-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Ewolucji narciarskich systemów bezpieczeństwa ciąg dalszy. W trosce o najmłodszych narciarzy coraz więcej zagranicznych ośrodków narciarskich wdraża system Magnestic. To ochraniacz pleców połączony z elektromagnesem, który mocuje dziecko do kanapy podczas wjazdu wyciągiem. Magnestick opiera się na elektromagnesach zamontowanych z tyłu odblaskowych kamizelek, które aktywują się na czas wjazdu wyciągiem. Drugi elektromagnes zamontowany w oparciu kanapy powoduje, że dziecko nie może ''odkleić się'' się do fotela a tym samym np. spaść z wyciągu. Dodatkowo kamizelka służy też na stoku. Odpowiednio wyprofilowana tylna wkładka jest ochraniaczem kręgosłupa, a dzięki ''krzykliwemu'' kolorowi mali narciarze są bardziej widoczni. Obecnie w system Magnestic wyposażonych jest ponad 20 wyciągów narciarskich w Stanach Zjednoczonych, Austrii, Szwajcarii, Andorze i Francji. Koszt specjalnej kamizelki wynosi 80 euro, można ją też wypożyczyć. [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Źródło: www.narty.sport.pl
-
Na koniec, jako podsumowanie moich wypowiedzi, w tym wątku - By ocenić moje postępy wrzucę filmik z końcówki stycznia ubiegłego roku. [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=Tdh8QSxvTNI&feature=related[/YOUTUBE] Myślę, że nauka nie idzie w las
-
Stanisław Barabasz – pierwszy narciarz zakopiański Muzeum Tatrzańskie serdecznie zaprasza na kolejny wieczór z cyklu „Muzeum Tatrzańskie w Dworcu Tatrzańskim”, który poświęcony będzie postaci Stanisława Barabasza – pierwszego zakopiańskiego narciarza. Spotkanie w czwartek 24 lutego o godzinie 18.00 w Dworcu Tatrzańskim, przy ul. Krupówki 12, poprowadzi Wojciech Szatkowski. Przewidujemy wiele atrakcji, w tym fragmenty „Wspomnień narciarza” autorstwa Barabasza z 1914 r.: wycieczki narciarskiej do Czarnego Stawu Gąsienicowego w 1894 r., o tym czy sardynki mogą pomagać w zjazdach i dlaczego, wspomnienie pierwszych wypraw narciarskich na Kopę Kondracką i Małołączniak, a także opowieści o dawnym sprzęcie oraz modzie narciarskiej sprzed 100 lat. Osobno prezentacja dorobku malarskiego artysty, jego działalności fotograficznej i innych zainteresowań tego człowieka wielu pasji. Na zakończenie pokażemy film „Magia nart”. Wstęp wolny! Źródło: Watra.
-
Skialpinizm: Bargiel Mistrzem Świata?
marboru odpowiedział marboru → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
MŚ w skialpinizmie: walka na czas i punkty karne Złoty medal odebrany Francuzom, punkty karne za nieprzepisowe zachowanie, triumf Włochów - tak można w skrócie opisać niedzielną rywalizację w czasie Mistrzostw Świata w skialpinizmie, które odbywają się we włoskiej miejscowości Claut. Za nami pierwsza konkurencja Mistrzostw Świata w Narciarstwie Wysokogórskim, które rozgrywane są w sercu Parku Krajobrazowego Dolomitów Friulijskich, we włoskiej miejscowości Claut. Do udziału w rozegranym w niedzielę wyścigu zespołowym zgłosiło się 38 zespołów męskich i 14 kobiecych. W sumie 104 zawodników, 52 zespoły dwuosobowe. Na trudnej technicznie trasie o całkowitym przewyższeniu ponad 2000 m wśród kobiet prym wiodły Szwajcarki, które na podium zostały rozdzielone przez ekipę gospodarzy. Uczestnikom MŚ w pamięci zapadną nie tylko rewelacyjne wyniki szwajcarskich zawodniczek, ale również wyjątkowo entuzjastyczne reakcje szwajcarskich kibiców, którzy licznie przybyli do Claut. Trenerski protest przyniósł efekt Zaciętą walkę o pierwsze medale Mistrzostw Świata stoczyli zawodnicy Włoch i Francji. Przez większą część trasy na czele stawki plasował się francuski zespół dotychczasowych mistrzów świata w składzie Dider Blanc i William Bon Mardion. Tuż za nimi podążali aktualni mistrzowie Europy, Włosi Matteo Eydallin i Denis Trento. Walka o trzecie miejsce rozgrywała się pomiędzy kolejnymi dwoma zespołami włoskimi. W końcowej fazie wyścigu, na najdłuższym i bardzo technicznym zjeździe Eydallin i Trento wyprzedzili prowadzących dotąd Francuzów. Włoscy kibice zgromadzeni przy mecie na głównym placu Claut entuzjastycznie zaczęli świętować pierwszy złoty medal zdobyty w tych mistrzostwach, jednak wtedy dotarła do nich wiadomość, że na finiszu Blanc i Bon Mardion znowu wysunęli się na prowadzenie. Francuzi jako pierwsi przekroczyli linię mety. Za nimi trzy zespoły gospodarzy mistrzostw. Trener kadry Włoch Oscar Angeloni, tuż po zameldowaniu się na mecie zespołu Eydallin - Trento złożył oficjalny protest na ekpię francuską, która na ostatnim etapie wyścigu nie odpięła nart tam, gdzie było to nakazane i tym samym odrobiła 40 sekund straty do Włochów i znacznie ich wyprzedziła. Protest po kolejnych reklamacjach Francuzów został pozytywnie rozstrzygnięty na korzyść zespołu z Italii. Nałożona trzyminutowa kara za nieprzepisowe pokonanie trasy przez zespól francuski spowodowała, że finalnie spadł on na trzecie miejsce, zdobywając brązowy medal mistrzostw. Skialpinizm konkurencją olimpijską? Claut, mała miejscowość w północnych Włoszech, która od soboty jest centrum światowego skialpinizmu, mieści się w sercu Parku Krajobrazowego Dolomitów Friulijskich. W organizację imprezy zaangażowani są mieszkańcy pięciu miejscowości: poza Claut, które jest sercem wydarzeń, również Barcis, Cimolais, Andreis, Erto i Casso. W całym regionie atmosfera wielkiego święta. Podczas poszczególnych konkurencji o ich prawidłowy przebieg dba ponad 400 wolontariuszy. Ceremonia otwarcia mistrzostw, która odbyła się w sobotę, została zorganizowana z ogromnym rozmachem. Kilka tysięcy kibiców podziwiało paradę sportowców, którzy przybyli do Claut z 21 krajów, z trzech kontynentów. W sumie ponad 230 zawodników i trenerów. Na zakończenie uroczystości zapalono znicz, na wzór tego olimpijskiego. Niedzielne zawody były obserwowane przez delegata Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, panią Manuelę di Centa. Narciarstwo Wysokogórskie stara się o przyjęcie do grona dyscyplin olimpijskich. Po pozytywnej ocenie zawodów na mistrzostwach świata w Claut, decyzja o nadaniu skialpinizmowi statusu dyscypliny olimpijskiej może zostać ogłoszona podczas finałowych zawodów Pucharu Świata, które odbędą się 16 kwietnia 2011 roku w Zakopanem. Klasyfikacja końcowa zespołowego wyścigu seniorów (20.02.2011) Kobiety 1. Nathalie Etzensperger / Marie Troillet (Szwajcaria) czas: 3:05:52 2. Roberta Pedranzini / Francesca Martinelli (Włochy) czas: 3:11:54 3. Gabrielle Magnenat / Severine Pont - Combe (Szwajcaria) czas: 3:14:30 Polski zespół w składzie Julia Wajda / Anna Figura zajął 10 miejsce z czasem: 3:55:15 Mężczyźni 1. Matteo Eydallin / Denis Trento (Włochy) czas: 2:30:26 2. Manfred Reichegger / Lorenzo Holzknecht (Włochy) czas: 2:32: 34 3. William Bon Mardion / Didier Blanc (Francja) czas: 2:32:51 -
Najlepsi snowboardziści świata z Travisem Ricem na czele w najlepszym, a z pewnością najbardziej efektownym, filmie snowboardowym w historii, czyli ''The Art o Flight''. Premiera produkcji we wrześniu. Patrząc na zwiastun - na to dzieło warto czekać! Poza Ricem w ''Sztuce latania'' popis swoich momentami nadludzkich umiejętności (wątpiących zapraszam do obejrzenia filmu poniżej) dały jeszcze jeszcze takie ikony snowboardu jak: Scotty Lago, John Jackson, Mark Landvik, Nicolas Müller, Gigi Rüf, DCP i Pat Moore. Przez ostatnie dwa lata panowie odwiedzili takie miejsca jak m.in. Alaskę, Aspen, Patagonię, Brytyjską Kolumbię czy Rumunię. Tutaj szukali mocnych snowboardowych wrażeń. I znaleźli. Wystarczy spojrzeć tylko na próbkę tego co wyczyniali a co zostało zarejestrowane przez fachowców od kręcenia filmów ekstremalnych z firmy Brain Farm. Owocem współpracy jest właśnie ''The Art o Flight''. Premiera snowboardowej superprodukcji już we wrześniu. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieję, że ''Sztuka latania'' zawita także na ekrany polskich kin. ------------------------------------------------------------------------------------------------ ...to nie narty, snowboard ale film zapowiada się niezwykle...wystarczy popatrzeć na oficjalną stronę ze Zwiastunem tego Obrazu: http://www.artofflightmovie.com/
-
Dziękuję wszystkim za cenne wskazówki Nie pozostaje nic innego jak tylko ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć... Niko130 - poprzeczka zawieszona jest wysoko - będzie mi niezwykle trudno walczyć ze złymi nawykami - ale mam nadzieję...że sprostam i kolejne filmiki będą lepsze od poniższych. A tak swoją drogą - pytanie do Wszystkich: jak byście Ocenili na podstawie poniższych obrazów moje umiejętności wg forumowej skali? Sam sobie przyznałem 5.
-
niko130 pewnie się czuję zarówno w długim jak i krótkim skręcie. W Polsce preferuję...i to może dziwnie zabrzmi skręt krótki niedokręcony, rwany... Na stokach czerwonych, czarnych - szerokich, straszną frajdę sprawia mi długi skręt i bardzo duże przechylenie na stoku, taki prawie Body C. Jeśli chodzi o ręce - nie wiem jak to jest...niby pamiętam Wasze rady, niby przy każdym zjeździe zwracam na to uwagę i diupa... Zapominam, nie umiem...nie wiem:mad: Teraz staram się nad tym mocno pracować...niestety z mizernym skutkiem. Jeśli chodzi o to jak daleko patrzę...to wczoraj właśnie zwróciłem na to uwagę (kolega na dole stoku ustawił się do zdjęcia - nie widziałem go) - patrzę do połowy Stoku, jakieś 100-200 metrów przed siebie, nie dalej. ROSSIGNOL: Dla mnie jest to jazda bardzo ładna ,miła dla oka , bez brawury ( skok ) , technicznie na +3. Może jakąś 4rkę z -, bym wytargował?
