Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
18.08.2014 - 18.08.2014
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.08.2014 uwzględniając wszystkie działy
-
W tym roku jeszcze sobie darowałem ze względu na kontuzję kolana... ...ale miałem olbrzymią przyjemność w tym, że udało mi się zebrać drużynę do jednego z ekstremalnych biegów organizowanych w Polsce - Biegu Katorżnika. O godzinie 13 wystartował "Galernik Team" w składzie: Piotrek (forumowy Expat), Jacek (półmaratończyk), Rafał (atleta) i komandos - Ernest. Zapisy odbyły się na jesieni ubiegłego roku...i skończyły się zamknięciem miejsc po 8 minutach. Impreza odbyła się 16 sierpnia w miejscowości Lubliniec - a w zasadzie w jego okolicach, lesie i przepięknym jeziorku. Dystans 10km, po wodzie, bagnie, kanałach melioracyjnych, lesie... ...po przeszkodach i nie zawsze na dwóch nogach. By nie zgubić butów w bagnie, chłopaki zabezpieczyli się przed biegiem. Start i meta usytuowane są tutaj na brzegu jeziora. By osiągnąć dobry wynik należy ustawić się na starcie blisko taśmy, a potem szybciej jest płynąć kraulem niż brodzić w wodzie po pas. Technik pokonywania wody jest wiele... ...najważniejsze - dobrze się bawić: część radomsko-bielskiego teamu "Predatores" w środku stawki z podniesionymi rękoma! Za pomostem biegacze ustawili się na płytszej wodzie - tam gdzie jest płyciej. Nagroda Fair Play powinna należeć się Ernestowi, który zauważył, że jedna z uczestniczek wpadła na zbyt głęboką wodę i zaczęła się topić po zachłyśnięciu wodą. Ten wrócił się i pomógł dziewczynie przedostać się na płytszą wodę - tracąc niestety czas... Na początku plan był taki, że ja jadę wzdłuż wyścigu i wspomagam znajomych Twardzieli. W plecaku miałem wodę i aparat... ...rower MTB niestety nawet nie wystartował ponieważ, po ostatnich opadach deszczy niemożliwością było odnaleźć trasę biegu w środku lasu. Pięć minut po starcie zaczęła się ulewa... Dopiero tuż przed metą trasa wyłania się z gęstwiny... Pierwszy z teamu, po zdublowaniu kilkudziesięciu Dziewczyn wyłonił się Jacek (bieg Pań "Księżniczek" wystartował godzinę przed "Galernik Team") - na poniższej fotce wychodzący z zasiek... Czołganych przeszkód na finiszu było sporo. Jacek i Rafał przybiegli na finisz jako pierwsi... ...a ponieważ na trasie bardzo łatwo się zaprzyjaźnić, to nim Piotr i Ernest przybyli - Ci po kąpieli w jeziorze uwiecznili biegowe znajomości. Zajęte miejsca: 111. Jacek z czasem 2:17:52 117. Rafał z czasem 2:18:46 141. Piotr z czasem 2:34:37 158. Ernest z czasem 2:41:45 Ale to nie czasy i miejsca są najważniejsze - najważniejsze było to, by wszyscy skończyli bieg, w miarę bez dużych urazów i kontuzji. Na mecie - wszyscy szczęśliwi z charakterystycznymi medalami ważącymi coś ok 2kg. Po wyrzuceniu butów, kąpieli w wojskowych kabinach prysznicowych ruszyliśmy do domu. Za rok nie ma takiej możliwości bym nie wystartował. Super impreza, super męska przygoda!!!3 punkty
-
Szczerze mówiąc to zastanawiałem się czy tych filmików nie dać w "trochę do śmiechu":smile: Co się tyczy wypowiedzi Chris_M to 100% racji. Dokupiłem te "wsporniki" do nart. Szczerze mówiąc jest to najgorzej wydana stówa:biggrin: Te wsporniki są tak śliskie, że narty suwają się po nich jak po lodzie. Użyłem je dwa razy - pierwszy i ostatni:biggrin: Co do długości nart to do mojego BOX-a 180cm w instrukcji pisze, że max 175cm. A rzeczywiście wchodzi z ledwością 170cm i to bez kocyka. Dobrze, że jestem niewysoki:wink: Pozdrawiam2 punkty
-
Z wizytą u Gombrowicza i nie tylko... Po wczorajszym Biegu Katorżnika: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19253-X-Bieg-Kator%BFnika?p=199054#post199054 nadszedł kolejny treningowy dzień. Założenie było jedno - robimy ok 50km i po drodze odwiedzamy jakieś ciekawe miejsca z okolic Radomia, w których jeszcze nie byliśmy. Ponieważ po stronie północno zachodniej nie bywaliśmy - to tam postanowiliśmy popedałować. Suma, sumarum wyszło zgodnie z założeniami - trasa wyglądała tak: ...na koniec do założonego do przejechania dystansu brakło 2km. Start, miejsce w którym spotkaliśmy się z wczorajszym uczestnikiem biegu - Expatem - fontanny z radomskiego deptaka, centrum miasta, ulica Żeromskiego. Do Wsoli jedziemy bocznymi drogami. To w tym miejscu mieszkał i tworzył Witold Gombrowicz - autor Ferdydurke. Jego pałacyk znajduje się tuż przy trasie krajowej numer 7 Radom - Warszawa. W ogrodzie, na przystrzyżonym trawniku znajdują się wielkie szachy... ...można zagrać. Wejście do Pałacyku i tamtejszego, bardzo zadbanego muzeum jest bezpłatne. Wiele tu eksponatów, obrazów, piękny fortepian oraz mnóstwo rodzinnych pamiątek i fotografii rodziny pisarza. Po krótkiej przerwie obraliśmy kierunek na lotnisko Aeroklubu radomskiego w Piastowie (tutaj niedawno zginął Mistrz Świata i wielokrotny Mistrz Polski w Paralotniarstwie: Grzegorz Krzyżanowski - mój kolega, w pobliżu tego lotniska niedawno również doszło do zderzenia dwóch szkolnych samolotów). Pech prześladuje to miejsce... Na niebie dzisiaj latają szybowce i małe awionetki. Na rowerze wjeżdżamy do hangaru gdzie możemy się przyjrzeć bezsilnikowym machinom. Do startu akurat zbiera się mały samolot akrobacyjny. Wracamy powoli do domu. Tutejsze drogi są nieskażone dziurami, a ruch samochodowy jest minimalny. Jak nie wadliwy asfalt, to absurdy drogowców montujących znaki. Nic tylko się śmiać, albo załamywać ręce na co wydawane są publiczne pieniądze. Docieramy do Radomia...a tutaj można zobaczyć: Radiostacja Fal Długich, która powstała przed II Wojną Światową z zasięgiem transatlantyckim. Dzisiaj... ...podobno przygotowywana do demontażu - cóż idzie nowe. W niedalekiej odległości od powyższego 150 metrowego masztu znajduje się niewielki obelisk z 1942 roku. To przy ulicy kieleckiej, hitlerowcy postawili w tym miejscu, szubienicę, gdzie powieszono dziesięciu mieszkańców walczących o wolną Polskę. Jeszcze kilka zakrętów i zbliżamy się coraz bardziej do domu. Śpieszymy się, bo na horyzoncie ciemne chmury i możliwe, że zacznie padać. Wjeżdżamy na małą, nieutwardzoną ulicę... Poghalańską. Trochę "Gór" w nizinnym mieście. Czyżby to znak nadchodzącej jesieni a potem zimy - że znaleźliśmy się na tej, trochę narciarskiej ulicy? Chyba jeszcze nie? Dopóki ciepło, a liście nie opadły z drzew trzeba korzystać i jeździć, pływać i aktywnie spędzać czas. Docieramy do domu. pozdrawiam marboru2 punkty
-
