-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
...a ja jeszcze jednego Klasyka przypomnę [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
-
Niestety - tak jak pisałem wcześniej, wyprawa nie doszła do skutku Jest natomiast wielki plus z całej sprawy. Pochwalę się - kupiłem działkę blisko tych miejsc z fotki Działka bezpośrednio graniczy z Rzeką Jak wszystko dobrze pójdzie to niedługo (jakieś 2, 3 lata) będę tam mieszkał i posiadał również swoje kajaki. Być może organizował wyprawy kajakowe Radomką
-
Jedyne w swoim rodzaju połączenie wysokogórskiego powietrza, alpejskich krajobrazów, niepowtarzalnej atmosfery i wyśmienitej kuchni. Przedstawiamy wam najlepsze restauracje znajdujące się wysoko ponad chmurami! Tyrol może pochwalić się dobrze rozwiniętą siecią komunikacyjną, dlatego też lodowcowe szczyty są dostępne dla każdego przeciętnego człowieka. Dobra logistyka i technologia kolei górskich sprawia, że szefowie kuchni wraz ze swoimi zespołami mogą troszczyć się o podniebienia gości także wysoko ponad chmurami. Co więcej, miejsca te to często prawdziwe „perełki architektoniczne”... Top Montain Star Obergurgl Na wysokości 3.000 m n.p.m., na szczycie Wurmkogel, wysoko ponad doliną Ötztal wznosi się oszklona, kolista restauracja panoramiczna wykonana z metalu, drewna i szkła. Znajdując się na okrągłym tarasie, z koktailem w ręku można podziwiać imponujące szczyty Ötztalskich Alp. Kristallhütte i Wedelhütte w regionie Hochzillertal Drewnana chata Kristallhütte w regionie narciarskim Hochzillertal, to lifestylowa restauracja górska. Organizowane tutaj koncerty jazzu czy muzyki klasycznej oraz charytatywne eventy stanowią konkurencję dla imprez aprés-ski. Goście hotelu Wedelhütte znajdującego się w tym samym regionie, będą mogli spędzić noc ponad chmurami, na wysokości 2.350 m n.p.m.. W tyrolskim nastroju, w gustowny sposób został urządzony hotelowy bar, Wedel Lounge, panoramiczna restauracja oraz winnica. Crystal Cube w ośrodku Serfaus-Fiss-Ladis Niezwykły szklany sześcian znajduje się w najwyższym punkcie ośrodka Fiss (2.600 m), zupełnie jakby spadł z nieba i miałby stoczyć się za chwilę w dół. „Nie, to niemożliwe, umocowaliśmy go tam bardzo solidnie”, zapewnia jednak Martin Pregenzer z kolejek Fiss Ladis. „Po wcześniejszym zamówieniu, serwujemy tam świeże ostrygi, tatara z wołowiny i szampana”. Najwyżej w Europie położona restauracja dla smakoszy Gdy wchodzi się do Adler-Lounge na górze Cimaross (2621 m), od razu w oczy rzuca się majestatyczny szczyt Großglockner. Koronacją aktu połączenia ośrodków Kals i Matrei stało się wybudowanie restauracji, która architektonicznie i kulinarnie nie ma sobie równych. Szef kuchni Walter Hartweger oczarował tu swoimi daniami (będącymi miksturą złożoną z tradycyjnych i wykwintnych smaków) przedstawiciela renomowanego przewodnika Gault Millau. Na 2011 rok lokal został więc wyróżniony jedną czapką kucharską i 13 punktami (w skali od 1 do 20). Kuchnia smakoszy w Arlberg Restauracja Verwallstube (nagrodzona dwoma czapkami) znajduje się przy górnej stacji kolejki Galzigbahn, 2185 m n.p.m. Solony okoń morski z sosem szampańskim smakuje tutaj wybornie, zwłaszcza w czwartkowe wieczory, okraszone pokazem fajerwerków i dźwiękami fortepianowej muzyki. Lifestyle w Ischgl Ekskluzywne restauracje Alpenhaus na szczycie Idalpe i futurystyczna Salaas przy górnej stacji kolejki Greitspotzbahn, przekonują do siebie awangardowym stylem alpejskiej architektury. Na zewnątrz znajduje się taras słoneczny, a wewnątrz stylowa restauracja i ski-bar. Źródło + zdjęcia: http://www.tyrol.pl/xxl/pl/892433/_id/1443533/_season/at2/index.html
-
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Już poprawiłem, teraz powinno być ok -
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Fotka fajna. Głos oddany PS. Tomi na Ciebie też. 116 osób z Facebooka polubiło Twoje zdjęcie - Gratuluję. -
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Rossignol 8. gregora g4: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/pilsko-2008,72199,0 -
Następnym razem, zapraszam w świętokrzyskie , tu nawet w weekend nie ma kolejek (relacja z soboty http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?p=127987#post127987). Z Warszawy podobna droga jak na Górę Kamieńsk , na której byłem jeden jedyny raz. Ilość Narciarzy tam - to jakiś koszmar
-
A ja zwyczajnie Lubię swoje narty i jak coś sam im zrobię lub tym bardziej ktoś obcy to mi ich cholernie szkoda. Jakoś tak się z nimi zżyłem ...przynajmniej 1 miesiąc w roku jesteśmy razem ...blisko...
