Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Artykuł wpadł mi w oko i postanowiłem go zamieścić na forum, ponieważ w czasie testów Elana, mój kumpel expat - został jak widać niesłusznie odprawiony z kwitkiem. Nie posiadał dowodu, chciał zostawić coś innego w zamian (inny dokument) + swoje narty i spotkał się z odmową udostępnienia nart do testów - jak widać niezgodnie z prawem.
  2. Piotrze, uwijam się uwijam :happy: Wybacz proszę, ale po drodze mam jeszcze pracę i inne obowiązki... ...dwoję się i troję a tu, takie zarzuty o molestowanie :laughing: Fajnie, że niebawem wybywasz na narty w piękne strony... ...w sumie ja też - muszę jeszcze zrobić tylko kilka lokalnych, narciarskich projektów :happy: Miesiąc zleci nie wiadomo kiedy i zawitam po raz kolejny, po alpejskiej stronie narciarstwa. Marcinku - co się odwlecze, to nie uciecze :happy: Jeszcze chwila cierpliwości i będziesz miał dwa niesamowite austriackie wypady.
  3. Dzień czwarty - Część I: Marilleva. Czwartego dnia - nie musieliśmy szukać Słońca. Ono nas odnalazło i towarzyszyło niemalże cały dzień. Plan: Marilleva i Folgarida. Zakładam lekką kurteczkę i całą paczką, w doskonałych nastrojach kierujemy się czerwoną, sztruksową, czerwoną trasą numer 45 w stronę pierwszej z miejscowości. Jestem bardzo zainteresowany, jak tam jest, ponieważ przy wyborze kwatery - brałem pod uwagę noclegi w hotelowisku 1400. Nim docieramy do miejsca przeznaczenia, udaje mi się uchwycić różowe porteczki w akcji. Jazda jest przewspaniała - chyba nie muszę wypisywać swoich echów i achów? - wszystko jest widać. Po dwóch zjazdach jeszcze po stronie Madonny, jedziemy pierwszymi kanapami 6stki na szczyt Monte Vigo 2179 m n.p.m. Na pierwszy "ogień" idzie czerwona całość Góry, trasami 11 i 23 - prawie 5km zjazdu. Ponieważ Słonko jest jeszcze "młodziutkie" robimy to w cieniu. 11 góra: 23 dół: Od początku, do końca w czasie tego pierwszego ślizgu - stoki są tylko nasze. Jazda szybka, dynamiczna, bo jest twardo i chłodno. Docieramy do apartamentów Marillevy 1400: Na pierwszy rzut oka - odpychająco. Jakie szczęście, że wybrałem na nasz domek, to co wybrałem. Ufff Przy znajdującej się tutaj stacji pośredniej gondoli 20 - tłok i kolejka ludzi. Wszyscy chcą się dostać do centralnej części ośrodka. Pierwszy raz w czasie pobytu spotykam się z tak dużą ilością narciarzy w jednym miejscu. Jeszcze raz robię ufff Postanawiamy się przenieść najpierw na trasę czerwoną 20. Krótka, kręta i wąska...a jak widać na poniższej fotce, początek piękny... Kolejny raz wciągamy się wyciągiem 18 na szczyt Dos De La Pesa 2155m n.p.m. i testujemy najfajniejszą i bez ludzi trasę czarną 25, 26. Świetna jazda - warunki doskonałe. Powrót w centralne miejsce Ośrodka i znowu przy wyciągach tras łagodnych - tłok. Zaliczamy krótką, niebieską dojazdówkę do archaicznego krzesła 13... ...i zaliczamy jedną z niebieskich dwóch tras. Robi się nieznośnie jeśli chodzi o ilość narciarzy. Wrażenie, jest takie, że jest ich o wiele więcej niż tras, a trasy nie dają rady ich pomieścić. Mimo pięknego dnia, pełnego słońca. Świetnej, długiej łączonej trasy czerwonej oraz podobnej czarnej - Marillevę oceniam najgorzej jeśli chodzi o region, w jakim się znajdujemy. Uciekamy w stronę Folgalidy.