-
Wziąłem sobie Wasze rady do Serca i ćwiczę, ćwiczę... Niestety doskonalenie się w jeździe nie jest łatwe, wymaga cierpliwości Ponieważ Naszych filmików ukazuje się w tym wątku niezbyt dużo... ...dlatego też zamieszczam kolejne dwa filmiki do dalszej oceny z wczorajszego nartowania. Z ujęcia statycznego: [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=xUDFAkXjGJI[/YOUTUBE] Ujęcie w ruchu...+ mały Freestyle :D [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=CZuGcMtlRcI[/YOUTUBE] ...ja tym czasem powoli się szykuję i wybywam na dalsze Doskonalenie - tym razem na Kielecki Telegraf
-
Chciałem Kliknąć a tu Lipa... Głosowanie chyba tylko i wyłącznie dla zarejestrowanych na Facebooku? Jacku napisz może jeszcze info do kiedy głosowanie?
-
Kamil Durczok odpowiada ekologom - Nie sądziłem, że aż tyle osób poczuje się adresatami moich słów - Popularny dziennikarz stwierdził w rozmowie z Łukaszem Maliną, że z żadnego słowa w swoim felietonie o "ekoterrorystach" nie zamierza się wycofywać Podczas urodzinowej gali Dziennika Zachodniego w Teatrze Rozrywki w Chorzowie udało nam się zapytać Kamila Durczoka o jego kontrowersyjny felieton. Jesteście ciekawi, czy Kamil Durczok zmienił zdanie co do działań ekologów w polskich górach? Świadomy burzy, jaką wywołał w środowisku ekologów deklaruje, że pozostaje przy swoich racjach. Przy czym podkreśla, że nie chce by ktokolwiek niepokoił 2,5-centrymetrowe nietoperze jeżdżąc im nad głową na deskach... [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Źródło: Dziennik Zachodni
-
Górka śmieciowa narciarzy wychowa W Nowym Stawie i w Grodzisku Wlkp. chcą przerobić stare wysypiska śmieci na stoki narciarskie. Mieszkańcy czekają niecierpliwie, ekolodzy chwalą pomysłowych samorządowców - Pomysł zrodził się podczas kampanii samorządowej - opowiada Jerzy Szałach, burmistrz Nowego Stawu, niewielkiej gminy na Żuławach między Nowym Dworem Gdańskim a Malborkiem. Któryś z wyborców zapytał starającego się o reelekcję Szałacha, jaki ma pomysł na wykorzystanie 3,5-hektarowego, zapełnionego po brzegi wysypiska śmieci w pobliskich Świerkach. Gdy burmistrz rzucił, że można je przerobić na stok narciarski, wielu uznało to za przedwyborczą obietnicę bez pokrycia. Jednak w tegorocznym budżecie gminy zarezerwowano 50 tys. zł na opracowanie koncepcji stoku. - Według wstępnych analiz na wysypisku można uformować ok. 30-metrowy stok z 300-metrowym zjazdem. To nie druga Gubałówka, ale rodzice będą mogli tu uczyć dzieci jazdy na nartach - mówi burmistrz. Zwłaszcza że w promieniu 150 km w okolicy nie ma żadnej porządnej górki. Gmina już ma 2 mln zł z UE na rekultywację wysypiska, prace powinny się zakończyć do końca 2013 r. Podobny pomysł mają też władze Grodziska Wielkopolskiego. - Do czerwca musimy zamknąć nasze wysypisko w Czarnej Wsi. Mamy do zagospodarowania gigantyczne ilości ziemi z budowy obwodnicy. Może nam z tego wyjść 25-metrowy stok - planuje burmistrz Henryk Szymański. Zdaniem ekologów ten trend dopiero się zaczyna. - Do tej pory samorządy nie zastanawiały się, jak spożytkować wysypiska dla dobra społeczności lokalnych. Teraz szukają ciekawych pomysłów, by teren stał się atrakcyjny dla mieszkańców i przyciągnął turystów. Wiadomo, że odpowiednio zabezpieczone wysypisko, na którym nie ma np. promieniotwórczych odpadów, nie stanowi zagrożenia dla zdrowia - mówi Jacek Bożek, szef ekologicznego Klubu Gaja. - Mam nadzieję, że takich inicjatyw będzie coraz więcej. Na podmiejskich wysypiskach mogłyby powstawać piękne obiekty sportowe. -------------------------------------------------------------------------------------------- Czyżby kiełbasa wyborcza a może rzeczywiście dobry pomysł ?
