Narty - skionline.pl
Jump to content

cyniczny

Members
  • Posts

    400
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by cyniczny

  1. Oj tak, zawsze jak jestem w Sopocie to jest to stały punkt programu, mimo iż kolejki bywają gigantyczne. Z potraw polecam m.in. genialną zupę Rybaka, ale właściwie można chyba brać w ciemno, bo jeszcze nie trafiłem tam na słabe danie.
  2. Raczej 333 żołnierzy i to zakładając, że wszyscy wyznają jedynie słuszną religię w tym kraju.
  3. Problemem nie jest produkcja stricto aut elektrycznych, a ich zasilanie w energię. Zakładając, że tylko połowa samochodów byłaby elektryczna to trzeba mieć ogromne źródło dodatkowej energii. Odnawialne źródła nie mają szans, aby sprostały takiemu zapotrzebowaniu. Atom to horyzont czasowy minimum 20 lat i to przy dobrych wiatrach-plany są żeby za około 20 lat 15-20% energii pochodziło z atomu. Zostaje konwencjonalny węgiel,co tak czy siak wiąże się z ogromnymi wydatkami, bo złoża coraz głębiej i ich coraz mniej, ewentualnie import. Oprócz wyprodukowania niezbędna jest infrastruktura, czyli modernizacja istniejących i budowa nowych linii przesyłowych. Dodatkowo porównując prąd do klasycznych paliw dochodzą duże problemy z magazynowaniem ewentualnych nadwyżek, co w przypadku zwykłych paliw nie jest takie problematyczne. Sądzę, że samochody elektryczne w najbliższej dekadzie upowszechnią się w dużych aglomeracjach miejskich jako małe miejskie autka. Natomiast od klasycznych paliw długo jeszcze nie odejdzie transport jako taki oraz podróże między miastami.
  4. Może nie wycieczka, ale na rozluźnienie taki widoczek ustrzeliłem ostatnio jadąc rano do pracy rowerkiem.
  5. A Ty sobie odpowiedziałeś w kontekście samochodów gdzie chcesz pieniądze zostawić?
  6. Jak dla mnie to trochę spłycasz patrząc tylko na to ile ludzi stosuje dane rozwiązanie. Przecież można powiedzieć, że większość ludzi nie grzebie przy rowerach tylko oddają do serwisu i jest to objaw mody/lenistwa/nieuctwa/pójścia na łatwiznę - no takie disco polo. Czy to prawda, według mnie nie, ale biorąc pod uwagę tylko liczbę ludzi wyszło by, że tak. Generalnie mam w 4 literach fakt ile osób korzysta z danego rozwiązania. Głównie testuję na sobie i jak mi coś przypasuje to nie będę na złość "odmrażał sobie uszu", bo większość osób to wybiera. A co do gravela, ja widzę to tak. Jeśli większość czasu na rowerze spędzasz na nieutwardzonych ścieżkach/drogach (nawet niekoniecznie w trudnym górskim terenie) gravel nie jest dla Ciebie, bo zyski z niego będą bardzo niewielkie lub żadne w porównaniu do standardowego HT. Natomiast jeśli większość czasu spędzasz na asfaltach i tylko od czasu do czasu chcesz przejechać po szutrach/twardych drogach leśnych to gravel (albo szosa endurance w miarę szerokimi kapciami typu 32-35c) wiele wniesie. I piszę to ze swoich doświadczeń, gdzie klasyczna szosa ograniczała mnie zwłaszcza na dłuższych wycieczkach. Wiele razy przy planowaniu trasy miałem problem, bo czasem trzeba było wybrać albo parę km po szutrze/drodze nieutwardzonej albo na około ruchliwymi drogami wojewódzkimi/krajowymi. Aktualnie na oponach 32C nie mam strachu po zjechaniu z asfaltu, ale też się nie oszukuję, że tym rowerem wygodnie wyskoczę na kamieniste górskie szlaki czy zapiaszczone mazowieckie trasy.
  7. cyniczny

    MRDP 2021

    Na kanale u bushcraftowegeo pojawił się bardzo fajny wywiad że zwycięzcą Pawłem Pieczką,
  8. W sumie nie do mnie pytania, ale chętnie odpowiem ze swojej perspektywy Widzę dwie wady oddawania roweru do dobrego serwisu: czas i pieniądze. Na taki serwis niestety zazwyczaj trzeba czekać, a dla mnie każdy dzień bez roweru to jak bez ręki. Dodatkowo za dobry serwis trzeba dobrze zapłacić i tutaj włączają mi się moje rzekome szkockie geny:-) W rowerach bez amortyzacji jest o tyle prościej, że takie sprzęty to naprawdę proste maszyny. W sumie większość napraw/wymian jestem w stanie wykonać sam, no może nie licząc kół (zaplatanie/centrowanie). A już takie rzeczy eksploatacyjno/regulacyjne typu regulacje przerzutek, hamulców, wymiana linek/pancerzy/napędu (kaseta+łańcuch) jest bezproblemowa. W dobie sporej liczby filmików instruktażowych na youtube dostęp do wiedzy jest naprawdę łatwy. A satysfakcja z dobrze wykonanej naprawy bezcenna. Takie coś przydarzyło mi się wcale niedawno - pasek od podsiodłówki (nie schowałem go) wkręcił mi się w napęd i spowodowało to urwanie haka. Problemem nie jest wymiana, która polega tak naprawdę na odkręceniu dwóch śrub. Jeśli przerzutka wyszła bez szwanku to nawet za dużo regulacji nie będzie po wymianie. Natomiast kłopot stanowi posiadanie odpowiedniego haka w momencie awarii:-)
  9. Biorąc pod uwagę historię jakich marek samochody sugerujesz kupować?
  10. cyniczny

    MRDP 2021

    Zwycięzca Paweł Pieczka na mecie Paweł poprawił swój poprzedni rekord o 1h. Jest już też Michał Wolff, drugie miejsce, swój czas poprawił o ponad 10h.Jakub Szymański pewnie trzeci. I proszę jeszcze Rafał Majka wygrywa etap po niesamowitej ucieczce.
  11. cyniczny

    MRDP 2021

    Z czołówki wycofuje się Rysiek Herc, jak napisal "awaria" Achillesa. Rano również wyścig zakończył Krzysiek Cacula, na 1774 km wypadł z zakrętu, tak to opisuje: "Stromy zjazd, 9:40, po deszczu, poślizg podczas hamowania, wybór jeszcze czy uderzyć w wyższą czy niższą barierkę i lot w krzaki. Słyszałem trzask i obstawiałem ramę, ale to raczej były kości. Sam wezwałem pomoc, bez utraty przytomności. Otwarte złamanie obojczyka. Operacja miała być dziś, ale będzie jutro. Z roweru zdjąłem tracker, a sam rower z daleka cały, ale koła ósemki, ramy nie miałem czasu lustrować. Rower pozostawiony w sąsiednim gospodarstwie. Paczkę dostałem, wspaniałe dzięki. Najlepiej, że rozmawiałem z kolegą o pierwszym bardzo stromej ściance, że ledwo jest trakcja na prawie suchym, zjeździe, a co dopiero w deszczu... Wyjście za około trzy dni, szczegółów jeszcze brak."
  12. cyniczny

    MRDP 2021

    Na pewno udziela się na www.podrozerowerowe.info - nick Johnny_n. Natomiast jakichś szczegółowych relacji nie kojarzę, chyba był jakiś filmik z MRDP Zachód z 2018, oo znalazłem https://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=20582.msg440517#msg440517
  13. cyniczny

    MRDP 2021

    W czołówce jedzie też Michał Wolff, ukończył wiele ultramaratonow w tym tcr, northcap4000, wiele razy skończył bbtour oraz mpp(maraton północ południe) no i last but not least wygrał MRDP w 2013 roku z czasem 8 dni 14h. Tak jak piszesz właściwie nie ma tam przypadkowych ludzi. Sami kosmici😄
  14. cyniczny

    MRDP 2021

    Mam bardzo podobne obserwacje co do mokrego i zjazdów, jeżdżę wtedy bardzo ostrożnie, zwłaszcza te zjazdy ze słabą widocznością. Po części to moja osobista fobia, bo wiem, że jeśli będę miał kolejny wypadek, to już mi żona nie pozwoli wrócić na rower 😄
  15. cyniczny

