-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Michale, do 7 marca wykurujesz się z nogą? Jest szansa, że ten sezon jeszcze będzie dla Ciebie trwał? Jak tak...to atakuj z nami następnym razem! :cheerful: Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!
-
Góralu, piłeś wczoraj? coś ze stabilizacją obrazu na filmiku nie ten tego :wink: ... hahaha Niby tak niewiele, wyjazd w drzewa, poza trasę i tyle radości! :applause: Pozazdrościć! Endorfin Chłopaki dzisiaj na Pilsku chyba było pod dostatkiem? Mam nadzieję, że pod koniec lutego warun na Pilsku będzie jeszcze lepszy :smile:
-
Kolejny raz, narciarsko a w zasadzie towarzysko wybrałem się na deski i spotkanie ze znajomymi do Szwajcarii Bałtowskiej. Jeszcze wieczorem padał w centralnej Polsce deszcz i miałem wiele obaw, czy aby deski nie zostaną w samochodzie a spotkanie odbędzie się w miłym towarzystwie, przy kawie i ciastkach w karczmie na baranich skórach, a tu niespodzianka - po przebudzeniu, zerkam za okno, a tu biało. Nie dosyć, że wszystko dookoła pokrył puch, to puch nadal dosyć intensywnie leci z nieba. Cóż było robić, szybkie śniadanie pakowanie nart i... ...i jak popatrzyłem na ogródek, to przed wyjazdem musiałem reanimować jedną z roślin: Ciężki i mokry śnieg totalnie przygiął do ziemi moją jedyną z zielonymi liśćmi ozdobę zimowej pory roku...bambusa. Oczywiście trochę trzeba było się wysilić, by oczyścić i reanimować japoński element mojego krajobrazu. Temperatura po drodze waha się w okolicach +1. Choć padało pewnie całą noc i przybyło ok 5-10 śniegu, krajobraz się zabielił...to jak dla mnie - troszkę za mało, by rozpocząć sezon kajakowy...choć mijana przeze mnie Modrzewianka kusi: Początek kajakowania zaplanowałem wówczas jak spadnie tyle białego, by przy brzegach rzeki pojawiły się duże, piękne i co najmniej metrowe zaspy. Tym czasem po minięciu kilku okolicznych wiosek dojeżdżam do Rezerwatu Modrzewi, by po pokonaniu malowniczego wąwozu dotrzeć na miejsce - Bałtowa. Przestało padać, na parkingu jeszcze niewiele aut - jest parę minut po dziewiątej. Przebieram się i kupuję karnet 3 godzinny za 60zł. Jak się później okaże, ze względu na opady znajomi docierają ze sporym opóźnieniem - w sumie, to się nie dziwię, na drogach rano ślizgawica jak na lodowisku. Pierwszy rzut oka na stok - puch na trasie. Jest miękko, a świeży opad klei się do nart. Jazda jest wolna. Hamowanie i... ...odkrywam brunatną rzeczywistość ostatnich dni powyżej zera w środkowej Polsce. Na najdłuższej, przejazdowej trasie nikt jeszcze nie jeździł - puch. Pod krzesłem jest już kilka śladów... ...ale można sobie pouprawiać trochę pseudo narciarstwa pozatrasowego. Ponieważ trasa tutaj na początku jest płaska, śnieg jest wolny - jazda na niej jest średnio przyjemna, choć na fotce wygląda to nieźle. Przyjeżdżają znajomi. Okazuje się, że to początkujący narciarze i idą na oślą łączkę - z resztą kilka razy zjeżdżamy, czas mija na miłych rozmowach. Przybywa narciarzy i na trasie pod krzesłem zaczynają się robić małe odsypy, przetarcia, to przeszkadza współtowarzyszą i przenosimy się ponownie pod ostrzejszą trasę przy orczyku. Przejaśnia się. A gdy kończymy nartowanie, spotkanie Słońce miejscowo przedziera się przez chmury. Powietrze robi się przejrzyste - gdzieś w oddali widać pasmo Gór Świętokrzyskich. Kończymy dzień na stoku, 31 w sezonie. Endo wskazuje dzisiaj: DYSTANS 26.64 km MAKS. PRĘDKOŚĆ 47.8 km/h KALORIE 1829 kcal Ok godziny 13 - tłumy. Trasa przy orczyku, którą dzisiaj zjechałem najwięcej razy - oblężona i w środkowej części przetarta do ziemi i kamyczków. Niestety uszkodziłem lekko ślizg jednej z nart. pozdrawiam z centralnej Polski marboru
