-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Kurcze... Byłem nie tak dawno na granicy występowania wirusa... W hotelu dwa autokary Chińczyków. Paula przeziębiona... Chyba coś się dzieje 😱😉
-
@tresor brawo za determinację prawdziwego nartoholika 💪🎿 Master Ski choć płaski, to też bardzo lubię tą stację. Dzięki za tą przepełnioną wilgocią relację 😉👍
-
To ja dziękuję 👍 Kolejny wpis na blogu, jutro 🙂
-
Początek dnia jest jak w Ischgl. Spoźnisz się, stoisz. Za nam ustawiła się kolejka na dobre 20 minut. Więc, albo w Nassfeld jest się pod gondolą w Tropolach 5 minut przed otwarciem lub, bez ryzyka kolejek jedzie na przełęcz gdzie są dwa krzesła, w każdą ze stron w jednym miejscu, przy parkingu i nie ma problemu.
-
@artix Artur, dobrze pojechane 💪🎿
-
Receptą na to jest dokładnie parking P1, o którym wspomniałem wyżej. Tylko jest to trochę dalej, no i wspinanie również jest, bo to droga górska...ale jeśli na niej nie jest biało, to jest właśnie rozwiązanie
-
W tym roku Czarny Groń (gdzieś wyczytałem), a potem jaki kolejny wypad na narty?
-
Oooo Świetnie!!! Trzymam zatem kciuki by pogoda zimowa dopisała i czekam na kolejne Twoje wpisy na blogu
-
Dzięki Marcin Taka pochwała od zawodowego fotografa jest dla mnie szczególna Nie wiedziałem Magda. Gdzie można o tym więcej poczytać? Boruta, to moja ksywka z czasów studiów i obecnie u znajomych Tym bardziej mnie zainteresowałaś, a historię bardzo lubię. No i wydaje mi się, że przypadku tutaj nie ma Wszystko zależy od pogody. W chwili obecnej u góry śniegu jest dużo. Na dole niestety z tym krucho W najwyższych miejscach moim zdaniem będą warunki, niżej pewnie cukier i muldy. 80siątka może nie przetrwać poniżej drugiej stacji pośredniej. Sam na marzec planuję wyjazd ale co do odwiedzanych stacji 100% planu jeszcze nie mam. Jak będzie ciepło, to będę uciekał na lodowce. Pozdrawiam Mariusz
-
Dziękuję Magda To kiedy teraz Twój kolejny wyjazd? 100% racji Grzegorz.
-
Pogoda za oknem jest naprawdę depresyjna Chciałem dzisiaj pojechać na jakiś okoliczny stok i niestety wszystko w nocy spłynęło Pocieszam się razem z Paulą, że ok 20 marca, w sumie już niecały miesiąc i kolejny wyjazd w jedynym, słusznym kierunku To ja dziękuję za przeczytanie tych kilku, wymęczonych słów, obejrzenie zdjęć Michał, kilka dość długich jest. Mi najbardziej przypadły do gustu 40, 63 oraz wariant 70+75. Wszystkie trzy warianty dosyć długie. Zjazd 80 z samej góry, do samego dołu, mimo przepłaszczeń, gdy jechaliśmy tam jeszcze w dobrych warunkach też mi się bardzo podobał. Dziękuję Ośrodek do odwiedzenia koniecznie. Najlepiej w okresie bez ferii, wówczas będzie zdecydowanie mniej osób. Kolejny raz gdybym przyjechał, to ruszyłbym nie z Tropolach ale z parkingu P1 w Sonnenalpe Nassfeld.
-
Dzień drugi naszego pobytu w Karyntii - Nasffeld jest już na blogu. Zapraszam do przeczytania, zobaczenia zdjęć i komentowania Pozdro! marboru
- 110 odpowiedzi
-
Nassfeld - cześć 2 Teraz eksplorujemy zjazdy znajdujące się na zboczach Madritschen Kopf oraz Tressdorfer Hohe - na poniższym zdjęciu widoczne na wprost. Pod wyciągami zaczyna robić się tłoczniej. Narciarze poruszają się jednak w przeciwną stronę do nas i nie czekamy dłużej niż dwie minuty do wyciągów. Zaliczamy trasę numer 40 - jest fantastyczna! Trasę 23. Przejeżdżamy przez środek miasteczka, pomiędzy budynkami, po szosach asfaltowych - przygoda! Na tych miejskich fragmentach należy uważać na sprzęt. Pojawia się trochę ciemnego śniegu z drobnymi kamyczkami. Jeździmy tutaj ostrożnie. Zaliczamy przejazd slalomem na części trasy 21 przy orczyku i po zrobieniu wszystkich tras zmierzających do Sonnenalpe Nassfeld, przedzieramy się dalej! Wszystkie kolorowe linie ośrodka Teraz szusujemy w okolicach Troghohe oraz Trogkofel 2280 m npm (widoczne na wprost na poniższym zdjęciu): Podążamy tam trasą 63. Tutejsza tablica informacyjna: Przytrasowe atrakcje: Docieramy do punktu widokowego, górna stacja gondoli 22, Troghohe 2020 m npm. Za moimi plecami Italia. Granica Austrii i Włoch, to charakterystyczne miejsce Paula jest bardziej Włoska... ...a ja austriacki Widok w stronę Włoch jest cudowny! Z drugiej strony, kolejna niezwykła formacja skalna 😮 Kontynuujemy jazdę trasą czerwoną 70... ...a później czarną 75: Dół tej trasy zbiega się przy dwóch stacjach kolejek 22, 23. Przy wagonikach 23, trasa czerwona 77: Dzień kończymy na trasie prowadzącej do Tropollach, bardzo długa i malownicza 80. Robimy ją dwa razy. Nasz drugi dzień pobytu w Karyntii kończymy rysując na mapach takie oto kształty... Jesteśmy zachwyceni miejscem! Trasami, widokami, rozmachem stacji narciarskiej! Nassfeld, to prawdziwy diament w koronie ON Karyntii Będziemy tęsknić za tutejszą przestrzenią... marboru i Paula
-
Sygryda Storrada, czy ktoś zna tą postać historyczną? Córka Mieszka I i Dobrawy Przemyślidanki czeskiej księżnej, siostra Bolesława Chrobrego, ale przede wszystkim spleciona losami z kilkoma państwami europejskimi. Królowa szwedzka, duńska, norweska i angielska. Na przełomie X i XI wieku, jedna z najbardziej wpływowych postaci ówczesnego świata. Jej polskie imię Świętosława. Skandynawski przydomek Storrada - „Dumna”, "Harda". Nassfeld – zaskakuje podobnie jak polskiego pochodzenia, wpływowa, historyczna Królowa. Karyntia może być dumna posiadając taki ośrodek i śmiało mogę napisać, że jest to diament w koronie stacji narciarskich tego regionu Austrii. Drugi dzień jest równie radosny jak pierwszy. Wstajemy rano i czujemy się rozgrzani, pełni wigoru i chęci do dalszej jazdy. Śniadanie jemy w pośpiechu, cieszymy się słonecznym porankiem i to jeszcze bardziej nas pobudza do działania. Kawa… tak, ta chwila z magicznym napojem jest jedynie chwilą, krótkiej pauzy i zadumy. Jedziemy! Z Villach do celu mamy ponad godzinę drogi. Wykorzystujemy ten czas na posłuchanie audiobooka „Królowa” drugiej części, po „Hardej” powieści Elżbiety Cherezińskiej. Na miejscu, w Tropolach jesteśmy tuż przed uruchomieniem tutejszej gondoli. I całe szczęście, bo Nassfeld jest sporym ośrodkiem, i by dostać się na górę szybko, trzeba być wcześnie, by nie wpaść w dużą kolejkę do gondoli. Na parkingu również byliśmy jednymi z pierwszych i mimo, że mieliśmy niewielką drogę do pokonania, do stacji dolnej, to podwozi nas te kilkanaście metrów kolorowy wagonik podpięty do olbrzymiej maszyny Catepilara. Nassfeld - cześć 1 Jesteśmy na górze! Minęliśmy dwie stacje pośrednie i wspięliśmy się do Kofel Center. Tutaj przywitały nas monumentalne, brązowe "kloce". Widok w stronę doliny, z której przybyliśmy: Gondola: Rozglądamy się po okolicy i już wiemy, że będzie to świetny narciarsko, ale również krajobrazowo dzień. Ruszamy na trasy. Paula po każdym zakończonym fragmencie zjazdu uśmiecha się i cieszy jak dziecko. Narty trzymają, jest doskonale! W którą stronę jedziemy? Kierujemy się do wschodniej części ośrodka, w stronę terenów wokół Gartnerkofel 2195 m npm. Tutejsze trasy narciarskie robią na nas kolosalne wrażenie. Jazda na nich jest szybka, bezpieczna, długa. Jest szeroko, a trasy wypieszczone przez ratraki. Wciągamy się w stronę imponujących swą urodą skał. Znajdujemy się teraz w punkcie, z którego widać niemalże wszystkie tereny narciarskie Nasffeld. Nasz wzrok przykuwają widoki, tutejsze przestrzenie oraz horyzont olbrzymich gór po stronie włoskiej tutejszej granicy. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy się nie wcisnęli w tutejszą panoramę Potężne szczyty i granie w oddali powodują, że robimy dłuższą przerwę by wczuć się w miejsce. Cieszymy się napełnieni pozytywną energią gór. Sięgamy wzrokiem i obiektywem aparatu fotograficznego daleko, daleko do Italii. Przyciąga niczym magnes najbliższa nas formacja skalna Gartnerkofela... Z innej perspektywy wygląda imponująco! Brązowe, masywne, olbrzymie skały... Wychwytujemy wzrokiem dzieło doskonałego rzeźbiarza jakim jest natura. Jeździmy na nartach w obrębie tej części stacji narciarskiej. Kilka razy pokonujemy tutejsze trasy. Robimy zdjęcia ale również kręcimy ujęcia do naszego klipu z wyjazdu. Przyśpieszamy, bo do odwiedzenia inne trasy, inne miejsca w ośrodku. CDN
-
@artix zawstydzasz Forumowiczy 😲 by Człowiek mógł poczytać krótką relację że "Świętej Góry", to inny Człowiek, aż że Szwecji musiał przyjechać. Dzięki 👍
-
Te prognozy na wiatr chyba nie do końca się sprawdziły. A na Ankogel pewnie kiedyś pojedziemy 🙂 Przy kolejnej wizycie, w Karyntii. Pozdro!
- 110 odpowiedzi
-
- 1
-
-
@gregre0 ludzi w godzinach od 11 do 14 było sporo. Na otwarciu i potem, przed zamknięciem luz. Trasy o sporym nasłonecznieniu trzymały do 11 właśnie - później odsypy + beton. To nam nie przeszkadzało, bo narty mieliśmy świeżo po serwisie. Zada była świetna! W szczególności po dwóch trasach od strony Klosterle. Nam się bardzo podobało w Gerlitzen. Coś jest w tym miejscu Rowery mamy w tym roku zaplanowane po Dolomitach. Kilka przełęczy, z którymi się zapoznaliśmy będąc na nartach... Zobaczymy. Plan jest również odwiedzić z szosami "Wielkiego Dzwonnika" z tamtejszym podjazdem... Oby się plany wszystkie udało zrealizować. GS z rana, to byłby genialny wybór...niestety te narty zostały w tym dniu w hotelu...a mogłem wziąć je. Do 11 GSować, a potem SL. Błąd taktyczny. Pozdrowienia dla Ciebie i dla Małżonki od naszej dwójki
-
Dzień pierwszy - Gerlitzen, jest już na blogu. Zapraszam do przeczytania i zobaczenia wszystkich zdjęć z pierwszego dnia naszej ostatniej wyprawy Pozdro! marboru
- 110 odpowiedzi
-
- 2
-
-
Gerlitzen – część 2 Jesteśmy na dole. I jesteśmy tuż, po "skosztowaniu" naszej trasy powrotnej. Jak się później okaże, to tutaj spędzimy większość czasu na koniec tego narciarskiego dnia. Gust: Rozkoszujemy się resztą opcji zjazdów po Gerlitzen, które oceniamy i porównujemy do Kronplatzu. Tak... tylko tutaj sporo mniejsza skala, ale również inaczej. Bardziej kameralnie i swojsko. Nawet, te kilka orczyków nie jest nam straszna Jeździmy od kopuły szczytowej, w każdym kierunku. Mijają godziny, a dla nas jakby czas się zatrzymał... I góra, i dół, i góra, i dół... Krótka czarna trasa - bardzo nam się podoba! A widoki z niej? Proszę... Przerwa na kawę, na lunch? Jeszcze nie teraz... Hotel w sercu Gerlitzen? @JC wiem, że niedługo w nim będziesz kontemplował miejsce. Kręcił Vologa Można się zachwycić i zakochać w tym miejscu! Gdzieś w oddali szukamy kolejnego naszego celu... Znajdujemy! Kolejne zjazdy!!! Odpoczynek? Nie! Krótka przerwa na kawę Kawę i lunch 20 minut! Krócej... w pierwszy dzień głód narciarstwa jest mocniejszy niż ten przyziemny związany z jedzeniem Pusto 😮 Jeździmy dalej. Wszystkie kolorowe linie są nasze! Wszystkie wspaniałe widoki są nasze! Górna stacja gondoli na poniższym zdjęciu. Pełni siły i wigoru! Energia skrętów i prędkości. To nic, że są już odsypy i lód gdzieniegdzie! Poruszamy się jak ryby w wodzie i nie straszne są nam zmieniające się warunki! Chłoniemy narciarstwo i naszą pasję pełnią serc i dusz Kaczuszki się do nas nawet uśmiechają 😮 Zaczęliśmy pierwsi, ostatni kończymy. Tuż przed ostatnim zjazdem: Jeszcze tylko tankowanie w cieniu zamku... ...i docieramy do hotelu, by razem, we dwoje jeszcze raz wrócić, na świeżo do tego, co dzisiaj przeżyliśmy! Kończymy pierwszy dzień SkiSafari po Karyntii. Gerlitzen jest dla nas, bombową, jednodniową stacją narciarską. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
-
Z perspektywy kanapy i z domu, optyka na wyjazd narciarski jest inna. Tęsknimy za pobytem w górach. Tak, dopiero co wróciliśmy i już pojechalibyśmy ponownie. Przestrzeń… Tego narciarzowi brakuje najbardziej. Tego gdy zsiądzie z krzesełka, wyjdzie z gondoli, na górnej stacji kolejki, tam gdzie już nie ma drzew, a dookoła jest właśnie przestrzeń. Szpiczaste szczyty, linia lasu, doliny...a w dole domy, rzeki, drogi, domy. Linia horyzontu oddala się od nas i możemy spojrzeć dalej, szerzej, pełniej. Powietrze nabierane do płuc jest inne, czyste, rześkie. Żyjemy w pełni. Kawa? Tak, poproszę. Ten magiczny napój trochę koi i jest substytutem. Ten pierwszy łyk jest jak chwila tuż przed pierwszym zjazdem. Lubicie tą chwilę? Narty na nogach, kije w rękach i pierwsze kroki do linii spadku… Jeśli jechaliście jako pierwsi wyciągiem – cały stok Wasz. Powtórzę: lubicie tą chwilę? Nim jednak to nastąpi w domu przeżywamy i rozpoczynamy każdy wyjazd inaczej. Rwetes! Sezon tuż, tuż… Gdzie jechać, jak, noclegi? Planowanie jest również przyjemnością, w szczególności gdy liczbę dni na nartach mamy w każdym roku ograniczoną. Liczbą dniu urlopowych, pracą, dziećmi i mnóstwem przyziemnych spraw. Narty, wyjazd narciarski jest świętem w domu narciarza. Droga, cel, realizacja. A po przyjeździe do domu? To samo...jeszcze tej zimy, a może w następną? Milion myśli, setki, tysiące ośrodków narciarskich. To wszystko, to również przyjemność. Ktoś mądry kiedyś powiedział, a potem napisał – droga jest celem, to droga jest największą przyjemnością. A potem.. ...a potem gdy ruszymy, i nasze narty tną równy, wyratrakowany stok. Nabieramy prędkości, a nasze ciało podąża zgodnie z promieniem skrętu desek. Euforia? Tak. Spełnienie? Tak. Taki jest właśnie żywot nartoholika. To uzależnia i za każdym razem gdy wrócimy do domu, i wracamy do perspektywy kanapy – to piękny, słoneczny i zimowy dzień przyciąga nas tam gdzie przestrzeń i to, co kochamy. Drugi łyk kawy. Piszę ten tekst, w zasadzie będzie to wspomnienie mojego i Pauli pięciodniowego pobytu w Karyntii, a myślami jestem już w Tyrolu. W marcu. Już planuję i ponownie rozpoczynam w głowie przygodę. Wspomnienie ze SkiSafri po Karyntii. Gerlitzen – część 1 Ten ośrodek narciarski mijaliśmy autem w zeszłym sezonie, już nty raz. Tak powstał plan...i dlatego, to był pierwszy wybór na ponowny nasz kontakt z Karyntią. To już trzeci pobyt w Regionie. Autem docieramy do Klosterle. Stąd zaczynany nasz pierwszy dzień w Karyntii z nartami. Jesteśmy jak zwykle z samego rana, po to by poczuć magię pierwszego zjazdu, po pustym stoku. Mapę ośrodka każdy może sobie sprawdzić na internecie...ale jak wyglądają, te niebieskie, czerwone i czarne linie na nich, w rzeczywistości? Rozpoczynając jazdę po ośrodku, w którym dotychczas nie byliśmy, zawsze rodzi się ciekawość. Pierwszy wjazd wyciągiem i szukamy wzrokiem naszej trasy, późniejszego powrotu. Niby wiedzieliśmy, widzieliśmy zdjęcia innych ale ta ciekawość jest jakby w nas zaszyta. Chcemy sami, na własne oczy zobaczyć, sprawdzić. Tego dnia, trasa naszego powrotu nas oczarowała! Wyłoniła się na początku nieśmiało... ...ale potem, gdy w pełni się nam pokazała wiedziałem, że tego dnia popełniłem błąd. Zamiast nart GS, na nogach SL... Magia poranka, to również puste, ciche i spokojne knajpki. Jeszcze nie ma innych narciarzy, gwaru, zgiełku i kolorowych nart złożonych na stojakach, bądź bezpośrednio na stoku, w szpalerze kolorowych linii, smukłych desek i kijków. Nie pachnie jeszcze jedzenie, kominy nie dymią... Jesteśmy na górze. Szczyt jest kopułą pełną śniegu i infrastruktury narciarskiej. Biel, błękit nieba i kolory - tu kolory właśnie wyglądają inaczej, pełniej i ostrzej. Harmonia w mózgu każdego narciarza, to właśnie taki kontrast kolorystyczny. Powiecie, napiszecie, pomyślicie, że przesadzam? Być może... Szczyt Gerlitzen Gipfel 1911 m npm. Czy ma swój urok, jeśli nie jest wyeksponowaną skałą, głazem? Ma! Oznaczenie szczytu, kopuła mini obserwatorium i przestrzeń, o której pisałem, horyzont gdzieś daleko... ...bajka! Inna perspektywa: Czy lubicie "klaśnięcie" nart o przygotowany, równy i twardy stok? Rzucacie narty w ten sposób, czy kładziecie delikatnie by nie mącić ciszy, która Was otacza w górach? Czy kiedyś pochyliliście się do tej doskonałej, w oczach każdego narciarza, powierzchni? Poczuliście kiedyś chłód stoku na policzku, w czasie robienia fotografii sztruksu? Jeśli nie, to spróbujcie. Doświadczcie tego uczucia, a może już zawsze będziecie chcieli rozpoczynając narciarski dzień, to poczuć? A w dole, co? Normalne życie. Tysiące spraw, pęd i szara codzienność... My, z Paulą wolimy być u góry Villach: Drugi zjazd jest równie dobry jak pierwszy Po pokonaniu pierwszej trasy, serce jeszcze mocniej rwie w górę... ...bo na dole nadal spokój i cisza. To jedziemy w górę! Orczyk? Czemu nie - wszystko jedno, czym...byle w górę!!! I znowu to... I znowu serducho rośnie! Gerlitzen oczarowuje nas nieśpiesznie, by na koniec dnia pochłonąć w całości. Jeździmy i mamy doskonałe warunki narciarskie. Błękit nieba, biel śniegu...i powoli zapełnia się stacja innymi narciarzami... ...ale, to już nam nie przeszkadza. Tą chwilę, najważniejszą z każdego dnia mamy już za sobą. Skonsumowaliśmy ją! Zaczynamy jazdę na całego. Raz tu, raz tam. Zaliczamy kolorowe linie z mapy narciarskiej! "Konsumujemy" ośrodek. Malujemy się na jego tle uwieczniając swoje postaci Jest ciepło. Luty, a po kilku godzinach jak w końcówce marca. Dobrze, że w pierwszej kolejności poznawaliśmy stoki o ekspozycji bardziej słonecznej. CDN
-
Dzień dobry już z Polski Nasz wyjazd do Karyntii skończyliśmy na trzech granicach... Austria, Włochy i Słowenia w zakresie jednego kroku! Bardzo klimatyczne, i świetne turystycznie, narciarskie miejsce 😮 3 Landereck. 63 zdjęcia przygotowane do Bloga...ale nim uzupełnię cztery poprzednie wpisy, to byście nie czekali - kilka zdjęć z naszego piątego dnia na nartach. Jak było? Było pięknie! W tle Włochy: Austria (górna stacja krzesła): Słowenia: Granica: Świetne miejsce dla Skiturowców...ale również rowerzystów Górna część ośrodka: Widok na nasz hotel nad jeziorem Jeszcze raz Słowenia...Ośrodek narciarski w tle? Trasy dla biegaczy na pewno! Warunki? Proszę... Pod orczykiem... Gówna trasa - dół: My Będzie ciekawy wpis na blogu z tego miejsca... Już zapraszam. Dzisiaj jeszcze postaram się wrzucić, pełny pierwszy dzień i Gerlitzen. Pozdrawiamy i pędzimy na lunch do Rodziców marboru i Paula
- 110 odpowiedzi
-
- 16
-
-
-
- 110 odpowiedzi
-
- 6
-
-
-
Jeden z Forumowiczów trafił 😁 ale nie napiszę kto 🤪
-
Dziękuję 🙂 Koralpe było w planach ale niestety chodzi tylko niewielka część...tak więc, pudło Magdaleno 😉😃 PS. Z Akogela zrezygnowałem, bo ma tam mocno wiać.
- 110 odpowiedzi
-
- 1
-