    MRDP 2021

    Zupełnie wierzę, bo trochę na rowerze MTB (ale po płaskim) jeździłem zanim przesiadłem się na szosę:-)Ale dla wyjeżdżonego jeźdźca średnia 25km/h po płaskim asfalcie to nie jest jednak taki wielki problem. I żeby nie było, piszę tu o czystym asfalcie, zero terenu. Natomiast w górach w terenie mieć ze zjazdów średnią 40-50km/h to raczej mało możliwe. Stąd sądzę, że po górach raczej miałeś na myśli jazdę po asfalcie, przynajmniej w dół:-) A to już jednak zupełnie inna bajka. No i żeby było w temacie wątku, praktycznie cały MRDP to jazda po szosach zarówno po płaskim jak i w górach, stąd też taki a nie inny wybór sprzętu - większość to szosówki o mało sportowej geometrii. Choć i tak większość wrażeń i porad jakie czytałem z MRDP to, że nie średnią prędkością z jazdy się wygrywa, a czasem przerw i odpowiednia logistyką. Tu można najwięcej stracić/zyskać. A im więcej km-ów w nogach tym chęć do przerw większa i tym samym średnia brutto spada drastycznie. I dla mnie wszyscy startujący w tym maratonie to kosmici, a Ci z przodu stawki to już, że tak powiem galaktyczni:-)
  16. cyniczny

    MRDP 2021

    @Mitek, Te średnie po płaskim i w górach 20km/h to w terenie czy po asfalcie? Bo jakoś mi się tak składa, że średnie po płaskim bierzesz z terenu - bo przecież po asfalcie to bardzo wolno zwłaszcza dla kogoś tak wyjeżdżonego jak Ty - a po górach bierzesz z asfaltu (średnie ze zjazdu rzędu 40-50km/h). I wtedy fakt, średnie mogą wychodzić podobnie, ale to przecież zupełnie nieporównywalne dane.
  17. cyniczny

