Przepraszam, że długo nie odpowiadałem, ale braki czasu...
A)
B)
Chyba plączesz się w zeznaniach :, ale mniejsza z tym.
Ad A)
Gdybyś przez chwilę się zastanowił nad moim postem i punktami, to nie miał byś wątpliwości, że mała retencja zawsze stabilizuje przepływ. Również w potokach o małym przepływie i bardzo dużych różnicach przepływu. Jak mi nie wierzysz – masz prawo – zapytaj bobry. One właśnie na takich strumieniach robią to od ładnych paru milionów lat z nieprawdopodobną dokładnością. Oczywiście w górskich strumieniach nie dają rady, bo tam maksymalne przepływy niszczą ich konstrukcje a także dlatego, że bobry wymagają stabilizacji przepływu, której na górskim strumieniu nie da się osiągnąć. Ale zasada pozostaje. Każda mała retencja w mniejszym lub większym stopniu stabilizuje przepływ wody.
Ad B)
Ciekawe skąd bierze się takie nieprawdopodobne niezrozumienie praw fizyki u wszystkich „specjalistów” zabierających głos w sprawie naśnieżania…
Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale woda trafiająca do zbiornika z przeznaczeniem do śnieżenia, nie wpada do czarnej dziury, a następnie nie jest jetami ekspediowana poza naszą galaktykę. Z niej powstaje śnieg! I to nie w przestrzeni międzygwiezdnej ale w zlewni z której ta woda została zmagazynowana. Wiosną topi się w większości już po roztopach, zwiększa poziom wód gruntowych i przedłuża okres wysokiego przepływu w górskich potokach. Wtedy też można ją zmagazynować w zbiorniku na czarną godzinę – czyli np. letnie susze, czy w razie mokrego lata zachować nawet do zimy i ponownego naśnieżania. Magazynowanie wody do naśnieżania i naśnieżanie to też forma małej retencji, nikomu wody nie zabiera, a stabilizuje przepływ wody.
Kurcze, od paru postów piszę tak prosto, chyba na poziomie przedszkola, że aż mi czasami wstyd, a mimo to część czytelników nie rozumie tak banalnie prostych zagadnień….
Tadek
PS. Piszę ogólnie - nie konkretnie o Pracicy