-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
...a tak naprawdę, najlepiej na narty, jak się człowiek już wybierze to jeździć w myśl powiedzenia "szkoda czasu na sikanie"...tylko jazda, jazda, jazda...
- 1 884 odpowiedzi
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Ja Ci śmiało mogę polecić narty, takie na których sam jeżdżę i jestem z nich bardzo zadowolony: Salomon Aero X - i koniecznie jak koledzy piszą w długości conajmniej 170 cm. Link do modelu: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=2538&id_modelu=3394
-
...oj tam czepiacie się Toalet Jak się człowiekowi zachce to przecież może skręcić w las...za skałę...i Panowie tradycyjnie...Kobiety - na Narciarza A tak na serio, to w wielu miejscach w Polsce - Toaleta niestety to luksus.
- 1 884 odpowiedzi
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
PKP zlikwidowało pociągi z Katowic na Słowację Fatalna wiadomość dla miłośników narciarstwa. Z Katowic nie da się już dojechać pociągiem bezpośrednio do słowackiej Żiliny. PKP postanowiło zlikwidować pociągi Góral i Skalnica. W poszukiwaniu śniegu wybierasz się na Słowację? Jeśli chcesz tam dojechać pociągiem przez Zwardoń, to przygotuj się na pieszy spacer z nartami. Z rozkładu jazdy zniknęły bowiem bezpośrednie połączenia z Katowic do Żyliny. Na osłodę dla podróżnych Śląski Zakład Przewozów Regionalnych wprowadził dwa dodatkowe kursy na trasie Katowice - Zwardoń. Dalszą jazdę w stronę słowackich kurortów narciarskich podróżni mogą kontynuować ze stacji Skalite-Serafinov. Ze Zwardonia można do niej dotrzeć na piechotę w jakieś 20 minut. Jadące z Katowic do Żyliny pociągi Góral i Skalnica od lat były żelaznym punktem rozkładu śląskich Przewozów Regionalnych. Po dotarciu na miejsce podróżni mogli przesiąść się do szybkich połączeń w stronę Liptowskiego Mikulasza i Popradu. Dlaczego w tym roku możliwość taka zniknęła? Renata Rogowska z działu marketingu śląskich Przewozów Regionalnych tłumaczy, że odpowiada za to resort infrastruktury. - W listopadzie okazało się, że ministerstwo nie będzie finansować międzynarodowych przewozów na tej linii - mówi Rogowska. A że pieniędzy na międzynarodowe kursy nie może przekazać finansujący przewozy regionalne urząd marszałkowski, więc cenione wśród pasażerów połączenia odeszło do historii. Kolejarze przekonują, iż aby zrekompensować ten ubytek wprowadzają od dzisiaj zmiany w godzinach kursowania swoich połączeń na trasie z Bielska-Białej do Zwardonia. W rozkładzie jazdy pojawiły się też dodatkowy pociąg z Katowic (wyjazd o godz. 14.35, przyjazd 17.28) i ze Zwardonia (wyjazd 18.28, przyjazd 21.17). Źródło: Dziennik Zachodni. -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Nigdy PKP nie lubiłem...no ale teraz, to już ich mocniej nie lubię Kiedy u Nas wreszcie będzie normalnie w kwestii PKP?
-
W programie nigdzie nie widzę powtórki, więc jeszcze raz zachęcam do obejrzenia poniżej całości.
-
Zgodzę się z Tobą Boogie w 100%.
-
Dokładnie to na DISCOVERY WORLD
-
Witaj... ...i poza czytaniem, pisz. pozdro
-
Kolejna informacja w sprawie Ośrodka i Sprawy sądowej: Prokuratura Rejonowa Kraków Śródmieście Wschód skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie nielegalnej budowy infrastruktury narciarskiej w ośrodku Czarny Groń w miejscowości Rzyki w Beskidzie Małym. Jeżeli sąd podzieli stanowisko prokuratury, to - zdaniem organizacji ekologicznych - będzie mógł wydać wyrok skazujący inwestora na karę grzywny, ograniczenia wolności lub więzienia do 2 lat. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku sprawę nielegalnie wybudowanej kolei linowej oraz instalacji naśnieżania i oświetlenia na zboczach góry Czarny Groń krakowska prokuratura przejęła od prokuratury w Wadowicach. - Inwestycja powstała całkowicie nielegalnie, czyli bez pozwolenia na budowę, niezbędnej decyzji środowiskowej oraz pozwolenia wodnoprawnego - twierdzi Radosław Ślusarczyk, prezes Pracowni na rzecz Wszystkich Istot w Bystrej koło Bielska-Białej. Inwestor miał jedynie pozwolenie na wycinkę drzew. Zdaniem Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Krakowie, było wydane niezgodnie z prawem. Dlatego je unieważniono. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Krakowie oraz Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot w grudniu 2009 roku zawiadomiły wa-dowicką prokuraturę o przestępstwie przeciw środowisku. Ta jednak nie dopatrzyła się samowoli budowlanej i odmówiła wszczęcia dochodzenia. Pracownia i RDOŚ zaskarżyły prokuraturę do sądu. Przyznano rację obrońcom środowiska, wracając sprawę do prokuratury. - Będziemy przyglądać się prowadzonym procedurom i dopilnujemy, żeby wobec inwestora zostały zastosowane prawne i karne konsekwencje, a także by zostały naprawione wszystkie szkody przyrodnicze - zaznacza Ślusarczyk. Źródło: Dziennik Zachodni. --------------------------------------------------------------------------------------------------------- Wieści nie napawają optymizmem. I to tak właśnie jest z polskimi Inwestycjami Narciarskimi.
-
niko130 sugerujesz, że Dziewczyny lubią krótkie kijki ?
-
Top Models w Bikini na nartach...i to gdzie? Na Stoku w Libanie. http://facet.onet.pl/foto/modelki-w-bikini-na-nartach,4106572,8467193,foto-male.html To tak na poprawienie nastrojów w tą przeklętą Odwilż.
-
Chciałbym Wam przedstawić Dokument, Film o pierwszych zimowych wejściach na najwyższe Himalajskie szczyty... 17 stycznia 1980 roku to jeden z tych dni w historii świata, w którym człowiek swoim uporem, pasją, zaciętością inteligencją i perfekcją przełamał kolejną barierę, odsunął w dal granicę tego co niewyobrażalne. Od wieków trafiały się takie dni w nauce, sztuce, eksploracji globu, czy w sporcie. 17 stycznia do grona odkrywców tego co nieodkryte, zdobywców tego co nie do zdobycia, zwycięzców niepokonanych weszli dwaj Polacy Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki. W zimowe popołudnie jako pierwsi ludzie na świecie stanęli na ośmiotysięcznym szczycie i na dodatek na tym najwyższym Mount Evereście. W kolejnych latach polskie wyprawy ruszały w himalaje jedna za drugą z różnym powodzeniem ale jeśli ktoś zdobywał ośmiotysięcznik zimą to mogli być tylko Polacy - do dziś skompletowali ich już osiem - prawdziwi Ice warriors. Część I [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=4ASgwy8QYt8&feature=related[/YOUTUBE] # Dhaulagiri (8167 m) - 21 stycznia 1985 r. - Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka. Wyprawą Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego kierował Adam Bilczewski. # Cho Oyo (8153 m) - 12 lutego 1985 r. - Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski. Kierownikiem polsko-kanadyjskiej wyprawy był Andrzej Zawada. Trzy dni później tą samą drogą weszli: Zygmunt Heinrich i Jerzy Kukuczka. # Kangczendzonga - (8598 m) - 11 stycznia 1986 r. - Krzysztof Wielicki i Jerzy Kukuczka. Kierownikiem wyprawy Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego był Andrzej Machnik. # Annapurna (8091 m) - 