    MRDP 2021

    Nie no @Mitek, dla mnie jest ogromna różnica w jeździe po płaskim, a po górach. Trasę pętlę 100 km po płaskim bez problemu średnie utrzymuje po 27-28, natomiast po górach czyli powiedzmy na tym dystansie 1500-2000m w pionie, średnia będzie pewnie maks. 21-22, a często w okolicach 20km/h w zależności czy podjazdów było raptem kilka, ale długich, czy wiele ostrych hopek po 2-3km jakich właśnie wiele w Polsce. Zresztą przecież średnia nie wynika z tego ile drogi jechałeś daną prędkością, a ile czasu. Więc choćby z tego powodu trudno utrzymać ją na podobnym poziomie co po płaskim. A już zupełnie abstrahuje tu od tego wyścigu, gdzie wjeżdżając w góry zawodnicy mają już 1300 km w nogach, generalnie jak czytam forum rowerowe, tam praktycznie wszyscy podkreślają, że przed górami trzeba zbudować odpowiedni zapas, a jesli jedziesz na granicy limitu to raczej nie ma szans na końcowy sukces.
  18. Też jestem za. Po szutrach trochę pojeździłem w okolicach Norymbergi i było to na typowej szosówce z oponami 23c - bez żadnych problemów, niespodzianek i jazda była ze standardowymi prędkościami 27-30.
  19. Dzień 3 i 4 Poranek w pensjonacie mało pokrzepiający, deszcz pada raz mocniej raz słabiej, prognozy również nie są dobre, zwłaszcza na niedzielę. Decydujemy się skrócić trasę na Słowacji, jeszcze dziś dojechać do samochodu i przemieścić się gdzieś gdzie pogoda będzie znacznie łaskawsza - wybór pada na jezioro Rożnowskie. Około 10:00 przestaje padać, zbieramy się w trymiga i przez Orawski Podzamok zmierzamy do granicy. Jeszcze małe zakupy, bo w Dolnym Kubinie jakoś nie było po drodze i jedziemy na pierwszy i ostatni w sumie tego dnia podjazd na Przysłop. Podjazd ma około 5km długości z czego są tylko dwa momenty po kilkaset metrów każdy z nachyleniami powyżej 10%. Po podjeździe odpoczywamy chwilkę w pobliskim barze. Zjazd do Hrustina Ruch na drodze duży, na szczęście tylko osobówki W Lokcy skręcamy na Zakamene. Spodziewałem się zmniejszenia ruchu, a tu dupa. Ruch większy niż na krajówce Droga już przeschła więc chwila przerwy na mały serwis - smarowanie łańcucha Po skręceniu w Zakamene w stronę granicy SK-PL ruch ustaje. Podjazd na granicę trudno nazwać podjazdem ot chopka jakich wiele w tych regionach. Za to zjazd do Rajczy to czysta przyjemność, szeroki, równy i na pierwszych 900 metrach bardzo konkretnie nachylony:-) Tam ustanawiam mój mały rekord prędkości ponad 77km/h. Szybko docieramy do samochodu i po pakowaniu się jedziemy nad jezioro Rożnowskie, gdzie udało zaklepać domek na jedną noc. Po drodze w okolicach Jabłonki mamy przepiękny widok na Tatry. I już na miejscu, kwaterka dość ciasna, ale to tylko na jedną noc więc nie marudzimy za bardzo. Podsumowanie 3 dnia Trasę na ostatni dzień ustala Sylwek, w planie objechanie jeziora i pokonanie około 70 km i 1100 m w pionie. Początkowo jedziemy na zaporę w Rożnowie. Miejsce całkiem ładne z plażą, rowerkami, kajakami no i woda wygląda na całkiem czystą. Z zapory jedziemy w kierunku Nowego Sącza Docieramy na podjazd w Wilkonoszach, który nie sprawia nam problemu. W trakcie trasy cały czas otrzymujemy alerty RCB o zbliżającej się burzy. Na szczycie sprawdzamy prognozy i wyglądają bardzo słabo - zbliża się potężna burza od słowackiej strony. Decydujemy się na odwrót tą samą trasą, czego niestety będziemy żałowali, bo burza rozdzieliła się na dwie mniejsze i obydwie ledwo liznęły ten region. Po dotarciu do samochodu podjeżdżamy jeszcze pod zaporę i z Marcinem pływamy jeszcze chwile w jeziorze. I to już koniec, pokonane ponad 300 km i ponad 5,5 tys. m w pionie. Pewien niedosyt zostawiły dwa ostatnie dni. Podsumowanie 4 dnia