-
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Pitztal -
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Najbardziej miłe jest dla mnie to, że 20 osób z Facebooka kliknęło "lubię to" przy mojej fotce. Jestem tym zaskoczony, ponieważ sam nie jestem tam nawet zarejestrowany. Dziękuję za wszystkie głosy. PS. Z artystycznego punktu widzenia, powtórzę Ewy zdjęcie jest najlepsze PS2. Ewo zapomniałaś w przypomnieniu o bardzo fajnej fotce gregora g4: http://sudtirol.newsweek.pl/projekt/poludniowy-tyrol-konkurs/625/pilsko-2008,72199,0 Gregor g4 i Andi macie mój głos!!! -
Andrzej Bachleda-Curuś: Więcej Tatr dla narciarzy! - W narciarstwo trzeba wierzyć, nie traktować go jak zła koniecznego, które demoluje Tatry - mówi Andrzej Bachleda-Curuś "Ałuś", były narciarz alpejski, medalista mistrzostw świata, biznesmen. Bartek Dobroch: Znowu pan wraca do sprawy narciarstwa na Kasprowym Wierchu. Tym razem pisząc do premiera list z prośbą o poparcie działań dla "uzyskania większego dostępu narciarzy do Tatr". Do czego pan dąży? Andrzej Bachleda-Curuś: Jestem już po sześćdziesiątce. Całe moje młode życie było skupione wokół tej góry, jedynej w Polsce, z którą tak wiele pokoleń jest związanych. Nie można całkowicie zaprzestać myślenia o jej narciarskim eksploatowaniu. Ja też czuję się nie tylko ekologiem, ale dosyć głębokim ekologiem, bo całe moje życie jest związane z przyrodą i górami. Stwarzanie bariery między narciarzem a ekologiem jest sztuczne. W dalszym ciągu twierdzę, że przy rozsądnym zagospodarowaniu Kasprowego nikt nie będzie mógł powiedzieć, że popełniliśmy zbrodnię na przyrodzie. Na dzisiaj cały mój projekt zasadza się na tym, żeby szczytowi Kasprowego ulżyć w lecie, a doinwestować go w okresie zimowym, kiedy jest pokryty śniegiem. Ale tego śniegu w zimie brakuje. Ta i zeszła zima są tego przykładem. - Tereny, w których rozgrywa się narciarstwo, są ucywilizowane. Jeśli chcemy mieć przyzwoite narciarstwo, muszą one być także należycie przygotowane. Od dobrych 50 lat śnieg się tworzy. Sztuczny śnieg ze sztucznością nie ma nic wspólnego, bo jest to mieszanka wody i powietrza, niczego innego. Tę wodę trzeba doprowadzić, i to jest problem. - Nie trzeba, bo wody w Tatrach jest ponad miarę. Jedynie należałoby ją skumulować w paru sztucznych stawach. No co pan mówi? Stworzenie takich zbiorników to ogromna ingerencja w przyrodę. - Jest to jakaś ingerencja, ale czy takie oczka wodne to nie jest element, który odbiera się po jakimś czasie w miarę naturalnie? Czy jest to katastrofa ekologiczna? Wystarczy, że jest to dewastacją krajobrazu. Proszę zobaczyć, co się dzieje na Słowacji. - Nie możemy uważać Słowaków za ludzi, którzy zeszli z drzewa. Realizują pewien plan, który potwornie nie podoba się po naszej stronie. Wiadomo, że śnieg sztuczny na świecie jest uważany za magazyn wody. Bo przychodzi wiosna i ten śnieg się rozpuszcza. Badania nie wskazują na jakieś większe szkody. Byłem w lecie po słowackiej stronie Tatr i dewastację spowodowaną poprowadzeniem drenów na wodę do armatek i poszerzaniem tras było wyraźnie widać. Coś strasznego! - No dobrze, ale proszę się tam wybrać za trzy-cztery lata. Często podchodzimy do różnych zmian technicznych w górach jak do czynnika nieodwracalnego. Jest decyzją bardzo trudną wejść z siekierą czy maszyną i poszerzać trasę. U nas te sprawy załatwił halny w 1968 r. To już jest trzecia wymiana tych lasów sadzonych przez Habsburgów. Idąc tym tropem, moglibyśmy stwierdzić, że na każdym stoku z wiatrołomem można wybudować wyciąg. W słowackich Tatrach po stratach spowodowanych kalamitą to większa część terenu. - Las jest zniszczony, za chwilę odrasta. Trasa też istnieje przez pewien okres, nie musi pozostać na wieki. A czy zdarzyło się w Polsce, że jakieś trasy zostały zlikwidowane po latach? - Choćby trzy na Kasprowym. Gdyby nie wojna, to być może te Tatry narciarsko także inaczej by wyglądały. Planowany był wyciąg krzesełkowy na Krokwi w 1939 r. i wyciąg do Świńskiego Kotła w latach 50. Nawet podpory żelbetowe już stały. Zamiast tego powstała trasa na Nosalu. - Byłem bardzo młodym chłopcem, kiedy w latach 1954-56 trwał ten spór i Tatrzański Park Narodowy, dużo bardziej otwarty niż teraz na narciarstwo, dawał wybór między Krokwią a Nosalem. Postawiono na Nosal. Ta góra była bardziej pod rękę. Źle się stało? - Moim zdaniem źle. Krokiew jest wyższa. Ma 450 m różnicy wzniesień. Dawała inne możliwości. Skupienia infrastruktury sportowej, stworzenia tras i pięknego stadionu w powiązaniu ze skocznią, jak choćby w Garmisch-Partenkirchen, gdzie odbywają się obecnie mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim. Ośrodek sportowy byłby skoncentrowany w jednym miejscu. Ale stało się inaczej. Mamy Nosal, który powinien być czołową polską trasą, a funkcji sportowej właściwie nie spełnia. - Różnica wzniesień jest tam w sam raz na rozgrywanie slalomów, tylko trasa musiałaby być szersza. Tam rośnie las czwartej kategorii. Dla mnie jest to góra absolutnie ucywilizowana. Ja na jej szczycie wyobrażałem sobie dobrą restaurację z tarasem widokowym na Tatry, jako formę atrakcji dla turystów, zakopiańczyków. To wymysł pana fantazji, który mógłby trafić w gusta amatorów, ale nie ma nic wspólnego z argumentem, że mała liczba wyciągów i słabe warunki na polskich stokach powodują, że tak kiepskie mamy narciarstwo wyczynowe. Przecież od 1989 r. liczba tych stoków znacząco się zwiększyła i polepszyła infrastruktura, nie przełożyło się to jednak na sukces sportowy. - Ja nie mam najmniejszych kompleksów, jeżeli chodzi o nasze warunki do szkolenia młodzieży. Bo później wszyscy i tak spotykają się na alpejskich lodowcach. Ważna sprawa, żeby mieć na miejscu warsztat. My w Zakopanem absolutnie tego warsztatu nie mamy. W zeszłym roku w mistrzostwach Polski wystartował jeden zakopiańczyk. To też wina ekologów? - Park narodowy mimo wszystko, stawiając "drut kolczasty" na drodze między Tatrami a miastem, spowodował pewną degradację Zakopanego, miasta opartego przecież od początku na tradycji i w dużej mierze na narciarstwie. Nazywanego zimową stolicą Polski. Czy to park spowodował tę degradację, nie władze miasta, Polskie Koleje Linowe niepotrafiące się dogadać z właścicielami gruntów? - Kuriozalne spory o kolejkę na Kasprowy, o stworzenie wyciągów krzesełkowych, poszerzenie stoków, spowodowały zniechęcenie do myślenia o nowych inwestycjach. My mówimy o poprawieniu wyciągu na Goryczkowej, który powinien się zaczynać 200 m niżej, żeby móc wykorzystać te polany, które były kiedyś wykorzystywane narciarsko. Za to górną stację powinno umieścić się niżej, bliżej kotła, aby przy intensyfikacji ruchu nie dochodziło do spotkania takiej liczby ludzi w wąskim gardle na przełęczy. Dyrektor parku, Paweł Skawiński, odpowiada: "Proszę bardzo, ale plany nie zostały złożone", a potem w PKL-u ktoś mówi, że jak tylko złożą plany, to natychmiast zostaną odrzucone. Ta gra trwa lata całe. A drzewa rosną, kosówka zarasta wszystko No nie, parę rzeczy przecież udało się zrobić za zgodą parku: jest nowa kolejka, nowoczesny wyciąg na Gąsienicowej - Tak, tylko mi tak cholernie szkoda tego naszego czasu. Czemu to ma trwać tyle lat? Zakopane przeszło przez to wszystko zdegenerowane, zaatakowane rakiem urbanistycznym, zabudowane przez straszne blokowiska. Ja pamiętam zupełnie inne Zakopane, enklawę, która mierzyła dosyć wysoko. Dziś jest to miasto w dalszym ciągu odwiedzane przez setki tysięcy turystów, ale w dużej mierze jest to turysta kiełbasiany, a nie taki, który chciałby spędzić czas aktywnie. Czy to nie wina też właścicieli wyciągów? Kasprowy to nawet w skali europejskiej drożyzna - Potworna! A Szymoszkowa, gdzie obowiązują tylko karnety punktowe, jest chyba najdroższym stokiem w Europie. Czemu właściciele, skoro tak narzekają, nie potrafią się dogadać na karnety tygodniowe, które mogłyby obowiązywać np. na kilkunastu stokach w całym regionie? - To jest naturalny kierunek, do którego musimy dojrzeć. Dojrzewamy już ponad dwadzieścia lat. - I dochodzimy do kolejnego punktu, tzw. prawa śniegu, którego w Polsce nie ma, a które w pewnym sensie uregulowałoby nasze stosunki. Chodzi o to, żeby w okresie zimowym tereny narciarskie miały prawo przejazdu. Jak jest gdzie jeździć, wszyscy zarabiają nie tyle bezpośrednio, ale pośrednio - przez lepszą frekwencję w hotelach, restauracjach, na ulicach, większy podatek klimatyczny. Jeśli oferty