Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      16 752


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. Bumer

    Bumer

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      4 396


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.10.2014 w Odpowiedzi

  1. Festiwal Ziemniaka, to coroczna impreza kończąca sezon letni w Muzeum Wsi Radomskiej. Co wówczas się dzieje? Organizowany jest festyn folklorystyczny ze śpiewami i tańcami ludowymi, z pokazami twórców sztuki ludowej oraz zwyczajnie z wykopkami i pichceniem ziemniaczanych potraw. W tym roku, w zeszły weekend, w niedzielę miałem przyjemność na tej imprezie być. Poniżej kilka fotografii samego skansenu wraz z budynkami zrobionych w trakcie trwania festiwalu. Stragany wśród starych, gospodarskich zabudowań: Drewniany kościółek: Bajkowa chatka: Wiatraki: Dworek szlachecki: Sypialnia, a pod łóżkiem wc… Staw w Muzeum Wsi Radomskiej: Kładka prowadząca na mokradła: Zielone bagno: Wnętrzne starej chaty z Solca nad Wisłą: Festiwal Ziemniaka i ziemniaki sprężynki: Zachęcam do odwiedzin skansenu. Warto podróżując trasą numer 7 za Radomiem (w stronę Kielc) zboczyć 500m i zrobić sobie małą przerwę w podróży.
    6 punktów
  2. Mam kogoś znajomego w pewnej sieci sklepów sportowych co się "plęgnie" po kraju jak Biedronka i wiem od tej osoby jaka jest zasada, np. czapka którą płacą u producenta 12 zł, mogła by być na półce za dwadzieścia kilka zł i taka marża by już ich satysfakcjonowała, ale mało kto by to kupił, bo by to uznał za chłam, więc wali się cenę 96, klient bogaty kupuje, a ten mniej zamożny całą zimę tylko maca ogląda i marzy, a jak w lutym zobaczy cenę 49,99, to się rzuca kupuje i jeszcze namawia opowiada innym osobą jakie przeceny, a to są potencjalni klienci:rolleyes::
    5 punktów
  3. Brenna - przymiarki do budowy nowej kanapy Witam, na portalu Beskidzka24.pl pojawiła się taka informacja: "Do Urzędu Gminy w Brennej zgłosił się inwestor, który chce wybudować na Świniorce czteroosobową kolej krzesełkową. Inwestycja w dolinie rzeki Leśnicy byłaby pierwszą tego typu w całej gminie. Przedsięwzięcie jest obecnie niemożliwe do zrealizowania, gdyż w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego nie ma odpowiednich zapisów. Spółka z Lublińca, prowadząca kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy w Brennej Leśnicy, zwróciła się do wójta o ich zmianę. Temat został poruszony podczas ostatniej sesji Rady Gminy. Radni zdecydowali się dać inwestorowi zielone światło i jednomyślnie zagłosowali za przystąpieniem do zmiany planu w rejonie stacji narciarskiej Świniorka. – Wielomilionowa inwestycja jest istotna dla rozwoju tej części Brennej. Mam nadzieję, że postawienie krzesełek w Leśnicy pozwoli przyciągnąć do całej gminy większą liczbę turystów. Cieszę się, że wreszcie znalazł się inwestor, który podjął się takiego wyzwania – mówi Iwona Szarek, wójt gminy Brenna." O budowie kolei linowej na Świniorkę mówi się już od dobrych kilku lat, co więcej na stronie internetowej znajdującego się tam ośrodka narciarskiego można było wtedy przeczytać o takich planach rozwoju, a jak się okazuje jak do tej pory nie było nawet odpowiednich zapisów w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Pozdrawiam A.
    4 punkty
  4. Jesienne Brody i Kamienna Kolejny mój pobyt na Zbiorniku Brody, utworzonym na rzece Kamiennej zaczęliśmy wcześnie rano. Pierwsze pół godziny uderzeń wiosłami było w totalnej mgle. Tym razem w planach było przepłynąć całość wody „stojącej” + dopstrągowanie do delikatnego progu wodnego na przedmieściach Starachowic. Własnoręczna próba sterowania żaglem. Na początku, gdy zdecydowanie poprawiła się widoczność podpłynęliśmy z kumplem pod zaporę, a następnie pod mostem drogowym i kolejowym wpłynęliśmy na niewielkie oczko. Zaczęło się wypogadzać. Widok pięknej, polskiej, złotej jesieni niekiedy zapierały dech w piersiach. Drzewa, różnokolorowe liście, błękitne niebo i delikatny wiaterek skłonił nas do kontemplowania przyrody…i drugiego śniadania. Po powrocie na „jezioro”, zaczęło delikatnie dmuchać… Gdy dmuchnęło nieco mocniej rozwinąłem żagiel. Kajak wyraźnie przyśpieszył sprawiając nam sporo frajdy. A ponieważ wiało nam w rufę, pokonaliśmy jeden most na „szmacie”… Potem drugi…i jeszcze spory kawałek udawało się nam żeglować pod prąd Kamienną. Okoliczni wędkarze byli pod wrażeniem poczynań naszego „jachtu”. Ponieważ trochę zdążyliśmy zgłodnieć – po złożeniu Triborda nadszedł czas na polskie hod dogi, które z braku czasu zostały spożyte na zimno. Dopłynęliśmy do zwałki… …a nad zwałką drewniany „most” z grzybami. Pomimo założonego skegu dmuchaniec przeszedł nad przeszkodą i spokojnie popłynęliśmy dalej pod prąd. Ten odcinek Kamiennej jest wyjątkowej urody. Kolega, który miał pneumatyczny debiut był zaskoczony urodą rzeki i jej krajobrazów. Kilkanaście minut wiosłowania, kilkadziesiąt zdjęć i udało nam się dotrzeć do celu. W tył zwrot i powrót z wyraźnym przyśpieszeniem na początku. Docieramy do napotkanej wcześniej przeszkody. Wygląda niczym brama do innego, magicznego świata. Wiosłujemy dzielnie i bardzo szybko, mimo przeciwnego wiatru dopływamy do Brodów. Robimy kółeczko wokół wyspy… …i kończymy pływanie. W cztery godziny udaje się nam pokonać dystans ponad 16km. To były niesamowicie malowniczy czas. pozdrawiam marboru
    4 punkty
  5. Ponownie Domaniów Na Zalewie Domaniowskim już byliśmy w tym roku dwa razy. Ponieważ od niedawna posiadamy żagiel do kajaka oraz biorąc pod uwagę to, że mieliśmy wolne jedynie niedzielne popołudnie (28 wrzesień) - ponownie zjawiliśmy się nad ww akwenem. Wyjeżdżając z domu pogoda zapowiadała bardzo przyjemne chwile nad wodą. Słoneczko, temperatura +17 oraz delikatne podmuchy wiatru, dla kajako-żeglarstwa to idealne warunki. Pakowanie, półgodzinna jazda, 15minutowy czas rozłożenia sprzętu i jesteśmy już na tafli jeziora zostawiając nasze autko za rufą. Wieje nam prosto w twarz, więc by pożeglować musimy przepłynąć na wiosłach na drugą stronę zbiornika by nabrać wysokości i puścić się dziwnym, półwiatrowym halsem w stronę wpływającej do Domaniowa rzeki. Tribord łapie Beaufortowską jedyneczkę i Seawave wyraźnie przyśpiesza. Składamy jedno z wioseł, a drugim od czasu do czasu koryguję kurs. Już na samym początku wyprawy zauważamy, że poziom lustra wody wyraźnie spadł. Na środku zbiornika spokojnie można wysiąść z kajaka i zrobić sobie z oddali bardzo ciekawą fotkę: Dzika część zbiornika zamieniła się w jedną olbrzymią płyciznę. Na środku znaleźliśmy piaszczystą łachę, która jest rajem dla tutejszego ptactwa…nawet dla bocianów. Większość już odleciała do ciepłych krajów…ostał się tylko jeden: Przez to, że głębokości są tutaj niewielkie – zarówno żaglówki, motorówki, skutery wodne i łodzie wiosłowe mają tutaj ograniczenie w poruszaniu się. Zatopiona betonowa droga jest diabelnie niebezpieczna dla wszelkiego rodzaju większych jednostek pływających. W tym miejscu robimy sobie przerwę. Fotki, brodzenie po piasku i płytkiej nagrzanej wodzie ale przede wszystkim przez moment możemy poczuć się jak… Oprócz śladów bosych, ludzkich stóp możemy zaobserwować liczne tropy ptactwa oraz wędrujące małże, które pozostawiają wężowe ślady na dnie. Po kilkunastu wesoło spędzonych minutach Piętaszek wraz z Robinsonem odpływają kolejnym halsem w kierunku rzeki. Już na niej spotykamy płynącą przed nami rodzinkę łabędzi oraz pierwszych wędkarzy polujących z żywcem na szczupaki. Zbiornik Domaniowski zasilają cztery cieki wodne: Jabłonica, Szabasówka, Garlica i Radomka. W jednej z wcześniejszych relacji w wątku szukałem i nie znalazłem „źródeł” tej ostatniej – tym razem się udało. Za tabliczką oznaczającą początek zbiornika w Domaniowie, za drewnianą kładką, po prawej stronie brzegu (patrząc w czasie pstrągowania) jakieś ok 300 metrów dalej – jest ujście! Wpłynęliśmy jakieś 50 metrów i niestety więcej bez wychodzenia z wody i karkołomnej przenoski nie dało się przepłynąć – przeszkoda: mega krzaki. Szkoda, że nie udało się zobaczyć co dalej. Z mapy wynika, że dotarlibyśmy do stawów hodowlanych i lasu. Dziki i wąski fragment rzeki mógłby być bardzo ciekawy ze względu na swoją niedostępność. Sam moment połączenia nurtu Radomki z połączoną Garlicą, Szabasówką i Jabłonicą jest wczesną jesienią przepiękny. Płyniemy dalej pod prąd. Przy obecnym stanie wody jesteśmy w stanie zobaczyć przeszkody, których wcześniej – wiosną nie było nawet widać. Wędrujemy w górę mijając przyjaźnie tym razem nastawionych wędkarzy, którzy siedzą na brzegu, niestety bez efektów połowowych. Po lewej i prawej stronie kajaka widoczny żółciutki piasek dna. Mijamy pozostałości mostu i umiejscowioną przy brzegu, ale w wodzie ławeczkę. Przepływamy jeszcze kilka zakrętów w tunelu z zieleni i docieramy do połączenia Jabłonicy i Szabasówki. Ze względu na niski poziom wody, nurt jest zdecydowanie silniejszy niż wiosną. Ponieważ głębokość nie skłania do dalszego przedzierania się w głąb lądu, zawracamy docierając do widocznego powyżej punktu. Powrót na jezioro jest szybki i przyjemny. Tutaj ponownie nabieramy wysokości, po to by jeszcze raz rozłożyć żagiel i dopłynąć do auta z wiatrem. W niecałe trzy godziny na wodzie udaje się nam pożeglować, popstrągować i mknąć z nurtem niczym kajakarze górscy. Wodna przestrzeń jeziora, uroki nizinnej rzeki jesienią – to wszystko dzięki niesamowitemu wynalazkowi jakim jest kajak pneumatyczny. pozdrawiam marboru
    4 punkty
  6. Pięć tyrolskich lodowców rozpoczęło już sezon, o czym informowaliśmy całkiem niedawno. Wiedząc, że część naszych czytelników będzie zainteresowana dokładnymi i aktualnymi informacjami dotyczącymi nowości i warunków panujących w tych najwyżej położonych terenach zjazdowych Austrii, postanowiliśmy zdobyć informacje z pierwszej ręki. Dlatego wybraliśmy się z wizytują na cztery spośród nich - Pitztal, Sölden, Stubai i Hintertux (piąty lodowiec - Kaunertal jest obecnie niestety nieczynny). Mamy nadzieje, że informacje zebrane w terenie, które systematycznie publikować będziemy w kolejnych dniach na naszym portalu, przydadzą się przy planowaniu wyjazdu, chociażby już wkrótce, w czasie długiego weekendu listopadowego. Zapraszamy więc w kolejnych dniach na nasz raport z podniebnego królestwa Tyrolu. Już jutro - Pitztal, a więc - do jutra! Więcej przeczytacie tutaj
    3 punkty
  7. Ja kompletnie przerzuciłem się na górki. Niestety w tym roku mało czasu ale polecam wszystkim miłośnikom roweru SingleTrack.
    3 punkty
  8. Niezły sierpień, piękny wrzesień, słoneczny październik a wątek rowerowy zamarł? Johnny śmiga (na Endomondo rekordy), nic nie pisze... Maćku gratulacje za trasę powyżej 120km dziennie! Taki wynik cieszy w kontekście Twojego kontuziowanego kolana. Do zimy będzie ok jak będziesz dalej prawie codziennie śmigał. Kmarcin zakupił kolarkę i pierwszy raz w życiu rozdziewiczył 100km jednego dnia (dane Endomondo). Również gratulacje! Kolego może byś skrobnął coś więcej o swoim sprzęcie w wątku? Expat - w tym sezonie śmignął już tysiączek... A ja? Cóż... Ćwiczę wieczorami, ćwiczę rankami. Regularna jazda, do max 50km dziennie. Wczorajszy zachód Słońca... ...i zmierzch: Pochwalę się również małym sukcesem i pobiciem swojego rekordu przejechanych kilometrów z zeszłego roku. Sezon nadal trwa, więc na razie nie ma co zdradzać szczegółów... Cel postawiłem sobie ambitny - ale o tym na podsumowanie 2014, rowerowego roku. Pozdrawiam cyklistów!
    3 punkty
  9. Z wizytą u Gombrowicza i nie tylko... Po wczorajszym Biegu Katorżnika: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19253-X-Bieg-Kator%BFnika?p=199054#post199054 nadszedł kolejny treningowy dzień. Założenie było jedno - robimy ok 50km i po drodze odwiedzamy jakieś ciekawe miejsca z okolic Radomia, w których jeszcze nie byliśmy. Ponieważ po stronie północno zachodniej nie bywaliśmy - to tam postanowiliśmy popedałować. Suma, sumarum wyszło zgodnie z założeniami - trasa wyglądała tak: ...na koniec do założonego do przejechania dystansu brakło 2km. Start, miejsce w którym spotkaliśmy się z wczorajszym uczestnikiem biegu - Expatem - fontanny z radomskiego deptaka, centrum miasta, ulica Żeromskiego. Do Wsoli jedziemy bocznymi drogami. To w tym miejscu mieszkał i tworzył Witold Gombrowicz - autor Ferdydurke. Jego pałacyk znajduje się tuż przy trasie krajowej numer 7 Radom - Warszawa. W ogrodzie, na przystrzyżonym trawniku znajdują się wielkie szachy... ...można zagrać. Wejście do Pałacyku i tamtejszego, bardzo zadbanego muzeum jest bezpłatne. Wiele tu eksponatów, obrazów, piękny fortepian oraz mnóstwo rodzinnych pamiątek i fotografii rodziny pisarza. Po krótkiej przerwie obraliśmy kierunek na lotnisko Aeroklubu radomskiego w Piastowie (tutaj niedawno zginął Mistrz Świata i wielokrotny Mistrz Polski w Paralotniarstwie: Grzegorz Krzyżanowski - mój kolega, w pobliżu tego lotniska niedawno również doszło do zderzenia dwóch szkolnych samolotów). Pech prześladuje to miejsce... Na niebie dzisiaj latają szybowce i małe awionetki. Na rowerze wjeżdżamy do hangaru gdzie możemy się przyjrzeć bezsilnikowym machinom. Do startu akurat zbiera się mały samolot akrobacyjny. Wracamy powoli do domu. Tutejsze drogi są nieskażone dziurami, a ruch samochodowy jest minimalny. Jak nie wadliwy asfalt, to absurdy drogowców montujących znaki. Nic tylko się śmiać, albo załamywać ręce na co wydawane są publiczne pieniądze. Docieramy do Radomia...a tutaj można zobaczyć: Radiostacja Fal Długich, która powstała przed II Wojną Światową z zasięgiem transatlantyckim. Dzisiaj... ...podobno przygotowywana do demontażu - cóż idzie nowe. W niedalekiej odległości od powyższego 150 metrowego masztu znajduje się niewielki obelisk z 1942 roku. To przy ulicy kieleckiej, hitlerowcy postawili w tym miejscu, szubienicę, gdzie powieszono dziesięciu mieszkańców walczących o wolną Polskę. Jeszcze kilka zakrętów i zbliżamy się coraz bardziej do domu. Śpieszymy się, bo na horyzoncie ciemne chmury i możliwe, że zacznie padać. Wjeżdżamy na małą, nieutwardzoną ulicę... Poghalańską. Trochę "Gór" w nizinnym mieście. Czyżby to znak nadchodzącej jesieni a potem zimy - że znaleźliśmy się na tej, trochę narciarskiej ulicy? Chyba jeszcze nie? Dopóki ciepło, a liście nie opadły z drzew trzeba korzystać i jeździć, pływać i aktywnie spędzać czas. Docieramy do domu. pozdrawiam marboru
    3 punkty
  10. Ja ostatnio bardzo ograniczyłem internet, fora, FB, raz przez nadmiar pracy i brak czasu, a dwa przez mam nadzieję przejściowe problemy ze zdrowiem i pobyt w szpitalu syna. Tak że tak w skrócie, 18 czy 19 lat nie jeździłem na rowerze, a w lipcu kupiłem sobie MTB Lazaro Evo3. Choć nie mam czasu na jakieś większe jazdy i wypady zrobiłem nim w sumie jakieś 400km głównie z synem i jakieś krótkie przejażdżki po Kielcach i okolicy. Poznałem Telegraf nie tylko narciarsko, a także rowerowo i tak nawiasem mówiąc jest on kapitalnym miejscem dla downhillowców, którzy oprócz lokalnych, to przyjeżdzają tu trenować ze sporej części Polski. Tam gdzie jest wyciąg na Stadionie znajduje się kompleks leśny Stadion-Biesak, w którym znajduje się kilkadziesiąt kilometrów różnych wariantów tras MTB, a ponadto odbywały się tu niedawno Mistrzostwa Polski MTB. A to wszystko mam dosłownie pod domem plus setki możliwości różnych tras w okolicy. Tylko niestety czasu na to nie ma za bardzo.A we wrześniu kupiłem sobie jeszcze używanego szosowego Cannondale'a i ten pieron wciągnął mnie bardzo. Ale znów z braku czasu do tej pory przez ok. miesiąc zrobiłem na nim ponad 200km, w tym w ostatnią niedzielę 108km, gdzie dotychczas raz zrobiłem 40km i może ze 2,3 razy po 20-25km. Mamy tu fajną ekipę i takich, głównie niedzielnych wycieczek będzie więcej, a na wiosnę na pewno zrobię 200km w jeden dzień. Ale i tak największą radość sprawia mi jeżdżenie z moim Bartkiem i to, że chce i lubi tak samo jak narty :smile:
    2 punkty
  11. Wątek trochę zamarł ale najważniejsze że część z Nas cały czas jeździ. Ja w tym roku trochę, na ile miałem czas pojeździłem, zrobiłem około 750 km głównie po naszych Beskidach. Czułem się na tyle przygotowany że w minioną sobotę zachęcony przez znajomego zadebiutowałem w zawodach mtb marathon w Istebnej. Przejechałem 47 km w czasie 3 godzin i 40 minut z niezłą średnią prędkością jak na amatora co dało mi 195 miejsce w kategorii Open. Udało mi się dojechać cało, bez defektu z czego jestem zadowolony. Trasa bardzo mi się podobała a najwyższym szczytem była znana nam Ochodzita!Kilka zdjęć z soboty: Odnośnie jeszcze aplikacji z którymi można jeździć rowerkiem, to oprócz znanego większości endomondo ja zainstalowałem strava. W wersji darmowej pokazuje więcej danych niż endo a dodatkowo jak ktoś chce rywalizować i jeździć na czas to jest to super sprawa. Są tzw. segmenty i można się sprawdzać na różnych odcinkach różnej długości i trudności z innymi zawodnikami. Serdecznie pozdrawiam Maciek
    2 punkty
  12. Trafiłeś idealnie. Ciągnęła nam się dzisiaj droga. Czesi, Austriacy, Niemcy wszyscy remontują drogi. Mieliśmy być na miejscu o 16, a dojechaliśmy na 18.30.
    2 punkty
  13. Szlak wiślany To nie narciarska inwestycja i nie najnowsza,ale o niej chcę napisać - szlak rowerowy wzdłuż rz. Wisły.Sceptycznie podchodziłem do doniesień medialnych o jego istnieniu - ciekawe czemu? :tongue: Ten szlak istnieje i ma się dobrze!Niestety,jak to u nas,coś musi być "nie tak".To "nie tak" to braki w informacji gdzie jesteśmy i w kierowaniu.Wystarczyłoby ściągnąć wzorce z kierowania ruchem samochodowym... Zaczynamy. Tuż za Ustroniem - takie info powinno być co ważniejszy rozjazd itp. Promenada w Ustroniu przy samej Wiśle: Tu się łączą Wisła z Brennicą Skrzyżowanie "Wiślanki" z Fullwypasówką na Cieszyn. Plan "podróży",a rzeczywitość... Tak wygląda szlak za Skoczowem... las,las,ewentualnie trochę asfaltu... :wink: Krótko po tym,jak się pokonywało góry,można się poczuć jak na równinach...
    2 punkty
  14. Fullwypasówka z B-B do Żywca Dziś zrobiłem na rowerze swoją trasę życia.Przejechałem 123 km,zaliczając m.in. Szczyrk,Wisłę,Ustroń i trochę jeszcze... Dojrzałem JC na Salmopolu w czarnym "Mercu",ale niestety on mnie nie... :redface: Zacznijmy od Ekspresówki na odcinku B-B do Rybarzowic.Ten odcinek jest już mocno zaawansowany i nie zdziwiłbym się,gdyby został oddany do użytku przed zimą! Ruszamy! Włączamy się do ruchu Tutaj nawet pogoda dopisuję! Ta marna kopia Batmana to ja Pas w stronę Żywca jest w pełni gotowy!Łącznie z wymalowanymi pasami! Prace trwają na okrągło,panowie ostro zasuwają! Ciężarówki zawijają jedna za drugą Rondo w Wilkowicach gotowe,jedynie łącznik z drogą w budowie (jakieś 100 m) Tuż przed Rybarzowicami już wszystko gotowe Wcale się nie zdziwię,jak ten odcinek oddadzą do użytku jeszcze w tym roku!Od Rybarzowic do Żywca są w lesie.
    2 punkty
  15. Jest już kalendarz: http://www.fis-ski.com/mm/Document/documentlibrary/AlpineSkiing/03/31/21/1415men_01.06.2014_Neutral.pdf http://www.fis-ski.com/mm/Document/documentlibrary/AlpineSkiing/03/31/20/1415ladies_07.05.2014_Neutral.pdf :biggrin: Odliczamy dni....
    1 punkt
  16. A ja dziś wysłałem mój wózek dla bliźniaków do Radomia żebym wiedział to bym go sam tam zawiózł :biggrin:
    1 punkt
  17. Byłem w Muzeum Wsi Radomskiej dwa razy na zdjęciach, ale tak prawdę mówiąc to kryje się przy lubelskim skansenie. Tak, że Mariusz zbieraj ekipę i ruszajcie do Lublina na rowerach nawet na dwa dni.
    1 punkt
  18. [video=youtube;Y8LSnuGTO5w]
    1 punkt
  19. 5 tyrolskich lodowców Na Pitztalu warunki nie są złe. Na trasach twardy, zmrożony śnieg. Stoki jak stoły! Jak się ma dobrze naostrzona narty to jazda jest naprawdę przyjemna. Na Pitztalu ostatni raz byłem kilka lat temu i to pod koniec sezonu. Nigdy tak wcześnie. Sporo spraw mnie zaskoczyło. Miejsca, które normalnie są zamknięte dla narciarzy dzisiaj stały się miejscem treningów licznych kadr z całego świata. Nowe parkingi, nowe trasy, nowa gondola, nowa restauracja na 3440m. Sporo zmian na lepsze.
    1 punkt
  20. 5 tyrolskich lodowców Pierwszy lodowiec zaliczony
    1 punkt
  21. Takie miałem plany! Możnie nie wbić się na "krzywego misia",ale spotkac się po drodze. :cheerful: Widzę,ze tez Cie nosi jak mnie... :applause: Na kajaku musialbym najpierw po trenować,ale rowerem juz prędzej. Chodziło mi nawet po głowie,zeby cale południowe wybrzeże objechac,ale to raczej pozostanie w sferze marzeń. Na to dopiero potrzeba by czasu... :biggrin: Najpierw jednak muszę uporządkować parę spraw. Ten ostatni długi wypad,miał właśnie na celu nabrać doświadczenia,ile jestem w stanie km dziennie zrobić,jakie tempo trzymać,czy cos zmienić w rowerze itp. Bogadszy o to doświadczenie wiem,ze na pewno przydały by się bardziej "cywilizowane" opony,może wyższy mostek na kierownicy i jeszcze parę drobnych szczegółów, które jednak maja znaczenie. Mariusz,jak będę mógł cos zaplanować,na pewno się odezwę. Przyjemnie by było całą ekipa się wybrać! :cheerful:
    1 punkt
  22. Lubię ziemniaki! Znaczy się frytki. Ksiądz Baszczykowski ( może Baszczyński, - nie pamietam teraz), pisał kiedyś, że to przez ziemniaki ludność mojego rodzinnego miasteczka stała się leniwa. Duża dostepność jadła w postaci ziemniaków powodowała, że odpuścili sobie wydobywanie piaskowca i kucie w nim, czy łapanie zwierząt! Może to i prawda, ale skoro w XVII wieku była tam ulica pod nazwą "Łajdacka", to i coś chyba było na rzeczy! :smile:
    1 punkt
  23. Umknęły mi Twoje posty Maćku - ogarnięte. Fotki super! Do Szczyrku wybierałem się już w zeszłym roku - ale niestety śniegu nie dowieźli... Ciekawe jak będzie w zbliżającym się sezonie? Mamy zatem podobne plany... ...z małą różnicą - planuję w ciągu dwóch lat spływ Wisłą od Goczałkowic do Gdańska kajakiem (ok 1050km). Co do rowerowych planów... ...marzy mi się przejazd jednośladem dookoła Polski, wzdłuż granic...no ale na początek przygoda na wodzie :smile: Może się dołączysz do projektów? Zapraszam - razem łatwiej się zmobilizować - numer telefonu w razie czego znasz :cheerful:
    1 punkt
  24. Johny, zaraz, zaraz! A gdzie my, forumowicze? Ustal tak trasę żebyś nas po drodze odwiedzał. My Ciebie przenocujemy, nakarmimy! Tak więc zostaje Ci wygospodarowanie jedynie czasu!:smile: Pozdrawiam!
    1 punkt
  25. Dzięki Mariusz. Na wstępie wspomne,że te rekordy to takiej moje rekordy. :wink: Nie opisalem bezpośrednio ostatniego wyjazdu,ale puscilem 3 posty w wątku "Polska - nowe inwestycje".Jest tam wzmianka o szlaku rowerowym-wislanym i trasie znanej jako najszersza sciezka rowerowa w PL. Planów na ten rok miałem sporo,ale marcowa kontuzja wszystko przekreśliła. :frustrating: Miałem m.in. wybrać się jednodniowo do... Krakowa,a to oznaczałoby minimum 200 km jednym ciągiem. Myślałem tez zaliczyć Słowację,może tez Zawoje,Zakopane itp. Po cichu tez tli się pomysł wyprawy wzdlusz Wisły, od samego Wisła Czarne do Gdańska.Ale do tego potrzebne są dwie rzeczy: czas i pieniądze,a ja nie mam ani jednego,ani drugiego. :frustrating: Ale dość dość, chyba się zagalopowalem... :crazy:
    1 punkt
  26. A do mnie na kawę nie wpadłeś!
    1 punkt
  27. No to życzę obfitych opadów w najbliższych dniach , bo na razie kiepściutko ze śniegiem na tyrolskich lodowcach - jeździ się na zmagazynowanym z poprzedniego sezonu - poza trasami czarne skały niestety jeszcze....