-
Lindsey Vonn’s The Climb - całość filmiku o wypadku, rehabilitacji Lindsey itd pod linkiem: http://www.redbull.com/us/en/snow/stories/1331702086424/watch-lindsey-vonn-s-the-climb-documentary-movie-free Namiar od Wróżki z FB :cheerful: Dziękuję Kasiu
-
Dziękuję za dobre słowa, to bardzo miłe :applause: Relacja miała być na żywo, ale niestety nie wyszło - net był tak słabej jakości, że napisanie kilku słów, wgranie kilku zdjęć było niesamowicie karkołomnym przedsięwzięciem. Jako dopełnienie poniższej relacji...jeszcze dwa krótkie filmiki nagrane telefonem przez expata. Pierwszy z Kappl: [video=youtube;oqTkm4TLcXU] I drugi z Ischgl: [video=youtube;PIpTWfAk1Xs] Teraz czekam na produkcję Mirka :smile: Chłopaki: miraz, Jurek, Andrzej - mam nadzieję, że niebawem spotkamy się gdzieś w Alpach na stoku. Do Ciebie w tej sprawie Bumerze odezwę się w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję :tongue: Aha.... Jurku...i jeszcze dwie Twoje fotki... ...z Paulą: ...i z owadem :biggrin: Pozdrowienia dla wszystkich, miłego oglądania. marboru
-
Lombardia, Aprica - relacja
marboru odpowiedział marboru → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Jeszcze kilka fotek. Miejsce godne zainteresowania - szkoda tylko, że tak daleko :frown:: Puszek "okruszek": Na trasie: Skrzyżowanie: Dolina: Choinki: Szczyt: Bumer - pewnie, że warto... ...warto wszędzie pojechać na narty i poszusować - tym bardziej z super towarzystwem...a taki klimat jak wyżej, to tylko super dopełnienie pasji jaką mamy wspólną :smile: -
Dzięki uprzejmości mojej koleżanki Izy chciałbym Wam przekazać kilka słów na temat kameralnego ośrodka narciarskiego Aprica, trochę pięknych fotek, trochę o warunkach. Znajomi tam przebywają od zeszłego tygodnia - nartują do jutra. Samo miejsce znajduje się w dolinie Valtellina znajdującej się w Lombardii, we Włoszech - blisko granicy ze Szwajcarią. Jazda na nartach na wysokościach 1200 - 2300m npm, mniej więcej. Ilość tras narciarskich ok 50km - 20 tras. Wyciągi: 2 gondole, 5 krzeseł, 10 orczyków. 2 swowparki, 40% tras niebieskich, 40% czerwonych i 20% trudnych. Najdłuższa nartostrada 7km. Kameralnie, prawie jak "na wsi" - zero narciarzy, raczej Włosi, trochę Czechów i Polaków. Jazda w lesie, wśród pięknie ośnieżonych drzew. W weekend, na początku tygodnia trochę opadów, teraz słoneczko i piękna pogoda. Spójrzcie na fotki z trasą pośrodku. Na trasach gdzieniegdzie narciarze: Widok w stronę doliny: Góry: Nowocześniejsze krzesełko (jest ich tam podobno 3 sztuki): Czyż nie jest tam niesamowicie?! Trochę puchu...tak na prawie cały znak - narciarze free byliby zachwyceni. Są tam też podobno, dwa klimatyczne krzesła ala goryczkowa...w tle piękna trasa i fragment prawie nieskażonego puchu poza trasą: Widoczek na jedną z tras i górskie okolice: Klimat tego miejsca... Coś pięknego! Gdzieś tam z tyłu głowy kiełkuje mi pomysł na wyprawę do Bormio, okolice... ...więc może byłoby warto? Fotki niesamowicie kuszą a koleżanka Iza jest zachwycona miejscem. pozdrawiam marboru
- 3 odpowiedzi
-
- 10
-
-
Tak, to prawda, że ja, Paula jakoś sobie radziliśmy w tych najgorszych momentach, ale Chłopaki: Andrzej i expat pierwszy raz jeździli w takich warunkach. Błędniki tak im zaczęły świrować, że tracili kompletnie orientację gdzie góra, gdzie dół. Zaliczyli kilka gleb, w tym takich na zupełnie płaskim...i totalnie się zniechęcili, i odpuścili - dobrze, bo w taką pogodę zrobić sobie krzywdę jest bardzo prosto, tym bardziej, że ich umiejętności i doświadczenie narciarskie, w wysokich górach nie jest duże. Myślę, że z ich perspektywy, to była dobra decyzja.
