-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Panie Kazimierzu klucze... Wczoraj było świętokrzyskie, dzisiaj lubelskie... Kierunek - Kazimierz Dolny nad Wisłą. Po drodze, Zakłady Azotowe w Puławach: Królowa polskich rzek - Wisła, coraz większa... Nim dojeżdżamy na miejsce, w głowie przypomina mi się niezapomniany skecz z filmu Rejs: "...Panie Kazimierzu - klucze... - Kluczbork?" [video=youtube;K0uwEbIxhQw] Nie. Na narty jedziemy do Kazimierza... Temperatura -5, śniegu pod dostatkiem, zza chmurki co jakiś czas wygląda słonko. Nie jest w 100% idealnie, ale jest bardzo dobrze. Obydwie trasy bardzo twarde, przygotowane - tylko jeździć! Góra, dół, góra, dół - niczym w transie. Ludzi przybywa. Czasami przy dłuższym wyciągu robią się kolejki - mimo tego nie czeka się dłużej niż dwie minutki by wjechać na górę. Cóż - weekend. Czyżby któryś z narciarzy spadł z talerzyka i próbował wlecieć do jaru?... W Ośrodku poza Bałwanem, który górował przy stromym odcinku trasy czerwonej znika już sprzęt do produkcji śniegu... ...zniknęła również ciecz ze zbiornika magazynującego wodę do naśnieżania: Trasa zielona jest naprawdę szeroka: Widok na koniec wyciągu: Spojrzenie w kierunku doliny Wisły i początek trasy czerwonej: Druga jej część: Oraz fotka zrobiona ze mną w dolnym fragmencie trasy: Wszystko co dobre, szybko się kończy. Weekend dobiega końca. Czy był to ostatni weekend w województwach świętokrzyskim i lubelskim??? Widząc wszystko z bliska: ilość śniegu, twardość podkładu (miejscami lity lód), przygotowanie ośrodków - z pewnością, jeśli tylko będą występować przymrozki nocami, to Sezon w Centralnej Polsce będzie trwał jeszcze długo - myślę, że co najmniej dwa tygodnie. Więc?... Trzeba korzystać póki można. A potem? No a potem, "wzrok" należało będzie skierować w kierunku Tatr. pozdrawiam marboru
-
Michał strasznie mi przykro, że tak się stało z Twoją sympatyczną i uśmiechniętą Małżonką :sorrow: Pozdrów ją proszę ode mnie ciepło. Życzę jej szybkiego powrotu do zdrowia i tego by wszystko się udało w ten PN lub WT. Trzymam kciuki, by tak się stało.
-
Świętokrzyskie, Tumlin - doskonałe warunki. Sobota, Słońce, mróz - czy narciarzowi potrzeba czegoś więcej do tego, by zaraz po śniadaniu wrzucić "graty" do auta, zebrać po mieście znajomych i wyruszyć na stok? Nie potrzeba. Jest pięknie, kończy się powolutku zima - grzechem byłoby nie wykorzystać takiej sytuacji. Kierunek > Tumlin i Górka Wykieńska. Termometr w aucie wskazuje z samego rana -10. W tym Sezonie, nas narciarzy Zima rozpieszcza tej Wiosny :biggrin: Na miejscu jesteśmy o 9:30, tuż po otwarciu Ośrodka. Trasa jest przygotowana doskonale: Kupujemy karnety 3godzinne (25zł) i zachęceni połyskującym w Słońcu sztruksem ruszamy szusować. Warunki są wprost doskonałe. Na ok pół metrowym podkładzie z "betonu" i lodu ok 20cm świeżego naturalnego, ubitego śniegu. Oprócz trasy głównej, przygotowana jest również krótka trasa, tutejsza "ośla łączka": Cudnie: Pierwsza godzina to jazda na maksa, w bardzo skromnym towarzystwie innych narciarzy. Później na parkingu zaczyna przybywać aut, ale jest ok. Nie ma tłoku, ani na stoku, ani pod wyciągiem. Pojawia się wiatr i odczuwanie chłodu zdecydowanie się zwiększa. Zjeżdżając czuję się tak jakbym był spadochronem. Zaczyna się zabawa aparatem. W lewo... W prawo... Na wprost... ...i z tyłu: Czas mija nieubłaganie szybko. Jazda z drobnymi przerwami jest intensywna. Szkoda, że nie jest tu co najmniej dwa razy dłużej. Ehhh...nie pomogły... ...kaledońskie ruchy górotwórcze, orogeneza hercyńska :frown:: Nawet orogeneza alpejska wypiętrzała intensywnie zupełnie gdzie indziej. Góry Świętokrzyskie - mimo wszystko...dobrze, że jesteście. pozdrawiam marboru
-
Aklimie, tu: http://www.tpn.pl/files/news/editor/files/analiza_druga_strefa/analiza_tpn_18_01_2010_2.pdf znajdziesz dogłębną analizę sporządzoną przez TPN i która to analiza była nam, narciarzom przychylna (głośna sprawa poszerzenia tras narciarskich w Tatrach). Krytyka tej analiza była ogromna ogromna ze strony przyrodników...i w efekcie została storpedowana: http://narty.newsweek.pl/narty-aktualnosci,ekolodzy-storpedowali-pomysl-poszerzenia-tras-wokol-kasprowego-wierchu,53614,1,1.html Cóż - taki Kraj...niealpejski po prostu :frown::
