-
Liczba zawartości
4 153 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
166
Zawartość dodana przez leitner
-
Dzięki! Jazdę na nich opisałem w swojej relacji. Na Chopku będę w tym sezonie raczej tylko jeden dzień. Może uda nam się jakoś spiknąć, to zobaczysz na żywo jak fajnie mi się jeździ na nowych deskach
- 17 odpowiedzi
-
- kazimierz dolny nad wisłą
- stacja narciarska kazimierz
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Sobotnia jazda w Kazimierzu: Mariusza niestety ciężko było dogonić... Postaram się w miarę krótkim czasie skleić jakiś filmik z naszego nartowania.
-
Ja to odebrałem jako przestrogę. Zresztą sam się zaśmiałem z tego tytułu (Mariusz może potwierdzić). Całe szczęście nic się nikomu nie stało. Pozdro serdeczne
- 17 odpowiedzi
-
- kazimierz dolny nad wisłą
- stacja narciarska kazimierz
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Szwajcaria Bałtowska - start sezonu 2016/17 w świętokrzyskim.
leitner odpowiedział marboru → na temat → Marboru - relacje
Tak, chciali w nartraju u Rzetelskiego. Najprawdopodobniej zabrakło kasy. Może powstanie za rok- 16 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- szwajcaria bałtowska
- narty w świętokrzyskim
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Też mam nadzieję, że powtórzymy... narty oczywiście Zdjęcia dodałem do galerii.
-
Z albumu: Kazimierz 17.12.2016
-
Nie wiem od czego zacząć. Trudno jest mi pozbierać myśli po wczorajszym dniu. Emocje negatywne mieszają się z euforią. Nigdy bym nie pomyślał, że 2h jazdy na nartach mogą przynieść tyle wrażeń (a właściwie nie sama jazda, tylko dążenie do niej). Uprzedzam, że jeśli ktoś chce się dowiedzieć z tej relacji czegoś o warunkach, to musi przewinąć trochę w dół. Jednak zachęcam do przeczytania całości, żeby mieć pełen obraz sobotniej jazdy. Jako, że nie wiem od czego zacząć, zacznę od początku. Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu, kiedy w centralnej Polsce pojawiły się mrozy i spadł śnieg. Codzienne przeglądanie kamer na lubelskich stokach zaowocowało pomysłem jednodniowego wypadu na narty. Do tego pomysłu namówił mnie też Marboru. Mieliśmy już pewien plan - Kazimierz/Rąblów albo Chrzanów. Jednak wszystko zmieniło się w ciągu ułamku sekund. Szedłem oblodzonym chodnikiem i nagle ŁUP! Upadek. Jako, że ledwo wstałem, oznaczać mogło to jedno - narty, na które miałem pojechać w przyszłym tygodniu stanęły pod wielkim znakiem zapytania. W szpitalu okazało się, że to tylko stłuczenie (lewego kolana). Przez to "tylko stłuczenie" przez 3 dni chodziłem wyłącznie o kulach. Miałem jednak ogromną motywację - zbliżający się wyjazd narciarski. Starałem się ze wszystkich sił ćwiczyć tak, aby móc za kilka dni zrobić pierwsze szusy na śniegu w tym sezonie. Lekarz powiedział, że mogę jechać. Jednak im bliżej wyjazdu, tym bardziej obawiałem się niego. Wątpliwości rozwiał telefon Mariusza (marboru) - okazało się, że jedyny lubelski ośrodek zostanie zamknięty przez panującą odwilż. Trudno. Przynajmniej udało się kupić nowe Heady. Kolejny tydzień to kolejne plany i mnożące się pytania, na które nie mogliśmy odpowiedzieć - co ruszy? Ile tras? Kiedy??? Mimo tego pojawił się zalążek pomysłu wspólnego nartowania - sobotni Rąblów. Zalążek rósł - i wyrósł z niego spory owoc - jak się okazało "ciężki orzech do zgryzienia". Ale co tu dużo pisać. W końcu kupiłem bilet na Polski Bus do Radomia na 6:15. Wszystko przygotowane - jeszcze tylko ostateczne ustalenia z Mariuszem (chcieliśmy się jak najlepiej spiknąć) - i można zaczynać właściwą relację... Pobudka 5:30, szybkie śniadanko i hop do samochodu. Tata podrzucił mnie pod autokar, więc niedługo później siedziałem już wygodnie z myślą, że za 4h będę śmigał z Mariuszem, z którym chciałem spotkać się już rok temu. Myśli są jednak błędne i kruche... Po 40min jazdy zrobiliśmy nieplanowany postój. Okazało się, że dalej NIE POJEDZIEMY. Zapasowy autokar miał przyjechać za pół godziny. Przyjechał po 1h 10. minutach. W Radomiu zamiast o 8 byłem o 9. Całe szczęście Mariusz mnie szybko znalazł i mogliśmy już jechać prosto na narty. No właśnie. Szybko i prosto. ZA szybko i ZA prosto... Gadało nam się bardzo przyjemnie. Nic nie zapowiadało nadchodzącego zdarzenia… Aaaa! Droga się kończy. Słup, drzewo i ŁUP! W tym momencie na prawdę nie wiem co napisać. Ciężko jest o tym cokolwiek pisać. Krótko mówiąc, nie mogliśmy się ruszyć. Nieoceniony okazał się Piotrek (expat) oraz Tata Mariusza. Po godzinie od wypadku byliśmy już w drodze do... salonu Toyoty! Po załatwieniu wszystkich formalności wyjechaliśmy nowiutkim samochodem. Tym razem wszystko już poszło zgodnie z planem. Powiem tyle, że z Mariuszem bardzo przyjemnie się jedzie - cały czas rozmawialiśmy o wszystkim w miłej atmosferze. Jeśli chodzi o nasz cel, to zmieniliśmy go na Kazimierz. Okazało się, że jest mało ludzi, więc 2h będą bardzo intensywne. Na miejsce docieramy o 13:30. (Taka ciekawostka - do Kazimierza jechałem tyle, co zwykle na Słowację). Idziemy pod kasy i kupujemy 2 godzinki za 40 zł. Robimy jeszcze pamiątkowe fotki naszych nart... ... I hop na stok! Trzeba przetestować nowy nabytek - Head Supershape i.Rally 163 16/17 (dzięki wszystkim za pomoc w doborze nart). Czynna była trasa niebieska (590m) oraz przedszkole narciarskie (110m) z wyciągiem zaczepowym. Dzięki temu, że w ośrodku jest kilkanaście najnowocześniejszych armat Supersnow (jest też kilka innych firm) stok udało się naśnieżyć w krótkim czasie. Trasa czerwona nie została do końca naśnieżona. Wąwóz (snowpark) też potrzebuje jeszcze dostawy białego. Nie ma tłoku na stoku - na wyciąg wchodzimy praktycznie bez kolejki. Na nartach jeździ się świetnie! Pięknie wcinają się w każdy lód, który gdzieniegdzie nieopatrznie pojawił się na stoku. Według mnie te narty są idealne do jazdy dla średniozaawansowanych osób, które chcą przeskoczyć kilka szczebli wyżej. Mariusz dał mi się raz przejechać na swoich Salomonach. Czułem się, jakbym tratował każdą napotkaną nierówność! Do 15:55 czynny był tylko jeden wyciąg – dowiedziałem się od obsługi, że drugi ma awarię. Jednak jak widać panowie cały czas coś dłubali. Kiedy skończyliśmy jazdę, wyciąg ruszył. Jazdę kończymy przy klimatycznym świetle. Na koniec zaczepił nas Piotrek, który często odwiedzał forum „incognito”. Z tego, co widzę, zalogował się już jako@broom. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś razem pośmigać i dłużej pogadać. Po dwóch godzinach intensywnej jazdy idziemy na pizzę – jest naprawdę świetna! Potem wracamy, żegnamy się i hop do busa. Udało mi się wskoczyć do niego na dwie minuty przed odjazdem. Całe szczęście już bez przygód dotarłem do Warszawy. Moja podróż zajęła prawie 15h. Jazdy na nartach było tylko 2h. Powiecie, że to nie miało sensu? Zapytacie czy żałuję (bo przecież w tym czasie mogłem obrócić do Szczyrku i pośmigać tam nawet 5h)? Odpowiedź to NIE! Narty to jedno, ale towarzystwo, w którym się jedzie, jest najważniejsze. I nie ważne czy się jeździ po ośrodkach, które mają kilkadziesiąt km tras, czy po trasie 600m. Pod koniec napiszę, że planowałem ten wyjazd 2 tygodnie. Dzięki takiemu oczekiwaniu i wielu przeciwnościom doceniłem to, że mogłem pośmigać chociaż te 2h. Na koniec – jeszcze raz Wielkie Dzięki Mariusz! Gdyby nie Ty, siedziałbym cały dzień z myślą „kiedy w końcu rozpocznę śnieżny sezon?”. Fajnie było pogadać i razem spędzić ten wyjątkowy narciarski dzień w fantastycznym miejscu. Pozdrawiam Marcin ~leitner
-
Narty wbiłem na śniegu, ale nie na stoku (trasa za nami była zamknięta), więc nikt nie powinien tego odebrać jako sygnał wypadku
- 3 220 odpowiedzi
-
- polska
- warunki narciarskie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Cóż. Najważniejsze że wszyscy są cali i zdrowi. Sapient, gdyby Mariusz zaczął skręcać trochę później, to moglibyśmy skończyć na drzewie albo betonowym słupie. Różnie mogłoby to się skończyć.
- 17 odpowiedzi
-
- 2
-
-
- kazimierz dolny nad wisłą
- stacja narciarska kazimierz
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Mały spoiler z Kazimierza. Dodam, że słowo "spoiler" nie jest przypadkowe". Warunki bardzo dobre - na samej górze po prawej i na dole było odrobinę lodu. Twardo. Czynna trasa niebieska i jeden wyciąg (drugi ruszył przed 16 po usunięciu awarii). Moja relacja pojawi się późnym wieczorem albo jutro. Marboru na pewno skrobnie coś szybciej.
- 3 220 odpowiedzi
-
- 8
-
-
- polska
- warunki narciarskie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kto by pomyślał, że tyle nas jeszcze czeka? Przynajmniej zwiedziłem Radom i obejrzałem nowe modele Toyoty. Wszystkiego dowiecie się wieczorem
-
Sorry, że relację wstawiam tak późno mi kawałkami, ale mam spory problem ze zdjęciami - pomieszały mi się i szukam ich po różnych zakątkach trzech kart pamięci i w telefonie. Do świąt powinienem skończyć.
-
No to po śniegu (albo przed nim) może wstąpić do hotelu na symulator. Bardzo polecam - ćwiczyłem na nim w tym roku. [emoji33] [emoji33] [emoji33] Nie zauważyłem. Dzięki! Ech... a dzisiaj pisałem coś na wzór matury z polskiego. Ciekawe, że z ortografią zazwyczaj nie mam problemów - gorzej ze stylem. Pożądany też pasuje
-
Jutro napiszę co i jak. Testy Headów będzie nadzorował znany i szanowany Forumowicz.
- 452 odpowiedzi
-
- testy nart
- worldskitest
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Korzystając z chwili odpoczynku podszedłem do górnej stacji kolei towarowej. Przy schronisku stały takie oto rzeźby Po zjedzeniu ciasta morelowego w schronisku ruszamy na dół. Standardowo przechodzimy trawersem przez śnieg. Na dole widzimy malowniczą dolinkę, do której schodzimy. Co jakiś czas odwracamy się do tyłu, żeby podziwiać najwyższy szczyt Austrii wraz z lodowcem. Po zejściu do dolinki robimy przerwę przy potoku. Woda jest niesamowicie zimna – udało mi się wejść „po kostki” – w końcu jeszcze kilkadziesiąt minut temu ta woda wypłynęła z lodowca… Po przerwie idziemy nad malowniczym wąwozem. Kiedy weszliśmy już na szeroką szutrową drogę, zauważyliśmy taką oto wannę. Może chciałby się ktoś wykąpać Jeszcze tylko kilkaset metrów i hop do busa. Za nami 13km, 900m w górę i 1300m w dół. Trzeba odpocząć, bo następny dzień będzie ostatnim trekkingowym.
