym wątku wszystko opisać, pokazać, tak że wrzucę tu tylko jakąś tam niedużą część zdjęć i miejsc gdzie jeżdżę.Tu moje przedostatni 60km wypad w okolice Oblęgorka (dworek Henryka Sienkiewicza, a obecnie muzeum) i na górę Sieniawkę, gdzie podjazd ma kilkaset metrów i na odcinku ok 300 metrów ma nachylenie ok 16%, a reszta od 6 do 13%. A tu tak przekrojowo zbiór zdjęć z szosy z moich okolic, widoki zza kierownicy, widoczki z trasy i trochę mnie na rowerze:
    1 punkt
  17. cz.2Test na plaży wypadł znakomicie.Taka szerokość opony całkowicie wystarczy,żeby pobawić się na piasku.Dalej panowie zabrali nas do lasu i tu zaczęła się prawdziwa jazda!Znakomite zawieszenie,super opony,których przyczepność na żwirze czy błocie wręcz zadziwia.Mam też wrażenie,że rama jest zdecydowanie sztywniejsza od mojego Sparka,albo raczej cała konstrukcja roweru.Do tego jeszcze fantastyczne hamulce! Przy tym wszystkim rower jest bardzo lekki. Czy są minusy? Zawsze jest coś za coś.W tym przypadku trochę trudniej się rozpędza,ale jak już nabierzemy prędkości,to w sumie jedzie się podobnie jak na węższych oponach. Chyba cięższe koła robią swoje. Tak po za tym maszyna mi się bardzo podoba,choć na asfalcie już dziwnie wygląda i trochę ciężej się jedzie. Kwestia nabrania wprawy jak się rozpędzać. Co jeszcze? Ponownie jechałem z napędem 1 x 11 i spróbowałem przekręcić do tyłu. Roobs miał rację - łańcuch wędruję po zębatkach. :biggrin: Mimo tego małego minusu chciałbym mieć taki w własnym rowerze. Jeszcze wspomnę o sterowaniu,bo w przypadku Treka,ta wajcha do wrzucania wyższego biegu była jakoś trudno dostępna. W przypadku Scotta nie było tego problemu. Pewnie w Treku była po prostu źle ustawiona. Przy pierwszej turze zrobiliśmy 23,5 km,ale to były takie "tłuste" kilometry.Dżonka już na "rezerwie" dojeżdżała do bazy,ale była bardzo zadowolona! Poszalała mocno,aż sam byłem zdziwiony. Ale jak dostała porządny rower,to i motywacja skoczyła. Podobnie jak ja była zachwycona swoim Geniusem,ale w wersji z normalnymi oponami. Po teście czas na posiłek regeneracyjny.Kociołek już stał gotowy. Podawano dość treściwą zupkę,która zwie się Bogracz. Oprócz tego dostępne były Banany, Jabłka, ciastka energetyczne oraz napoje w ilości jakie kto chciał. Niestety nie obyło się bez gleb... Pierwszy raz żonka stanęła na podjeździe i poleciała prosto w pokrzywy.Nic groźnego. Następnym razem jakiś idiota jechał bardzo szybko z przeciwka,a trasa była dość wąska. Nawet cep nie zwolnił. Ja się minąłem na centymetry, niestety jadąca za mną Dżonka trochę spanikowała, chyba za mocno przyhamowała i przeleciała przez kierownice. Ja tylko usłyszałem huk. W pierwszej chwili pomyślałem,że miała czołówkę z tym gościem i się przeraziłem,ale na szczęście i tym razem obyło się bez ofiar - żonka poleciała prosto w miękkie błoto... :tongue: Nawet małego zadrapania nie miała. A ten gnój nawet się nie obejrzał,nie zwolnił,nie mówiąc już o zainteresowanie się,czy dziewczynie coś się nie stało. Cóż,czarne owce się zdarzają... Pojedzeni,popici no i jeden mały problem. W knajpie obok odbywało się wesele,a innej toalety w okolicy nie było. Jakiś burak nie chciał wpuścić żonki,mimo,że była gotowa nawet zapłacić.Na szczęście kelner wpuścił ją bez problemu. No i tu kolejny minus tego dnia - na hasło Scott można było zjeść za pół ceny,niestety nie dzisiaj.Cała knajpa zarezerwowana.Czas więc na kolejne rowery. Ja dostałem "Big Eda" a żonka elektryczny rower "E-Sub". To będzie w kolejnej części.