-
Zapisy regulaminu Bieszczadzkiego Parku Narodowego, przynajmniej jak dla mnie, są mało jednoznaczne: "Punkt 6: Wędrówki na nartach dozwolone są na odpowiednio oznakowanych odcinkach pieszych szlaków turystycznych: Ustrzyki Górne - Szeroki Wierch – Siodło pod Tarnicą – Tarnica – Wołosate; Przełęcz Wyżna – Połonina Wetlińska (schronisko) – Brzegi Górne; Wetlina – Przełęcz Orłowicza – Połonina Wetlińska (schronisko); oraz na innych trasach: - spacerowe, narciarskie trasy biegowe wokół Wetliny; - spacerowa trasa narciarska w Wołosatem; - spacerowe trasy narciarskie w obwodzie ochronnym Tarnawa. Punkt 19: Nie przewiduje się udostępniania terenu Parku dla następujących celów: - sportowych, w tym narciarstwa zjazdowego..." Mało jednoznaczna, tym bardziej, że na stronie Parku można znaleźć takie zapisy: "Na obszarze Parku nie istnieje wprawdzie sieć wydzielonych nartostrad, ale do celów wędrówek narciarskich możemy wykorzystać istniejące już znakowane szlaki piesze o łącznej długości przeszło 130 km. W zależności od aktualnie panujących warunków śniegowych, atmosferycznych i grubości pokrywy, a także miejsca do którego się wybieramy oraz odległości jaką mamy do pokonania możemy wędrować na nartach biegowych, śladowych, bądź też ski-tourowych. Godne polecenia są narty ski-tourowe, dzięki którym możemy pokonywać znaczne odległości wędrując przez bieszczadzkie połoniny, a także zdobywać najwyższe szczyty ze stromymi podejściami. Narty tego typu sprawdzą się również gdy wędrujemy po oblodzonym stoku, a to dzięki dodatkowo nakładanym na nie fokom. Na nartach w najwyższe partie Bieszczadów powinny się wybierać osoby bardziej doświadczone, które posiadły już co najmniej podstawowe umiejętności jazdy na nartach." Dlatego też może Straż Parkowa nie interweniowała, bądź "przymyka oko" na freeriderów?
-
Niestety, to tylko filmik odnaleziony w sieci przeze mnie. W planach na przyszły Sezon mam właśnie eksplorację Bieszczad...z nartami nigdy tam nie byłem :sad:
-
Bieszczady to dla wielu z nas narciarsko miejsca kompletnie nieznane. Tym bardziej freeridowo :happy: Tarnica (1346 m n.p.m.) – najwyższy szczyt polskich Bieszczadów i województwa podkarpackiego, wznoszący się na krańcu pasma połonin, w grupie tzw. gniazda Tarnicy i Halicza. Należy do Korony Gór Polski. Szczyt Tarnicy wznosi się ponad 500 m nad dolinę Wołosatki i wyróżnia się osobliwą sylwetką. Od sąsiedniego masywu Krzemienia grzbiet (faktycznie zwornikiem jest Tarniczka) oddzielony jest głęboką Przełęczą Goprowską, natomiast z Szerokim Wierchem łączy się charakterystyczną, ostro wciętą w grzbiet przełęczą o wysokości 1275 m n.p.m., od której pochodzi nazwa góry (w języku rumuńskim słowo "tarniţa" oznacza siodło, przełęcz). Wąski, ostry, nieco wydłużony grzbiet góry, z dwoma wyraźnymi wierzchołkami (1346 i 1339 m n.p.m.), wyścielają złomiska skał i zdobią bruzdy naturalnych zagłębień, a także resztki wojennych okopów. Z południowej strony opada w dół wysoka skalna ściana, a niżej rozścielają się wielkie pola kamiennego rumoszu. Na głównej kulminacji znajduje się punkt geodezyjny i żelazny krzyż ustawiony w 1987 r., upamiętniający – wraz z wmurowaną tablicą – pobyt ks. Karola Wojtyły 5 sierpnia 1953. Tarnica stanowi najbardziej atrakcyjny punkt widokowy w polskich Bieszczadach. Oprócz wspaniałej panoramy najbliższych grzbietów polskiej części Bieszczadów, w pogodne dni można dostrzec: Tatry, Gorgany, Ostrą Horę, Połoninę Równą, Połoninę Krasną i Świdowiec. W rejon tych gór prowadzą zaledwie dwa piesze szlaki turystyczne. Pierwszy to końcowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego (Ustroń – Wołosate), wiodący od schroniska w Ustrzykach Górnych (znaki czerwone). Odcinek ten w swojej końcowej partii jest bardzo atrakcyjny widokowo, prowadząc do przełęczy pod szczytem Tarnicy (1275 m n.p.m.) połoninami Szerokiego Wierchu. Drugim jest bardziej stromy szlak niebieski Biała – Grybów, który prowadzi z Wołosatego bezpośrednio na przełęcz pod szczytem Tarnicy. Z przełęczy na szczyt prowadzi krótki (15 min) boczny szlak koloru żółtego. [video=youtube;aUoXMSjJang] Cztery zjazdy: Szeroki Wierch - Przełęcz GOPRowska Krzemień - Przełęcz GOPRowska (Nie ma na filmie. Południowy stok Krzemienia tak się przytopił że ciężko było o jakiekolwiek skręcanie ) Tarnica na Wschód Tarnica na Zachód i dalej już szlakiem do Wołosatego
-
Gdyby to było takie proste...pakowanie byłoby bardzo szybkie :happy:
-
Ręcznie robione buty Strolz za... 3500 zł Stopy są najpierw skanowane, potem tworzony jest ich specjalny drewniany model, dobierane są plastikowe części, a na koniec forma jest specjalnie dopasowywana z użyciem pianki. Tak powstają buty narciarskie w austriackim Lech am Arlberg, które są "jak druga skóra". W Lech am Arlberg od 1921 roku działa manufaktura butów narciarskich. W tym zakątku austriackich Alp już czwarte pokolenie rodziny Strolzów uprawia zawód "ortopedycznego szewca butów narciarskich" i przy użyciu nowoczesnych technologii robi buty narciarskie na miarę. Tworzone przez firmę Strolz buty są robione indywidualnie dla każdego klienta, którego stopy są najpierw skanowane, potem tworzony jest ich specjalny drewniany model, dobierane są plastikowe części, a na koniec forma jest specjalnie dopasowywana z użyciem pianki, gdy klient ma buty na sobie. W ten sposób powstają buty, przylegające jak rękawiczki. Jak przyznaje szefowa Austria Info (dawny Austriacki Ośrodek Informacji Turystycznej) Franca Kobenter "na taki sprzęt decydują się fanatycy narciarstwa w kombinacji z grubym portfelem". Ceny takich butów narciarskich wahają się od 728 do 898 euro, czyli średnio na model dopasowanych butów do nart wydamy ok. 3,5 tys. zł. Na rynku firmy produkujące sprzęt narciarski m.in. Fischer, Salomon, Atomic, Head prześcigają się pomysłach jak buty narciarskie uczynić mniej sztywnymi, ale jednocześnie zachować ich podstawową ochronną funkcję. Wiele butów posiada specjalne systemy ułatwiające odpowiednio w zależności od potrzeb: jazdę po trasie, poza trasą oraz chodzenie. Amatorzy sportów zimowych wydają duże pieniądze na nowinki technologiczne, austriacka firma Strolz na buty robione indywidualnie ma ok. 2500 zamówień w sezonie. Kilka lat temu, również Franca Kobenter prywatnie miłośniczka zimowego szaleństwa, uznała, że zafunduje sobie takie buty. Jak opowiadała PAP Life: "Proces tworzenia buta narciarskiego w 100 proc. +szytego na miarę+ trwa około trzech dni. Na początku staje się na specjalnym urządzeniu, którym specjaliści robią profil nogi i stopy, aby uzyskać trójwymiarowy skan". Później indywidualnie dobiera się kolor buta i zatrzasków, w ostatniej fazie rozpoczyna się proces dopasowywania. Jak wspominała Kobenter, był taki moment, kiedy but był już prawie gotowy, ale między dwoma warstwami zewnętrzną i wewnętrzną trzeba było pozostałą przestrzeń wypełnić pianką. "Stałam ubrana w prawie gotowe już nowe buty narciarskie, czekając na ostateczne dopasowanie butów do stóp" - wspomina Kobenter - "wówczas dostałam kieliszek szampana i obsługa firmy Strolz spytała mnie czy jestem odporna na ból, odpowiedziałam, że tak, jestem. Chwilę później obudziłam się na ławce w tym zakładzie. Nic nie pamiętając - jak się okazało - zemdlałam z bólu w momencie tłoczenia pianki dopasowującej but". Pytana czy zdecydowałaby się jeszcze raz na taką mękę, by mieć dopasowane buty, Kobenter odpowiada, że nie jest pewna czy tak, ale jak po chwili przyznaje "w sumie warto było, bo w tych butach każdy nacisk na krawędzie nart się inaczej przekłada. Jest to tak doskonale dopasowanie, że naprawdę ciężko porównać indywidualnie dopasowane buty z takim dostępnymi w zwykłych sklepach". W butach, które produkowała firma Strolz, jeszcze gdy były robione ze skóry, jeździła narodowa narciarska drużyna austriacka. Pod koniec lat 60-tych, gdy zaczęły pojawiać się pierwsze plastikowe buty narciarskie, firma przystosowała się do tych zmian i z powodzeniem sprzedaje do dziś plastikowe modele, a jak ocenia je Kobenter, są zupełnie jak "druga skóra". Źródło: PAP ...i jeszcze filmik: [video=youtube;4eCmrye6qnY]
