Rok temu wpadłem na pewien niebezpieczny pomysł. A gdyby tak nie kończyć sezonu narciarskiego? Rozważałem, czy jest to możliwe. Uznałem, że można spróbować, bo czemu nie? Tak więc zamiast postanawiać schudnięcia, nauki języków obcych, zmiany pracy, życia itp. moim postanowieniem noworocznym na 2026 rok stała się jazda na nartach w każdym miesiącu kalendarzowym w Europie. Najlepiej, gdyby udało się to zrealizować w naturalnych warunkach - bez hal narciarskich. Cztery pierwsze miesiące roku były dość bezproblemowe. Plan na kolejne?
Maj: na majówkę planuję skoczyć na Chopok lub Kasprowy Wierch, jeszcze rozważam.
Czerwiec: na weekend Bożego Ciała zapewne pojadę na Hintertux. Chciałem Molltaler, ale widzę, że raczej zamkną się w maju. Chyba, że macie coś innego do polecenia? W Szwajcarii może być czynne coś oprócz Zermatt?
Przełom lipca i sierpnia: tu mam problem. Dotąd pewnikiem wydawało mi się włoskie Passo Stelvio. Niestety w tym roku spadło tam wyjątkowo mało śniegu i do sierpnia może nie dociągnąć. Co w zamian? Zermatt da radę? Czy lepiej pojechać gdzieś na początku miesiąca?
Przełom września i października: tu liczę na dobrą kondycję i otwarcie kolejnych lodowców - może Maso Corto? A może jeszcze coś innego?
Listopad i grudzień: tu oczywiście liczę na narty w Polsce.
Coś, co jeszcze kilka lat temu wydawałoby się bezproblemowe, nagle powoduje karkołomne rozważania, czy wystarczy śniegu. Wiem, że za kilka lat jazda na nartach w Europie poza halami w każdym miesiącu roku może być po prostu niemożliwa. Czy się uda? Nie wiem, ale na pewno będzie ciekawie W każde z miejsc planuję jeździć pociągami i autobusami, co dodatkowo zapewni atrakcję podziwiania Europy przez okna.