Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.04.2010 uwzględniając wszystkie działy
-
Jestem fanem żużla od zawsze - na stadion CKM byłem wabiony rykiem motorów i zapachem metanolu od dziecka. Od jutra zaczyna się już kilkudziesięcioletni mój sezon, jako kibica oczywiście., choć kiedyś gdyby nie sprzeciw rodziców, byłbym w szkółce żużlowej. Zawsze twierdziłem, że jazda na motocyklu ma wiele wspólnego z jazdą na nartach. Znam kilku wybitnych naszych żużlowców, którzy są prawdziwymi demonami na nartach. Oto ilustracja takiej przygody zawodnika żużlowego Rafała Wilka, który teraz ma szanse stać się naszym paraolimpijczykiem na Olimpiadzie Zimowej w Soczi... właśnie w narciarstwie alpejskim. Poczytajcie: http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100404/WEEKEND/8593680833 punkty
-
3 punkty
-
Dla lubiących żeglować, Kapitan Krzysztof Baranowski jest z pewnością tak jak dla mnie wielkim autorytetem... Ci którzy go znają wiedzą, że jest również zapalonym Narciarzem (na końcu będzie kilka słów napisanych przez Niego na ten temat), czyli "Morze i góry, ale niebo wspólne"... ...dla tych, którzy go nie znają... Małe przypomnienie (wikipedia): Krzysztof Tadeusz Baranowski (ur. 26 czerwca 1938 we Lwowie) – żeglarz, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, dziennikarz, nauczyciel, krótkofalowiec SP5ATV. Jako pierwszy Polak dwukrotnie opłynął samotnie kulę ziemską. Absolwent Politechniki Wrocławskiej (inżynier elektronik) i Studium Dziennikarskiego Uniwersytetu Warszawskiego (dziennikarz). 17 czerwca 1972 w transatlantyckich regatach samotnych żeglarzy z Plymouth (Wielka Brytania) do Newport (Stany Zjednoczone) na jachcie "Polonez" zajął 12 miejsce. Po czym odbył dalszą drogę dookoła świata (jako trzeci Polak, po Władysławie Wagnerze i Leonidzie Telidze). W ciągu 272 dni pokonał 35 424 mil morskich na trasie Plymouth – Newport – Kapsztad – Hobart (Tasmania) – Stanley (Falklandy) – Plymouth. Opłynął m.in. przylądki Dobrej Nadziei, Leeuwin i Horn. Rejs zakończył się 24 czerwca 1973 roku. Po raz drugi wyruszył w taki rejs w okresie 2 października 1999 – 30 sierpnia 2000 na jachcie SY Lady B. Rozpoczął i zakończył rejs w portugalskim porcie Villamoura, przepłynął 24 tys. mil morskich trasą równikową, zawijając do 20 portów. Szlak podróży prowadził m.in. przez Wyspy Kanaryjskie, Karaiby, Kanał Panamski, Tahiti, Australię, Seszele, Morze Czerwone i Śródziemne. Pierwszy kapitan polskiego prototypowego żaglowca - barkentyny STS "Pogoria". Prowadził "Pogorię" w regatach "TALL SHIPS' RACES 80" i w rejsie z naukowcami PAN na Antarktydę. W 1983 był pomysłodawcą, założycielem i prowadzącym Szkoły pod Żaglami na żaglowcu "Pogoria", a w 1992 na żaglowcu "Fryderyk Chopin". W latach 60. XX w. był redaktorem w Trybunie Ludu gdzie zajmował się popularyzacją nauki. Wielokrotnie występował w różnorakich programach TVP dla młodzieży (Ekran z bratkiem, Teleranek), propagując żeglarstwo. Od roku 1977 był komentatorem TVP. ...starczy... -------------------------------------------------------------------------- Jak wiadomo również Pan Kapitan był pomysłodawcą oraz założycielem Legendarnej już Szkoły pod Żaglami... ...w chwili obecnej pomysł został reaktywowany. Powołana do tego celu została Fundacja. Trwają eliminacje młodzieży na Rejs na Karaiby. Więcej poczytać można na stronie fundacji: http://www.szkolapodzaglami.org.pl/ Oczywiście, można również pomyśleć o przekazaniu na ^^^ 1% podatku. -------------------------------------------------------------------------- W chwili obecnej można nabyć w księgarniach niedawno wydaną pozycję "Zapiski najemnego żeglarza" - pierwsze wydanie rozeszło się "na pniu"... O czym jest Książka: "Autor zaciąga się na żaglowiec pasażerski niemieckiego armatora "Atlantis". Poprzedni kapitan do ostatniej chwili nie wie, że ma być zwolniony, a nawet gdy się o tym dowiaduje nie bardzo rozumie za co się go zwalnia. A jest to już siódmy kolejny kapitan na tym statku. Krzysztof Baranowski staje przed trudnym zadaniem - w ciągu paru godzin musi wyciągnąć od swojego poprzednika jak najwięcej informacji – jak się okazuje większość wiadomości jest zniechęcająca. Armator życzy sobie, żeby nowy kapitan wychodził jak najszybciej, czyli w środku nocy. Z duszą na ramieniu Baranowski wypływa – mimo usterek, mimo niechętnej załogi, mimo braku znajomości statku. Barkentyna "Atlantis" ożywa, gdy wsiadają pasażerowie. Ale dla kapitana to dodatkowa zgryzota. Nie zaniedbuje on swoich obowiązków wobec pasażerów, co opisuje z przymrużeniem oka, ale równocześnie musi sobie poradzić z niesnaskami w załodze profesjonalnej. Ma świadomość, że ktoś donosi armatorowi o wszystkich jego posunięciach, ale chyba donosy nie są na tyle obciążające, by kapitana zwolnić. Zwolnieni zostają inni członkowie załogi... „Atlantis” ma płynąć na sezon zimowy na Bahamy, ale armator zmienia plany i decyduje się sprowadzić żaglowiec do Hamburga. Jest wyjątkowo sroga zima, ale Baranowski bezpiecznie doprowadza statek do stoczni, zdegustowany jednak tym, że zamiast pływania pozostaje mu nadzór stoczniowy w charakterze dozorcy. Składa rezygnację czym budzi zdumienie armatora, bo jest pierwszym kapitanem, który nie został zwolniony." Polecam ^^^ -------------------------------------------------------------------------- Więcej o Kapitanie, jego Literaturze można poczytać na Jego stronie internetowej: http://www.krzysztofbaranowski.pl Tu ^^^ również można nabyć dostępne pozycje...uwaga...wraz z autografem autora. Na koniec kilka słów, (rozwinięcie tytułu posta) Kapitana z Jego Strony: Morze i góry, ale niebo wspólne Choć trudne do zdefiniowania, ale jest coś wspólnego w narciarstwie i żeglarstwie, że tak wielu narciarzy żegluje i prawie wszyscy żeglarze jeżdżą na nartach. I nie jest to li tylko wymienność sezonów, gdyż niektórzy jeżdżą latem ma lodowcu, a inni pływają zimą na ciepłych wodach. Musi to być inny łącznik, te obie dyscypliny należą do sportów przestrzennych. Co to jest sport przestrzenny czujemy, gdy poniżej ośnieżonego stoku widzimy otwierającą się dolinę rozświetloną słońcem, która dosłownie leży nam u stóp. Czujemy to gdy dookoła rozciąga się pusty horyzont ledwo widoczny w poświacie księżyca, a nad głową kopuła rozgwieżdżonego nieba. Ten łącznik zamyka się w głębi nas samych, to doznania estetyczne sprawiają, że potrafimy być szczęśliwi i na nartach i na żaglach. Nie czułem się szczęśliwy, gdy zaczynałem jeździć na nartach w wieku 6 lat. Próbowałem sam, bez dobrego wzorca i bez nadzoru instruktora. Nogi mi się plątały i doczepione do nich narty zawadzały jedna o drugą. Prawdziwe góry wydawały się odległe, choć mieszkałem w Szczawnicy, a potem w Nowym Targu. Dopiero lata szkolne, a potem studenckie we Wrocławiu sprawiły, że z chęcią jeździłem do Karpacza i Szklarskiej Poręby, by poćwiczyć styl zwany wówczas „biodrówką” na drewnianych nartach mocowanych do buta rzemieniem zwanym „langrimenem”. Bliżej było mi nad Odrę i tam znalazłem swoje miejsce w sekcji żeglarskiej AZS. Był to niezwykły klub, bo przyjął mnie, wówczas nastolatka, na wychowanie i to nie tylko żeglarskie. We wszystkie święta, a w szczególności na Sylwestra i Wielkanoc wyruszaliśmy wspólnie pod Łabski Szczyt lub na Halę Szrenicką, by się bawić i jeździć na nartach. Ciągle byłem samoukiem, gdy w modę wkraczał śmig, a narty ozdabiały bezpieczniki Markera. Postanowiłem poprawić swój styl zapisując się na kurs pomocnika instruktora odbywający się na Hali Gąsienicowej. Zetknąłem się wówczas ze znakomitymi ludźmi, instruktorami wykładowcami wśród których wspominam eleganckiego Andrzeja Dulskiego, elokwentnego Andrzeja Ziemilskiego czy jowialnego Tadeusza Żabę. Dojrzałem wówczas do życiowej formuły studenta, który spędza dwa miesiące w roku na nartach i dwa miesiące na żaglach. W tej formule dość szybko zrobiłem potrzebny staż instruktorski i zdałem egzamin. Studia techniczne na Politechnice Wrocławskiej nie zrobiły na mnie wrażenia, więc z rozpędu zapisałem się na studia humanistyczne w Warszawie – dziennikarstwo zapowiadało dużo wolnego czasu, którego potrzebowałem, by realizować wspomnianą już formułę również po studiach. Zawodowa praca redaktora, na co w końcu się zdecydowałem, pozwoliła mi wystartować w narciarskich mistrzostwach Polski dziennikarzy, a to z kolei otworzyło tzw. wielki świat. W owych czasach, w połowie lat 60., gdy wyjazdy zagraniczne były utrudnione, czołówka dziennikarzy jeżdżących na nartach była zapraszana na podobne mistrzostwa świata do kolejnych krajów. W ten sposób zjeździłem na nartach Szwajcarię, Niemcy i Francję, o Czechosłowacji nie wspominając. Startując w tym roku na Mistrzostwach Świata Dziennikarzy w Abetone we Włoszech i patrząc na listę miejscowości, które były gospodarzami tych imprez ze zdumieniem skonstatowałem jak długą miałem przerwę - minęło już kilkadziesiąt lat od mojego pierwszego startu i dawni przyjaciele już nie jeżdżą, a ci którzy jeżdżą narzekają, że ich bolą kolana, łamie w krzyżach i serce wysiada. Ale wciąż jeżdżą, i to lepiej ode mnie. Formę dawnych lat gdzieś po drodze zagubiłem; zdradziłem narty pływając w coraz dłuższe rejsy. Już nie tylko była to kwestia sezonu, kiedy pływało się zimą na Karaiby, a latem po Bałtyku. Całoroczne rejsy oceaniczne całkowicie wykluczyły jazdę na nartach. Ale ile się za nimi natęskniłem stojąc na pokładzie w czasie nocnych wacht nikt się nie dowie. I oto gdy już opłynąłem świat w jedną stronę (z zachodu na wschód), a potem w drugą (ze wschodu na zachód), doszedłem do wniosku , że w trzecią (z północy na południe lub odwrotnie) fizycznie się nie da, bo na drodze stoją lody Arktyki i lądolód Antarktydy. Wróciłem tedy do dziennikarzy jeżdżących na nartach, wystartowałem w zawodach i okazało się, że zajmuję jedno z ostatnich miejsc, a wygrywają ze mną nie tylko młodsi i sprawniejsi, ale również ci starsi, których kiedyś lałem w każdym przejeździe giganta i specjalnego. Pojechałem na doszkolenie w Towarzystwie Narciarskim Wojtka Fica na lodowiec w Kaunertal. Kiedy zobaczyłem ośnieżone góry w pełnym słońcu, kiedy spróbowałem skrętu na dobrze przygotowanej trasie, kiedy zachłysnąłem się mroźnym powietrzem przypomniałem sobie, że przecież kocham to od zawsze. Minęło półtora roku od tego momentu. W ciągu ostatniego sezonu spędziłem na nartach ponad miesiąc. I chociaż ciągle jestem czynny zawodowo, prowadzę miesięcznik żeglarski „Jachting”, już zbliżam się do formuły młodzieńczych lat – na razie tylko miesiąc na żagle i miesiąc na narty. Ale jestem na dobrej drodze, by się naprawdę rozjeździć. PS. W tym roku mój własny mini Rejs po Krainie Wielkich Jezior Mazurskich zaczynam 17 lipca.1 punkt
-
co to za zamykanie tematów moderatorze misal?? ja rozumiem naruszenie ale bez przesady człowieku !! to nie jest twoje państwo! dziekuje za uwagę. swoją drogą coraz więcej złego się dzieje na tym forum za sprawą takiego zachowania naszego szanownego moderatora jestem odważny i wyrażam swoje zdanie dziekuje za uwagę1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Tu są filmy zamieszczone przeze mnie na skionline.tv z Rafałem w roli głównej, jeszcze przed wypadkiem: http://www.skionline.tv/skionlinetv/?id_video=196¶m=technika| http://www.skionline.tv/skionlinetv/?id_video=197¶m=| http://www.skionline.tv/skionlinetv/?id_video=198¶m=technika| http://www.skionline.tv/skionlinetv/?id_video=199¶m=technika|1 punkt
-
Zima wraca w Tatry Od poniedziałku powrót zimy w Zakopanem i w Tatrach. http://tygodnikpodhalanski.pl/www/index.php?mod=news&strona=1&kat=&id=&typ=&id=8330 W zeszłym sezonie kończyłem na Kasprowym 29 kwietnia. W tym sezonie chyba będzie podobnie:) Szczegółowa prognoza dla Kasprowego na 7 dni: http://www.skionline.pl/pogoda/?co=pogoda&tab=prognoza&id_miejscowosci=971 punkt
-
Zima wraca w Tatry W zeszłym sezonie kończyłem na Kasprowym 29 kwietnia. W tym sezonie chyba będzie podobnie:) Szczegółowa prognoza dla Kasprowego na 7 dni: http://www.skionline.pl/pogoda/?co=pogoda&tab=prognoza&id_miejscowosci=971 punkt
-