-
Najpierw popatrzcie: Pasuje Wam? Pasuje jak dla narciarza? I jak? Do wynajęcia w Courchevel we Francji :applause: Ktoś się odważy?
-
Wiem, wiem... ...na ostatnie 12 dni w Alpach trafiło mi się 11 słonecznych - miałem wielkiego farta :angel: Dembus - pokusa wyjazdu poza trasą była - największa w pierwszy dzień...cóż, starałem się dostroić do grupy... Był mały epizod ale zbyt mały, by o nim pisać.
-
Maciek poczekaj jak przyjadę w te strony, będę Ci towarzyszyć :happy: Na slalomkach...ale dam radę : A gdybyśmy się zgubili, to w razie czego do Darka numer telefonu mam :happy:
- 13 438 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- szczyrkowski ośrodek narciarski
- szczyrk
- (i 7 więcej)
-
Dzień szósty - dzień ostatni. Część II. Czasami się wydostajemy z tej mgły, widać wówczas nieco więcej - a to dlatego, że jesteśmy powyżej tego armagedonu. Czasami robi się mistycznie... Gdy wjeżdżamy w chmurę praktycznie nic nie widać. Ja, by cokolwiek zobaczyć podnoszę szybę w górę, a wzrok mam spuszczony bezpośrednio na narty - co kilka sekund zerkam przed siebie, by dostrzec albo współtowarzyszy, bądź pachołki wyznaczające trasę. Słońce walczy i czasami dosłownie przez kilka sekund gdzieś się przebija przez ten Mordor...wówczas poprawia się nieco. ...ale to tylko gdy jesteśmy na samej górze. Chwila oddechu i widoczności. Zwalniamy popołudniu, gadamy, wymieniamy doświadczenia narciarskie, opowiadamy sobie różne historie - jest super towarzysko. Ponieważ doskwiera również chłód - robimy również krótką przerwę na gorącą czekoladę. Na przed ostatnim zjeździe, na ulubionej 70a popełniona jest na mnie ostatnia fotka w czasie tej wyprawy... ...fotka pożegnalna ze szwajcarską, bardzo fajną i lubianą przez nas stroną Ischgl. Ponownie zaliczamy 11km trakt - to nasz ostatni zjazd. Paula rezygnuje w połowie i już ma dość tego braku widoczności, żegna się z współtowarzyszami dzisiejszego nartowania i wraca na dół gondolą. Ja z Mirkiem, jego Żoną Ewą, synkiem Szymonem i Kumplem żegnamy się gdzieś na skrzyżowaniu 1 i 1a. Choć pogoda nie dopisała, ten dzień dzięki Wam ludziska był naprawdę super! Dziękuję za wspólne chwile raz jeszcze i pozdrawiam. Tego dnia, wg Endomondo wykręcami, mimo fatalnych warunków, ponad 85km z nartami. Kończy się Silvretta adventures... ...miejsce gdzie wiszą narty w wagonach kolejek... Miejsce gdzie w trakcie dnia, w promieniach Słońca można kontenplować piękno przyrody i potęgę Gór. Oczywiście popijając i uzupełniając płyny... :wink: Kończymy sześć dni super frajdy i jazdy na nartach... ...wyprawę, na której odnotowałem swój Swiss debiut! Szwajcaria, choć niewiele jej widziałem i tylko z deskami na nogach - jest piękna! Wieczorem okazuje się, że pada decyzja o wyjeździe do Polski jeszcze tego późnego popołudnia. Szybkie pakowanie i w drogę. Żegnamy urocze, malutkie Kappl. Podróż trwa dość szybko i bez złych doświadczeń. Docieramy do domu po 12 godzinach jazdy. Kończy się kolejna przygoda w Alpach. pozdrawiam marboru.