    1 punkt
  28. Z góry informuję, że nie mam nic do ciebie (a tym bardziej do tego co kupujesz) - cytat jakiś był mi potrzebny do postu:wink: Narzekamy na drogie skipassy i wyjazdy narciarskie. A tu lekką rączką pisze się, że 1kzł to można za kurtkę dać. Moim zdaniem to cena kosmiczna jest no chyba, że dla żony:biggrin: W moim przypadku jest tak: W roku na nartach jakieś 15 dni. Z czego 10 dni wymaga kurtki (powiedzmy narciarskiej) bo reszta to w softshell-u czy jakimś "ortalionie". Nie używam kurtki narciarskiej do innych celów. Jako, że kurtkę zmieniamy pewnie co cztery lata wychodzi, że jeden dzień nartowania z powodu kurtki wynosi 25zł. Jak ujął to kolega W.W. IMHO za dużo. Teraz druga sprawa - jakość. Co to znaczy? Ja się pytam czy w ciągu 40 dni na nartach ta "słabej jakości" kurtka się rozpadnie? Mam w tym względzie trochę inne doświadczenia. Trzecia sprawa to te wszystkie parametry. Pytam się ile z tych czterdziestu dni życia kurtki spędzamy w jakichś ekstremalnych warunkach? Mam tu na myśli temperatury rzędu -25stC, wichury, ulewne deszcze.....itd. Obecnie posiadam kurtałkę za 250zł. Membrana nawet nie wiem czy jest. Nie marznę w niej bo zawsze sprawdzam pogodę jaka będzie i odpowiednio się ubieram. Nie przemaka bo tak już ma:biggrin: - przypadek? Nie bo w zasadzie przez ostatnie 20 lat nartowania nie trafiłem na deszcz. Zdarzało się w pod koniec marca czy w kwietniu, ale wtedy jeżdżę w leciutkiej kurtce z przysłowiowego "ortalionu" Tyle z mojej strony. A jak wcześniej mówiłem co kto kupuje to jego sprawa. Dla mnie 1000zł za kurtkę (choć by była kosmiczna) to za dużo. Pozdrawiam
    1 punkt
  29. 1 punkt
  30. Trochę to tak wygląda jak w tym fragmencie filmu: [video=youtube;MLlJb1HRJpQ] To takie polskie:smile: Pozdrawiam PS: sorry za OT
    1 punkt
  31. Szczyrk Beskid Po tym co napisał JC wczoraj,nie byłem zbyt nachalny i machnąłem parę fotek z dołu. Na dole spore fundamenty - chyba budują garaż dla krzesełek,bo jakiś spory ma być ten budynek Coś tam mocno rozkopali,ale stąd widać tylko tyle Całość Widok z przeciwstoku
    1 punkt
  32. Będą zabierać! Mówię Wam, będą zabierać! Jak nic, będą zabierać! Trza by z posłami pogadać aby nie było dodatkowej kary- pieniężnej! No to co, zaczynamy lobbing? Widzisz Wojmu, wydaje mi się, że nie bardzo rozumiesz swoją sytuację w dzisiejszych realiach. Tu nie chodzi o jakąkolwiek winę, tu chodzi o "posiadanie instrumentów" aby w każdej chwili zrobić z Tobą porządek. W imię wolności i praw obywatelskich!
    1 punkt
  33. Oprócz wieży telewizyjnej widać nowa kopułę wieży klasztoru. Wieżę zburzyli w 1914r żołnierze jasniepana, miłosciwie nam panujacego we Wiedniu. Dopiero po stu latach udało sie ją odbudować. Poddobno widok z niej jest wspaniały. Widać całą ziemię świetokrzyska a przy dobrej pogodzie to i nawet Tatry!
    1 punkt
  34. Świętokrzyskie Wióry i Świślina część II Piękniejsza część załogi Seawava na tym etapie podróży, śmiało może powiedzieć, że żagiel kajakowy opanowała. Wiaterek dmuchnął troszeczkę i pomknęliśmy dosyć szybko w kierunku rzeki. Świślina, to dopływ rzeki Kamiennej. Jej wody są mocno zakwitnięte, ale obfitują w ryby sądząc po ilości wędkarzy oraz infrastrukturze. Pstrągujemy a za rufą pozostają takie oto widoki. W pobliżu zbiornika Wióry, rzeka nie jest ciekawa i niestety nieco zaśmiecona – płynąc dalej (za mostem drogowym Kałków – Pawłów) jej charakter się zmienia. Robi się wąska, nurt wyraźnie przyśpiesza – płyniemy głębokim wąwozem a sam charakter jest już podobno górski: Drzew coraz więcej… …jedno z nich, jego gałęzie zabierają mi okulary słoneczne – lądują na dnie. Płyniemy do pierwszej nieprzepływalnej przeszkody – płytkiego bystrza. Nakręcamy i ponieważ robi się już późno, wracamy. Płynąc z nurtem łatwiej robić mi zdjęcia. Poniższe huby w rzeczywistości dużo, dużo piękniejsze. Jest po 17stej. Ponownie mijamy most: Tutaj wyładowuje mi się telefon i niestety endomondo się wyłącza – ehhh te smark fony. Mijamy jeden z wpływający do Świśliny strumyków. Odczepiamy i podajemy jednemu z wędkarzy urwany i zaczepiony na środku rzeczki spławik, pokonujemy kilka zakrętów i ponownie wiosłujemy na jeziorze. Tutaj obserwujemy wyraźną zmianę… …mistyczną zmianę: Po spokojnej wodzie płynie jedynie nasz kajak, powierzchnia jest niezmącona nawet najmniejszą falką, mkniemy do auta myśląc o pysznym obiedzie w domu. Żegnamy się z Wiórami… …i już wiemy, że tu wrócimy, bo niesamowicie nam się tu podoba i do pstrągowej eksploracji pozostała nam druga część zbiornika z drugą rzeczką Pokrzywianką. Pozdrowienia dla wszystkich Forumowiczów marboru
    1 punkt
  35. Świętokrzyskie Wióry i Świślina część I Już jakiś czas temu zakupiłem żagiel do kajaka a dopiero dzisiaj postanowiłem go wypróbować, niestety w ostatnim czasie miałem brak możliwości jakichś dalszych wyjazdów – wreszcie udało się. Po przemyśleniach, postanowiłem pojechać tam gdzie byłem tylko raz (na rybach) na Zbiorniku Zaporowym Wióry położonym przy miejscowości Kałków w Województwie Świętokrzyskim. Piękny kolor wody, spowite polami górki plus wpływające do niego dwie rzeki były kolejnymi argumentami. Pobudka z samego rana, pakowanie sprzętu i jazda. Będąc po raz pierwszy na Wiórach kilka lat temu, był to bardzo młody zbiornik wodny, powstał w 2005r zbyt wielu ryb nie złapałem. Wodowanie pneumatyka miało się odbyć po przejechaniu Kałkowa i zapory – niestety, to się nie udało ze względu na zniszczoną drogę i brak możliwości wjazdu na tamę. Kierując się na południowy zachód, otaczamy sztuczne jezioro trafiając do miejscowości Pawłów. Tu skręcamy w lewo przed cmentarzem, jedziemy kilka kilometrów i docieramy do miejsca gdzie kończy się droga, a zaczyna brzeg. Elektryczna pompka wypełnia komory kajaka powietrzem, kilka pchnięć manualną by podnieść ciśnienie i sztywność pływadła… …i jesteśmy, wraz z moją drugą połówką na zielonkawej tafli. Pogoda jest piękna, a okolica niezwykle malownicza. Dookoła przyroda, kilku wędkarzy oraz tajemnicza budowla – czyżby jacyś Egipcjanie tu przywędrowali? Plan jest taki, by dopłynąć na wiosłach do zapory, a potem wypróbować żagiel oraz wpłynąć na „pstrąga” na rzekę Świślinę. Pierwszy punkt programu zaliczamy dosyć szybko. Na stromych skarpach pierwsze oznaki jesieni oraz pierwsze kolorowe liście. W powietrzu, na tle lasu i tutejszego najwyższego wzniesienia stada ptaków. Tama jest podpisana. Robimy kółeczko i kierujemy dziób kajaka wzdłuż lasu. Na brzegach mnóstwo pogryzionych przez bobry drzew, jest dziko i pięknie. Na suchym drzewie przysiada na chwilkę jakieś duże ptaszysko – niestety na fotce ledwie co widoczne. Wiatru jak na lekarstwo. Rozkładamy żagiel i eksperymentujemy. Dosyć szybko trafiamy na drugi brzeg gdzie obserwujemy kilka niezwykle malowniczych, piaszczystych skarp. Ciekawostką tutejszego miejsca jest to, że w czasie jego budowy odsłonięto triasowy poziom paleontologiczny z okresu w przedziale 250-240 mln lat. W osadach pstrego piaskowca znajdują się liczne ślady gadów naczelnych z okresu wczesnego triasu – archozaurów, wyeksponowane w specjalnie odsłoniętych w tym celu formacjach skalnych (Wikipedia.pl). W oddali, za linią wysokiego napięcia widać iglicę telewizyjną oraz sanktuarium na Świętym Krzyżu. Halsujemy przy półwietrze. Do brzegu… …na żaglu, później zwijamy sprzęt i wiosłujemy by nabrać wysokości – powtarzamy te manewry.