  20. Dzień 2 Poranek w Oscadnicy, widok z kwaterki o wdzięcznej nazwie "Chata u Draba"🙂 Rankiem lecimy na pusto do spożywczaka po śniadanko. Po śniadanku ruszamy na trasę, fart taki, że przebiega ona praktycznie obok serwisu rowerowego NIKA Sport gdzie bez problemu wymieniają Sylwkowi szprychę za 10 ojro - cena całkiem przyzwoita za około 1h roboty. Robota chyba była dobrej jakości, bo już żadna nie strzeliła, a trasa tego dnia była mocno wyboista. Po serwisie znowu na trasie, jedziemy malowniczą ścieżką najpierw wzdłuż Kysucy, a później Bystricy. Łącznie ponad 20km. Chwila odpoczynku przy boisku przed objazdem zalewu na Bystrzycy. Od tamy rozpoczynamy objazd jeziora. Początkowo widoki bardzo ładne i droga asfaltowa...no powiedzmy w kawałkach Później już tylko szutr, a miejscami sporo luźnych kamieni, zwłaszcza na tych bardziej stromych odcinkach. Do końca objazdu już zostało niewiele - całość ma około 25km. Końcówka objazdu to niestety mocny zjazd po bardzo luźnych kamieniach. Na dole czekamy na Marcina, ale się nie pojawia. Okazało się, że złapał gumę, jedziemy z Sylwkiem na pizzę i tam na niego czekamy. W pizzerii nie tylko pizzą człowiek żyje;-) Tego dnia czekają nas jeszcze trzy podjazdy, pierwszy na przełęcz Demanova/Beskyd, drugi to bezimienna przełęcz pomiędzy Oravską Leśną, a Zazrivą i trzeci pomiędzy Zazrivą, a Istebne. Pierwszy ma długość niewiele ponad 5 km i 3 ścianki, gdzie na środkowej nachylenia dochodzą do 12-16%, na pozostałych są to około 10-12%. W czasie podjazdu łapie mnie mocny ból brzucha i muszę skorzystać z WC na świeżym powietrzu. Na przełęczy czeka na mnie Marcin odpoczywając w cieniu, przy okazji podziwiamy dodatkową atrakcję czyli stację i pociąg Orawskiej Kolei Leśnej. Po odpoczynku szybko zjeżdżamy do Orawskiej Leśnej. W mieście kupujemy wodę i lecimy na kolejny podjazd. I już po podjeździe, nie był zbyt wymagający, na 6km tylko ostatni kilometr to nachylenia w okolicach 7-10%. Zjazd do Zazrivy jest boski, całkiem szeroka droga, zero ruchu i równy asfalt. Poniższe zdjęcie pokazuje moment gdzie wytyczona trasa miała niby skręcać w prawo. Problem w tym, że w prawo był tylko szlak pieszy, zupełnie nienadający się na rower. Jedyna słuszna decyzja to kontynuacja zjazdu asfaltem. Z Zazrivy kieruję się na ostatni już tego dnia podjazd, czyli przebicie się do Dolnego Kubina. Zaraz za wioską kończy się asfalt. Dzwoni do mnie Sylwek, że za jakieś 3km jest mocny odcinek, który nie dość że bardzo mocno nachylony to zniszczony przez zrywkę. Generalnie trzeba robić wypych. Szybki telefon do Marcina, który jedzie za mną i on decyduje się jechać asfaltem przez Parnice, ja jadę za Sylwkiem, co by było ubezpieczenie w razie jakiegoś defektu. Pierwsze kilometry są całkiem spoko, rzecz jasna tam, gdzie spore nachylenie to i sporo luźnych kamieni, ale ogólnie jedzie się całkiem nieźle, a widoki przepiękne. W końcu trafiam na część trasy gdzie faktycznie trzeba zrobić wypych - nachylenie grubo ponad 20%, droga zrywkowa, generalnie nie do jazdy. Później jest kawałek powiedzmy płaskiego, ale bardzo zniszczony przez leśne maszyny i prędkość nie przekracza 5-8km/h. Początek zjazdu też praktycznie sprowadzam rower. Dopiero po kilkuset metrach próbuję powoli zjeżdżać. Ten trudny zjazd kończy się przy potoku Istebnianka, gdzie zaczyna się asfalt. Potok ten jest naturalną granicą parku narodowego Mała Fatra. W końcu docieram do Istebne i DK70 gdzie na krzyżówce czeka już na mnie Marcin. Sylwek tymczasem dociera do pensjonatu i ogarnia pokoje. Podsumowanie drugiego dnia.