3 lutego 1987 r. - Artur Hajzer i Jerzy Kukuczka (kierownik wyprawy). # Lhotse (8511 m) - 31 grudnia 1988 r. - w noc sylwestrową stanął na szczycie Krzysztof Wielicki. Kierownikiem polsko-belgijsko wyprawy był Andrzej Zawada. Część II [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=gVC0JaGBkvU[/YOUTUBE] Urodzony w 1950 r., z wykształcenia inżynier elektronik, wspinać się zaczął w wieku 20 lat. Dwa razy w karierze poważnie uszkodził kręgosłup. Najpierw połamał kręgi na skałkach w Sokolikach. Ze szpitala uciekł w gorsecie, który koledzy w akademiku rozcięli brzeszczotem. W 1988 r. podczas wspinaczki w Himalajach spadający kamień uderzył w kask i kompresyjnie zmiażdżył ósmy krąg. Zjazd na linie do podstaw ściany zajął mu dwa dni, cały czas był zagrożony paraliżem. Mimo to Wielicki wrócił w góry błyskawicznie i jeszcze w gumowym gorsecie samotnie wszedł zimą na Lhotse. W 1986 r. wraz z Jerzym Kukuczką jako pierwszy zdobył zimą Kanczendzangę (8586 m). Na Sziszapangmie (8027 m) i Dhaulagiri (8167 m) stanął sam, wytyczając nowe drogi. Jest też w górach jednym z najszybszych. Wybitny wspinacz Artur Hajzer żartuje czasem, że drobny Wielicki to tylko płuca. Makalu (8485 m) zdobył w 22 godziny (od wyjścia do powrotu do obozu), na Broad Peaku (8051 m) akcja zabrała mu godzin 17. Jako piąty na świecie zdobył Koronę Himalajów - 14 ośmiotysięczników Ziemi. Przed nim dokonali tego tylko kolejno: Reinhold Messner, Jerzy Kukuczka, Erhard Loretan i Carlos Carsolio. Część III [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=v182AVC-ys4[/YOUTUBE] Doskonały Film dla wielbicieli Gór Wysokich, Himalaizmu. Polecam
-
Świetny Klip, Świetne Free nartowanie, Świetna muzyka. [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=Az-lOOmCbEM&feature=fvwk[/YOUTUBE]
-
Znicz Olimpijski - Film wojenny z 1969 r. Oparta na autentycznych przeżyciach Heleny Marusarzówny, Bronisława Czecha i Stanisława Marusarza opowieść o działalności konspiracyjnej polskich narciarzy - łączników między okupowanym krajem i placówkami na Węgrzech. Jest rok 1940 trener niemiecki usiłuje nakłonić sławnych polskich narciarzy do startu w barwach hitlerowskiego klubu. Ci jednak podejmują pracę konspiracyjną - zostają kurierami na szlaku Zakopane - Budapeszt. Przewożą meldunki i przesyłki. Akcją kieruje kapitan "Szarotka", jednym z kurierów jest góralka Hanka, na której trop wpadają Niemcy... Zachęcam do obejrzenia (niestety na You Tube jak dotąd zamieszczono niecały obraz). Część I [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=8_jVSscdKDE&feature=related[/YOUTUBE] Część II [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=O-nRSy0LgZ8&NR=1[/YOUTUBE] Część III [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=phFH-biUOf8&feature=related[/YOUTUBE] Część IV [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=407VpuOqsfk&feature=related[/YOUTUBE] Część V [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=A6aluStybrs&feature=related[/YOUTUBE] Część VI [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=GjcaEv0rxVA&feature=related[/YOUTUBE] ...pozostałe części mam nadzieję wkrótce. PS. Całość dla zainteresowanych pod adresem: http://chomikuj.pl/Starykinomaniak/-+KLASYKA+FILMU+POLSKIEGO/Filmy+powojenne/Znicz+olimpijski bądź: http://www.efilmy.net/film,5935,znicz-olimpijski.html
-
Stagnacja - w tym przypadku to pewnie nieobiektywna ocena swoich postępów. Człowiek, po prostu czym lepiej jeździ, tym surowiej się ocenia i w stosunku do samego siebie jest bardziej krytyczny (świadomość jest większa). Dlatego dobrym narciarzom wydaje się, że to stagnacja i nic się nie zmienia... Być może nie dostrzegają postępu, który od pewnego momentu ewoluuje dosyć wolno? ...tak naprawdę czasami warto spojrzeć na siebie przez pryzmat Innych. Posłuchać opinii tych, którzy co jakiś czas widzą jak jeździmy. Spytać, czy coś się zmienia w naszej jeździe. A tak swoją drogą...w poniedziałek będzie dwa tygodnie odkąd nie miałem desek na nogach...i zaczyna mnie szlag trafiać powoli...
-
Spox, nic się nie stało. Grunt to, tolerancja co do poglądów innych oraz szacunek. pozdrawiam Mariusz
-
Po prostu, myślę, że Pan Tomasz to nie Pan Tomasz. Logując się i pisząc jednego posta...takiego posta - Ktoś, z pewnością (przynajmniej dla mnie) nie jest poważny. Więc, może NTN i jego Testy też takie są? Co mi teraz sądzić o tym? :eek: Nieważne i w sumie to może niepotrzebnie się odzywałem Być może, tylko ja mam przekonanie o tym, że tego typu sprawy (poważne) załatwia się w sposób poważny - a nie pisząc posta (jednego i jedynego) na forum. Z pewnością ja Go nie biorę na poważnie. Moja wypowiedź juice - masz rację - jest po Polsku i szkoda, że nie została zrozumiana, bądź źle zrozumiana. Żal mój jest autentyczny. cytat: "poza Tobą i SB" - jeśli byś czytał forum z pełną uwagą, to z pewnością nie dostrzegłbyś (mojej i SB) żadnej zażyłości - wprost przeciwnie (zajrzyj do Postu: Kupujemy?). Zawsze staram się być w życiu obiektywny (mimo sympatii, lub antypatii do kogokolwiek). Szkoda, że tego nie dostrzegłeś. Moja wypowiedź, miałem nadzieję będzie spojrzeniem "na zimno", i dla nicku NTN wymowna co do oceny tego co napisał w swoim jednym i jedynym poście na forum Skionline. Trochę zatem mi żal, że czytam Twoje juice słowa - po Polsku i przyznam, że również ich nie rozumiem...tym bardziej, że nazywasz siebie chamem - sugerując, po moim poście, że tak Cię odbieram - otóż mylisz się. Zawsze Cię szanowałem i lubię na forum. Za to, że użyłem sformułowania my zwykli Forumowicze (przynajmniej ja jeden) tych, którzy poczuli się dotknięci tym, że wypowiadam się w ich imieniu - Przepraszam. Po przeczytaniu dalszej dyskusji, zwłaszcza Twojej juice wiem, że popełniłem błąd i sformułowanie to powinno wyglądać tak: ja zwykły Forumowicz (być może sam jeden). Reasumując (bez względu na rację bądź jej brak, jednej lub drugiej strony), po pierwsze: SB kolejny raz jest mocno kontrowersyjny w swoich wypowiedziach (może ten Typ tak ma) jako Mod. Po drugie: NTN dla mnie to prowokacja i z pewnością nie Pan z NTN (podkreślę by znowu nie narazić się komuś - To Moja i Tylko Moja Ocena). Dając jeszcze raz upust swojej nieufności, nieco inaczej podpiszę się pod stworzonym powyżej słowami. Don Pedro herbu Zielona Pietruszka
-
Szanowny Ktosiu. Abstrahując od tematów poruszonych w niniejszym wątku. Obiektywnie rzecz oceniając - my zwykli Forumowicze (przynajmniej ja jeden) mam dosyć mieszane uczucia po przeczytaniu poniższego, Pana tekstu (podobnie zresztą jak i innych wypowiedzi będących na granicy przyzwoitości, lub zwyczajnie Kultury Kogokolwiek Tu). Uzasadnione, bądź nieuzasadnione Skargi powinien Pan raczej zgłosić do Właściciela Skionline niż w publicznym Miejscu. Dlatego też wypowiedź ta, niestety wykazuje znamiona mało prawdziwej, ponieważ ufam w to, że Tomasz Kurdziel za jakiego Pan, szanowny Ktosiu się podaje - jako redaktor naczelny Magazynu NTN - załatwiłby trapiącą Go sprawę w inny sposób. Z poważaniem marboru - Narciarz
-
Śnieg. On jest głównym bohaterem tego tekstu. Niby po co pisać o śniegu, wszak każdy wie jaki jest, ale czy do końca? Kiedy zakopiańskie lato pozwala odpocząć wymęczonym deskom przez 5–6 miesięcy od śniegu, niektórzy myślą już o nadchodzącym sezonie. A kolejny sezon to śnieg, bo narciarz jeździ po śniegu, to prawda powszechnie znana i fakt. O śniegu marzą dzieci. Dla laików śnieg jest biały, a padające płatki przywodzą na myśl zimę, choinkę i monotonną biel na polach. Narciarz jeździ po śniegu - prawda oczywista. I dlatego właśnie słowo „śnieg” nic narciarzowi nie mówi. Śnieg ale jaki? Puch, cudowny firn czy piekielna łamliwa szreń przetykana kalafiorami? Gips, boraks, gangle, sparszywiały śnieg odwilżowy, złączony z podłożem czy lecący na dźwięk głosu ludzkiego? Gdyby pierwsi narciarze wiedzieli więcej o kaprysach tatrzańskiego śniegu, kto wie, czy narciarstwo w ogóle by się rozwinęło... Co prawda, kiedyś padały na Podhalu takie śniegi, że zimą nie można było się przekopać z jednej strony Krupówek na drugą, a sanna trwała aż do maja. Było to jednak bardzo dawno, tak dawno, że nikt tych śniegów nie pamięta. Tatry nie grzeszą śnieżną monotonią. Bywa, że czasem cała zima mija szaro i bezśnieżnie. Zdarza się również, że śnieg zaczyna prószyć w lipcu, a we wrześniu na dobre już przykrywa góry. I zgadnij bracie, jaka dla narciarza najbardziej odpowiednia pora? Bywa w lutym, zielona trawka na Gubałówce i bywa taki marzec, że z deskami na plecach trzeba leźć pod Zawrat, aby zjechać między łysinami suchych traw i kamieni {w stronę Pysznej}. Tak pięknie o śniegu pisał Józef Oppenheim. Marzy się nam śnieg pełnej zimy – puch i wymarzony firn, ulubiony śnieg wiosenny. W duchu klniemy natomiast tępy śnieg odwilżowy, gangiel, gips i szreń łamliwą, którą kiedyś Józef Oppenheim nazwał jasną cholerą żywota narciarza tatrzańskiego. A jak było kiedyś, przed 50 i 60-ciu laty? Czy zimy rzeczywiście były takie śnieżne, że stare schronisko na Pysznej odkopywano spod wielo metrowych zwałów śniegu? Jak to było z dawnymi zimami? Tak, dawne zimy to było coś. Gdy narciarze SN PTT w roku 1911 szli na Pyszną, do schroniska, to przypominało ono raczej wielką kupę śniegu, a nie pyszniański przybytek. Śniegu było dużo, nieraz bardzo dużo. Chociaż gwoli tzw. prawdy historycznej, zdarzały się zimy, gdy starzy wyrypiarze narzekali, na brak śniegu i chodzili na narty do Doliny Pięciu Stawów Polskich, bo gdzie indziej go nie było. Na początku, w czasach nazwijmy je pionierskich o śniegu wiedziano niewiele. Nawet sam Mariusz Zaruski otarł się o „śnieżną śmierć”, gdy zjeżdżał z Kordysem z Polskiego Grzebienia podcinając „deskę śnieżną”. Doświadczenie uczyło jednak o gatunkach śniegu, lawinach, nawisach, kurniawie i innych atrakcjach żywota narciarza tatrzańskiego. A jest tego niemało. Zacznijmy historię o dawniejszych i współczesnych śniegach od jegomości puchu. Puch to śnieg pełnej zimy, padający ogromnymi pięcioramiennymi gwiazdkami przy mrozie, pokrywa ziemię grubą pierzyną puchową. Jazda w tym śniegu to pływanie w białej masie, przyjemność gwarantowana, o ile słonko nie ogrzeje naszego bohatera zbyt mocno, wtedy spuszczamy nos na kwintę, bo wilgotny puch doskonale klei się do desek. O puchu kiedyś pisał Oppenheim: idealny śnieg zimowy puch – miewa już swoje kaprysy. Zbyt wiele puchu na zboczu pachnie lawiną, a torowanie w