Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. marboru

    Forza Vialattea

    Jeszcze jedno z tego cudownego świtu... ...Świtu Złotych Szczytów:
  2. marboru

    Forza Vialattea

    Odnalezione w trakcie świątecznych porządków... Porządkując zdjęcia z wyjazdu, wyszperałem jeszcze kilka ciekawych. Z drugiej strony...tak wiele ich jest, że ciężko któreś wykluczyć, a najchętniej pokazałbym je wszystkie. Wszystkie zrobione zostały w ciągu pierwszych dwóch dni wyjazdu, wtedy gdy pogoda była przepiękna...a nos smażył się w marcowym, alpejskim Słońcu. Pierwsze z nich...to istny raj dla tych, którzy jeżdżą poza trasą... Stanąć tam w oddali. Przed sobą niezmierzony puch... Niestety poza trasą trzeba umieć jeździć, no a mi to troszkę nie wyszło... W relacji przewija się często nazwa M. Fraiteve 2701m npm w Sansicario - w pierwszy dzień udało mi się zrobić zdjęcie tego miejsca w pięknych warunkach. Każdy ekstremalnie nastawiony na jazdę narciarz, powinien mieszkać w takim Hotelu: Budynek położony w Sestriere grubo powyżej 2000m, przy wyciągu nr 10. ...hahaha, mógłbym spędzić tam kilka tygodni. Piękny wagonik kolejki w Pragelato z bliska: A to fotka...zrobiona nie wiadomo gdzie... I wg mojej opinii najfajniejszy fragment trasy 31 M. Motta: Czerwony jej fragment widziany z krzesła: I... ...i freeraiderska autostrada: Początek trasy olimpijskiej...ehh szkoda, że nie była otwarta i nie było na niej tyczek... A to? A to wioska Olimpijska! Jak w Zakopanym będzie Olimpiada, to też będzie coś takiego w Polsce zrobione hahaha Cudownie jest popatrzeć kolejny raz...poczuć to, powspominać... ...ale nie wszystko da się odtworzyć. Z pewnością nie da się odtworzyć smaku piwa po całym dniu ostrej jazdy... Forza Vialattea!!!
  3. Marcin, jesteś niemożliwy!!! :biggrin:
  4. Świąteczna, urokliwa wycieczka narciarska Jak obudziłem się rano i wyjrzałem przez okno okazało się, że w nocy spadło ok 2 centymetrów śniegu. Jest świątecznie. Czy coś się nie pokićkało z tymi Świętami? Pamiętam, że te grudniowe - nie były tak zimowe jak dzisiejszy poranek. W centralnej Polsce - taka aura? Toć to chyba epoka lodowcowa idzie, a nie globalne ocieplenie! Pojawiło się pytanie: gdzie jechać? Kilka dni temu postanowiłem w ten sobotni poranek pożegnać Stację narciarską Kazimierz. Wieczorem popatrzyłem w net...i okazuje się, że wszystkie stacje będą otwarte. Więc się zastanawiam. Może Bodzentyn, może Krajno? Nie. Planów nie należy zmieniać. Wybieram tym razem województwo lubelskie. Tym bardziej, że tutejszy Ośrodek czynny jest od godziny 8, dodatkowo w tak piękną pogodą decyduję się na narty +. + wycieczka. Wsiadam do auta zaraz po śniadaniu. Temperatura +4. Po drodze zatrzymuję się na chwilkę przed Puławami, w Klikawie. Strzelam fotkę... Kiedyś za coś takiego, za uwiecznienie stacji radarowej z całą pewnością nie wylądowałbym na przyjęciu świątecznym. Czy przypadkiem, nie złapałem w kadrze jakiegoś UFO? Na miejscu jestem ok godziny 9. Kupuję karnet dwugodzinny i już przy kasie żałuję, że nie wziąłem dzisiaj ze sobą cieniutkiego polarka. Zza chmur wygląda Słońce i jest ciepło. Super ciepło. Przygotowanie stoku w tych warunkach wygląda na bardzo ok. Wjeżdżam na górę i w czasie pierwszego szusu, wiem że jazda będzie leniwa, typowo wiosenna. Choć równo, jest