Narty - skionline.pl
Jump to content

cyniczny

Members
  • Content Count

    294
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9

cyniczny last won the day on June 30

cyniczny had the most liked content!

Community Reputation

656 Excellent

About cyniczny

  • Rank
    Średnio zaawansowany
  • Birthday 09/28/1975

Personal Information

  • Imię
    Krzysztof
  • Miejscowość
    Piaseczno

Ski equipment

  • Narty marka
    Fischer Viron Carve
  • Buty marka
    Salomon

Recent Profile Visitors

1,397 profile views
  1. Dzięki bardzo:-) No powiedzmy 2h to nie było tylko czyszczenie:-) Najpierw mordowałem się, aby poprawnie założyć oponę. Coś mam problem z obręczą i w jednym miejscu opona potrafi mi wpaść tak dziwnie głęboko w obręcz i mimo mocnego napompowania jest dołek który wyraźnie czuję. Zmiana opony nic nie zmienia stąd upatruje feler w obręczy, ale nie robię z tego zagadnienia bo już niedługo czeka mnie wymiana tylnego koła. Druga sprawa, która objawiła się to po jeździe w burzy pierwszego dnia praktycznie klocki z tyłu się skończyły i pozostałe dwa dni jeździłem głównie na przednim hamulcu, gdzie klocki też dostały swoje. Więc wymieniłem od razu z przodu i z tyłu. I tu zęby pokazały hamulce u kumpla w rowerze, tarczowe hydrauliki. Po tych deszczach jedynie trochę dziwne dźwięki wydawały, ale hamowały tak jak przedtem. No i samo czyszczenie napędu roweru też na tym trochę zeszło. Nie chciało mi się cholernie, ale wiedziałem ze nikt tego za mnie nie zrobi:-D Za to dzisiaj jazda do pracy sama przyjemność wszystko cyka, chodzi jak w zegarku. Ano generalnie najsłabsze ogniwo czyli człowiek 😞
  2. W Warszawie mega oberwanie chmury, ale w Piasecznie tylko tak średnio mocno padało w nocy. Rano nawet się za wiele nie zastanawiałem i ruszyłem do pracy rowerem, mimo iż wczoraj po weekendowych wojażach zeszło mi na doprowadzenie do porządku maszyny ze 2h - teraz się błyszczy jak nie powiem co🙂
  3. Dzień 3 Wstajemy sami z siebie pomiędzy 4:30 a 5:30, stąd bez problemu kilka minut po 7:00 ruszamy na trasę. Gospodarz zapowiada nam, że jest duża szansa iż dzisiejszej trasy nie przejedziemy w całości, bo jedziemy w obszar najbardziej dotknięty zalaniami i podtopieniami. Po pierwszych 13 km dopada nas ulewa, którą przeczekujemy na przystanku Ulewa w miarę szybko przechodzi, za chwile wychodzi słoneczko i robi się pięknie. Marcin I Sylwek W planach była jazda pod Kańczugę, ale decydujemy się skrócić trasę i za Huciskiem Jawornickim skręcamy na Przedmieścia Dubieckie. Zjeżdżając w dół do Przedmieścia Dubieckiego nie żałujemy decyzji. Tu dopiero widać jakie szkody przyniosła wielka woda, która szła tu dzień wcześniej Po skręcie na DW884 w kierunku Bachórza pojawiło się jeziorko, powstałe gdy cała woda spłynęła z góry i zatrzymała się przed drogą. Skręcamy jeszcze raz nad San, aby zobaczyć jak wygląda prom, którym w pierwotnej wersji trasy mieliśmy się przeprawiać. Daleko to byśmy nim nie popłynęli Ostatnie kilometry przed metą to piękne widoki na dolinę Sanu. I to już koniec. U gospodarza myjemy rowery, pakujemy się i w karczmie jemy szybko pyszny chłodnik. Pozostało jeszcze 400 km samochodem. Do domu przyjeżdżam około 20:30 i rzutem na taśmę zdążam na wybory:-) Podsumowując, przejechaliśmy trochę ponad 300km pokonując prawie 4km przewyższenia. Podkarpacie to świetne tereny do jazdy szosowej, bo większość dróg ma znakomitą nawierzchnie. Trochę karty rozdawała pogoda, ale i tak wyszliśmy z tego obronną ręką.