świeżym, nie uleżałym puchu, szczególnie przy dłuższej wycieczce , wypompować mogłoby Herkukesa, gdyby jeździł na nartach. Faktycznie torowanie w puchu to mordęga, ale zjazd wynagradza mozolne podejścia. Czasami pada go tak dużo, ze odkopanie wyciągów w kotłach Goryczkowym lub Gąsienicowym trwa cały dzień. A w tedy pracownicy PKL na Kasprowym przeklinają w duchu ulubiony ten śnieg narciarzy. Są też śniegi podobne do puchu: Niestety, bardzo rzadko pojawia się w tatrach szeleszczący kuzynek puchu, błyskotliwy boraks, śliczny śnieg z gwiazdek mrożonych powstały, gdy mróz ciężką mgłę górską osadzi sprowadzając słońce. Równie rzadka jest zimowa imitacja firnu, śliska, przemarznięta kasza, sypiąca się jednak chętnie lawiną. te dwa gatunki śniegu należą do rodziny śniegów łaskawie usposobionych dla łydek narciarza {W stronę Pysznej}. Zima czasami nie oszczędza narciarzy i zsyła szreń. Łamliwa szreń to czarna rozpacz narciarza. Tyleś się chłopie natrudził, aby wejść na nartach na taką czy inną przełęcz, a tu zamiast cudownego zjazdu, miodem smarującego serce, masz łamliwą szreń, zjazd ze struchlałym sercem, przy skowycie pękającej szreni. Na łamliwej szreni technika zawodzi, czasami pomaga przeskakiwanie, albo jazda zakosami. Ale często ta „narciarska improwizacja „kończy się klasycznym leceniem na pysk”, jak pisał o takich przykrych dla narciarza momentach Józef Oppenheim. Po odwilży tworzy się lodoszreń, twarda skorupa, po której jeździ się doskonale.. o ile ma się ostre krawędzie. Tu warto przypomnieć opowieść Józefa Krzeptowskiego o wypadku w Cichej (opowieść otrzymałem od Józefa Pitonia). Przed wojną, zimą, szła wyprawa TOPR pod Świnicę, po turystkę, która tam zaginęła. Wracali potem wieczorem na nartach na Kasprowy, a pochód zamykał Stanisław Gąsienica z Lasa. A miał stare narty, jesionki, bez krawędzi, które na lodoszreni trzymały na słowo honoru. Na trawersie narty Stanisławowi ujechały i poleciał dołu. Ratownicy dopiero na Kasprowym zobaczyli, że Stanisław kansi sie zadział. Tymczasem on spadł do Doliny Cichej, jedną nartę mu złamało, miał tylko jeden kijek. Zszedł na dno doliny i pojechał na jednej narcie do szałasu w Tomanowej Luptowskiej. Wchodzi do środka, nazbieroł drewna i chcioł palić watrę, a tu zapałki zamokły. A był mróz. Więc żeby nie zamarznąć to chodził po szałasie całą noc, w jedną i drugą stronę. Rano ratownicy wyjechali na Kasprowy, patrzą a tu ktoś idzie Cichą. To Stanisław z Lasa ! Wołają, coby mu pomóc. A on, że nie chce. O tej jednej narcie wyszedł na Suchą Przełęcz, a ci go obstąpili i pytają jak było, co robił. A Stanisław: Psiokrew bestyjo. Zjechołek na noc do sałasa w Tomanowej Luptowskiej, a coby nie zamarznąć to tońcyłek do rania ciarlestona! Jak widać dawnym narciarzom humoru nigdy nie brakowało... Szreń ma także wiele odmian: Zwykła szreń, której twardość może się wahać od miękkości zamarzającej grudy po matową twardość chińskiej porcelany, dla rozmaitości zakwitać może chropowatym kalafiorem, wyboistym ganglem, tępym gipsem, otwierając urozmaiconą listę zmiennych śniegów tatrzańskich, męczących niesłychanie nogi, a groźnych dla ścięgien, kości, nart i zębów narciarza. W