-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Śliczna "Dziewczyna" :-)
-
Piotrze, masz ochotę, to przybywaj! Będzie bardzo miło Cię poznać osobiście. Niezłe Wzf się szykuje :-)
- 1 884 odpowiedzi
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Z nizin jedziemy we troje. Ja z drugą połówką i Bumer. Zamierzamy być w Kuźnicach 8:30.
- 1 884 odpowiedzi
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nienagannie na trasie i poza nią. Klasyczna jazda pięknie wygląda - miło popatrzeć.
-
Nic dodać, nic ująć... ...piękna technika jazdy z przed lat :smile: Świetny filmik. [video=youtube;vHejQlbAL78]
-
No to Cię Andrzejku... przekręciło :sorrow: Następnym razem będzie lepiej :applause:
-
Na 99% będę razem z drugą połówką w niedzielę od samego rana. Może ktoś jeszcze?
- 1 884 odpowiedzi
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Przeglądając net natrafiłem na mega sympatyczny filmik, o pieskach ratownikach górskich. Jak wiadomo doskonały węch - może uratować życie...życie porwanego przez lawinę narciarza... ...to ciężka i odpowiedzialna praca... :happy: A same pieski - niezwykłe, jakby uśmiechnięte...no i jeżdżą na nartach - na "barana" ze swoimi opiekunami. Gratka dla kochających czworonogi :happy: [video=youtube;2i0Aet2flAI]http://www.youtube.com/watch?v=2i0Aet2flAI
-
Dzisiaj mija piąta rocznica śmierci Shane Mcconkey'a ikony narciarstwa free...tak, to już pięć lat minęło - ależ ten czas szybko leci... R.I.P. Shane [video=vimeo;3965357]
-
Górska przygoda na miarę marzeń...
marboru odpowiedział marboru → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Przymusowa kąpiel w Żabim Stawie Jaworowym... Osiągamy Lodową Przełęcz koło godziny 13. Znajomy widok. Ta sama wspaniała panorama. Niby znana, lecz zawsze zachwyca. Idziemy z niej nieco w prawo – w dole długi żleb i zachęcające wielkie pola śnieżne pod szczytami Jaworowymi. Z Lodowej najłatwiejszy zjazd prowadzi do Dolinki Lodowej i dalej na południe. My zjeżdżamy do Jaworowej. To jednak dużo ciekawszy wariant. Żleb jest „U-kształtny” tj. tak wymodelował go śnieg. Jedziemy na przemian, gdy Maciek kręci w lewo, to ja w prawo i tak na przemian (raz o mały włos, a doszłoby do zderzenia:). Śnieg za to wymarzony, miękki, puszczony na 5 cm firn, jakże łaskawy dla mięśni i łydek narciarza. Ten drugi tego dnia zjazd był jak dopełnienie, jechało się jak w bajce, a po wypadnięciu ze żlebu gnaliśmy jak opętani w stronę Jaworowych, potem stromo w dół do stawu długim skrętem przez staw...i. Ja, niżej podpisany, jako jeden pewnie z najcięższych ski-alpinistów (ok. 90 kg wagi, no, wtedy może nieco mniej:) miałem wątpliwą przyjemność wpadnięcia do stawu (po raz pierwszy w życiu, nie ostatni, na szczęście płytko, do łydek), ale to nie zmąciło nastroju „wyrypy”. Potem jeszcze z moreny stawu w dół. Tam na szerokim i pokrytym firnem stoku Maciek szalał jadąc długim skrętem, szorując prawie biodrem po stromym stoku na pełnym gazie. Ja też wyciskałem z moich „Rossignolli” to, co fabryka zapisała w parametrach tych nart. Poddaliśmy się narciarskiemu szaleństwu. Szybki skręt. Fontanny śniegu tryskały spod nart. Uśmiech i zacięcie ust. Zaciętość. Szybkość. Wiatr od Lodowej. To wszystko pamiętam. Zjazd zakończyliśmy przy mostku w Zadniej Jaworowej, gdzie przepakowaliśmy się, jak to na wyrypie. Zmiana butów z plastikowych na adidasy (suche, to ważne). Posiłek, woda z sokiem i kilka wrażeń. I schodzenie, czterogodzinne Doliną Jaworową do Jaworzyny i z braku autobusu na Łysą Polanę. Ale po Lodowej, po wspaniałej ski-turze, to nie boli. No pain – dewiza na tę wycieczkę sprawdza się setnie. Nogi poobcierane, zakwasy, pot na czole, ale jesteśmy szczęśliwi:) to pamiętam najbardziej. Trafiamy do Zako. A tam. Plus 25 stopni. Prawdziwy żar leje się z nieba. Skąpo odziane dziewczyny zwiastują wiosnę ładne, uśmiechnięte twarze, brąz opalenizny tu i ówdzie. Ech, chciało się życia po Lodowej, jakby się Pana Boga złapało za nogi:). I myśmy myśleli, że zawsze tak będzie. Naiwni idioci. Nie było. Bo życie pisze własne scenariusze. Nie zawsze takie, jakbyśmy chcieli. A może zwłaszcza takie. Tam mieszka Przygoda... Wypada kończyć. Tylko jak? Niebanalnie. Co w tym miejscu, myślę o Lodowej – jest takiego niezwykłego? Urzeka alpejską, wysokogórską panoramą. Na miarę Alp i innych wielkich gór. I wspaniałym zjazdem narciarskim. Tam zarówno podejście, jak i zjazd, odbywają się w otoczeniu tatrzańskich olbrzymów, takich jak: Lodowy, Mały Lodowy, Pośrednia Grań, Łomnica, Baranie Rogi, Jaworowy i mur Jaworowych, które wywołują wielkie wrażenie i innych szczytów. Zjazd jest piękny i urozmaicony. Najpierw prowadzi dość stromym żlebem, potem po wielkich polach śnieżnych i przez kolejne progi Doliny Jaworowej. I już w dolnej części czeka nas jazda lasem z widokami na otoczenie Doliny Jaworowej. I ostatnie wnioski. Nie ma już zielonej ławeczki przy bufecie „Pod Rogovą”. Nie ma też bufetu. Świat się zmienia. Nie wszystkie przyjaźnie z tamtych lat przetrwały próbę czasu. Ale część z nich pozostała. Tak samo jak pasja do przejścia przez Lodową Przełęcz. Może uda mi się wyprowadzić w to miejsce moich kolegów z kursu przewodnickiego i zarazić ich, taką, jak moją, miłością do Lodowej. Ta przełęcz to coś wspaniałego, co się może przytrafić w życiu tylko kilka razy. To jak pasja. I poszliśmy. W piątkę na Lodową w piękną marcową niedzielę 2014. Wszystko się udało. Transport (dzięki Maciek), pogoda, kompania i śnieg był znakomity. Szybkie podejście Józka mobilizowało do wysiłku, a zjazd był znakomity, chociaż niejednemu z nas skały zazgrzytały pod nartamiJ wylądowaliśmy popołudniową porą w Jaworzynie i chociaż nie ma już bufetu „Pod Rogovą” to piwo nawet w tak prozaicznym miejscu jak przystanek autobusowy – w dobrej kompanii – smakuje zawsze doskonale… I jeszcze jedna myśl związana z Lodową. Bill Briggs mówił: „Without risk there is no adventure” i miał rację. Wyeliminowanie elementu ryzyka spowodowałoby, że nie poszedłbym nigdy na Lodową Przełęcz. Tam mieszka i czeka wciąż prawdziwa, narciarska i górska przygoda. Na miarę marzeń. I jeszcze jeden cytat, jakże celny wobec ski-alpinistów i ludzi gór: „Nie pytaj, dokąd nas prowadzi czas. Nie próbuj naszej drogi nazwać. Żyjemy chwilą, która dla nas trwa. Tak zapisane było w gwiazdach” - śpiewają Skaldowie w utworze „Życzenia z całego serca”. Niech ta chwila jeszcze potrwa. Dobry Boże, daj jeszcze kilka razy zjechać na nartach z Lodowej:). Pić borowiczkę mieszaną z piwem w Jaworzynie i lekko chwiejnym, „oppenheimowskim” krokiem iść do domu. Prośba taka. Do Nieba. Źródło: Watra. Autor: Wojciech Szatkowski -
Wojciech Szatkowski z Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanym, kochający Góry i Skitury - Uwielbiam jego skiturowe opowieści :happy: Poczytajcie. Niedawno odwiedziliśmy na nartach Lodową Przełęcz. Motto tej wycieczki jest następoujące: Without risk there is no adventure (Bez ryzyka nie ma przygody). Bill Briggs. Określenie, czy jakaś wycieczka ski-turowa jest najpiękniejsza, ładna, czy taka sobie, a nawet przeciętna, jest czymś absolutnie względnym. Autor niniejszego tekstu zdaje sobie z tego faktu sprawę. Każdy ma bowiem w górach swoje ulubione miejsca, preferencje i trasy. Oczywiście, wycieczka, czy „wyrypa” narciarska, ma swój niepowtarzalny klimat. Są jednak wśród wielu trasy wyjątkowej urody, które zawsze warto przypominać i polecić amatorom narciarstwa wysokogórskiego, czyli ski-turingu. Żeby nie zostały zapomniane. Wreszcie – by przywołać sytuacje i przyjaciół z młodych lat. Lodowa Przełęcz 2372 m. Dla mnie to najpiękniejsza wycieczka narciarska w całych Tatrach. Z różnych względów. A jakich? Poczytajcie. Serdecznie zapraszam. Lodowa Przełęcz - czyli Sedielko... Kilka zdań o miejscu, które jest celem wyrypy. Lodowa Przełęcz (2372 m, słowacka nazwa Sedielko, mało szałowa, jak na takie piękne miejsce, moim zdaniem) - tak jak Zawrat, Kozia, Krzyżne, czy Kozi Wierch, to tatrzański ski-turowy klasyk. I to, mam takie wrażenie, zresztą nie tylko ja, klasyk najwyższej próby i jakości. Przypomnijmy pewne wątki historyczne, a