Tak a propos Waszej wymiany zdań... ja z jednej strony bardzo lubię wszelkie atrakcje, dostarczające adrenaliny i pozwalające oswajać się z lękiem wysokości. Jeśli dodatkowo są na łonie natury, to jeszcze lepiej niż np. chodzenie po wiadukcie nad torami w mieście. Jednak niektóre moim zdaniem szpecą krajobraz. Te kładki np. w Bachledovej są ogromne, z tego co widziałem. Pięknie położona wydaje się za to ta spirala "Sky Walk" w Dolni Morava (Czechy), bo dodatkowo jest na stromej górze, z której widoki robią wrażenie, a nie tylko sięgają czubków drzew. Czy na Słotwinach to ma sens? Moim zdaniem nie bardzo.
Natomiast niemile zaskoczyły mnie "ułatwienia" w Słowackim Raju - zwłaszcza drewniane, poziome "drabinki", złożone ze szczebelków, które są tak naprawdę "utrudnieniami". Trzeba się skupiać na utrzymaniu równowagi, zamiast podziwiać widoki. Wolę już taki kontakt z naturą, gdzie trzeba przeskakiwać z kamienia na kamień, wspinać się po skałach, a nie po metalowych drabinach. Niech będzie jakiś łańcuch, klamry, ale nie tyle żelastwa. Jedynie fajne są te metalowe platformy, przymocowane do pionowych skał (tzw. "sztupaczki").