Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.08.2020 w Odpowiedzi
-
Dzisiaj było sprawdzenie swoich sił na 100 kilometrów Niestety większość wyniku zabrał dzisiaj wiatr - zdecydowanie druga połowa dystansu słabsza... ...mimo wszystko udało się zrobić życiówkę (wcześniej 31) Forma jest...ale po intensywnym tygodniu... łącznie 5 treningów, przejechany dystans 314 kilometrów z łączną średnią 34 km/h... pora mocniej zregenerować siły. Dzisiaj miałem kilka kryzysów i powrót z ciężką nogą. Trasa dzisiejszego przejazdu...no i kilka górek było - w końcu buszowanie po świętokrzyskim Z kolarskim pozdrowieniem marboru6 punktów
-
Bułgarskie schroniska należą w większości do BTS (Bułgarski Związek Turystyczny). Ten sam związek zajmuje się też znakowaniem szlaków turystycznych, które są całkiem nieźle oznaczone. Znajomy opowiedział mi andegdotę skąd to się wzięło. Mianowicie, za komu popularyzowano turystykę górską oraz bano się szpiegów. Z tego drugiego powodu mapy były fatalne, lub nie było ich w ogóle. Lecz żeby ludzie nie pogubili się w niełatwych do przejścia górach, dobrze oznaczono szlaki. Bułgarskie schroniska prezentują z reguły niższy standard niż nasze. Często jedynym posiłkiem będzie ugotowana zupa w olbrzymim garze, a na śniadanie ciepły chleb z serem upieczony na starym piecu w kuchni. Do sporej części schronisk nie ma drogi, a wszystko transportuje się na koniach. Do schronisk w których byłem, ścieżka jest miejscami tak wąska, że ciężko się minąć. Po drodze widzę jeden taki konwój żywności - 4 małe konie objuczone piwami, i żywnością. Pomimo tego, nie miałem z nikim problemu. Bardzo podobała mi się atmosfera w górach - ludzie są życzliwi, i podobnie jak u nas witają się. Szlaki w większości są puste, nieco większy ruch robi się w weekendy. Centralna część Starej Płaniny wymaga co najmniej (moim zdaniem) 2-3 dniowej wędrówki aby cokolwiek nieśpiesznie zobaczyć. Drugi dzień poświęcam na przejście trasy od schroniska Raj, do schroniska im. Wasyła Lewskiego leżącego na końcu Doliny Starej Rzeki. Trzeci dzień - to zejście do Karłowa. Drugiego na szlaku, nie spotkaliśmy nikogo. Zupełna pustka. Schronisko im Wasyła Lewskiego - tutaj śpimy, jemy pyszną zupę i kozi ser z chlebem. Ot cała prosta kolacja, i jaka smaczna! Nazajutrz zejście do Karłowa - miasteczka z którego pojedziemy pociągiem do Płowdiw, a dalej kolejnego dnia w Riłę. Zejście do Karłowa to ok 15 km i 1000 m przewyższenia w dolinie Starej Rzeki. Po drodze dwa schroniska. W schronisku Chubawec, jemy zupę i pijemy herbatę. Herbata stoi w wielkim garze - 10 litrowym, skąd jest nalewana chochlą. Karłowo.6 punktów
-
Malutki samolot Dash 400 ląduje o 6:30 na płycie lotniska. Jest deszczowo i sennie, nastrój udziela się pasażerom. Szybka przesiadka. Okęcie. W zasadzie nie trzeba byłoby wyświetlać z której bramki przechodzi się do samolotu. Sznurek pasażerów na lotnisku z daleka wyglądał bardzo stereotypowo jak na ten kierunek. Wypisz, wymaluj tak jak sobie to wyobrażałem. Nie żebym się czepiał, w końcu sam tam lecę. Samolot z Warszawy do Burgas przypomina pociąg pospieszny z głębi Polski do któregoś z morskich kurortów nad Bałtykiem. Część rodzinek z dziećmi, jest już lekko wstawiona. Ale nie żebym się czepiał, w końcu mi się też nieraz zdarzało pić przed południem. 🙂 Niemniej jednak nasłuchałem się od znajomych pracujących na lotnisku, jak wygląda typowy pasażer do Bułgarii i dlaczego akurat część z nich czasami nie wsiada. Od drugiego znajomego, który pracował dwa lata w Bułgarii jako rezydent - usłyszałem drugie tyle. 🙂 Ląduję w Burgas, jest 10:30 i niesamowicie gorąco (byłem z kolegą, ale narrację będę prowadził w tej relacji z mojej perspektywy). Chyba teraz uwierzyłem że tu jestem. Nic nie pokrzyżowało planów, ani nagłe zamknięcie granic, kwarantanna, czy coś innego. Szybki spacer po mieście, kupno butli gazowej, godzinna wizyta na plaży.....jest pusto. Normalnie powinno być tutaj mnóstwo ludzi, ale tak nie jest. Jest spokojnie, morze ma piękny, błękitny kolor. Szkoda że nie zaplanowałem tego na odwrót, tj kąpieli w morzu po powrocie z gór....na drugi raz nie powtórzę tego błędu. Na peronie pierwszym dworca kolejowego w Burgas rozłożone stoliki, można kupić zimne napoje, piwo i przekąski. Jest 32 stopnie, wypijam piwo jedno za drugim. Na peronie obok od rana stoi