mianowicie takie, że pierwsze, odnotowane przejście wykonali: latem J. H. Blasius z towarzyszami (1835). W jednym ze źródeł wyczytałem, że pierwsze przejście przez Lodową odbyło się 13 sierpnia 1854 r. Wykonali je ks. Józef Stolarczyk, Feliks Berdau, Wojciech Grzegorzek z góralskimi przewodnikami. Zimą pierwsi tu byli węgierski taternik Karoly Jordan z przewodnikiem (1902). Zjazd narciarski z Lodowej to górska przygoda, o której marzy się nieraz latami i do przejścia, którego każdy szanujący się ski-alpinista tatrzański powinien dążyć ze wszystkich swoich sił. Myślę, że nie zawiedziecie się, gdy po prawie 4-5 godzinnym podejściu z Hrebienioka znajdziecie się na tej przełęczy, a zobaczycie widok.. Uważamy, że chociaż raz w „karierze” ski-turowej trzeba koniecznie wejść na nartach na tę przełęcz. Teraz o zjazdach. Z Lodowej prowadzi ładny i długi zjazd na południową stronę, do Dolinki Lodowej, przez próg i dalej Doliną małej Zimnej Wody do Smokowca, o długości ponad 8 km. Ten jest dostępny przepisami TANAP. Niedogodność w tym przypadku jest tylko jedna. Jaka? Niestety przepisy TANAP nie zezwalają obecnie na najpiękniejszy naszym zdaniem zjazd z Lodowej Przełęczy, prowadzący przez kolejne piętra Doliny Jaworowej, aż do Jaworzyny Tatrzańskiej, o długości ok. 14 km. Mogę powiedzieć, że pod względem widoków, różnorodności terenu (bule, żleby, wąskie żlebiki, rozległe pola śnieżne, widoki tj. okoliczne, potężne ściany, przejazdy obok stawu) zjazd narciarski z Lodowej Przełęczy na tę stronę jest najpiękniejszym w całych Tatrach. W mojej ocenie. Ta droga jest dla narciarzy wysokogórskich zamknięta (póki co), ale liczymy, że to się kiedyś jednak zmieni. Autor przewodnika zjeżdżał pięciokrotnie z Lodowej do Doliny Jaworowej jeszcze w czasach, kiedy ski-alpinizm „raczkował” w naszych najwyższych górach i na Słowacji, i nie zamykano jeszcze tego terenu dla narciarzy wysokogórskich. Nikt nas jeszcze wtedy nie gonił i nie dawał mandatów za zjazd Jaworową. Ech. To były czasy... Wiosna zawsze najlepsza Najlepszą porą do przejścia tej drogi jest wiosna. Marzec lub kwiecień. Czasami w maju potrafi być bajkowo. Na górze zima z prawdziwego zdarzenia, a na dole, w Jaworowej, krokusy i ciepło, jak w Sajgonie wiosną. Parno nawet. Z Teryho chaty (2013 m), która jest idealną bazą na wypady wiosenne w tym rejonie Tatr Wysokich, idziemy z początku tak, jak za szlakiem letniej ścieżki. Potem skręcamy łukiem w lewo i trawersujemy cały czas na nartach południowy grzbiet Pfinnovej Kopy. Wstęp do Dolinki Lodowej jest zagrożony zejściem dużych lawin, dlatego na tym odcinku należy zachować szczególną ostrożność. Wariant drugi to fantazyjny zjazd bardzo stromym, niezbyt długim żlebem spod Teryho chaty w stronę Żółtej Ściany (szerokość 5 m, nachylenie 40-45º, kiedyś trafiliśmy na taki firn, że narty same skręcały:). Dojeżdżamy do jego podnóża. Tutaj zakładamy foki, z kotlinki skręcamy w prawo i obok wielkich granitowych want na nartach podchodzimy w stronę dobrze stąd widocznej przełęczy. Idziemy przez kolejne piętra Dolinki Lodowej, mijając szlak zimowy prowadzący stąd w lewo na Czerwoną Ławkę, a także stromą Żółtą Ławkę. Podchodzimy teraz długimi zakosami do ostatniej muldy pod dobrze stąd widoczną Lodową Przełęczą. Przy dobrych śniegach (firnach) możemy aż na samą przełęcz wejść na fokach (bardzo trudno), co wymaga wysiłku ze względu na stromiznę. Albo ściągamy narty, zakładamy je na plecak i na przełęcz wchodzimy w rakach (jeśli jest twardo) lub „z buta”. Widok na stronę zachodnią, na kilkukilometrowy Jaworowy Mur wyjątkowo piękny. Po odpoczynku szykujemy się do zjazdu. Z Przełęczy Lodowej wprost w dół stromym stokiem (nachylenie między 35º- 40º) i przez kolejne piętra i progi Dolinki Jaworowej do Żabiego Stawu Jaworowego. Teren lawiniasty-uwaga! I zjeżdżamy tak, do końca Doliny Jaworowej, w sumie ok. 2 godziny jazdy. Tam kończymy wyrypę. Barania i Lodowa w jeden dzień... Marzec 1989. Schronisko przy Zielonym Stawie Kieżmarskim, popularna „Brnczalka”. 7 rano. Wstajemy, bo wyruszamy za godzinę. Za oknem mroźno. Za to pogoda jak z bajki. Wielki błękit nad nami i w duszy to samo. Na śniadanie parówki - parky i schroniskowa herbata. O ósmej ruszamy. Dość długi sznur ludzi, rozciągnięty na podejściu. Czesi, Słowacy, Polacy i Węgrzy. My w środkowej jego części. Zakładamy raki. Pokonujemy stromy próg. W Dolince Dzikiej i położonej powyżej Baraniej Kotlince jest mroźno i pięknie. Barania Przełęcz (2389 m) i szybki zjazd do Terinki. Stromy i dość wymagający. Odpoczynek, kładziemy się z Teresą do słonka w okolicy schroniska. Wygary narciarskie. Jakże nam się chciało słońca i życia. Po długiej chwili wesołego przegadywania, przetykanego łykami lodowatego piwa:) zakładamy foki i ruszamy na Lodową. To był mój „pierwszy raz” na Lodowej, pierwsze narciarskie przejście tej przełęczy. I zaiskrzyło. Wyrywałem do przodu, by zobaczyć, czy opisywana w książce „W stronę Pysznej” panorama faktycznie jest aż tak piękna. I stanąłem na przełęczy, wyprzedzając Teresę. Nie miałem słów. I dalej ich nie mam. Żaden człowiek nie potrafi. I piękny był zjazd do Jaworowej i do Jaworzyny. Odpoczynek. Leżymy tak z godzinę do słonka. Potem ruszamy. Jeszcze przeskakiwanie potoku:) ostatnie skręty, okrzyki i zdjęcia. Wszystko się dzieje tu i teraz. Chwilo trwaj! Autobus. I nocne podchodzenie na nartach do „Brnczalki”. Koło wyrypy się zamknęło:), gdy o godzinie 21, wylądowaliśmy w schronisku na spóźnionej kolacji. Nad głową gwiazdy. Przy nich zaczęliśmy wyrypę, przy nich ją także kończymy. 13 godzin trwała nasza wycieczka. Potrzeby mamy tylko dwie: jeść i spać. Zostały zaspokojone. Innych potrzeb tego dnia nie było... Maj 1992 r. Znowu jesteśmy w „Terince”. Teresa, Joasia i niżej podpisany. Wysokie słońce. W popołudniowej porze jesteśmy znowu na Baraniej Przełęczy. Następnego dnia Śnieżna, Przełęcz pod Baranią Strażnicą i Czerwona Ławka, z bardzo stromym zjazdem do Dolinki Lodowej. I 3 maja powrót przez Lodową Przełęcz do Ojczyzny. Powrót „oppenheimowskim” szlakiem. Warunki doskonałe, na fokach wychodzimy na samą Lodową. W dole potężny, świetnie wyśnieżony żleb. Ekipa w składzie: Asia, Maro, Teresa i ja. Jedziemy: Asia w krótkich spodenkach, Maro kręci na progach Jaworowej, a jakość zjazdu powoduje stan lekko niekontrolowanego szaleństwa. Podczas zjazdu doliną Jaworową momentami brakuje śniegu. Nie odpinając nart, człapiemy na trawie, omijając pąki krokusów. Jaworowa – dolina tak piękna, że zamykasz oczy, a obrazy przewijają Ci się same przed oczami. I myśl temu towarzysząca. Tatry – góry najpiękniejsze? Tak myślę. I ja już w piękniejsze od Tatr góry nie uwierzę. Choć chętnie je zobaczę. Ale jak wracam, nie mogę się doczekać pierwszej wycieczki narciarskiej w Tatry. W swoje miejsca. Żeby sprawdzić, czy coś się w nich nie pozmieniało. Włodek Cywiński miał absolutną rację mówiąc „Tatry są najważniejsze”. Tego się trzymam. Schodzimy niespiesznie Doliną Jaworową. Jeszcze ostatni rzut oka za siebie w stronę Lodowego i Jaworowych (Javoraky). Żal odchodzić. Żal wracać. Wreszcie Jaworzyna. Bar „Pod Rogovą”. Jeść Gulasz segedyński i chleb. Żal topię w podwójnym piwie z podwójną borowiczką, tak jak „miejscowi” z Jaworzyny. I tak siedzimy w Jaworzynie, na zielonej ławeczce, rozmawiając z tutejszymi góralami. Autobusem wracamy do domu, a tam lekko zachwianym, od borowiczki i piwa, „oppenheimowskim” krokiem do łóżka. I spać. Ale i tak jeszcze dwa dni śniła mi się Lodowa... możecie mi wierzyć lub nie, ale tak było. Jeszcze teraz nieraz mi się śni. Bo wracałem do domu z Lodowej będąc innym człowiekiem. Mój ojciec, który mnie nauczył narciarstwa, widział to wszystko. I cieszył się i wspierał mnie w ski-alpinistycznej pasji. Jakże mu za to dziękuję, że taki był, jaki był. Wspaniały. Żółta Ławka i Lodowa w jeden dzień Moje kolejne wspomnienia związane z Lodową? Było to wiosną 2001 r. Ponad dwa lata czekałem na przyjazd mojego przyjaciela z Kanady – Maćka Słodyczki, byłego zawodnika „Wisły-Gwardii” i świetnego ski-alpinisty. Trenera free-style w Kanadzie, by zrealizować nasz plan „wyrypy narciarskiej” na Słowację. Z centrum „Zako” szybko docieramy do dworca PKS. Tam autobus, Miasto Vysoke Tatry i już byliśmy blisko celu. Potem następny etap – wyjazd kolejką na Hrebieniok. Już jesteśmy dość wysoko i maszerujemy dziarsko Doliną Zimnej Wody i dalej przez próg do Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Rano pobudka. I tradycyjne pytanie: co robimy? Na pierwszy ogień stromizna...Żółta Ławka (2310 m, nachylenie w górnych partiach żlebu powyżej 45 stopni) Po dobrym śniadaniu, podczas którego wypatrzyliśmy z okien „Terinki” stromą przełęcz obok Czerwonej Ławki, decydujemy się tam pójść. Wygląda zachęcająco, choć jest stroma, ale może „puści”? Ruszamy spod schroniska na nartach ostro, długimi łukami w dół do niewielkiej kotlinki, potem odpinamy narty i zaczyna się podejście z Lodowej Dolinki. Do przewężenia żlebu szliśmy nazwijmy to „luźno”, ale w momencie wejścia w trudniejszy i stromszy teren (stromizna między 40-45 stopni i więcej nachylenia), żarty się skończyły. Maciek szedł pierwszy i pracowicie bił stopnie, ja za nim. Stopnie te były z racji twardego śniegu bardzo płytkie. W górze żleb skręcał lekkim łukiem w prawo i nim (taką charakterystyczną ławką) podeszliśmy w górną część żlebu. Tam słońce, to kochane nasze słońce, roztopiło twardą skorupę i śnieg był już w miarę miękki. Osiągamy przełęcz – wiatr – szybko lecące chmury. Zdjęcia i zaczynamy zjazd. Zawsze ten pierwszy skręt jest w tym sporcie jak wyzwanie rzucone losowi. Musi się udać. Maciek robi dwa skręty, widać technikę dawnego zawodnika. Ruszam i ja. W momencie, kiedy ruszasz na nartach w dół, stajesz się innym człowiekiem. Już nie ma możliwości powrotu. Klamka zapadła. Między krawędziami nart a podłożem, między mózgiem i mięśniami, tworzy się zadziwiający krąg współzależności. Adrenalina działa. Po kilku dobrych skrętach „podkręcam” tempo... a skręty z obskoku wychodzą bardzo dobrze. Osiągamy przewężenie, chyba najbardziej strome miejsce w żlebie. I ostatni fragment, szerokim stokiem śnieżnym. Na dole przybijamy „piątki”, szerokie uśmiechy. Maciek jeszcze zjeżdża wypatrzonym wcześniej, krótkim żlebem. A ja powoli człapię na Lodową.
-
Przygoda z Julią Mancuso
marboru odpowiedział marboru → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
Jeszcze jeden krótki filmik, z gratulacjami :happy: [video=vimeo;87410859]http://vimeo.com/87410859 -
Otium z Krakowa. Szpoko, szpoko tak też to odebrałem :happy: pozdro i mam nadzieję, kiedyś - do zobaczenia na stoku :happy:
-
Dokładnie tak jak Andrzej pisze...z tym, że to nie dwie godziny było...ale godzina...mega długa godzina po podróży, to jak dwie godziny - to w sumie Andrju, masz rację :happy: :biggrin: - na vouczerach napisane mieliśmy, że zakwaterowanie do 19...a Pani się tłumaczyła, że do 18stej i w sumie nie musi nas kwaterować... podejście do klienta? :eek:
-
Przygoda z Julią Mancuso
marboru odpowiedział marboru → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
Oprócz fascynującego filmiku z pierwszego postu... ...trochę Julia o sobie - odnalezione na jej kanale You Tube :happy: Część I. Good times... hahaha taniec na rurce, na początku - bezcenny. [video=youtube;E3bUpR_iI64] Część II. Ride with me, czyli jazda z piękną Julią. [video=youtube;LnB86h--ew4] Część III. Girls just wanna have fun - tak, tak... Dziewczyny lubią zabawę!!! hahaha Julia w roli piosenkarki - teledysk oczywiście na stoku. hahaha gitarka i śpiew na żywo - gratulacje!!! Utalentowana Dziewczyna. [video=youtube;mUvrRLUbgBM] Część IV. It's cold outside...Koleżankom zimno... [video=youtube;GRR1KZpvfUM] Część V. Untraditional training with big wave surfer Paige Alms - Trening pod wodą, na plaży? Ja chcę razem z nimi!!! [video=youtube;Lj1HsgxeOXw] Część VI. Cortina has my heart and my skis - a tak chciałem dwa lata temu do Cortiny... Dolomity, jazda free i magia tego miasteczka... Mam nadzieję, że tam kiedyś ponartuję - i może rónież jak Julietta - poza trasą. [video=youtube;nLsjHW8HTPo] Zachęcam wszystkich do obejrzenia wszystkich filmów :happy: Dzięki nim, poznałem tą Zawodniczkę z zupełnie innej strony...i polubiłem niezmiernie :cheerful: -
Z przymrużeniem o Dziewczynach, Paniach, Narciarkach na stoku :wink: hahaha Moje "Różowe Porteczki" z poniższych zachowań najczęściej robią, mówią: "I have to pee" :biggrin: Mam nadzieję, że tu nie zajrzy :angel: [video=youtube;aeSbgy_MAfg]
-
Inna odsłona znanej Zawodniczki...zwariowanej Julii Mancuso :happy: Wspaniała przygoda free na Islandii...pełna humoru, w przepięknej scenerii, idealna jazda i niesamowity humor - ostatnie klatki filmu... jazda w stroju kąpielowym :eek: No i ma te same spodnie, co moje "Różowe Portki" :wink: Zachęcam do oglądania - filmik pobudza wyobraźnię. [video=youtube;wj4NY95uTPg] Julia Mancuso (ur. 9 marca 1984 w Reno w stanie Nevada) – amerykańska narciarka alpejska i mistrzyni olimpijska w slalomie gigancie z Turynu (24 lutego 2006) oraz wicemistrzyni olimpijska w zjeździe z Vancouver (17 lutego 2010) oraz superkombinacji (18 lutego 2010). Na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2014 w Soczi zdobyła brązowy medal w superkombinacji (10 lutego 2014), zajmując pozycję liderki po zjeździe. Jest 4-krotną medalistką mistrzostw świata. Jako juniorka wygrywała 5-krotnie mistrzostwa świata juniorek: w kombinacji alpejskiej (2002, 2004), zjeździe (2002), gigancie (2002) i supergigancie (2003). Do września 2013 była narzeczoną norweskiego alpejczyka Aksela Lunda Svindala. Poza narciarstwem interesuje się też modą, projektuje i sprzedaje damską bieliznę. Źródło: Wikipedia.
-
Nic dodać, nic ująć - po prostu popatrzcie... ...wariactwo :eek: [video=youtube;gtJWKfsqrqQ]
-
Helikopterowy suplemencik W relacji z drugiego dnia, wspomniałem o akcji helikoptera na stoku. Postanowiłem pokazać Wam kilka ciekawych fotek z tego zdarzenia. Dojechaliśmy na miejsce zdarzenia w momencie, kiedy pechowy delikwent na specjalnym łóżeczku był pakowany do środka żółtego "bąka". Całe zdarzenie miało miejsce na niebieskiej trasie do Sol, co się stało – nie wiemy? Akcja trwała bardzo krótko, grupa ludzi, ratowników szybko uwinęła się z pakowaniem. Narciarze i prawdopodobnie obsługa ośrodka ochraniała teren lądowiska helikoptera. Stojąc kilkanaście metrów przed miejscem zdarzenia – dając znaki rękoma by się oddalić. Całe zdarzenie trwało chwilę. Towar spakowany… …no to start… …i śniegiem po oczach narciarzy… …jeszcze chwilkę… …i? Pilot włączył „trójkę” – mega przyśpieszenie… …uciekł mi z kadru – a miałem go tuż nad sobą. I wówczas udało mi się zrobić jedną z ciekawszych fotek wyjazdu: Sekunda… Dwie… …i zniknął za drzewami. Pytanie: ile nieszczęśnika kosztował przelot? I czy wykupił na tę ewentualność ubezpieczenie? Temat do przemyślenia.
-
Na Kasprowym ruszyła Goryczkowa.
-
Marcinie, nie do końca tak jest? Dokładnie jest tak jak napisałem, co zresztą potwierdzasz. …ale rozumiem Twoją opinię, bo wybieraliśmy głównie trasy trudniejsze i jest ona subiektywna. Weź jednak pod uwagę to, że mnóstwo niebieskiego koloru nie dotknęliśmy nartą, wiele niebieskich nartostrad była już nieczynna ze względu na porę roku w jakiej byliśmy i całą zimę, która nie była dla tego regionu zbyt choina. Spójrz na mapkę tras – nie zaliczyliśmy ich tak wielu… Od strony Brixen bardzo długie 1c, 6b, 110 oraz 113 w samym Scheffau całej masy tras południowych pomiędzy Eibergiem, Brandstadl, Hartkaiser o numerach: 87a, 98, 98, 97, 65, 64, 71 również tych z dodanymi poszczególnymi literkami. W Going 100b oraz krótkich odcinków do nauki – również 102 + 102a. Wiele, wiele tego ominęliśmy jak patrzę…66a, 68a…i tak można by jeszcze dalej pewnie wymieniać. Nie zrobiliśmy ich, bo zwyczajnie nie było ich na głównych trasach komunikacyjnych, bądź były zbyt płaskie by takiego wyboru dokonać. Co do osób, których targetem są trasy niebieskie – przejechanie tras z odsypami, miękkimi itd. – to wszystko zależy od tempa i robienia sobie przerw, należnej uwagi. I tu Ci się również włączyło troszkę subiektywizmu. Sam się nadal uczę jeździć na nartach i nie uważam się za