  21. Poniżej fotorelacja z 4 dniówki rowerowej z pogranicza Polski, Czech i Słowacji Dzień 0 i 1 Zanim ruszymy trzeba spakować to co na kanapie do dwóch sakw. Ta podłużna w ramę kupiona tuż przed i to strzał w 10kę. Odciążyła podsiodłówkę, dodatkowo wrzucałem tam rzeczy które mogą byc potrzebne w ciągu dnia typu zestaw naprawczy, kurteczkę, powerbank, maseczka, kasa, batoniki itp. Jako ewentualne dodatkowe miejsce wiozłem 10litrowy plecaczek, który po spakowaniu ma wielkość paczki papierosów (przyczepiony do podsiodłówki) Dzień 0 to popołudniowy dojazd do Sól-Kiczory, gdzie nocujemy i zostawiamy samochód na 3 doby (jak się potem okazało to na dwie). Rowery spakowane, bidony napełnione, werwa jest, można ruszać. Pierwsze kilometry nie dają czasu na rozgrzewkę, po niespełna 2 km skręcamy w prawo na bezimienną przełęcz. Podjazd ma około 2km i nie przekracza 10% nachylenia. Okazało się, że to dopiero rozgrzewka, bo po skręcie w lewo na kolejnym kilometrze nachylenie nie spada poniżej 10%, a w jednym miejscu jest i 19%. Oj bolało, bolało Pozytyw taki, że bardzo szybko zdobywamy wysokość i tym samym widoki Po przecięciu trasy S1 podjeżdżamy pod "Koczy zamek". Ten podjazd to fraszka. Na górze chwilę odpoczywamy na fotki. Tu chłopaki przegapili zjazd, zamiast jechać drogą po lewej stronie, pojechali prosto i trafili na drogę po prawej. Szybko się zorientowali i wrócili na dobry szlak. Z "Koczego Zamku" świetnymi bocznymi asfaltami lecimy na granicę PL-CZ Kolejna świetna droga już w CZ, praktycznie wyłączona z ruchu samochodowego pomiędzy Piskiem, a Hrcavą. Kolejna przerwa, tym razem wymuszona zrywką drzew, czekamy spokojnie kilka minut i za chwilę operator pozwala nam przejść obok maszyny. Po kilku km docieramy do schroniska pod szczytem Studenicny. A to już wiadukt na autostradzie D3. Jedziemy ostro w dół, by za chwile ostrym podjazdem dojechać na trójstyk granic PL-SK-CZ. Na razie to drugi na którym jestem, zostało jeszcze 4 🙂 Z trójstyku jedziemy do Jaworzynki mając nadzieję na ostatni obiad po polskiej stronie. Zapytana przygodnie pani wskazuje, że w Łąckach jest knajpa "Na groniu", ale na pytanie czy będzie można tam coś zjeść odpowiada dwuznacznie. Po dojechaniu pani wskazuje na dwa dania: rosół i schabowy z ziemniakami i smażona kapustką. Skromny wybór dań okazuje się z tego powodu, iż normalnie piwiarnia nie serwuje, ale dzisiaj jest stypa i zawsze trochę więcej zrobią. Po jedzeniu jedziemy "Zbójnicka ścieżką trzech harnasi" Jest też króciutki wypych, dosłownie może 15-20 metrów. Ale za chwilę jedziemy dalej mimo iż droga całkiem nieźle nachylona. W tych okolicach przecinamy ponownie trasę S1 i kierujemy się na przedostatni podjazd tego dnia na Mały Rachowiec. Podjazd ma niespełna 3km długości. Na pierwszym kilometrze nachylenie praktycznie nie przekracza 10% (jest tylko jedna krótka ścianka 15%), Natomiast kolejny kilometr to juz konkretna rzeźnia, nachylenie nie spada poniżej 10%, często ma 12-13%, maksymalnie było 20-21%. Ostatnie kilkaset metrów to już teren bardziej płaski (5-7%) z jedną 15% ścianką. Krzesło i stok narciarski na małym Rachowcu. Tu warto wspomnieć o najlżejszych przełożeniach jakimi dysponujemy. Marcin ma najtwardsze: 34-30, ja 34-34, a Sylwek najlżejsze 30-36. Zjeżdżamy z Sylwkiem około 100-200 metrów na dół i zatrzymujemy się na całkiem widokowym punkcie. Po kilku minutach dzwonimy do Marcina, dlaczego go nie ma. Okazało się, że spadł mu łańcuch klinując się między ramę, a korbę. Wyszarpanie tego sprawia sporo problemów, ale w końcu udaje się i lecimy w dół. Na ostatnim podjeździe na granicę PL-SK. W Oscadnicy zanim dojechaliśmy na kwaterę widzimy otwarty sklep rowerowy. Zatrzymujemy się, aby zapytać czy da radę wymienić szprychę, która na jakimś podjeździe strzeliła Sylwkowi. Okazało się, że pan takich serwisów nie robi, ale podaje nam namiary na serwis w miejscowości obok NIKA SPORT, do którego podjedziemy następnego dnia. I podsumowanie pierwszego dnia
  22. A ja z żoną od dwóch dni nad malutkim jeziorkiem Martiany i namówiła mnie na małe kajakowanie
  23. ok, ok 🙂 Jest profesjonalnie ubrudzony jak po szosie 😉
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...