No właśnie, brakowało wody... dlatego integralną częścią rozpoczętego w 2001 roku procesu inwestowania w system naśnieżania w ówczesnym ON Pilsko, była budowa zbiornika. Problem w tym, że cała woda z potoku Szczyrbok... była już rozdysponowana od 2000 roku, nie wchodząc w szczegóły jak, gdzie i dla kogo... Po wielu staraniach udało się w 2008 r. uzyskać pozwolenie wodno-prawne na pobór wody i uzyskać pozwolenie na budowę zbiornika. Niestety w tymże 2008 roku w Korbielowie wiele zmieniło się na niekorzyść i projekt zbiornika trafił do szuflady... Nowy inwestor mógł już więc zbudować zbornik w jego obecnym kształcie tuż po przejęciu kompleksu w 2012 roku i była by to najlepsza decyzja wówczas... w zamian poczynił inne ruchy... jak wyszło - wiadomo. Tak czy tak ten zbiornik, to kropla w morzu potrzeb Pilska i sprawę w dłuższej perspektywie podratować może jedynie budowa dużych zbiorników gromadzących wodę... z potoku Glinne. Każdy (są tacy?), kto wie ile wody dla potrzeb naśnieżania pobiera w ciagu godziny np. Kotelnica Białczańska, ten wie o czym mówię... To, że na Pilsku było za mało armat, liczono na hojność natury, etc., to tylko część prawdy, prawdziwą przyczyną był i jest w dalszym ciągu (tylko w nieco mniejszym wymiarze) - brak wody!1 punkt
-
Na greckiej wyspie Samos rowerem Nie byłbym sobą gdybym spędzając wakacje w tak malowniczych okolicznościach przyrody na greckiej wyspie Samos (relacja): http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19250-Samos-tam-gdzie-narodzi%B3a-si%EA-bogini?p=198998#post198998 nie poświęcił jednego dnia na wycieczkę rowerowo-pieszą. Ponieważ kilka kilometrów od miejsca naszego zakwaterowania znajdowała się (jak wypatrzyłem na internecie) dziewicza, mała plaża (podobno dla nudystów) Mikro Seitani – postanowiliśmy tam dotrzeć. Niestety w sieci nie było dokładnego opisu tego górskiego szlaku – uprzedzę fakty i napiszę, że nie osiągnęliśmy celu… …tak naprawdę powody były dwa. Drugi: brak dostatecznej ilości wody. W hotelu, w którym nocowaliśmy wypożyczenie roweru – koszt 5 Euro. Start z miejscowości Karlovasi. Bagaże: sprzęt do snurkowania i plażowania, olejek do opalania i 1,5 litra wody. Jedziemy na początku asfaltową drogą wzdłuż portu. Tuż za nim zaczyna się pierwszy spory ok kilometrowy podjazd. Temperatura tego dnia, w słońcu ok 40sto stopniowa. Droga pod górkę, była sporym wysiłkiem fizycznym…a tak naprawdę rozgrzewką przed dalszą jeszcze trudniejszą trasą. Przy zjazdach, przyjemnie, chłodno ze względu na pęd powietrza. Dosyć szybko pokonaliśmy odcinek ok 5km, do końca plaży Potami. Mojej drugiej połówce bez obciążenia jechało się dużo lepiej niż mi. Po zjeździe i fragmencie płaskiego – zaczęła się spora wspinaczka. Manetki przerzutek zostały przez nas przestawione na najlżejszy bieg. Na odcinku 300m, różnica wzniesień ok 100m. Rowerzystka zeszła z roweru…a u mnie przy mocniejszym naciśnięciu pedał,na tej stromiźnie mocno podbija przednie koło w górę. Wjeżdżamy w las i spomiędzy drzew taki oto widok: Jeszcze parę metrów i jesteśmy u góry, nad Potami. Kończy się asfalt i teraz jedziemy drogą nieutwardzoną – nadal w górę. Próbujemy znaleźć jakieś zejście i drogę do Morza – nie udaje się… …a szkoda – na dole super miejscówki. Zaczepiamy miejscowych i pytamy jak dotrzeć do Mikro Seitani. Otrzymujemy odpowiedź, że należy wjechać na szczyt Góry i jak się skończy droga pójść szlakiem. Upoceni pniemy się dalej – docieramy do miejsca, gdzie szeroka jak dotąd droga nagle się kończy. Tu przypinamy rowery do drzewa i dalej wędrujemy pieszo. Szlak oznaczony jest na kamieniach czerwonymi kropkami farby. Brniemy najpierw przez las, później roślinność się przerzedza… …i znika na końcu. Pojawiają się pojedyncze drzewa oliwne i rumowisko kamieni…a nie osiągnęliśmy jeszcze najwyższego poziomu wzniesienia. Woda nam się kończy, a szlak staje się coraz trudniejszy – nie na nasze buty… Zaczynamy odczuwać skutki odwodnienia w tym upale. Mikro Seitani gdzieś na dole jest już widoczne, a my rezygnujemy z dalszej wspinaczki – jest zbyt karkołomna. …a było tak blisko. Cóż – zwycięża rozsądek… …tym bardziej, że natura pokazuje nam również inne niebezpieczeństwa? Wielkości ludzkiej dłoni pająk rozpościera na szlaku zaporę. Skuteczną – tu zawracamy. Zmiana wysokości i szlak w drodze powrotnej nie jest taki łatwy jak nam się wydaje. Najpierw schodzenie po skałach i kamieniach…a później zjazd rowerami z niezłej górki… …zastosowanie na raz dwóch hamulców tarczowych nie do końca prowadzi do utraty prędkości – cóż sprzęt, który wypożyczyliśmy nie jest najlepszej klasy – uważamy. Powrót na plażę Potami, pierwszy bar – pijemy! Mamy wrażenie, że zimna coca-cola ratuje nam życie – poziom pragnienia jest olbrzymi. Dalej jest już przyjemnie… …najpierw po kamyczkach, wzdłuż Morza: A potem chłodząca kąpiel. Kolejne podjazdy i końcowy zjazd do Karlovasi i do hotelu – to czysta przyjemność. Podsumowując – w upał, gdy mamy zamiar wyruszyć w nieznane należy przygotować się zarówno logistycznie – popytać, wyjaśnić, uszczegółowić z tubylcami trasę – po drugie, zaopatrzyć się w odpowiednią ilość wody – 1,5l na osobę w takich warunkach – to zdecydowanie za mało. Następnym razem będziemy mądrzejsi i z pewnością osiągniemy cel. pozdrawiam marboru1 punkt
-
tu jest wątek: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/10320-Kaunertal-Glacier-i-Fendels?highlight=fendels :happy:1 punkt
-
No i dotarłem wczoraj do Korbielowa. Po drodze niestety problemy, korek w Żywcu na 30 min.Na Miziową dojechałem traską jaką jechał maraton mtb. Fajny podjazd, ale wczoraj było błoto, glina, koleiny, błoto, glina, koleiny... Ciężko się jechało a dopiero końcówka o wiele lepsza.[ATTACH]16253[/ATTACH][ATTACH]16254[/ATTACH][ATTACH]16255[/ATTACH][ATTACH]16256[/ATTACH]Na górze słonko ale ja byłem już zmęczony i plany aby pojechać na Rysianke i dalej legły w gruzach. Zjeżdżałem więc do Sopotni chcąc poznać ewentualną alternatywę dla podjazdu z Korbielowa. Niestety urwałem hak od przerzutki i było pozamiatane! Dzięki gps jakoś przeskoczyłem na ślad którym jechałem do góry i powolutku zjechałem do Korbielowa. Jak zamknąłem drzwi od auta rozpoczęła się ulewa:-)Serdecznie pozdrawiamMaciek Wysłane z mojego LT26i przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Śladem Garego Fishera W środę jak Majka wygrywał drugi raz na TdF kręciliśmy z młodym od Andrzeja (Andy-w). Trasę znalazłem tu http://mtbistebna.pl/trasa-1.htm a punktem początkowym i końcowym w naszym przypadku była przełęcz Kubalonka. Zaliczyliśmy po drodze Ochodzitą, Trójstyk, Izbę Pamięci Jerzego Kukuczki... Jechaliśmy przez Słowację i Czechy. Rozpisywać się nie będę, zainteresowanych odsyłam do linku natomiast chciałem pokazać kilka zdjęć: Teraz kombinuję jak wjechać na rowerku na Halę Miziową, znalazłem podjazd od Sopotni Wielkiej, może ktoś ma jakieś propozycje lub zna fajny podjazd tak by nie trzeba było taszczyć roweru na plecach... Serdecznie pozdrawiam Maciek1 punkt
-
Z doliny Żylicy na Skrzyczne Ostatnio częściej bywam na Skrzycznem niż w zimie...tym razem chciałem poznać podjazd, którego jeszcze nie znałem. Dziwne, tyle razy tam byłem ale zazwyczaj wjeżdżałem na Skrzyczne od Lipowej (najłatwiejszy wjazd). Przeczytałem o tym wjeździe na jakimś portalu rowerowym i bardzo byłem ciekaw jak to wygląda w rzeczywistości. Najpierw musimy dostać się pod znaną nam Golgotę w Szczyrku, gdzie skręcamy w lewo w drogę między wyciągami. Średnio stromo wspinamy się drogą asfaltową. Mijamy po drodze "Malinówkę" i po 2km wpadamy na szutrówkę. Trzymamy się cały czas tej drogi. Po pokonaniu kilku zakrętów i kolejnych ponad 2 km skręcamy ostro w lewo, na drogę trochę mniej równą i z większą ilością kamieni. Docieramy do skrzyżowania, na którym odbijamy w lewo w kierunku Hali Skrzyczeńskiej. Jeszcze kawałek i wpadamy troszkę powyżej Hali na nartostradę z Małego Skrzycznego. Teraz znana już mi część, czyli podjazd trasą narciarską, trochę trudno ale szybko odbijamy w lewo w kierunku widocznego już szczytu. Całość z Soliska na szczyt Skrzycznego liczy 10 km. my pokonaliśmy tą odległość spokojnym tempem w 1godzinę i 25 minut. Bardzo fajny podjazd, dogodny i co ważne bez zsiadania z roweru. Pozdrawiam Maciek1 punkt
-
Pętla Biały Krzyż-Cienków-Malinka-Czarne-Biały Krzyż Wczoraj po sobotniej jeździe miałem ochotę znowu trochę pokręcić, więc wybrałem się tym razem z młodym od Andy-w na Biały Krzyż. Podjazd autem a rowerki na dachu:happy: Trasa liczy 40 km i około 1350 w pionie. Zaczynamy już znaną szutrówką za szlabanem w lewo na Białym Krzyżu. Po około 4,5 km dojeżdżamy do skrzyżowania, na którym skręcamy w prawo i jednocześnie wpadamy na żółty szlak. Początkowo szeroka, równa droga, szybki zjazd, potem trochę w lesie kamieni, trochę techniki i zbliżamy się do szczytu Cieńkowa. Widać Zameczek i jezioro Czerniańskie. Cały czas jedziemy żółtym szlakiem. Mijamy stację narciarską na Cieńkowie i jedziemy dalej w kierunku skoczni Adama. Cały zjazd z Białego Krzyża liczy w sumie ok. 17 km, naprawdę fantastyczny, szybki szlak, niezbyt trudny. Polecam! Dalej już niestety nie będzie tak łatwo, najpierw dojechaliśmy do zapory nad jeziorem Czerniańskim. Skierowaliśmy się w kierunku Czarnej Wisełki. Od skrętu na Czarną Wisełkę czeka nas podjazd, najpierw asfaltową drogą która prowadzi na Przysłop, natomiast my po 4,5 km skręciliśmy w lewo na szeroką szutrówkę, teraz 2,5 km pod górę. Na skrzyżowaniu na szczycie skręcamy w lewo i pozostaje nam jakieś 10 km do Białego Krzyża. Trzymamy się cały czas szerokiej drogi a na dwóch rozwidleniach trzymamy się prawej strony! Fajna trasa, nie trzeba zsiadać z siodła:happy: Młody miał jeszcze siły i pociął przez Kotarz, Karkoszczonkę, Klimoczok i Szyndzielnię do B-B. Szacun dla niego! Teraz tyle, wracam do oglądania TdF. Pozdrawiam serdecznie Maciek1 punkt
-