  4. Dzień trzeci. Pinzolo - suplement. W czasie słabej jeszcze pogody, na początku dnia, postanowiłem z moją drugą połówką wyjechać nieco z boku, poza trasę, w las. Delikatnie, ostrożnie, po to, by urozmaicić sobie dzień. By zakosztować cudnych białych widoków, czap śnieżnych i przepięknych okoliczności przyrody. Wjazd przy dolnej stacji krzesełka 68, wyjazd przy miejscu wsiadania na 67. Początek i badanie pokrywy... ...kije nie dotknęły "dna". Miejscami jest dziewiczo. Ponieważ nie mamy ani doświadczenia w jeździe poza trasowej, nie znamy terenu, miejscami jest wąsko i nierówno - poruszamy się bardzo ostrożnie, wolno. O kolano muszę przecież dbać... Jest magicznie zimowo... ...normalnie klimat świąt :smile: Jedziemy też przetartym szlakiem: A zmęczenie, zwłaszcza niedawno kontuzjowanego kolana gdzieś w połowie tej eskapady daje znać o sobie. Chwila oddechu: Jedziemy dalej a las mógłby trwać i trwać... Gdyby nie te "czerwone" portki, to pewnie bym się zgubił :biggrin: Kończymy ten jakże przyjemny epizod, Pinzolowego dnia. Nie tylko trasy... ...ciągnie nas do lasu. Woła duch dzikich tras i nieznanych szlaków. Niewielka przygoda i już wiemy, że musimy mieć inny sprzęt, trochę inaczej planować alpejskie wyjazdy. Może w przyszłym roku... ...szerokie dechy i coś nowego.
  5. Dzień trzeci. Pinzolo. Niestety rano nie przeszło. Pogoda kiepska. Słaba widoczność i delikatne opady śniegu. Jedząc śniadanie, oglądając regionalną telewizję, po prognozie jest nadzieja na Słońce... ...postanowiliśmy poszukać go w Pinzolo. Szybkie wciągnięcie krzesełkiem na Pradalago, zjazd trasą 50, 57, 85. Następnie w górę gondolą na Cinque i zjazd do łączącej Madonnę, z docelową miejscowością, kilku kilometrową, nową gondolą: Campiglio Expres. Czas podróży tym niezwykłym wyciągiem - 17 minut. Jeszcze tylko wjazd krzesełkiem i po zjeździe niebieską trasą 111, końcówką czerwonej 106 docieramy do dołu i wciągamy się krzesełkiem 66 na szczyt, liczący sobie 2100m n.p.m. Doss Dei Sabion. Widoczność bardzo słaba, wiatr i zimno. Jedziemy najpierw całością bardzo szerokiej 111, a potem, odgrodzoną od niej siatką, nieco z boku 116. Tutaj fotka: Jedzie się dosyć słabo. Stok pokrywa nawiany puch, mgła utrudnia poruszanie. Przebijamy się krzesełkiem 66 na drugą stronę. Testujemy świetną trasę czerwoną, krętą i nieźle pochyloną 107. Później, po kolei 108 i ciągniemy dalej, czarną, niesamowitą - szeroką i doskonale przygotowaną 100tką. Zauważamy, że w całym ośrodku narciarzy jak na lekarstwo. Na tej długiej i wymagającej trasie - zero ludzi. Jesteśmy tylko my. Wciągamy się piękną gondolą numer 60 i... ...znaleźliśmy!!! Słońce. Prognozy się nie myliły, i przy górnej stacji ukazują się naszym oczom cudowne zimowe klimaty i widoki. Są tutaj dwie kameralne knajpki. Początek trasy, która narciarsko jest marzeniem dla każdego, kto lubi nachylenie, dynamikę jazdy i szerokość... ...ehhh gdybym miał gigantki... Przemieszczamy się w stronę szczytu, narty kierujemy na czerwień 101... Bajka: ...zbaczamy na czarną 102 i lecimy do samego dołu, poprzez niebieską 110 i stacje górną gondoli "bez trasy", z Pinzolo - 61, dolną stację krzesła 62, później czarną, wąską i krętą 117 do setki... Jazda - znakomita. Tutaj, w promieniach słoneczka...dokonuje się na mnie jedno z nielicznych zdjęć w ruchu: Wędrujemy dalej. Niebo, choć czasami spowite chmurami, zachwyca gdy odsłania swój błękit. Fotka z trasy czerwonej 106 - widok na masyw Cima Tosa 3175 m n.p.m. Jesteśmy ponownie na szczycie Doss, tym razem widok i widoczność diametralnie inne. W dali widać Groste... ...a my, chociaż z krzesełka widzimy, że trasa czarna 103 jest nieprzygotowana postanawiamy ją zaliczyć. Jest ciężko. Powoli, ostrożnie - bo nawianego śniegu, kopcy, nierówności jest sporo nawet na jej końcówce. Narty giną w białym: Jedziemy w dół na główne krzesełko 66, które z powrotem prowadzi nas na szczyt. Widoki na opisywane trasy 104, 103, 116 oraz masyw. Początki tych tras zaczynają się z jednego miejsca: Z niego widok na drugą stronę. Robi niesamowite wrażenie... ...jeszcze trochę, jeszcze troszeczkę i widać byłoby Adriatyk... Kończy się powoli dzień. Narciarsko, po powrocie oceniamy go jako najlepszy w najfajniejszym miejscu. Pinzolo - to, jest to! Wracamy Expresem...tym razem 22 minuty - czyżby Słońce rozciągnęło liny i podróż stała się dłuższa? Już w Madonnie, śmigamy to tu, to tam i wracamy szczęśliwi do rezydencji. Niesamowity dzień dobiega końca.
