Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.02.2010 uwzględniając wszystkie działy
-
Z uwagi na niesprzyjające warunki atmosferyczne w Whistler - obfite opady śniegu i wysoką temperaturę, organizatorzy igrzysk odwołali planowaną na wtorek superkombinację mężczyzn. Konkurencja ta ma być przeprowadzona w piątek, w miejsce supergiganta. Z tych samych powodów odwołany został we wtorek drugi trening zjazdu kobiet. Zawody mają się odbyć w środę, po jedynym, poniedziałkowym treningu. Trasa jest zamknięta, trwają na niej intensywne prace nad wyrównaniem i utwardzeniem nawierzchni. Prognozy na najbliższe dni są, na szczęście dla organizatorów, pomyślne. Od środy ustać mają opady śniegu. Sprzyjająca aura ma się utrzymywać przez wiele dni, co powinno pozwolić na odrobienie zaległości w olimpijskim programie alpejczyków. Wtorkowa superkombinacja to trzecia konkurencja przełożona z uwagi na złe warunki. Pierwszą był planowany na sobotę zjazd mężczyzn, rozegrany ostatecznie w poniedziałek. Przewidziana na niedzielę superkombinacja kobiet została przesunięta na czwartek. źródło informacji: INTERIA.PL/PAP3 punkty
-
Tumlin - kameralna "kraina" Wielkiego Dębu. Po piątkowym pobycie na Górze Kamieńsk ponownie nadszedł czas na pierwsze odwiedziny kolejnego stoku w regionie Gór Świętokrzyskich. Jest sobota - pierwszy dzień Olimpiady. Tumlin leży pomiędzy miejscowościami Miedziana Góra (tor samochodowy) a Zagnańskiem. Wyciąg znajduje się na zboczu Góry Wykieńskiej: http://tumlin-ski.prv.pl/ Są tu dwa wyciągi talerzykowe a "górka" podzielona jest na dwie części - zjazd 500m oraz 300m. Krótszy odcinek stanowi raczej tzw "oślą łączkę". Jadąc w to miejsce z opowieści słyszałem, że to raczej nieciekawe miejsce... Na samym początku właściciele otrzymali ode mnie sporego "minusa"... ...zanim trafiłem do miejsca przeznaczenia nieźle kluczyłem po okolicznych miejscowościach - brak jakichkolwiek oznaczeń, drogowskazów do Ośrodka (nawet tuż przed wjazdem do niego nie kapnąłem się, że to tu: mały zielony drogowskaz, wjazd przez bramę niewielkiej posesji, parking i stok "za stodołą"). Parking darmowy, cała okolica na pierwszy rzut oka bardzo kameralna. Biorę narty i do kasy. Kasa mieści się przy małej "przytulnej" karczmie. Kupuję 20 zjazdów na większym "talerzu" - cena jednego wjazdu 2,60 zł. Otrzymuję kartę magnetyczną i kieruję się ze sprzętem do bramek. Ludzi jest dzisiaj niewiele - może to dlatego, że po 18 startuje Adam na Olimpiadzie?... Pogoda...niestety nie zachwyca - spora mgła. No to jazda w górę... Po prawej ręce "ośla łączka", po lewej "główny zjazd". Dookoła las... ...zaczyna mi się podobać - chodź wszystko jest w skali mini - ma swój przytulny klimat. Jestem na szczycie. Górna część jest ostrzejsza, końcówka stoku to praktycznie płaski jak stół fragment górki. Cóż będę ćwiczył technikę. No to w dół... http://www.youtube.com/watch?v=iNa8KtXILAk Kilka zjazdów i nagle pozytywne zaskoczenie (pomimo, że podłoże jest w miarę równe) ok godziny 14 - przerwa pół godzinna, w trakcie której na Stok wyjeżdża ratrak. W czasie przerwy podchodzę na pieszo do górnej stacji (mam zamiar zjechać jako pierwszy po sztruksiku). Obserwuję "mini ski-park" i snowboardzistów... ...to chyba jedyne takie miejsce dla deskarzy w Regionie (nie wiem jak ze Stadionem - niedługo go