Z ust mi to wyjąłeś! A, przyznam, że i to pojedyncze, zabytkowe krzesełko ma swoje zalety. Nie wjedzie nim tłum . Więc kiedy tak się zdarzy (a zdarza się często), że nie chodzi orczyk do połowy stoku, to jest tam w miarę pusto. Parę razy się zdążyłam w tym sezonie przejechać, rano jest wspaniale. Niestety, orczyk do połowy chodził, i później roiło się od narciarzy z bożej łaski. Jedni wprost wyrażali swoje uczucia: "Po co ja tu się znalazłem" (słyszałam na własne uszy, w dwu różnych językach - pora prawosławnego Bożego Narodzenia), drudzy walili się co dwa skręty, ale najgorsi byli ci, co zdołali się pięknie rozpędzić na tyłach, zanim matka natura zaaplikowała im przyciąganie ziemskie... Wtedy pozostawał już tylko odwrót do karczmy...
Co do Kasprowego, faktycznie, raczej spoko. Większość wjeżdżających to natury kontemplacyjne: popatrzyć, napić się herbatki, znowu popatrzyć i zjechać wagonikiem. Narciarzy była mniejszość.