Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.02.2010 w Odpowiedzi
-
Relacja ze skansenu Tak jak zapowiadałem po opadach śniegu wybrałem się na Skrzyczne. Ten śnieg chyba sypał wszędzie tylko nie na Skrzycznem. Jak sięgam pamięciom to kolejka startowała o 8:00 ale wczoraj sprawdziłem i na stronie COS-u pisze,że od 8:30 Ja sobie nie bardzo ufam a co dopiero komuś ,byłem więc o 7:45 w SzCyrku . Załapałem się się na darmowe miejsce parkingowe przy drodze.Oczywiście nie odśnieżone tylko rozjeżdżony śnieg przez inne pojazdy. Dałem się do kasy ale "zonk" oczywiście zamknięta. Kartka informuje,że kasa czynna do 16:45 ale od której to już nie pisze. Pobiegłem na peron i widzę ludziska wsiadają (pojedyncze egzemplarze) i jadą do góry a nie są to pracownicy. Pytam obsługę od której "jeżdżą" i tu :eek: moja kopara tak opadła. Odpowiedź brzmi już "jeździmy" normalnie od 8:00 ale przez ferie startujemy pół godziny wcześniej czyli jak ma się kartę z punktami lub bilet o 7:30 można już śmigać na Skrzyczne. Oczywiście panie do kasy weszły o 8:03 ,nim pootwierały ten bajzel to była 8:10. To co ujrzałem z krzesła to była katastrofa. Fisówka jednak była naśnieżona (kiedyś tam) i ratrakowana wczoraj,celowo nie piszę wyratrakowana bo to by była przesada. Na polskie warunki dałbym 4+ Na standardy alpejskie -4 i to byłaby ocena zawyżona Doliny po stronie Fisówki naśnieżone i ratrakowane ocena 4 Gdybym tu przyjechał z górnego śląska lub z dalsza wściekł. Ale z B-B 18km od 8-mej do 11-tej można wpaść i po sztruksie pojeździć bez kolejek.6 punktów
-
Atomic kolekcja nart na sezon 2010/2011 http://www.skionline.pl/galerie/?co=galerie&g_co=galeria&g_id=627&g_numer_zdj=13 punkty
-
Elan kolekcja nart 2010/2011: http://www.skionline.pl/galerie/?co=galerie&g_co=galeria&g_id=628&g_numer_zdj=11 punkt
-
Cześć, jeszcze żyjemy U nas ciągle słońce. Od niedzieli dowaliło ludzi (chyba większość niemieckich landów zaczęła ferie), kolejki rano do gondoli na średnio 40 minut stania (już o 8.30 rano !). Generalnie powtarza się sytuacja sprzed roku, i można nieśmiało postawić tezę, że trzeci tydzień lutego w Soelden to zenit high season'u i lepiej wybierać inny czas na wyjazd - niestety jeszcze póki co to ja się muszę dopasować... W piątek wieczorem dotarli nasi znajomi, mieszkają trochę poniżej (czyli w stronę autostrady) nas. Przez sobotę się ukrywali ale już w niedzielę spotkaliśmy się na stoku na chwilę, a w poniedziałek zrobiliśmy z nimi turystyczną wyprawę na lodowce (znajomi są pierwszy raz za granicą na nartach). Co ciekawe - jeżdżą trzy pokolenia - dziadek, ojciec i syn. Szczegóły w materiale wideo: [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Dziś się po południu zachmurzyło, osobiście czekam na opad śniegu żeby móc wreszcie na desce pojeździć. Jeździmy jeszcze czwartek i piątek, w sobotę wyjazd. Pzdr.1 punkt
-
Rossi Attraction 1 albo 3, moja zona jeździ na 3 i waży 52 kg, wzrost podobny, ona te 3 uwaza za narty bardzo "lajtowe" i rekraacyjne, super przyjemne, świetnie chodzą zwłaszcza na gorszych, rozkopanych stokach i w miękim śniegu, poza tym też dobrze, właśnie dobre do jazdy na krawędziach na niespecjalnie stromych stokach. Obie te deski powinny Ci pasować, długosć około 150 cm (lekko ponad) ale i na 146 też pojeździsz skoro predkości wielkich nie rozwijasz.1 punkt
-