Wielkosobotnie zakończenie sezonu Po raz drugi z kolei zwieńczenie sezonu przyszło mi spędzić na Kasprowym i podobnie jak w zeszłoroczną Wielką Sobotę wyjazd należy uznać za udany: warunki pogodowe super, śnieg, o.k., pierwszy przy okienku kasowym (jak w zeszłym roku) - wszystko to rekompensuje pobudkę o 2,15' - dla mnie "nic to", dzieci trochę kręciły nosami, ale mimo to same wstały bez szemrania, a ponowne spotkanie z Górą wywołało na ich twarzach szczere zadowolenie i uśmiech (mimo niestety braku możliwości zjazdu do Kuźnic i pośmiganiu na Goryczkowej) 02-04-2010 17:59 Raceman: Misal chcielibyśmy by coś się zmieniło na tej Górze na lepsze, sądząc po opisie podobało Ci się, zastanawiam się czy ktoś z dyrekcji PKLu będzie coś chciał zrobić dobrego po lekturze naszych postów(na pewno ktoś to czyta) z ww wypadów? No ale jak się to mówi kto bogatemu zabroni ? Uważam, że mimo iż bogatemu może?!? nikt nie zabroni to jednak wszystko do czasu... już teraz się zastanawiam czy jednak może nie gdzieś poza RP -narazie ten sentyment, Święta, Nasze Góry, oscypek "serek" kupiony u tej samej pani przy rondzie (parkingu) co przed rokiem, ale kiedyś czara goryczy ...., bo: toalety przy kasach w Kużnicach do ich otwarcia (póżniej nie sprawdzałem) zamkniete, brak możliwości zakupu karnetów na krzesełko w Kuźnicach i rano na Górze -oczekiwanie ponowne na dolnej stacji przy krzesełku, przeciskanie się przez tłum turystów od górnej stacji krzesełka do początku trasy zjazdowej stwarzając zagrożenie jednym i drugim nie mówiac o frustracji tych z nartami i bez. Sprawa sztucznego naśnieżania jak i dopuszczenia kolejnych (niewielu przecież) stoków do uprawiania narciarstwa (po którtych i tak dzisiaj się jeżdzi) to osobna kwestia której trzeba stawić czoła tak żeby nie sprawić świstakom krzywdy, a i nam narciarzom, turystom nie obrzydzić wyjazdów na Naszą Góre Gór !!! Wesołych i spokonych Świąt !!!1 punkt
-
Fotograf Tygodnika Podhalańskiego "ustrzelił" nas wczoraj na Beskidzie;) http://tygodnikpodhalanski.pl/www/index.php?mod=news&strona=1&kat=&id=&typ=&id=8321 Pojawiła się cała galeria zdjęć z Wielkiej Soboty na Kasprowym, gdzie z Misalem prezentujemy logo skionline.pl na Beskidzie dość godnie:) zdjęcie nr. 11. http://www.tygodnikpodhalanski.pl/www/index.php?mod=galeria&strona=1&kat=&id=583&str=3&str=1 Poza tym Tygodnik pisze, że nadchodzą opady śniegu w Zakopanem i Tatrach. Ma spaść kilkanaście centymetrów śniegu. Tak więc Ave Kasprowy!1 punkt
-
Wyleczyłem się z tyczek: [YOUTUBE] [/YOUTUBE] PS.Nie wiem,czy wątek właściwy... :eek:1 punkt
-
No, a co powiesz profesorom w robocie jak wrócisz po świętach, że co, że byłeś na święta w Tauplitz, przecież poumierają ze śmiechu:D Darku, to nie o to chodzi;)1 punkt
-
1 punkt
-
Umalujcie jajka, upieczcie baby, złapcie zająca i kupcie sikawy bo Wielkanoc juz nadchodzi więc sie bawić nie zaszkodzi lecz uważczcie też na kaca bo we wtorek czeka praca . Wesołego Alleluja1 punkt
-