-
Nikogo nie trzeba przekonywać, że przez brak odpowiednich rozwiązań komunikacyjnych na trasie do Zakopanego cierpią zarówno turyści, jak i mieszkańcy. Nic więc dziwnego, że temat modernizacji „zakopianki”, a zwłaszcza newralgicznego skrzyżowania w Poroninie, powraca co jakiś czas. Tym razem swoje rozwiązanie przedstawił inż. Jan Galica. Popiera je Starostwo Tatrzańskie, które koncepcję przesłało już do Krakowa. - Projekty "zakopianki" na odcinku Nowy Targ – Zakopane są nieważne. Całą procedurę trzeba zaczynać od początku. Może to potrwać trzy lub cztery lata. Mam nadzieję, że w 2012 roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przystąpi na nowo do projektowania. Teraz natomiast jest dobry czas, żeby zgłaszać nasze pomysły i rozwiązania. Jedno z nich, dotyczące węzła w Poroninie, przedstawił inż. Jan Galica. Przesłaliśmy je do GDDKiA oraz do marszałka. Największą wadą dotychczasowego rozwiązania, oprócz zastosowania ekranów, była wysokość rozjazdu w Poroninie. W nowej koncepcji jest ona dużo mniejsza - z 6 metrów została zmniejszona do 3 – wyjaśniał podczas konferencji prasowej starosta Andrzej Gąsienica Makowski. Starosta chce wkrótce zorganizować spotkanie przedstawicieli gminy Poronin, RZGW, PKP, GDDKiA oraz Urzędu Marszałkowskiego, aby zrobić rozpoznanie w terenie. - Przygotowałem inne rozwiązanie skrzyżowania w Poroninie na bazie regulacji potoku Zakopianka. Likwidując stopnie wodne, pogłębiając potok i zabezpieczając odpowiednio jego brzegi uzyskamy dodatkowe miejsce na budowę ronda i tunelu. Potok zamiast 46 m miałby szerokość 32 lub 40 m, w zależności od przyjętego rozwiązania – wyjaśniał szczegóły koncepcji inż. Jan Galica. W koncepcji inż. Jana Galicy dwupoziomowy wiadukt przypomina rondo Grunwaldzkie w Krakowie. Dołem krótkim tunelem będzie można bezkolizyjnie przejechać w kierunku Nowy Targ – Zakopane, natomiast rondo umożliwi zjazd w pozostałych kierunkach, tj. przez Poronin w stronę Bukowiny oraz przez Ząb w stronę Czarnego Dunajca. Tunelem przejeżdżać ma również kolej. Węzeł w Poroninie już od wielu lat uprzykrza życie kierowcom, a przejazd kolejowy dodatkowo generuje w tym miejscu korki. Rozwiązanie tej sytuacji, zwłaszcza to zadawalające okolicznych mieszkańców, jest bardzo potrzebną i naglącą kwestią. Dobrze więc, że władze wracają do tego problemu. Przypomnijmy jednak, że podobne rozwiązanie tunelowe już kilka lat wcześniej proponował inż. Andrzej Chowaniec Rybka. Źródło: Watra.
-
17 lutego mija 31. rocznica pierwszego zimowego wejścia na Mount Everest (8848 m n.p.m.). Przy tej okazji przypominamy rozmowę z Davorinem Karnicarem, który jako pierwszy zjechał na nartach z wierzchołka Mount Everestu do bazy na wysokości 5350 m. Przez cały zjazd, który trwał 4 godziny i 40 minut nie odpiął nart, ani się nie przewrócił. Było to 7 października 2000 roku. Zjechał tzw. drogą normalną, na stronę południową (nepalską). Marzył o tym od 10 lat.Wcześniej, w 1996 roku, Karnicar podjął próbę zjazdu z Everestu. Wspiął się na wysokość 8200 m n.p.m. i wycofał się z powodu fatalnej pogody i odmrożeń (na skutek odmrożeń stracił dwa palce lewej ręki). Zjechał z 1200 gór w tym z Annapurny i ze wschodniej ściany Matterhornu. Davorin Karnicar mieszka w Jezersku w Słowenii, w Alpach Julijskich. Na nartach jeździ od dziecka. Był zawodnikiem, startował w kadrze narodowej. Po przerwie w karierze na studia i wojsko, wrócił do sportu, ale już nie jako zawodnik. Pracował jako serwisant sprzętu i masażysta. Jednocześnie zaczął uprawiać ski-alpinizm. Wioletta Gnacikowska: Wszyscy mówią o Pana zjeździe z Mount Everestu, a pomijają fakt, że Pan się tam najpierw wspiął. Jakby to było coś zupełnie zwyczajnego. A to przecież ogromny wyczyn! Davorin Karnicar: - Każde wejście na Everest jest wyjątkowym wydarzeniem. Ale na najwyższej górze świata było już około tysiąca osób. Natomiast zjazd z Everestu jest czymś bardzo specjalnym. Ale chyba był Pan szczęśliwy stojąc na wierzchołku najwyższej góry świata? - Podczas przygotowań do wyczynu mój psycholog tłumaczył, że szczyt nie jest miejscem na rozmyślania, czy radość. Na to przyjdzie czas dopiero po zakończeniu całego cyklu. Oczywiście samo wejście na szczyt i pobyt na górze był dla mnie czymś szczególnym, ale towarzyszyło mi duże napięcie nerwowe przed zjazdem. Właściwie nawet za bardzo nie mogłem się cieszyć. Przez godzinę, razem z moim partnerem wspinaczkowym, podziwialiśmy panoramę, robiliśmy zdjęcia. Na szczycie musiałem zmienić sprzęt alpinistyczny na narciarski. Czekan zamieniłem na kijki i ruszyłem. Dopiero w bazie, kiedy piłem piwo, poczułem się naprawdę szczęśliwy. Czego się Pan najbardziej bał: lawin, desek