Przykład jak długo trwają w Polsce starania o pozwolenie na realizację inwestycji. Wprawdzie nie z mojego sudeckiego podwórka, ale jak w tym tempie mają powstawać inwestycje w Polsce to nie wróżę naszemu krajowi świetlanej przyszłości. Kalendarium starań o pozwolenie na realizację projektu inwestycyjnego pn. „Siedem Dolin” 13.06.2005r. Postanowienie Dyrektora Popradzkiego parku Krajobrazowego nr ZPPK.7045/ZJ-9/05) pozytywnie opiniujące Studium. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 21.09.2005r. Rada Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna podejmuje uchwałę Nr XXX/362/2005 o przystąpieniu do sporządzania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego zespołu sportowo-rekreacyjnego „Szczwaniczek” na terenie wsi Złockie i Jastrzębik. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 04.05.2006r. Burmistrz Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna zwraca się do Wojewody Małopolskiego o uzgodnienie ww. projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 24.05.2006r. Postanowienie Dyrektora Popradzkiego Parku Krajobrazowego, znak: ZPPK.7041-ZJ-8-06, odmawiające uzgodnienia projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego zespołu sportowo-rekreacyjnego „Szczwaniczek” na terenie wsi Złockie i Jastrzębik. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 12.07.2006r. Pismo Przewodniczącego Rady Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna i Burmistrza Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna do Wojewody Małopolskiego w sprawie zmiany Rozporządzenia Wojewody Małopolskiego Nr 5/05 w sprawie Popradzkiego Parku Krajobrazowego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 18.07.2006r. Pismo Społecznego Komitetu Wspierającego Budowę Stacji Narciarskich Siedem Dolin do Wojewody Małopolskiego przekazujące podpsiu mieszkańców wsi Złockie i Szczawnik, wspierająca pomysł realizacji tej inwestycji. (zobacz dokument) 28.07.2006r. Odmowa Wojewody Małopolskiego zmiany Rozporządzenia Wojewody Małopolskiego Nr 5/05 w sprawie Popradzkiego Parku Krajobrazowego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 02.06.2006r. Zażalenie Burmistrza Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna na postanowienie Dyrektora Popradzkiego Parku Krajobrazowego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 06.09.2006r. Postanowienie Ministra Środowiska, znak; DLOPiKp286/3-72/6152/06/tp/js, utrzymujące w mocy postanowienie Dyrektora Popradzkiego Parku Krajobrazowego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 13.09.2006r. Spotkanie w Ministerstwie Środowiska z udziałem Ministra Jana Szyszki, Sentora Stanisława Koguta i Waldemara Serwińskiego Burmistrza Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna. Podczas spotkania Minister Szyszko nie widział przeszkód, po stronie ministerstwa, w realizacji projektu „Siedem Dolin”. Jedyny problem stanowić miało Rozporządzenie Wojewody Małopolskiego Nr 5/05 w sprawie Popradzkiego Parku Krajobrazowego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 13.09.2006r. Spotkanie w Ministerstwie Środowiska z udziałem Pana Andrzeja Szweda-Lweandowskiego Generalnego Konserwatora Przyrody, Senatora Stanisława Koguta i Waldemara Serwińskiego Burmistrza Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna. Generalny Konserwator Przyrody uznał, że Natura 2000 nie ogranicza realizacji projektu „Siedem Dolin” i nie widzi żadnych problemów ze strony swojego urzędu. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 26.09.2006r. Burmistrz Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna wnosi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, skargę na postanowienie Ministra Środowiska. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 18.10.2006r Pismo Burmistrza Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna do Wojewody Małopolskiego w sprawie uchylenia Rozporządzenia Nr 5/05 w sprawie Popradzkiego Parku Krajobrazowego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 25.10.2006r. Pismo Społecznego Komitetu Wspierającego Budowę Stacji Narciarskich Siedem Dolin do Wojewody Małopolskiego przekazujące podpisy z poparciem dla tej inwestycji polityków, samorządowców i innych osób związanych z Regionem.(zobacz dokument) 09.11.2006r. Spotkanie Wojewody Małopolskiego ze Społecznym Komitetem wspierającym budowę stacji narciarskich „Siedem Dolin”, do którego doszło w siedzibie Firmy FAKRO. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 10.11.2006r. Pismo Społecznego Komitetu Wspierającego Budowę Stacji Narciarskich Siedem Dolin do Wojewody Małopolskiego przekazujące kolejne podpisy polityków z poparciem dla tej inwestycji. (zobacz dokument) 29.11.2006r. Pismo Wojewody Małopolskiego do Burmistrza Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna odmawiające uchylenia Rozporządzenia Nr 5/05 w sprawie Popradzkiego Parku Krajobrazowego. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 07.03.2007r. Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (Sygn. akt IV S.A./WA 2037/06) oddalające skargę Burmistrza Miasta i Gminy Muszyna. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 17.03.2007r. Burmistrz Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna wnosi do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, skargę kasacyjną na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 25.06.2007r. Apel Społecznego Komitetu Wspierającego Budowę Stacji Narciarskich Siedem Dolin do Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego o osobiste zainteresowanie się przewlekłym prowadzenie sprawy przez podległych Mu urzędników. (zobacz dokument) 24.07.2007r. Narada w Ministerstwie Środowiska z udziałem Wicewojewody Małopolskiego, Senatora Stanisława Koguta i Burmistrza Miasta i Gminy Muszyna, podczas której ustalono, że dokonana zostania zmiana Rozporządzenia Wojewody Małopolskiego Nr 5/05 w sprawie Popradzkiego Parku Krajobrazowego, w celu umożliwienia budowy wyciągów narciarskich na obszarze Popradzkiego parku Krajobrazowego, po sporządzeniu raportu oddziaływania na środowisko. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 21.08.2007r. Pismo Wojewody Małopolskiego do Pana Stanisława Koguta Senatora RP informujące o inwestycjach jakie mogą być realizowane w Popradzkim Parku Krajobrazowym. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 05.09.2007r. Burmistrz Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna ponownie zwraca się do Wojewody Małopolskiego o uzgodnienie projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Zespołu sportowo-rekreacyjnego „Szczawniczek”. (dokument w zasobach UMiG Muszyna) 28.09.2007r. Ponowny list otwarty Społecznego Komitetu Wspierającego Budowę Stacji Narciarskich Siedem Dolin do Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego.(zobacz dokument) 23.03.2009r. Spotkanie w Starostwie Powiatowym w Nowym Sączu z Minister Rozwoju Regionalnego Elżbietą Bieńkowską (zobacz sprawozdanie) 4.06. 2009 r. Posiedzenie Komisji Wspólnej Samorządów Terytorialnych i Gospodarczych Małopolski (zobacz sprawozdanie) 5.06.2009 r. Uchwała intencyjna Komisji Wspólnej Samorządów Terytorialnych i Gospodarczych Małopolski w sprawie projektu Siedem Dolin (zobacz dokument) 4.09. 2009 r. Spotkanie w Starostwie Powiatowym w Nowym Sączu z Dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie Stanisławem Sennikiem (zobacz sprawozdanie) 20.10.2009r. Pismo Społecznego Komitetu Wspierania Realizacji Stacji Narciarskich do Starosty Nowosądeckiego Jana Golonki (zobacz dokument) 22.10.2009r. Spotkanie przedstawicieli Społecznego Komitetu Wspierania Realizacji Stacji Narciarskich z burmistrzem Miata i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna Janem Golbą (zobacz sprawozdanie) 4.11.2009 r. Odpowiedź Starosty Nowosądeckiego Jana Golonki na pismo Komitetu (zobacz dokument) 12.11.2009r. Odpowiedź burmistrza Miasta i Gminy Uzdrowiskowej Muszyna Jana Golby na pismo Komitetu (zobacz dokument)1 punkt