Aby to życie się poczęło to już nie chcę wprost powiedzieć i dosadnie jakie świństwa trzeba robić1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wyniki I treningu: 1. Hamilton McLaren-Mercedes 1.34,921 (19 okrążeń) 2. Rosberg Mercedes 1.35,106 + 0.185 (19) 3. Button McLaren-Mercedes 1.35,207 + 0.286 (25) 4. Schumacher Mercedes 1.35,225 + 0.304 (14) 5. Kubica Renault 1.35,402 + 0.481 (22) 6. Webber Red Bull-Renault 1.35,479 + 0.558 (22) 7. Sutil Force India-Mercedes 1.35,955 + 1.034 (20) 8. Alonso Ferrari 1.35,959 + 1.038 (20) 9. Vettel Red Bull-Renault 1.35,043 + 1.122 (19) 10. Buemi Toro Rosso-Ferrari 1.36,100 + 1.179 (20) 11. Massa Ferrari 1.36,451 + 1.530 (22) 12. Kobayashi Sauber-Ferrari 1.36,503 + 1.582 (28) 13. Alguersuari Toro Rosso-Ferrari 1.36,645 + 1.724 (18) 14. Pietrow Renault 1.36,712 + 1.791 (9) 15. Di Resta Force India-Mercedes 1.36,891 + 1.970 (25) 16. De la Rosa Sauber-Ferrari 1.36,899 + 1.978 (24) 17. Hulkenberg Williams-Cosworth 1.37,802 + 2.881 (27) 18. Barrichello Williams-Cosworth 1.38,278 + 3.357 (18) 19. Trulli Lotus-Cosworth 1.39,460 + 4.539 (21) 20. Glock Virgin-Cosworth 1.39,755 + 4.834 (17) 21. Di Grassi Virgin-Cosworth 1.40,159 + 5.238 (25) 22. Fauzy Lotus-Cosworth 1.40,721 + 5.800 (19) 23. Senna HRT-Cosworth 1.41,832 + 6.911 (27) 24. Chandhok HRT-Cosworth 1.41,966 + 7.045 (24)1 punkt
-
hehe dziękuje Misal ale w tą pore prawdopodobnie będe juz za wielką wodą albo będe w czasie przygotowań do tego wyjazdu:) ale dziekuje za propozycje:)1 punkt
-
Troszkę humorystyczne zestawienie bo jak można porównywać nartę "kundlowatą" z rasową komórką slalomową. Ale jeśli dokona sie przepinki na stoku jednych na drugie i potem "na zad" to można. Za mało na tej Nordice pojeździłem by ją jakos dobrze ocenić wiec może tak na zasadzie porownania: 1. Zdejmuje Groovy i wpinam Nordici Dobermany, ło matko ależ one ciężkie:eek: normalnie jakby mi ktoś do butów dwuteownik przykleił Czuć kawał sprzęta 2. Jedziemy , najpierw ostrzeżenie,że mam na kreskę nie probować, jednak mam wrazenie,że jakoś bardzo mocno krawędzie nie łapią i troszke można im pofolgować 3. Nordica ładnie inicjuje skręt, pięknie oddają energie, mają potencjał zwany kopem, jazda krótkim skrętem to prawdziwa przyjemność, na Grovach się tak nie da bo brak im tego poweru, po prostu nie ma sie z czego odbić i trudno utrzymać rytm, Dobermany tu wyraźnie pomagają, to zabawki do takich spraw. Świetne deski po prostu 4. Już je czuje to teraz je pogonimy na krawędzi, ładnie trzymają krawędź i skręt średni ciągną bardzo pewnie, można jechać prawie jak na RC, no prawie, niemniej skręt średni spokojnie dają radę ale tu już trochę brak szybkości jest przy takiej jeździe, Groovy lepiej jadą takim stylem i przy dluższym przytrzymaniu krawędzi wydają się być szybsze i znacznie pewniejsze w takim rodzaju jazdy i skrętu. 5. Więcej wrażeń nie pamiętam, przepinka i - łoj jakie te moje narty lekkie, jakby ich nie było, no to jazda, od razu czuć,że to jednak nie slalomka, jazda krótkim skrętem wymaga większej gimnastyki niż na Dobermanach, narta mało w tym pomaga, za to zmiana krawędzi błyskawiczna i taka leciutka, bezsiłowa,do tego jak się dociśnie krawędź to jak szybko się rozpędzają Dynki da sie prowadzic bardzo delikatnie, niewielkim nakładem sił ale raczej w przedziale skrętu średniego. Niemniej pojada też krótki i długi ale z pewnymi ułomnościami - ale pojadą.1 punkt