  6. W obawie przed kradzieżą lub zniszczeniem sprzętu wypożyczalnie nart wprowadziły zasadę, że w trakcie gdy klient z nich korzysta, rekwirują jego dowód osobisty. Może nas to narazić na poważne kłopoty, ostrzega "Rzeczpospolita". Każda sytuacja, w której jesteśmy zmuszani do pozostawiania dowodu osobistego jako zastawu, jest naruszeniem prawa, przypomina gazeta. I uświadamia, że dowód osobisty w zupełności wystarczy, by osoba, która go bezprawnie posiada, mogła sią podszyć pod jego właściciela, czyli dokonać kradzieży tożsamości. Istnieje wówczas zagrożenie, że ofiara utraci swoje dobre imię, padnie ofiarą szantażu, albo że złodziej wypłaci z jej konta pieniądze, lub weźmie pożyczkę w banku. Tylko w 2012 r. takich udaremnionych prób Biuro Informacji Kredytowej odnotowało ponad 4,5 tys. na łączną kwotę 28 mln. zł. Źródło: PAP, Onet. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Testując wczoraj Elana: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/18719-Test-trzech-nart-Elana?p=188822#post188822 ...być może straciłem tożsamość: Oby nie. Bardzo ważna informacja dla korzystających z wypożyczalni, różnego rodzaju testów itd.
  7. Dzięki Marcinku, za doskonały obraz sytuacji. Miałem tam jechać - nie pojadę chyba. Tylko, co po moich Włoszech będzie mi się podobać jeśli na południu lipa z warunkami praktycznie wszędzie. Ehhh coś z pewnością wymyślę do połowy lutego, kiedy planuję kilkudniowy wypad.
  8. Dokańczaj, dokańczaj i proszę nie przesadzaj :smile: Dałeś opisik, super foty - czego chcieć więcej? Czekam z niecierpliwością.
  9. Ciąg dalszy będzie dzisiaj wieczorem. Wtorek, i środa - dzień 3 i 4ty były najlepszymi dniami z wyjazdu :happy:
  10. Wid - odpowiedź poszła na priv. Dembus - znane biuro na N :happy: a co do auta na nartach :applause:
  11. Wróciłem wczoraj, a byliśmy od 25 stycznia. Apartamenty wziąłem dla 8 osób - dwa 5 osobowe (cena w przeliczeniu na złotówki ok 1000zł/os, przy pełnym obłożeniu wyszło by taniej) z biura podróży, bo przez internet i dzwoniąc prywatnie miałem większą cenę. Kwatera z doskonałą logistyką bez skibusów, w środku troszkę "gierkowa" ale znośna. Mogę polecić, bo komfort zawsze przedkładam na wygodę narciarską. Fotka zrobiona z mostku, o którym mowa na dole - do wyciągu na Grosste i Pradalago rzut kamieniem.