-
Kolejny dzień trekkingu. Dzień piąty – Wyżej od najwyższych, niżej od najwyższego I znowu trzeba zejść na śniadanie. Dwa piętra. Mimo intensywnego rozciągania chodzę jak po szpilkach. Jednak ból jest mniejszy niż na początku - widoczny znak, że aklimatyzacja postępuje. Na zewnątrz piękny widok - żywa zieleń połączona z szumiącym potokiem, wysokimi górami i błękitnym niebem przypomniały, że znajduję się w miejscu, o którym marzyłem od kilku lat. Jest pięknie - ruszamy w góry! Najpierw jedziemy busem ok. godzinę do Lucknerhaus (1946 m. npm.) Po drodze mijamy klimatyczny kościółek z ośrodkiem narciarskim w tle. Już na parkingu widzimy "Górę nad górami", Króla Austrii, majestatycznego, niedostępnego, skalistego, nieco ośnieżonego, Najwyższego. A imię jego Grossglockner. Zachwyceni, zauroczeni, zakochani...? "Pomnik" z opisem tutejszego miejsca. Idziemy w jego stronę przyjemną dolinką, która subtelnie i nienachalnie pnie się do góry. Idziemy bowiem szutrową drogą prowadzącą do schroniska. Bezchmurne niebo powoli zaczyna tracić swój błękitny blask. Tymczasem docieramy na pierwszy postój. W tym miejscu wspomnę, że większość schronisk jest zaopatrywana przez koleje linowe towarowe. Niestety "Materialeseilbahn" nie podwożą zmęczonych turystów. Większość czasu spędziłem na cykaniu fotek i podziwianiu tych cudów techniki. Niby proste to jak budowa cepa, a jednak zachwyca swą stalową lekkością, pięknym wpisaniem się w krajobraz i smukłą sylwetką. No nic. Trzeba iść dalej. Idziemy wzdłuż kolejki Przy ścieżce dostrzegamy tłuste świstaki wygrzewające się na alpejskim słoneczku, które powoli się chowa za taurowymi chmurami. Co jakiś czas odwracam się, żeby nasiąknąć tymi niebiańskimi widokami. Zdjęcia nie oddają nawet połowy tego, co się czuje będąc w takim miejscu, ale, jak się później okazało, to nie koniec wspaniałych krajobrazów. Niskie trawy zamieniają się w wysokogórską roślinność, która szybko niknie na rzecz skał. Pojawiają się pierwsze w tym dniu plamy śniegu a w oddali widać dość dziwny kształt. Po kilkudziesięciu metrach widać, że to schronisko, do którego zmierzamy. Przyznam, że od pewnego momentu nie robiłem odpoczynku – chciałem jak najszybciej dojść do celu. Odciąłem się od wszystkiego – nie patrzyłem, kto idzie za mną albo przede mną. Patrzyłem niemal wyłącznie pod nogi. W końcu docieram na górę. Mimo zmęczenia nie padam twarzą na ziemię, tylko podziwiam niesamowite widoki – przede mną roztacza się panorama kilkudziesięciu wysokich szczytów, które podziwiam „z góry”. Z tyłu widać było kawałek Grossglocknera – całe szczęście wziąłem lornetkę. Odpoczynek robimy w schronisku Stüdlhütte 2802 m n.p.m. Sorry, ale zdjęcie jest z wikipedii - moje się rozmazało.
-
Symulator narciarski (taki pożądny) jest w Czarnym Groniu.
-
Powodzenia. Trzymaj się! Co do Kasprowego, to na szczycie leży już 75cm a na Hali Gąsienicowej prawie 50cm! Może już niedługo...
- 3 220 odpowiedzi
-
- polska
- warunki narciarskie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Pierwsze nizinne nartowanie w sezonie 2016/17 - Stacja Narciarska Kazimierz
leitner odpowiedział marboru → na temat → Marboru - relacje
Dzisiaj ruszyła wyrwirączka (stok dla młodych narciarzy). W nocy chyba naśnieżali, bo kamerka jest cała zasypana.- 7 odpowiedzi
-
- kazimierz dolny
- lubelskie narty
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:







