Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.03.2010 uwzględniając wszystkie działy
-
Witam:)jak to Władza musi mieć kontakt i kontrolę nad Userem;),telefon Sławka zastał mnie w czasie przebierania butów na Rondzie-mówię,jest słońce i mało ludzi na parkingu,zadzwonię na górze:p.Ale pomijając dzisiejszy dzień,wczorajszy był najlepszym podczas mojego pobytu w Zakopcu;).Od rana śmigaliśmy w rewelacyjnych warunkach z Johnym,pogadaszku na krześle,które faktycznie dla Maćka wydawało się małe ,a później dodarł Sławek:rolleyes:Na wstępie dostał opiernicz,że bez nart Ale faktycznie wszystko się pokręciło przez te przestawienie godzin,że najpierw z Maćkiem daliśmy ciała-przekraczając czas,a później wybierając się na kolejną jazdę.Znaliśmy się tylko z netu,a w realu czuliśmy się starymi znajomymi ,rozmowy o narciarstwie i naszych problemach życiowych,trochę plotkowania o forum.Jestem pod wielkim wrażeniem,że to forum to nie tylko pisanie...ale możliwość poznania sympatycznych,a nawet nie boję się użyć tego słowa -Przyjaciół.Sławek zaszczycił Nas dopiero po 16.00.rozmowy....,a później z Maćkiem przypomnieliśmy sobie o nartach-fakt,że głupio było nartować,kiedy Sławek przyjechał typowo towarzysko.Ale został Nam tylko jeden zjazd-na maxa .Sławek pomimo swoich przycinek na forum,jest bardzo komunikatywny,sympatyczny,a dla mnie przyjacielski:rolleyes:Cieszy mnie,że oprócz wirtualnej rzeczywistoci,poznałem w realu na tym forum super ludzi i oddanych narciarzy,jak Michał,Piotr z Rodzinką,Maciek i Sławek , dalej chcę poznać innych. A dziś...zrezygnowałem z jazdy nocnej-nie mam siły .Jak Sławek nadmienił,wybrałem w końcu Kasprowy:)Pogoda w Zakopcu od rana wiosenno-letnia,chociaż rano było O na dole.Na parkingu w okolicach Ronda kilka samochodów,wyjazd do Kuźnic nie łatwy,z powodu braku chętnych,ale w przęciągu 20 min uzbierało się 5-6 osób,jedziemy z 3 zł/taxi/.zajeźdzamy pod stację,zero kolejki.W samochodzie dowiaduje się od małżeństwa,które było dzień wcześniej,że da się zjechać do Kuźnic:pNa dolnej stacji zero kolejki,kupuje bilet góra-dól.nie wierze,że da się zjechać/,Wchodzę bezpośrednio do kolejki,widoki cudne.W kolejce zauważyłem,że Pani w kasie powrotny wyznaczyła na 11.10/nie wierzy w moje możliwości/.Zajeżdzam na górę,niby -5st.C,a ja już się pocę:eek:Pierwszy zjazd i kicha,jadę na jednej narcie i bucie,puściło wiązanie.Dobrze,że narta oddaliła się tylko 15m na ściance,zjechałem ześlizgując się i kłopot z ponownym wpięciem ,ale udało się i niespokojnie ku dołowi,na płaskim odcinku ponowne wypięcie i zapięcie,później ok.Rano,a nawet do godz.12 super warunki,twardo,ale bez lodu.Bez kolejki do krzesła,a tylko Gąsienicowa była czynna.po 12 trochę ludzi przybyło,Trasa powoli zaczęła ulegać zniszczeniu,na początku dól,gdzie jest wąsko,a później od 13.00...Wymęczyłem do 15,30,czułem,że mam coraz mniej sił,ale kusił mnie ten powrót na nartach do Kużnic.Decyduję się,jadę-góra w kotle Goryczkowej nawet fajnie,są przetarcia ale też jest kawal śniegu,po drodze mijam ski-tourowców,pytam co dalej-Oni spoko,ale ostrożnie,mieli rację,ale nie dla narciarzy zjazdowych,końcówka przy krześle masakra,szerokość zjazdu miejscami tylko 1 m.ale jak się okazało to była faktycznie bajka,jazda się zaczęła od stacji dolnej Goryczkowej narostradą,tam to był slalom pomiędzy kamieniami,a szyszkami w czymś ,co okresowo przypominało śnieg.Ale dotarłem prawie do Kużnic,no może z 100 m trzeba już narty nieść.Ogólnie warunki super,fajna pogoda...ale kurcze drogo,nie rozumię,jak można korzystać z osodka narciarskiego bez dostępu-czyli osobno trzeba kupić wjazd,zjazd-a jak nie kupię,to co...To tak jakby w Austrii na lodowcach kasowali osobno gondole i orczyki na lodowcach,raz tylko zrobiłem się w ....,na Kaunertal,jak kupiłem tylko wjazd na gletscherstrasse,nie kupując skipassu,a później się okazało,że nie można kupić karnetu na górze/dzień stracony,a byłem wtedy na Pitztal.,za rok już byłem bystrzejszy.A tutaj w dalszym ciągu ...A dziś byłem świadkiem niemiłego zdarzenia,snowbordzista podchodzi do punktu serwisowego i pyta ,czy może pożyczyć śrubokret,a Pan mówi,że nie ma śrubokrętu,a jak ma problem,to niech zadzwoni do Prezesa.Chłopak kulturalnie,odpowiedział,że to dziwne ,bo nawet w takim "skansenie"jak Szczyrk mają zaplecze dla narciarzy i deskarzy,na co Pan zrobił się wulgarny....Jeśli to ma być topowy ośrodek wysokogórski Polski,to chyba za mało,ja mogę się pogodzić z ceną,ale obsługa jset tu w dalszym ciągu na poziomie.....Nawet w Rusin-ski jest zaplecze techniczne dla narciarzy,to czemu w takim ośrodku jak Kasprowy,nie może być.Niby nic,ale jednak zniechęca .Do Austrii-nawet najbiedniejszego ośrodka,to Kasprowemu bardzo daleko. Nie wspominam już o Panach z Straży PT z lornetkami .10 punktów
-
7 punktów
-
Zgodnie z planem w weekend uderzyliśmy w chopok. Co prawda prognozy pogody nie dawały złudzeń będzie padać (prawdopodobnie deszcz) postanowiliśmy pojechać. Sobota wyjazd z gliwic 5.00 szybko i sprawnie na chopoku 8 30 czyli w momencie otwarcia wyciągów. Wjazd do góry krzesełkiem 6 osobowym i widzimy że warunkie sa niezbyt ciekawe. PO wjechaniu szóstką pierwszy zjazd i tu zaskoczenie warunki fajne troche miiękko, ale jak na wiosenne nartowanie to do zaakceptowania, z kolei przetarcia które widzieliśmy z wyciągu okazały się miejscowe spokojnie do objechania nie zwalniając. Warunki na trasach dobre, śniegu pod dostatkiem, minerałów/oblodzeń brak. 100% BĘDĄ JEŹDZIC PRZEZ ŚWIĘTA I PRAWDOPODOBNIE DŁUŻEJ. Z dołu można spokonie wciągnąć się przez lukovą na szczyt. Widoki piękne. Wszystkie główne wyciągi i trasy czynne po dwóch stronach. Po godzinie 12 zrobiły się straszne muldy więc już od 11 jeździliśmy po freeridzie od lukovej do trasy dojazdowej pomiędzy trasami czerwonymi 11a a 1a. Poza trasami na górze trzeba uważać na kosówkę ale od lukovej śniegu pod dostatkiem na całej długości. Pierwszy dzień udany przechechaliśmy ok 60km zmęczenie bardzo duże kończymy jazdę o 16 20 (przed 16 wjazd na lukovą), później obiadek, browarek i odpoczynek. Drugi dzień wstalismy tak zeby być na stoku przed otwarciem wyciągów o 8 30. Ale niestety zmiana czasu pokrzyżowała nam plany. Bo przyjechalismy na 8 30, lecz niestety okazał się ze jest 9 30:) Niedziela warunki idealne trasy przygotowane perfekcyjnie, w nocy był mróz. Konieczne było ostrzenie kantów i wymiana ramion w moich mutixach. Po tych zabiegach jazda to sama przyjemność. Najlepsze warunki na trasach 1a, 11a, 12, 7, 1, 2 więc wybór jak na obecne warunki bardzo duży. Kończymy jazdę o 14 przechechailismy ok 30km zmęczenie z dnia wcześniejszego doło o sobie znać. Do 14 praktycznie bez muld i przetać. Czysta jazda bez trzymanki:) Brak kolejek do wyciągów, parkingi zapełnione w 1/4. Ceny karnetów wiosenne, w restauracjach sezonowe. Z zapowiadanych opadów nic nie wyszło (i dobrze) przez 5 min sypał śnieg z deszczem. Zdjęcia dodam później. UWAGA NA POLICJE SŁOWACKĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! W liptovskim mikulasie codziennie jest prawdziwa obława policyjna. Mają nowoczesne radary stoją dosłownie co 2km! Niestety doświadczylismy tego na własnej skórze. W sobote deb.le stali pod hotelem chopok. Na ograniczeniu 40 jechalismy 60 czyli 100euro mandatu wg taryfikatora. Na szczescie udało się zejsc do 30e. Ale i tak za duzo. Patrole pod hotelem chopok, później przy wjeździe do centrum, i przy tatralandii kolejne 2 patrole. Uwaga nawet jak już kogoś mają na poboczu i nikt nie stoi z radarem mierzą bo mają nowe zabawki laserowe które mają schowane w samochodzie i mierzą przez szybę a później tylko wychodzą i zatrzymują (robią nawet zdjcie z celownikiem który samochód jest mierzony). Ceny mandatów w słowacji przekroczenie o: 10km 50e 20km 100e 30km 200e 40km 300e 50km 400e 60km 650e więc uważajcie! Bo to nie jest promocja:) Szczerze mówiąc wydaje mi się że warunki podawane na stronie nie są zgodne z rzeczywistościa, znaczy na trasach jest chyba trochę wiecej śniegu nie podają (takie jest moje odczucie choć może się myle).7 punktów
-
WZF na Rusin Ski.Na wstępie dziękuję bardzo Darkowi za bardzo miłe towarzystwo,wspólne szusy i gratisy - wielkie dzięki! ;)Dziękuje również Sławkowi,który nie mógł być z nami od rana,ale dołączył do Nas towarzysko. ;)Ale od początku.Ponieważ wieczorem byłem takim leniem,że nie chciało mi się przestawiać czasu,ustawiłem budzik w telefonie jakby o godzinę wcześniej... Telefon jednak sam się przestawił na czas letni,więc nieświadomie wstałem wcześniej.Zorientowałem się w samochodzie... No nic,lepiej być wcześniej niż później.Na drodze pustka,przycisnąłem mocniej i dojechałem o godzinę za wcześniej.Stok przygotowany pięknie(zdj.1).Zapas czasu się przydał...Porobiłem sobie zdjęcia,bo widoki wspaniałe!Już przy wjeździe panorama Tatr(zdj.2).Następnie szukałem sobie odpowiednich ujęć,tą górkę nie muszę przedstawiać - zdj.3 i 4 ,znalazłem chyba części do kolejnej inwestycji(zdj.5)Ok 9-ej przyjechał Darek,rozpoznaliśmy się bez trudu.Oczywiście od razu zaczęły się dyskusję,głównie na tematy narciarskie.Kupiliśmy karnety do godz. 16-ej,więc sporo jazdy przed nami! Pierwszy szus i jest zarąbiście - równiutko i twardo.Zaczęliśmy nawijać raz po raz i gawędziliśmy na krześle... no właśnie,to krzesło.Wszystko byłoby dobrze,gdyby nie to,że mam za długie nogi i nie mieści mi się noga między podnóżkiem a tym pałąkiem na ręce,czy jak to się tam zwie... Tak sobie śmigaliśmy i śmigaliśmy,aż przyszła pora na pit stop - browarek.W tym czasie robiło się już miękko,ale bez muld.Potem znów nawijanie i tu w pewnym momencie szok - podchodzimy odbić kartę,a tu już po szesnastej!Kiedy to minęło - się zastanawiamy! ;)Układamy więc plan awaryjny - kupujemy po jednym wyjeździe i idziemy na obiadek,a po obiadku kupujemy karnet od 17-ej do końca jazdy...W tym czasie przyjechał Sławek,więc po jedzonku znów pogadaliśmy sobie trochę,nawet spore trochę... .Czas ruszać na stok,ale tu zaskoczenie - dziś czynne do 18-ej,a jest 17.50;toś my pojeździli... Szybki zakup po jednym wyjeździe,ostro na dół i to by było na tyle.Zarąbisty dzień!Szkoda,że jutro muszę iść do roboty,tak bym jeszcze zawitał na Podhale i wspólnie poszusował. To chyba moje zakończenie sezonu i tu ciekawostka - zacząłem sezon od WZF i zakończyłem na WZF.4 punkty
-
Dzwonił Darek L z Kasprusia i krzyczał do telefonu że warunki super, ludzi zero i że nijakich poprzebieranych świstaków nie ma, niedźwiadków też Jeszcze zapomniałeś dodać z kim się spotkałeś, wstydzisz się czy co;)3 punkty
-
3 punkty
-
Byliśmy grupą 12 osobową w Ost Tirol i Karynti, podam panoramy ośrodków w których jeździliśmy. 1. http://www.gg-resort.at/wp-content/km_pan_a4_72dpibig.jpg Największy z ośrodków z stromymi trasami, 2. http://www.hochpustertal-ski.at/wp-content/255_HP-panorama-neu-22.6.05_72dpi_1-900x548.jpg Bardzo fajny ośrodek który można polecić rodzinom! 3.http://ski.intermaps.com/Kaernten/SDDSMap_Moelltaler-Gletscher.swf Szerokie trasy, po prostu pięknie... i leży już w Karyntii. 4.http://www.lienzer-bergbahnen.at/zettersfeld/winter/downloads/panorama-lienzer-bergbahnen.pdf Naprawdę rodzinny ośrodek, no i piękne trasy Udany wyjazd wszędzie można jeździć na jednym skipassie, jedyny minus to odległość ośrodków od siebie, po za tym BAJKA:o Ps. przepraszam za tak suchą zdawkową relację ale ból kręgosłupa uniemożliwia "bajkopisarstwo"2 punkty
-
1.Pomiarowi prędkości przez GPS bym zbytnio nie ufał,pisał kiedyś o tym Mitek.Sam wypróbowałem co pokaże mój telefon... Chciałem sprawdzić na jakiej wysokości mieszkam;w pierwszy dzień kilka pomiarów i wyszło ok. 510 m.n.p.m,innego dnia pokazało w kilku próbach ok 430 m.n.p.m.... Oczywiście GPS podaje margines błędu i niestety jest on spory! 2.Sam w swoim drugim sezonie(ok.70 dni na nartach) na nartach robiłem próby prędkości i wiem co się dzieje już przy ok. 80 km/h!Taka buźka: :eek: jest tu jak najbardziej uzasadniona!Wydawało mi się wtedy,że panuję nad wszystkim bo skręcałem kiedy trzeba,hamowałem kiedy trzeba,niby panowałem nad nartami... Teraz kończę szósty sezon na nartach i wydaje mi się,że wtedy byłem pierd.... Chyba szukałem emocji czy tam adrenaliny - dziś widzę nad czym nie panowałem! :eek: 3.