  12. W sumie podobnych testów innych marek jak na lekarstwo...a szkoda. Elan plusuje.
  13. Dzień drugi. Pradalago i Cinque Laghi w Madonnie Di Campiglio. Najlepsza rano, na początek narciarskiego dnia jest na śniadanie jajecznica z boczkiem i cebulką oraz, potem - sztruks... ...ale nie tylko. Widoki, doskonale przygotowane trasy, mróz i słoneczko...nie mówiąc o piersiówce wypełnionej "orzechem laskowym". Tak się rozpoczyna drugi dzień pobytu we Włoszech. Naszym celem są trasy Pradalago i Cinque Laghi wraz z "pucharówką" znaną z ekranów TV. Jak się później okaże kilka tutejszych stoków będzie naszymi głównymi miejscami "wyryp" zjazdowych na nartach. Tutejsza czerwona 52 i 53, to są właśnie nasze domówki, czyli ścieżki prowadzące tuż pod drzwi rezydencji w jakiej mieszkamy. Pradalago, to również doskonała, czarna 57 przecinająca stojącą, białą gondolę, wynoszącą narciarzy z Madonny na wysokość 2100 m n.p.m. Taki dzień, ranek i południe, to marzenie każdego skimaniaka. Jazda jest doskonała. Twardo, szybko, a na dodatek puste, poniedziałkowe trasy. Po kilku zjazdach przemieszczamy się na Cinque Laghi, po drodze zjeżdżając niemalże do samego miasteczka: Teraz kolejka na trasę pucharu świata w narciarstwie alpejskim - slalomową, czarną, posiadającą również sztuczne oświetlenie 91dynkę. Niesamowita, dynamiczna...tylko dlaczego taka krótka? Chciałoby się jechać i jechać...no i dało się, to zrobić, wyciągając się wyżej do 90tki i odpoczywając na niewielkim, niebieskim łączniku 92. Widok z 90: ...i zjazd na sam dół, pod kolejną gondolę di Campiglio numer 55: Z jej górnej stacji zaliczamy trasę czarno-czerwoną 86, fragment 87 i błękit 85. Przesiadamy się na kosmiczne, białe krzesło, z którego widać po prawej stronie wspomnianą, fantastyczną czarną 90 i po lewej czerwoną 88. Jesteśmy tak pochłonięci jazdą, że nie zauważamy, że diametralnie zmienia się pogoda. Pojawiają się chmury, wiatr i śnieg. Uciekamy czerwoną 89 na stronę Pradalago i robimy przerwę na posiłek, piwko. Część ekipy ucieka do apartamentu a ja, z drugą połową postanawiamy zaliczyć trzy czerwone od strony stoków Marillevy: 46, 47 i najfajniejszą, przy krześle 45tką. Kończymy dzień z nadzieją, że wieczorem i w nocy się wypada... ...w końcu przyjechaliśmy tu, w poszukiwaniu Słońca.
  14. Jadąc dzisiaj autem do Szwajcarii Bałtowskiej, telefon. Dzwoni kmarcin i pyta gdzie jadę? Chyba wyczuł gdzie, bo dzwoni z informacją, że właśnie w tym ośrodku dzisiaj będą darmowe testy nart Elana. Super - zwłaszcza, że nie mam doświadczenia z tą marką nart...w zasadzie nie mam zbyt dużego doświadczenia jeśli chodzi o testowanie nart. Postanawiam skorzystać i pojeździć na wszystkim, na czym będzie można. Namiot ustawiony przy dolnej stacji kolejki krzesełkowej, przy trasie numer 4. Trzech sympatycznych Panów, rzeczywiście testy są darmowe (na dowód)...ale niestety dużego wyboru modeli nie ma. Kilka par desek damskich i kilka męskich. Testuję trzy rodzaje sprzętu. Pierwsza to all mountain Amphibio 14 Fusion 168 cm z promieniem skrętu 14,1: Narta w porównaniu do moich Xsów - szeroka. Tył: Moje wrażenia z jazdy są subiektywne, amatorskie, proszę więc o wyrozumiałość. Narta twarda i dłuższa od moich o 6cm (mam 176cm wzrostu). Na twardym i równym stoku mam wrażenie, że jest mega stabilna. Średni i długi skręt wycina idealny i daje olbrzymią pewność w czasie jazdy. Krótkie skręty wychodzą znacznie gorzej - pewnie przez sporą szerokość. Jakoś dziwnie się czuję z nimi na nogach - jak w...klapkach... Jeśli