-
Dzień szósty - dzień ostatni. Część I. No i przyszedł dzień ostatni przygody z nartami w Tyrolu. Po pięciu słonecznych, ten w zeszły piątek okazał się fatalny. Opady śniegu, mgła i nisko stojące chmury. Opuszczamy kwaterę z nadzieją, że może u góry jest lepiej, że może będziemy jeździć ponad chmurami i odnajdziemy jasność naszej gwiazdy. Nastroje wśród innych narciarzy prawdopodobnie były nie najlepsze, bo na starcie ok 8:20 przed bramką gondoli było tylu oczekujących: Jedziemy pierwszym wagonikiem. To co za szybami przypomina rozlane, białe mleko. Miny mamy nie tęgie gdy stajemy na trasie pierwszego zjazdu. Błędniki świrują i czasami trudno rozpoznać gdzie góra, gdzie dół - nic nie widać. Jeździmy na miękkich nogach, wolno i asekuracyjnie wyczuwając instynktownie nierówności pod nimi. Miejscami jest nieco lepiej i właśnie wtedy staram się zrobić jakąś fotkę, na której coś widać. Nie wiem jak to zrobił?...ale w tak słabej widoczności dostrzega nas z krzesła miraz, który dogania naszą ekipę na trasie 70. Jesteśmy zaskoczeni. Bardzo miło zaskoczeni, bo zaraz po nim dociera do nas cała jego ekipa. Fajnie! Postanawiamy zjechać z najwyższego punktu w ośrodku na sam dół pod "mercedesową" gondolę. Na tą trasę decyduję się tylko ja i Paula - koledzy rezygnują z jazdy i opuszczają w wagoniku Idapl - jadą pakować się z powrotem na kwaterę, umawiamy się, że przyjadą po nas po godzinie 16stej. Początek tego jak policzył Mirek 11km zjazdu zaczynamy od fragmentu trasy czarnej 13. Łapię tutaj miraza na zdjęciu w akcji. Ostrożnie śmigamy na dół i gdzieś w połowie trasy 1a nagle najeżdża mnie z tyłu jakiś gamoń. Wypina mi się narta, a ja próbuję się ratować przez chwilę jadąc na jednej nodze - kończy się glebą, na szczęście niegroźną. Koleś pojechał dalej i nawet się nie zatrzymał... Bez komentarza. Wciągamy się w górę i jeździmy razem. Z kolegą Mirka wymieniamy się na narty - oddaję swojego Salomona, a biorę Atomica GS 170cm. Dziwnie mi się jeździ na początku, potrzebuję chwilę by się przyzwyczaić. Najpierw 7ka, potem 4ka i na końcu najfajniej mi się na niej jedzie na 5tce. Pusty stok, dociążam dobrze nartę i jadę długim skrętem z dużą prędkością. Super... ...ale jednak wolę nartę z krótszym promieniem skrętu i częstsze ruchy. Wracamy na Idapl. Przed krótką przerwą postanawiamy nakręcić filmik... ...i w trakcie zaliczam glebę - łapię troszkę miękkiego śniegu i po chwili jestem śnieżną kulą. Odpinają się obydwie narty i kończy się wszystko na śmiechu. Cóż - trzeba mieć trochę pokory dla swoich lichych jeszcze umiejętności. Podnoszę się i robię fotkę przy poduszeczce przy której bawiła się Wróżka z Bratem. Postanawiamy coś zjeść, najpierw w centralnej knajpie w tej części ośrodka...ale chodź to olbrzym i konglomerat - nie ma miejsca. Przenosimy się do knajpki przy wyciągu C2. Wita nas taki oto narciarz: Zjadamy pizzę, pijemy toast za spotkanie - gadamy troszkę o kamerach i GoPro...no i Mirek mnie skutecznie zachęcił... Dzisiaj zamówiłem taką zabaweczkę dla siebie - zdecydowałem się na model 4 Silver. Kończymy przerwę i jeździmy dalej. To tu, to tam...raz widząc, raz nie... Powoli dopada nas nostalgia związana z opuszczeniem Ischgl.
-
Po tym wyjeździe stwierdziłem, że kluczem udanego wyjazdu w Alpy, czy Dolomity jest pogoda ok i warunki, a nie ośrodek. W małym Kappl dwie trasy dla nas były również boskie. Stacje narciarskie tam, są zazwyczaj, bardzo mocno rozbudowane i w każdej znajdzie się kawałek stoku, który przypadnie nam do gustu... ...cóż z tego, że Ischgl jest wyśmienity pod względem tras, terenów pozatrasowych, że infrastruktura jest wypasiona jeśli nie ma dobrej aury do uprawiania narciarstwa? Dokładnie przekonałem się o tym w ostatnim dniu pobytu (relacja wieczorem).
