Narty - skionline.pl
Jump to content

cyniczny

Members
  • Content Count

    141
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

cyniczny last won the day on August 18

cyniczny had the most liked content!

Community Reputation

295 Excellent

About cyniczny

  • Rank
    Średnio zaawansowany
  • Birthday 09/28/1975

Personal Information

  • Imię
    Krzysztof
  • Miejscowość
    Piaseczno

Ski equipment

  • Narty marka
    Fischer Viron Carve
  • Buty marka
    Salomon

Recent Profile Visitors

985 profile views
  1. Nie wiem w jakiej kategorii @johnny_narciarz startuje, ale z tym towarzyszeniem trzeba uważać. W regulaminie dla kategorii total extreme jest zapis "W przypadku stwierdzenia, że zawodnik kategorii Total Extreme korzysta z pomocy stałych punktów logistycznych lub pokonuje trasę Maratonu wspólnie z innymi zawodnikami, zostanie automatycznie przeniesiony do kat. Extreme.". Nie wiem jak organizatorzy potraktują ten punkt, gdy zawodnikowi będzie towarzyszyła osoba niebędąca zawodnikiem. No i oczywiście zabronione jest w tej kategorii jazda na kole.
  2. Tylko drobna uwaga, to nie jest MRDP, czyli maraton dookoła Polski, a jego najtrudniejsza część czyli MRDP Góry (GMRDP). I rzecz jasna powodzenia @johnny_narciarz.
  3. Dokładnie. Ci kolarze, którym pomogliśmy użyczając dętkę, mieli buty wpięte w bloki i szli w skarpetkach po jezdni - jest to jakiś sposób, ale wolałbym tego uniknąć. Natomiast życzę, aby dla @marboru i @Paula passa niełapania gum trwała jak najdłużej:-).
  4. Ano może coś w tym jest. Jeżdżę na budżetowych Vittoria Zaffiro IV rozmiar 23c, Marcin ma jakieś Conti, przód 23c, a tył 25c. Z tym, że tutaj ewidentnie zadziałała fizyka i ewentualnie lekkie niedopompowanie kół, bo miał w obydwu klasycznego snake'a. Ja znowuż jak sobie wspominam moje gumy to albo gdy wrąbałem się w jakieś grube szutry lub na warszawskich ścieżkach gdzie wszelakiego shitu (szkieł, drutów, jakichś ostrych kamyczków) niestety leży sporo. No i nie zawsze chce mi się kontrolować ciśnienie w oponach (zazwyczaj jeżdżę na 7-8 atm), a to niestety podstawa, aby gum było mało. Aktualne opony mam w miarę świeże - jakieś 5 tys. przebiegu, ale po zużyciu ich na tył pewnie pójdzie jakieś 25c, a może i więcej, na przód pewnie 25c - więcej raczej nie wejdzie. Ale przy okazji, czytam teraz książkę "Sagan - mój świat" i on też wozi zapasową dętkę jak gdzieś jadą rekreacyjnie z chłopakami. No to chociaż w tym wymiarze mogę powiedzieć, że "jestem jak Sagan" 😄
  5. Dzień 3 Rano idziemy zobaczyć jeziorko Wrzecionek położone raptem 70 metrów od kwatery - jakoś wcześniej nie było czasu. Kot gospodarzy całkiem łowny:-) Z kwatery jedziemy na parking w Rybakach, skąd zamierzamy zrobić w końcu pętlę po Kaszubskim Parku Krajobrazowym. Trasa: Rybaki - Ostrzyce - Ręboszewo - Chmielno - Garcz - Sianowo - Miłoszewo - Linia - Sierakowice - Borucino - Gołubie - Rybaki. Całość 92 km Pierwsze jezioro Ostrzyckie - przepiękne. Za Ostrzycami całkiem solidny podjazd do Złotej Góry. Na górze punkt widokowy na jezioro Brodno Wielkie. Moje zaślubiny z jeziorem Kłodno:-) Droga do Sianowo okazała się niespodzianką. Najpierw płyty, później szutrówka, hmm na satelicie wyglądało na asfalt:-) W końcówce piękny zjazd do Sianowa z widokiem na jezioro Łeba. Klimatyczny kościółek w Sianowie Popas nad jeziorem Łeba. Bardzo malownicza droga z Miłoszewa przez Tłuczewo do Linii. W Gołubiu jedziemy całkiem sensowna ścieżką rowerową - cały czas pod górę, aż do Wieżycy. Później czeka nas około 1 km zjazdu na parking do samochodu drogą DK 20. Po zapakowaniu się, postanawiamy jeszcze trochę pozwiedzać i jedziemy do Malborka - nigdy wcześniej tam nie byłem. Skoro odwiedziliśmy Malbork to jeszcze po drodze zahaczamy o Grunwald:-) To miejsce o tej porze dnia jest znakomite. Cicho, spokojnie, tylko pojedynczy ludzie. I tu kończy się trzydniówka po Kaszubach. Z Grunwaldu jedziemy już prosto do domu.
  6. Dzień 2 Drugiego dnia miała być pętla po Kaszubskim Parku Krajobrazowym, zobaczenie jeziora Ostrzyckiego, Brodnicy i jeziora Raduńskiego. Początkowo jedziemy zgodnie z planem czyli Skorzewo - Kościerzyna - Puc - Grabowska Huta - Kaplica W okolicy Grabowskiej Huty ratujemy trzech szosowców dętką. Okazało się, że jadą z Wrocławia na Hel i chcą to zrobić w czasie poniżej 36 h, a do tej pory zużyli już wszystkie zapasy. W Rybakach z uwagi na kontuzję (Marcin mocno sobie stłukł kość ogonową, ja narzekam na łaskoczące ścięgno Achillesa podejmujemy trudną decyzję, że wracamy przez Szymbark i Stężycę na kwaterę. Jest dopiero 12:00 więc szybko wpadamy na plan, aby pociągiem pojechać do Gdańska do kina na "Pewnego razu Hollywood". Wyprawa udaje się super, choć sam film mocno średni, ale posiłek w restauracji Mąka i kawa poprawia nam humory. I tak kończymy drugi dzień z wynikiem 50 km. No trudno może jutro będzie lepiej:-)
  7. Poniżej relacja z 3 dniowego wyjazdu na Kaszuby 15-17/08. Dzień 0 Marcin od kilku dni jeździł już po Mazurach i Pomorzu, stąd dojazd musiałem zorganizować we własnym zakresie. Spotkać mieliśmy się w Tczewie. Ponieważ bilety kupowałem trochę na ostatnia chwilę (do końca nie wiedziałem czy szef da urlop na piątek:-)), musiałem wybrać wariant kombinowany czyli jednym pociągiem z W-wy do Iławy. Tam przesiadka na pociąg do Tczewa. Niestety już w Warszawie mój pociąg był opóźniony 40 minut, a czasu na przesiadkę miałem niecałe 10. Stąd zapadła szybka decyzja, że Marcin podjedzie po mnie do Iławy. Warszawa Zachodnia w oczekiwaniu na opóźniony pociąg. Wreszcie w Iławie, jeszcze tylko 150 km na kwaterę:-) Dzień 1 Rano pobudka i powoli szykujemy się do jeżdżenia. Najpierw śniadanko, mały rzut oka do lodówki, hmm rarytasów nie będzie:-) Nasza kwatera w Skorzewie, bardzo fajna, przemili właściciele. Pierwszy dzień to trasa zaplanowana przez Marcina: Skorzewo-Wdzydze Kiszewskie - Wdzydze Tucholskie - Abisynia - Sominy - Parchowo - Stężyca - Skorzewo, całość 125 km. Trasa bardzo ładna, niestety przez