Stawiam się na wezwanie.
Otóż nie zawsze miałem problem z butami ,tylko z poprzednimi Koflachami które i tak były z poprzedniej epoki.Do tego pół numeru za małe cierpły mi nogi cuda mi się działy i robiły z nogami .
Kiedy kupowałem teraz Fischery to przymierzyłem je w sklepie i "siadły".
Oczywiście ustaliłem,że można ja do iluś tam dni oddać nie używane.
W domu ubierałem i po godzinie przed skionlinem we Fischerach "bladłem".
Prawie brak krążenia nigdzie jakiegoś ucisku (w podbiciu np.)ale mrowienie.
Kiedy ruszyłem do transportera z piwem wszystko natychmiast ustępowało a właściwie wracało krążenie.I znowu po pół godzinie przed kompem brak krążenia.
Uważam,że "statycznie" nie wiele da się stwierdzić.Owszem ugniatanie tak ,ale ogólny komfort dopiero w prtaktyce można odczuć.
Reasumując but zapięty rano odpinam po południu i nic mi się nie dzieje.
Nie zaznałem czegoś takiego,że przez pierwszą godzinę męka a później OK.
Jest jakby był odlany na moją nogę.
Jestem szczęsliwym człowiekiem kiedy mam te buty na nogach :D:D.