śnieżnych, poręczówek, w które narciarz może się zaplątać, czy problemów ze sprzętem? - Sprzęt był przetestowany wcześniej, więc nie martwiłem się. Warunki śnieżno-lodowe poznałem wchodząc na szczyt. Dokładnie analizowałem trasę i wiedziałem co mnie czeka przy zjeździe. Najbardziej bałem się tego, że sam spuszczę lawinę, albo seraki oberwą się i zejdzie lawina. Ciekawa jestem, jak Pan pokonał na nartach uskok Hillary'ego i lodospad Khumbu? Alpinistom te właśnie odcinki sprawiają największe trudności. - Alpiniści nie potrafią ocenić trudności narciarskich i te dwa miejsca wymieniają jako najcięższe. Po względem narciarskim uskok Hillary'ego nie okazał się trudny. Idąc na szczyt widziałem, że Hillary Step jest pokryty śniegiem i nawet uśmiechnąłem się do siebie, bo wiedziałem, że będzie dobrze. Najgorszy był odcinek grani poniżej uskoku Hillary'ego. Jest ona ostra jak żyletka, oblodzona i bardzo eksponowana na obie strony: nepalską i tybetańską. Nawiany śnieg osuwał się spod nart. To był najtrudniejszy technicznie odcinek. Natomiast najtrudniejszy pod względem psychicznym był Ice Fall, czyli lodospad Khumbu (ogromne bloki lodowe, które się ciągle „pracują”, pełne szczelin lodowcowych, po których przechodzi się na poziomo ustawionych drabinach - przyp. red.). To odcinek, którego nie da się przejechać na nartach. Ominąłem go z prawej strony. Na trasie, którą wybrałem, jest problem ciągle schodzących lawin. I to mnie bardzo obciążało psychicznie. W dodatku Ice Fall był blisko bazy, kiedy byłem zmęczony czterogodzinną jazdą. A który fragment sprawił Panu prawdziwą przyjemność przy zjeżdżaniu? - Siedmiokilometrowy odcinek w Kotle Zachodnim i fragment w pobliżu Przełęczy Południowej. Jest tam szeroko, nic mi nie groziło. Mogłem robić pełne skręty, chociaż po każdych trzech musiałem chwilę odpocząć, bo na takich wysokościach, w rozrzedzonym powietrzu, wszystko męczy dużo bardziej. Czy robił Pan przerwy w zjeździe np. na wypicie czegoś? - Piłem herbatę, ale nie zdejmowałem nart. Taka była idea, żebym od wysokości 8848 m n.p.m. do 5350 m nie zdejmował nart. Mój poprzednik Hans Kammerlander z powodów warunków śnieżnych musiał zdjąć narty i przejść niektóre odcinki pieszo. Mówi się o nim, że to pierwszy człowiek, który zjechał z Everestu. Zjechał, ale częściowo. Nie zjechał do samej bazy. Jeżeli ktoś nawet 10 metrów przejdzie się pieszo, bo np. na trasie jest skała, to - według mojej etyki narciarskiej - nie przejechał całości. Ja przejechałem całość. Oczywiście czasem zsuwałem się, robiłem różne figury, które nie mają nic wspólnego z techniką zjazdowców. Ale to są ekstremalne warunki. Pana narty ważyły niecałe 2 kg. Z czego były wykonane? - Ten model był wynikiem długoletniej mojej współpracy z firmą Elan. Byłem konsultantem i testowałem narty dla tej firmy. Znałem konstruktorów i wspólnie stworzyliśmy model „Everest 2000”. Musiały wytrzymać temperaturę od plus 10 do minus 40 st. C. Narta do ski-alpinizmu jest nietaliowana, wbrew technologii, którą właśnie Elan wprowadził dla zawodników. Jest trochę szersza od normalnej pod butem o 1,5 cm, żeby but nie wychodził poza krawędź. Czy ten model nart jeździł, jest w sprzedaży? - Tak. Nazywa się „Elan Everest 2000”. Na każdej parze jest mój podpis. Kosztuje ok. 1000 marek. Wniósł Pan sam narty na szczyt, czy tragarze? - Tych nart nie powierzyłbym nawet najlepszemu przyjacielowi. Korzysta Pan czasem z helikoptera, żeby dostać się na szczyt? - Nigdy. Największą wartością dla mnie jest to, żeby wykonać coś samodzielnie. Jeśli chcę zjechać z jakiejś góry, najpierw muszę na nią wejść, przekonać się jaka jest trasa, przeanalizować, którędy najlepiej zjeżdżać. Poza tym głównym niebezpieczeństwem przy ekstremalnych zjazdach są lawiny. Helikopter, który zostawia narciarza na górze, może ją wywołać. Gdzie można nauczyć się ski-alpinizmu? - Zapraszam do mnie do Słowenii. Mam swoją szkołę alpinizmu i narciarstwa w miejscowości Jezersko, na północ od Lubliany. [YOUTUBE] [/YOUTUBE] *** Próbę zjazdu na nartach z Mount Everestu jako pierwszy podjął Japończyk Juichiro Miury w 1970 roku. Miał zjechać z wysokości 7700 m n.p.m. i zahamować przy pomocy spadochronu. Ale spadochron nie otworzył się. Śmiałek ciągnął za sobą linki i czaszę w postaci szmaty. Mocno się poturbował. Projekt kosztował 1 mln dolarów. W 1996 roku z wierzchołka Everestu zjechał Hans Kammerlander. Jechał tylko etapami. Na trudniejszych odcinkach zdejmował narty i szedł pieszo. Pierre Tardivel zjechał z Przełęczy Południowej do lodowca Khumbu. Tylko Davorin Karnicar pokonał drogę z wierzchołka do bazy non-stop, bez odpinania nart. Źródło: http://narty.sport.pl/narty/1,110558,9125514,Na_nartach_z_Everestu.html
-
Cera aktywnej narciarki jest narażona na całą gamę szkodliwych czynników: mocne, odbijające się od śniegu słońce, niskie temperatury i silny wiatr. Jak przygotować skórę i jak o nią dbać w trakcie pobytu w górach - radzi ekspert. O cerę trzeba dbać cały rok, ale przed wyjazdem w góry trzeba poświęcić jej więcej uwagi. Do wyjazdowej kosmetyczki nie zapomnij zapakować kremu natłuszczającego, który będzie ochraniał skórę przed czynnikami atmosferycznymi. Drugi niezbędny kosmetyk to krem z wysokim filtrem, najlepiej SPF 50. - Jadąc w góry, spędzając cały dzień na stoku, wystawiamy twarz na wielogodzinną ekspozycję na promienie słoneczne. Te, odbijające się od śniegu, działają silniej niż w tym samym czasie w Egipcie czy strefie równikowej - tłumaczy dr Agnieszka Bliżanowska, dermatolog z Centrum Dermatologii i Medycyny Estetycznej ''WellDerm''. Powinniśmy chronić nie tylko twarz, ale wszystkie części ciała, które wystawiamy na szkodliwe działanie promieni słonecznych. - Często zapominamy o szyi, uszach, dłoniach,a panowie - o łysinkach. Jeśli nie zabezpieczymy odpowiednio skóry, możemy wrócić do domu z podrażnieniami, a nawet po ważnymi oparzeniami. Chyba nie jest to wymarzona pamiątka z urlopu - podkreśla dr Bliżanowska. Przed samym wyjazdem warto zastosować kilka działań prewencyjnych. - Łatwiej powiedzieć mi, czego należy unikać przed wyjazdem, niż co robić, zanim wyruszymy w podróż. Może zdarzyć się, że będziemy musieli za niechać pewnych zabiegów i zwyczajów pielęgnacyjnych. Jeśli regularnie stosujemy mocne peelingi, na dwa tygodnie przed wyjazdem przerwijmy te sesje, by ''wyciszyć'' skórę. Twarz po takich zabiegach jest podrażniona i bardzo delikatna, źle zniesie ekstremalne warunki na stoku - ostrzega dr Bliżanowska. Podobnie z kuracjami na bazie retinolu - ten nie lubi kontaktu ze słońcem, więc również trzeba go od stawić kilkanaście dni przed wyjazdem. Jeśli mimo stosowania kremów ochronnych i filtrów po powrocie z zimowych wakacji cera nie wygląda promiennie, można za stosować serię zabiegów poprawiających jej stan. - Odbudowę płaszcza hydrolipidowego można rozpocząć zaraz po powrocie. domu - poprzez stosowanie kremów regenerujących i natłuszczających. W gabinecie - poprzez mezoterapię czy głęboko nawilżającą maskę z kwasem hialuronowym. Można też zastosować zabieg antyoksydacyjny - radzi dermatolog. Może się zdarzyć, że regenerację skóry trzeba odroczyć w czasie, bo najpierw konieczne będzie leczenie poważniejszych zmian. - Jeśli mamy do czynienia z odmrożeniami, np. nosa czy uszu, rumieniem, pękającymi naczynkami, najpierw trzeba złagodzić ich objawy, a potem zająć się ogólną kondycją cery. Jeśli mamy problem z naczyniami, możemy już na wyjeździe, profilaktycznie, brać preparaty rozszerzające naczynia krwionośne. Ze wszelkimi zabiegami trzeba się też wstrzymać, jeśli przesadziliśmy ze słońcem i wróciliśmy mocno opaleni - wyjaśnia dr Bliżanowska. Po przyjeździe warto powrócić także do cyklicznych zabiegów pielęgnacyjnych. - Nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby wybrać się na mikrodermabrazję czy peeling kawitacyjny. Na pewno pomoże to w przywróceniu dobrej kondycji cery - dodaje dr Bliżanowska. Autorka: Agnieszka Danowska
-
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Szczerze mówiąc, z artystycznwego punktu widzenia - Ewy Zdjęcie mi się najbardziej podoba -
Ja patrzę w stronę Francji...a jak Ona nie wypali, to któryś z austryjackich Lodowców
-
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Ponowna prośba o wsparcie w Głosowaniu Tych, którzy jeszcze nie głosowali proszę ponownie o wsparcie w głosowaniu dla wszystkich Skionlinowców: 1. Moje zdjęcie: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/w-ramionach-przestrzeni,72011,0 2. JC: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/pora-na-narty,72024,0 3. Ewy78: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/ufoludy,72036,0 4. Stasziek: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/widoczek-z-col-margherita---passo-san-pellegrinofalcade,72028,0 5. Johnnego Narciarza: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/bajkowy-kasprowy,72038,0 6. Mareknot: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/s-cassiano--slonce--snieg--kolejka-i---------,72090,0 -
Chodź Sezon narciarski w pełni...to przeglądając Wasze rewelacyjne fotki - chciałoby się połazić po Górach Jeszcze raz dziękuję za Wasze zdjęcia - są Świetne
-