nie ma, to zaczyna przyjeżdżać klient jednodniowy, dwudniowy, którego niekoniecznie sobie życzymy. Narty to nie jest więc zło konieczne, ale wehikuł dla Zakopanego i całej okolicy. Wehikuł potrzebny całej Polsce. Mamy te trzy doliny na Kasprowym [udostępnione już Kotły Gąsienicowy i Goryczkowy oraz niedostępny dla narciarzy Kocioł Świński - przyp. red.] i moglibyśmy je urządzić w sposób nieprzekraczający norm obowiązujących na świecie. Żaden argument, że Tatry są maleńkie, do mnie nie przemawia, bo to tak, jakby powiedzieć, że Bałtyk jest mały w stosunku do oceanu, więc nie łówmy tam ryb. W życiu nie pozwoliłbym sobie na taką ingerencję, która doprowadziłaby tam do nieszczęścia, przecież my tam od pokoleń żyliśmy. Nie wybudowałby pan kolejki na Czerwone Wierchy albo na Rakoń? - Nigdy w życiu. Ja w moich dawnych projektach chciałem zlikwidować kolejkę na Kasprowy. Bo my musimy odwrócić nasz problem narciarski w rejonie Kasprowego. Nie możemy zaczynać jazdy od góry, ale musimy zaczynać jazdę od dołu. Czyli zamiast tego wolałby pan wyciąg łączący Kuźnice z Goryczkową? - Mam tam swój inny projekt, szalenie kontrowersyjny. Zakłada on przebicie się na południową stronę Tatr. Wyobraziłem sobie kolej naziemną, szynową, której bieg rozpocząłby się od ronda Kuźnickiego i prowadził przez Kuźnice i dalej wzdłuż starej nartostrady pod Rówienki Kondrackie. Tam ta kolej wchodziłaby w tunel, który wychodziłby z drugiej strony w Dolinie Cichej. I nią wiodłaby ona dalej, aż do Podbańskiej po słowackiej stronie. To byłaby kolejka czysto turystyczna. A jakbym jechał na narty, to wysiadałbym na Rówienkach Kondrackich i tam przechodził na dwa-trzy wyciągi. To znowu wymysł czystej fantazji. Dopóki istnieje park narodowy, to jest przecież nie do zrealizowania. - Może będę taki projekt już oglądał spod ziemi, a być może pan będzie taką kolejką jeździć. Ale ja nie chciałbym nią jeździć! Projekt, o którym pan teraz mówi, zaprzecza idei otwierania Tatr na większą skalę zimą kosztem lata. Przecież takie rozwiązanie byłoby całoroczne. - Absolutnie. Jeżeli chciałbym pojechać na słowackie piwo, wsiadałbym do tej kolejki, zamiast brać auto i smrodzić nim 70 km, żeby dostać się w to samo miejsce. Pojawiały się już pomysły kolejki dookoła Tatr, która łączyłaby się ze słowacką Elektriczką, ale Słowacy nie są chyba zainteresowani taką propozycją. - Dla mnie takie rzeczy są mocno ekologiczne. To skupiałoby ruch do dwóch szyn, do wejścia w dziurę i wyjścia drugą stroną na drogę asfaltową, która już i tak prowadzi przez Dolinę Cichą. Żeby to się stało kiedyś ekologiczne, trzeba by było wpierw doprowadzić do totalnej dewastacji. - Dzisiaj budowa takiego tunelu to krótka chwila, ja kawał życia spędzam w tunelach w Alpach. W Polsce od wielu lat planuje się zbudować tunel pod Małym Luboniem dla nowej "zakopianki" i jakoś ta krótka chwila trwa całe lata. - Ale tunele w Europie są i buduje się je po to, żeby ułatwiać komunikację. Dużo się mówi także o tunelu dla narciarzy między Goryczkową a Gąsienicową, to bardzo przyzwoite rozwiązanie, ale to są koszta. Przy takiej przepustowości jak dziś taki tunel jest ekonomicznie bardzo trudny do utrzymania. Może trzeba by raczej pomyśleć o rewolucji w PKL-u - na przykład tańszych biletach dla narciarzy, a droższych dla turystów bez nart, albo czymś w tym rodzaju? - Wyjeżdża pan na Kasprowy i widzi te szramy wydeptanej ścieżki na Beskid, które nie powstały przecież z winy narciarzy. Ale proszę pomyśleć, ile ci ludzie doznali wrażeń estetycznych, ile przeżyli tam miłych chwil. Czy ta mała dziura w krajobrazie nie jest tego wszystkiego warta? Więcej... http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35825,9165560,Andrzej_Bachleda_Curus__Wiecej_Tatr_dla_narciarzy_.html?as=2&startsz=x#ixzz1FEVwk7Lk
-
Zajefajny filmik :D [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
-