-
Dzień piąty – rekordowe Ischgl. Część III. Końcówka jest płaska i przebiega wśród drzew. By dojechać do gondoli A2... Docieramy do trasy 1a skąd doskonale widać dalszą część doliny w stronę Mathon. A na wprost Ischgl i dolną stację jednej z najnowocześniejszych kolejek jakimi jechałem – wagoniki ala Mercedes. Tłuczemy kilometry i zataczamy koło wracając na szwajcarską stronę i ulubione trasy z początku dnia. Czasami trzeba „płacić gapowe” i wyciągiem jedzie się samemu... Przerwa tego dnia jest w restauracji na Alp Trida Sattel na wysokości 2488m npm z pięknym tarasem... ...obok opisywanej już i fotografowanej „bogatej”, kolejnej gondoli. Przerwa jest krótka i „dobijamy” się znowu w okolicach trasy 76. Widok powyżej tej trasy: Zbliża się godzina 16 więc uciekamy w stronę Idalpdo trasy 1. Pośród wracających na dół rzesz narciarzy, można się zatrzymać i „zdjąć” taki widoczek... Kończymy ten intensywny dzień. Rekordowy dzień wg Endomondo: DYSTANS 114.69 km CZAS TRWANIA 7g:51m:30s MAX PRĘDKOŚĆ 90.3 km/h KALORIE 4159 kcal MIN WYSOKOŚĆ 1345 m MAX WYSOKOŚĆ 2886 m ŁĄCZNIE W GÓRĘ 12724 m ŁĄCZNIE W DÓŁ 12707 m CDN
-
Dzień piąty – rekordowe Ischgl. Część II. Później kolejna czarna 21. Poniżej na fotce – jej końcówka pod krzesłem D2: Ponownie w górę wyciągiem...chwila zjazdu dojazdową niebieską 22: I druga odnoga poprzednio jeżdżonej trasy czarnej 21: Później ponownie chwila i spojrzenie na Swis stronę ośrodka... I powrót na kolejnego czarnucha... ...który z numeru 33 po kilkuset metrach... Zmienia numer na 34. Tłuczemy kilometry jazdy i patrzę na mapkę – wychodzi na to, że nie mamy zaliczonej trasy 7a. Jedziemy tam. Początek to siódemka...i później zamiast ciągnąć się archaicznym, goryczkowym krzesełkiem podążamy wąską doliną w dół. Lodowisko. Paula się męczy i stwierdza, że do jazdy jest to najgorsza trasa w Ischgl. Lodowisko, lodowiskiem – zaliczyć trzeba, bo widoki są superowe z tego miejsca. Dół:
-
Dzień piąty – rekordowe Ischgl. Część I. Tego dnia w planach było dalsze eksplorowanie tras Ischg, na których jeszcze nie jeźdiliśmy – to raz, dwa, to wykręcenie dobrego wyniku kilometrowego jazdy. Przedostatni dzień, więc z tyłu głów mieliśmy już powrót i koniec przygody w Alpach. Ostra jazda, wyjeżdżenie się, zmęczenie, nasycenie nartami...ale czy to tak naprawdę było możliwe? Siedząc dzisiaj i pisząc tę relację nie zostało już nic z tamtych chwil... ...nartoholicy chyba wszyscy tak mają? Gdy zbliża się koniec jazdy, przygody – zabijamy nadchodzącą nostalgię kolejnymi celami i przyszłymi wyprawami. Tego dnia, od rana nieco inna pogoda – tym razem trochę więcej chmur i walczące z nimi Słońce, które w niektórych momentach wygrywało, by na koniec dnia zwyciężyć. Jazdę rozpoczęliśmy jak zwykle po stronie Szwajcarskiej, trasa 62a. Potem ulubione 65, 65a, 67. Krzesłem N6 w górę...a w tle pojawiający się błękit: Przed czerwoną 69b krótkie zastanowienie, czy aby nie wstąpić do szwajcarskiej szkoły narciarstwa... ...i podróż z powrotem na drugą, niemieckojęzyczną stronę...ale nim to – 70a. Kilka miłych oku fotek... ...i akcja na 14b: Kierunek nie jeżdżone trasy czarne okolic Palinkopfu 2864 m npm. Na początek powtórka 20stki: Widok na górną stację krzesła D1. Kolejno – wariant trasy 20 pomiędzy krzesłami D1 i D2.
-
Hahaha Mirku w Twoim profilu umiejętności wpisane na 4 to olbrzymia skromność, dobrze o tym wiemy obydwaj. ...a co do Szymona - dzielny twardziel. Czekam na Twoją produkcję filmową z wyjazdu. Pozdrawiamy Was wszystkich.