Żeby zacząć naprawdę ekstremalną jazdę,czyli te 100 km/h,najpierw trzeba nabrać doświadczenia,moim skromnym zdaniem,nawet największy talent potrzebuję minimum 10 lat,żeby robić to w miarę bezpiecznie! Najpierw trza opanować wszystkie techniki jazdy,nabrać doświadczenia(wielokrotnie!!!)w każdych spotykanych warunkach,najlepiej dużo jeździć w tych najgorszych!Jak już się jeździ pewnie na lodzie i muldach,pozna się zachowanie własnych nart od poszewki,wtedy można sobie popuścić i zacząć dopi.... 4.Liczy się człowiek nie sprzęt,ten może nam tylko pomagać w określonych warunkach.Do dziś widzę narciarzy,którzy jeżdżą na archaicznym sprzęcie,ale co za gracja,szybkość i panowanie nad każdym ruchem! Jeśli szybkość ma być bezpieczna,to najpierw musi być perfekcyjna technika,nawet najlepszy sprzęt nie zatuszuje błędów! Podsumowując,to popracuj najpierw nad techniką,nad każdym szczegółem,dopiero później próbuj maksymalnych prędkości!Jeśli to Ty będziesz panować nad nartami a nie one nad tobą,to nie będzie Ci trudno opanować obecny sprzęt i nie będziesz zagrożeniem na stoku!Dopóki nie będziesz jeździł śmigiem,czy tam choć szuranym,ale pewnym,to zawsze będziesz miał nieoczekiwane problemy.Poza tym im trudniejsze warunki,tym bardziej będziesz się męczyć,sprzęt Cię w tym nie wyręczy!Czasem trzeba powalczyć,ale jest to przyjemne,czasem bardziej niż jazda na idealnej trasie.Kiedy to poczujesz,zapewne będziesz patrzył inaczej na rekordy prędkości...2 punkty
-
Sam na siebie jestem zły,ale po prostu zapomniałem o tej fotce. Narobiłem zdjęć rano jak aura dopisywała,później czekałem aż przyjedziesz,żeby fotka była "pełna" ,ale sobie zapomniałem... To jest dobry pretekst,żeby spotkać się ponownie w tym składzie! Fajnie to opisałeś! Zarówno Kasprowy i podejście do narciarzy tam,jak i Nasze spotkania - nie widzieliśmy się wcześniej w realu,ale przyjaźń to określenie jak najbardziej trafne!Te wnioski nie tylko po tym spotkaniu,ale i każdym wcześniejszym! PS.Oni tam tylko przewidują czas pobytu na Kasprowym,ale jak nie ma kolejek do zjazdu,wejdziesz bez problemu do wagonika.2 punkty
-
1 punkt
-
I dobrze,bo ostanio po spotkaniach z fotką,jakoś nie możemy się ponownie spotkać;)A Wasze "ryje"a Wy moją i tak zapamiętacie:D1 punkt
-
I jeszcze kilka, nie chcę przynudzać, Carverrek przypomnę jak Ciebie połamie .Zdjęcia nie oddają nawet w 10% tego co jest w rzeczywistości, lepiej uwierzyć na słowo że tam nie olewają turystów-narciarzy i nawet mały ośrodek jest przygotowany perfekcyjnie ( trasy, restauracje, WC, parkingi, itd). Naprawdę mogę polecić każdemu.1 punkt
-
Nie ma co pisać "nawet" - moim skromnym zdaniem, kultura ludzi w tym ośrodku i przygotowanie do przyjęcia KLIENTA a nie CYTRYNY jest tam na najwyższym poziomie. Dla mnie było już szokiem, że Pani w knajpie zbierając talerze pytała "czy można" i mówiła "dziękuję". Codo zaplecza - oprócz wiszących śrubokrętów w wypożyczalni pomogli mi tam ZA DARMO Z UŚMIECHEM NA USTACH. Że to nie ich kasa, bo tylko tam pracują? I nie wzięli 10pln? Dlatego tam przyjadę jeszcze nie raz i wydam 10pln następnym razem.1 punkt
-
1 punkt
-
Jurgów Byłem dzisiaj w Jurgowie. Warunki bardzo dobre, nie ma przetarć. Kadry narciarskie trenowały.1 punkt
-
... rzadko tu ostatnio zagladam ale widze ze tematy sie nie zmieniaja, ani pytania ani odpowiedzi. Mysle ze warto sie zastanowic nad dlugoscia przede wszystkim, konkretny producent/model to sprawa drugorzedna. 34lata, 85kg - X-Cross 168cm to byly zdecydowanie za krotkie narty !!! i jezeli na tej dlugosci rozwijales takie predkosci o ktorych piszesz to gratuluje odwagi a na pewno takie krotkie narty nie nadaja sie na muldy. Po drugie po muldach nie da sie jechac bez seslizgu, przynajmniej mi nie wiadomo o takich technikach. Po trzecie jazda skretem cietym bardziej meczy niz zeslizgiem1 punkt
-
Hmmm... No i jak Ci tu doradzić? :rolleyes:Jeśli dostaniesz szybkie stabilne narty w okolicach 180 cm to będziesz jeździł 120 km/h po publicznych stokach, do czego, jako odpowiedzialny narciarz, nie przyłożę ręki. A z innej beczki, jak mierzysz swoją prędkość na stoku?1 punkt
-
Jungfrau i Les Diablerets. Pociąg do nart Przypiąłem narty już na ośnieżonym peronie dworca Kleine Scheidegg... Polacy nieczęsto jeżdżą na narty do Szwajcarii, która uchodzi za kraj znacznie droższy niż Austria, Włochy czy Francja. Ale zimowych atrakcji jest w kraju Helwetów tak wiele, że warto się wykosztować i choć raz odwiedzić którąś ze stacji narciarskich... *** Do Interlaken, pięknego miasteczka w niemieckiej części kraju, położonego nad dwoma jeziorami, Thun i Brienz, świetnej bazy wypadowej w narciarski region Jungfrau, dotarłem koleją. W ten sam sposób z dworca Interlaken Ost położonego na wysokości 567 m dostałem się do Kleine Scheidegg, 2061 m n.p.m., gdzie tuż obok torów zaczynają się trasy narciarskie. Pociąg to bowiem w Szwajcarii fantastyczny środek lokomocji - dociera niemal wszędzie! A Jungfraubahn to kolej poprowadzona najwyżej w Europie. Można by się nią dostać aż na Jungfraujoch Top of Europe (Dach Europy, jak nazwali to miejsce Szwajcarzy), 3454 m n.p.m. I podziwiać - jak zapewniają przewodniki - zapierające dech w piersiach widoki po stronie niemieckiej, francuskiej i włoskiej. Ja nie dotarłem na Dach Europy, ale mogę zapewnić, że z okien pociągu do Kleine Scheidegg widoki są równie niesamowite. Najpierw więc piękne XIX-wiecznie wille i hotele Interlaken, w których bywali wielcy artyści, pisarze, politycy: Byron, Goethe, Andersen, Mendelssohn-Bartholdy, Brahms, Clara Schumann, Czajkowski, kanclerz Otto von Bismarck. Za miastem pojawiają się malownicze wiejskie domy z drewna, w sąsiedztwie których można dojrzeć włochate krowy szukające pod śniegiem trawy. Pociąg jedzie coraz wyżej, krajobraz staje się coraz bardziej alpejski, aż w końcu zbliżamy się do trzech sławnych gór. To: Jungfrau (nazwa zwykle tłumaczona jako "Dziewica", 4158 m), Mönch (Mnich, 4107 m) oraz najsłynniejszy Eiger (Olbrzym, 3870 m). W masywie Mnicha i Olbrzyma Szwajcarzy wykuli tunel wspomnianej kolejki Jungfraubahn oraz dwie stacje - ostatnią, Jungfraujoch, na wysokości 3454 m. Można się stąd dostać windą na Dach Europy, czyli do obserwatorium astronomicznego zbudowanego na przełęczy pomiędzy Mnichem i Dziewicą. Eiger ze swoją słynną North Face (Północna Ściana) to legenda alpinizmu. Jako pierwszy wszedł nań pewien Anglik w 1858 r. Po raz drugi Olbrzym został zdobyty dopiero w 1938 r., a zajęło to cztery dni. W 1957 r. na North Face utknęli dwaj włoscy wspinacze - ratownikom udało się ściągnąć jednego z nich, drugi odpadł od ściany i zamarzł, a jego zwłoki wisiały na linie przez dwa lata. North Face i dziś wygląda niezwykle groźnie, ale współcześni wspinacze pokonują ścianę w kilka godzin. Główne ośrodki narciarskiego Jungfrau (obowiązuje jeden skipass), to Grindelwald, Manlichen, Wengen, Mürren i Kleine Scheidegg. 29 km tras czarnych, 94 km czerwonych, 59 km niebieskich, 15 kolejek gondolkowych, 17 wyciągów krzesełkowych i 12 orczyków. Ja przypiąłem narty na ośnieżonym peronie dworca Kleine Scheidegg. Dosłownie kilka kroków stąd biegną trasy. Nie są szerokie i, prawdę powiedziawszy, bardziej niż na doskonaleniu stylu trzeba koncentrować się na zważaniu na innych narciarzy (były to ostatnie dni lutego i w regionie Jungfrau panował spory tłok). Największą atrakcją tych okolic jest Lauberhorn. To najtrudniejsza - obok Stelvio we włoskim Bormio i Die Streif w austriackim Kitzbühel - trasa biegu zjazdowego w Pucharze Świata. Jest też spośród nich najdłuższa: zjazdowcy pokonują ją w 2,5 min, momentami osiągając prędkość 160 km/h. Jeżdżąc tam i przypatrując się Lauberhorn z bliska uznałem, że największe wrażenie robią ostre zakręty oraz szeroki na kilka metrów przejazd pod mostkiem. Jak zapewniał Martin, mój szwajcarski przewodnik, tuż przed mostkiem zjazdowcy mają na liczniku 120-130 km/h. Jungfrau podzielony jest na trzy regiony narciarskie. Kleine Scheidegg - Mannlichen to średniej długości trasy czerwone z długimi krajoznawczymi szlakami biegnącymi z powrotem do miasteczka. W Grindelwald-First mamy trasy dłuższe i o mniejszym nachyleniu, a w Mürren-Schilthorn niewiele wyciągów i kilka trudnych czarnych tras. Równie pięknie i ciekawie prezentuje się stacja narciarska Les Diablerets w pobliżu Jeziora Genewskiego (francuskojęzyczna część Szwajcarii). Największą atrakcją jest tu lodowiec, również o nazwie Les Diablerets. Wznosi się niemal na 3 tys. m n.p.m., a widok z ulokowanej na szczycie stacji kolejki i restauracji jest wprost fantastyczny - panorama Alp, z Matterhornem i Mont Blanc. Okolice są dobre zarówno dla początkujących, jak i dla bardzo wymagających narciarzy. Ci pierwsi mogą korzystać z dość płaskich, bardzo szerokich tras, atrakcyjnych także dla amatorów carvingu. Zwolennicy mocnych wrażeń mogą udać się na długą, czarną Quille de Diable, zaczynającą się na wysokości ok. 3 tys. m, a kończącą na 1840 m n.p.m. Często wiedzie ona między skałami i otwierana jest zazwyczaj dopiero po południu, gdyż wcześniej służby górskie zajmują się odstrzeliwaniem grożących narciarzom lawin. Gdy ja tam byłem, zerwało się potężne wietrzysko. Wiało tak mocno, że do wielkiej gondoli, którą wjeżdża się na szczyt lodowca, ładowano potężne betonowe bloki, by uczynić ją stabilną. Samo miasteczko Les Diablerets (baza dla jeżdżących po lodowcu) przypomina klimatem nasze Podhale. Drewniane na ogół domy (chalet) nie reprezentują rzecz jasna stylu zakopiańskiego, ale dochodząca z obór woń krów, owiec, siana i dymu sprawia, że czujemy się tu znacznie bardziej swojsko niż w alpejskich kurortach Austrii, Włoch czy Francji. Kilkanaście kilometrów stąd znajduje się kolejne piękne miejsce - położone na wysokości 1300 m Leysin, znane z sanatoriów dla gruźlików. Pierwsze wybudowano w latach 90. XIX w. Sławę zdobył tu dr August Rollier, doktor Słońce, który leczył helioterapią (dobroczynne działanie promieni słonecznych). Dziś w przepięknych sanatoriach (wielkie, secesyjne gmachy) mieszkają turyści korzystający zarówno z zimowych, jak i z letnich górskich atrakcji. Leysin przyciąga zwłaszcza snowboardzistów, a w Leysin Snow Park można oglądać światowej sławy mistrzów deski. Kto wjedzie kolejką na szczyt la Berneuse (tu zaczynają się trasy, jest też obrotowa restauracja korzystająca wyłącznie z energii słonecznej) nigdy nie zapomni niezwykłej panoramy Alp - znów widać Mont Blanc i Matternhorn i, przede wszystkim, błyszczące w dole Jezioro Genewskie. Warto wiedzieć • Jungfrau: sześciodniowy skipass - 308 franków (dorośli), czyli prawie 200 euro (dla porównania: we włoskich Dolomitach w szczycie sezonu sześciodniowy karnet Dolomiti Superski - obejmujący znacznie większy obszar niż Jungfrau - 225 euro, a ten na Val di Fiemme-Obereggen - 189). W restauracji dworcowej w Kleine Scheidegg Alpler Znacht potrawa z makaronu, ziemniaków, sera i specku (wystarczy za obiad!) - 12,4 euro, szklanka coli - 2,53, a kieliszek grappy williamsówki - 4,66 • Les Diablerets: sześciodniowy karnet uprawniający do korzystania z 72 wyciągów i kolejek Glacier 3000-Alpes Vaudoises (225 km tras) - ok. 190 euro wyborcza.pl1 punkt
-
Cześć, http://www.skiline.cc/home pzdr misal1 punkt
-
1 punkt
-
Przepraszam Arbiter, dopiero teraz mogę coś napisać i lecę dalej. Byliśmy w Stumm, Zillertal. Kilka rejonów na skipasie to wystarczy, żeby co dzień być w innym miejscu i wszystkie fajne. 1. Lodowiec Tux, trasy szerokie, super przygotowane, stacje logostycznie na 5+. Na 3250 m obłędna panorama, zjazdy dają niezłą porcję adrenaliny samą świadomością wysokości na jakiej sie tu jeździ.Po prostu obłędnie, mimo wiatru przy -20 stopniach. 2. Hochzillertal - to olbrzymia zjazdowa promenada tarasowato rozłozonych tras, jeżeli ktoś był na Wirding, to wie o co chodzi. Kilkukilometrowe zjazdy od czarnych do niebieskich. Czarna 8 godna polecenia, 7 niegorsza. 3. Penken - Tu jest cudownie, tras również mnóstwo, lecz trudniejsze. Tu jest czarna scianka o nazwie Harakiri, która to nazwa dobrze odzwierciedla wymóg dyscyplinowania się przy zjeździe. Jak sie złapie loopa, to nie obawy o sprzęt, jadący z góry zawsze dostarczą go na dół. Właściwie cała trudność polega na uniknięciu zasadzki tzw. rynienki zmuldzonej a możliwość zjazdu tkwi bardziej w psychice niż fizyce. 4. Arena 3000, dla mnie niewiele bo mgła, tak, ze przejeździliśmy dzień bo szkoda tracić. Dalej to już wróciliśmy na Hoch bo tam nam leżało najbardziej. Fajne tam jest to, ze z góry widać jak na dłoni tarasy zjazdowy, niesamowite wrażenie. Pozdrawiam. Zdjęcia później.1 punkt