odwiedzę po bardzo długiej przerwie więc sprawdzę). Po przerwie jazda super - praktycznie do końca zjazdów równiutko. Kończę ok godziny 18... ...ponieważ większość forumowiczów pewnie nie wie gdzie, nie wie jak wygląda Staruszek... ...postanawiam do niego pojechać i zrobić mu kilka wieczornych fotek... Bartek. Dąb Bartek - drzewo, które ma setki lat i jest najstarsze na terenie naszego kraju. ...według jednej z legend Jan III Sobieski i Marysieńka ukryli w Dębie Bartku skarby... Kończę po kilku minutach sobotnią wyprawę...zasiadam przed TV i po kilkunastu minutach cieszę się z sukcesu Naszego Skoczka z Wisły. Wyjazd do Tumlina mimo, że to mini wyjazd... ...w mini miejsce... ...ogólnie oceniam jako bardzo przyjemny. Pozdrawiam marboru2 punkty
-
Byłem dzisiaj pierwszy raz w tym ośrodku i według mnie zasługuje na opis, ponieważ plasuje się w górnej strefie stanów średnich (wg mojej skali oceny). Dojazd z Zakopanego trwa 35 minut, 3/4 płyty AC/DC Black Ice - to moja skala odległości na narty:), białą, piękną drogą przez Łysą i do Zdiaru. Dojazd na parking wąską drogą, ale kierowani jesteśmy przez obsługę, która ustawia samochody. Stanowisko niemal przy samej kasie i stacji krzesełka, chyba, że ktoś później przyjedzie, to będzie musiał podejść kawałek. Oczywiście parking jest bezpłatny. Karnet 10 E od 9tej do 12tej. 15 E całodniowy. Przelicznik przy płaceniu w PLN niekorzystny mimo, że na stronie w cenniku jest napisane 10E = 40 zł. Kolejek do kasy brak. Można płacić kartą. Obok restauracja, WC (czyste), szkoła narciarska z fanem dla dzieci (mały slalom ). Wyciąg ruszył dziesięć minut przed 9tą i wejście było możliwe (nie tak, jak u nas). Ten 3 osobowy wyciąg krzesełkowy jest tutaj od dawna. Jest dość wolny, bo i jego długość jest pokaźna (1526 m, 1350 os/h). Obok niego biegnie niebieska trasa Bachledka I o długości 1830 metrów, którą zjeżdżałem kilka razy i jesli nabierze się odpowiedniej prędkości od razu, to można się nieźle pobawić do samego dołu, mimo wypłaszczenia. Od górnej stacji tego wyciągu są dwa warianty - krótkie podejście na nartach i rozpoczynamy jazdę na jednej z dwóch czerwonych tras, lub (aby uniknąć podejścia na nartach) jedziemy kawałek przez lasek i wypadamy na trasę zwaną Majstrak. Te dwie trasy (Slalomiak i Majstrak) są czerwone, momentami Majstrak ma odcinki niebieskie) mają odpowiednio długości 950m i 1140m. Obsługiwane są przez wyciąg krzesełkowy 4 osobowy o długości 829 m i przepustowości 2200 os/h. Obie trasy mają 305 metrów przewyższenia, tak więc jazda na nich jest fajna. Alternatywnie dla krzesła wwozi na górę Tatrapoma o dł. 950m. Od trasy Majstrak jet odbicie przez las do trasy Efka 1 - 600 metrów slalomowej trasy obsługiwanej przez orczyk. Wszystkie trasy rano były przygotowane dobrze, jednak padający cały czas śnieg (przez noc i w trakcie dnia) spowodował, że zrobiło się kopnie. Mimo sporej ilości ludzi (niedziela) nigdzie do wyciągów nie ustawiały się kolejki. W tygodniu zatem musi być pusto. Moja ogólna ocena jest wysoka dla tego miejsca - parę wariantów jazdy, dwa krzesła, kilka orczyków, więc, jak na warunki tatrzańsko - podhalańskie kolejna dobra miejscówka na nartowanie. Jeszcze muszę dodać informację o dobrym systemie czytników skipasów - wystarczy zbliżyć się do bramki i bez zbędnego nachylania się, czy przykładania rękawa z kartą chipową, system otwiera bramkę. Wygodna sprawa.1 punkt
-
A ja ze zjazdu mam jeszcze inną refleksję....... Widziałem 2 Australijczyków, jeden około 5,5 sek. drugi 3,5 sek w plecy. I jechali. A gdzie "jacykolwiek" nasi, jezzzzzzuuuuuuuu :mad:, nawet na Olimpiadzie, Murzyny z Afryki jeżdżą, misie koala jakieś, a my................. :mad: wyć się chce1 punkt
-
Na dechach z Madonną Młoda Rosjanka lśni jak foka. Lecz jej futro nie jest z tych po carsku przebogatych, długich i ciężkich. Ciężka była na nim tylko metka: jakieś 6-7 tysięcy euro. W soboty włoscy didżeje organizują pod górskimi schroniskami dyskoteki. Oni już wiedzą, jak rozpalić narciarki. Foczy kurtałek ma kaptur i sięga za pupę. Zgrabną pupę, bo czy kto widział, aby nowy Ruski przywoził sobie w Dolomity paszteta? Jedyny pasztet, jaki uznają "bizniesmieny” to foie gras, kosztowny francuski delikates, gorszy w smaku do naszej gminnej wątrobianki, ale otoczony taką legendą, że kuca przy nim nabożnie każdy snob. Wołżańska rusałka podziwia ciuchy w ekskluzywnym butiku "Siting Bull” - Siedzący Byk. Kowbojskie płaszcze z łaciatej końskiej skóry, buty z kobry, te sprawy. Można usiąść z wrażenia, zwłaszcza gdy – jak ja - nie jest się finansowym bykiem. Od Sisi do Iwana Tak, włoska Madonna di Campiglio od zawsze była kurortem elitarnym. Dawniej bywała tu księżna Sisi i cała chmara Franzów Josefów z zacnego rodu Habsburgów. Dziś bywają tu kagiebowskie Iwany, z których wyrosły kapitalistyczne pany. To dla nich wystawia się za szybami butików zegarki za 30 tysięcy euro lub kożuszki za 10 tysięcy euro, to dla nich w alpejskiej mieścinie otworzyli butiki Prada, Versace oraz Dolce z Gabaną. To są oczywiście Włochy, a nie Tuszyn, więc nie ma tu ostentacji i nachalstwa, nic tu nie krzyczy, nie łoi po oczach, nie gwałci poczucia smaku. Prawdą jest jednak bezsporną, że "nowi Rosjanie”, jak w owym słynnym kawale, nie kierują się przy zakupach estetyką, lecz ceną – im wyższa, tym lepiej. Złote gogle wysadzane kryształkami Svarowskiego, szwajcarski zegarek na narty nafaszerowany funkcjami niczym stacja kosmiczna Mir, tyle że dużo bardziej niezawodny, brylantowy wisior wyrzucony pod polar – to jest to, co cieszy się tu wzięciem. Choć trzeba przyznać, że narciarski kask obciągnięty prawdziwą skórą krokodyla prezentuje się naprawdę efektownie. Urlop na fototapecie Czasem "nowi Ruscy” lubią też sobie wynająć stok na kilka godzin. Dla dwóch, trzech osób plus ochrona, rzecz jasna. Na jednej z czerwonych tras w masywie Madonny natknąłem się na baner z napisem "reserved”. Poczekałem u wylotu kilka minut i się doczekałem: pokraka z twarzą Kałmuka, blondyna z twarzą anioła i dwóch bez twarzy, bo w kominiarkach. Zdaje się, że nie mieli też szyj. Potem słyszałem, jak grupa Polaków nazywała ten szlak "Ruskim Stokiem”. Ale przecież Madonna di Campiglio to nie tylko rewir Rosjan. Tradycyjnie zjeżdżają tu Włosi, Niemcy, Austriacy, a w ostatnich latach coraz więcej tu Czechów i Polaków. Położony w malowniczym - jak z fototapety - dorzeczu pomiędzy grupą Dolomitów Brenta's i lodowców Adamello i Presanelli, jest miasteczko jednym z najważniejszych ośrodków alpejskich w tej części Europy. Odbywają się tu słynne puchary świata w slalomie gigancie i mieścina, która na co dzień liczy zaledwie 700 mieszkańców, w sezonie pęka w szwach. No, ale te szwy są pociągnięte solidnym cywilizacyjnym ściegiem. Przez wieki ścierały się tu, a raczej uzupełniały i wzbogacały, kulturowe wpływy Włoch, Austro-Węgier, Tyrolu, co dało w rezultacie mieszankę włoskiego luzu i fantazji z niemiecką solidnością maczaną w uroczym alpejskim stylu. Jeśli dodać do tego słoneczne dni, które są tu liczne nawet w zimie, oraz księżycowe krajobrazy Dolomitów, to można śmiało powiedzieć, że jest to jeden z najbardziej uroczych zakątków Europy. Niech się chowają nasi zakopiańscy kaszaniarze w swych zażółconych parzenicach i z chciwością wypisaną na rumianych gębach. Nasi rodacy wiedzą, po co tu przyjeżdżają. Na mapce, którą wręczono mi przy gondoli na najwyższy w okolicy szlak narciarski z przełęczy Passo Groste (2444 m. n.p.m.), naliczyłem aż 27 rozmaitych wyciągów i 33 trasy, które zsumowane dały 42 kilometry czystej przyjemności. Ale jak można przeczytać w przewodniku, w całym kompleksie Madonny di Campiglio (obejmującym także masywy Marillevy i Folgaridy) hula 57 wyciągów i czeka aż 150 kilometrów stoków i 40 kilometrów tras narciarstwa biegowego. To jest naprawdę gigantyczny pieniądz, bo wszystkie wyciągi dają - jak to się brzydko pisze w technicznych opracowaniach - pojemność osobową rzędu 31 tys. osób na godzinę. Kolejki chodzą przez 8 godzin dziennie. Tygodniowy ski pass, czyli elektroniczny karnet obejmujący wszystkie wyciągi, kosztuje ponad 200 euro. Ceny Za tygodniowy pobyt trzeba zapłacić od 1 do 1,5 tys. Dojazd własny, wyżywienie własne. Na szczęście w wielu apartamentach znajdują się aneksy kuchenne z kuchenką, lodówką i zlewem. Koszt ski passa to 197 euro za tydzień na masyw Madonny di Campiglio (w tym 5 euro kaucji; ski pass oddajemy w automacie przy głównym wyciągu). Można tez wykupić ski pass obejmujący dodatkowo malownicze i narciarsko atrakcyjne masywy Marillevy i Folgaridy. Kosztuje to dodatkowe 40 euro. Uwaga: w mieście nie ma bezpłatnych parkingów. Koszt tygodniowego parkowania na strzeżonym parkingu to 100 euro. Włosi lubią też zaskoczyć dodatkowymi opłatami, które naliczają nieoczekiwanie przy wyjeździe, np. 30 euro za sprzątanie pokoju. Nie warto więc spłukiwać się "do spodu”. W wielu barach na stokach nie honoruje się kart kredytowych – cash only. Straszne "3 Tre” Dobrzy ludzie powiedzieli mi, że jak raz spróbuję na włoskich stokach, to już mi się odechce Ramzovej, Czarnej Góry i Zieleńca. Coś w tym jest, bo choć jako narciarski neofita kaleczący wszelkie style zjazdu, nadal mam apetyt na zatłoczone czeskie i polskie górki, to już nie taki jednak wielki. Bo jest jak? Oto przechodzisz przez bramkę, do której nie ma kolejki, po czym wskakujesz do gondoli lub na kanapę i zostajesz wywieziony hen w górę, gdzie stajesz na szerokim, wyprasowanym stoku – jakby ktoś nocą przejechał gigantycznym żelazkiem. A potem – na lewo niebieski, na prawo czerwony – mkniesz kilka kilometrów w dół, aby przesiąść się do innej kolejki, która wyciągnie cię w inne, jeszcze bardziej urocze miejsce. Ludzi niewiele, miejsca sporo, widoki takie, że aż się nie chce patrzeć pod nogi, a do tego ostre słońce, które o każdej godzinie dnia wydobywa ze skał inny kolor: od zielonkawego rano po purpurowy przed zachodem. Najstraszniejsza trasa - czarna – to oczywiście słynna mordercza "3 Tre”. To na niej w 1984 roku nasza slalomistka Dorota Tlałka zdobyła laur dla Polski. "3 Tre” jest na ogół przygotowany jak na zawody i jak dla zawodowców. Twardy, ubity nieomal na lód stok ma spadek nawet 65 procent. Nawet się do niego nie zbliżałem, choć rozmawiałem z ludźmi, którzy nim zjeżdżali; niektórzy żałowali, że nie założyli wcześniej pampersa. Polacy w Madonnie naprawdę nie mają się już czego wstydzić. Tu naprawdę widać, że 20 lat wolności posłużyło nam. W Alpy rodacy przyjeżdżają przyzwoitymi samochodami, w knajpach na stoku wcale nie są najbardziej pijani (prawdę mówiąc wcale), ich ciuchy, sprzęt i maniery wcale nie odbiegają od otoczenia. Tym bardziej, że wieczorami i tak najbardziej biesiadni i najgłośniejsi bywają Włosi. To bardzo fajny naród. Ubierają się jak nikt w Europie i mało kto przejmuje się tu kontynentalną obsesją antynikotynową. Widziałem sunącą po stoku modną czarnulę z papierosem w zębach. Palą też na krzesełkach wyciągów. I nikt nie wzywa policji. A z rytualnego cappuccino przy stoliku na wolnym powietrzu nie rezygnują nawet przy minus pięciu. Ba, oni nawet organizują dyskoteki pod gołym niebem i na dwóch tysiącach metrów, tyle że do godz. 16.30. Szusy po sztruksie Rozpusta rozpustą (śnieżna!), ale komuś za to wszystko wypada podziękować. Za splendor gór, za biel dziewiczą, za zdrowie w płucach i w nogach. Komu innemu, jak nie Madonnie? Stoi tu kościółek z kamienia w alpejskim stylu Habsburgów. Belkowanie takie, że próżno by dziś szukać takiego cieśli. A na każdej ławce wyrzeźbione nazwisko fundatora, na ogół były to całe rodziny. Duże, grube, wyraźne litery. Zastanawiam się, co by było, gdyby taka forma wdzięczności kultywowana była na kościelnych ławkach w Polsce. Pewnie by się jakiś oświecony mądrala wyzłośliwiał na temat "katolicyzmu na pokaz”. Jak to jest, że to, co za granicą traktujemy jako interesującą ciekawostkę, u nas odbieramy jako narodową katonapinkę? W nocy warto pójść pooglądać ratraki. Są jak wielkie gady wspinające się pod górę w tumanach śniegu, który same podnoszą. I omiatają zbocze tymi swoimi mocarnymi reflektorami, niczym majster świecący lampą po gładzi gipsowej w poszukiwaniu nierówności. I już warkoczą, już się mozolą, aby zasypać, wyrównać, wygładzić. A rano na stoku - sztruksik. No to szus!1 punkt
-
Jaworzynka (duchem) w Vancouver! Jednym z uczestników olimpijskiej sztafety w Vancouver, obok tak znanych postaci jak Wayne Gretzky czy Sidney Crosby, był Michael Nell, wnuk pochodzącego z Jaworzynki Józefa Poloka juniora, który bezpośrednio po II wojnie światowej na stałe wyemigrował do Kanady i zamieszkał w Calgary. Taką informację podał gminny serwis internetowy Istebnej. „Michael jest skoczkiem narciarskim i cztery lata temu reprezentował Kanadę na olimpiadzie w Turynie. Skakał także na Dużej Krokwi w Zakopanem podczas jednego z Pucharów Świata. Rodzice Michaela, Carol i Gerry, są także bezpośrednio zaangażowani w organizację zawodów olimpijskich w Whistler” - czytamy na Ug.Istebna.pl. Ogień olimpijski, niesiony przez sztafetę, rozpoczął swoją drogę 22 października 2009 roku w ruinach świątyni Zeusa w Olimpii. Do Victorii, stolicy Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, drogą powietrzną ogień dotarł 30 października 2009 roku. Tuta rozpoczęła się jego licząca około 45 tys. km podróż po Kanadzie, która w sumie trwała 106 dni i zakończyła się w sobotę 13 lutego polskiego czasu na krytym stadionie BC Place Stadium w Vancouver podczas inauguracji XXI Zimowych Igrzysk Olimpijskich1 punkt
-
Jeździłem na Red Starach, to moim zdaniem nie jest klasyczna narta RC, do takiego np Fischera RC 4 rc brakuje jej troche dynamiki, za to bije je uniwersalnością na głowę i jest moim zdaniem dużo przyjemniejsza i milsza w pierwszym kontakcie - fajna narta na cały dzień i każde warunki, trudno mi porównać ale ja bym spoglądal w kierunku Head Icon TT 80 i 60 albo Salomon 24 hours lub 24 series - to są narty o podobnej koncepcji i podobnej geometrii - ale czy ok to twój kolega musi ocenić sam.1 punkt
-
Renault szykuje rewolucję w bolidzie Inżynierowie Renault chcą sporo zmienić w bolidzie R30 /AFP1 godz. 51 minut temu Team Renault, którego kierowcą jest Robert Kubica, przygotowuje znacznie zmieniony bolid na wyścig o Grand Prix Bahrajnu, który 14 marca rozpocznie kolejny sezon mistrzostw świata Formuły 1. http://sport.interia.pl/formula-1/formula-1/news/renault-szykuje-rewolucje-w-bolidzie,14398311 punkt
-
Co ty SB tak od razu z grubej rury! To profesjonalny sprzedawca dla właściciela a nie dla klienta!1 punkt
-
1 punkt
-
Ustroń Palenica.Ponieważ w weekendy omijam Nasze stoki z daleka,dziś zajrzałem sobie na Palenicę.Trafiłem bez trudu - łatwy i bezproblemowy dojazd - pierwszy wielki plus.Parkingi nie są może specjalnie wielkie,ale chyba wystarczająco pojemne,jak na tamtejsze potrzeby,do tego darmowe!Chyba po raz pierwszy zostałem ładnie przywitany przez jednego pana z obsługi:"dzień dobry,zapraszam" i do tego krótka miła rozmowa,a nie jak to zwykle bywa:"5 zł. proszę"... Taki niewielki gest,a jak wiele zmienia! Również pan w kasie miły i uśmiechnięty. Następna miła niespodzianka,to karnety(choć dzięki Wam już wiedziałem,że drogo nie będzie ) - nie dość,że tanio,to jeszcze duuużo opcji,zarówno czasowych,jak i na pojedyncze wyjazdy,chyba nie wszystkie są wymienione na stronce internetowej.Ja wybrałem poranne 4 godz.,czyli 30 zł(dawno nie zostawiłem tak mało pieniędzy na stoku!). :)Krzesełko stare i wolne,ale zawsze to krzesełko i przy takiej cenówce nie będę wybrzydzał.Spojrzenie na trasę,a tam wygląda to różnie - początek trasy dobrze przygotowany,ale już niżej można zobaczyć "cały bukiet możliwych owoców pracy ratraka" ,ku mojemu zdziwieniu,są też niewielkie przetarcia. :eek: Mimo to w większość trasy ok.Pogoda niestety nie sprzyjała - mgła,a czasem lekkie opady śniegu,do tego mam przyciemniane gogle(inne mi się właśnie rozleciały),czyli bezużyteczne.Pojeździłem jakieś 3 godziny i... koszmar powraca - praca. :pDla tych co nie byli:Trasa podobna do Nowej Osady - nachylenie,szerokość i długość - jedynie przy dole się trochę różni;trasa zawęża się i skręca,jest "mikro ścianka",a następnie już lekko do końca.1 punkt
-