  4. Dzień 2 Trasa Dynów - Straszydle - Dynów. Wyszło około 100 km i 1300 w pionie. Rano pobudka o 7:00. Po wczorajszym ciężkim dniu dość słabo się wstaje. W pierwszej kolejności sprawdzam buty i o dziwo wkładki wyschły całkowicie, buty jeszcze tylko trochę wilgotne - jest nieźle. Po ogarnięciu się, czas na mały serwis rowerów. Pogoda świetna, tym razem kierujemy się na Pogórze Dynowskie. Główny punkt programu podjazd w Straszydle. Rozgrzewka jest od razu za Dynowem, 100 metrów w górę. Kawałek granią obfituje w widoki W Nozdrzcu odbijamy z drogi DW835 i jedziemy malowniczą doliną Baryczki, nie mylić z Baryczą:-) Po osiągnięciu szczytu w Rytej Górce zjeżdżamy na dół do Kąkolówki. Tam Marcin łapie gumę, chwilę gadamy pod sklepem i najpierw puszczamy Sylwka do przodu, później Marcin mówi, żebym też jechał dalej - chyba każdy potrzebuje trochę samotnego kręcenia:-) Mamy spiknąć się znowu wszyscy za jakiś czas, jak znudzi się nam samotna jazda:-) W Białce doganiam Sylwka, ale w sumie tylko na chwilę, bo kawałek dalej odbijam od głównej trasy na podjazd w Straszydle. Sylwek jedzie dalej ustaloną trasą. Górny punkt podjazdu w Straszydle. Teraz czas na pętlę, czyli zjazd do miejscowości przez Nalepki i ponownie wdrapanie się tutaj na górę przez Rzeki i Pustki. Najtrudniejsza część podjazdu - przed i zaraz za tym domem na wprost. Siedząc na siodełku czuję jak przednie koło odrywa się od asfaltu. W sumie nic dziwnego, bo altimetr pokazuje 19% nachylenia. Kawałek przed miejscem gdzie stoją samochody podjazd "wypłaszcza się" do 14%. Nagrodą są widoki i wytopiony tłuszczyk;-) Po głównej części podjazdu za Lubienią odpoczywam sobie chwilę na ławce widokowej. Magnetyczna ławeczka, niby w środku niczego ale każdy z nas w samotności skusił się jej zacienionemu urokowi o czym dowiadujemy się gdy sie spotkamy ponownie. W oddali widoczny Rzeszów - stolica Podkarpacia. Ten Rzeszów ma raptem kilkaset metrów i kilka zabudowań - może to jakaś enklawa:-) Za dziwnym Rzeszowem zdzwaniamy się z Sylwkiem i dalej jedziemy już razem. Niestety do Marcina nie sposób się dodzwonić - cały czas poza zasięgiem. W Nowym Borku postanawiamy zatrzymać się w pobliskim baro-sklepie na małe piwko. Marcina spotykamy dopiero za Błażową jak odpoczywa sobie na pobliskim MOR-ze. Oczywiście minął nas gdy odpoczywaliśmy w tym barosklepie:-) Po ciężkim dniu idziemy coś zjeść do karczmy, towarzyszy nam Duch Sanu:-) Po obiedzie idziemy na kwaterę i tam odpoczywamy tak skutecznie, że wszyscy śpimy praktycznie do rana. Ta regeneracja bardzo jest nam potrzebna.
  5. Poniżej relacja z szosowej trzydniówki po Pogórzu Dynowskim i Przemyskim, którą przejechałem z Marcinem i Sylwkiem w ubiegły weekend. Dzień pierwszy: Dynów - Arłamów - Dynów 150 km 1700m przewyższenia Poranek jak zwykle zabójczy. Pobudka 2:40, Marcin przyjeżdża po mnie dokładnie o 3:15, Sylwka odbieramy kilka minut przed 4:00 i w drogę. Droga do Dynowa ma zająć około 4,5 h. Na kwaterę docieramy o 8:30, około godzinki zbiera nam się na przebieranie, składanie rowerów. W pośpiechu Marcin myli kaski:-) Ostatnie dopinania i w drogę. Dzisiaj trasa najdłuższa - jeździmy po Pogórzu Przemyskim. Główny cel to Arłamów znajdujący się mniej więcej w połowie dystansu. Ma być około 140 km i 1500 w pionie. Wyjedzie jednak trochę więcej, ale o tym za chwilę. Kwatera położona jest tuż przy stacji kolei wąskotorowej Bachórz. Dodatkowa zaleta to pobliska karczma serwująca świetne i całkiem przystępne cenowo jedzenie. Pierwsze podjazdy w okolicy Dylągowej Przepięknie położony kościół w miejscowości Nowy most w Sielnicy oddany