Barania Góra Witam. Po dwóch tygodniach miałem możliwość ponownego rowerowania, tym razem ze znajomymi. Ułatwiliśmy sobie sprawę i podjechaliśmy z B-B busem na Biały Krzyż. Plan był taki aby spróbować swoich sił i wyjechać na Baranią Górę Ostatnio jechałem od Malinowskiej Skały w kierunku Skrzycznego, tym razem dokładnie w druga stronę, odległość podobna natomiast niestety w porównaniu do odcinka na Skrzyczne, na Baranią jest kilka momentów, gdzie trzeba rower podprowadzić. Wiele rozpisywać się nie będę, z Baraniej zjechaliśmy na Przysłop, techniczny trudny zjazd po kamieniach, lub korzeniach i uskokach. Dalej do Wisły Czarne, tu bardzo przyjemnie i na Cienków. Powrót fajną szutrówką na Salmopol. Ogólnie trasa trudna i prędko na Baranią się nie wybiorę, ponoć od kamesznicy jest najlepszy wjazd. Natomiast widoki przy ładnej pogodzie mogą wynagrodzić wszystkie trudy! Serdecznie pozdrawiam Maciek1 punkt
-
A w Wąchocku, (tak ,tak w tym znanym z kawałów) w niedzielę 6-7-2014 odbyła się kolejna impreza z cyklu Lotto Poland Bike Marathon. Wystartowało ponad pół tysiąca kolarzy górskich w różnych kategoriach i na różnych dystansach. Najdłuższa trasa to ok. 50 km, trasa mini to 25 km, no i dla dzieci jakieś tam dystanse. Patrząc na liczbę uczestników to widzę, że kolarstwo jest popularne w naszym kraju. Przyjechali ludzie z całego kraju, startowały całe rodziny. Po zeszłorocznym "pogromie pogodowym" na trasach wokół Wąchocka, w tym roku pogoda dopisała. No może temperatura nie była zbyt korzystna (ok. 30 stopni) dla kolarzy. Trasa, w opinii większości stratujących, była najbardziej wymagająca. Sporo podjazdów, zjazdów, błota, piachu... Organizacja imprezy na 5! Aha, pies sołtysa nikomu juz nie przeszkadzał. A wiecie kto miał najbardziej złego psa ? Oczywiście sołtys Wąchocka. Jak zdechł, to jeszcze łańcuch szczekał przez rok!:smile:1 punkt
-
Rowerowy trip na Skrzyczne Witam! Dziś znów rowerowo. 60 km. w czasie 4,5 godziny przez Biały Krzyż, Malinowską Skałę i Skrzyczne. Trochę zdjęć będzie! Zaczynam spokojnie, dojeżdżam do S69, niestety jeszcze nieczynnej i jadę najszerszą drogą rowerową w Polsce. Po 5 km. wylatuję w Rybarzowicach, gdzie wskakuję od razu na drogę rowerową wzdłuż rzeki Żylicy, która zaprowadzi mnie aż do centrum Szczyrku. Po drodze zatrzymuję się na momencik, by oglądnąć trening młodych skoczków, jadą na wszystkie trzy skocznie... Następnie kontynuuję jazdę, teraz już główną drogą na Salmopol. Początkowo idzie ciężko, dodatkowo pod wiatr. Po drodze jakiś kawałek za Golgotą coś takiego widzę, musiałem foto zrobić. Ale co to było dokładnie? Fotoradar? Nie wiem... Na Biały Krzyż docieram nieźle wypompowany bo dałem sobie w kość na ostatnim km uciekając przed gościem na szosówce. Nie zatrzymuję się i jadę na szczycie w lewo, dokładnie przez szlaban i piękną szutrówką około 2,5 km. Widoki takie... Po tym dystansie skręcam w lewo pod górę i po chwili docieram do czerwonego szlaku na Malinowską, przed szczytem muszę trochę podprowadzić i w końcu po 40 minutach od Salmopolu jestem na Malinowskiej Skale. Dawno tu nie byłem.....chwila odpoczynku i kierunek Skrzyczne, po drodze jeszcze małe foto. Mijam Małe Skrzyczne. Po 30 minutach od Malinowskiej docieram na Skrzyczne, w końcu oglądam nową kolejkę bo w zimie niestety mnie tu nie było, bo albo nie było mnie w BB jak można było jeździć, albo nie było śniegu albo wiało itp. Odpoczynek i zjazd, zaczynam FIS em a potem trawersem w prawo, masakra.... i znowu przelatuje FIS, tych kamieni pełno, cała masa jak jakiś kamieniołom ale nic uważnie i bezpiecznie jadę dalej wzdłuż kolejki na dół, trudny zjazd i mało przyjemny. Najlepszy zjazd ze Skrzycznego to polecam do Lipowej, czyli do Ostrego. Nogi bolą, ..upa cała, serdecznie pozdrawiam. Maciek1 punkt
-
Rowerem po Zawoi Cześć. Miesiąc temu, w ostatni weekend maja gościłem w Zawoi, gdzie kilkanaście razy już byłem ale zazwyczaj w okresie zimowym. Tym razem zamiast nart miałem ze sobą rower :happy: W pierwszy dzień wybrałem się z kolegą zwiedzić pasmo Policy, a dokładnie zaczynając od wodospadu na Mosornym Potoku. Miejsce warte zobaczenia. Dosyć ostry podjazd zaczynamy najpierw drogą asfaltową, potem kawałek niebieskim szlakiem. Końcówkę trzeba pokonać pieszo z powodu ostrego zejścia do wodospadu. Następnie wróciliśmy z powrotem, do głównej drogi i skierowaliśmy się w górę Zawoi. Za tartakiem skręcając w lewo wjechaliśmy na "drogę stokową" i zaraz znów w lewo na żółty szlak na Mosorny Groń. Trasa wymagająca, ostro pnie się w górę a ja miałem kryzys od samego początku...ale w końcu dla takich widoków było warto! Wydawało się, że najgorsze za nami więc ruszyliśmy dalej żółtym na Halę Śmietanową. Początkowo nawet spoko. Ale jak wjechaliśmy w gęsty las, trasa zaczęła piąć się niestety mocno w górę a klimaty były prawie jak z Twin Peaks... W końcu daliśmy sobie spokój bo targać rower pod pachą nie ma sensu i odbiliśmy trawersem w prawo po czym dojechaliśmy do czerwonego szlaku, który zaprowadził nas na Przełęcz Krowiarki. Tu już jazda była o niebo lepsza. Chwila odpoczynku i ruszamy w dół w kierunku Zawoi, początkowo asfaltem a następnie skręciliśmy na wspomnianą już wcześniej "drogę stokową". Świetna, utwardzona trasa, szeroka z naprawdę fajnymi widokami na pasmo Babiej Góry. Trasa co ciekawe prowadzi specjalnym tunelem pod trasą narciarską z Mosornego! Od tego momentu czeka nas piękny zjazd aż do tartaku. A drugi dzień był również bardzo wymagający, przejechaliśmy Zawoję Wełczę i na Przełęcz Klekociny, a następnie na Halę Kamińskiego i zjazd do Zawoi Czatoża. Dwa dni trzeba powiedzieć trudnej jazdy, ponad 50 km w górskim terenie. Ale warto!!! Serdecznie pozdrawiam, Maciek.1 punkt
-
Rowerem po jurajskich trasachTo i ja się pochwalę małą wyprawą.Dzień przed przed Bożym Ciałem, po robocie wyjechaliśmy z Bielska w kierunku Jury Krakowsko-Częstochowskiej, scislej bardziej Częstochowskiej do Mirowa.Zamek w Mirowie Po wieczornym ognisku i nocy w "agroturystyce" wybraliśmy się w 6 osób na piękną wycieczkę rowerową po nowiutkich ścieżkach asfaltowych oraz leśno-polnych duktach. 17 latek od razu odłączył się od nas bo z wapniakami jeździł nie będzie i na swoim ekstremalnym góralu pognał w strone Janowa i Złotego Potoku. My w stronę Żarek. W Żarkach widzieliśmy zespół starych stodół z kamienia (foto brak) oraz zaliczyliśmy kawę i lody. Z Żarek udaliśmy się w stronę pustelni w Czatachowej. Następnie w stronę Niegowej i Bobolic Odrestaurowany zamek w Bobolicach i pstrąg na talerzu Z Bobolic wrócilismy do pobliskiego Mirowa, gdzie zapakowaliśmy nasz sprzęt i do domu.W sumie przejechaliśmy w bardzo rekreacyjnym tempie ponad 25 km w pagórkowatym przepięknym rejonie Polski.17 latek przejechał 56 km w nieco tylko dłuższym czasie.Polecam wszystkim te okolice. Są wspaniałe krajobrazy, ciekawe budowle, mili ludzie. Wszędzie jest bardzo czysto.Widzieliśmy tylko skrawek tego co można zobaczyć, dlatego jeszcze tu wrócimy.1 punkt