czterowagonowy pociąg z lokotmowyą i ogromnym napisem БДЖ . Od razu przypomina mi się piosenka o bułgarskiej kolei. Когато мразя те, обичах те! БДЖ, БДЖ, обичам те! БДЖ, БДЖ, шттт! (Kiedy Cię nienawidzę, kocham Cię, BDŻ, BDŻ!) Wysłużony i zaniedbany skład o godzinie 14:30 odjedzie z Burgaskiego dworca, gdzie dalej skieruje się na tzw. podbałkańską magistralę kolejową. To jednotorowa linia, przebiegająca u stóp południowej części Starej Płaniny. Znając bułgarskie realia, wiem że godzina przyjazdu jest orientacyjna. Przez ograniczenia prędkości pociąg przyjeżdża jednak tylko 40 minut później. Jest 18:45. Kałofer. Malutkie miasteczko położone u stóp Starej Płaniny. Dworzec kolejowy ulokowany jest 4 km od miasteczka. Do pociągu wsiadają ludzie z plecakami (czuje pierwszy powiew górskiej wędrówki). Ze składu nikt nie wysiada. Tak też myślałem, że z tego miejsca nie będzie się jak wydostać, oprócz własnych nóg. Idziemy piechotą. Po 5 minutach polną drogą pędzi auto - to nastawniczy ze stacji wraca po pracy do domu. Podwozi nas do miasteczka, i przynajmniej zwraca mu się za benzynę 🙂 Nocleg, obiadokolacja, spacer. W Kałoferze urodził się i część swojego życia przemieszkał Christo Botew. Narodowy wieszcz Bułgarski. Jest tutaj jego olbrzymi pomnik. Nocleg mam przy ulicy, a jakże Christo Botewa. W Bułgarii ciężko nie zauważyć upamiętnień postaci głównych narodowych bohaterów - Wasyła Lewskiego i Christo Botewa. Wcześniej w Krakowie, pojechałem na ulicę Christo Botewa na rowerze. Zrobiłem sobie zdjęcie. To tam symbolicznie zacząłem podróż do Bułgarii. To też chyba jedyna bułgarska postać, która doczekała się upamiętnienia w Polsce, w postaci ulic, patronów szkół itp. Choć jest on zupełnie nie znany. Dzień później zapominam o ruchliwej cywilizacji, pandemii i innych problemach. Przed sobą mam majestat Starej Płaniny. Pierwszego dnia dochodzimy do Schroniska "Raj". Rozbijamy namiot przed schroniskiem (cena - 5 lewa od namiotu). W schronisku do zjedzenia jest zupa z fasoli i/lub kebab (mięso mielone pieczone na grillu). Obie rzeczy, jedyne do wyboru z menu smakują wyśmienicie. Jemy, rozbijamy się, a potem wychodzimy na ponad godzinny spacer do wodospadu Raj.2 punkty
-
1 punkt
-
Pojeżdżone...Serpelice,Zabuże,Janów Podlaski i Biała Podlaska. Kolejny słoneczny dzień i grzechem było nie skorzystać.Rano godzina biegania i koło 12.00 ruszyłem w trasę.Najpierw z wiatrem i po 35km średnia 34km/h a wcale nie cisnąłem.Kierowalem się do Zabuża,które poleciła mi odwiedzić znajoma.Warto było -miejsce piękne ,spokój i pyszne jedzenie. Widok z tarasu restauracji w Zabużu(serwują przepyszną szarlotkę z sosem malinowym) p.s.obiadów dziś nie serwowali gościom z zewnatrz:( Jeden z budynków...Zaraz obok przeprawa promowa do MielnikaJa nie skorzystałem i pojechałem w stronę Serpelic i dalej trasą Green Velo do Janowa Podlaskiego Przerwa na ryneczku i jazda do Białej Podlaskiej do Parku Radziwiładalej park...i jeszcze jedno ...Gdyby nie odcinek Serpelice-Janów blisko Bugu to było by wspaniale.A tak dziurawa droga nadszarpnęła trochę nerwów Pozdrawiam Łukasz1 punkt
-
Zrobiliśmy dzisiaj z córką odcinek Krutyń - Nowy Most na rzece Krutynia. Więcej się nie dało. Bardzo nam się podobało. Relacji euforycznej nie będę pisał, bo brak sił i czasu. Mimo chwilami dużych tłumów i tak było fajnie. Pogoda 24st, bez deszczu, idealnie. Kilka praktycznych podsumowań. Lepszych kajaków typu Cruiser nie dają na jednodniowe spływy. Z Jeziora Krutynskiego nikt nas nie chciał puścić. Przy tej liczbie klientów takie życzenie to lekka fanaberia. Ze względu na ochronę przyrody też jest zakazany tam podjazd autem. Na początku start w Krutyniu o 10, to już godzina po wszystkich formalnościach, przejściach, co też trochę czasu zajmuje. Tak do Młyna było sporo ludzi, ale dało się też bardzo wolne osoby wyprzedzać. Od mlyna się znacząco rozluźniło i płynęło się już bezproblemowo. Cały czas w zasięgu wzroku jakieś inne kajaki. Po niecałych 4h byliśmy w Ukta. Trochę przerwy. I ostatni odcinek najładniejszy, płynięcie miejscami w samotności. Co jakiś czas napotkany kajak. Bardzo dziękuję za przesłane porady.1 punkt
-
Cześć Moim zdaniem zupełnie bez sensu taki dobór. Masz SL kup GS. Boisz się GS, to kup przynajmniej nartę zbliżoną do GS w normalnej długości czyli minimum wzrost. Pozdro1 punkt







