Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.09.2020 w Odpowiedzi
-
Kilka lat marzyłem o tym, by przejechać 100 kilometrów w czasie poniżej 3 godzin... ...dzisiaj się udało 🚴♂️⚡💪 Wyjechałem się jak koń 🐎 na westernie 😀 Było bardzo ciężko, ale dałem radę 💪 Na 70 kilometrze wynik wynosił 34,4km/h średniej...ostatnie 30 kilometrów, na pętli było jednak pod wiatr...i wynik uciekał, ale ostatecznie nie uciekł 😀 Finalnie wyniósł 33,45km/h ⚡ Radość wielka, zmęczenie olbrzymie. Zapas czasowy? Tylko 40 sekund 😱 Jest progres w tym sezonie 💪 to cieszy 🙂 Szosowe marzenie zrealizowane - hura!!!6 punktów
-
4 punkty
-
Cześć Jakby coś w kwestii stawu biodrowego to wal jak w dym. 600249600. Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@barattolina - dzięki za ekstra relację 👍👍👍. Rugia jest super i jest to świetne miejsce na rower . Dla mnie osobiście północ (Kap Arkona i Jasmund) - tam gdzie byliście - to najpiękniejsze tereny, a klify kredowe na Jasmundzie to jeden z moich prywatnych cudów świata . Co do Sassnitz - warto zejść szlakiem pieszym po klifach do Sassnitz (niestety nie wolno po tej najbardziej widokowej ścieżce jeździć rowerem), a wrócić można autobusem, który kursuje między Sassnitz a Hagen. Albo druga opcja, jak się ma czas - pieszo, plażą i na koniec wdrapać się schodami na klif. Południe i interior wyspy też są bardzo ciekawe i warte odwiedzenia. No i oczywiście kurorty na wschodnim wybrzeżu - Binz, Sellin, Göhren - eleganckie Belle Epoque i dziwaczna Prora z kilkukilometrowej długości blokiem z czasów Trzeciej Rzeszy i piękną plażą. Sami byliśmy z Darkiem na Rugii trzy lata temu. Początkowo chcieliśmy objechać wyspę dookoła - jest tam 300 km szlak Rügen Rundweg, ale była to końcówka wakacji i dostępność noclegów była kiepska. Ostatecznie zainstalowaliśmy się na dwie noce centralnie w wiosce koło Bergen i zrobiliśmy trzy pętle - po ok. 80, 115 i 60 km na wschodzie, północy i południu wyspy. Nie starczyło czasu na zachodnią część i Hiddensee. Może kiedyś ...1 punkt
-
Cześć A my z Rybelkiem w ten weekend byliśmy na rowerach u kumpla na imprezie. O dojeździe rowerowym nawet nie ma co wspominać, no może piątkowa jazda w deszczu była jakaś warta słowa ale... Była to kolejna impreza celowana, ta konkretna to trzecia czy czwarta edycja "drewna na zimę". Od wielu lat w sporej grupie dobrych znajomych i przyjaciół realizujemy pomysł imprez celowanych. A to trzeba kogoś przeprowadzić, naprawić dach, uporządkować działkę, zrobić drogę itd. W tym wypadku serdeczny nasz przyjaciel ma dom na wsi i opala się drewnem, którego przez sezonem przywożą mu 24 metry w klocach i trzeba to wszystko ułożyć w drewutni a częściowo również porąbać. Dwa dni super zabawy. Nachlać się, potańczyć czy pojeździć na rowerze można wszędzie a wartość dodana w postaci wykonanej pracy i pomocy bliskim jest zajebista. Polecam. Pozdrowienia1 punkt
-
A może by tak na Rugię ??? Cześć ! Wirus zniweczył w tym roku wszystkie nasze wakacyjne plany. Nie wiadomo było kiedy i gdzie się udać. Do ostatniej chwili nie mogliśmy się zdecydować, aż w końcu dokonaliśmy rezerwacji dwa dni przed wyjazdem, uzależniając wszystko od pogody. Było upalnie, więc padło na miejscówkę nad morzem, niedaleko od domu - 2,5h jazdy samochodem (w razie gdyby wprowadzono kwarantanne, mogliśmy wrócić w każdej chwili zanim zacznie obowiązywać, a to było ważne). No i lubię jak na wakacjach jest woda:-) Ponieważ nie chcieliśmy smażyć się tylko na plaży, wybraliśmy okolicę o doskonałej renomie pod względem malowniczych krajobrazów oraz niezliczonej ilości kilometrów tras rowerowych. No i poszło....wylądowaliśmy na Rugii :-)) Zainstalowaliśmy się w miejscowości Juliusruh, na półwyspie Wittow, w północnej części Rugii, skąd właściwie