-
Dzień czwarty – eksploracja czarnych, drugie WZF Skionline. Część III. Sweetfocia z przytulnego krzesełka: Po dotarciu na koniec wyciągu – zaliczamy czerwony wariant 4ki i zaczynamy się kierować na miejsce spotkania z mirazem i chłopakami – mamy lekkie opóźnienie, więc wysyłam smesy o naszym spóźnieniu. Do knajpki przy trasie 66 docieramy po jakimś czasie. Opóźnienie się pogłębia ponieważ trasa, tuż przy miejscu spotkania przez kilka minut jest zablokowana przez wypadek i lądowanie helikoptera. Służby bardzo sprawnie blokują narciarzy, zajmują się poszkodowanym i po kilku minutach „puszczają” ruch jedną stroną zjazdu. Sprzęcik mają niczego sobie: Po dotarciu na miejsce licznik Endomondo wskazuje nam tego dnia już ok 70km na nartach – dobre tempo. Zdzwaniam się z mirazem i po zamówieniu i spożyciu jedzonka udaje nam się wreszcie spotkać. Poznajemy jego żonę, syna i znajomego. Bardzo miła rozmowa kończy się na trasie 76 wspólnym nartowaniem. Bella też tam była...hahaha – nie dosyć, że przy trasie są skały przypominające Dolomity, to też włoskie słówka... Robimy parę zjazdów i wspólną fotkę: To krótkie i bardzo miłe spotkanie kończy się przynajmniej z naszej strony niedosytem... ...i to pewnie dlatego los jeszcze sprawi, że będziemy mieli okazję ponartować wspólnie razem w dalszej części Silvretta adventures. Mirku – super, że się spotkaliśmy i poznaliśmy. Jesteście nie tylko wszyscy super narciarzami ale przede wszystkim bardzo ciepłymi i miłymi ludźmi. Dzięki. Wracamy na narciarski szlak. Pojawiamy się przy piętrowej gondoli L1 i możemy poobserwować trening giganta...ależ te dzieciaki świetnie jeżdżą! Kolejny narciarski, wspaniały dzień się kończy... W jego końcówce zaliczamy jeszcze takie oto dzieło artystyczne: ...jak myślicie, co przedstawia rzeźba? My wspólnie mamy różne wersje – ciekawe jaką Wy będziecie mieli? Zjazd na dół długą 1dynką. Slalom między ludzikami, odpięcie nart...i wykrzacza się Endomondo przy zapisywaniu danych – przed tym technicznym psikusem telefonu dostrzegam dystans przebyty w górach tego dnia: równe 114km w 8 godzin i 6 minut. GPS zczytuje ostatnie dane w knajpce przy trasie 66 – jak tam będziecie uważajcie na tą anomalię, bo Endo w tym miejscu, tego dnia zostaje odcięte również expatowi. Cudowny czwarty dzień się skończył. CDN
-
Dzień czwarty – eksploracja czarnych, drugie WZF Skionline. Część II. Trasa po jakimś czasie „wchłania” 14c i tworzy zaznaczoną na mapach trasę o osławionej pochyłości 70%. 14c – początek: Rzeczywiście jest ostro...ale niestety również lodowo. To mojej Lady nie pasuje...więc odpuszczamy 14stki i udajemy się w inną część ośrodka. Wyciągiem C3 przedostajemy się na 30stkę. Chmury się rozchodzą – pojawia się błękit i Słońce. Potem krzesełkiem E2 przedostajemy na trasy czarne 35 i 34. Powtarzamy każdą po parę razy – są rewelacyjne! Ponieważ jeździmy w cieniu, trochę marzniemy mimo dosyć intensywnej jazdy – postanawiamy zrobić krótką przerwę przy ulubionej knajpce na końcu trasy 38. Kolejny nasz cel, to trasy 37 oraz 7...a po drodze 1a. Początek – to ponownie niebieska 40b. Zaczynamy od pierwszej, czerwonej...która w pewnym momencie jest raczej buraczkowa... Ścianka jest imponująca i kończy się długim wypłaszczeniem... ...na jego końcu – orczyk. Orczyk jest poniekąd atrakcją, ponieważ w pewnym momencie ciągnie narciarzy w dół a opis przy jego początku instruuje by końcówkę z wyciągu trzymać w ręce. Można by przejechać ten fragment na nartach – ale w takim tempie? W stylu łyżwowym i przy użyciu kijków? Komu by się chciało? Docieramy do stacji pośredniej A3 wciągamy się na górę i rozpoczynamy 1a na której końcu jest opisywana przez Wróżkę super wypasiona gondola A2. Wciągamy się na górę i stajemy na początku trasy 7, którą mamy w planach. Krótka dojazdówka i jesteśmy na właściwym stoku, który położony jest w wąskiej dolince. Jazda jest super – a sama trasa doskonała dla narty gigantowej. Dojeżdżamy do najbardziej archaicznego krzesełka w Ischgl – coś ala Goryczkowa. Z góry widok na 7mkę w pełnej krasie: Trasa przypada nam do gustu.
-
Dzień czwarty – eksploracja czarnych, drugie WZF Skionline. Część I. Dzień czwarty zaczynamy od umówienia się z mirazem przy tej samej gondoli, z której codziennie startujemy – A1. Na parkingu jesteśmy wcześnie rano i niektórzy jeszcze śpią...cóż – Księżniczki tak mają, że lubią pospać hahaha Wyciąg jest otwierany o 8:30, przy wejściu gromadzą się ludzie... ...jesteśmy pierwsi jak zwykle – i niespodzianka, brama podnoszona do góry i otwierana jest prawie 15 minut wcześniej – ponieważ nie chcemy się wycofywać i przeciskać przez napierających do przodu narciarzy startujemy wcześniej i do spotkania nie dochodzi. Komunikuję się z Mirkiem poprzez smesa, że spotkanie przekładamy na godziny popołudniowe a miejscem spotkania będzie knajpka przy trasie 66. Dzisiaj postanawiamy rozbić grupę – chłopaki postanawiają pojeździć po łatwiejszych szwajcarskich trasach, natomiast ja i moja druga połowa postanawiamy pozaliczać troszkę czarnych tras ośrodka, po których jeszcze nie jeździliśmy. Niebo tego dnia, rano jest w paski. Zaczynamy od trasy 15 – kierujemy się pod wszystkie warianty 14, w tym 14a która jest z 70% spadkiem. Niebo o poranku, gra cieni, promieni, kolorów jest przykuwająca uwagę. Jak co rano – na trasach tłumy... Pierwsza do „golenia” idzie 14b. Na początku jest wąsko i dojazdówka...potem ostra ścianka i przejście w czerwoną 24. Jazda jest niesamowita – zero oblodzeń, gładko jak na stole. Cudo! Kolejna 14a. Sztruksik: Dolna część:
-
Dzień trzeci, kolejny słoneczny w Ischgl - część III. Zaliczamy trasy 30, 31, które łączą się na dole: Tu z moją „drugą połówką” robimy sobie kilka romantycznych fotek na tle skałek przypominających nam Dolomity... ...po czym zaliczamy polubioną przez Wróżkę, czarną 35. Po ostrzejszym początku, jest trochę ostrzej...a potem szeroko i fajnie nachylony stok. Narciarzy tutaj niewielu a warunki są doskonałe nawet w drugiej części dnia. Obiecujemy sobie wrócić tu i przećwiczyć tę trasę jeszcze...tym czasem 32ką udajemy się w dalszą podróż i zaliczanie zjazdów. Przedzieramy się z powrotem do Szwajcarii – na lunch jesteśmy umówieni na tarasie knajpy przy wypasionej, dwupiętrowej kolejce L1, którą podróżowaliśmy dzień wcześniej. Do końca dnia jeździmy u Swisów. Zaliczamy wyciąg M1 i trasę 76, która przypadła nam do gustu...a przypadła dlatego, że jej położenie również przypomina nam klimat ulubionych naszych Dolomitów. Czas mija nam szybko. Takie dni jak tamten wspomina się zawsze z tęsknotą. Doskonały dzień na nartach w cudownym miejscu. W drodze powrotnej do Ischgl zaliczamy jeszcze wyciąg M2 i trasę 66 oraz 68, po czym ponownie się nim wciągamy... ...i udajemy w stronę Idapl. Endomondo tego dnia wskazało nam przebyty dystans ok 91km. Tego, drugiego dnia, nie udało się nam spotkać, na kolejnym kameralnym wzf forumowym Skionline z mirazem – ale udało nam się to uczynić dnia następnego. PS. Idealist – nie wiedziałem, że jesteś w Ischgl w tym samym czasie co my – szkoda, miło byłoby Cię poznać. CDN
-
Dzień trzeci, kolejny słoneczny w Ischgl - część II. Biorąc pod uwagę Piz Val Gronda oraz tutejszy wypasiony wyciąg, okoliczne warunki podejrzewam, że w przyszłości powstanie tu kilka tras i innych środków lokomocji dla narciarzy. Widoki są tutaj imponujące... Tak łatwo sobie tutaj wyobrazić kolejne trasy... Ale nie tylko z tej strony grani – podejrzewam, że od strony miejscowości Fimbaalp również. Wg mojej opinii w ta stronę ośrodek będzie się w przyszłości rozwijał. Poniżej przybliżenie omawianej gondoli...prawda, że wygląda troszkę jak z filmu S-F? Po tej krótkiej „wycieczce” w bok udajemy się trasą 40 i 41 do ulubionej knajpki na cafe late. Na dole taki oto widok: Skuter wywozi narciarzy free pewnie, właśnie, w okolice Fimbaalp na zjazdy po dziewiczym puchu? Ale chyba nie tylko skuter robi takie podwózki? Ratrakoautobus również tym się zajmuje? Jurek – może coś wiesz więcej na ten temat? Po krótkiej przerwie, ruszamy dalej, niebieską 40b. Po drodze tyrolskie klimaty... ...i ciekawe miejsce do mieszkania – dom „przytulony” do skały: Wciągamy się w górę i zaliczamy 36: Magia gór z tamtejszego dnia: I jak tu nie robić tylu fotek?
-
Dzień trzeci, kolejny słoneczny w Ischgl - część I. Kolejny narciarski dzień w Ischgl zaczynamy ponownie na darmowym parkingu w okolicy kolejki A1. Wstające słoneczko maluje nad miejscowością, na chmurach ciekawe kolory, jest mróz i w dolnych partiach ośrodka armaty intensywnie produkują śnieg. Idalp tego dnia od góry do dołu pokryty idealnym sztruksem...i tak jakby troszeczkę jaśniej tego dnia w tym miejscu. Na niebie ciekawe kształty... ...czyżby jakaś trąba powietrzna? Przedostajemy się na szwajcarską stronę, ponownie ku jaśniejszej stronie gór. Zaliczamy na początek bardzo ciekawą trasę numer 62a. Docieramy ponownie do głównego miejsca nartowania w Szwajcarii. Niby taki olbrzymi ośrodek a narciarzy? Zobaczcie poniżej ilu można spotkać z rana: Trasy tylko czekają by ich idealne przygotowanie skazić krawędziami desek. Bez żadnych zahamowań robimy to raz po raz zaliczając poszczególne zjazdy i „ścieżki”. Między innymi obydwa warianty czerwonej 67. Po rozgrzaniu mięśni postanawiamy się przedostać z powrotem na stronę austriacką – kierujemy się ku Piz Val Gronda 2812m npm i jednej z najnowocześniejszych, tutejszych wyciągów E5. Po drodze mijamy charakterystyczny szczyt przy najbardziej nachylonej trasie 14c, 14a (70% - ale o tym będzie dalej w relacji). Przemieszczamy się czerwoną trasą 15, która jest w zasadzie wąską i bardzo długą przejazdówką: Zaliczamy kilka zjazdów i po chwili siedzimy w olbrzymim wagonie a potem na szczycie Góry, która jest celem naszej podróży. Z Piz Val Gronda rozpościera się przepiękny widok na Piz Tasna 3179m npm oraz Fluchthorn 3398m npm. Poniżej ten pierwszy: Wieje i jest tutaj naprawdę wietrznie. Trasę 42 raz zawiewa śniegiem, raz wywiewa z niej białe... ...odczucie chłodu jest silne. W dół podąża się tutaj raczej stadnie. Olbrzymia kabina wywozi dziesiątki narciarzy, a oni jakby się umówili i ruszają wszyscy naraz. Ja wolę poczekać i zjechać sobie w pełnym luzie i komforcie mając tę czerwoną trasę wyłącznie dla siebie.
-
Michałku :happy: i uderzyłem...z tym, że do Szwajcarii...tym razem Bałtowskiej :biggrin: Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19358-Polska-warunki-narciarskie-14-15?p=210254&viewfull=1#post210254 Późnym popołudniem postaram się kontynuować w niniejszym wątku Silvretta adventures :happy:







