W Ameliówce, to znaczy w tzw przełomie Lubrzanki pamiętam były 4 wyciągi narciarskie. W latach 80 ub wieku jeździłem w ośrodku prowadzonym chyba przez zrzeszenie firm budowlanych. Tak, lub jakoś podobnie, to się nazywało, ale wiadomo, partia pozwoliła, zapaleńcy byli, lud pragnął, firmy zrobiły. Podobnie powstał samochodowy Tor Kielce w Miedzianej Górze. Ale wracając do wyciągów. W latach 80 był on usytuowany na wysokości budynku technicznego pompowni czy też jakiejś stacji energetycznej przy drodze wzdłuż Lubrzanki. Przechodziło się kładką nad Lubrzanką i potem następowała wspinaczka na skarpę za którą była spora polana a na niej wyciąg. Był to wyciąg talerzykowy, dość wolny i często ulegający awarii. Miał ok 150-200 m długości. Wzdłuż wyciągu prowadziła trasa bardziej stroma a wokół polany, za krzaczkami trasa bardziaj płaska, no bo dłuższa. Jeżdziłem tam gdy czegoś złodzieje nie ukradli, czegoś nie zniszczyłi no i kiedy były odpowiednie warunki śniegowe. Zimy wówczas były trochę inne od dzisiejszych i śnieg często zalegał tam do kwietnia. Pamietam zdziwienie sąsiadów kiedy późno wiosenną porą, kiedy śniegu w mieście już nie było ani śladu, gdy wkładałem narty do malucha mówiąc że jadę na narty do Ameliówki, nie w góry. Jakoś tak pod koniec lat 80 wyciąg ten zlikwidowano. W międzyczasie pojawił się też wyciąg po przeciwnej stronie na Klonówce. Po wspinaczce po skarpie dochodziło się do sporej polany na której ktoś zmajstrował wyciąg linowy o długości ok 150 m napedzany silnikiem spalinowym. Byłem tam chyba ze 2 razy jednego sezonu, potem wyciągu tego już nie było. Przez 2-3 sezony działał także wyciąg linowy po tej samej stronie, obecnie przy parkingu. Był to wyciąg ok 100- 130 m. No i przechodzimy do ostatniego, chyba najlepszego w historii Ameliówki. Był on usytuowany jakieś 200- 300m od pierwszego wyciągu budowlanych, w kierunku Wilkowa. Był tam wyciąg talerzykowy, chyba nawet ten sam bo przeniesiony ze stoku obok. Na mój gust był trochę wydłużony. Trasę zjazdową właściciel wyprofilował, dorobił mostek nad Lubrzanką, wyprofilował parkingi, postawił szopę grila. Chyba właśnie te inwestycje i prace były przyczyną zamkniecia ośrodka. Biedny nie rozumiał, że nawet na własnej działce aby coś zrobić, trzeba mieć stosowne pozwolenia. Trasa zjazdowa była dość fajna z kilkoma wariantami. Jej długość to coś koło 300-350 m . Wyciąg ten działał przez 2, może 3 sezony na początku lat 90 ub wieku. Do dziś widać tam mostek, ale wszystki już zarosło krzakami. Podobnie ośrodek budowlanych, tam to już lasem zarosło. Oczywiście wszystkie te ośrodki nie dysponowały naśnieżaniem, ratrakiem. Jeździło się po naturalnym śniegu i naturalnie ubitej trasie. Było minęło. Zawsze kiedy tamtędy jadę, a lubię jeździć do Kielc właśnie przez Bodzentyn, spoglądam na te miejsca wspominajac dawne lata. Właśnie w Ameliówce pierwsze kroki na nartach stawiał mój syn.