Misal:)Dziękujemy Ci za prywatną inicjatywę,czyli wywiad z Panią Profesor:)Ale Twoja rozmowa/wywiad/ z Panią Prof.dotycząca jazdy na nartach kobiet w ciązy,była raczej luźna i Pani Prof.przedstawiła Nam problem bardzo ogólnikowo.,nie poruszając w większym stopniu zagadnień dotyczących aspektów czysto medycznych.Dlatego uważam,że każdy miał prawo przedstawić swoją opinię.,nie dyskutujemy z wiedzą obowiązującą i dotyczącą procedur medycznych.Tak naprawdę to nic jednoznacznie nie wynika z tej rozmowy,możecie ale musicie to robić w przyjaznych ośrodkach/dla kobiet w ciąży?/,trasy niebieskie i nieprzeludnione,nie można wjeźdzać orczykiem?-a najlepiej jeszcze by było jakby były tabliczki przed wyciągami,że kobiety w ciąży bez kolejki;).Sprawa jest jasna-nie ma takich ośrodków-nawet w Alpach.Zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie-czemu ma służyć,aby ktoś z bliskich zjechał pierwszy daną trasą-w czym to ma zwiększyć bezpieczeństwo ciężarnej?-no chyba,że będę krzyczał"uważajcie,bo jedzie moja żona w ciąży":).Ja z tego wywiadu wyciągam wniosek,że jednak Pani Prof dobrze zdaje sobie sprawę,że narty w tym okresie nie są dobrą formą rekreacji,ale nie chce tego jednoznacznie powiedzieć,a ostateczną decyzję zrzuca na lekarzy prowadzących/i słusznie/,a jednocześnie informuje,że kobiety,które samodzielnie podejmują decyzję jazdy na nartach biorą za to pełną odpowiedzialność.Wszyscy lekarze połoźnicy,którzy nie widzą bezpośrednich p-wskazań jazdy na nartach,przedstawiają takie warunki,które w rzeczywistości są nie do spełnienia.Upadek czy kolizja z innym uczestnikiem stoku jest nieodstępnym ryzykiem narciarstwa rekreacyjnego,i nawet stan błogosławiony nie eliminuje tych zagrożeń.Nie jestem połoźnikiem,ale wiedzę na temat fizjologii i jej pewnych odstępstw u kobiety w ciąży znam,anestezjologia w połoźnictwie to jest to zagadnienie,które spędza sen z powiek,nawet wybitnym specjalistom/Prof/ z mojej dziedziny. Oficjalnie większość położników uważa tak- Za zdecydowanie niebezpieczne i przeciwwskazane w czasie ciąży uważa się następujące formy sportu: jogging ponad 3 km dziennie jazda konna narty wodne nurkowanie w basenie i skoki do wody nurkowanie głębinowe biegi sprinterskie jazda na nartach zjazdowych jazda na nartach biegowych powyżej 3000 m n.p.m. jazda na rowerze w pozycji wyścigowej oraz na nawierzchniach stwarzających duże ryzyko upadku ruchowe gry zbiorowe (ryzyko urazu) pewne typy callanetics: ćwiczenia polegające na rozciąganiu mięśni brzucha, ćwiczenia grożące wprowadzeniem powietrza do pochwy ("rowerek", stanie na rękach, ćwiczenie z przywodzeniem kolan do klatki piersiowej), rozciąganie mięsni wewnętrznej strony ud, ćwiczenia z pogłębianiem zgięcia odcinka lędźwiowego kręgosłupa (skłon w tył) oraz inne wymagające znacznego zginania i prostowania stawów (skoki, gwałtowne ruchy lub zmiany kierunku ruchu, balansowanie) Temat dość ciekawy i chodzi o przedstawienie wszystkich aspektów oraz ewentualnych zagrożeń,a nie podważanie słów,czy jeszcze gorzej kompetencji Pani Prof,czy innych. Dziś są Walentynki-można przedyskutować temat z żoną lub przyszłą mamą przy dobrej kolacji i winie.Ciąża to odpowiedzialność,jak chęć posiadania potomstwa,a nie przeszkoda w naszym życiu codziennym,czy w hobby,ale niestety czasmi wymaga od kobiety pewnego poświęcenia i rezygnacji z pewnych dotychczasowych przyjemności.Trzeba pamiętać,że odpowiedzialność jest w tym okresie za dwa życia/zdrowia/ i trzeba zrozumieć,że jeśli będziemy się pchali w sytuacje gdzie istniej potencjalne ryzyko,automatycznie zmniejszamy je ,aby go uniknąć. To trochę przypomina-"palenie i picie alkoholu szkodzi zdrowiu",ja palę i piję,a wybór należy do Was/nie dotyczy ciężarnych/ Pozdr.1 punkt







