Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.05.2016 w Odpowiedzi
-
7 punktów
-
Ze względu na inne plany nie zapisałem się na testy w Bielsku-Białej,za to spontanicznie zapisaliśmy się z Żonką na testy w Tychach... To był strzał w dziesiątkę! Dostępność rowerów spora,mimo zapisywania na dzień przed. Oczywiście priorytet to ustawić nasz udział w imprezie pod moją lepszą połówkę,ale ja też dostałem co chciałem.Tak więc na pierwszą turę Dżonka dostała Scotta Genius 730,a ja Genius LT 700 Tuned Plus,czyli na szerokich kołach.Dokładnie na 2,8 cala. Uuuu,jest maszyna!!! A właściwie dwie... o łącznej wartości 64 000 zł!!! Załapaliśmy się do wolniejszej grupy,ale nie wiem co to znaczy,bo tempo jazdy od początku miażdżyło nawet testerów na "elektrykach"! Ja tam dawałem rady... Testy czas zacząć! A zaczyna się na parkingu,przed startem. No właśnie,gdzie pojechaliśmy... Tutaj jest sporo bardzo fajnych miejsc,których jeszcze nie przetestowałem.Na początek jednak test po plaży - było super,oponki dały redę.Te 2,8 cala wystarczą do piachu.Dalej to leśne ścieżki,bardzo fajne! Ale najpierw sesja... Niestety,chyba był jakiś problem z moim rowerem,ale na szczęście udało się go przygotować. No i jazda w teren!6 punktów
-
To teraz nadszedł czas na mały wątek szosowy. Tak to własnie rower szosowy zawładnął moje serce, umysł i nogi i kiedy tylko mogę staram się coś pokręcić po okolicy. Kondycji nie mam, nóg też nie bardzo, ale za to są chęci i zapał. No i taki nawet godzinny wypad za miasto jest dla mnie najlepszym lekarstwem na zmęczenie i stres, daje mnóstwo radości i energii.Przez brak czasu nie mogę spokojnie pokręcić kilka godzin, tak że moje wyjazdy trwają najczęściej od 1 do 3 godzin, w trakcie których robię przeważnie 30-70km, a średnia wychodzi mi przeważnie od 29 do 32km/h, czyli szału nie ma.W zależności od czasu i chęci wybieram różne okolice Kielc i Gór Świętokrzyskich. Płaskich terenów tu nie ma, są albo lekko pagórkowate na południe od Kielc i tam jeżdżę najczęściej, bo też mieszkam na wylocie w tamte rejony i mi tam najbliżej. Zresztą na lokalnych drogach ruch jest minimalny, asfalty nowe i równe, a okolica typowa sielanka. Jeśli chcę trochę ambitniej pokręcić i mam ciut więcej czasu to jadę w stronę Gór Świętokrzyskich, gdzie w zależności od wyboru dróg mam albo w miarę lekko, albo mogę się pokatować pod trochę stromsze podjazdy, choć tak naprawdę najbardziej lubię jeździć po płaskim i z wiatrem :laughing: W okolicach mogę zrobić 50km z przewyższeniem 300m, ale mogę też zrobić 50km z przewyższeniem ponad 1000m, tak że wybór mam spory. Ciężko mi w jednym wątku wszystko opisać, pokazać, tak że wrzucę tu tylko jakąś tam niedużą część zdjęć i miejsc gdzie jeżdżę.Tu moje przedostatni 60km wypad w okolice Oblęgorka (dworek Henryka Sienkiewicza, a obecnie muzeum) i na górę Sieniawkę, gdzie podjazd ma kilkaset metrów i na odcinku ok 300 metrów ma nachylenie ok 16%, a reszta od 6 do 13%. A tu tak przekrojowo zbiór zdjęć z szosy z moich okolic, widoki zza kierownicy, widoczki z trasy i trochę mnie na rowerze:6 punktów
-
Czarna Góra - Sienna Dopiero maj, ale na Czarnej Górze prace już w toku, nie jest to nic wielkiego, niemniej widać, że coś się jednak dzieje! Po kolei co zauważyłem: - przy kanapie Efka i talerzyku Bartuś widać prace ziemne, prawdopodobnie wyrównanie poziomów sąsiadujących tras dla początkujących narciarzy i snowboarderów (lub przygotowanie jakichś innych atrakcji dla uczących się) Widać ciągle duży nacisk na poprawę bazy noclegowej, największa w tej chwili budowa to kontynuacja osiedla pod nazwą Apartamenty Czarna Góra Pomyślano też o naśnieżaniu, a jak naśnieżanie to potrzeba dużo wody; albo powiększą obecny zbiornik, lub dobudują kolejny, w sobotę sporo ciężarówek przewoziło ziemię Przy dwuosobowej wysłużonej już Babci, wstępne prace również są prowadzone, dokopano się do istniejących instalacji, czyli dołożą coś nowego, albo wymienią na nową A ten głębszy wykop być może już pod jakieś fundamenty? Tak czy siak, prace ruszyły, ale nie udało mi się dowiedzieć kiedy nastąpi zakończenie robót, robotnicy takiej wiedzy nie posiadają, a kierownictwo pewno w sobotę wypoczywa. Miło było za to popatrzeć, na drużynę armatek wypoczywających przed nowym sezonem zimowym W magazynie (pod chmurką) czekają na kolejny sezon nowe armatki T 40 i TF 10 TF 10 to wygląda jak działo, albo silnik od Boeninga Pozdrawiam serdecznie.5 punktów
-
5 punktów
-
A u mnie w końcu Młody odpalił sezon na rowerze, bo póki co to albo chory, albo pogody brak i jakoś nie układało się, żeby gdzieś się przejechać. Ja jeździłem regularnie przeważnie na szosie i kajam się, bo relacji nie dawałem, ale jutro uzupełnię archiwum i wstawię parę słów i trochę więcej zdjęć. No ale wczoraj po 1,5 tygodniowej przerwie, bo jajka sobie odparzyłem, z Młodym wsiedliśmy na rowery i pojechałem z nim na stare boisko piłkarskie na Tarczownię w Kielcach, żeby pokopać piłkę. 15 km na rowerze zrobione, w piłkę trochę pokopaliśmy, a najważniejsze, że było super :happy: A jak wróciliśmy, to żona wcisnęła mi Małego, żebym go wziął na spacer. No to wsadziłem go w siodełko i dokręciłem z nim i Młodym jeszcze kilka km po osiedlowych uliczkach. A tak to wyglądało:5 punktów
-
Poniekąd zmuszony (psychicznie) tajnymi kanałami przez kolegę z forum, nie do końca planowany, ale jakże udany weekend narciarski chciałbym jeszcze opisać. Znalazłem prawie w ostatniej chwili karnet na dwa dni do wykorzystania do dnia 08.05.2016 na którymś z 5 tyrolskich lodowców. Wybór był oczywisty - Hintertux. Wyjazd był budżetowy, bo to dla mnie najgorsza pora na wyjazdy, ale z drugiej strony karnet darmowy, grzech nie skorzystać. Jadę sam, noc w samochodzie (w Czechach kilkakrotnie gubię trasę - navi mi się roztopiła, a może rozpuściła, koło Trutnowa, na szczęście miałem ze sobą tradycyjne mapy). Za 15 ósma melduję się na parkingu pod kasami. Pełne słońce i lekki mrozik. Zapowiada się nieźle. Ostatni raz jak byłem na Tuxie (chyba w 2010r), początek marca i poniedziałek. W kolejce po karnety staliśmy 2 (słownie- dwie) godziny, a tym razem żadnej kolejki. Po ósmej kolejka na dwie gondole i po chwili jestem już na szczycie. Chwila podziwiania widoków i już nie wytrzymuję, rzucam się w dół póki mało ludzi (zapewne będzie zaraz tłok). Niestety pakowałem się sam, a to już wróży problemy. Prawie wszystko mam, planowałem jedne spodnie i dwie kurtki (cieńszą i cieplejszą). Wyszło troszkę inaczej, zostałem bez spodni i z trzema kurtkami. Pozostała mi jazda w jeansach. Jednak trochę przeszarżowałem. Rano było bardzo twardo, a do tego narty też sztywne i po paru ostrych zjazdach kolano przypomniało o sobie. Decyduję się na małe śniadanko (oczywiście własne) i przemyślenia co dalej. Do śniadanka ketonal i postanawiam zjechać na parking i wymienić narty i buty na wersje łagodniejsze. Jest zdecydowanie lepiej i znowu gaz i w dół... Do 11.30 nikt nie jeździ poza trasami, ale może jeszcze jest zbyt twardo. Spotykam za to skiturystów, a niektórzy to raczej ski alpiniści, bo korzystają z czekanów, lin i raków jeszcze się odezwę, bo teraz Ania ciągnie mnie na jakąś górę (czyżby czarną?)4 punkty
-
cz.2Test na plaży wypadł znakomicie.Taka szerokość opony całkowicie wystarczy,żeby pobawić się na piasku.Dalej panowie zabrali nas do lasu i tu zaczęła się prawdziwa jazda!Znakomite zawieszenie,super opony,których przyczepność na żwirze czy błocie wręcz zadziwia.Mam też wrażenie,że rama jest zdecydowanie sztywniejsza od mojego Sparka,albo raczej cała konstrukcja roweru.Do tego jeszcze fantastyczne hamulce! Przy tym wszystkim rower jest bardzo lekki. Czy są minusy? Zawsze jest coś za coś.W tym przypadku trochę trudniej się rozpędza,ale jak już nabierzemy prędkości,to w sumie jedzie się podobnie jak na węższych oponach. Chyba cięższe koła robią swoje. Tak po za tym maszyna mi się bardzo podoba,choć na asfalcie już dziwnie wygląda i trochę ciężej się jedzie. Kwestia nabrania wprawy jak się rozpędzać. Co jeszcze? Ponownie jechałem z napędem 1 x 11 i spróbowałem przekręcić do tyłu. Roobs miał rację - łańcuch wędruję po zębatkach. :biggrin: Mimo tego małego minusu chciałbym mieć taki w własnym rowerze. Jeszcze wspomnę o sterowaniu,bo w przypadku Treka,ta wajcha do wrzucania wyższego biegu była jakoś trudno dostępna. W przypadku Scotta nie było tego problemu. Pewnie w Treku była po prostu źle ustawiona. Przy pierwszej turze zrobiliśmy 23,5 km,ale to były takie "tłuste" kilometry.Dżonka już na "rezerwie" dojeżdżała do bazy,ale była bardzo zadowolona! Poszalała mocno,aż sam byłem zdziwiony. Ale jak dostała porządny rower,to i motywacja skoczyła. Podobnie jak ja była zachwycona swoim Geniusem,ale w wersji z normalnymi oponami. Po teście czas na posiłek regeneracyjny.Kociołek już stał gotowy. Podawano dość treściwą zupkę,która zwie się Bogracz. Oprócz tego dostępne były Banany, Jabłka, ciastka energetyczne oraz napoje w ilości jakie kto chciał. Niestety nie obyło się bez gleb... Pierwszy raz żonka stanęła na podjeździe i poleciała prosto w pokrzywy.Nic groźnego. Następnym razem jakiś idiota jechał bardzo szybko z przeciwka,a trasa była dość wąska. Nawet cep nie zwolnił. Ja się minąłem na centymetry, niestety jadąca za mną Dżonka trochę spanikowała, chyba za mocno przyhamowała i przeleciała przez kierownice. Ja tylko usłyszałem huk. W pierwszej chwili pomyślałem,że miała czołówkę z tym gościem i się przeraziłem,ale na szczęście i tym razem obyło się bez ofiar - żonka poleciała prosto w miękkie błoto... :tongue: Nawet małego zadrapania nie miała. A ten gnój nawet się nie obejrzał,nie zwolnił,nie mówiąc już o zainteresowanie się,czy dziewczynie coś się nie stało. Cóż,czarne owce się zdarzają... Pojedzeni,popici no i jeden mały problem. W knajpie obok odbywało się wesele,a innej toalety w okolicy nie było. Jakiś burak nie chciał wpuścić żonki,mimo,że była gotowa nawet zapłacić.Na szczęście kelner wpuścił ją bez problemu. No i tu kolejny minus tego dnia - na hasło Scott można było zjeść za pół ceny,niestety nie dzisiaj.Cała knajpa zarezerwowana.Czas więc na kolejne rowery. Ja dostałem "Big Eda" a żonka elektryczny rower "E-Sub". To będzie w kolejnej części.4 punkty
-