miękko, a śnieg jest bardzo wolny. Jadąc na ślizgach - zatrzymuję się. Jadąc na krawędziach, kręcę powolne, długie skręty. ufff gorąco! Topnienie widać na każdym kroku... Obsługa kopie w śniegu, przy trasie prowizoryczny rów, by odprowadzić wodę, by osuwające się ze skarp błoto nie wylewało się na trasę: Wiadomo, że po świeżym opadzie śniegu, gdy jest ciepło - schodzą lawiny! Czyżby w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą ogłoszono najgroźniejszą lawinową 4kę? Kręcę się. Raz "Czerwona", raz "Zielona", ruchy mam powolne... Przerwa na ławeczce. Odpinam kurtkę i się wietrzę, patrzę w górę i co widzę? Widzę dwa bociany - One chyba muszą być mocno zdziwione wszechobecną bielą. Wymieniam kilka zdań z tutejszymi narciarzami. Dla nich dzisiaj, to ostatni dzień w tym Sezonie z deskami na nogach. Chyba Klekoty ich wystraszyły?...ja sobie myślę, że to jeszcze nie pora kończyć... Na dzisiaj tak, ale czyż wiosenne nartowanie nie ma swojego uroku? Nie odpuszczę tak łatwo. Przebieram się, pakuję narty i wyruszam do Kazimierza. Spacer w tym urokliwym miasteczku zaczynam od "promenady" nad Wisłą: Po pstryknięciu kilku fotek kieruję się na ryneczek, na którym znajduje się stara studnia, a jego zwieńczeniem jest Kościół Farny z XVI wieku, w którym znajdują się unikalne i wiekowe modrzewiowe organy. Piję kawkę, zjadam pyszną szarlotkę w jednej z kawiarenek przy rynku i idę w stronę zamku. Budowla ta powstała na przełomie XIII i XIV wieku z polecenia Króla Kazimierza Wielkiego. Lata świetności to epoka gotyku i renesansu. Rozbudowa przez włoskiego architekta Santi Gucci oraz Piotra Likiela jest szczytem rozkwitu tej budowli. W czasie Potopu Szweckiego, a potem w czasie "wielkiego pożaru miasta" - zamek ulega zniszczeniu i do dnia dzisiejszego jest jedynie ruiną. Z wzgórza zamkowego patrzę na piękny widok. Dolina Królowej Polskich Rzek, oraz Kazimierz Dolny nad Wisłą - niezwykle urokliwe miejsce. Miejsce nie tylko z pięknym rynkiem i kamieniczkami. Jest tutaj również wiele zabytkowych spichlerzy, Kościołów. Całemu miasteczku urokliwy charakter nadaje to, że większość budynków zostało wykonanych z miękkiego, jasnego wapienia. Schodzę na dół. Odwiedzam kilka Galerii, kupuję Wielkanocne upominki dla najbliższych i wsiadam do auta by wrócić do domu. To był doskonały wybór i plan na dzień dzisiejszy. Turystyczne narty w środkowej Polsce. Polecam. pozdrawiam marboru
  5. W to nie wątpię :biggrin:, choć nie było mi dane... ...trzeba najwyraźniej sprawdzić, nadrobić i się przekonać :wink:
  6. Maciej Bydliński na swoim blogu pisze odnosząc się do filmu: "Streif jest trudną trasą, jest stromo, dziurawo, lodowo i część trasy jest mocno przycieniona, ale dlaczego jest najtrudniejszą trasą w całym roku? Odpowiedź jest bardzo prosta, zrobisz jeden błąd i jesteś out. Nie w normalnym powiedzeniu DNF - miniesz bramkę i uderzysz o ziemię kijkiem w efekcie rozczarowania. Głównie, kiedy jesteś out, jesteś w siatkach z nadzieją, że wszystko jest porządku… Nadal źle się czuję wiedząc, że muszę czekać kolejny rok, aby dostać kolejną szansę na oswojenie się ze Streifem. Tym którzy nie widzieli polecam do obejrzenia film pt. "Thin Line", w którym to legendy narciarstwa alpejskiego opowiadają o podobnych uczuciach związanych z trasami zjazdu."