-
Lawn - to po co piszesz niegrzeczne teksty pod adresem ludzi, których nie znasz. W ten sposób sam się spychasz na szeroki margines ludzi, którzy piszą w internecie byle co i nie liczą sie z innymi. Jak masz swoją opinie to ją wyraź w sposób werbalny, przedstaw argumenty i tyle - jak w drugim twoim poscie, inaczej robisz "zdawkowy śmietnik". Człowiek pyta o jedną nartę, wyraża zarys swoich preferencji i doświadczeń to i odpowiedź dostaje opartą co najwyżej na tych ramach, jest ona też mniej więcej i można dalej wchodzić w szczegóły - tu jest niezbedna interakcja a nie monolog i własne przemyślenia, które pytającego mogą wcale nie interesować. Chce jednej narty w miarę uniwersalnej i jeśli uważasz, że któraś z nich taką nie jest to powiedz która i jakie masz z nią doświadczenia, wiadomo,że dwie narty bardziej wyspecjalizowane to lepsze rozwiązanie, sam takie stosuje, mam nawet trzy pary, ale pytanie było inne. Moża twoja sugestia jest celna ale nie każdemu pasuje takie rozwiązanie. Duel jest akurat nartą dosyć podobną do Tornado, tyl, że da sie nim jeździc w miarę krótkim skrętem. Do slalomki to bym kogoś kto jeździł na nartach z nieco innej epoki i podejrzewam technikę opiera na klasyku to bym nie namawiał. Ale to już tylko moje zdanie i domniemania.1 punkt
-
Nie wiem kolego, o co ci biega - mihumor tu zawsze dobrze doradza i nigdy marketingiem się nie posługuje, zawsze pisze o nartach, na których jeździł i pisze obiektywnie. Wracając do tematu, to ostatnio piękne narty Rossignol sprzedaje - rocznicowe, całe czarne slalomki - widziałem wczoraj w sklepie i nawet fajniejsze są od Mutix. Cena z okuciem 2K. Jeśli opis twoich potrzeb, jest taki, jak przedstawiłeś, to by były narty dla Ciebie.1 punkt
-
postanowilem odgrzac ten temat w ramach weekendowego testu. mozna sie i usmiac z malego Hochfichtu, ale mimo wszystko wiele za nim przemawia. oczywiscie jesli ktos wyrywa sie raz na rok na tydzien to potrzebuje zaraz 3 dolin ale za tym malym austriackim, niskopiennym osrodkiem wiele przemawia. jeszcze nie bylem, znam z opowiadan narciarzy ktorzy duzo jezdza bo mieszkaja w austrii i bardzo sobie go chwala. rzeczywiscie znacznie taniej niz w wiekszych osrodkach, ale podobno trasy swietnie przygotowane (20km. duzo to czy nie nie mnie osadzac. dla mnie to weekendowy cel bo tylko 110km od domu). przemawia tez fakt ze ten karzelek ma DWIE trasy FISowskie. www.hochficht.at po weekendzie szerzej opisze wrazenia bo bede testowal. wreszcie na forum pojawia sie wiadomosci z pierwszej reki postaram sie dorzucic zdjecia.1 punkt
-
Miałam przyjemność gościć w domu takiego domokrążcę i starał się używać bardzo madrych słów. Na sam koniec oświeciłam go, że ja i moja mama skończylyśmy wydział chemii... Generalnie nawet jeśli to działa to nie powinno sie pić wody aż tak pozbawionej wszelkich substancji minerlanych. My używamy zarówno w pracy jak i w domu zwykłego filtra węglowego z takim małym kranikiem, wystarczy dbać o to żeby wymieniać filtr.1 punkt
-