    1 punkt
  36. Kajak z III Rzeszą w tle Po powrocie z Grecji: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19250-Samos-tam-gdzie-narodzi%C5%82a-si%C4%99-bogini?p=198998#post198998 Został nam jeszcze tydzień urlopu. Wstępnie na początku wakacji marzyły się nam Mazury, piękna pogoda, kajaczek, wędeczka i pełen relaks. I co? Udało się. Szybkie dwa telefony do przyjaciół w Kietlicach i mamy rezerwację na fajną kwaterkę w tamtejszym porcie.Usytuowany jest on jeziorze Mamry. Ponieważ miał być to wypad czysto relaksacyjny, to plan każdego dnia składał się z krótkich wypadów kajakowych a potem sjest z dobrą książką, obiadokolacji z rybką w którymś z tamtejszych kurortów (udało się odwiedzić: Giżycko, Węgorzewo, Sztynort, Ryn i Mikołajki). Wodowanie sprzętu nastąpiło na drugi dzień po przyjeździe. Kajaczek nocował w zamykanej stodole. Pogoda fantastyczna a w planach – „na wiośle” przez Mamerki, jezioro Przystań na Kanał Mazurski. Nasz porcik widziany z wody: Cudownie czysta woda, pod kajakiem głębokość 47m, piękna, upalna pogoda a człowiek na wodzie – czego chcieć więcej? Kiedyś, kiedyś dawno znajdująca się na środku Mamr wyspa Upałty była połączona z lądem wąskim przesmykiem. Ówcześni, niemieccy właściciele mieli na niej letnią rezydencję – w chwili obecnej jest zakaz wchodzenia na ten teren (rezerwat). Szkoda, bo było by, co oglądać – ruiny posiadłości i stary rodowy cmentarz rodziny Lehndorffów. Dzisiaj Mamerki są połączone z jeziorem Przystań wąskim przesmykiem. Po minięciu malutkiej wyspy Sosnówki (od brzegu, za trzcinami doskonała woda do kąpieli – łagodny spadek i żółciutki piasek), po chwili jesteśmy już przy wejściu do nieukończonego Kanału Mazurskiego. Kanał Mazurski– nieukończona droga wodna łącząca Wielkie Jeziora Mazurskie z Bałtykiem poprzez rzeki Łynę i Pregołę. Obecnie Kanał Mazurski przebiega przez terytorium dwóch państw: Polski i Federacji Rosyjskiej. Nie jest on udostępniony dla żeglugi. Długość kanału (od jez. Mamry do rzeki Łyny) wynosi 50,4 km (w tym 20,5 km przypada na teren Polski[2], a 29,9 km na teren Federacji Rosyjskiej). Po wliczeniu w jego trasę rzek Łyny (22 km) i Pregoły (65 km) oraz Zalewu Wiślanego (33 km), sumaryczna długość drogi wodnej wyniesie ponad 170 km. Maksymalna głębokość kanału w jego osi wynosi 2 m w wykopie i 3 m na odcinkach prowadzonych w nasypie. Dno i skarpa kanału zostały zabezpieczone kilkucentymetrową warstwą tłucznia. Głębokość przy przejściu z dna w skarpę zawiera się w przedziale od 1,5 do 2,5 m. Szerokość kanału na poziomie wody średniej sięga 25 m, maksymalna szerokość dna wynosi 13 m. Najmniejszy dopuszczalny promień łuku na jego trasie to 400 m. Projekt Kanału Mazurskiego przewidywał przepływ statków o wyporności do 250 ton i zanurzeniu nie większym niż 1,5 m. W celu zminimalizowania ryzyka powodziowego, na trasie Kanału Mazurskiego zaprojektowano trzy bramy bezpieczeństwa w postaci jazów walcowo-ruchowych: w rejonie śluz Leśniewo Górne, Piaski i Ozierki (dwa jazy zlokalizowane są na terenie Polski, pozostałości trzeciego obiektu tego typu znajdują się na terytorium Rosji, w okolicach nieistniejącej dziś miejscowości Wickerau). Ponadto przy ujściu kanału z jez. Mamry dodano dodatkową bramę o szer. 8 metrów, której zadaniem jest bezpośrednia ochrona zasobów jeziora. Kanał Mazurski na niektórych odcinkach – zamiast w typowym wykopie – poprowadzony został w kilkumetrowej wysokości nasypach. Umożliwiło to zmniejszenie różnicy poziomów pomiędzy poszczególnymi stopniami wodnymi i tym samym redukcję ich liczby do niezbędnego minimum. Po obu stronach kanału zaprojektowano też ścieżki holownicze o szerokości 3 m, a także miejsca mijania dla jednostek pływających i porty zimowe. Źródło: Wikipedia.pl Po minięciu mostu drogowego i zaraz mostu kolejowego ruiny starej przeprawy przez kanał. Mimo bardzo słonecznej pogody płynąc nie odczuwamy skwaru. Drzewa zarówno z lewej jak i prawej strony robią kojący cień. Brzegi są dzikie, nie spotykamy po drodze żywego ducha. Rybki biorą piękne: leszcze, płocie, krąpie. Po przepłynięciu jakichś 4km niestety kończy się droga wodna – dwie groble i odcinek ponad 2 kilometrów przenoski – to nie dla nas i nie w wakacje. Do Śluzy Leśniewo Górne docieramy samochodem. Budowla jest imponująca! W chwili obecnej znajduje się tutaj park linowy, a zwieńczeniem jest widoczny symbol III Rzeszy. Przy zabudowaniach widzimy ogłoszenia o organizacji spływów kajakowych po Kanale. Z informacji uzyskanych ustnie dowiadujemy się, że taki spływ można zorganizować od jeziora Rydzówka do samej granicy z Rosją – ciekawa impreza zważywszy na ilość śluz i zabudowań hydrologicznych po drodze. Pływając w kolejnych dniach uprawiamy z moją Drugą Połową typowy wypoczyn…bez spinki, bez przemęczania się. Odnajdujemy zarośnięty kanalik i wpływamy z Mamerek na jezioro Pniewskie gdzie odkrywamy świetny pomościk, z którego łowię małe rybki. Kolejny dzień to rajd między tutejszymi wyspami Upałty, Gniłe, Sosnówka. Tego dnia wiatr i fala powodują, że czujemy się niczym na Morzu. W ostatnie kajakowanie jest flauta - wyprawiamy się poprzez jezioro Kirsajty na Dargin. W drodze powrotnej spinningowanie z brzegu i zabawa z niewielkimi okoniami. Czas szybko mija. O zaletach posiadania własnego sprzętu pływającego na Mazurach nie będę nikogo przekonywał – bo to rzecz oczywista. Piękny czas kajakowy we dwoje się kończy – zbliża się weekend – przyjeżdżają przyjaciele i rozpoczynamy żeglarską odsłonę pobytu na Mazurach. Znajdziecie ją tu: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19252-W-obj%EAciach-Syren?p=199009#post199009 pozdrawiam marboru
    1 punkt
  37. Na greckiej wyspie Samos rowerem Nie byłbym sobą gdybym spędzając wakacje w tak malowniczych okolicznościach przyrody na greckiej wyspie Samos (relacja): http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19250-Samos-tam-gdzie-narodzi%B3a-si%EA-bogini?p=198998#post198998 nie poświęcił jednego dnia na wycieczkę rowerowo-pieszą. Ponieważ kilka kilometrów od miejsca naszego zakwaterowania znajdowała się (jak wypatrzyłem na internecie) dziewicza, mała plaża (podobno dla nudystów) Mikro Seitani – postanowiliśmy tam dotrzeć. Niestety w sieci nie było dokładnego opisu tego górskiego szlaku – uprzedzę fakty i napiszę, że nie osiągnęliśmy celu… …tak naprawdę powody były dwa. Drugi: brak dostatecznej ilości wody. W hotelu, w którym nocowaliśmy wypożyczenie roweru – koszt 5 Euro. Start z miejscowości Karlovasi. Bagaże: sprzęt do snurkowania i plażowania, olejek do opalania i 1,5 litra wody. Jedziemy na początku asfaltową drogą wzdłuż portu. Tuż za nim zaczyna się pierwszy spory ok kilometrowy podjazd. Temperatura tego dnia, w słońcu ok 40sto stopniowa. Droga pod górkę, była sporym wysiłkiem fizycznym…a tak naprawdę rozgrzewką przed dalszą jeszcze trudniejszą trasą. Przy zjazdach, przyjemnie, chłodno ze względu na pęd powietrza. Dosyć szybko pokonaliśmy odcinek ok 5km, do końca plaży Potami. Mojej drugiej połówce bez obciążenia jechało się dużo lepiej niż mi. Po zjeździe i fragmencie płaskiego – zaczęła się spora wspinaczka. Manetki przerzutek zostały przez nas przestawione na najlżejszy bieg. Na odcinku 300m, różnica wzniesień ok 100m. Rowerzystka zeszła z roweru…a u mnie przy mocniejszym naciśnięciu pedał,na tej stromiźnie mocno podbija przednie koło w górę. Wjeżdżamy w las i spomiędzy drzew taki oto widok: Jeszcze parę metrów i jesteśmy u góry, nad Potami. Kończy się asfalt i teraz jedziemy drogą nieutwardzoną – nadal w górę. Próbujemy znaleźć jakieś zejście i drogę do Morza – nie udaje się… …a szkoda – na dole super miejscówki. Zaczepiamy miejscowych i pytamy jak dotrzeć do Mikro Seitani. Otrzymujemy odpowiedź, że należy wjechać na szczyt Góry i jak się skończy droga pójść szlakiem. Upoceni pniemy się dalej – docieramy do miejsca, gdzie szeroka jak dotąd droga nagle się kończy. Tu przypinamy rowery do drzewa i dalej wędrujemy pieszo. Szlak oznaczony jest na kamieniach czerwonymi kropkami farby. Brniemy najpierw przez las, później roślinność się przerzedza… …i znika na końcu. Pojawiają się pojedyncze drzewa oliwne i rumowisko kamieni…a nie osiągnęliśmy jeszcze najwyższego poziomu wzniesienia. Woda nam się kończy, a szlak staje się coraz trudniejszy – nie na nasze buty… Zaczynamy odczuwać skutki odwodnienia w tym upale. Mikro Seitani gdzieś na dole jest już widoczne, a my rezygnujemy z dalszej wspinaczki – jest zbyt karkołomna. …a było tak blisko. Cóż – zwycięża rozsądek… …tym bardziej, że natura pokazuje nam również inne niebezpieczeństwa? Wielkości ludzkiej dłoni pająk rozpościera na szlaku zaporę. Skuteczną – tu zawracamy. Zmiana wysokości i szlak w drodze powrotnej nie jest taki łatwy jak nam się wydaje. Najpierw schodzenie po skałach i kamieniach…a później zjazd rowerami z niezłej górki… …zastosowanie na raz dwóch hamulców tarczowych nie do końca prowadzi do utraty prędkości – cóż sprzęt, który wypożyczyliśmy nie jest najlepszej klasy – uważamy. Powrót na plażę Potami, pierwszy bar – pijemy! Mamy wrażenie, że zimna coca-cola ratuje nam życie – poziom pragnienia jest olbrzymi. Dalej jest już przyjemnie… …najpierw po kamyczkach, wzdłuż Morza: A potem chłodząca kąpiel. Kolejne podjazdy i końcowy zjazd do Karlovasi i do hotelu – to czysta przyjemność. Podsumowując – w upał, gdy mamy zamiar wyruszyć w nieznane należy przygotować się zarówno logistycznie – popytać, wyjaśnić, uszczegółowić z tubylcami trasę – po drugie, zaopatrzyć się w odpowiednią ilość wody – 1,5l na osobę w takich warunkach – to zdecydowanie za mało. Następnym razem będziemy mądrzejsi i z pewnością osiągniemy cel. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  38. No i dotarłem wczoraj do Korbielowa. Po drodze niestety problemy, korek w Żywcu na 30 min.Na Miziową dojechałem traską jaką jechał maraton mtb. Fajny podjazd, ale wczoraj było błoto, glina, koleiny, błoto, glina, koleiny... Ciężko się jechało a dopiero końcówka o wiele lepsza.[ATTACH]16253[/ATTACH][ATTACH]16254[/ATTACH][ATTACH]16255[/ATTACH][ATTACH]16256[/ATTACH]Na górze słonko ale ja byłem już zmęczony i plany aby pojechać na Rysianke i dalej legły w gruzach. Zjeżdżałem więc do Sopotni chcąc poznać ewentualną alternatywę dla podjazdu z Korbielowa. Niestety urwałem hak od przerzutki i było pozamiatane! Dzięki gps jakoś przeskoczyłem na ślad którym jechałem do góry i powolutku zjechałem do Korbielowa. Jak zamknąłem drzwi od auta rozpoczęła się ulewa:-)Serdecznie pozdrawiamMaciek Wysłane z mojego LT26i przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  39. Krajobrazowa Pilica – spływ na odcinku Przedbórz – Sulejów. Cz. III Robimy kolejny, krótki postój na jedzonko. Pięknie wykoszona trawka i kolejne z bardzo licznych, na trasie spływu, miejscówek na rozłożenie namiotów na noc. Na drzewie tablica z opisywanymi przeze mnie, tutejszymi „atrakcjami”. W wodzie nawet drewniana ławeczka dla wędkarzy. Płyniemy dalej – mijamy jedyną na trasie do Sulejowa kładkę. Jesteśmy już za Łęgiem Ręczyńskim, na terenie Sulejowskiego Parku Krajobrazowego. Po minięciu zabudowań, ponownie znajdujemy się w lesie, tym razem naszym oczom ukazuje się największa, jak dotąd napotkana, piaszczysta skarpa. Po pokonaniu mega dużego meandru charakter rzeki się zmienia – brzegi łagodnieją. Pojawiają się ślady bobrów – na poniższym zdjęciu „podcięty” piękny dąb. Nagle olśnienie! Klucze od auta, które czeka na nas w Sulejowie – zostawiliśmy w samochodzie w Przedborzu… ZONK! …cóż – będziemy kombinować, by dotrzeć na miejsce rozpoczęcia spływu w inny sposób niż zamierzaliśmy. Mijamy ujście Czarnej do Pilicy. Jak widać na poniższej fotce napotykamy tu ludzi płynących tą rzeką. Od zachodu podążają w naszą stronę ciemne chmury zwiastujące deszcz. Zaczyna padać. Z jednej strony słońce, z drugiej kropienie… …ciepły, przyjemny opad bardziej nas bawi niż chłodzi. Mija pięć minut i przestaje. Rozwiązujemy problem kluczy… ...do Przedborza dostaniemy się wraz z organizatorem spływu, który napotykamy na swojej drodze, a który mijamy za Czarną. Super! Jedna z ostatnich ciekawych, ptasich fotek… …i jesteśmy w Sulejowie. W pobliżu widocznego na zdjęciu Kościoła kończymy podróż razem z komercyjną imprezą. Czekamy chwilę i jadę po auto z kluczykami od drugiego. Stary Peugeot obciążony wózkiem i dziewięcioma kajakami porusza się bardzo wolno – Piotrek w tym czasie robi kiełbaskę z ogniska – smakuje wybornie. Pakujemy sprzęt i wracamy do domu. Przygoda nad Krajobrazową Pilicą się kończy. Odcinek Przedbórz – Sulejów, to piękny, nizinny, dziki zakątek – idealnie nadający się na jakiś większy projekt wraz z noclegiem. Niewielka ilość napotkanych ludzi, doskonałe miejsca biwakowe…aż żal wyjeżdżać… Z pewnością tu wrócimy, by pobyć w tym miejscu dłużej. Fantastyczny dzień na wodzie się kończy podobnie jak niniejsza relacja. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  40. Krajobrazowa Pilica – spływ na odcinku Przedbórz – Sulejów. Cz. II Jest pięknie. Natura potrafi być niesamowita. Rzeka choć nizinna ma dosyć wartki nurt, przy brzegach nieliczne przeszkody. W bardziej trwałych skarpach gniazda mają Brzegówki, które uwijają się by nakarmić potomstwo. Ciekawostki ziemi Przedborskiej… W 1992 roku odkryto nad Pilicą czaszkę tura. W przeszłości Kazimierz Wielki polował na tych terenach. Według źródeł historycznych w 1370 r. spadł z konia w miejscowości Żeleźnica i doznał obrażeń, które przyczyniły się do jego śmierci. Robimy przerwę na prostym odcinku. Na brzegu – super miejscówka na biwak z drewnianą platformą gdzie można zrobić niemałą, kajakową imprezę, bądź przespać się w samym śpiworze, z daleka od wilgoci i ziemi, pod gołym niebem obserwując gwiazdy. Ponieważ słońce zaczyna operować dosyć mocno, zakładam swoją nową koszulkę kajakową. Koleżanka widząc poniższą fotkę mówi, że nóżka niczym u Angeliny… Odpowiedziałem, że nie tylko nóżka hahaha Po krótkiej przerwie – płyniemy dalej. Pojawiają się rośliny podwodne. Wiosłujemy – przedni silnik ma się nieźle. Doganiamy pneumatycznego kolegę. Od pięciu dni, od Szczekocin, płynie samotnie Savylorem Yukonem. Mówi, że początkowy odcinek jego spływu – do Maluszyna, trudny do samotnej podróży. Duża ilość przenosek i sporo zwałek – na jednej z nich stracił podłogę, która pomimo wolframowo-kewlarowej powłoki przedziurawiła się – kontynuuje z dwoma komorami. Kolejny pneumatyczny kajakarz, który użytkuje amerykański sprzęt a myśli o zakupie czeskiego Gumotexa.
    1 punkt
  41. Krajobrazowa Pilica – spływ na odcinku Przedbórz – Sulejów. Cz. I Ponieważ w swojej „karierze” kajakarskiej staram się załatać odcinki Pilicy, którymi nie płynąłem, postanowiłem jeden z nich zrobić wczoraj: Łęg Ręczyński – Sulejów. Z uwagi, że powyższy odcinek to niecałe 27km – wydłużyłem trasę i zaczęliśmy z Przedborza. Kiedyś dawno, w październiku przepłynąłem do Łęgu i stwierdziłem, że warto Pilicę w tym miejscu pokazać kumplowi z uwagi na możliwość „zaliczenia” dwóch parków krajobrazowych i niewątpliwie niesamowitych walorów estetycznych tutejszej przyrody. Przedborski Park Krajobrazowy – park krajobrazowy, utworzony w maju 1988 r. na granicy ówczesnego województwa piotrkowskiego i kieleckiego. Obecnie na terenie województwa świętokrzyskiego i łódzkiego. Rozpościera się od doliny Czarnej Włoszczowskiej na południu po północną część Pasma Przedborsko-Małogoskiego. Wraz z Spalskim Parkiem Krajobrazowym i Sulejowskim Parkiem Krajobrazowym należy do Zespołu Nadpilicznych Parków Krajobrazowych. Sulejowski Park Krajobrazowy – park krajobrazowy położony w województwie łódzkim, utworzony w październiku 1994. Powierzchnia parku wynosi 17 444 ha, jego otulina obejmuje 38 927 ha. Park znajduje się w środkowej części doliny Pilicy (od Skotnik i Łęgu Ręczyńskiego na południu po Smardzewice i Swolszewice Małe koło Tomaszowa Mazowieckiego na północy). Na Równinie Piotrkowskiej obejmuje teren do rejonu granicy Piotrkowa Trybunalskiego. Leży na terenie gmin: Ręczno, Aleksandrów, Tomaszów Mazowiecki, Sulejów, Wolbórz, Mniszków. Pewne części parku znajdują się również w Piotrkowie Trybunalskim. Źródło: Wikipedia.pl Zrobiliśmy łącznie ponad 46km, w dosyć niezłym jak na początkujących, pneumatycznych kajakarzy tempie. Uwagę należy zwrócić na próbę szybkościową, którą zrobiliśmy i osiągnięcie wyniku ponad 16km/h. No dobra, zacznę może od początku a nie od podsumowania. Pobudka o 6 rano, a o 7 jesteśmy już w trasie. Jedziemy na dwa auta razem z Expatem – jedno zostawiamy w Sulejowie, drugim podążamy w stronę Przedborza. Tutaj do wypłynięcia szykujemy się tuż przy moście, w parku. Od rana przy wodzie spory ruch – szykujących się kajakarzy i kajaków, spora ilość. Startujemy pierwsi. Miejsce wodowania, jak to na Pilicy świetnie oznaczone zawiera mapkę odcinka, który zamierzamy przepłynąć. Przy wodzie widnieje również znak o trzech niebezpiecznych progach. Jak się później okaże – każdy z nich jest głęboko pod wodą przy bieżącym stanie wody. W tych miejscach pojawiają się jedynie niewielkie zawirowania i falowanie. Po kilkuset metrach robi się dziko. Pojawiają się ptaki i charakterystyczne dla spływów kajakowych „gołe” drzewa. Wpływamy w teren parków będących na naszym szlaku – pierwszy jest Przedborski. Charakterystyczne dla widoków nad rzeką stają się piaszczyste skarpy. Przy jednej z nich biwakują turyści…a ponieważ Polak potrafi, z kawałka folii budowlanej robią sobie zjeżdżalnię do wody – ciekawe, czy ją zabiorą po wypoczynku oraz, czy nie zrobią sobie w trakcie zabawy jakiejś krzywdy? Na zakolach przestajemy wiosłować patrząc na to, jak rzeka poszerza swoje koryto i walczy z lasem… Po prawej stronie mijamy drewniany domek dla kajakarzy – tutaj kiedyś w październiku robiliśmy ognisko i kiełbaski. Po stu metrach kolejne miejsce biwakowe z wiatą. Płyniemy dalej a krajobraz z leśnego, przez chwilę zmienia się na łąkowy. Tylko na moment, bo ponownie wpływamy w drzewa.
    1 punkt
  42. W kalendarzu mamy jedną istotną nowość, a mianowicie brak zjazdu w Bormio, pod koniec grudnia.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...