Brawa dla kolejnego małego amatora narciarstwa :smile: i podziwiam tatusia za chęć oraz udane nauczanie :wink:
My postanowiliśmy oddać szkraba w ręce fachowców i w naszym przypadku był to strzał w 10. Syn bardziej się przykładał i słuchał instruktora, zrobił kolosalne postępy w ciągu dwóch lekcji (każda po godzinie).
Potwierdzam to co pewnie wszyscy wiemy: dziecko inaczej odczuwa prędkość oraz postrzega nachylenie stoku. Bywały sytuacje kiedy ledwo mąż doganiał naszego syna, bo ten stwierdził, że górka już łagodna, więc po co skręcać dla wyhamowania :wink:
Zeszły sezon jeździł na szkółkę narciarską co go zmotywowało jeszcze bardziej, chciał dorównać szybciej starszym i lepiej jeżdżącym. Teraz chce na większe stoki i orczyki to dla niego w zasadzie pestka.
Poza tym zrobił się bardzo samodzielny w zwykłych czynnościach jak podchodzenie do wyciągu, zakładanie/zdejmowanie nart czy butów, noszenie sprzętu, itd.
Od połowy zeszłego sezonu ma już od instruktora zielone światło na jazdę z kijkami co go niezmiernie cieszy, bo już ma jak ci starsi. W tym roku też poza wyjazdami z nami kroi się szkółka narciarska i już nie może się doczekać.
Podsumowując, jeśli któryś rodzic nie czuje się dobrym pedagogiem, dziecku ciężko jest przełożyć otrzymaną wiedzę na praktyczne postępy to naprawdę bardzo polecam oddanie pociechy w rękę fachowców.
Oszczędzi to rodzicom nerwów, a dziecku niepotrzebnego stresu i presji :smile: Zwiększamy też szansę, że pokocha narciarstwo zamiast się zniechęcić.