-
W sumie masz rację........ tak samo jak inne "zbiegi" i "okoliczności" doprowadziły pozostałych do ich miejsc W sumie bardzo przypadkowy sport1 punkt
-
Cóż, miało by lepiej....... ale to najdłuższy dla mnie dzień na nartach w tym sezonie , a poza tym to wiesz co cygan dla towarzystwa był w stanie zrobić, to dla narciarskiego DOPIERO więc wspomnienia nie aż takie tragiczne jak by się wydawało1 punkt
-
SzCyrk Czyrna-Solisko;"woda mineralna"To już chyba koniec sezonu! Niestety od poniedziałku wytopiło bardzo mocno,na tyle mocno,że cała część pod Małym Skrzycznem była już zamknięta.Rano najpierw podjechałem pod Bieńkulę(wczoraj jeszcze chodziła,zdj.1),niestety przy dole zero śniegu,choć ściana jeszcze nawet wyglądała do zaakceptowania.Nic tu po mnie,zostawiam ją w tyle i jazda pod Golgotę.Znów wypatruję ją z drogi niecierpliwie i wygląda już dużo lepiej.Od parkingowego(wcześniej 8 zł ) dowiaduję się tyle,że najprawdopodobniej to ostatni bądź przed ostatni dzień jazdy.Narciarzy garstka,razem z goprowcami jest nas może 10-u.Wyjazd na górę dość ciężki,bo wytopiło tory pod orczykiem i nawet minerały się pokazały. :eek: Ale jazda wyśmienita - równo,twardo - jakby w nocy przymroziło... Po tym wietrze?Śniegu tutaj jeszcze dużo,jest brudny ale nie ma przetarć(zdj.3 i 4)Po kilku zjazdach ruszyłem zobaczyć,czy chodzi coś jeszcze.Można było wyjechać na Pośrednie i pojeździć na zielonej(zdj.4) trasie - warunki dobre,twardo!Następnie lukałem w stronę czerwonej "10".Wyciąg chodził,ale jak tam się dostać???Za pierwszym razem nie chciało mi się rozwikłać zagadki,ale w końcu ruszyłem na żywioł,w końcu Figo mianował mnie nieoficjalnie pierwszym reporterem z Beskidów .Dało się dojechać niebieską traską,a raczej tym co po niej zostało,bezpośrednio do czerwonej(zdj.5).Tutaj totalne pustki a warunki fajne!Chyba tu właśnie najeździłem się najwięcej. :rolleyes:Ruszyłem z powrotem;dało się przejść pod orczykiem na początek niebieskiej,czy tam raczej jej resztki i po przejściu paru kroków dojechać do zielonej i dalej na Golgotę.Ok 11-ej Golgota już dość mocno rozryta,ogólnie wszystko już rozmiękło i płynęło,a w wodzie pojawiały się minerały... :pZnów rozmawiałem z panem z GAT-u,narzekał,że mają dupiatego gospodarza. Podobno jak jest sezon,to wiele się mówi o nowych inwestycjach,ale kiedy tylko śnieg znika,również szum i chęci mijają... :DWidziałem dzisiaj jeszcze Żar,FIS Skrzyczne i Slmopol z daleka - wszystkie trasy mają spore przetopy i pewnie to ostatni weekend w Szczyrku i w Międzybrodziu.1 punkt
-
Wysłałem Ci na priv info o szkole raz pojedziesz i będziesz wracał, super goście i zajefajne podejście.1 punkt
-
Szukałem, szukałem i znalazłem... Fantastyczne opracowanie Tras Narciarskich "Wujka" w Polskich Górach. Rewelacyjne szczegółowe opisy wędrówek oraz unikatowe zdjęcia!!! Musicie to zobaczyć http://www.docstoc.com/docs/22699023/TRASY-NARCIARSKIE-OJCA-%C5%92WI%C3%8ATEGO-W-POLSCE1 punkt
-
Jak wiecie dane mi było spędzić tydzień czasu w Cavalese ( Val di Fiemme) a dokladnie miejscem mojego spania była mała miejscowość Carano- nota bene „dzielnica” Cavalese. http://www.villaboschetto.com/ to jest miejsce w którym spałem- już nie po raz 1 wybraliśmy to miejsce. Po pierwsze warunki które według mnie są bardzo dobre. Po drugie bardzo konkurencyjne ceny a po trzecie lokalizacja. Skipass Val di fiemme/ oberegen na 6 dni to koszt 189 E niestety nie ma żadnych zniżek dla studentów. Skipas oferuje nam cavalese belamonte oberegen pampeago. Jechaliśmy na Bratysławę Wiedeń i potem na Brennera i do Cavalese. Niestety pogoda w tamtą stronę nie była sprzyjająca dla podróżujących w jedynym słusznym kierunku w okolicach Bratysławy snieżna nawałnica i pare przygód w postaci starego mercedesa mijającego nas o włos i zatrzymującego się na barierkach . A teraz trochę opisu ośrodków I dzień Tego dnia padło na Cavalese bo najbliżej i idealnie na rozjeżdzenie. Pogoda super pełne słonce brak wiatru. Minusem tego dnia jak i trzech kolejnych był trwający karnawał a co za tym idzie duża ilość ludzi na stokach. Opisując ten ośrodek można powiedzieć krótko fajny ośrodek gdzie każdy znajdzie coś dla siebie – wydaje mi się jednak że więcej przyjemności znajdą w nim narciarze dobrze jeżdżący z uwagi na w miarę trudne trasy z Olimpica włącznie. Nie będę opisywał każdej trasy po kolei bo to nie ma większego sensu II dzień Pogoda nadal świetna na blacie -3 stopnie i decyzja pada na Belamonte. Dojazd z Carano trwa jakieś 20 minut po włoskich serpentynach. Docieramy na lekko zapchany parking który pokazuje nam że jednak nie będzie tutaj pusto. Zaskoczeniem było ze na tak dużą ilość samochodów nie ma dużego tłoku na trasach. Ośrodek o którym mowa tj. Alpe Lusia . Ośrodek można uznać za preferujący narciarzy początkujących a także tych którzy chcą spędzić miło czas i pojeździć dla relaksu na nartach duża ilość płaskich tras pozwalających na rekreacyjne uprawianie narciarstwa. Są też trasy czarne na których da się spocić jak np. Piavak albo Direttissima które bardzo przypadły mi do gustu. Tego dnia także dałem się namówić na pomiar prędkości co dwu krotnie skończyło się dreszczykiem emocji. Pierwszy wypięło mi nartę jak hamowałem i przy 80 km/h wpadłem w zaspę robiąc salto i wyleciałem poza trasę ludzie na wyciągu mieli wyczyny jak kaskaderskie popisy bo akurat zatrzymali kanapę a ja miałem ciśnienie ze 180 bo nie wiedziałem czy jestem cały:D ale szybko się pozbierałem i pomiar pokazał 94.3 km/h. Sumując ten ośrodek genialna propozycja dla rodzin gdzie duza ilość łatwych tras a także kilka trudniejszych pozwoli zaspokoić każde potrzeby. Gastronomia i toalety w dużej ilości III dzień Pogoda nadal super padlo na Pampeago bardzo duży ośrodek z bardzo duża ilością tras gdzie każdy znajdzie cos dla siebie bardzo fajne czarne trasy a także snow park tor do skicrossu a także pomiar czasu na gigancie który nota bene był przeze mnie a także przez kolegę młucony do upadłego co skończyło się obitymi przedramionami biodrem i udem ale i tak zabawa przednia. Bardzo duży ośrodek a co za tym idzie tutaj także każdy znajdzie cos dla siebie punków gastronomicznych jest bardzo dużo w Pampeago jest polski instruktor którego serdecznie z tego miejsca pozdrawiam udało się nam zamienić dwa zdania jadąc kanapą w górę. Tutaj występują bardzo fajne czarne trasy które wymagają dużych umiejętności by przejechać je w sposób „nie rozpaczliwy”. Niestety karnawal dalej trwał i ilość ludzi wpłynęła w znaczącym stopniu na jakość śniegu który koło poludnia na niektórych trasach się poprzecierał i wyszedł spod niego lodo-beton. Kolejne dni to powtórka w takiej kolejności Alpe lusia oberegen alpe lusia lecz niestety V i VI dzień rozpoczął się dużą mgłą i bardzo płaskim światłem na trasach a także ilośc ludzi się zmniejszyła niestety ostatniego dnia zaczęło mocno sypać i tak jak Darek w swoim temacie wspomniał wystąpiło zagrożenie lawinowe co nie stanęło na przeszkodzie by pośmigać sobie w puchu:P Droga powrotna powitała nas 40km korkiem zaczynającym się pod Kufstein ale jak to prawdziwi Polacy górskimi drogami dostaliśmy się pod Salzburg – zapytacie dlaczego? A no dlatego ze po 2h zrobiliśmy 5km od Salzburga było już ok. znowu przez Bratysławę . Sumując ten wyjazd mogę powiedzieć tak Val di Fiemme a szczególnie rejon Cavalese ( belamonte pampeago) to bardzo dobre rozwiązanie dla rodziny z dziećmi bądź wyjazdu w którym jest duża różnica umiejętności narciarskim- tutaj każdy amator białego szaleństwa znajdzie sobie coś dla siebie i będzie się czu komfortowo. Duża ilośc tras i nowoczesna infrastruktura dopełniają moje pozytywne odczucia które mam z tym miejscem. Włoska kuchnia świetne stoki niewygórowane ceny piękne widoki czego chcieć więcej?1 punkt







