No daje to do myślenia... osobiście nigdy sie z czyms takim nie spotkałem.Zawsze ktoś(tylko nie wiem ilu wczesniej przejezdzało) zatrzymywał sie przy poszkodowanym.Dla mnie to jet oczywiste,że jak ktos leży podjezdżam.A jeżeli mijam rozrzucony sprzę to zbieram ,dojeżdżam i pytam czy wszystko w porządku,jak sie nazywasz itp. Mam nadzieje,że był to przypadek jeden na tysiące,że nikt sie nie zaintereował. Ale oznacza to,że znieczulica dotarła równiez na stoki narciarskie:eek: