Z pewnością, to wytracanie prędkości, większa kontrola, a co za tym idzie poprawa bezpieczeństwa...no i cieszę się, że po operacji nie tylko ja u siebie zauważam takie zmiany.
W moim przypadku, jest jednak trochę to bardziej skomplikowane.
Nadal kocham prędkość, dynamikę jazdy - stok z garbami, nierówny, urozmaicony zakrętami - to jak nogi cały czas pracują, umysł mega skoncentrowany na tym co pod nartą i przede mną. Uwielbiam przełamania stoku, fragmenty gdzie muszę bardzo mocno zejść kolanami do dołu by zamortyzować rzeźbę terenu, skoczyć w skręcie, wylądować na krawędziach z pełną prędkością... Taka jazda nadal jest dla mnie tą, którą Kocham i nic się nie zmieniło średni i długi skręt - wówczas wiem, że żyje!
Częsta jazda śmigiem pojawia się u mnie wtedy, gdy: nie widzę na 100% po czym jadę, gdy są jacyś narciarze przede mną i nie bardzo mogę tak pojechać, bo mimo, że jestem z tyłu - to nie jestem w 100% kontrolować sytuacji przy takiej, szybkiej jeździe. Wtedy, gdy nie znam trasy, jadę w danym miejscu pierwszy raz. Również wówczas, gdy stok nosi znamiona zdegradowania (jazdę jaką lubię uprawiam w doskonałych warunkach).
Przeczytałem powyższe, i?...
Zdałem sobie sprawę, że najniebezpieczniej jeżdżę jednak w Polsce 😮 Na małych, krótkich i wąskich stokach gdzie jest sporo ludzi - wówczas bez względu na warunki jeżdżę raczej właśnie tak jak lubię, a nie śmigiem... 😮 Trzeba to przemyśleć
Śmigowanie w Alpach, to oznaka nabywania dojrzałości... Czyli jednak starzeję się 😮 ?
@Sportego360... myślę, pewnie podobnie jak @Mitek (nie rozwinął swojej wypowiedzi), że każdy ma swój styl jazdy, w którym w pełni może kontrolować jazdę i jest to niezależne od tego, czy prowadzi deski bardziej przy sobie, czy w większej od siebie odległości.
Fajnie by było, gdyby rozwinął tą myśl. @Mitek?