Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 943


  2. cyniczny

    cyniczny

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      551


  3. lski@interia.pl

    [email protected]

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      3 290


  4. pawelb91

    pawelb91

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      4 008


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.08.2022 w Odpowiedzi

  1. Druga część wyprawy rowerowej zupełnie inna. Owce. Podjazdy i zjazdy. Brak asfaltu, bruku itp. Przekraczanie brodów na rowerze. Byki. Podjazdy. Zjazdy. Cerkwie. Jeszcze więcej jazdy. Konie. Więcej koni. Jazda na dziko. Po mniejszych lub większych wertepach. A tu moja córka wraca na koniu.
    3 punkty
  2. Może kiedyś bardziej na wschód,Wysowa i jeszcze dalej?Są świetne trasy rowerowe łączące obie strony granicy,przy okazji możesz jeszcze zobaczyć stacje narciarskie i ich pozostałości...
    1 punkt
  3. Były też kaczki. Ładne widoczki. Więcej widoczków. Ptaki trzymane na uwięzi. Ładnie zagospodarowany teren w Muszynie. Rodzinna jazda. Magiczne Ogrody. Te są fajnie zrobione. Jest tam widokowo. Zadbano o detale. Widokowo. Niektórzy mają fantazję. Chwila relaksu z żoną. c.d.n.
    1 punkt
  4. Dziś było odrobinę sentymentalnie. Takie kolejne moje magiczne miejsce na ziemi. Byłem przy piętrzeniu tego zalewu, teraz zwanego jeziorem. Jezioro Klimkowskie, bo o nim mowa, to dzisiejszy bohater opowieści. Nasze Mavrovo. Mały kameralny zalew, z rewitalizacją nabrzeża w 2020, wygląda malowniczo. Wjazd na parking na stanicy to 10 zł, w zamian bezpłatne toalety, prysznice i infrastruktura. Dno trochę muliste, mało wody, więc wchodzisz po osadach dennych, jak Ci przeszkadza, to polecam buty do wody. Jest tam malowniczo. Góry, woda, czego chcieć więcej w ten upalny dzień. Sama zapora wodna. Tu pływamy z dzieciakami dystanse. Odrobina słońca i naprawdę pięknie. Tu widać strzeżone kąpielisko. Sprzęt służb w gotowości. To pomost pływający. Nawet przy niskim stanie wody, fajne miejsce do odwiedzenia. Takie oto pniaki. I jeszcze jedna panoramka. Narobiliśmy z żoną tych zdjęć. To dam jeszcze jedno.
    1 punkt
  5. Nad rzekę zjeżdżamy wielokrotnie. Czasem płynie ona dynamiczniej. Pozujemy na jej tle. Bawimy się w przekraczanie granic. Tu zdjęcia z mostku. I w drugą stronę. Tak to Polska. Czasem trasa rowerowa, przyklejona do drogi. Dobrze oznaczona. c.d.n.
    1 punkt
  6. Słowacja cd. Bardzo przyjemna jazda. Takie oto miejsce do odpoczywania. Tu możemy wrócić do kraju, my jedziemy dalej. Tak dla informacji, gdzie jesteśmy. Czasem przez wsie. Jakby ktoś szukał info, przez jakie. Tu mogłaby powstać druga Białka. Poprad, ach ten Poprad. I jeszcze jedno. c.d.n.
    1 punkt
  7. Trzymają trochę zwierząt, na uwięzi. Tu stan obrazujący ich zainteresowanie zwiedzającymi. Są jakieś młode osobniki. Kolumny "ala" antyczne. Dobra, jeszcze Was pomęczę. Spaceruje się przyjemnie, gałka lodów 5 zł. Wstęp za darmo. Dalej robi się ciekawiej. My dopiero zaczynamy. Polska na wypasie. Ostrzeżenia dla rowerzystów. Faktycznie jest ślisko, rano lał deszcz (wg. prognoz miało padać cały dzień). Granica, my pierwszy raz na rowerach, więc z pewną dozą nieśmiałości. Jedziemy dalej. Słowacja, nie leje wszędzie betonu, asfaltu. c.d.n.
    1 punkt
  8. Wczoraj było rowerowo. Tak rodzinnie, z córką, żoną i synem. Syn już wymiata, poszła mu siła, więc zajeżdża kolegów na nizinnym MTB, reszta mojej ekipy jechała z nami pierwszy raz ponad 50 kilometrów na rowerach. Dziewczyny były zadowolone, co pokazuje właściwy dobór trasy oraz inne atrakcje po drodze (nie samym rowerem człowiek żyje, tak wiem ciężko w to uwierzyć, ale wiecie, są jeszcze narty 😉 np.). Zaczynamy. Tak trochę asfaltowo, chodnikowo, nieciekawie. Tu Muszynka sobie płynie. Zaczynają się wydzielone ścieżki. Jest nas więcej. Jesteśmy w Muszynie. Pewnie gdybym był sam, nie wpadłbym na pomysł by się akurat tu zatrzymać ? Czego się jednak nie robi dla córki. Całkiem miłe miejsce. c.d.n.
    1 punkt
  9. Moje pierwsze narty w Alpach to Kronplatz właśnie i był efekt WOW. Do tej pory super wspominam.
    1 punkt
  10. Dzień trzeci Poranek po burzy - ponownie smarujemy łańcuchy i w drogę Z Chlebnicy wracamy ponownie do doliny Orawy. Do Niznej jedziemy główna drogą, obawiając się stanu ścieżki nad samą rzeką. Od Niznej już fajną ścieżką nad Orawą W pewnym momencie ścieżka okazuje się zabarykadowana zaporami i płotem. Na szczęście siatka jest mocno uszkodzona i można bez problemu przejść z rowerem - widać, że nie jesteśmy pierwsi. A to powód zamknięcia ścieżki - budowa obwodnicy Twardoszyna. W niedzielę nikt nie pracuje, więc bez problemu przejeżdżamy na druga stronę. Ten kawałek jest jednym z bardziej emocjonujących, jazda wąską półką nad samą wezbraną Orawą. Z dzieciakami chyba bym się tędy nie wybrał. Most kolejowy w Twardoszynie Tu okazuje się, że znowu złapałem kapcia w tylnym kole. Po zdjęciu opony okazuje się, że są dwie mikroskopijne dziurki. Przy okazji zbadałem stan opony no i generalnie nadaje się już do utylizacji, wierzchnia warstwa gumy mocno starta więc łatwo można przebić dętkę. Opona to GravelKing firmy Panaracer, wytrzymała niewiele ponad 10 tys. km. W sumie trudno powiedzieć czy to mało czy dużo. W poprzedniej szosie miałem Continentale GrandPrix 5000 i wytrzymały znacznie dłużej. Z tym, że tym rowerem znacznie częściej zapuszczam się na szutrowe/gruntowe szlaki. Z Twardoszyna lecimy nad jezioro Orawskie. Jezioro Orawskie, największy sztuczny zbiornik na Słowacji. Plany zbudowania w tym miejscu zapory sięgają XVIII. Powstał nawet drewniany projekt, aktualnie przechowywany w muzeum w Orawskim Podzamczu. Ostatecznie dopiero w czasie II wojny światowej rozpoczęto budowę, a zakończono na początku lat 50. W Twardoszynie rozpoczyna się ścieżka do Nowego Targu poprowadzona dawną trasą linii kolejowej Nowy Targ - Sucha Hora. Tą ścieżką dojedziemy już do końca wycieczki. Nie ukrywam, że bardzo liczyłem na ten odcinek, ale chyba po widokach jakie mieliśmy przez całą wycieczkę, jazda nią nie wywołała jakichś zachwytów. Fakt były miejsca bardzo ładne jak choćby to poniżej, ale większość jest dość nudna. Długie proste i całkiem sporo ludzi. No cóż tak chyba wygląda jazda po dawnych trasach kolejowych normalnotorowych. Zdecydowanie lepiej nam się jechało wzdłuż Czarnego Wagu. I to już koniec. Około południa docieramy do mostu nad Białką, który dwa dni temu przekraczaliśmy i tym samym do samochodu. Szybkie pakowanie i przed 19:00 melduję się w domku. Podsumowanie Przejechaliśmy łącznie prawie 330 km oraz 4 km w pionie i dwa słowa mi się cisną na usta - przepiękna trasa. Było wszystko co kocham: świetne towarzystwo, trudne podjazdy, piękne widoki, góry, jeziora, lasy, bardzo fajne kwatery i mili ludzie napotkani po drodze. Nawet niezbyt pewna pogoda, drobne awarie i małe wpadki nawigacyjne nie popsuły wrażeń.
    1 punkt
  11. Dzień drugi Poranek na kwaterze, czyścimy i smarujemy maszyny po wczorajszym deszczu. Początkowo zamierzaliśmy wrócić na szlak przebijając się przez las trasą rowerową 2873, ale po nocnych opadach rezygnujemy z tego pomysłu i wracamy do Szczyrby. Tam wjeżdżamy ponownie na szlak wokół Tatr. I to był bardzo dobry pomysł, bo ominąłby nas piękny kawałek drogi wzdłuż Czarnego Wagu. Czarny Wag - ciekawostką jest jego mocno niesymetryczne dorzecze. Głównie zasilany jest lewymi dopływami m.in. Ipoltica, a prawe są krótkie i niezbyt obfitujące w wodę. Ipoltica Zbiornik zaporowy na Czarnym Wagu. Ujście Beli do Wagu w Liptowskim Gródku Za Liptowskim Gródkiem, aby uniknąć jazdy doliną Wagu do Liptowskiej Mikulaszu trasę poprowadziłem szlakiem omijającym od południa wzgórze Hradok. No cóż, nie dość, że pojechaliśmy złą ścieżką to jeszcze nachylenie jak to w górach bywało w okolicy 20%. W końcu dobijamy do przełęczy. Pierwsze 350 metrów zjazdu też jest niełatwe, więc prawie sprowadzam rower po największej stromiźnie, a później już jest tak. Cicha, przepiękna, choć bardzo krótka dolina. Boczkiem przez Zavazna Poruba oraz Ilanov jedziemy do Liptowskiego Mikulasza. Popas w fajnym barku, oprócz piwka bierzemy jeszcze po porcji skrzydełek - bardzo dobre. Po popasie ruszamy dalej, na chwile tylko zatrzymując się w Lidlu w celu uzupełnienia wody w bidonach Jedziemy wokół Liptowskiego Morza - poziom wody katastrofalny. Większość zatok od północy praktycznie wyschnięte - dramat!!! Upał okrutny. W pewnym momencie słyszę charakterystyczne pssss z tylnego koła. Zatrzymuje się - no tak guma. Na poboczu biorę się za naprawę. Winowajcą okazuje się łatka, która w tej temperaturze po prostu się odkleiła. Zmieniam dętkę, pompuję jadę dalej. Za niecałe 2 km znowu czuje, że powietrze ucieka. W zmienionej dętce też odkleiła się łatka wrrr. Biorę poprzednią dętkę i łatam nowymi łatkami. Pompuję i jadę na próbę kilka km. Wydaje się, że świeża łatka trzyma poprawnie. Cała ta zabawa w mega upale powoduje, że po niespełna 25 km znowu nie mam wody, wypiłem 1,5 l. Sklepu brak, więc w najbliższej miejscowości sprawdzoną metodą "na gospodarza" proszę przygodnie spotkanego pana naprawiającego coś w swoim garażu o napełnienie bidonów wodą. Gospodarz bez chwili wahania napełnia je zimniutką, pyszną wodą, przy okazji pytając wskazując na mnie "Tour de France?". Uśmiałem się razem z nim:-) Lucansky wodospad - przez chwilę miałem ochotę wykąpać się, ale zabawa z dętkami spowodowała dość znaczną stratę czasu, a do celu jeszcze kawałek i dwa solidne podjazdy. Droga na przełęcz Vrchvarta -810 m. n.p.m. Na przełęczy czekał na mnie Marcin i wspólnie ruszamy do Osadki. Na zjeździe znowu się rozdzielamy - Marcin zjeżdża znacznie szybciej niż ja. W Osadce okazuje się, że Marcin ma wgraną najnowszą wersję trasy przez Orawskie Podzamcze. Ja mam starą przez Malatinę i Chlebnice. Zatrzymujemy się przy pięknej owczej farmie Luptakovic, aby naradzić się którędy lecimy. Nocleg w międzyczasie zaklepaliśmy w Chlebnicach, a nowsza wersja omija tą miejscowość. Przy okazji przeczekujemy burzę, która znienacka nadeszła. Miejsce jest przepiękne, sprzedawczynią jest przemiła dziewczyna, która widząc nasze rowery zdecydowanie nas kieruje do Chlebnic przez Orawskie Podzmacze. Krótsza droga od Malatiny (ponad 7km) to droga gruntowa, która po burzy może być zupełnie nieprzejezdna. Mimo iż druga opcja jest ponad dwa razy dłuższa, bez wahania wybieramy tą opcję. Pani dodaje, że do Orawskiego Podzamcza to tylko dwie "hopki" - podjazdy:-) Ładne widoki po pierwszej hopie/podjeździe. Niby niespełna 1 km, ale średnie nachylenie ponad 10% + mega zniszczona nawierzchnia + przejechane już dzisiaj 100km. To powoduje, że podjazd mocno wchodzi w nogi. Warto było, bo okolica piękna. Druga "hopa" była już znacznie łatwiejsza i w krótkim czasie dojeżdżamy do Orawskiego Podzamcza. Robimy tam małe zakupy na śniadanie, przeczekujemy krótki, ale intensywny deszczyk i lecimy do Chlebnic na nasz nocleg w pizzerii Viktoria. W samych Chlebnicach na 2 km przed kwaterą ponownie dopada nas deszczyk, ale jest on mało intensywny i nie robi wiele szkody. Po ogarnięciu się na kwaterze schodzimy na pizzę. Później w ogródku delektujemy się jeszcze pifkiem. W międzyczasie rozpętuje się konkretna burza z bardzo mocnymi opadami, która trwa do późna w nocy. Podsumowanie dnia drugiego.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...