W polskich ośrodkach porażką jest cena karnetów dla dzieci, zarówno maluchów, jak i juniorów.
5 czy 9 złotych różnicy - śmiech na sali.... Albo taki super bonus w cenniku, że dzieci do 3 lat, jeżdżące pod opieką rodziców - mają za darmo :)))) Bo te dwulatki, co same śmigają bez dorosłych - wg gestora wyciągu już normalnie płacą (niektóre wiślańskie „stacje” mają taaaakie oferty)
Argumentem właścicieli wyciągów jest to, że małolat zajmuje na krześle tyle samo miejsca, co dorosły, więc cena taka sama. Ów właściciel nie bierze pod uwagę, że rodzic z takim dzieckiem wielokrotnie rzadziej na to krzesło siada – sześciolatek raczej nie będzie kręcił biegu zjazdowego góra-dół przez 8 godzin. Rodzic z małym dzieckiem potencjalnie spędzi sporo czasu w knajpie – więc zostawi kolejny zarobek wpływający do stacji.
No i wreszcie budżet całego wyjazdu. Rodzina, która ma zapłacić za wszystkich praktycznie 100% stawki – po prostu będzie rzadziej jeździć na narty – i tu właściciel stacji ma wpływ zero.
Dla Austriaków i Włochów to nie jest wiedza tajemna – więc w zależności od ośrodka dzieci są za free do lat 6 ,8 (Dolomiti superski), a czasami nawet do 10 ciu (np. Stubai). Skiamade, dzieciaki do 16 lat są za pół ceny karnetu dorosłego. Trzy kolejne lata -25%.
Przy dzieciach do ośmiu lat, za skipasy Dolomiti superski na 7 dni – płacę o około 300 PLN więcej, niż w Białce..... Z całym szacunkiem, ale potencjał narciarski troszkę większy, kolejki jakby nieistniejące etc.
Póki co, nie wyobrażam sobie w żaden sposób sensu wyjazdu na tydzień z dziećmi - do jakiegokolwiek ośrodka w PL.