-
W blasku Księżyca... Życie nizinnego narciarza jest trudne. Tym bardziej, jeśli mieszka z daleka od jakichkolwiek stoków...wszędzie daleko. Na zewnątrz temperatura 0 stopni i w mieście wszystko topnieje. Skończyłem pracę o 17 i mam do wyboru stoki w odległości do 100km. Na dzisiejszy trening wybieram Parchatkę, czyli mam godzinę jazdy. Powód jest prosty - nie byłem tu nigdy wieczorem, a Ośrodek czynny jest do 22. Jestem na miejscu. Jest jakoś...chmmm świątecznie... - no tak w sumie Święta Wielkiejnocy się zbliżają: Kupuję karnet dwugodzinny za 25zł i jadę w górę. Na początek trasa oznaczona na mapie ośrodka: http://www.parchatka.pl/stok-narciarski/mapa-stoku.html jako czerwona. Początek jest płaski... ...no i oczywiście, jak to w lubelskim, narciarskim zwyczaju - na górze ławeczka: Na dole światła miasteczka o tej samej nazwie - Parchatka: Jest mega twardo. Śniegu jest co najmniej pół metra. Podobnie jak w poniedziałek w Kazimierzu: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/15838-Polska-warunki-narciarskie-2012-2013?p=169545&viewfull=1#post169545 stok był ratrakowany popołudniu - jest jeszcze sztruksik: Na stromszych fragmentach obydwóch tras jest szybko. Narty idealnie wchodzą na krawędzie. Na parkingu jest kilka samochodów, ale na stoku jest nas trzech narciarzy. Właścicielami tych aut są chyba pracownicy obsługi ośrodka: Cała miejscówka, podobnie jak Stacja Kazimierz (między tymi dwoma miejscami odległość to ok 6km) umiejscowiona jest w wąwozie pełnym drzew - klimat jest niesamowity. Niesamowity jak pobyt na stoku w blasku Księżyca... Jeżdżę raz na jednym stoku, raz na drugim... Obydwie strony są doskonale przygotowane: "Hopka", na której będąc tu w sobotę popełniono na mnie skaczącą fotkę: Zjazd i wjazd trwa ok 3minut. Więc krążę i krążę - jak automat... Kończy się czas... ...księżycowy czas: pozdrawiam marboru
-
Niezła przygoda :happy:
-
Własnie doczytałem, że się zaręczyli... :eek:
-
Wczoraj oficjalnie potwierdziła...że są razem w związku z Tigerem Woodsem... :frown:: Człowiek ćwiczy, ćwiczy, ćwiczy i co? Wybrała golfistę, seksoholika :eek: Życie jest brutalne :wink:
-
Kolejna świetna relacja znaleziona na powder.pl. Tym razem dotyczy Sudetów i Śnieżnika, w masywie którego byłem nie tak dawno: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/16351-Czarno-G%C3%B3rskie-Igraszki?highlight=czarnog%F3rskie+igraszki Oto ona: Dzień na Śnieżniku Śnieżnik powinien wzbudzać nasze zainteresowanie już przez wgląd na samą nazwę. To jednak nie wszystko – znajdziemy tam ciekawy teren do jazdy. To dobry cel na weekendowy wypad ale też na jednodniowe wyjście. Tytułowa góra wznosi się w Sudetach na wysokość 1425 m n.p.m. Mieliśmy do dyspozycji niestety tylko jeden krótki dzionek. Pół biedy jakbym był lokalesem, który wstając o normalnej porze, po śniadaniu, melduje się u podnóża tej góry. Mnie budzik wybił ze słodkiego snu już o czwartej, wlałem w siebie kawę, wsiadłem do auta żeby pokonać 250 km do Kletna leżącego u stóp Śnieżnika. Trzy i pół godziny za kółkiem i już jestem na miejscu. Przywitał mnie Tomek Gola, który dziś pełnił rolę przewodnika. Na nartach spotkaliśmy się pierwszy raz. Po kilkudziesięciu metrach podejścia za nim, wiedziałem też, że żeby nadążyć muszę włączyć turbo. Chłopak foczył jak zawodowy skialpinista. A wycieczka miała być lajtowa... Wydzieranie do przodu to przywara fotografów. Zawsze chcą być pierwsi, żeby móc zrobić zdjęcie wtaczających się na szczyt swoich towarzyszy. Tempo mamy więc dobre. Zamiast iść szlakiem uderzamy za śladami innych narciarzy po lewej stronie potoku. Po około dwóch kilometrach przechodzimy na drugą stronę i napieramy na stromy stok, który wystawia na ciężką próbę zdolność trzymania naszych fok. Przebijamy się przez gęstwinę młodnika do szlaku w okolicy przełęczy. Tutaj czeka na nas szeroka autostrada, która prowadzi do schroniska. Uwielbiam