jesienią 2019 roku. Początkowo most był planowany jako kładka pieszo-rowerowa, stąd zapewne szerokość jego pozwala na zmieszczenie tylko jednego pojazdu. Na końcach przeprawy zamontowana jest sygnalizacja świetlna sterująca ruchem. Pierwszy popas mieliśmy robić trochę później, ale altana wołała "siadajcie i rozgośćcie się". Na płotku po lewej widać, gdzie niedawno była woda Sporo kilometrów zrobiliśmy wzdłuż Sanu Pierwsze zwiastuny złego. Musieliśmy zmienić trasę bo droga była zamknięta. Objazd do Birczy zaczynał się już w Iskaniu i prowadził przez Jawornik co niezbyt nam pasowało. Postanowiliśmy pojechać dalszą drogą do Brzuska, tam odbić na Hutę Brzuską i w okolicy Boguszówki dojechać do DK28. Droga okazała się bardzo fajna, a bonusem był dodatkowy podjazd:-) Na razie udaje nam się omijać burze...na razie Widoki z dodatkowego podjazdu znakomite Jeszcze tylko szalony zjazd do DK28 i prawie koniec objazdu. Do Birczy praktycznie nie wjeżdżamy, tylko odbijamy na kolejny podjazd na Groń - kolejne 200m w górę. Takich zapadnięć/obsunięć dróg widzimy całkiem sporo. Jedne bardzo świeże jak te, inne mające już kilka lat. Widać, że żywioły rozdają tu karty. Dolina rzeki Wiar W Makowej zaczynamy główny podjazd tego dnia do Arłamowa. Około 10km 300 metrów w pionie z czego ostatnie 4 km ze średnim nachyleniem 7% Podjazd zrobiony - niestety w międzyczasie zepsuła się pogoda. Burza dopiero się rozkręcała. Postanowiliśmy przeczekać w hotelu ... tj no prawie Po pierwszej burzy zjeżdżamy z Arłamowa do Jamna. Niby trochę kropi, ale jakoś burze nas omijają. Do czasu. Za Łomną w środku lasu dopada nas kolejna. Tym razem nie ma zmiłuj, jedziemy w deszczu i gradzie przez las. Burza nie była zbyt długa, ale za to bardzo obfita. Zjeżdżając do Birczy zamiast drogą jedziemy strumieniami, a na dole wiele zalań i podtopień - tu główna ulica w Birczy DK28. Za mostem znajduje się piekarnia, widać jej dach - totalnie zalana. W Birczy odpoczywamy dłuższą chwile w pobliskiej restauracji, jemy pizzę i rozmawiamy z panią z obsługi, która twierdzi, że takiej wody to tutaj nigdy nie widziała. Z Birczy mamy 37 km na kwaterę, jest nam zimno, ale tylko do ostatniego podjazdu tego dnia na którym momentalnie się rozgrzewamy:-) Na kwaterze meldujemy się około 20:00 przemoczeni do suchej nitki. Rowery dzięki uprzejmości gospodarza opłukujemy wodą ze szlaucha i idziemy na nocne Polaków rozmowy. Tam na szczęście suchutko i cieplutko - mamy całe poddasze dla siebie. Gospodarz odwiedza nas jeszcze przynosząc trunek własnej roboty. Na rozmowach spędzamy czas do późnej nocy. Pierwszy dzień długi, wyszło 147 km i prawie 1700 w pionie.
  6. 10 lat temu jechałem rowerem z Suwałk do Grabarki i bardzo miło wspominam trasę pierwszego dnia czyli odcinek Suwałki - Rudawka. Jechałem przez Płociczno (fajny zespół leśnej kolei wąskotorowej), Tobołowo (knajpa z bardzo dobrymi kartaczami), Płaska i dalej wzdłuż kanału Augustowskiego. Do zobaczenia kilka śluz m.in. Gorczyca, Paniewo, Mikaszówka oraz najciekawsza chyba Kurzyniec będąca jednocześnie przejściem granicznym z Białorusią. Niedawno była relacja @Mitek w której o niej wspominał. Trochę fotek możesz zobaczyć w mojej fotorelacji: https://photos.app.goo.gl/a5QWpXW79p7iW4z77 Rzecz jasna koniecznie do obejrzenia w tych rejonach piękna panorama koło Smolnik i wiadukty w Stańczykach - no ale to takie oczywiste standardy typu must see:-) A z tych nieoczywistych jeszcze miło wspominam trójstyk granic w Wisztyńcu - to znowuż miałem okazje zobaczyć gdy jechałem z Olsztyna do Suwałk kilka lat temu.
  7. No niestety, ja miałem podobne odczucia jak rozmawiałem z tymi gospodarzami. Pamiętam jeszcze jak mówili, że już wtedy mniejszość ta stanowiła około 3-4% wszystkich Słowaków, a to już całkiem konkretna liczba głosów i żaden z polityków nie chciał ukrócenia rozbuchanych żądań socjalnych. Podkreślali (gospodarze), że Ci ludzie po prostu zbyt łatwo dostali obywatelstwo słowackie i uzyskali wszelkie prawa z tym związane. Niestety już do obowiązków im nie po drodze.
  8. Spędzałem kilkanaście lat temu wakacje na Słowacji - okolice Słowackiego Raju. Mieszkaliśmy u młodych gospodarzy. Już wtedy próbowali naprawiać sytuację tych ludzi socjalem. Gospodarz mówił o przykładzie, że pobudowali w okolicy nowe bloki z pełnym wyposażeniem dla nich, aby wyprowadzili się ze swoich slumsów. Nie minęło kilka miesięcy, a praktycznie wszystko było rozkradzione i poniszczone. Okna i drzwi powyjmowane, popalone całe mieszkania. Widziałem te bloki na własne oczy i przypominały osiedla po ostrzale na bałkanach, jednym słowem MASAKRA.Gospodyni pracowała w odpowiedniku naszej pomocy społecznej. To gdy przychodzili cyganie po zasiłek to praktycznie z wielką pretensją dlaczego oni musza stać w kolejce, byli bardzo roszczeniowi. Gospodarz jeszcze podkreślał, że w każdej miejscowości gdzie obok jest takie osiedle romskie nie ma sensu niczego chować, wszystko rozkradną. Piszę to z perspektywy krótkiego pobytu i z przed kilkunastu lat, ale razem ze znajomymi jak rozmawialiśmy, że problemy Słowaków z tą mniejszością to dopiero ich czekają i jak widać to nie pomyliliśmy się. Reasumując zgadzam się z @Mitek , socjal, a tym bardziej źle skierowany powoduje jeszcze większe patologie niż jego brak.
  9. Ciesze się, że Was nie zmoczyło. Ja też powiedzmy prawie na sucho, na ostatniej prostej na Puławskiej dopadł mnie lekki deszczyk, ale jak to mój tato mówi "taki na porost włosów":-) Ja jeżdżę w całogłowych ogaceniach, zazwyczaj to komin założony jako czapeczka, ale kolega jeździ w takiej mycce i też zadowolony. Jeździłem kiedyś w opasce, ale dość obficie się pocę i po pewnym czasie miałem to samo czyli pot zalewający oczy i okulary.
  10. I własnie to czyszczenie po takiej jeździe najbardziej mnie wkurza. A wyczyścić trzeba, bo maszyna ma chodzić jak zegarek:-D
  11. no ja już pozbawiłem się złudzeń, że wrócę dzisiaj suchy...najwyżej się miło rozczaruję:-D
  12. Ostatnio mój kot prawie codziennie budzi mnie o 3:30-4:00 przeraźliwie miaucząc i domagając się mokrej karmy, bo suchej już nie daje rady pogryź (ma 19 lat więc wybaczam jej te harce) stąd wyjazd o 5:20 wychodzi bez problemu🙂
  13. cyniczny

    Kajaki

    @Mitek Obejrzałem filmik i naprawdę niezła akcja z tym gradem. Twardziele, szczerze podziwiam:-)
  14. Rano jadę pomiędzy 5:20-6:30 i jest ok - rowerzystów i pieszych niewielu, wniosek: musisz wcześniej wyjeżdżać;-) A tak serio patrząc na parking pracowy, to cieszę się, że przyjeżdżam wcześniej. Od 8:00 wszystkie stojaki zajęte, nie byłoby gdzie maszyny postawić. Jak wracam (15:00-16:20) to fakt na ścieżkach ciasno jak diabli, zwłaszcza na dolince służewieckiej. Reaguję podobnie jak samochodem przy dużym ruchu...jadę wolniej, ostrożniej. Wczoraj dwa razy na ścieżce szli mi prosto na czołówkę, bo im się wyprzedzać zachciało w miejscu gdzie tego nie powinni robić. Natomiast przy Puławskiej od Poleczki do Piaseczna już znacznie luźniej, bo to taka mało ciekawa trasa i raczej dla przyjemności nikt jej nie wybiera.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...