Nie panikuj, taki rdzawy nalot to normalka, jak sie narty po jeździe potrzyma w boksie kilka dni to juz wychodzą, zejdą po dniu jazdy, papier ścierny oszczędź do innych prac. Niemniej ich obecnosć nie ma związku ze stanem naostrzenia nart, mogą być ostre, ktoś dzien jeździł i leżały długo - pojawił sie nalot albo i są całkiem tępe.1 punkt
-
Tak. To ta droga. Przeważnie z niej korzystam w drugą strone gdy są korki od strony Innsbrucku, wtedy spadam z auttostrady i uciekam na drugą stronę, tam psa z kulawą nogą a na landówce szybko się zatyka bo kupa ludzi ucieka z autostrady. Jeśli się nie pogubisz to przejazd jest szybki, ruchu tam nie ma wcale, droga poza początkiem po przejechaniu przez autostradę tez specjalnie kręta nie jest, terenów zabudowanych nie za wiele, na pewno mniej niż na tej głównej po drugiej stronie autostrady. Co do jazdy przez St.Johan do Worgl to jest to krótsza droga niz autostrada przez Rosenhaim, która sama w sobie nie jest zbyt szybkim odcinkiem (dużo ograniczeń i zawsze duży ruch) więc nawet jak na autostradzie korka nie ma to i tak niewiele dłuzej to wychodzi - a droga ładna i dużo pięknych miejsc jak i tras narciarskich do pooglądania (cały Ski Welt po drodze)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Na dechach z Madonną Młoda Rosjanka lśni jak foka. Lecz jej futro nie jest z tych po carsku przebogatych, długich i ciężkich. Ciężka była na nim tylko metka: jakieś 6-7 tysięcy euro. W soboty włoscy didżeje organizują pod górskimi schroniskami dyskoteki. Oni już wiedzą, jak rozpalić narciarki. Foczy kurtałek ma kaptur i sięga za pupę. Zgrabną pupę, bo czy kto widział, aby nowy Ruski przywoził sobie w Dolomity paszteta? Jedyny pasztet, jaki uznają "bizniesmieny” to foie gras, kosztowny francuski delikates, gorszy w smaku do naszej gminnej wątrobianki, ale otoczony taką legendą, że kuca przy nim nabożnie każdy snob. Wołżańska rusałka podziwia ciuchy w ekskluzywnym butiku "Siting Bull” - Siedzący Byk. Kowbojskie płaszcze z łaciatej końskiej skóry, buty z kobry, te sprawy. Można usiąść z wrażenia, zwłaszcza gdy – jak ja - nie jest się finansowym bykiem. Od Sisi do Iwana Tak, włoska Madonna di Campiglio od zawsze była kurortem elitarnym. Dawniej bywała tu księżna Sisi i cała chmara Franzów Josefów z zacnego rodu Habsburgów. Dziś bywają tu kagiebowskie Iwany, z których wyrosły kapitalistyczne pany. To dla nich wystawia się za szybami butików zegarki za 30 tysięcy euro lub kożuszki za 10 tysięcy euro, to dla nich w alpejskiej mieścinie otworzyli butiki Prada, Versace oraz Dolce z Gabaną. To są oczywiście Włochy, a nie Tuszyn, więc nie ma tu ostentacji i nachalstwa, nic tu nie krzyczy, nie łoi po oczach, nie gwałci poczucia smaku. Prawdą jest jednak bezsporną, że "nowi Rosjanie”, jak w owym słynnym kawale, nie kierują się przy zakupach estetyką, lecz ceną – im wyższa, tym lepiej. Złote gogle wysadzane kryształkami Svarowskiego, szwajcarski zegarek na narty nafaszerowany funkcjami niczym stacja kosmiczna Mir, tyle że dużo bardziej niezawodny, brylantowy wisior wyrzucony pod polar – to jest to, co cieszy się tu wzięciem. Choć trzeba przyznać, że narciarski kask obciągnięty prawdziwą skórą krokodyla prezentuje się naprawdę efektownie. Urlop na fototapecie Czasem "nowi Ruscy” lubią też sobie wynająć stok na kilka godzin. Dla dwóch, trzech osób plus ochrona, rzecz jasna. Na jednej z czerwonych tras w masywie Madonny natknąłem się na baner z napisem "reserved”. Poczekałem u wylotu kilka minut i się doczekałem: pokraka z twarzą Kałmuka, blondyna z twarzą anioła i dwóch bez twarzy, bo w kominiarkach. Zdaje się, że nie mieli też szyj. Potem słyszałem, jak grupa Polaków nazywała ten szlak "Ruskim