Dzisiaj straciłam(przez nowotwora-naczyniaka) wspaniałego przyjaciela...psa. Wabił się Borys,12 lat. Ryczę i ryczę....i ryczę, Borys był bokserem. Cudny był,spokojny,wesoły....jak sobie poradzić ze stratą przyjaciół...tych bynajmniej narciarsko uzdolninych? bo ja słabo sobię radzę.