chodzi o design, to taki sobie. Ogólne wrażenie - średnie. Jak dla mnie - nic ta narta nie zmieniłaby dla moich umiejętności. Sama jazda - na moich Salomonach Aero Xsach o wiele bardziej mi się podoba. Druga narta jaką testuję, to slalomka Slx Fusion 165cm z promieniem skrętu 12,4: Zwróćcie uwagę, że narty Elana są oznaczone: lewa, prawa. Tyły: W całej okazałości: Zakładając je na nogi ma się nieodparte wrażenie, że się jeździ na "żabich nóżkach" :happy: Narta twarda z charakterystycznym kształtem dziobów. Na twardym stoku to czysta przyjemność. Super trzymanie i pewność. Krótki skręt - nie wiedziałem, że mogę szybciej i dynamiczniej! Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony... ...tym bardziej, że jadąc na tych deskach uświadamiam sobie, że tym co dla mnie najważniejsze i sprawiające największą radość na nartach - to dynamika skrętu krótkiego i krótkiego niedokręconego. Taka jazda jest dla mnie esencją przyjemności. Średni skręt wychodzi również świetnie na tej slalomce. Długi nie jest zły...a może to tylko takie wrażenie, po tak niesamowitej jeździe krótkim? Sam nie wiem? Trzecia narta to gigantka Gsx Fusion 176cm o promieniu skrętu 17,8: Wygląd prawie taki sam, z tą małą różnicą, że "żabie płetewki" są bardziej smukłe. Tyły nart: Parametry stoku nie pozwalają na zbyt wiele, a w zasadzie nie pozwalają na nic. Kilka długich skrętów z mega uwagą, by na kogoś nie wjechać. Stabilność i szybkość. Pojawia się uczucie, że promień skrętu jest za duży dla mnie. Walczę z nartami próbując wyciąć w warunkach komfortu krótsze "zawijasy" - a deski się nie poddają. Pewnie, to brak gigantowego doświadczenia. Dalsza jazda uświadamia mi, że po pierwsze - jestem narciarzem preferującym krótki skręt, po drugie w moich okolicach nie bardzo jest gdzie jeździć na tego typu sprzęcie... ...po trzecie - w Polsce na mocnym speedzie nie za bardzo będzie gdzie się rozkręcić na tych nartach... ...po czwarte - jako trzecia, czwarta para nart, zwłaszcza na alpejskie wyjazdy w przyszłości, rozwojowo - jestem na tak! pozdrawiam marboru
  15. Szwajcaria Bałtowska Jeszcze dobrze się nie rozpakowałem i nie odpocząłem po powrocie z Włoch... ...nie dokończyłem jeszcze relacji z pięknego nartowania w Dolomitach: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/18710-W-poszukiwaniu-S%C5%82o%C5%84ca?p=188689#post188689 a nartoholizm obudził mnie z samego rana i rozpocząłem w tym roku sezon na ziemi świętokrzyskiej, zaliczając tym samym swój 13 dzień na nartach. Pobudka o godzinie 8. Temperatura na zewnątrz -4, auto zamrożone od tygodnia i pokryte świeżą warstwą "szkła". Rozgrzewka przy skrobaniu, sprzęt do bagażnika, kierunek do expata i w drogę do Szwajcarii Bałtowskiej. Dlaczego tam? Przede wszystkim dlatego, że to największy ośrodek narciarski na nizinach oraz dlatego, że miało w tym roku sporo się pozmieniać w tym miejscu. Liczba tras pozostaje ta sama, wyciągów również (krzesło, dwa talerzyki i wyrwirączka dla uczących się na "oślej łączce"): Pierwsza widoczna i odczuwalna zmiana to cennik. Pojawiły się po raz pierwszy w tym miejscu karnety czasowe: Druga wesoła zmiana - pojawiła się, pomiędzy stokami, przy Rollercoasterze górka dla najmłodszych saneczkarzy. Z samego rana ludzi jest znośna ilość. Wykonujemy parę zjazdów i zaczyna przybywać narciarzy, a parkingi się zapełniają. Druga zmiana to wydzielony i raczej miniaturowy snowpark. Lepszy taki niż żaden. Kilka hopek, przeszkód i mała "skocznia". Na powyższym zdjęciu widać również niwelację terenu, która była zapowiedziana. Część z parkiem jest zdecydowanie wyżej niż część zjazdowa. Wybrano jakieś trzy, do pięciu metrów ziemi i narzucili na górną część zjazdową poprawiając minimalnie nachylenie całości. Moim zdaniem za mało. Pytanie: czy w nizinnych warunkach i tym miejscu dało się zrobić coś więcej? Niestety niewiele więcej można było. Widok na najdłuższą i najwęższą trasę numer 3: Moja ulubiona 1dynka: Dwójka wokół brzozowego lasku: Niebiesko czerwona 4rka: Jest twardo, mroźnie i zimowo. Brakuje jedynie Słońca. Wykonanych kilka zjazdów i robi się tłok rodem z Białki...cóż - zima nie rozpieszcza, więc każdy chce pojeździć...tym bardziej, że warunki narciarskie są w tym roku takie a nie inne na południu Polski. Ostatnia zauważona zmiana, to pojawienie się centrum testowego. Nie wchodziłem do środka, więc nie wiem, co jest i na czym można pojeździć. Dzień uważam za udany. Sezon świętokrzyskich nart mam rozpoczęty. Z dzisiejszego dnia sporo wrażeń...ale o tym, w zupełnie innym wątku napiszę :happy: pozdrawiam marboru
  16. Widziałem Twoją relację, widziałem :happy: Andalo było w planach, ale co z tego wniknęło napiszę popołudniu...teraz pora jechać na narty :happy: PS. Obok tej kładki, o której piszesz mieszkaliśmy. Myślę, że ona jest bardziej wygodna niż piszesz. Zwłaszcza do przemieszczania się z Grosste - dalej. Omija się ulicę i narciarzy przy gondolce. A na taśmie zawsze można łyknąć z piersióweczki :biggrin:
  17. Dzień Pierwszy: Monte Spinale. Od czasu, do czasu przywiewa wiaterek wznosząc puch, tworząc niesamowite obrazy. Szkoda, że tego typu widoki nie dotyczą polskich Gór w tym sezonie. Groste i Spinale łączy krótkie i szybkie krzesełko, z obok podobnymi dwoma trasami: czerwoną i niebieską, które oczywiście zaliczam – jakże by inaczej? Z górnej stacji tego oznaczonym na mapach numerem 41 wyciągu rozpościera się widok na szczyt MS. By tam się dostać jadę trasą czerwoną 73, z której skręcając na 76 można dostać się pod dolną stację kolejki Groste. Malownicza, niewymagająca trasa w lesie: Zjeżdżając pod dwuosobowe – nr 40, „goryczkowe” krzesełko w tej części ośrodka rozpościera się widok, na środkową część trasy czerwonej 73 właśnie oraz na czarne 75 i 74. W górnej części 73 i 74 mają część płaską – wspólną: Zwłaszcza ta ostatnia spodobała mi się bardzo. Szeroko, twardo, mała ilość narciarzy – cud miód do doskonalenia pokracznej techniki jazdy po wymagających stokach. Jest bajecznie zimowo. Narciarski, pierwszy dzień kończę zjazdem czarną trasą 70 prowadzącą do serca miejscowości, w której mieszkam i do której przyjechałem. To jest taka wisienka na torcie. Esencja Monte Spinale. Początek jest taki: Później są wąskie, ostre zakręty. Trasa dotyka bieg gondolki, która wygląda mi na sztukę prawie nówkę. Czyż nie jest cudownie nartować, na tak niesamowitym zjeździe, z takim widokiem? Przeglądając Internet przed wyjazdem, często odnajdowałem tę panoramę. Nie zdawałem sobie sprawy z tego jak świetne jest to miejsce – narciarsko i krajobrazowo. Taka… Madonna w negliżu… Najtrudniejszy dolny fragment: Fotka nie oddaje tego co w rzeczywistości. Moja druga połówka będąc przed tym fragmentem zapytała: - to jest trasa? Myślałam, że przepaść… Zjechaliśmy obydwoje z pełnym szacunkiem i ostrożnością. I może jako całość półeczki, to jest normalnie czarna – początek jest imponujący, uczący pokory w dążeniu do własnej doskonałości. Pierwszy dzień minął nie wiadomo kiedy. PS. Idę spać zmęczony po podróży powrotnej. CDN niebawem.