pierwsze 50 km mocno uciążliwy ruch samochodowy. Pierwszy odpoczynek nad malowniczym jeziorem Wdzydzkim. Odcinek z Wielu do Lubnia był remontowany. Asfalt wyfrezowany z licznymi dziurami. Na jednej z nich Marcin łapie dwa kapcie na raz, w przednim i tylnym kole. O tylnym kole dowiedział się od razu, bo rąbnęło konkretnie i powietrze od razu zeszło.O przednim dopiero w kolejnym dniu, bo powietrze schodziło dość wolno. Jeden z najładniejszych w tym dniu odcinków, droga do Somin. W Sominach postanawiamy coś zjeść. W tym niepozornym budynku mieści się restauracja z pysznymi daniami z ryb. Marcin bierze smażoną Troć, ja Dorsza. Wszystko świeże i pyszny. Niestety z uwagi na spory ruch na dania trzeba poczekać 30-45 minut. Jest też nietypowy zielnik, z którego mogą korzystać klienci restauracji. Druga część trasy pokrywa się z drogą huraganu jaki przeszedł przez te okolice 2 lata temu. Mimo upływu czasu, zniszczenia dalej robią ogromne wrażenie. Ostatni odpoczynek robimy nad jeziorem Mausz. Miejsce bardzo fajne, ciche, kameralne.
  8. Jak zwykle świetna relacja, ale czytając ten kawałek czułem mrowienie na karku: "Wrażenia z samej jazdy? Jest niebezpiecznie - tłum i zjazdy z dużymi prędkościami, to gęsia skórka na ciele w czasie prawie całego wyścigu... ." . Z tego też względu (kondycyjnie również;-)) taka impreza jest nie dla mnie. Serio nie zabieracie żadnego zapasu na wycieczki? Ja to się bez zapasowej dętki i łatek nie ruszam nawet w koło komina. Ostatnio miałem śmieszny przypadek, gdzie wyjechałem z pracy do domu i bach guma. No to szybka zmiana dętki, zbyt szybka, bo nie pofatygowałem się, żeby wyciągnąć z opony to co przebiło pierwszą dętkę. No i po napompowaniu koła bach druga guma bez ruszania się z miejsca. Na szczęście miałem jeszcze łatkę (ostatnią:D) zalepiłem i z duszą na ramieniu ruszyłem do domu.
  9. Albo Łodzi, Bydgoszczy, Olsztyna, Gdańska, Białegostoku, Piaseczna itd.
  10. Dokładnie masz rację, że na tej regularności buduje się formę. Widzę to po sobie, a forma baaardzo się przydaje właśnie na takich wyjazdach. Stąd mimo, że czasem trzeba się zmusić, aby wyjść na rower - a bo to po raz enty ta sama trasa, a to wiatr wieje, a to trochę pada - to jednak wiem, że każde takie wyjście spowoduje, że na takich wyjazdach mogę spokojnie podziwiać widoczki, bez walki o każdy metr asfaltu. Niestety, nie udało mi się zaszczepić pasją do rowerów żony i syna, stąd każdy taki wyjazd to pewnego rodzaju kompromis z rodzinką. Na szczęście praca zawodowa nie koliduje mi z wyjazdami:-)
  11. I jeszcze dodam, że raczej jest potrzebne objeżdżenie, a z tego co czytałem Ty @Mitek masz w tym sezonie zrobione ponad 5 tys. km więc zdecydowanie jesteś bardziej wyjeżdżony od nas, bo my mamy raptem po około 2,5 tys.
  12. Myślę, że bez problemu, na takich wycieczkach raczej nie ciśniemy ile fabryka, zazwyczaj po płaskim/umiarkowanie pofałdowanym jeździmy w okolicach 29-31 km/h. Na podjazdach...zależy od podjazdu:-) Z reguły początek jedziemy trochę wolniej (trza się rozkręcić) 26-27 km/h, ale to też wszystko zależy od dyspozycji najsłabszego. A, że jeździmy we dwóch łatwo określić, kto jaką dyspozycję ma:-) Dodatkowo jeśli jedziemy w bezwietrzną pogodę lub wiatr mocno nie przeszkadza zmiany robimy co ok 2 km. Jeśli jedziemy pod mocniejszy wiatr bywa, że i co 500 metrów. Czasem jeden drugiego dłużej pociągnie gdy widzi, że ten drugi trochę osłabł. No i końcówka, tak powiedzmy ostatnie 1-2 km zazwyczaj grzejemy ile pary (taki mini wyścig). W tym roku kolega jest bezkonkurencyjny, ale pracuje nad tym 😄
  13. Kolejny rowerowo udany weekend za mną. Wyjazd bez samochodu prosto z domu, cel zalew Sulejowski. Dzień 1. 128 km, trasa: Piaseczno – Grójec (a właściwie północne rubieże miejscowości) – Czekaj – Błędów – Nowe Miasto nad Pilicą – Konewka – Smardzowice Dzień 2 . 110 km, trasa: Smardzewice – Inowłódź - Nowe Miasto nad Pilicą – Przybyszew – Warka Rower spakowany, gotowy do drogi. Pierwsze 40 km, trasa znana zwłaszcza do Grójca. W okolicach miejscowości Rożce pierwszy, szybki stopsik. Pogoda nas rozpieszcza, ale to nie potrwa długo, bo na horyzoncie niebo coraz bardziej ciemnieje. Deszcz dopada nas 20 km dalej, na szczęście mamy przystanek i zaraz obok sklep spożywczy. Deszcz pada około 2h, ale ponieważ nigdzie nam się nie śpieszy to nie przejmujemy się tym mocno. Czas upływa szybko, bo gadamy głównie o rowerach i…nartach:-) Po deszczu jedziemy dalej i w Rzeczycach zatrzymujemy się na obiad. Jedzenie bardzo dobre i cena również przyjemna 15 pln za porcję. W drodze do zalewu mamy jeszcze dwie atrakcje, pierwsza to bunkier w Konewce, a druga to rezerwat „Niebieskie źródła” w Tomaszowie Mazowieckim. Bunkier oglądamy tylko zza siatki, bo cena wydaje nam się dość wygórowana – 12 PLN normalny, 7 PLN ulgowy. Rozmawiam jeszcze krótką chwilę z panią kasjerką, próbując wynegocjować jakąś zniżkę dla rowerzystów. Niestety nie udaje się, więc jedziemy dalej. Pilica w okolicach Spały Zanim dojedziemy do rezerwatu zatrzymujemy się jeszcze w Biedronce, żeby zrobić zakupy na kolacje i śniadanie. Wszystko elegancko mieści się w sakwie. W rezerwacie jedziemy główną ścieżką, jakoś nas nie zachwyca. Może w słoneczny dzień jest tu zupełnie inaczej. Z rezerwatu już niecałe 10 km do miejsca naszego noclegu czyli ośrodka „Molo” w Smardzewicach. Obsługa bardzo sympatyczna, rowery bez problemu możemy przechować w zamykanym garażu. Ogarniamy się w pokoju i zdążamy jeszcze podziwiać zachód słońca nad zalewem. Drugi dzień, pobudka spokojna około 7:30. O 8:30 ruszamy. Pogoda bardzo ładna, widoki po drodze też bardzo przyjemne. Jednak w słońcu wszystko zupełnie inaczej wygląda. Na dworzec w Warce zajeżdżamy idealnie, około 8 minut przed odjazdem pociągu. Jeszcze tylko szybki zakup biletów i po 40 minutach jesteśmy w domach. Koniec
  14. Dzięki, jeszcze kopiesz leżącego 😄 No cóż, u mnie trasa jak to na Mazowszu, górzysta jak cholera;-)
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...