Stokiem”. Ale przecież Madonna di Campiglio to nie tylko rewir Rosjan. Tradycyjnie zjeżdżają tu Włosi, Niemcy, Austriacy, a w ostatnich latach coraz więcej tu Czechów i Polaków. Położony w malowniczym - jak z fototapety - dorzeczu pomiędzy grupą Dolomitów Brenta's i lodowców Adamello i Presanelli, jest miasteczko jednym z najważniejszych ośrodków alpejskich w tej części Europy. Odbywają się tu słynne puchary świata w slalomie gigancie i mieścina, która na co dzień liczy zaledwie 700 mieszkańców, w sezonie pęka w szwach. No, ale te szwy są pociągnięte solidnym cywilizacyjnym ściegiem. Przez wieki ścierały się tu, a raczej uzupełniały i wzbogacały, kulturowe wpływy Włoch, Austro-Węgier, Tyrolu, co dało w rezultacie mieszankę włoskiego luzu i fantazji z niemiecką solidnością maczaną w uroczym alpejskim stylu. Jeśli dodać do tego słoneczne dni, które są tu liczne nawet w zimie, oraz księżycowe krajobrazy Dolomitów, to można śmiało powiedzieć, że jest to jeden z najbardziej uroczych zakątków Europy. Niech się chowają nasi zakopiańscy kaszaniarze w swych zażółconych parzenicach i z chciwością wypisaną na rumianych gębach. Nasi rodacy wiedzą, po co tu przyjeżdżają. Na mapce, którą wręczono mi przy gondoli na najwyższy w okolicy szlak narciarski z przełęczy Passo Groste (2444 m. n.p.m.), naliczyłem aż 27 rozmaitych wyciągów i 33 trasy, które zsumowane dały 42 kilometry czystej przyjemności. Ale jak można przeczytać w przewodniku, w całym kompleksie Madonny di Campiglio (obejmującym także masywy Marillevy i Folgaridy) hula 57 wyciągów i czeka aż 150 kilometrów stoków i 40 kilometrów tras narciarstwa biegowego. To jest naprawdę gigantyczny pieniądz, bo wszystkie wyciągi dają - jak to się brzydko pisze w technicznych opracowaniach - pojemność osobową rzędu 31 tys. osób na godzinę. Kolejki chodzą przez 8 godzin dziennie. Tygodniowy ski pass, czyli elektroniczny karnet obejmujący wszystkie wyciągi, kosztuje ponad 200 euro. Ceny Za tygodniowy pobyt trzeba zapłacić od 1 do 1,5 tys. Dojazd własny, wyżywienie własne. Na szczęście w wielu apartamentach znajdują się aneksy kuchenne z kuchenką, lodówką i zlewem. Koszt ski passa to 197 euro za tydzień na masyw Madonny di Campiglio (w tym 5 euro kaucji; ski pass oddajemy w automacie przy głównym wyciągu). Można tez wykupić ski pass obejmujący dodatkowo malownicze i narciarsko atrakcyjne masywy Marillevy i Folgaridy. Kosztuje to dodatkowe 40 euro. Uwaga: w mieście nie ma bezpłatnych parkingów. Koszt tygodniowego parkowania na strzeżonym parkingu to 100 euro. Włosi lubią też zaskoczyć dodatkowymi opłatami, które naliczają nieoczekiwanie przy wyjeździe, np. 30 euro za sprzątanie pokoju. Nie warto więc spłukiwać się "do spodu”. W wielu barach na stokach nie honoruje się kart kredytowych – cash only. Straszne "3 Tre” Dobrzy ludzie powiedzieli mi, że jak raz spróbuję na włoskich stokach, to już mi się odechce Ramzovej, Czarnej Góry i Zieleńca. Coś w tym jest, bo choć jako narciarski neofita kaleczący wszelkie style zjazdu, nadal mam apetyt na zatłoczone czeskie i polskie górki, to już nie taki jednak wielki. Bo jest jak? Oto przechodzisz przez bramkę, do której nie ma kolejki, po czym wskakujesz do gondoli lub na kanapę i zostajesz wywieziony hen w górę, gdzie stajesz na szerokim, wyprasowanym stoku – jakby ktoś nocą przejechał gigantycznym żelazkiem. A potem – na lewo niebieski, na prawo czerwony – mkniesz kilka kilometrów w dół, aby przesiąść się do innej kolejki, która wyciągnie cię w inne, jeszcze bardziej urocze miejsce. Ludzi niewiele, miejsca sporo, widoki takie, że aż się nie chce patrzeć pod