terenie podobne śniegi wymagają bardzo ostrożnej jazdy, niepopuszczania ani na moment nart, starannego wypatrywania drogi i szybkiej orientacji po odcieniu śniegu, aby nie ulec gwałtownemu zahamowaniu lub szarpnięciu. {W stronę Pysznej}. Wiosną czasami tworzy się inny gatunek śniegu, ukochany przez narciarzy, mianowicie – firn. Marzeniem każdego narciarza jest jak wiadomo firn, legendarny śnieg wiosenny, częściej opisywany w kurjerkach, niż oglądany w nieskazitelnej swej formie w Tatrach. Słońce musi go wysmażyć, a mróz zamrozić, naprzemian przez parę dni jednolitej pogody, ale o ile się trafi, zezwala na wszelką brawurę, ewolucje, lekceważenie stromizn i lawin, przy podejściu jak i zjeździe. Jednakże należy pamiętać, że pod wieczór lub w chmurny dzień firn zmienia się w szreń. Tyle Oppenheim. Gdy w marcu zimowy puch jest zamrażany nocą a roztapiany w ciągu dnia kryształki śniegu w cudowny sposób zmieniają się w śnieg tryskający spod desek wesołą strugą – firn. Firnowi zawsze prawie towarzyszy piękna pogoda. Wtedy narciarze zamieniają się w plażowiczów, jeżdżących bez podkoszulka, czasami nawet w krótkich spodenkach. Na halach kwitną krokusy, a w powietrzu unosi się zapach wróżący szybkie nadejście wiosny. W dawnych czasach czekano na firn jak na zbawienie. Ale firn to także przebudzone po śnie zimowym niedźwiedzie brunatne. Kiedyś Oppenheim wracał wiosną z towarzystwem przez Lodową. Warunki znakomite, firn, lazur nieba, nastroje doskonałe. Narciarze rozciągnęli się w dolinie Jaworowej, każdy jechał jak chciał. Opuś wpadł jak szalony na polanę, a tu przed nim stoi na zadnich łapach ogromne niedźwiedzisko, wzrok zbójecki, boki zapadnięte, widać, że ledwo co wstał z barłogu. Stali tak naprzeciw siebie długo, Józio nie pamięta ile, ale długo. Druga nadjeżdżała lwowianka Domaniewska. zakręciła przed Józiem a widząc niedźwiedzia powiedziała: Ta, ja ci Józku, dziękuję za taką dolinę! Niedźwiedź schował się w kosówkę. Przy firnie fantazja narciarska ponosi na najbardziej strome stoki, żleby i szczyty. Oppenheim zjechał w kwietniu 1925 r. z Koziej Przełęczy, pewnie przy firnie, a jego „wężowe ślady” widywano na Rohatce, Lodowej, Żelaznych Wrotach, Heniu Bednarski, zwany popularnie w Zakopanem „Bednarzem”, kochał „telemarki” na grani Czerwonych Wierchów, które wykonywał z idealną precyzją właśnie po firnie. Firn i puch to przyjaciele łydek narciarza, a szreń i mokre śniegi odwilżowe to utrapienie i zmora kochających „białe szaleństwo”. Dlatego ich nie polecamy. Nie polecamy także jazdy nocą, chociaż atrakcje murowane ! Przekonał się o tym dobry narciarz, ratownik TOPR i przewodnik tatrzański, Józef Krzeptowski. Po dyżurze na Kasprowym zjeżdżał na Goryczkową ze swoim przyjacielem Tadeuszem Gąsienicą – Giewontem. A było już ciemno, śnieg świeży i w końcu Józka, jak to się mówiło postawiło na głowie, zrobił kilka salt. Cały był w śniegu, miał go pełno w ustach , za koszulą, jednym słowem był cały biały. Kolega podjechał do niego i podał mu odpiętą nartę, a Józek klęknął wtedy na śniegu i przeżegnał się. Tadek się go pyta: Cos to Józiu robis! A popularny Ujek na to: - Dziękuje Bogu co to śnieg, a nie błoto!. Śnieg