  18. Dzień Pierwszy: Passo Groste. Piotrze, właśnie dzisiaj wróciłem i już mnie tam nie ma. Niestety. Ponieważ nie miałem Internetu, nie mogłem pisać na bieżąco relacji. Pisząc ją teraz (będę robił to na raty, chcę by była dosyć szczegółowa) wracam tam i wspominam na gorąco – chwile z niezwykłego Masywu Brenta. Wczesnym rankiem wstajemy, robimy śniadanie i obserwujemy jaka będzie pogoda. Zapowiada się piękny dzień. Kupujemy karnety Skirama, sześciodniowe. Cena 434 Euro za dwie osoby dorosłe. Wg informacji jakie odnalazłem w necie powinienem zapłacić 440 Euro. Dlaczego zapłaciłem mniej – nie wiem? Od podanej ceny zwrócono mi jeszcze na koniec nartowania 10 Euro kaucji. Dodatkowo Pani poczęstowała nas pyszną czekoladą. Ponieważ miałem wiele obaw co do swojego kontuzjowanego kolana pobyt postanowiliśmy rozpocząć od delikatnej jazdy na Passo Groste. Na wysokość 2444m n.p.m. prowadzi gondola, która jedzie poprzez stację pośrednią długo i długo… Na początek kilka zjazdów, na twardym i doskonale przygotowanym dosyć płaskim stoku oznaczonym numerem 60. Później przesiadka na krzesełko 47 i zjazdy czerwoną 61 z wysokości 2504m n.p.m. Stąd niesamowity widok na dolinę, po drugiej stronie masywu górskiego: Trasa jest szeroka, piękna: Szkoda, że tuż obok na trasie 63 ustawiony jest zamknięty dla „turystycznych” narciarzy gigant. Przy trasie 60, znajduje się za to otwarty snowpark „Ursus” – żal, że tego typu atrakcje dla mnie – nie w tym sezonie. Piękna pogoda, świetne warunki powodują, że dosyć szybko się rozgrzewam, a noga jest pewniejsza. Jeżdżę na 95% swoich możliwości, czuję się wyśmienicie. Tylko towarzyszące widoki zapierają dech w piersi… Jadę niżej czerwonym, krótkim odcinkiem 64 do dolnej stacji archaicznego krzesełka 49 i ciekawej, krętej i malowniczo krajoznawczej 65tki. Bardzo mi się podoba jazda po urozmaiconym stoku. Przerwa na coś chłodnego w knajpce przy Pierta Grande 2936m n.p.m: I potem zjazd do samego dołu niebieską, przypominającą nartostradę z hali Goryczkowej w naszych tatrach 66, na końcu której mieści się kilka szkółek narciarskich i wyciągów talerzykowych: I znowu długa jazda Groste z przewyższeniem sięgającym blisko kilometra. Rozgrzany, postanawiam się udać w lewo… … na Monte Spinale – 2101 m n.p.m.
  19. Od wielu tygodni w Polsce szaro, buro, pochmurnie – jesiennie a nie zimowo. Na dodatek zero światła i Słońca. Człowiek, narciarz przygnębiony i jakby o krok od depresji. Od dawna planowana podróż „W poszukiwaniu Słońca” została rozpoczęta w piątek 24 stycznia późnym wieczorem. Val di Sole, Val Rendena i Madonna Di Campiglio. Prawie wszyscy byli, oprócz mnie i nareszcie się ziściło. Wyruszyliśmy na dwa samochody, w składzie ośmioosobowym: dwie dziewczyny, senior, junior i czterech chłopa. Podróż tradycyjną trasą: Radom, Kielce, Cieszyn przez Czechy w stronę Innsbrucka. Trasa dosyć długa, ponad 1300km mija bez komplikacji, przed południem jesteśmy coś zjeść w znajomym Rosenbergerze: Pierwsze fotki w stronę Gór na tym wyjeździe… …i jest obiecująco. Jest szansa „skosztować” promieni słonecznych na stoku: Mimo chmurek, niebo jest błękitne. Jest o wiele cieplej niż w Polsce podczas naszego wyjazdu. Temperatura na +5. Jadąc Brennerem mijamy pierwszy ośrodek i wyciąg narciarski. Najchętniej zatrzymalibyśmy auto, ubrali narty i już poszusowali. Niestety do celu podróży jeszcze spory kawałek drogi – na dodatek trafiamy na korek i podróż się wydłuża. Cóż – siła wyższa, nieszczęśliwy wypadek. Za oknem jeden z okolicznych zameczków: Z autostrady zjeżdżamy i niestety ostatni