nogi, a do tego ostre słońce, które o każdej godzinie dnia wydobywa ze skał inny kolor: od zielonkawego rano po purpurowy przed zachodem. Najstraszniejsza trasa - czarna – to oczywiście słynna mordercza "3 Tre”. To na niej w 1984 roku nasza slalomistka Dorota Tlałka zdobyła laur dla Polski. "3 Tre” jest na ogół przygotowany jak na zawody i jak dla zawodowców. Twardy, ubity nieomal na lód stok ma spadek nawet 65 procent. Nawet się do niego nie zbliżałem, choć rozmawiałem z ludźmi, którzy nim zjeżdżali; niektórzy żałowali, że nie założyli wcześniej pampersa. Polacy w Madonnie naprawdę nie mają się już czego wstydzić. Tu naprawdę widać, że 20 lat wolności posłużyło nam. W Alpy rodacy przyjeżdżają przyzwoitymi samochodami, w knajpach na stoku wcale nie są najbardziej pijani (prawdę mówiąc wcale), ich ciuchy, sprzęt i maniery wcale nie odbiegają od otoczenia. Tym bardziej, że wieczorami i tak najbardziej biesiadni i najgłośniejsi bywają Włosi. To bardzo fajny naród. Ubierają się jak nikt w Europie i mało kto przejmuje się tu kontynentalną obsesją antynikotynową. Widziałem sunącą po stoku modną czarnulę z papierosem w zębach. Palą też na krzesełkach wyciągów. I nikt nie wzywa policji. A z rytualnego cappuccino przy stoliku na wolnym powietrzu nie rezygnują nawet przy minus pięciu. Ba, oni nawet organizują dyskoteki pod gołym niebem i na dwóch tysiącach metrów, tyle że do godz. 16.30. Szusy po sztruksie Rozpusta rozpustą (śnieżna!), ale komuś za to wszystko wypada podziękować. Za splendor gór, za biel dziewiczą, za zdrowie w płucach i w nogach. Komu innemu, jak nie Madonnie? Stoi tu kościółek z kamienia w alpejskim stylu Habsburgów. Belkowanie takie, że próżno by dziś szukać takiego cieśli. A na każdej ławce wyrzeźbione nazwisko fundatora, na ogół były to całe rodziny. Duże, grube, wyraźne litery. Zastanawiam się, co by było, gdyby taka forma wdzięczności kultywowana była na kościelnych ławkach w Polsce. Pewnie by się jakiś oświecony mądrala wyzłośliwiał na temat "katolicyzmu na pokaz”. Jak to jest, że to, co za granicą traktujemy jako interesującą ciekawostkę, u nas odbieramy jako narodową katonapinkę? W nocy warto pójść pooglądać ratraki. Są jak wielkie gady wspinające się pod górę w tumanach śniegu, który same podnoszą. I omiatają zbocze tymi swoimi mocarnymi reflektorami, niczym majster świecący lampą po gładzi gipsowej w poszukiwaniu nierówności. I już warkoczą, już się mozolą, aby zasypać, wyrównać, wygładzić. A rano na stoku - sztruksik. No to szus!1 punkt
-
Młody przedsiębiorca Janusz Borowiec udowodnił, że i w Polsce można produkować narty. Teraz musi dowieść, że można na tym zarabiać. Narty Polsportu były sztywne jak metalowe pręty, lubiły się rozklejać na mrozie, a krzywizny ślizgów w każdym egzemplarzu były inne. Lepszego sprzętu jednak na rynku nie było, więc podhalańska wytwórnia nart Polsport w Szaflarach nie nadążała z produkcją, a narciarze stali w całonocnych kolejkach po deficytowy towar. Wystarczyło jednak otwarcie granic w 1989 roku, by Polskę zalały używane deski z Zachodu i w kilka miesięcy zmiotły z rynku zasłużonego dla polskiego narciarstwa producenta. Chciałem produkować narty Przez dwie dekady nikt się nie odważył na wskrzeszenie produkcji nart w Polsce. Na tym rynku panuje mordercza konkurencja, a potentaci, tacy jak Rossignol czy Atomic, produkują po blisko milion par nart rocznie i mają przewagę technologiczną, która wydaje się nie do nadrobienia. Pierwszym śmiałkiem jest Janusz Borowiec z Gdańska, pasjonat freeski, narciarstwa w stylu wolnym, czyli skakania na skoczniach, jazdy po poręczach