To zapowiedziana tragedia – opowiada dziennikowi „Il Messaggero" Carlo Budel, właściciel schroniska Capanna Punta Penìa, tuż obok którego oderwał się lodowiec. - To najgorszy dzień mego życia. Od wielu dni słyszę, jak pod lodowcem płyną prawdziwe potoki wody: Marmoladę należało zamknąć. Wysokie temperatury z ostatnich tygodni poważnie utrudniły dostęp do szczytu. I dziś mieliśmy tego dowód: dramat wydarzył się w niedzielę o 14, czyli kiedy jest tu najwięcej ludzi. Znałem jedną z ofiar - to przyjaciółka, przewodniczka alpejska z Padowy.
Nie naszym zadaniem jest oceniać, kto powinien, a kto nie powinien iść w góry. Tragedia nie wydarzyła się z tego powodu, że zaraz po południu w niedzielę była wysoka temperatura. Tu w grę wchodzi średnia temperatura wewnątrz lodowca rosnąca od dłuższego czasu z powodu trwającej zmiany klimatycznej. Katastrofa jak ta mogła się wydarzyć także zimą. Mimo wszystko nie spodziewaliśmy się... - mówi cytowany w „La Repubblice" jeden z ratowników.