Niedługo nadejdzie wiosna i w Polsce będzie już można zapomnieć o jeździe. W Alpach dobre warunki panować będą zapewne prawie do maja. Dobrą propozycją na marcowo-kwietniowy wyjazd jest np. Stubai, który oferuje w tym czasie dużo interesujących imprez. * w szkołach narciarskich Stubai i Schlick 2000 podczas Night Show będzie można popatrzeć na popisy instruktorów oraz pokazy fajerwerków. Terminy: 23.02, 02.03, 09.03, 16.03. * BIG Family Snow Party, czyli wielkie rodzinne świętowanie, odbędzie się 25 lutego * od 14 marca w ośrodku Schlick 2000 w każdy czwartek, wszystkie panie otrzymają w promocyjnej cenie całodniowe lub półdniowe karnety oraz jednorazowe kupony na kulinarne przysmaki, serwowane podczas organizowanych tam Ladies Day * 7 marca w ośrodku Schlick 2000 fani nart i dobrej muzyki będą mogli wziąć udział w imprezie Schlick Snow Party. Wstęp bezpłatny! * w marcu na lodowcu Stubai po raz czwarty odbędą się zawody Stubai Jam. * 26 kwietnia w ośrodku Schlick 2000 odbędzie się Countdown Party, czyli uroczyste zakończenie sezonu. Lodowiec Stubai to największy lodowcowy teren narciarski Austrii. Zajął pierwsze miejsce w rankingu terenów do rodzinnej jazdy na nartach w Alpach, organizowanym przez niemiecki automobilklub ADAC opublikowany w przewodniku narciarskim na 2010/2011 rok. To gwarancja świetnych warunków narciarskich oraz śniegu na 110 km tras od października do maja, także w ośrodku narciarskim Schlick 2000 w Fulpmes, na terenie narciarskim dla rodzin z dziećmi Serlesbahnen w Mieders oraz w Elferbergbanh w Neustift. Więcej na www.stubai.at
-
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
To dopiero początek Konkursu Wszyscy mają mało głosów...więc nie ma co rozstrzygać. -
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Ewa78, Johnny, stasziek - głos na Was oddany Tych, których nie prosiłem - proszę raz jeszcze o Klik : http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/w-ramionach-przestrzeni,72011,0 -
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Ewa78, JC, Stasziek, Johnny - powodzenia w konkursie Tym, którzy oddali na mnie głos: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/w-ramionach-przestrzeni,72011,0 Dziękuję i proszę o dalsze głosy -
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Proszę o głosy na moje zdjęcie http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/w-ramionach-przestrzeni,72011,0 Jak na razie zdjęć w konkursie nie jest wiele -
janusz - piękne zdjęcie...szlak nazwałbym go "Adrenalina" ewa - gratuluję Orlej Perci! może masz jakieś fotki? jak masz, to się podziel proszę
-
Bardzo ciekawy temat górski... ...ciekawe dla mnie jest również to, czy będziecie mieli odmienne zdanie w temacie...być może na podstawie własnych doświadczeń ? "Przyklejaliśmy się do poręczy, a po bokach straszyły 70. metrowe urwiska. Wchodzący Chińczyk nagle poślizgnął się, stracił równowagę i spadł ze ścieżki. Na tych, którzy mają mniej szczęścia, czeka już tylko śmierć." Przedstawiamy Top 5 najtrudniejszych szlaków świata. 5. Via Ferrata Constantini Civetta i Moiazza to dwie potężne, rozczłonkowane granie oddzielone od siebie przełęczą Forcella delle Sasse (2476 m.). Moiazza z kolei oferuje jedno z najtrudniejszych w Dolomitach przejść turystycznych - słynną via ferratę Constantini, określaną jako ekstremalnie trudną. Już sam jej początek - trawers płytą, którą jeśliby przechodzić bez przytrzymywania się stalowych elementów ubezpieczających, pokazuje, jak trudna i niebezpieczna jest to trasa. Poziom trudności można wycenić na ok.VI w skali UIAA. Szlak ten przeznaczony jest dla osób obytych z ekspozycją oraz dla tych, którzy znają choćby podstawy wspinaczki. Szlak nie należy może do najtrudniejszych pod względem braku zabezpieczeń, jednak jest bardzo wyczerpujący. Do jej przejścia potrzeba minimum 8h, przy w miarę dobrym tempie. Ubezpieczenia są bardzo dobrej jakości. Na całej długości ferraty zainstalowano nowąą, grubą i świetnie napiętą poręczówkę, którą bardzo gęsto przymocowano do skały. 4. GR20 na Korsyce Na Korsyce możemy "przejść się" trasą GR20, która uznawana jest za najtrudniejszy szlak górski w Europie. Jest prawdziwym wyzwaniem dla tych, którzy chcą sprawdzić swoją wytrzymałość. Całą trasę pokonuje się w 14 dni przy założeniu, że na marszu spędzamy 7 godzin dziennie. Trasa wymaga nie tylko dobrej kondycji. Musimy także posiadać odpowiedni sprzęt. Pamiętajmy, że przez całą wędrówkę będzie towarzyszył nam dodatkowo bagaż. Trasa GR20 wynosi ponad 200 kilometrów pomiędzy miejscowościami Calenzana w Balagne a Conca w południowo-wschodniej części wyspy. Na szlaku należy pokonać kilkanaście dwutysięczników. Cała trasa jest doskonale oznakowana w kolorach białym i czerwonym. Na całej jej długości znajdziemy schroniska górskie. Poza nielicznymi łańcuchami w szczególnie niebezpiecznych miejscach na szlaku nie ma żadnych innych ułatwień. Dość częste, zwłaszcza w części północnej, są fragmenty wymagające wspinaczki oraz przeciskania się między skałami. Szlak w żadnym odcinku nie jest utwardzony poprzez specjalnie ułożone płyty skalne. Wędrówka odbywa się jedynie po wydeptanych ścieżkach. 3. Orla Perć Orla Perć zaliczana jest do najtrudniejszych i zarazem najbardziej niebezpiecznych szlaków w Tatrach Wysokich. Prowadzi między przełęczami Zawrat i Krzyżne, a dalej grzbietem Wołoszyna na Polanę pod Wołoszynem. Jest oznakowany kolorem czerwonym. Znajdują się tam liczne łańcuchy, klamry i żelazne drabinki, ale szlak z pewnością wymaga pewnego obycia z górami. Pomysłodawcą budowy Orlej Perci był Franciszek Henryk Nowicki. Szlak został wytrasowany w latach 1903-1906, nakładami Towarzystwa Tatrzańskiego i księdza Walentego Gadowskiego, któremu pomagali Jakub Wywrytko, Klimek Bachleda i kilku innych górali. Od czasu otwarcia szlaku w 1906 zginęło na nim ponad 100 turystów. [YOUTUBE] [/YOUTUBE] 2. El Caminito del Rey - szlak dla nieustraszonych Pionowe urwiska skalne, w dole rwąca rzeka, mosty i wykute w skale tunele - to wszystko oferuje Ścieżka króla , jeden z najbardziej niebezpiecznych szlaków pieszych. Obecnie nieczynny, ale znajdują się śmiałkowie, którzy w imię przeżycia niebezpiecznej przygody, łamią zakaz. Szlak ten ciągnie się wzdłuż stromych ścian wapiennego wąwozu w parku narodowym Desfiladero de los Gaitanes, nieopodal miejscowości El Choro, w hiszpańskiej prowincji Malaga. Ściany wąwozu stanowią pionowe urwiska skalne osiągające wysokość ponad 100 metrów. Ścieżka Króla w większości usytuowana jest na prawej ścianie. El camino del Rey jest obecnie niedostępne dla turystów, a przechodzenie tunelami kolejowymi grozi wysokim mandatem. Stan techniczny El Caminito jest bardzo zły. Nikt, kto nie dysponuje choćby podstawowym sprzętem technicznym, nie jest w stanie pokonać tego szlaku. [YOUTUBE] [/YOUTUBE] W 1901 roku rozpoczęto budowę zapory wodnej w tym rejonie, potrzebna więc była droga do transportu materiałów między wlotem i wylotem wąwozu. Jej budowa trwała cztery lata. W 1921 roku król Alfonso XIII przemierzył tą ścieżkę w czasie uroczystości otwarcia zapory Conde del Guadalhorce . Przy budowie zastosowano materiały tak niskiej jakości, że obecnie beton zapadł się w wielu miejscach, a barierek nie ma już praktycznie wcale. W latach 1999 - 2000 zginęły na tej trasie cztery osoby, co poskutkowało jej oficjalnym zamknięciem. Zdarzają się jednak amatorzy przeżyć ekstremalnych, którzy ryzykując życie odbywają tę niebezpieczną wędrówkę jednym z najpiękniejszych szlaków na świecie. 1. Hua Shan Bitwę o zwycięstwo wygrywa szlak leżący w paśmie gór Qin Ling, prowadzący na szczyt góry Hua Shan. Ma on tę przewagę nad El Caminio del Rey, że jest otwarty dla turystów, z kolei na głowę bije Via Ferrata Constantini pod względem zabezpieczeń, a raczej ich braku. Są tu strome klify, ledwo trzymające się barierki, łańcuchy, deski wiszące nad przepaścią i inne atrakcje, których oczekuje "turysta ekstremalny". Długo można by snuć rozważania, czy wycieczka na górę Hua Shan jest rozsądna, jedno jest pewne: tę ryzykowną "przechadzkę" gwarantującą wysoki poziom adrenaliny na następnych kilka miesięcy, można przypłacić życiem. [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Istnieją trzy sposoby, aby dostać się na Szczyt Północny (1613 m n.p.m.), najniższy z głównych szczytów Hua Shan. Najpopularniejsza trasa ma około 6 km. Zaczyna się w wiosce Hua Shan i prowadzi do Szczytu Północnego. Rozwój turystyki sprawił, że w latach 90. XX wieku zamontowano kolejkę liniową, która znacznie ułatwiła zwiedzającym dostęp do szczytów. Ponadto wprowadzono wiele ułatwień dla wspinających, np. żłobione schody, łańcuchy czy barierki. Te najbardziej strome trasy zostały zamknięte. Pewien Amerykanin, który zimą 2003 roku odwiedził Mt Huashan wraz z żoną, tak opisuje fragmenty trasy: „Stopnie wcinały się w lite skały przy obecności łańcuchów zabezpieczających. (...) Przez całą wspinaczkę przyklejaliśmy się do poręczy w obawie o nasze życia. (...) Schody stawały się coraz bardziej strome, a po bokach straszyły 70. metrowe urwiska. (...) Za zakrętem pojawiło się 30 metrów desek wystających z pionowej ściany. Miejsce to nazywało się Changkong Zhandao , a po angielsku - droga w powietrzu. Wprawdzie były łańcuchy, ale był też mocny wiatr i lód”. Na górze Hua Shan wypadki śmiertelne zdarzają się regularnie. Wystarczy moment nieuwagi, a już lecimy w przepaść. Czy warto? Na to pytanie odpowiedzieć mogą jedynie Ci, którzy szczęśliwie zeszli na dół. Artykuł pochodzi z serwisu traveladvisor.pl