  7. Marcinie z olbrzymią przyjemnością czytam Twoje relacje z super fajnych miejsc :happy: W tym Sezonie jesteś niewątpliwie narciarskim Liderem Forum :applause: ...no i oczywiście Ci kibicuję, że nie tylko 6tka z przodu się pokaże, ale 7mka, a może 8mka :happy: Super robota - na stoku! i na forum :applause::applause::applause:
  8. hahaha Darek dopiero co wróciłeś i od razu żartujesz :biggrin::applause: Po pierwsze - jakiego starca : Facet w sile wieku, a się tak nieładnie sam przezywa :eek: Po drugie, akurat miałem przyjemność z Tobą razem pośmigać...ehhh ta Twoja skromność :cheerful: - co jak co, ale na nartach, to Ty jesteś Świetny!!! :happy:
  9. marboru

    Witam!

    Strasznie fajnie Darku, że wróciłeś :happy: Mam nadzieję, że na dłużej :cheerful:, oraz że wszystkie problemy, które Cię dotknęły odeszły. Cieszę się, że jesteś w dobrej kondycji (katowanie nart jak czytam było) oraz, że jak w Twoim zwyczaju...czaisz się na jakieś wiosenno letnie nartowanie. Jeśli będziesz gdzieś w pobliżu Centralnej Polski, Radomia - zapraszam serdecznie na mini WZF :happy:
  10. Absolutnie nie poddaję się :happy: Już jutro planuję wypad do Kazimierza - czynny będzie od godziny 8. Ponadto ze stron internetowych wyczytałem, że na interesujących mnie Stokach: Tumlin, Telegraf, Bałtów, Kazimierz Wielki nad Wisłą będzie można śmigać we wszystkie świąteczne dni. Pozmieniały się jedynie godziny otwarcia, i się różnią praktycznie na każdy dzień. Więc jesli ktoś się wybiera ponartować - proponuję by przed wyjazdem sprawdził to dokładnie. Marcinie, gdybym mieszkał tak jak Ty - przy Stoku... ...to byłoby piękne...i pewnie dni na nartach bym nie liczył :happy: A ten Sezon jest dla mnie wyjątkowy (z czego się bardzo cieszę), ponieważ w zeszłym roku kontuzja wyeliminowała mnie w marcu z wiosennego nartowania :frown:: A Tobie, oczywiście kibicuję byś na nartach bywał jak najczęściej :happy:
  11. Z okazji Świąt dla wszystkich: Zdrówka, radości, rodzinnego ciepła... ...no i na Stokach: wiosennej Zimy :happy:
  12. marboru

    Islandzki Snow Brake

    Ostatnie ujęcia, "na Morsa" :biggrin: Świetna przygoda w czterech minutach filmu - Mistrzostwo :happy:
  13. To już wiem dlaczego nie miałeś zasięgu w telefonie. "Szlajałeś" się gdzieś po Beskidach :wink:, gdzie nie ma łączności...a ja chciałem z Koleżką pogadać w drodze na narty :happy:
  14. Szwajcaria Bałtowska jazda wieczorna Wiosna zbliża się nieuchronnie, więc dopóki Zima - jeżdżę. Temperatura cały dzień powyżej +1 stopnia. Celem dzisiejszego nartowania jest nie odwiedzany dawno przeze mnie Ośrodek w Szwajcarii Bałtowskiej. Na miejscu jestem po 18, a na zewnątrz jest jeszcze jasno. Dzień trwa coraz dłużej. Tuż przy stoku w Ośrodku znajduje się kilka domków, w których można sobie wynająć piękny pokoik. Na parkingu kilka samochodów, czynne są dwa wyciągi: krzesło i jeden talerzyk. Szybko do kasy i jestem gotowy jeździć. Zakładam narty, dół przy orczyku - cukier. Pierwsze dwa zjazdy, stara trasa: Widok z góry: Łagodna 2ka: Obydwie trasy w miarę twarde z delikatnym sypkim śniegiem na wierzchu. Widok na koniec wyciągu