No ja mam trochę inne zdanie. Praktycznie wszystkie kontynenty mają swoje igrzyska sportowe. Są Igrzyska Afrykańskie, Igrzyska Azjatyckie, Igrzyska Ameryki Południowej, Igrzyska Panamerykańskie (Ameryka Północna, Środkowa oraz Południowa, czyli Południowa ma 2 razy igrzyska). Bez własnych igrzysk jest tylko Antarktyda (brak ludzi) oraz Australia i Oceania (dla Australii, Nowej Zelandii i pojedynczych wysp Oceanii - to faktycznie bez sensu). Dlaczego Europa miałaby być praktycznie jako jedyny kontynent pozbawiona własnych igrzysk sportowych? Ja nie widzę problemu i jestem jak najbardziej za! Czy te igrzyska są dla kasy? Może macie rację, nie neguję tego, ale mnie nie interesuje kto na tym zarabia. Bardziej mnie ciekawi kto za to płaci. A koszt Igrzysk Europejskich w Baku to około 182 mln euro z tego 124 mln wykładają sponsorzy, różne Coca Cole, Red Bulle, Tissoty, itp. a resztę dokłada organizator i rząd Azerbejdżanu. I to mi jak najbardziej pasuje. Jeśli część z tych pieniędzy jak pisze Mitek zasili budżety sportowców to super i ja oczywiście jestem za. Reasumując po co są te igrzyska, pewnie dla kibiców, którzy mają możliwość oglądnąć swoje ulubione dyscypliny sportowe, zobaczyć na własne oczy lub w telewizji krajowe reprezentacje, a także swoich idoli sportowych. Może, któreś z dzieci (podobno wstęp dla dzieci na areny jest bezpłatny) zostanie kiedyś dzięki tym igrzyskom wspaniałym sportowcem? Novak Djokovic w wieku 4-5 lat zobaczył w telewizji swój pierwszy tenisowy turniej wielkoszlemowy Wimbledon i zapragnął kiedyś tam zwyciężyć - czyż to nie budująca historia? Stara maksyma mówi, co chce lud - chleba i igrzysk i ja się pod tym podpisuję. Igrzyska są oczywiście też dla sportowców - oni są w końcu głównymi aktorami. Każdy sportowiec marzy o zwycięstwach i medalach. Po to przecież ciężko od dziecka trenują. Ich kariery nie trwają wiecznie, swoje apogeum osiągają w zależności od dyscypliny na czas paru, kilku i wyjątkowo kilkunastu lat. Podam dwa przykłady z życia naszych sportowców tych mniej i bardziej znanych. Mój wujek miał 20 lat i był w osadzie wioślarskiej. Przygotowywał się do IO w Moskwie w 1980. Na miesiąc przed wyjazdem, znaleźli się jacyś działacze, którym zachciało się pojechać na koszt państwa do Moskwy. Jednym ruchem ręki młoda, perspektywiczna osada została skreślona z listy olimpijczyków. 4 lata później do Los Angeles z wiadomych przyczyn nie pojechał nikt. W tym momencie wszyscy z tej osady rzucili wiosłami w kąt. Drugi przykład narciarski. Moja super koleżanka, alpejka (nauczyła mnie podstaw jazdy sportowej i dzięki niej w wieku czterdziestu kilku lat zacząłem próbować zjeżdżać skrętem ciętym) na pierwszą Olimpiadę nie pojechała, bo działacze uznali, że ma jeszcze czas, że jest za młoda, chociaż wyniki osiągane jak najbardziej do tego startu ją upoważniały (może Ameryka była za daleko i drogo). Przed kolejną Olimpiadą niestety poważna kontuzja, długie dni rehabilitacji i walka z czasem. Oczywiście forma nie mogła być na 100 %. Najgorszy moment - badania przez komisję lekarską o dopuszczenie do startu na Olimpiadzie. Kontuzji nie udało się zaleczyć, ale udało się oszukać komisję lekarską, że jest już ok. Z badań wychodzi prawie mdlejąc z bólu. Na Olimpiadzie udało się wystartować i gdyby nie duży błąd tuż przed wypłaszczeniem w drugim przejeździe byłby fantastyczny wynik o jakim obecni alpejczycy nie mogą niestety nawet marzyć. Mimo tego błędu zdobyła miejsce w najlepszej 30. Po Olimpiadzie zrezygnowała z kadry alpejskiej i zmieniła dyscyplinę. Z zapałem zaczęła trenować nową konkurencję i po roku treningów miała już świetne wyniki. Prawie pewny awans na kolejną Olimpiadę. Niestety w nowym sezonie przed pierwszymi zawodami na treningu zerwała w kolanie wszystko co najgorsze. Kolejna operacja i rehabilitacja i niestety koniec kariery zawodniczej (na szczęście została przy sporcie wyczynowym w innym charakterze). Gdyby Igrzyska Europejskie były rozgrywane wcześniej, może Oni ( a także inni sportowcy) mieliby swoje wielkie pięć minut w europejskim sporcie. Ja startuję w różnych amatorskich zawodach narciarskich na jakie mi pozwala czas i inne możliwości. Wyniki bywają nieraz słabe, czasami średnie, a czasem przywożę puchary czy medale i spełniam swoje małe amatorskie ambicje (im więcej startów, tym więcej szans na dobry wynik). Dlaczego wyczynowi sportowcy nie mieliby mieć tych szans więcej? Bo komuś nie chce się ich oglądać. Bo ktoś im zazdrości wyjazdów, może sławy, a może kasy którą nieliczni zarabiają. Każdy z nas na własne kariery zawodowe pracuje prawie całe życie, a sportowcy mają na nią tylko kilka, kilkanaście lat, przeplatane kontuzjami, spadkiem formy i innymi problemami (finanse, brak treningów w odpowiednich warunkach, opieki lekarskiej itd.) Jest jeszcze kwestia integracji. Wielkie imprezy sportowe, na których spotykają się zawodnicy różnych dyscyplin w Europie to praktycznie tylko Olimpiady, które odbywają się na starym kontynencie raz na 8 lub 12 lat - czy to często? Ja uważam, że bardzo rzadko. Druga impreza jaka mi się kojarzy to Uniwersjada, ale również niezbyt często rozgrywana w Europie. Czyż my, amatorzy nie kochamy WZF-ów. Takie Igrzyska dla wyczynowców to jak dla nas nasze WZF gdzie mogą się poznać i zintegrować sportowcy z różnych krajów i dyscyplin. My mamy nasze podwórka, dyskoteki, bary, weekendy, urlopy i zabawy, a sportowcy treningi, podróże (samolot, hotel) i zawody ( nie dotyczy to piłkarzy nożnych - oni to zupełnie inny świat, choć i tu zdarzają się wyjątki). Dajmy im szansę, też się zintegrować.
Pozdrawiam serdecznie!
PS Oczywiście każdy ma prawo do własnych opinii.