z naszego domku wskakuje się od razu na piękną leśną asfaltóweczkę 😄. Jest też dosłowny rzut beretem do pięknej, długiej na ponad 8km piaszczystej plaży. Traski w tamtej części jak na załączonym obrazku: Pierwsze dni ukrop dosłownie lał się z nieba. Do 17:00 nie dało się jeździć. Potem nikomu nic się nie chciało, więc miałam wyspę tylko dla siebie. No może nie tylko dla siebie, bo zabrałam ze sobą jeszcze mojego Darka 🙂 W pierwszej kolejności pojechaliśmy na Kap Arkona - na tzw obczajkę...... no i przepadliśmy doszczętnie. Zresztą sami zobaczcie..... A tak to wygląda to z bliska: Jedna z tras - oznaczona jako średniej jakości (na mapie): Po drodze można też spotkać dziką zwierzynę: Zdjęć z Kap Arkony nie mamy. Kto by chciał focić jakąś latarnię. Hehe. Takie widoki na rozgrzewkę, bo potem było już tylko gorzej. 😂 W kolejnych dniach objeździłam półwysep wszerz i wzdłuż. Odkrywając coraz piękniejsze zakątki i spotykając raz za razem innych, spragnionych wolności rowerzystów. Był więc i ulubiony, dłuuuuuuuugi jak pas startowy asfalcik: No i miejscowości z uroczymi domkami: ...oraz nieco bardziej nowoczesną architekturą: Kolejne dni był łaskawe jeśli chodzi o temperaturę, upał zelżał więc można było zapuścić się nieco dalej - na cały dzień. Wsiedliśmy więc na rowery i pojechaliśmy na południe, w kierunku Glowe, na półwysep Jasmund. Zrobiliśmy kilka pętli, poruszając się wedle zasady "gdzie oczy poniosą". No i poniosły....w jakieś krzaczory i szuwary 😂 : potem trzeba było już grzecznie wrócić do mapki... no mniej więcej, bo bywało różnie. Tutaj mapa: a tutaj to bywało różnie właśnie....tzn mój rower 🙂 po ponownym zjechaniu z trasy Przedpole półwyspu Jasmund to niziny, z przeważającą ilością przeróżnych mokradeł. Przynajmniej tak go zapamiętałam. Następny dzień to już oczywiście Park Narodowy. Niestety nie mam zdjęć z tras, tylko same filmy. Po dojechaniu jednak do punktu X, gdzie nie można już pedałować jest się zmuszonym do podziwiania oszałamiających widoków, takich jak np. ten: albo ten: albo jeszcze ten... Nie odważyliśmy się zjechać w dół do Sassnitz - potem trzeba byłoby wrócić, a to jest około 100m przewyższenia na dość krótkim odcinku. Może innym razem (czyli pewnie nigdy :)) Pozostałe dni upłynęły nam na błogim szwendaniu się rowerem to tu, to tam i upajaniu się ogromnymi połaciami wolnej przestrzeni. W takim terenie człowiek dopiero czuje, że rower to nie tylko praca nad sobą i osiągi sportowe, ale przede wszystkim wolność oraz obcowanie na naturą, a w przypadku Rugii naturą przez wielkie N: Rugia oczarowała nas doszczętnie. Każdy może znaleźć tam coś dla siebie. Od klimatów szosowych aż to trudnego leśnego terenu. Przyroda, z jednej strony oczywista, jest jednocześnie tak oszałamiająca w swojej prostocie, że zapiera dech w piersi. W dzisiejszym, szalonym i pędzącym świecie jest jak najprawdziwszy zastrzyk zielonej, czystej energii. Życzę Wam wszystkim wyprawy na ten niesamowity kawałek ziemi. Tylko weźcie ze sobą koniecznie rowery !!!! Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam, bo to moja pierwsza relacja tutaj. Hehe. Dobrej nocy ❤️ i na koniec zen-widoczek. PA!1 punkt
-
1 punkt
-
@marboru Gratulacje, mega wynik, nigdy tak szybko nie jeździłem:-) Jechałeś sam, czy z Paulą? Niestety ja dość gwałtownie zakończyłem sezon rowerowy w dniu 20/08. Głupi upadek przy powrocie z pracy z niestety dużymi konsekwencjami - złamana szyjka kości udowej. Operacja w tym samym dniu na Szaserów - 3 śruby. Czy będzie konieczna endoproteza to się okaże. Stąd zarówno dokończenie sezonu rowerowego jaki i cały narciarski odbywam w świecie wirtualnym, czytając relacje na tym forum - @tanova Gryfusa i Karyntia rulez - i jednocześnie liczę na wiele kolejnych:-)0 punktów