odwiedzać schrony w polskich górach poza weekendami i innymi okresami kiedy po górach kręci się dużo turystów. Zamawiając żurek można spokojnie pogadać z gospodarzem, choćby o pogodzie i innych pierdołach. Posileni wspomnianym wyżej, klasycznym daniem ze schroniskowego menu, ale też nieco rozleniwieni złocistym płynem, ruszamy w kierunku szczytu Śnieżnika. Po wyjściu na zewnątrz słońce atakuje nasze oczy. To miłe w odróżnieniu od ryku skuterów, którymi się właśnie zabawia dwóch kolesi na polanie ponad schroniskiem. Foczymy w kierunku szczytu. Po drodze mijamy grupę Czechów na biegówkach. Pogoda jest w sumie nie najgorsza. Stalowe chmury wprawdzie wiszą nam nad głowami, ale najważniejsze, że nie mają tendencji do zsuwania się coraz niżej i zasłaniania widoku. Szczyt Śnieżnika zgodnie z sudecką specyfiką jest płaski prawie jak patelnia. Mogę sobie wyobrazić, że zabłądzenie tutaj we mgle, kiedy teren właściwie nie daje podpowiedzi w postaci charakterystycznych punktów, jest niebezpiecznie łatwe. Teraz mamy ten komfort, że widać gdzie mamy jechać. Właściwie to byłoby gdyby nie specyficzna wypukła konfiguracja terenu przed miejscem do którego zmierzamy. Nie przejmuję się jednak zbytnio nawigacją, bo te sprawy ogarnia Tomek. Jedziemy do Wielkiego Leja. To dość znana wśród miejscowych skiturowców formacja, w której przy specyficznych warunkach drzemie lawina. Trzeba uważać. Po dojechaniu na miejsce okazuje się, że środek pola śnieżnego wygląda jak stok przy wyciągu, którego właściciel oszczędza na ratrakowaniu. Mówiąc wprost – wszystko jest przejeżdżone, po puchu nie ma już nawet wspomnienia. Na szczęście na lewo rozciąga się teren będący systemem polanek, które rozdzielają grupy świerków. Tam śnieg jest nietknięty. Pierwszy długi skręt na białej połaci jest testem dla warunków. Okazują się być naprawdę niezłe. Puchu wprawdzie nie ma po kolana, ale jego warstwa gruba na 20-30 cm jest na tyle zwarta, że krawędzie nie przebijają się do twardego podkładu. Jedziemy robiąc sobie nawzajem trochę zdjęć. W kilku miejscach można sobie skoczyć. Nachylenie jest na tyle duże, że jeśli nawet dowaliłoby puchu po uszy nie byłoby problemów z napędzaniem desek. Grawitacja powinna dać tutaj radę. Dojeżdżamy do lasu i charakterystycznej ścieżki przecinającej stok Śnieżnika. Tu śniegu jest już wyraźnie mniej. Las przecięty wąwozem i urozmaicona rzeźba terenu wokół dawałaby fantastyczne możliwości założenia ciekawej linii. Kiedy jest twardo takie okoliczności przyrody nie są najlepszym poligonem do jazdy. Odbijamy nieco na lewo i zjeżdżamy kawałek świerkowym lasem do wyraźnej leśnej drogi stokowej. Tu już warun jest naprawdę słaby – twardo. Przy czym na samym dole skorupa na śniegu miała tendencję do zapadania się i jazda wymagała sporej gimnastyki w postaci inicjowania skrętu w powietrzu, jakby jechało się w tatrzańskim żlebie. Na drodze kleimy foki i już nie tak raźnie, jak na początku dnia, ruszamy do góry. Przecinamy stok, którym zjeżdżaliśmy. Zadzieramy głowy do góry i komentujemy ciekawe miejsca do zjazdów, których tu nie brakuje. Trzeba będzie wrócić na Śnieżnik. Najlepiej na weekend z noclegiem w schronie – dochodzimy do wniosku. Już na rezerwie sił wdrapujemy się z powrotem na szczyt. Przed nami jeszcze jeden zjazd, który jednak jest dla nas totalną niewiadomą i będzie się odbywał „na azymut”. Powrót na parking w Kletnie drogą naszego podejścia nie byłby zbyt atrakcyjny pod kątem zjazdu. Dlatego wprost z kopuły szczytowej obieramy kierunek na charakterystyczne miejsce gdzie schodzą się potoki. Mijamy na samej górze kilka oblepionych śniegiem i szadzią małych świerków, które w tej formie przypominają mnichów wędrujących w pokutnych worach. Niżej teren nieco się załamuje, można jechać szybciej. Tylko raz, jeszcze dość wysoko, zatrzymujemy się żeby zrobić zdjęcia. Na szczęście robi się już powoli ciemno i warunki nie kuszą do wyciągania aparatu z plecaka. Można poświęcić się jeździe. Ta okazuje się wręcz genialna – tego się tu nie spodziewałem. Małe luki pomiędzy drzewami nie dają możliwości planowania linii nawet na kilkadziesiąt metrów w przód, ale jakimś cudem, okazuje się, że po minięciu kolejnego gałęzistego świerka jest kolejna mała polanka na założenie jednego, bądź dwóch skrętów. Jadę za Tomkiem, puch wzbijany spod jego ślizgów ląduje bez przerwy na mojej twarzy. Nawet na moment nie tracimy płynności. Czad! Wyjeżdżamy po świetnym kawałku na leśną drogę. Jedziemy nią kilkadziesiąt metrów, po lewej pojawia się przecinka. Porozumiewawcze spojrzenie wystarcza żeby ustalić dalszą „marszrutę”. Gonimy kilkumetrowym paskiem śniegu przecinającym młodnik. Za chwile wylatujemy do znanego nam z podejścia miejsca. Jesteśmy w dolinie potoku. Stąd już na krechę, po swoich śladach, jedziemy prosto na parking. To był świetny wypad! Niepozorna kopulasta górka jaką jest Śnieżnik kryje na swych stokach mnóstwo genialnych linii. Przy odpowiednich warunkach śniegowych nawet najbardziej wymagający narciarz znajdzie tu warianty przejazdów, które wymalują uśmiech na jego twarzy. Tekst: TomekDębiec/ Powder.pl Zdjęcia: Tomek Dębiec TomekGola/ Fikcja.pl
-
Pójść za ciosem... Po świetnym narciarskim weekendzie: Parchatka: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/15838-Polska-warunki-narciarskie-2012-2013?p=169321&viewfull=1#post169321 Rąblów: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/15838-Polska-warunki-narciarskie-2012-2013?p=169325&viewfull=1#post169325 Konary: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/17113-Nartowanie-w-cieniu-Zamku-Krzy%C5%BCtop%C3%B3r?p=169396&viewfull=1#post169396 Poszedłem za ciosem i postanowiłem rozpocząć tydzień narciarsko. To była szybka decyzja - wieczorny trening w Kazimierzu. Dlaczego akurat to miejsce? Po pierwsze - nie byłem nigdy w tym Ośrodku wieczorem. Po drugie - czynny jest do 22. Po trzecie - obniżono cenę karnetów o 5zł, 2godzinny kosztuje 25zł, 3godzinny 30zł. Wyjeżdżam z domu tuż po godzinie 17. Temperatura na zewnątrz 0 stopni. Mam obawy, jakie będą warunki? W sumie to nie są nawet Góry Świętokrzyskie...jest nisko, nizinnie. Na miejscu jestem po godzinie 18stej i od razu na samym początku zdziwienie, na parkingu sporo aut - nie będę zatem sam na stoku. Gdy się przebieram czuję zapach ogniska... ...to specyficzne miejsce z wyczuwalnym, niesamowitym klimatem. Ognisko w wąwozie, górka, drzewa...świadomość bliskości Królowej polskich rzek - Wisły...i przyjemny zapach ogniska, palonego liściastego drzewa. Jeszcze dobrze nie założyłem butów, a już jestem zadowolony z wyboru miejsca dzisiejszego treningu. Pierwszy rzut oka na stok... Gdzie jest Bałwan? ...zniknął!!! Czyżby to był znak zbliżającego się końca sezonu i wiosny? Jadę w górę. Patrzę, jak są oświetlone obydwie trasy. Wszystko pięknie: Wieje. Jest spory wiatr, który powoduje odczuwanie zimna. Pierwszy zjazd i już wiem, że będzie dzisiaj ostro i agresywnie. Jest mega twardo, równo - tak jak nartoholicy lubią najbardziej. Jadę do góry drugim talerzykiem... ...a tutaj, piękny widok na rozświetlone Puławy: Łagodniejsza niebieska trasa: Widok na początek trasy czerwonej wraz z światełkami, oddalonego kilka kilometrów, miasta: Jazda jest świetna. Narty trzymają, choć w końcówce łagodniejszej trasy, na lodzie jest jeden zong i mnie kładzie - puszcza krawędź... ...przegiąłem jak zwykle. Często tak mam gdy warunki są wyśmienite - jadę na krawędzi ryzyka. Jeżdżę raz jedną, raz drugą trasą. Mimo wiatru i chłodu, już po pół godzinie czuję, że jestem dobrze rozgrzany. Krótka przerwa na "autoportret": I dalsza jazda... Kolejna fotka: Spojrzenie na górną stację wyciągu... Tak rewelacyjne warunki na trasach prawdopodobnie są spowodowane przez popołudniowe ratrakowanie. O godzinie 21 miejscami jest sztruksik: Czas mija nadzwyczaj szybko. Wszystko dlatego, że nartowanie w blasku Księżyca niczym nie ustępuje jeździe w blasku Słońca. Ma swój urok, niesamowitą aurę. Oddaję karnet, odbieram kaucję i patrzę ostatni raz na stok, otoczenie... Narciarze, po udanym dniu - grzeją się przy ogniu. ...a ja? Wracam do domu zadowolony, że... Poszedłem za ciosem.
-
No teraz, to się zawstydziłem :redface: Dziękuję bardzo za dobre słowo. ...no... a Urzędników w sprawie umów zleceń proszę o kontakt na priv - jestem otwarty na darmowe karnety i nie tylko :wink: :biggrin: Cieszę się, że relacja realnie się komuś przydała :happy:
-
Marcina to chyba nikt nie pobije :happy: ...a z tego co śledzę forum, nie masz co narzekać - plan na ten sezon wykonałeś z nawiązką, a podejrzewam - śledząc prognozy pogody, że może jeszcze skuszą Cię nartki jakoś niebawem. Czego z całego serca Ci życzę :happy:
-
Ostatnio sporo myślałem o Darku. Dlaczego go nie ma na forum? Szczerze, to bałem się zapytać ze względu na jego zeszłoroczne problemy ze zdrowiem... Strasznie się cieszę, że jak wynika z Twojej relacji, ma się dobrze i śmiga po nizinnych stokach w najlepsze! Dzięki za relację i dobre wieści. Darku jeśli jeszcze nas czytasz - to pozdrawiam serdecznie i... ...wracaj na forum. Jestem o tym przekonany, że nie tylko mi, ale również wielu innym forumowiczom brakuje tu Twojej obecności. marboru
-
Uzupełnienie, dodatek kilku fotek.) Panorama Gór Świętokrzyskich z Łysą Górą: Widok Górki w Konarach z drogi na Klimontów: Dzisiejsze słoneczko... Imponująca Górna Stacja :laughing: Siatka tu... Siatka tam... ...a na dole przy talerzyku i przy wąwozie potoku - nie ma siatki : Mogę się założyć, że wcześniej, czy później znajdzie się specjalista, który na nartach zjedzie do rzeki. Specjalista Freeridowiec :stupid:
-
Relacja ze stoku w Konarach (debiut na forum) w wątku "Nartowanie w cieniu Zamku Krzyżtopór": http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/17113-Nartowanie-w-cieniu-Zamku-Krzy%C5%BCtop%C3%B3r
-
Dzisiejszy piękny dzień postanowiłem spędzić na stoku narciarskim w województwie świętokrzyskim, na którym jeszcze nie byłem... ...nie byłem ponieważ został otwarty dopiero w zeszłym sezonie, nie byłem dotąd, ponieważ jest oddalony od mojego domu ponad 100km. Konary http://stok-konary.pl/ Słoneczna pogoda skłoniła mnie do wycieczki turystyczno, krajoznawczo, historyczno, narciarskiej. Z domu wyjeżdżam ok godziny 10. Droga wiedzie przez Wierzbicę, Starachowice a potem Góry Świętokrzyskie. Zaczynają się widoczki: W okolicy miejscowości Nowa Słupia pokazuje się Łysa Góra (594m npm) wraz z Radiowo-Telewizyjnym Centrum nadawczym oraz Sanktuarium. Na zdjęciu w tle, za piękną rzeźbioną bramą gospodarstwa agroturystycznego: Już w 1006 roku, za czasów Bolesława Chrobrego powstało tu opactwo benedyktyńskie. Nazwa Święty Krzyż tego miejsca związana jest z relikwią drzewa krzyża świętego, na którym miał umrzeć Jezus Chrystus, podarowana w XI w. przez św. Emeryka, syna Stefana I, króla węgierskiego. Znajduje się tu również krypta grobowa kaplicy Oleśnickich z domniemanymi, zmumifikowanymi zwłokami księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. W miejscowości Łagów skręcam w lewo - droga na Opatów, a następnie w Baćkowicach jadę zgodnie ze znakami do miejscowości Ujazd. Tuż za nią znajdują się Konary i cel mojej podróży. Tym czasem jestem już prawie na miejscu... Nieukończony nigdy, monumentalny XVII wieczny Krzyżtopór, zamek Ossolińskich. Robi olbrzymie wrażenie... ...w szczególności brama z charakterystycznym Krzyżem i Toporem: ...ok 3, 4km i jestem na miejscu. Ośrodek narciarski Konary ma kilka parkingów, które można zakwalifikowywać na górne i dolne. Górne znajdują się dalej, dolne niestety nie są zbyt obszerne. Najważniejsze jest to, że prowadzi tu droga z kostki a auto można zostawić w twardym, bez błota miejscu. Dolna stacja dwóch wyciągów talerzykowych mieści się w dolince, w której płynie świętokrzyski potok. Od razu rzuca się w oczy knajpka z tarasem umiejscowionym nad rzeczką. Kieruję się do kasy po karnet. Ceny takie same jak w innych "tutejszych" ośrodkach o tej porze roku. Karnet 3 godzinny 40zł, 2 godzinny 30zł, 1 godzinny 20zł. Przejeżdżam jedną z trzech bramek i jadę w górę. Miejsce to oferuje oświetloną trasę zjazdową o długości 480m, szerokości 60m i różnicy wzniesień 80m. Widok z góry, z piękną świętokrzyską panoramą: Zaczynam jeździć. Trasa widać, że choć łagodna, jest wyprofilowana z nieco stromszą końcówką. Temperatura -1, słoneczko, twardo - jazda jest przyjemna. Można tu poćwiczyć karwingowe skręty. Choć sporo jest narciarzy, to dwa wyciągi, szerokość górki powoduje, że jazda jest komfortowa. Latający Snowboardzista: ...a dla uczących się: widoczna po prawej stronie - "ośla łączka" z wyrwirączką (cena 1zł za wjazd): Trzy godziny mijają szybko. Pod koniec dół zaczyna przypominać łąkę pełną cukru...cóż - wiosna idzie. Mimo tego, że kilka razy przytrzymało nartę czuję się po tym niedzielnym treningu - doskonale. Filmik ze zjazdem, panoramą i widokiem na całą stację: [video=youtube;tAvfJ2n6fPo]http://www.youtube.com/watch?v=tAvfJ2n6fPo&feature=youtu.be Podsumowując... ...to była wyśmienita narciarska wycieczka. Wycieczka, którą każdy może rozszerzyć o bliskie temu miejscu atrakcje turystyczne: Święty Krzyż oraz Zamek Krzyżtopór. Narciarsko - podobny poziom do stoku w Bodzentynie...szkoda tylko, że jest to tak daleko - z pewnością gościłbym tu częściej. Do domu wróciłem bardzo zadowolony z tego dnia. pozdrawiam marboru
- 8 odpowiedzi
-
- 13
-
-
Jeszcze dwie fotki z dzisiaj... Jeszcze dwie fotki z dzisiejszej zabawy na śniegu :happy: Skok Skręt Oby jutro było też tak fajnie :angel:
-
skionline.pl najpopularniejszą stroną o nartach
marboru odpowiedział JC → na temat → Tematy dot. skionline.pl
Jacku - świetna robota :happy: Jestem pewien, że niebawem Skionline będzie w pierwszej 10tce. -
Rąblów, gdzieś niewiadomo gdzie... ...na szczęście wsiadając do auta, nie musiałem zdejmować butów narciarskich. Dzisiaj prowadzi kumpel, a my po świetnie rozpoczętym dniu postanawiamy odwiedzić znajdujący się w odległości 12km od Parchatki - Rąblowa: http://www.nartsport.pl/ Taki piękny dzień należy kontynuować :happy: O ilości śniegu w województwie lubelskim świadczy oto taki widok: Ciekawe, czy ten znak został wygięty przez sanie? :wink: Dojeżdżamy i okazuje się, że w tym Ośrodku jest o wiele większa ilość narciarzy. Parking jest pełny. Na szczęście już z daleka widać, że uruchomione są wszystkie cztery wyciągi wraz z oślą łączką i nie ma kolejek. Kupujemy karnety i zaczynamy drugą odsłonę tego pięknego narciarskiego dnia. Jest tutaj snowpark: Jest też palące się ognisko... To klimatyczne miejsce. Nartowanie zaczynamy od najkrótszego ale najbardziej stromego stoku: ...potem pod nartę bierzemy środek, czyli najdłuższą trasę: ...i na końcu testujemy skrajny archaiczny wyciąg: Choć jest krótko, to mamy frajdę z jazdy i panujących warunków. "Zielona Strzała": Jeździmy raz tu, raz tam... Widok "dołu" Rąblowa: Najdłużej przebywamy na części środkowej oraz tej znajdującej się obok snowparku. Czas mija niesamowicie szybko i niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Pocieszające jest to, że jutro mają być podobne warunki...i z całą pewnością gdzieś mnie znowu poniesie. Gdzie? Okaże się rano, gdy podobnie jak dzisiaj wstanę obudzony promieniami słońca. pozdrawiam marboru
-
Parchatka - nartowanie w dolinie Wisły Słońce. Gdy otworzyłem oczy rano, to ono mnie przywitało budząc ze snu. Jasne, uparcie kujące swoimi promykami, pobudzając do aktywności. Decyzja jest szybka - ten dzień należy przeobrazić w narciarski dzień. Śniadanie, pakowanie i już jadę. Gdzie? Sprawdzić, czy w województwie lubelskim są sprzyjające warunki. Parchatka. Jadąc drogą do Kazimierza Wielkiego nad Wisłą należy skręcić w lewo, tuż za Puławami. http://www.parchatka.pl/ -3 i na niebie nie ma nawet chmurki. Jest tutaj piękna karczma... Po której sfotografowaniu idę do kasy po karnet. Pora jechać w górę. W Ośrodku, na jego środku, są dwa wyciągi talerzykowe. Po prawej stronie znajduje się trasa czerwona... ...po lewej trasa niebieska: Warunki są idealne. Jest twardo i śniegu pod dostatkiem. Przygotowanie na 5tkę. Gdzieś w dolinie, płynie Wisła... Słoneczko jest niesamowite. Wymarzona narciarska pogoda. Cudownie. Czerwona jest wąska, ale można na niej wykonać kilka fajnych skrętów. Niebieska za to bardzo szeroka, na uboczu której jest prowizoryczna skocznia, gdzie troszeczkę poskakałem. Tuż przy wyciągach, tablica pamiątkowa...może ktoś wie kim był Józek Stopka? Słoneczko grzeje coraz mocniej...po alpejsku :smile: Jazda jest wyśmienita, ale karnet niestety szybko się kończy... Pora wsiadać do auta...