w snowparku i śmigania poza przygotowanymi przez ratraki trasami. Borowiec prowadzi zatrudniającą 10 osób spółkę Janimex, handlującą sprzętem sportowym. Kilka lat temu nawiązał kontakty z sieciami handlowymi, które poszukiwały taniego sprzętu narciarskiego. Znalazł producentów w Rumunii i Austrii, którzy za pośrednictwem jego firmy dostarczali hipermarketom tanie narty. – Ale cały czas marzyłem o uruchomieniu produkcji nart, które byłyby technologicznie innowacyjne i konkurencyjne na światowym rynku – mówi Borowiec. W 2007 roku doszedł do wniosku, że stać go na taki eksperyment. Przy udziale znajomych grafików, zatrudnionych do testów narciarzy i specjalistów z firmy NBL Sport z Bielska-Białej, znanej z produkcji desek snowboardowych i do kitesurfingu, ruszyły finansowane przez Janimex prace projektowe. Powstały projekty kilku modeli desek oparte na drewnianym rdzeniu i stosowanej przez większość producentów konstrukcji warstwowej z wstawkami z włókien węglowych i kevlaru. Zagranicą już się poznali Produkcją zajęła się NBL Sport. Choć pierwsze partie nart modelu Majesty trafiły na rynek jesienią 2008 roku, to bieżący sezon jest pierwszym pełnym okresem sprzedażowym. Najbliższe tygodnie przyniosą odpowiedź na pytanie, czy marka ma szansę na sukces. – Chcę sprzedać dziesięć tysięcy par w ciągu trzech lat – zapowiada i deklaruje, że do tej pory znalazł nabywców około tysiąca par. W ubiegłym roku Janimex miał 2,3 mln zł przychodów, z czego około 700 tys. zł przyniosła mu sprzedaż nart. Zdecydowana większość rozchodzi się na Zachodzie, m.in. we Francji, w Austrii i Skandynawii. Sprzedaje je tam po 470 euro (model Neon), 10 proc. taniej, niż kosztują konkurencyjne narty Nordica Ace of Spades. W Polsce Majesty są tańsze – Neony można kupić za 1250 zł. Ceny są dość wyśrubowane w porównaniu ze zwykłymi nartami, które kosztują ok. 200 euro, bo Borowiec postawił na niszę. Freeski i jego liczne odmiany mają zagorzałych fanów skłonnych zapłacić za deski dwa razy więcej niż za standardowy model renomowanej firmy. W zamian mogą na stoku przypiąć do butów narty przystosowane do szaleństw na skoczniach albo do jazdy w świeżym puchu – z interesującą grafiką (jeden z modeli Majesty można pokryć skórą), a do tego produkowane w krótkich seriach przez małe manufaktury. To prawie jak sprzęt na zamówienie. Nowe projekty Kilka modeli Majesty testowały magazyny narciarskie, m.in. norweski „Fri Flyt” i francuski „Skieur”, a wyniki wskazują, że polskie narty (model Luberjack) są lepsze od odpowiedników Atomica i firmy Bluehouse, choć ustępują sprzętowi manufaktury 4FRNT. Borowiec stopniowo rozszerza ofertę – wprowadza do sprzedaży uniwersalne narty dla kobiet, zbliżone cenowo do segmentu popularnego, z grafiką stylizowaną na kaszubskie wzory oraz model dla juniorów. Na razie, jak twierdzi szef Janimeksu, wielkiego biznesu na nartach nie robi. – Wszystkie zyski reinwestujemy w marketing i prace nad nowymi projektami – mówi Borowiec. Teraz firma przygotowuje się do targów ISPO w Monachium, najważniejszej imprezy w roku, na której spotykają się producenci i przedstawiciele sieci handlowych i podpisują kontrakty na następny sezon. Jeśli rynek sypnie zamówieniami, za rok, dwa lata wydatki na uruchomienie produkcji nart Majesty powinny się zwrócić. Potem będzie już z górki. za Newsweek.pl ------------------------------------------------------------------------ No proszę - Polska zaczyna rozkręcać Biznes narciarski... ...nie tylko potrafimy Produkować Wyciągi Narciarskie dla znanych kurortów w Alpach, teraz potrafimy również robić Narty.1 punkt