to także lawiny. Biała śmierć to wielkie niebezpieczeństwo. W czasach kierownictwa Oppenheima wypadków lawinowych było wiele. Najtrudniejsza była akcja w Cichej w styczniu 1939 r. kiedy lawina zasypała kilku narciarzy, wyprawę prowadzono przy ogromnym mrozie, styliska łopat pękały przy przekopywaniu mas śnieżnych. Lawiny idą najczęściej przy odwilży, a zimą groźne są lawiny pyłowe i deski śnieżne, i nawet stoki Kasprowego nie są od nich bezpieczne! W roku 1956 lawina zasypała Marcinowskich na Goryczkowej i zniszczyła schronisko. Zginęło wtedy także trzech żołnierzy WOP. Śnieg ma nawet własny kolor: W Tatrach człowiek nie jest pewien nawet typowej barwy śniegu. Był kiedyś w Hlińskiej Dolinie śnieg przedziwnie żółty, pocętkowany deszczem na szaro. Śnieg zlodowaciały mieni się błękitem. We mgle sinieje. Pod wieczór staje się różowy. Ostatnio pokazują się śniegi szare, prawie popiołkowej barwy,. Ktoś widział śnieg czerwonawy. Ale to już nabytki całkiem nowej doby {W stronę Pysznej}. Najwięcej śniegu w Zakopanem, a raczej w Tatrach, na Kasprowym W., jak podaje kierownik obserwatorium, Jan Trzebunia, było 15 kwietnia 1995 r. - 355 cm, w Pięciu Stawach Polskich największa pokrywa wyniosła 404 cm, a w Zakopanem, zaraz po wojnie, ponad 120 cm w ciągu jednego opadu. Po tym wszystkim niejeden zapyta, po co w takim razie jeździć na nartach, skoro i łamliwa szreń, i lawiny, i deski śnieżne, lód na grani, tam gdzieś sobie najlepszą jazdę obiecywał, a puch w dolinie. Więc po co? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że cały urok narciarstwa polega na tym, że nigdy nie wiesz w 100% co cię czeka na tej, czy innej górze, a w tym chyba tkwi największy urok życia i nart poniekąd.... Wojciech Szatkowski Muzeum Tatrzańskie
-
Być może masz rację...no a palnęli pewnie po to by, po pierwsze zaczęło się mówić o tym wydarzeniu, a po drugie by zdopingować budowlańców... ...czarny scenariusz byłby dla Pana Burmistrza straszną porażką
-
Może policja i strażacy budują ten pawilones?
-
Narciarze Ekstremalnie Inni zaczęli pojawiać się w Polsce już w Roku 1936 Poniższy, krótki Filmik - Jazda po Trawie [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
-
eeetam zaraz gorszy... Normalny Mi tam ostatnio chodzą po głowie - takie oto wynalazki http://allegro.pl/narty-freestyle-icelantic-da-noile-skirace-i1405407867.html Po prostu chciałbym je mieć, bo mi się strasznie podobają ! I teraz nie wiem kogo słuchać... Serca, czy Rozumu?
-
Pawilon rozpoczęto budować pod koniec października 2009 roku. Ma on trzy kondygnację, na których mieścić się będą pomieszczenia dla obsługi imprez sportowych i dziennikarzy, a także sale konferencyjne, restauracja oraz bar. Powstanie również izba pamięci poświęcona Stanisławowi Marusarzowi, który jest patronem obiektu. Wystawiona zostanie także stała ekspozycja upamiętniająca niezwykłe wydarzenie, które miało miejsce 4. czerwca 1997 roku u podnóża Wielkiej Krokwi. Była to msza święta odprawiana przez Papieża Jana Pawła II, która na trwałe wpisała się w historię Wielkiej Krokwi. Koszt inwestycji około 11 mln zł. Mieli to jakoś oddać na jesieni podobno.
-
...a bilety pewnie już sprzedane