talerzykowego i początek dwóch powyższych zjazdów: Przejeżdżam na drugą stronę Ośrodka, pod krzesło. Stroma końcówka w dolnej części rozjeżdżona... Górna część twarda: Tutaj zostaję na kilka rundek. Ponieważ płaska część jest dzisiaj mimo tego, że twarda - jakaś wolna, robię ostatnią fotkę i wracam do trasy numer 1. Katuję ją na maksa godzinę. Mimo, że jest delikatny wietrzyk czuję, że jestem bardzo mocno rozgrzany. Jeżdżę tuż przy siatce i wyciągu ponieważ, tutaj jest pas szerokości ok 5 metrów z dobrymi warunkami. Krótki skręt, dynamiczny i agresywny. Punkt 20 ostatni zjazd mocno pojechany!...krawędź puszcza i się kładę. Na twarzy mokry śnieg... ...tak kończy się ostatni prawdopodobnie w tym Sezonie mój pobyt w tym miejscu. W przyszłym roku mam nadzieję, że nowa trasa i wyciąg krzesełkowy zostanie przebudowany, co spowoduje uatrakcyjnienie narciarskie całego Ośrodka. aha...na sam koniec... Pierwsza nizinna Gondola: ...no i tak minął mi 50ty dzień z nartami na nogach w Sezonie 2012/2013. pozdrawiam marboru
  15. Świetny film o sportowej odsłonie narciarstwa, o ryzyku jakie zawodnicy ponoszą startując w zawodach. Świetne ujęcia racingowe z teraźniejszości i przeszłości. Upadki i niesamowite chwile kiedy ludzkie ciało, ratuje się w niesamowity sposób przed "katastrofą". Polecam wszystkim, super film. [video=youtube;8-NL-iby9zY]http://www.youtube.com/watch?v=8-NL-iby9zY
  16. Na necie jest mnóstwo filmików narciarskich. Masa. Jednak bardzo rzadko można znaleźć coś interesującego, zadziwiającego... Znalazłem taki filmik. Z Islandii :happy: Ten kraj rzadko bywa na forum... Ekipa, przygoda, pasja...a w dodatku świetny montaż i niesamowita muzyka. Polecam - Snow Break: [video=vimeo;62284401]
  17. Praca instruktora jest ciężka. Parchatka w blasku Księżyca - poraz kolejny. Chyba zarażam... Od zeszłego tygodnia w kalendarzu miałem zaznaczony narciarski wtorek. Koledzy w pracy się dowiedzieli i postanowili pojechać razem ze mną...w tym jeden, który nigdy nie miał desek na nogach. Zarażam swoją pasją, czy co? Na miejscu, w Parchatce jesteśmy ok 18:30. Zaczynamy od malutkiego grzańca ponieważ nie jest zbyt ciepło: -4stopnie. Kolega bierze z wypożyczalni narty, kupujemy karnety i w górę... Wjazd talerzykiem wychodzi mu perfekcyjnie :happy: Ponieważ jest nas czwórka, to ustalamy, że każdy z nas jedzie z początkującym po dwa zjazdy udzielając mu wskazówek. Wychodzi na to, że ja zaczynam... Księżyc świeci, oświetlając trasy: Płaski początek jest w sam raz do tego by się oswoić z nartami. Robimy drobną rozgrzewkę i zaczynamy ćwiczyć pług. Pomimo sporego zapału, nogi kolegi są jakieś bardzo miękkie... ...kilka metrów jedzie stojąc, potem upadek - i tak 10 minut zjeżdżamy pierwszy zjazd. Chwila oddechu i jedziemy w górę drugi raz. W oczy rzuca mi się, nie zauważony wcześniej obiekt klasy lux: Szersza trasa najwyraźniej bardziej się podoba mojemu "uczniowi". Częstotliwość upadków się zmniejsza - czyżby moje wskazówki coś pomagały? Wątpię... ...to raczej przyzwyczajenie się i krótkie obycie z deskami na nogach. Kończę swoją "rundkę", oddaję początkującego w inne ręce... ufff Przyśpieszam. Kilka szybkich zjazdów i gdy jestem już dobrze rozgrzany, skaczę sobie z hopki: Kolejne zjazdy: Początkujący ćwiczy... ...drugi "instruktor" tłumaczy po swojemu. Dużej zmiany nie ma... ...zaczyna swoje lekcje płeć piękna. Jesteśmy w szoku, bo nagła zmiana. Upadków bardzo mało...a ostatni zjazd bez upadku. Co się stało? Urok pięknej Dziewczyny? A może celniejsze uwagi uczącej się w sumie jeszcze adeptki narciarstwa? Czy...męska motywacja, by zaimponować Kobiecie? Kończymy. Jest po 21 i pora jechać do domu. Ostatni rzut oka na zimowy klimat Parchatki w blasku Księżyca i pakowanie do auta. Droga powrotna to mecz... ...mecz słuchany w radio, na pierwszym programie - nawet z San Marino, to bardzo ciekawe przeżycie :laughing: Ufff - wygrywamy... ...ale to nie jest najważniejsze. Ważniejsze jest to, że początkujący Kolega, mimo bolesnej pierwszej lekcji - niesamowicie zadowolony z wyjazdu, postanowił zostać narciarzem. pozdrawiam marboru PS. Podziwiam wszystkich instruktorów. Nie wiedziałem jak ciężką pracę wykonujecie... Gratuluję cierpliwości i wytrwałości w tym co robicie.
  18. W kalendarzu 26 marca. Nieuchronnie zbliża się wiosna. Nieuchronnie, bo w narciarskich żyłach pulsuje zima. Nostalgia. Mimo, że szusy przedwczorajszego dnia jeszcze tlą się w pamięci, mimo że te dzisiejsze już kiełkują gdzieś w umyśle – to gdzieś poza, gdzieś już obok, z tyłu świadomość końca się zbliża. Wspomnienia. Wtedy przychodzą w myślach, miejsca, stop klatki odbytych wypraw, odkrywanych miejsc, ulubione trasy, dobre skręty, wyskoki i upadki. Góry. Zastanawiam się, ile ich w życiu widziałem? Ile szczytów, grani wprawiało w zachwyt? Te małe i te duże – jakie mają nazwy? Jakie historie są z nimi związane? To przerasta świadomość. Człowiek nie zastanawia się nad tym, dopóki zapina narty i patrzy w dół, zachłanny zjazdu, prędkości, ruchu… Krajobraz, natura – ta górska, to część duszy każdego narciarza. Wiosna. Zieleń, jasność, Słońce, błękit jezior, rzek. Śpiew ptaków, rośliny, zapachy, ciepły wiatr. Serce narciarza jest rozdarte. Między tym surowym zimowym światem pełnym pasji, a tym łagodnym wypełnionym życiem. To nie rozdarcie – to równowaga. Bo, czy miłość do nart byłaby tak wielka, gdyby nie było przerw? Gdyby nie było tego wiosennego rozżalenia, letniego oczekiwania i jesiennego dreszczu emocji przed kolejnym Sezonem? Póki czas… Schwycić ją. Złapać zimę za płaszcz i przytrzymać! Pojechać kilka razy. Choć już miękko, choć narta zapada się w cukrze i nie trzyma, choć mokro, choć wilgoć, choć jeżdżą ślizgi, a nie krawędzie. Bo czyż każdy z nas nie pragnie, gdzieś w podświadomości mieć ich dwóch? Tej surowej w białych barwach, pięknej i tej kwiecistej, ślicznej, pachnącej, ubranej w zwiewną sukienkę – Zimy i Wiosny. Ja tak mam… Dlatego dzisiaj wieczorem wyruszę… Dlatego nim przyjdzie Lato i rozebrana pora roku, poflirtuję z Wiosną i Zimą – to tu, to tam. Zachwycę się, by Latem powrócić myślami do wszystkich chwil… …chwil spędzonych na nartach. pozdrawiam marboru
  19. :angel: Jutro trzeba gdzieś jechać - masz rację Marcinie. Zima ucieka, więc nie ma co siedzieć w domu i się kisić :happy:
  20. Marcin... ...wydaje mi się, że jesteś Nartoholikiem :wink: Pozazdrościć kondycji :happy:
  21. Podziwiam takich Ludzi :happy: Brawo! "Straciłem nogę, ale zyskałem coś innego". Historia świetnego narciarza Andrzeja Szczęsnego [wywiad] Jest uważany za jednego z najzdolniejszych i najbardziej wszechstronnych polskich narciarzy alpejskich. Jest w światowej czołówce, mimo że na nartach zaczął na poważnie jeździć dopiero w wieku 16 lat. Nie byłoby w tym może jeszcze nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że uczył się wtedy jazdy od podstaw... na jednej narcie, bo Andrzej Szczęsny ma tylko jedną nogę. Ile miałeś lat, kiedy straciłeś nogę? Andrzej Szczęsny: Jak miałem 10 lat, wykryto u mnie nowotwór kości. Początkowo źle postanowiono diagnozę i nogi nie udało się już uratować. Konieczna była amputacja. Dla chłopca w tym wieku to musiał być straszny cios... Może to wydać się dziwne, ale ja bardzo szybko zaakceptowałem siebie i fakt, że nie mam nogi. Wszyscy byli z tego powodu w szoku. Po około miesiącu sam wyszedłem ze szpitala o kulach. Szczególnie lekarze byli zdumieni. Na pewno bardzo mi pomogła akceptacja kolegów i rodziny. Nie uważali mnie za niepełnosprawnego. Wszystko było jak dawniej – biegałem z nimi po podwórku, grałem w piłkę, jeździłem na rowerze. Jeździłeś na rowerze? Miałeś protezę? Nie. Uczyłem się jeździć na rowerze jakby od początku. Zaczynałem na takim małym rowerku. Było z tym dużo kłopotu i miałem niemałe trudności, ale z czasem zacząłem sobie zupełnie dobrze radzić. Pedałowałem jedną nogą. A kiedy zaczęła się przygoda narciarska? Jeździłeś na nartach przed amputacją? Jeżdżeniem to tego raczej nie można było nazwać (śmiech). Zjeżdżałem z okolicznych górek, jak pozostałe dzieciaki. Narciarstwo zaczęło się już po operacji. Jak miałem 16 lat jak poszedłem do szkoły średniej w Busku-Zdroju. Tam był klub dla niepełnosprawnych sportowców. Najpierw zacząłem grać w siatkówkę na siedząco. To był mój pierwszy sport na poważnie. W zimie zorganizowany był jednak wyjazd w góry. Prezes klubu chciał mnie nauczyć jazdy na nartach. Powiedział, że zna niepełnosprawnych narciarzy i że jazda na nartach z jedną nogą jest możliwa. Ja nie bardzo mogłem to sobie wyobrazić, ale poszedłem na stok. Wywróciłem się raz, drugi i doszedłem do wniosku, że to nie dla mnie. Na tym obozie nie założyłem już narty. Dobrze, że prezes był nieugięty. Zabrał mnie na drugi obóz. Radziłem sobie już z kulonartą, ale miałem ogromne problemy z jazdą wyciągiem. Prezes wnosił moją nartę i kulonartę, a ja podchodziłem do góry. To była tak ośla łączka, ale z czasem podchodziłem coraz wyżej i wyżej. Później zacząłem ponowną walkę z wyciągiem. Nie mam stawu biodrowego, więc musiałem orczyk trzymać rękami. Miałem duże problemy z równowagą. Ale z zacięciem ćwiczyłam i równowagę i siłę. Po tym jednym sezonie zaczęło mi to wychodzić. Na tyle dobrze, że w drugim sezonie pojechałem na obóz kadry do Austrii. Po jednym sezonie nauki? Dokładnie tak. Myślałem, że umiem już całkiem nieźle jeździć. Na obozie poznałem chłopaków z reprezentacji, którzy trenowali już kilka lat. Okazało się, że umiem na tych nartach co najwyżej stać (śmiech). Ale była tam naprawdę fajna atmosfera. Jeden z kolegów, który startował już w Pucharze Świata, bardzo mi imponował. Zacząłem go naśladować. Dużo się od niego nauczyłem. Ale jak to w sporcie często bywa – uczeń przerasta mistrza. Przerosłeś mistrza? Po 5-6 sezonach zacząłem mu dorównywać i byłem bardzo dumny. Miałem nadzieję, że wystartuję na Paraolimpiadzie w Salt Lake City, ale niestety zabrało mi punktów. Już wtedy startowałem w Pucharach Europy i Świata. Miałem coraz lepsze wyniki. Szykowałem się na kolejny sezon paraolimpijski – Turyn 2006. Pojechałeś do Turynu jako nasz reprezentant. Tak. Byłem naprawdę w bardzo dobrej formie. Miałem pecha. Jeszcze przed startem, byliśmy już w wiosce olimpijskiej, podczas treningu na stoku zahaczyłem bramkę slalomową i złamałem nogę – jedyną, którą mam. To było poważne złamanie kości piszczelowej z przemieszczeniem. Helikopterem zostałem zabrany do szpitala w Turynie i po 2-3 godzinach już byłem operowany. Lekarze mieli tam naprawdę setki takich przypadków, więc zajęli się mną fenomenalnie. Ale i tak byłem załamany. Tyle lat przygotowań na nic. Ale zadzwonił do mnie znajomy i powiedział: "Andrzej, co cię nie zabije, to cię wzmocni!" Zawziąłem się. Lekarze nie założyli mi gipsu, tylko stabilizator zewnętrzny i kazali jak najszybciej na nodze stawać. Już po dwóch dniach zacząłem chodzić. Stabilizator musiałem nosić aż do lata. Zacząłem też intensywnie jeździć na rowerze. Wystające śruby budziły niemałe zainteresowanie ludzi (śmiech). Od jesieni ruszyłem pełną parą z treningami. Nie poddawałem się. Jednak w psychice został mi ten wypadek i blokada, więc ten sezon poświęciłem na powrót. Początkowo z daleka omijałem bramki slalomowe. Po sezonie zacząłem pełną parą przygotowywać się do kolejnej paraolimpiady – w Vancouver. Znów byłem naprawdę dobrze przygotowany. Moją koronną konkurencją jest slalom specjalny. W trakcie zjazdu niestety zablokowałem się psychicznie. Nie pojechałem nawet w 60 proc. tego, co jeżdżę na treningu. Nie pracujecie z psychologiem? Praktycznie nie. Praca z psychologiem jest bardzo ważna. Inne reprezentacje poświęcają temu naprawdę dużo uwagi. Teraz przed Soczi mamy nadzieję, że to się zmieni i będziemy na stałe współpracować z psychologiem. Zimowe igrzyska w Soczi to najbliższy cel? Zdecydowanie. Chociaż za miesiąc są Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. To będzie dobry sprawdzian przed Soczi. Każdy z zawodników na pewno da z siebie wszystko, ale medale są tylko trzy. Trzeba będzie powalczyć. Który wynik uważasz za swoje największe osiągnięcie? Na Mistrzostwach Świata w 2004 byłem piąty w slalomie gigancie, a na Mistrzostwach Europy – w tym w 2012 – dwukrotnie czwarty. To niestety nie podium, ale to dla mnie duże osiągnięcia. Może w Soczi się uda (śmiech). Jesteś uważany za najbardziej wszechstronnego zawodnika polskiej reprezentacji paraolimpijskiej, bo startowałeś we wszystkich konkurencjach alpejskich. Rzeczywiście startowałem we wszystkich konkurencjach włącznie z downhillem. Miałem jednak drugi wypadek w 2012 roku, który skończył się ponownym złamaniem nogi. Nie był to co prawda tak poważny uraz, jak ten pierwszy, ale wsadzono mi nogę w gips. Od tej pory skupiłem się na dwóch konkurencjach, a których mam największe szanse – slalomie i slalomie gigancie. W jednym z wywiadów powiedziałeś: "Straciłem nogę, ale zyskałem coś innego. Pasję, która wypełnia moje życie". To niezwykłe wyznanie. Przed nauką jazdy na nartach zawsze byłem bardzo aktywny – pływałem, grałem w piłkę, dużo jeździłem na rowerze. Narciarstwo jednak dało mi inne uczucie – wolność, spełnienie. Mimo że kosztowało mnie naprawdę dużo siły i wyrzeczeń. Poświęciłem mu większą część swojego życia. Mam świadomość, że narciarstwo alpejskie to sport ryzykowny. To w końcu sport ekstremalny. Tyle, ile miałem stłuczeń i kontuzji... to wiem tylko ja i trener (śmiech). Zuzia Górska w swoim wpisie zwróciła uwagę, że wielu ludzi patrzy na ciebie z podziwem, bo na stoku radzisz sobie niejednokrotnie lepiej niż osoby pełnosprawne. Pewnie dlatego, że pogodziłem się z niepełnosprawnością. Musiałem. Poruszam się sprawnie, ale to kosztowało wiele ćwiczeń. Rzeczywiście są ludzie, którzy patrzą na mnie z podziwem, podchodzą i gratulują. To się dzieje jednak rzadko. Większość patrzy z boku. Nadal z dystansem. Masz fanpage na Facebooku, fani założyli ci też stronę, to wzrusza czy mobilizuje? To bardzo miłe, ale przede wszystkim chyba jednak mobilizujące. Daje mi dużo siły. Walczę dalej. Co planujesz po zakończeniu kariery narciarskiej? Trener kadry paraolimpijskiej? Na pewno do Soczi pojadę jeszcze jako zawodnik. To, czy zostanę w kadrze, uzależniam od wyniku i od tego, na ile zdrowie mi na to pozwoli. Mój trener miał najlepsze wyniki w wieku 34-37 lat. Ja mam 30, więc jeszcze kilka lat przede mną (śmiech). Później bardzo chciałbym trenować innych narciarzy. W Polsce jest bardzo mało tych, którzy się na tym znają. Są może 2-3 takie osoby. Narciarstwo to twoja pasja czy też sposób na życie? Pasja, bo niestety sposobem na życie być nie może. Musimy się sami starać o sponsorów i czasem nawet dokładać. To trudne i smutne. W porównaniu z zawodnikami innych reprezentacji widać, że trenujemy dużo mniej niż oni. Staramy się i robimy, co możemy, również z pomocą sponsorów – za co im bardzo dziękuję. Idzie nam naprawdę dobrze, ale widać jednak, że brakuje nam dni na śniegu. Szkoda, ale może to się kiedyś zmieni. Źródło: natemat.pl Andrzej w akcji na zawodach: [video=youtube;be8Ef_BjQkA] [video=youtube;HYQstsnSgc4]
  22. Znowu??? :eek: Masakra Johnny... Mam nadzieję, że tym razem pobyt będzie bardzo krótki a problemy skończą się raz na zawsze. Pozdrowienia dla Małżonki :happy:
  23. Ci (Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot) to dopiero muszą mieć wrogów... ...ich strona zhakowana i zawirusowana :laughing:
  24. marboru

    Czantoria-dzisiaj

    Janku...nie mów jeszcze ostatniego słowa :sorrow: wszagrze jest jeszcze Kasprowy, na którym pewnie do długiego weekendu majowego będą warunki do jazdy :cheerful:
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...