odcinek do Madonny jedziemy po ciemku – szkoda, bo widoki pewnie imponujące. Wjeżdżamy serpentynami do góry i…i nareszcie jest. Śnieg. Wcześniej po drodze, w dolinie go nie było. Jesteśmy. Jak można wyczytać w Internecie: „Madonna di Campiglio – małe miasteczko i centrum sportów zimowych, położone w północnych Włoszech, w gminie Pinzolo, w regionie Trydent-Górna Adyga, około 30 km na północny zachód od Trydentu, 60 km na północ od jeziora Garda. Miejscowość jest położona w dolinie Val Rendena na wysokości 1522 m n.p.m. Otaczające ją góry należą do pasma Dolomitów Brenty, będącego częścią Dolomitów. Miejscowość jest znana między innymi z odbywających się corocznie zawodów w narciarstwie alpejskim. Zawody w slalomie specjalnym rozgrywają się na jednym z dwóch przeciwległych zboczy; trasie 3 Tre lub trasie z Monte Spinale. W zawodach Pucharu Świata kobiet w 1984 roku pierwsze miejsce zajęła Polka – Dorota Tlałka-Mogore, co jest jak dotychczas jedynym zwycięstwem reprezentantki Polski w narciarstwie alpejskim tego cyklu (spośród mężczyzn Andrzej Bachleda-Curuś wygrywał dwukrotnie w 1972 roku). Nartostrady z Monte Spinale należą do większego systemu szlaków narciarskich wiodących do najwyżej w okolicy położonych nartostrad na Passo del Grosté. W samej miejscowości i w najbliższym otoczeniu znajduje się 57 wyciągów pozwalających skorzystać ze 150 km tras narciarskich o przepustowości ponad 31 tys. osób na godzinę. Znajduje się tu także snow-park o powierzchni 50 000 m² oraz 40 km tras narciarstwa klasycznego. Wraz ze znajdującym się w tej samej dolinie Pinzolo, a także z leżącymi w niedalekim sąsiedztwie Folgaridą i Marillevą oraz trochę dalej Tonale, Folgarią, Peio i Andalo tworzy on 380-kilometrowy system tras narciarskich obsługiwanych przez 140 wyciągów i kolejek objętych jednym wspólnym skipassem o nazwie „Superskirama Dolomiti”. Madonna di Campiglio z racji położenia na znacznej wysokości oraz czynnych cały rok kolejek gondolowych jest punktem wypadowym do wspinaczki wysokogórskiej. Ponadto w miejscowości bierze początek kilkanaście tras spacerowych i wspinaczkowych w kierunku Dolomitów Brenty oraz Masywu Adamello.” Źródło: Wikipedia.pl Wieczorem miasteczko wygląda cudnie. Ilość śniegu – potężna: Sama miejscowość jest magiczna i niezwykle urokliwa. Śmiejemy się, że to takie włoskie Zakopane w dobrym słowa znaczeniu tego określenia. Nie tylko piękne budowle, ale i sklepiki są tutaj pierwsza klasa. Mają swój urok mimo widocznego przepychu i „nuty” doskonałości. Rozpakowujemy się i w doskonałych nastrojach, po szczęśliwej podróży omawiamy plany co do zbliżających się tutaj naszych dni narciarskich. Kończymy ten dzień oczywiście pijąc smaczne, małe co nieco.
  20. Spakowany, czekam na transport - kierunek Madonna di Campiglio :happy: Niestety, bez netu wyjazd :frown:: 1, 2 lutego powrót.
  21. Atomic nie był pierwszy? [video=youtube;s37cVaW2tV0]
  22. marboru

    Monstrualny skok

    Narciarz z poniższego filmiku, też chyba miał strzał adrenaliny... [video=youtube;ktuOCZrN2OU]
  23. marboru

    Monstrualny skok

    Tak. Było o tym na forum. Ten skok, jak się na niego patrzy... ...boli. Jak patrzyłem kiedyś na ten filmik pierwszy raz, to się zastanawiałem co Kolesia skłoniło do takiego olbrzymiego ryzyka?
  24. marboru

    Monstrualny skok

    Jeszcze jeden mega skok...w przepięknej scenerii i ze szkocką muzyką w tle :happy: [video=vimeo;81219342]
  25. Jest sporo. Kiedyś już wątek Grecji poruszany był na forum :happy:
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...