    1 punkt
  18. Johnny, dzisiejsza czasówka na Giro ma bardzo podobną długość i przewyższenie jak wjazd na Okraj:wink: To tak, żeby Cię bardziej zachęcić i zmobilizować (z tą mobilizacją to przesadziłem, Ciebie nigdy nie trzeba mobilizować) Pozdrawiam serdecznie!
    1 punkt
  19. Dziś miałem ochotę na szosę, no ale Młodym musiałem się zająć trochę, bo żona z Małym wyszła na spacer. No ok. Ale na dzień dobry Bartek do mnie "tata chodź na rower, tylko po mieście dzisiaj" :eek: :happy: Kochany jest, więc na szosę pójdę jutro, a dziś przejechaliśmy się 25km po ścieżkach rowerowych po Kielcach. Miałem ochotę go styrać do 40-50km :crazy: no ale chmury na niebie jakieś takie mało przyjazne były no i potem co innego w planach jeszcze było. Nie obyło się bez przygód, bo na szerokiej, pięknej, z równiutkim asfaltem ścieżce rowerowej przez nieuwagę w słupa wjechał gamoń jeden no i i kilka szlifów jest. Dobrze, że tylko tyle, bo mogło być gorzej.A chwilę potem jadąc lekko z górki pobił swój rekord prędkości, 45 km/h :applause: :crazy: Tak, że 2 godziny bardzo przyjemnie nam upłynęły, a fotograficznie dzisiejszy dzień wyglądał tak:
    1 punkt
  20. A u mnie w końcu Młody odpalił sezon na rowerze, bo póki co to albo chory, albo pogody brak i jakoś nie układało się, żeby gdzieś się przejechać. Ja jeździłem regularnie przeważnie na szosie i kajam się, bo relacji nie dawałem, ale jutro uzupełnię archiwum i wstawię parę słów i trochę więcej zdjęć. No ale wczoraj po 1,5 tygodniowej przerwie, bo jajka sobie odparzyłem, z Młodym wsiedliśmy na rowery i pojechałem z nim na stare boisko piłkarskie na Tarczownię w Kielcach, żeby pokopać piłkę. 15 km na rowerze zrobione, w piłkę trochę pokopaliśmy, a najważniejsze, że było super :happy: A jak wróciliśmy, to żona wcisnęła mi Małego, żebym go wziął na spacer. No to wsadziłem go w siodełko i dokręciłem z nim i Młodym jeszcze kilka km po osiedlowych uliczkach. A tak to wyglądało:
    1 punkt
  21. Miałem jechać dzisiaj na testy rowerowe, ale zmienili datę na jutro. Być może dlatego, że mają pokazać rower ważący 4kg! :eek: Mam nadzieję, że nie tylko pokażą, ale dadzą przejechać się trochę... Jako, że rower wprowadzony, to szkoda było wracać do domu. Pokręciłem się trochę po terenach zalewowych - 4 i 6 lat temu wszędzie było 1,5 - 2m wody. Okoliczne działki były zalane. Kocham takie widoki!
    1 punkt
  22. Kolejny raz PaprocanyJa też dziś pokręciłem,a właściwie niemal codziennie kręcę... Nawet pogoda mi nie przeszkadza.Dziś ponownie wybrałem się moją ulubioną trasą nad J.Paprocany w Tychach. Znów sporo jazdy w Lasach Kobiórskich,trochę fajnymi ścieżkami no i z przymusu kawałek główniejszymi asfaltami.Uwielbiam to miejsce,bo jest pięknie zagospodarowane i można się fajnie zrelaksować po pracy. Są tu też fajne knajpki. Dziś kolejna stówka zaliczona,tj. przed pracą 21 km,po pracy 80 km. Może jutro machnę jakieś MTB.Też miałem małe ściganko na zaporze goczałkowickiej i wygrałem. Naciskał mnie jakiś młodzik,ale narzuciłem mordercze tempo i spuchł... :biggrin: Ciekawe jak ja będę puchną pod Śnieżką... Parking rowerowy - na plażę nie wolno wprowadzać Niektórzy cisną na zakaz... Sprzęt pływający już zwodowany Lasy Kobiórskie
    1 punkt
  23. A to prawda. :wink: Jak najbardziej przekaż! :angel: Oboje mnie zmotywowaliście i to Wam obojgu wielki dzięks! Marcin,należało Ci się,za wytrwałość! :applause:
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...