niewiadomo jakiego narciarza – co najwyżej średnio zaawansowanego, i moja ocena jest nieco inna. Jaka? Tak źle nie jest… …to zwyczajnie wiosna powoduje utrudnienia – w normalnym sezonie zimowym – to są normalne trasy, nie będące zbyt wymagającymi. Oczywiście są pomyłki i to wyraźne z oznaczeniem kolorystycznym stoków. Zamieszczona na Twojej fotce trasa z Kitz o numerze 75 – powinna być czarna. Trasa zjazdowa z Brixen do Kitz (na niej nie byłeś) oznaczona na mapce jest kolorem niebieskim, a w rzeczywistości na stoku jest (i to dobrze oznaczona) czerwona. W drugą stronę są również pomyłki – trasa czerwona w Ellmau, którą jechaliśmy o numerze 100d w rzeczywistości powinna być niebieska (to wąska, płaska dojazdówka). Reasumując , obiektywnie: Dopiszę jedno zdanie – w warunkach wiosennych, trasy niebieskie po południowych stronach stoków sprawiają trudności poprzez pojawiające się zwykle o tej porze roku górki cukru. Każdy narciarz, nawet taki, który się uczy znajdzie w ośrodku coś dla siebie – jedynym wyjątkiem są stoki od strony Soll, Itter, Hopfgarten – tu zdecydowana przewaga czerwonego koloru. Dokładnie tak. Tempo uzależnione było zazwyczaj od grupy. Ci, którzy dawali radę jechać w tempie…później mieli czas na pstrykanie fotek. Gdybyśmy policzyli dokładnie ilość przejechanych km – to w zależności od dnia powinna wyjść średnia od ok. 35 do 40km dziennie. To jest tempo turystyczne – na nartach w podróży. Gdybyśmy poszli na ilość km, a nie turystykę – to można zrobić spokojnie jakieś 75-85km. Katowanie, jednej lub dwu 4 kilometrowych tras pod jedną, szybką gondolą cały dzień. „Różowe Porteczki” pozdrawiają.
-
Podsumowanie Pora podsumować wyjazd... Ponieważ relacja była mocno wyczerpująca, to samo podsumowanie będzie raczej krótkie. Odwiedzone ośrodki: 1. SkiWelt. 2. Kitzbuhel. 3. Kaprun i lodowiec. Dwa pierwsze, były planowane z racji narciarskiego połączenia tych terenów - jak się później okazało, przedzieranie się z Scheffau na nartach do samego Kitz - było zbyt czasochłonne i wybraliśmy drogę lądową by tam dotrzeć. Lodowiec w Kaprun - to był bonus, ponad plan. Bonus raczej turystyczny, a nie narciarski. W tym dniu pojeździliśmy najmniej. Trasy: SkiWelt - przewaga niebieskiego i czerwonego koloru. Kilka fajnych czarnych. Stoki północne w doskonałej kondycji, południowe - nie. Zapamiętane, najfajniejsze miejsca: w Going czerwona 100, w Scheffau - trasa pod gondolą, Sol - czarna 42, Brixen - 11 i czarna z Choralpe. KitzSki - od strony SkiWeltu i samej miejscowości Kitzbuhel - rewelacyjne wszystkie trasy! Mega fajne czarne z jednego miejsca Steinberg-kogel. Druga część - od strony Jochbergu - teren niebiesko, czerwony - łagodny. Super trasy: 70, 77 i czerwono-czarna 75. Kitzsteinhorn - zdecydowanie trasy oznaczone na mapce jako nowe: Czarna Mamba, czyli 14 oraz obydwa warianty 5. Karnet "All Star Card" daje o wiele więcej możliwości... ...aż dziwne, że w regionie jest tak wiele ośrodków i tras narciarskich. Świstaki jakoś nie przeszkadzają. Widokowo... SkiWelt i panoramy ze szczytu Hopfgarten gdzie znajduje się piękny kościółek, z jednej strony drewniany, z drugiej murowany... Narciarsko, zdecydowanie jestem zachwycony KitzSki - tu spędziłem, w trakcie tego wyjazdu (dzień czwarty) najlepszy mój dzień narciarski w życiu. Pogoda - 6 dni lampy! Koszty od osoby (jedzenia nie liczę, bo zostało ono przywiezione z Polski, a w Polsce też musielibyśmy jeść): - przejazd (winiety + paliwo): 105zł + 30 Euro (przeliczając po 4,20) = 231zł. - nocleg = 525zł. - karnet "All Star Card" = 1008zł. - ubezpieczenie = 57zł. - serwis nart = 50zł. - kieszonkowe = ok 300zł. Łącznie: ok 2171 zł. Śmiało mogę napisać, że ze względu na ośrodki i ich jakość, warunki na stokach, pogodę, koszty...a przede wszystkim towarzystwo!!! To mój najlepszy wyjazd w Alpy. A towarzystwo w sumie było mieszane... Jedna para i zarazem jedna Kobieta - "Różowe Porteczki". Ojciec z synem - nasi wieloletni znajomi. ...oraz forumowicze Skionline: Marcin (kMarcin) i Andrzej (Bumer) - przewspaniali i niezwykle