Nie udało się wczoraj, to udało się dzisiaj :applause: Pojechaliśmy na testy rowerowe organizowane przez Meridę. Lista rowerów do wyboru była dość spora. Po przejrzeniu rozmiarów, dla mnie były dobre trzy Crossway'e - XT ED, 900 i Urban 7000. Wybrałem (dzięki Johnny!) Urban 7000 - lekki cross z karbonową ramą za 9900zł. Testy miały być od 11 do 12:30. Przyjechaliśmy przed 11, ale same wypełnienie wszystkich papierów zajęło ponad 20min! Niestety nie mieli roweru ważącego 4kg, za to był o wadze 6kg. Nie sądziłem, że rower może być taki lekki! :cheerful: Na testach byłem z Mamą - do wypożyczenia potrzebne były jej dokumenty. Ona wzięła też cross (nie pamiętam który, chyba XT ED- z trochę grubszymi oponami od mojego). Na początku pojechaliśmy na wał szutrowy (sklep rowerowy Merida jest przy Wiśle). Strasznie na nim trzęsło. Za to czuję, że jadę! A obok pola... Jako, że nie jechało nam się świetnie, wróciliśmy na wał z kostką. Ale miodzio! Jak ten rower zasuwa! Jechało się genialnie. Był tylko jeden minus - za mało przerzutek. Mimo najcięższej - 11, wiedziałem, że mógłbym jechać jeszcze szybciej (jechałem max.35-40km/h). Crossway XT ED miał przerzutki przednie (chyba 3) i dało się z niego więcej wycisnąć, ale niestety było to cięższe - ważył więcej od Urbana. Nie dało się zrobić pętli, więc wróciliśmy tą samą drogą. Fajnie, że takie testy są - mogłem za darmo przejechać się na rowerze, którego nigdy nie kupię. Niestety na testach prawie w ogóle nie było rowerów trekkingowych - spore rozgraniczenie na szosowe i górskie - albo patyki albo szerokie buldożery. Po oddaniu bestii szosowych, dosiedliśmy nasze. Normalnie jakbym czołg prowadził! Ciężki, szerokie opony, wąska kierownica. Za to po dziurach jeździ się nim swietnie! Mam nadzieję, że będą jeszcze jakieś testy w czerwcu, na które oczywiście pojadę. W sumie przekręciliśmy 27, 4km ze średnią szybkością 15km/godz. Pozdrawiam3 punkty
-
cz.3Przyjrzyjmy się kolejnym maszynom. E-Sub to miejski rower ze wspomaganiem elektrycznym.Ja już miałem okazję czymś takim pojeździć,ale dla żonki to był szok! Mam 5 trybów jazdy do wyboru i oczywiście chodzi o siłę wspomagania. Na początek ustawiłem żonce najmocniejszy - turbo. Efekt jest niesamowity! Wystarczy dotknąć pedałów i już rower dostaje kopa. Przy odrobinie wysiłku bez problemu postawimy go na gumę.Co ciekawe,przy o jeden niższym trybie rower pokazywał zasięg 81 km! A bateria nie była już pełna. Sterowanie też jest bardzo proste - są przyciski "+" i "-" przy lewej rączce kierownicy. Bardzo proste. Jest jeden minus: wspomaganie działa do 25 km/h po czym się wyłącza. Spowodowane jest to przepisami - powyżej 25 km/h taki rower byłby traktowany jak motorower... Dla mnie to głupota i należało by to zmienić,ale politycy zawsze mają ważniejsze sprawy na głowie... Przy sprzyjających okolicznościach na góralu na prostej utrzymuję prędkość przelotową w granicach 30 km/h,nie mówiąc o zjazdach z gór. Czas na moją maszynę,czyli Scale Big Ed. Najbardziej rzucają się w oczy szerokie opony,jakby z motocykla. Rozmiar to 4,8 cala! Wizualnie robi niezłe wrażenie i przy pierwszych przymiarkach jazda też jest niezła. Rower jest wyposażony jedynie w przedni amortyzator,ale nawet bez niego zupełnie przyzwoicie tłumi nierówności.Do tego można spuścić nieco ciśnienia z opon. Tak po za tym to normalny góral - hardtail. Posiada napęd to 2 x 10 i to wystarczy. No to czas ruszać!3 punkty
-
Dziś miałem ochotę na szosę, no ale Młodym musiałem się zająć trochę, bo żona z Małym wyszła na spacer. No ok. Ale na dzień dobry Bartek do mnie "tata chodź na rower, tylko po mieście dzisiaj" :eek: :happy: Kochany jest, więc na szosę pójdę jutro, a dziś przejechaliśmy się 25km po ścieżkach rowerowych po Kielcach. Miałem ochotę go styrać do 40-50km :crazy: no ale chmury na niebie jakieś takie mało przyjazne były no i potem co innego w planach jeszcze było. Nie obyło się bez przygód, bo na szerokiej, pięknej, z równiutkim asfaltem ścieżce rowerowej przez nieuwagę w słupa wjechał gamoń jeden no i i kilka szlifów jest. Dobrze, że tylko tyle, bo mogło być gorzej.A chwilę potem jadąc lekko z górki pobił swój rekord prędkości, 45 km/h :applause: :crazy: Tak, że 2 godziny bardzo przyjemnie nam upłynęły, a fotograficznie dzisiejszy dzień wyglądał tak:3 punkty
-
Miałem jechać dzisiaj na testy rowerowe, ale zmienili datę na jutro. Być może dlatego, że mają pokazać rower ważący 4kg! :eek: Mam nadzieję, że nie tylko pokażą, ale dadzą przejechać się trochę... Jako, że rower wprowadzony, to szkoda było wracać do domu. Pokręciłem się trochę po terenach zalewowych - 4 i 6 lat temu wszędzie było 1,5 - 2m wody. Okoliczne działki były zalane. Kocham takie widoki!2 punkty
-
Kolejny raz PaprocanyJa też dziś pokręciłem,a właściwie niemal codziennie kręcę... Nawet pogoda mi nie przeszkadza.Dziś ponownie wybrałem się moją ulubioną trasą nad J.Paprocany w Tychach. Znów sporo jazdy w Lasach Kobiórskich,trochę fajnymi ścieżkami no i z przymusu kawałek główniejszymi asfaltami.Uwielbiam to miejsce,bo jest pięknie zagospodarowane i można się fajnie zrelaksować po pracy. Są tu też fajne knajpki. Dziś kolejna stówka zaliczona,tj. przed pracą 21 km,po pracy 80 km. Może jutro machnę jakieś MTB.Też miałem małe ściganko na zaporze goczałkowickiej i wygrałem. Naciskał mnie jakiś młodzik,ale narzuciłem mordercze tempo i spuchł... :biggrin: Ciekawe jak ja będę puchną pod Śnieżką... Parking rowerowy - na plażę nie wolno wprowadzać Niektórzy cisną na zakaz... Sprzęt pływający już zwodowany Lasy Kobiórskie2 punkty
-
cz.4Tym razem ruszam w stronę Łazisk,jeśli dobrze pamiętam.Najpierw dość sporo jazdy asfaltami,ale też leśnymi,utwardzonymi ścieżkami. Big Ed spokojnie daję radę,choć muszę przyznać,że jedzie się nieco ciężej niż normalnym góralem.Przynajmniej jak chcemy trzymać tempo. Rozpędzanie też jest nieco cięższe - po prostu trzeba się przyzwyczaić do "wchodzenia na obroty" na niższych biegach. Tak po za tym jazda jest zupełnie normalna i przyjemna. Może jedynie opony wydają dość spory szum,co może nieco przeszkadzać,choć ten szum raczej fajny jest... Nie muszę chyba mówić jak ten rower zwraca na siebie uwagę. Jak ktoś chce być widoczny,to na pewno nie zostanie przegapiony! Najpierw szum opon,delikwent się odwraca i widzi to monstrum... Ale to chyba mniej nas interesuję. Najfajniejsze zaczyna się,kiedy wjeżdżamy w trudniejszy teren. Przy mniejszej prędkości w ogóle nie czuć oporu toczenia,za to możemy dostrzec zalety bardzo szerokiego koła. Przez błoto, dość spore gałęzie na trasie, piach - wszędzie przejeżdżamy jak czołgiem! Nic tej maszyny nie zatrzyma! Przelatujemy to z dziecinną łatwością. Dalej udaliśmy się na tzw. single - są takowe niedaleko Tych! Górka nie jest jakaś wielka,ale wystarczająca i do tego opcji jazdy sporo. Tutaj można poczuć jaką przyczepnością dysponujemy. Siodło w dół i start! Jakie by nie było nachylenie,Big Edem możemy w każdej chwili mocniej przyhamować,co normalnie na Sparku już byłoby trudne. Zjeżdżając czułem się bardzo bezpiecznie. Do takich zabaw świetny rower,choć może nie do skoków. Szkoda,że nie miałem okazji pojeździć po śniegu. Przy wspinaniu jakieś luźne kamienie też nie stanowią problemu,kiedy przy normalnym kole już bym walczył o utrzymanie równowagi. Sporo pozytywnych wrażeń. Podsumowując: do jazdy w trudnym terenie ekstra maszyna,ale jak dla mnie warto go kupić jako drugi rower a nie jedyny. Nie jest zbyt uniwersalny. Na asfaltach,czy ubitych drogach walczymy nieco z oporem toczenia. Wszystko zależy gdzie chcemy jeździć i jak długie trasy robić. A co z elektrykiem? No właśnie - dobrze,że żonka dostała takie cudo,bo już po pierwszej turze wracała do bazy na rezerwie,a ta druga była wyraźnie trudniejsza! Były dość długie podjazdy,gdzie ona właśnie była najszczęśliwsza! Kiedy mu sapaliśmy,Dżonka przelatywała koło nas jakby na motocyklu! Jednak fajnie było tylko na asfalcie,bo rower miał typowo szosowe opony. Miał co prawda amorka z przodu,ale opony nie radziły sobie z leśnymi duktami. Przynajmniej moja lepsza połówka bała się na nim tak rozpędzić. Sztywny tył też nie bardzo jej się podobał,kiedy przesiadła się bezpośrednio z fulla. Ogólnie uznała,że miejski rower to nie dla niej,ale sam napęd,a dokładniej wspomaganie,piękna sprawa! szkoda,że nie udało się dla niej załatwić elektryka,ale fulla.Był jeden,ale nie w tym rozmiarze. Może następnym razem się uda... Muszę przyznać,że po tej drugiej turze byłem już mocno wypompowany! A tak dokładniej,to już w połowie jazdy. Singlami zjechałem 3 razy i miałem dość! To znaczy dość wspinaczki. Do testów nic nie wypocząłem,wręcz odwrotnie,bo wydawało mi się,że będzie jak zawsze - krótka trasa,spokojne tempo i na tym koniec. Nic bardziej mylnego! Za drugim razem panowie zabrali nas na te single i na miejscu jeździjcie ile chcecie! Sam dojazd to też było trochę wspinaczki. Na szczęście powrót to już głównie jazda w dół. Jedynie ta szerokość opon dawała się we znaki,kiedy trzeba było utrzymać tempo. Ja już na rezerwie wracałem. Żona też jednoznacznie powiedziała,że gdyby nie elektryk,nie dała by rady. To najlepsze testy w jakich brałem udział. Wymęczyli mnie totalnie! Ale co się dziwić,kiedy GPS pokazał przewyższenie łącznie 1270 m! Kto by pomyślał,że wokół Tychów można to zrobić... Serdecznie dziękuję całej ekipie Scotta i przedstawiciela w Tychach Alpe Bike za super imprezę i niesamowity dzień! Ekipa mocno się starała,żeby wszyscy czuli się dobrze. Byli bardzo czujni,jak tylko widzieli,że ktoś ma jakiś problem,reagowali. Ciągle dopytywali,czy komuś czegoś nie brakuję,czy rower ok i tak dalej. Impreza na 102! Wymęczyli nas niemiłosiernie! Naładowani wielką dawką pozytywu,udaliśmy się jeszcze na lody przy plaży na Paprocanach i do domciu. Żonka praktycznie od razu do spania... Do tego jeszcze ta pogoda! Fantastyczny dzień! Ekipa Scotta też się pakowała i udała się do Katowic,gdzie dziś i jeszcze jutro będą testy. Do ostatniego zdjęcia załapało się nawet moje auto,tj. jego odbicie... :)To tyle,choć mógłbym jeszcze długo pisać. Fantastyczny dzień i to nie tylko ja tak mówię. Żona też cała szczęśliwa i... poobijana. Nie wiem skąd ma tyle siniaków,ale wiem,że teraz będę musiał kupić jej fulla. Zaraziła się,jak ja w zeszłym roku. Mam co chciałem... :biggrin:Pozdrawiam.Johnny1 punkt
-
Za rok nie dam się już tak łatwo spławić! :sorrow: :wink: Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
Ja moje narty kupiłem przez Ebay. Przyszły z Niemiec. Cena bezkonkurencyjna. Sprzedawca ma bardzo dobre oceny.1 punkt
-
Marzenia ściętej głowy...Ale wiosna jest, to można się trochę pobawić :Na Lukovą postawiłbym szybką czwórkę (raczej bez bublin) 2400 os/godz z Kolieska i dodałbym krzeseł na drugim krześle (można zwiększyć tam przepustowość z 1200 do 1800 os/godz). Nie narysowałem gondolki na Kosodrevinę, ale ona i tak jest pewna.Przerywane trasy są wg mnie niekonieczne. Co do trasy na Lucky, to nie wiem jak tam jest z ukształtowaniem terenu - nie wiem czy nie wyszła bokiem :stupid:1 punkt
-
Dziś kolejna dłuższa trasa,tym razem z nutką MTB. Wcześniej wyszedłem z pracy,pogoda piękna,więc nad czym się zastanawiać? Była opcja Paprocany,bo tam się dzieję (jutro dokładniej opiszę),ale ostatecznie postanowiłem zrealizować pierwotny plan. Wyjazd ok. 12 i kierunek tradycyjnie J.Goczałkowickie.Dalej przez pola do główniej drogi,bo innej "szybkiej" opcji nie ma i do Wiślanej Trasy Rowerowej. Poszło szybko i już byłem w drodze do Skoczowa.Na tym odcinku trasa jest miodzio. Dalej wzdłuż Wisły do Wisły,choć węglowodany wchłonąłem w Ustroniu,bo tu fajna knajpka była... Od jakiegoś czasu,w kilku miejscach w Beskidach,można wypożyczyć Fat Bikea - również w Ustroniu.Cena: 99 zł/dzień Wisła w Ustroniu i te kłódki... ludziom już odwala... Po wchłonięciu frytek w Ustroniu,postanowiłem wskoczyć na lody do Wisły.Mam tu swój ulubiony punkt.Idzie lato i w każdej miejscowości coś się dzieję.Nie inaczej w Wiśle - dziś siatkówka plażowa. Dalej od centrum i w stronę Salmopolu,bardziej znanego tu jako Biały Krzyż...Najpierw jednak jakiś stawek,Gessler... Przy okazji zajrzałem pod skocznię im. Adama Małysza.1 punkt
-
Pociesz się, że tylko z powodu wyraźnych braków w sprzęcie wspinaczkowym i turowym tudzież braku doświadczenia nie pojedziesz za tydzień w Wysokie Taury. Brakuje nam jednego chętnego do quorum więc dostałbyś propozycję nie do odrzucenia.:wink: Pozdro Wiesiek1 punkt
-
cz.2Wisła przejechana,czas na konkretną wspinaczkę! Zaczyna się mniej więcej przy jakiejś pętli autobusowej.Kiedy tu zjeżdżałem,myślałem,że od tej strony musi być baaardzo ciężko,ale jest zupełnie odwrotnie - od strony Szczyrku jest ciężej. Po drodze jeszcze zwracam uwagę na kolejne wyciągi narciarskie - ciekawe ile z nich jeszcze działa? Podjazd nie jest jakiś mega trudny,ale dał w kość,bo wczoraj stówka,dziś już w nogach prawie stówka,zanim dojechałem,ale bidy nie było.W końcu jestem na Białym Krzyżu. Teraz czas na spijanie śmietanki,tzn. zjazd w dół! Niestety jakieś zawalidrogi mi przeszkadzały do połowy zjazdu... Ciągle na hamulcu! Długo się nie zastanawiałem,trza było wyprzedzić! Jak ja lubię rowerem wyprzedzać samochody,zwłaszcza w sytuacji kiedy kierowca nie wlecze się bo czegoś szuka,tylko po prostu robi co może,ale to za mało... :biggrin:Tak więc przymiarka,choć przełożenia właściwego brak i depa! Poszło gładko i dalej żadne AUTO już mi nie przeszkadzało. Tu muszę przeprosić,bo na "czterdziestce" jechałem blisko 70 km/h... Ale byłby mandat! I to na rowerze... Gdzieś przy dole zatrzymałem się żeby zdjęcie zrobić.samochód,który wyprzedziłem pojawił się za ok. minutę.Jak ja lubię jazdę w dół!Pozostał przejazd przez Szczyrk i po drodze skocznie,a dalej już główną drogą oraz szlakiem do Bielska-Białej.Sam light! Po drodze miłe zaskoczenie na wysokości Mesznej,gdzie zrobili piękną ścieżkę rowerową - oby więcej takich akcentów! Później trochę szutrów,aż dotarłem do cywilizacji rowerowej w B-B.Od tego momentu już rekreacyjna jazda do samego domu. Estakady,równiutki asfalcik - to lubimy. Po drodzę Ratusz w B-B Dalej to już tylko utarte ścieżki i do domciu.Dziś łącznie 143 km,z czego przed pracą 21,a po pracy 122km i przewyższenie nieco ponad 1000 m - mało! Trzeba trenować dale,bo ta Śnieżka mnie zmiażdży... :biggrin:1 punkt
-
Johnny w SPD i sztywnych butach praktycznie całe Waty, które kręcisz idą w korby, a w zwykłych butach i platformach mnóstwo twojej siły po prostu ucieka i nie jest przenoszona na napęd. O ile w rekreacyjnej jeździe po płaskim nie ma to większego znaczenia, ale już na podjazdach ma kolosalne. Bo każdą nogą zarówno naciskach pedał jak i ciągniesz go w górę. Po pierwsze jest szybciej, po drugie lżej i nie masz sytuacji, że but ześlizguje ci się z pedała i w najlepszym wypadku tracisz tylko rytm i prędkość. Różnica jest naprawdę ogromna, a jak nauczysz się jeszcze właściwie pedałować, wykonywać obroty, co wbrew pozorom nie jest łatwe, to wtedy i na płaskim zobaczysz różnicę. Jest szybciej, łatwiej i efektywniej. Drugą rzeczą, to jak masz możliwość, to pożycz jod kogoś jak najlżejsze koła, a swoją drogą odchudź rower ze wszystkiego co jest zbędne, tj. lampki, odblaski, dzwonki, podnóżki, itp. No i trenuj konkretne interwały siłowe na jakimś podjeździe, ale nie zapominaj też o bazie tlenowej no i regenracji. No i nawżeraj się ze dwa dni przed zawodami mnóstwo węglowodanów, przed zawodami to samo, tylko lekkostrawnie już, z dżemem, bananami, no i miej ze sobą jakieś kolarskie żele energetyczne, żeby Ci prądu nie brakło i żebyś mógł jechać.1 punkt
-
Sportowo po lesieDzisiaj umówiłem się z kolegami do lasu na trening......oni trenują przed jakimś maratonem MTB, a ja na doczepkę swoim crossem.Po pierwsze...na rowery pojechaliśmy samochodem :biggrin: W lesie 45 minut ostrej jazdy.Tylko na początku dawałem radę nadążyć... ...potem koledzy mi zaczęli odjeżdżać, zwłaszcza na ostrych zakrętach gdzie było mokro i ślisko. Na prostych ich doganiałem, a potem delikatny podjazd, trochę korzeni, piachu i niestety zostawałem na jakieś 50 metrów.Każdą twardszą ścieżkę, bez błota, bez ostrych wiraży wykorzystywałem by ich dogonić. Tylko na krótkim 300 metrowym fragmencie byłem w stanie się z nimi zrównać.Jazda była ostra - na maxa.Mimo wszystko, w porównaniu z nimi, nie wypadłem źle - a rower przecież mam kompletnie nie przystosowany do takiej jazdy... na dodatek opony na moich kołach - sliki.Było fajnie, chodź na kilku zakrętach pojechałem na krawędzi ryzyka i mogło to się skończyć krzakami albo jakimś drzewem.Adrenalina, silne interwały w czasie jazdy... super!...45 minut i tylko nieco ponad 10 km takiej jazdy a na końcu dyszałem jak po 50siątce na szosie :redface: Ciekawe przeżycie - było bardzo fajnie!Na koniec porównanie oponek. PS. Później, już blisko domu pokręciliśmy się trochę... w sumie więcej gadaliśmy niż jechaliśmy. Na szosie są wolniejsi :wink:pozdrawiammarboru1 punkt
-
Mariusz! Popatrz tutaj: http://www.czarnagora.pl/aktualnosci/251-zapytanie-ofertowe-na-dostawe-2-kolei-linowych Widać, że temat jest "delikatnie" mówiąc świeży - termin składania ofert minął 29.04. 2016 roku (wybór 15.05). Jeśliby wszystko poszło zgodnie z planem to zwiększy się zasadniczo przepustowość tego systemu a ponieważ na razie nic nie wiadomo o trasach to skutkiem może być absolutna masakra na B. Utrzymanie A i zrobienie niebieskiej do dołu (z tych dawnych planów) będzie koniecznością. Nie zmienia to postaci rzeczy, że trzymam kciuki za Czarną i mam nadzieję, że nie skończy się tylko na wymianie krzeseł. Ta druga kanapa to pewnie zaplanowana jest na Żmijowiec (obok F) - tak mi wychodzi z długości i różnicy wzniesień. Pozdro Wiesiek1 punkt