Gęsto, tłoczno - takie bywają Stoki, czasem jest niebezpiecznie. Zwłaszcza wtedy, gdy kiepsko widzisz, albo inni na trasie mają bardzo ograniczone pole widzenia. Czy okulary i narty rzeczywiście nie chcą chodzić w parze? Tak przynajmniej twierdzi dr Mariusz Rowiński z Centrum Mikrochirurgii Oka Laser, a zarazem zapalony narciarz. Mini sonda redakcyjna wykazała, że wiele osób jeżdżących na nartach, a zarazem noszących okulary, nie widzi, nomen omen, problemu. Po prostu zaopatrują się w odpowiednie ochraniacze, albo wybierają soczewki kontaktowe. I szusują bez ograniczeń, mimo wady wzroku. A jednak... "Narciarze okularnicy mają ciężkie życie. Specjalne gogle wyraźnie zawężają pole widzenia. Dotyczy to szczególnie osób, które mają szersze oprawki okularowe. Na dodatek okulary parują, więc z założenia relaksujący zjazd przypomina czasem jazdę we mgle. Nie bez znaczenia jest i różnica w cenie, jaką musimy zapłacić za takie specjalne gogle" - przekonuje doktor Rowiński. Szkło na oku i ryzyko zderzenia z drzewem czy innym narciarzem również nie nastrajają optymistycznie. Nasze bezpieczeństwo z powodu wady wzroku zdaje się być wyraźnie obniżone. Teoretycznie w sieci nie brakuje informacji o googlach, które nie zaparowują, którym nie przeszkadza słońce i chronią przed oślepieniem, których niemal nie czuje się na oczach... Okularnicy widzą jednak, jak się ma reklama do rzeczywistości, a poza tym niekoniecznie są przygotowani na ekstra wydatki. Zwłaszcza, że generalnie uprawianie narciarstwa jest kosztowne. A może soczewki? Rozsądniejszym rozwiązaniem od klasycznych szkieł zdają się być soczewki kontaktowe. Okuliści przypominają jednak, że nie każdy może je nosić. Problem niejednokrotnie mają ludzie młodzi, którzy na co dzień nadwyrężają oczy, spędzając mnóstwo czasu przed komputerem, w pomieszczeniach klimatyzowanych. Przesuszone oczy gorzej tolerują soczewki. Szczególny kłopot mogą mieć ci, którzy na co dzień noszą okulary i tylko od święta chcieliby wypróbować soczewki. To wcale nie musi się udać. Osobom aktywnym, a zarazem ceniącym sobie wygodę, okulista-narciarz radzi rozważenie ostatecznego pożegnania z okularami. Dzisiaj korekcja laserowa nie budzi już takich emocji, jak kiedyś. Polscy lekarze mają wieloletnie doświadczenie, a monitoring wyleczonych w ten sposób pacjentów pozwala stwierdzić, że to rozwiązanie bezpieczne i skuteczne. Czego się spodziewać? Gdy mówimy o "zabiegu laserowym", niejednemu okularnikowi cierpnie skóra. W końcu oko to taki delikatny narząd, więc wszelkie manipulacje przy nim budzą emocje. Kojarzymy je nie tylko z bólem, ale i długotrwałym procesem leczenia, potrzebnym na zabieg, a potem rekonwalescencję. Tymczasem dzisiaj przygotowanie do zabiegu zajmuje zazwyczaj 40 minut, pobyt na sali operacyjnej kwadrans, w tym sama korekcja laserem trwa tylko 3-4 minuty! Przed zabiegiem okulista przeprowadza staranny wywiad, obejmujący przebyte choroby i stosowane leki. Nie ma potrzeby znieczulenia ogólnego: standardowo stosuje się jedynie krople, a pacjent nie odczuwa bólu. Po korekcji trzeba chwilę odpocząć, potem włożyć specjalne ciemne okulary, chroniące oczy przed podrażnieniem i można iść do domu. Wystarczy 10 dni, by oczy mogły podjąć wysiłek konieczny choćby przy pracy z komputerem. Na nartach, bez obaw, można jeździć po trzech tygodniach. Zatem, jeśli planujesz urlop w lutym, w tym roku raczej jest już za późno. Ale jeszcze tyle zim przed tobą! Dla kogo taki zabieg? Laserowa korekcja wady wzroku to nic innego, jak modelowanie rogówki. Pozwala leczyć astygmatyzm, nadwzroczność czy krótkowzroczność, czyli wady będące efektem jej nieprawidłowego jej kształtu. Możliwy zakres korekcji jest dość szeroki: od -10 dioptrii do +6 dioptrii.Prof. Jerzy Szaflik z Centrum Mikrochirurgii Oka Laser zapewnia, że wszystkie stosowane w Polsce metody modelowania rogówki (LASEK, LASIK czy najnowszą procedura EPI-LASIK) gwarantują pacjentom bezpieczeństwo na najwyższym poziomie. Profesor poleca korekcję laserową nie tylko narciarzom czy osobom uprawiającym inne sporty (zwłaszcza pływanie), ale generalnie wszystkim ceniącym sobie aktywny tryb życia. Podkreśla, że te zabiegi to także okazja dla osób marzących o pracy w służbach mundurowych zrealizowania planów, w których kiedyś przeszkadzała wada wzroku. Źródło: http://narty.sport.pl
-
Jest. Pojawił się na You Tube w całości! Polecam zobaczyć ten wspaniały Obraz Kina Polskiego. [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=XuFzrJvBjq0[/YOUTUBE]
-
W Telegraficznym skrócie...
marboru odpowiedział marboru → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Marek wracaj!!! Brakuje mi wspólnego nartowania ...a być może wyciągnę Cię na zjazd Skionlinowców do Zakopca -
Rekord Rafale dotyczy również podziękowań za pisanie Rossignol otrzymał ich 104 w tak krótkim czasie Gratulacje.
-
W Telegraficznym skrócie...
marboru odpowiedział marboru → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Przy okazji tej małej relacji... ...na Telegrafie prawdopodobnie na wiosnę ruszą duże prace związane z zdecydowanym poszerzeniem Trasy oraz budową wyciągu krzesełkowego. Decyzja środowiskowa w tej sprawie już jest - najważniejsze, pozytywna. W chwili obecnej inwestorzy czekają na wyłączenie terenu z produkcji leśnej...na to, niestety niekiedy trzeba dłużej poczekać. Mimo wszystko trzeba być optymistą...że wszystko się powiedzie, a żadni ekolodzy nie włączą się do gry w tej sprawie -
Skialpinizm: Bargiel Mistrzem Świata?
marboru odpowiedział marboru → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
Mistrzostwa Świata w Claut - dzień 6 Żeńska sztafeta tuż za podium, młodzież na 7 pozycji, a panowie na 13 miejscu. W Claut zmaganiami sztafet zakończyły się Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Wysokogórskim. Ukończyliśmy Mistrzostwa na 6. miejscu (1075 pkt), zaledwie o 1 pkt za Austrią (1076 pkt). Podobno szczęście sprzyja lepszym, czyli musimy uznać, że Austria tym razem lepsza. Gratulowaliśmy sobie nawzajem z trenerem Austriaków Alexandrem Lugerem zaciętej i do końca wyrównanej walki. Nieoficjalne wyniki mówiły nawet o utrzymaniu przez nas 5. miejsca z 3-punktową przewagą, jednak po korektach wyszło inaczej. 6. miejsce jest dla nas i tak nadzwyczaj dobrym wynikiem. W zeszłym roku w Andorze mieliśmy 10 lokatę. Bardzo cieszy wynik sztafety żeńskiej, która była ostatecznie czwarta z czasem 28’09”. Na pierwszej zmianie Anka Figura wyprowadziła ją na 2. pozycję po świetnym biegu z czasem 9’02”. Na drugiej zmianie Julię Wajdę wyprzedziły Francuzki i Hiszpanki, ale nie dała się wyprzedzić Włoszkom, a wypracowaną przewagę nad nimi utrzymała na ostatniej zmianie Klaudia Tasz. Sztafeta młodzieżowa w wyłącznie żeńskim składzie (jedynego kadeta, Bartka Bargiela, włączyliśmy do sztafety seniorów jako czwartego mężczyznę) zajęła 7. miejsce (34’44”), a seniorzy wywalczyli 13 m. (34’24”). Z Claut Maciej Głogoczowski PZA Mistrzostwa Świata w Claut - dzień 5 24 lutego w Claut rozegrano wyścig seniorów.Trasa zawodów dla kobiet wynosiła 1250m, a dla mężczyzn 1450m różnicy wysokości. Z polskiej ekipy wystartowali: Julia Wajda, Anna Figura, Klaudia Tasz, Mariusz Wargocki, Szymon Zachwieja i Andrzej Bargiel. Pierwsze dwa podejścia były takie same zarówno dla kobiet i mężczyzn (550m i 450m deniwelacji). Dopiero na trzecim trasy rozdzielały się i seniorzy pokonywali dodatkowe 200m w pionie, w tym 80m z buta. Szczególnym urozmaiceniem była metalowa drabina na ostatnim podejściu, po której schodziło się około 8m w dół. Trudne i techniczne zjazdy pokrywały się częściowo z trasami na których rozgrywano biegi juniorów oraz teamów. Bardzo dobrze spisał się Andrzej Bargiel, który na mecie pojawił się jako 32 – w kategorii espoir zajął ósmą pozycję. Szymek niespełna 2 minuty za nim zajął 37 lokatę, a Mariusz do mety dotarł jako 57 zawodnik. Wśród polskich seniorek najlepiej poradziła sobie Klaudia zajmując 19 miejsce, potem Julka na 25 pozycji. Niestety Annie Figurze nie udało się w tym dniu ukończyć zawodów. Z powodu bólu brzucha musiała zrezygnować z dalszej rywalizacji na pierwszym podejściu. utro ostatni dzień zmagań we włoskim Claut, w którym zostaną rozegrane sztafety. Nasza reprezentacja po raz pierwszy w historii wystawi aż trzy: damską, męską i młodzieżową. Z Claut K. Figura PZA -
Ćwiczenia Tydzień 3 Biorąc sobie wszystkie Wasze uwagi do Serca...niestety muszę stwierdzić: nie jest łatwo z dnia, na dzień coś z tymi przeklętymi błędami zrobić Próbowałem dzisiaj poprawić pracę rąk... ...i niestety jedyny + to, to że staram się nie ciągać kijami po stoku, większość zjazdów kije były wraz z rękoma delikatnie wyżej niż normalnie, "nienormalnie" zwykłem to robić. To co zaobserwowałem: jak podniosłem trochę, troszkę ręce w górę - to jakoś tak nienaturalnie się czuję, nie wiem co z tymi rękoma zrobić...w sumie to gdybym nie miał tych rąk to niewiele by się zmieniło w mojej jeździe. ...myślę, że zapowiada się na dłuższy czas nim to poprawię. Czuję, że walka na tym "polu" trochę potrwa Dwa filmiki z dzisiejszej jazdy z moją ulubioną góreczką do skakania [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=RP2QgNyhevY[/YOUTUBE] [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=FSO4AhuUi9M[/YOUTUBE] Może przydałby mi się, na tą górę trening na tyczkach? PS. Niko130 współczuję. Twoja "przygoda" to jakaś masakra.
-
W Telegraficznym skrócie...
marboru odpowiedział marboru → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Rossi kijki były wbite poza obiektywem aparatu -
Krzychu, wkurza to, mnie ta Twoja kontuzja Gdyby nie ona, to z całą pewnością pośmigalibyśmy razem nie raz po Naszych Terenach Ale co się odwlecze to nie uciecze dojdziesz do zdrowia i ponartujemy w przyszłym Sezonie razem :D wiele razy! Relacja z dzisiejszego wypadu pod linkiem: http://www.skionline.pl/forum/showpost.php?p=127987&postcount=1
-
Dzień zaczął się bardzo sennie. Kawa, śniadanie i decyzja: czas ponownie odwiedzić kielecki Telegraf...no a potem ponownie Tumlin. Wyjazd zaraz po bardzo miłej rozmowie z johnnym narciarzem (Maciek trzymam kciuki) po godzinie dziesiątej. Słowo z Wikipedii: "Telegraf – szczyt Gór Świętokrzyskich o wysokości 408 m n.p.m. należący do Pasma Dymińskiego. Jest to zarazem najwyższe wzniesienie w granicach administracyjnych miasta Kielce. Na szczycie góry Telegraf stoi należący do Polskich Sieci Nadawczych maszt radiowy o wysokości 60 m. Na zboczu góry znajduje się zaliczana do trudnych 500 metrowa narciarska trasa zjazdowa z różnicą poziomów 100 m. Wyposażona jest w dwa wyciągi orczykowe – jeden podwójny o przepustowości 1000 osób na godzinę i różnicy wysokości 100 m., oraz drugi o przepustowości 400 osób na godzinę, długości 180 m. i różnicy poziomów 30 m. Trasa zjazdowa jest oświetlona, sztucznie naśnieżana, przygotowywana ratrakiem. U podnóża góry znajduje się Cmentarz Żołnierzy Radzieckich – miejsce spoczynku 12 tysięcy jeńców wymordowanych w Obozie Bukówka przez hitlerowców w latach 1942-1945." Na miejscu jesteśmy przed godziną 12. Temperatura -5, stok po sztucznym naśnieżaniu niestety jest troszeczkę już rozjeżdżony, są częściowe przetarcia do lodowej tafli. Ludzi niewiele. Widok na Stok + miasto Kielce: Przed pierwszym zjazdem: W relacjach z Telegrafu nigdy nie wspominałem, że z górnej stacji podwójnego orczyka by dostać się do Stoku - trzeba przez jakieś 40 metrów po płaskim udawać Justynę Kowalczyk...kije i krok łyżwowy w ruch... ...już tuż, tuż... To naprawdę wymagająca Trasa, przypominająca zakopiański Nosal: Po dwóch godzinach - przeprowadzka. Tumlin. Lunch, mały grzaniec i ponownie na Stok. Talerzyk jest zdecydowanie wygodniejszy od Orczyka Narty pod Górkę... ...no i jazda, jazda, jazda: Nartowanie zakończone przed godziną 17stą. Warunki od poprzedniego tygodnia zdecydowanie się poprawiły. Tu, podobnie jak na Telegrafie Armatki nie próżnowały...niestety nie było tak twardo jak 7 i 14 dni temu. Dzień można zaliczyć do udanych. Pozdrowienia ze świętokrzyskich Stoków marboru
-
Współczuję. Trzymaj się dzielnie, powodzenia w leczeniu.
-
Prezydent na nartach w Soszowie Prezydent Bronisław Komorowski połknął narciarskiego bakcyla. W sobotę po raz kolejny tej zimy przebywa w Wiśle. Tym razem wybrał się na narty na Soszów. Zobaczcie zdjęcia prezydenta na stoku. Prezydent skorzystał z wyśmienitych warunków narciarskich i słonecznej, mroźnej aury. Polityk weekend spędza w rezydencji na Zadnim Groniu w Wiśle. Pobyt ma charakter ściśle prywatny. Prezydent jeździł na nartach ponad trzy godziny. Gdy skończył powiedział dziennikarzom, że bardzo sobie chwali trasy narciarskie w Wiśle. Przypomniał, że w stacji Soszów zjeżdżał także podczas noworocznego, pierwszego pobytu w Beskidach. Prezydent początkowo zjeżdżał trasą numer 3, uważaną za jedną z łatwiejszych. Później, gdy u podnóża stoku pojawili się reporterzy, Bronisław Komorowski wybrał górne rejony stacji, gdzie korzystał z wyciągu orczykowego. Prezydentowi sekundowało bez przerwy dwóch oficerów BOR. Głowę państwa wypatrzył na stoku młody narciarz z Tychów Filip Kowalski. ZOBACZ ZDJĘCIA PREZYDENTA BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO NA STOKU NA SOSZOWIE - Prezydent jeździł z dwoma przyjaciółmi. Cały czas trzymali się razem. Początkowo jeździł trasą niebieską (numer 3), a potem na takim krótkim orczyku, tam na górze. Jeździł ostrożnie, ale tam teraz jest sporo muld - powiedział Filip. Gestor ośrodka narciarskiego Soszów Waldemar Wiewióra nie ukrywał satysfakcji, że prezydentowi tutejsze trasy najwyraźniej przypadły do gustu. - Gdy był po raz pierwszy w Beskidach, jeździł na nartach między innymi w Istebnej i w naszym ośrodku. Najprawdopodobniej spodobało mu się u nas, bo wrócił - powiedział. Bronisław Komorowski, z tego co podejrzał Wiewióra, najczęściej wybiera trasę numer 3, tak zwaną niebieską, ale zdarza mu się też zjechać czerwoną. "Trójka" należy do łatwiejszych tras na Soszowie. Jakie są umiejętności narciarskie prezydenta? - To już pytanie do instruktorów - odpowiedział szef stacji narciarskiej. Komorowski, gdy podjeżdżał do wyciągu, jeśli kolejka była niewielka, karnie w niej stał. Z wejścia dla vip-ów korzystał jedynie na wyciągu krzesełkowym, o ile czas oczekiwania był dłuższy. Jedną z osób, która stała za prezydentem na wyciągu był Sylwester z Katowic. - To dość zaskakujące wydarzenie. Podjeżdżam do kolejki, a tam stoi prezydent. Szkoda, że nie miałem komórki, może zgodziłby się zrobić zdjęcie - powiedział reporterowi. To już drugi pobyt Bronisława Komorowskiego w Wiśle. Poprzednio przyjechał 27 grudnia i w rezydencji powitał Nowy Rok. Wiele czasu spędził na beskidzkich stokach, głównie w Istebnej. Rezydencja prezydenta - zamek na Zadnim Groniu w Wiśle, stanął w miejscu, w którym wcześniej 1909 roku, arcyksiążę Fryderyk Habsburg wystawił zamek myśliwski. W obecnym kształcie, zamek powstał w latach 1929-1931 i służył jako rezydencja prezydenta Ignacego Mościckiego. Był darem Ślązaków dla głowy państwa. Fotki: http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/373839,prezydent-komorowski-na-nartach-na-soszowie-zdjecia,g,2,id,t,z,no.html#material_1 Źródło: Dziennik Zachodni
-
Dzisiaj zaliczony Telegraf w Kielcach oraz Tumlin. Relacja - późnym wieczorem z wyjazdu oraz kolejny filmik z ćwiczeń Warunki w świętokrzyskim do Nartowania - 1 klasa.