ciekawi ludzie, których miałem przyjemność poznać osobiście w zeszłym roku - a dzięki temu wyjazdowi, poznałem dużo lepiej. Marcin - bardzo ciepły, pomocny i uśmiechnięty Facet - Fotograf, marzyciel... Andrzej - nasz Senior (hahaha zaraz mi się od Niego dostanie), rajdowiec (w kończący się weekend startował na Miedzianej Górze w wyścigach samochodowych...ciekawe z jakimi efektami?), który choć czasami krytyczny, to zawsze z humorem - realnie podchodzący do świata, bardzo otwarty Człowiek. Panowie - jeszcze raz dziękuję Wam za ten wyjazd i super chwile razem. Mimo różnorodności w składzie, dogadywaliśmy się świetnie i tworzyliśmy razem jedna wielką rodzinę. Co zapamiętam szczególnie...hahaha, tak z przymrużeniem oka...? Ogień spod nart "Różowych Porteczek" Codzienną dietę na stoku... Smak piwa w słoneczny, wiosenny narciarski dzień... pozdrawiam marboru
-
Powrót Kilka razy rozmawiając między sobą, żartowaliśmy, że w sobotę, przed wyjazdem skoczymy jeszcze na dwie godzinki ponartować gdzieś. W sumie, gdyby pogoda obudziła nas jak zwykle słoneczkiem i błękitem nieba - to kto wie, czy byśmy tak nie zrobili? Ranek obudził nas zmianą aury za oknem. Pojawiły się chmury i wiatr... ...ależ mieliśmy szczęście, że cały nasz narciarski pobyt w Austrii był tak udany. Mimo wszystko, powroty są dosyć smutne - kończy się przecież przygoda, pora wracać do domów, do pracy. W pierwszej kolejności pakujemy narty. Znosimy i wkładamy do auta torby, wszystko gotowe i pora ruszać. Opuszczamy nasz apartament z kołem młyńskim na froncie budynku. Jedziemy już autem i mijamy Scheffau, Going... ...ostatni raz robię fotkę Wilder Kaiserowi: Wracamy drogą, która gdy jechaliśmy do Skiwelt, była zablokowana przez korek. Pokazują się szczyty z okolic Waidring. Tak, przejeżdżamy przez miejscowość, w której swój debiut alpejski miał Marcin. Z ulicy doskonale widzimy również kolej gondolową, którą się wciągał w górę z całą rodzinką by ponartować. Docieramy do granicy niemieckiej. Wjeżdżamy w malownicze wąwozy - po lewej i prawej stronie prawie pionowe ściany. Na niektórych są widoczne ślady płynącej wody i wodospadów. Podróż uświetnia nam rewelacyjna muzyka, Omega symfoniczna. Każdy z nas patrzy przez okna mknącego auta - chwytamy wzrokiem ostatnie alpejskie klimaty i malownicze tereny, pełne, nie tylko gór i skał ale również jezior. Zbliżamy się ponownie do Austrii - tuż przed granicą obserwujemy jedne z ostatnich górskich klimatów. Na nizinach - zieleń wyraźnie zwycięża zimę. Podróż mija nam bardzo przyjemnie. Snujemy rozmowy, gdzie musimy jeszcze pojechać: Francja? Włochy...a może Szwajcaria albo kolejny raz Austria? Ciekawe, co nam przyniesie przyszłość? Przed Wiedniem krótka przerwa... Za granicą słowacką, wzmaga się wiatr - zaczyna kropić deszcz. Zaczyna jechać się gorzej. Krótka przerwa w Trenczynie. Przepiękne miasto położone nad rzeką Wag. Jego historia sięga IV wieku przed naszą erą. W oddali, na wzgórzu widoczny charakterystyczny punkt - zamek z jedenastego stulecia. Jego budowniczymi byli Węgrzy, a samo miasto położone było właśnie na granicach tego państwa. Zastanawiamy się jaką drogą poprowadzi nas nawigacja? W Zwardoniu mijamy granice naszego kraju. Przejeżdżamy kilka kilometrów i zatrzymujemy się na polskie jedzonko. Kwaśnica + pierogi... Marcin je Jelenia... Ku naszemu zaskoczeniu - w Polsce wita nas śnieg. Dzwoni Michał - Oni już dotarli do Sącza i są w domu. My katujemy jakże polską drogę... ...dobijamy do Zakopianki, mijamy Kraków, w Kielcach wypakowujemy Marcina, potem w Starachowicach przepakujemy sprzęt do Toyoty i w domu jesteśmy późnym wieczorem. Dzień powrotu i pożegnań kończy naszą Operację "All Star Card".
-
Happy :happy: Doskonały filmik zrobiony przez Słowaków! [video=youtube;sGrHwBlf-7M]
- 9 odpowiedzi
-
- 12
-
-
Maciek, Johnny Narciarz też na FB pisał, że ma ochotę zamknąć sezon w krótkich spodenkach na Kasprowym :happy: Może na WZF jeszcze ktoś by reflektował? Mogłoby super spotkanie się zrobić :happy: Jestem jak najbardziej za :applause:







