Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 23.03.2014 w Odpowiedzi
-
13 punktów
-
WitamKrótki opis z dwudniowego wyjazdu na Chopok.Dzień pierwszy.Wyjazd około 5:45, przejazd bez żadnych niespodzianek tuż przed 9-tą. Przebieramy się i do kasy tam lekkie zdziwienie ponieważ pani informuje że ze względu na duży wiatr góra nie chodzi - trudno mimo wszystko karnet całodniowy i dawaj kanapą Lucky. Zjazd pod Zahradku i szukamy ekipy ze skiforum - Tadek czyli Tadeusz T. potwierdza że wieje ale Funitel chodzi i pojechali na górę. Oprócz tego Majstrovska zamknięta bo tam zawody niestety krzesło na Łukovą nie chodzi i z oglądania nici...Wjeżdżamy na szczyt i szukamy ekipy Tadka.Poniżej parę zdjęć ze szczytu i jak zjeżdżaliśmy trasą 11a: Po kilku telefonach " namierzamy" Tadka z ekipą na popasie przy okrąglaku na Prehybie- krótkie przywitanie, małe piwko i wjeżdżamy na szczyt a potem zjazd na Majstrovską bo widzimy z Funitela że skończyli tam zawody. Tam bardzo fajne warunki przede wszystkim nie wieje tak jak powyżej Łukovej, jeździmy tam do oporu tym bardziej że jest tam uruchomiony orczyk który wciąga nas tak do 3/4 Majstrovskiej.Po kilku zjazdach "zoraliśmy" tą część która została nietknięta po slalomie i Tadek z ekipą zjechał na Biela Put na parking a my jeszcze raz na górę żeby się przedostać na parking na Lucky.Tutaj zdjęcie z końcówki trasy 11a jak wyglądała na koniec dnia kiedy zjeżdżaliśmy do samochodu. To na razie tyle..Pozdr.TorresP.S- cdn bo sobota była jeszcze lepsza. :smile:11 punktów
-
Z tymi trasami na SkiWelt to nie do końca tak, bo dane ośrodka mówią o 134km tras niebieskich i 128km tras czerwonych. A tak po prawdzie, to gdybym miał procentowo określić, a nie kilometrowo, to 75% to trasy czerwone. Cóż z tego, że są trasy niebieskie, choć przynajmniej z naszego jeżdżenia to rzadkość była spotkać trasę niebieską, skoro aby dostać się do nich to trzeba pokonać trasy bardziej lub mniej czerwone. Spora część tych tras niebieskich, to właśnie trasy południowe i cóż z tego, że niby łatwe, kiedy były tak zorane, pełne odsypów, że jazda po nich była udręką a nie przyjemnością. Tak samo z trasami niebieskimi w ośrodku Kitzbuehel na Jochbergu. Tak, część z nich taka jest, łatwa, przyjemna i czasami wkurzająca, kiedy trzeba albo rozpędzić się i przybrać w miarę aeorodynamiczną sylwetkę albo trzeba odpychać się kijami. I tu też, żeby dostać się do nich trzeba było pokonać zcukorzone, pełne odsypów południowe czerwone trasy, a żeby wrócić będące w podobnym stanie takie trasy jak te: Co dla osób, których targetem są trasy niebieskie, przejechanie tych tras to mission impossible :eek: :smile:10 punktów
-
Podsumowanie Pora podsumować wyjazd... Ponieważ relacja była mocno wyczerpująca, to samo podsumowanie będzie raczej krótkie. Odwiedzone ośrodki: 1. SkiWelt. 2. Kitzbuhel. 3. Kaprun i lodowiec. Dwa pierwsze, były planowane z racji narciarskiego połączenia tych terenów - jak się później okazało, przedzieranie się z Scheffau na nartach do samego Kitz - było zbyt czasochłonne i wybraliśmy drogę lądową by tam dotrzeć. Lodowiec w Kaprun - to był bonus, ponad plan. Bonus raczej turystyczny, a nie narciarski. W tym dniu pojeździliśmy najmniej. Trasy: SkiWelt - przewaga niebieskiego i czerwonego koloru. Kilka fajnych czarnych. Stoki północne w doskonałej kondycji, południowe - nie. Zapamiętane, najfajniejsze miejsca: w Going czerwona 100, w Scheffau - trasa pod gondolą, Sol - czarna 42, Brixen - 11 i czarna z Choralpe. KitzSki - od strony SkiWeltu i samej miejscowości Kitzbuhel - rewelacyjne wszystkie trasy! Mega fajne czarne z jednego miejsca Steinberg-kogel. Druga część - od strony Jochbergu - teren niebiesko, czerwony - łagodny. Super trasy: 70, 77 i czerwono-czarna 75. Kitzsteinhorn - zdecydowanie trasy oznaczone na mapce jako nowe: Czarna Mamba, czyli 14 oraz obydwa warianty 5. Karnet "All Star Card" daje o wiele więcej możliwości... ...aż dziwne, że w regionie jest tak wiele ośrodków i tras narciarskich. Świstaki jakoś nie przeszkadzają. Widokowo... SkiWelt i panoramy ze szczytu Hopfgarten gdzie znajduje się piękny kościółek, z jednej strony drewniany, z drugiej murowany... Narciarsko, zdecydowanie jestem zachwycony KitzSki - tu spędziłem, w trakcie tego wyjazdu (dzień czwarty) najlepszy mój dzień narciarski w życiu. Pogoda - 6 dni lampy! Koszty od osoby (jedzenia nie liczę, bo zostało ono przywiezione z Polski, a w Polsce też musielibyśmy jeść): - przejazd (winiety + paliwo): 105zł + 30 Euro (przeliczając po 4,20) = 231zł. - nocleg = 525zł. - karnet "All Star Card" = 1008zł. - ubezpieczenie = 57zł. - serwis nart = 50zł. - kieszonkowe = ok 300zł. Łącznie: ok 2171 zł. Śmiało mogę napisać, że ze względu na ośrodki i ich jakość, warunki na stokach, pogodę, koszty...a przede wszystkim towarzystwo!!! To mój najlepszy wyjazd w Alpy. A towarzystwo w sumie było mieszane... Jedna para i zarazem jedna Kobieta - "Różowe Porteczki". Ojciec z synem - nasi wieloletni znajomi. ...oraz forumowicze Skionline: Marcin (kMarcin) i Andrzej (Bumer) - przewspaniali i niezwykle ciekawi ludzie, których miałem przyjemność poznać osobiście w zeszłym roku - a dzięki temu wyjazdowi, poznałem dużo lepiej. Marcin - bardzo ciepły, pomocny i uśmiechnięty Facet - Fotograf, marzyciel... Andrzej - nasz Senior (hahaha zaraz mi się od Niego dostanie), rajdowiec (w kończący się weekend startował na Miedzianej Górze w wyścigach samochodowych...ciekawe z jakimi efektami?), który choć czasami krytyczny, to zawsze z humorem - realnie podchodzący do świata, bardzo otwarty Człowiek. Panowie - jeszcze raz dziękuję Wam za ten wyjazd i super chwile razem. Mimo różnorodności w składzie, dogadywaliśmy się świetnie i tworzyliśmy razem jedna wielką rodzinę. Co zapamiętam szczególnie...hahaha, tak z przymrużeniem oka...? Ogień spod nart "Różowych Porteczek" Codzienną dietę na stoku... Smak piwa w słoneczny, wiosenny narciarski dzień... pozdrawiam marboru10 punktów
-
Happy :happy: Doskonały filmik zrobiony przez Słowaków! [video=youtube;sGrHwBlf-7M]9 punktów
-
Powrót Kilka razy rozmawiając między sobą, żartowaliśmy, że w sobotę, przed wyjazdem skoczymy jeszcze na dwie godzinki ponartować gdzieś. W sumie, gdyby pogoda obudziła nas jak zwykle słoneczkiem i błękitem nieba - to kto wie, czy byśmy tak nie zrobili? Ranek obudził nas zmianą aury za oknem. Pojawiły się chmury i wiatr... ...ależ mieliśmy szczęście, że cały nasz narciarski pobyt w Austrii był tak udany. Mimo wszystko, powroty są dosyć smutne - kończy się przecież przygoda, pora wracać do domów, do pracy. W pierwszej kolejności pakujemy narty. Znosimy i wkładamy do auta torby, wszystko gotowe i pora ruszać. Opuszczamy nasz apartament z kołem młyńskim na froncie budynku. Jedziemy już autem i mijamy Scheffau, Going... ...ostatni raz robię fotkę Wilder Kaiserowi: Wracamy drogą, która gdy jechaliśmy do Skiwelt, była zablokowana przez korek. Pokazują się szczyty z okolic Waidring. Tak, przejeżdżamy przez miejscowość, w której swój debiut alpejski miał Marcin. Z ulicy doskonale widzimy również kolej gondolową, którą się wciągał w górę z całą rodzinką by ponartować. Docieramy do granicy niemieckiej. Wjeżdżamy w malownicze wąwozy - po lewej i prawej stronie prawie pionowe ściany. Na niektórych są widoczne ślady płynącej wody i wodospadów. Podróż uświetnia nam rewelacyjna muzyka, Omega symfoniczna. Każdy z nas patrzy przez okna mknącego auta - chwytamy wzrokiem ostatnie alpejskie klimaty i malownicze tereny, pełne, nie tylko gór i skał ale również jezior. Zbliżamy się ponownie do Austrii - tuż przed granicą obserwujemy jedne z ostatnich górskich klimatów. Na nizinach - zieleń wyraźnie zwycięża zimę. Podróż mija nam bardzo przyjemnie. Snujemy rozmowy, gdzie musimy jeszcze pojechać: Francja? Włochy...a może Szwajcaria albo kolejny raz Austria? Ciekawe, co nam przyniesie przyszłość? Przed Wiedniem krótka przerwa... Za granicą słowacką, wzmaga się wiatr - zaczyna kropić deszcz. Zaczyna jechać się gorzej. Krótka przerwa w Trenczynie. Przepiękne miasto położone nad rzeką Wag. Jego historia sięga IV wieku przed naszą erą. W oddali, na wzgórzu widoczny charakterystyczny punkt - zamek z jedenastego stulecia. Jego budowniczymi byli Węgrzy, a samo miasto położone było właśnie na granicach tego państwa. Zastanawiamy się jaką drogą poprowadzi nas nawigacja? W Zwardoniu mijamy granice naszego kraju. Przejeżdżamy kilka kilometrów i zatrzymujemy się na polskie jedzonko. Kwaśnica + pierogi... Marcin je Jelenia... Ku naszemu zaskoczeniu - w Polsce wita nas śnieg. Dzwoni Michał - Oni już dotarli do Sącza i są w domu. My katujemy jakże polską drogę... ...dobijamy do Zakopianki, mijamy Kraków, w Kielcach wypakowujemy Marcina, potem w Starachowicach przepakujemy sprzęt do Toyoty i w domu jesteśmy późnym wieczorem. Dzień powrotu i pożegnań kończy naszą Operację "All Star Card".8 punktów
-
Andora 2014 - mocna ekipa w terenie Dzień dobry, kamieniołom dzień 2 Wczoraj objeźdzliśmy region z Canillo do Soldeu, a następnie do El Tarter. Dzisiaj planuję wycieczkę w kierunku Pas de la Casa, czyli przejazd przez całą Grandvalirę. Trochę obawiam się jednak warunków, całą noc sypało Cała Grandvalira to 210km tras narciarskich. Warunki jak na koniec marca genialne. Pokrywa śniegu od 90-250cm, otwarte wszystki trasy i wyciągi. Mobilnie Jacek6 punktów
-
Zjazd czerwono-czarną 75, ale wypłaszczyło zdjęcie tą trasę !!! A była taka i w takim stanie, że poleciało trochę k... tutaj A to już ta sama trasa z wyciągu Wracamy na Barenbadkogel i w tle jeden z nielicznych orczyków, którym potem się wdrapujemy na szczyt I kapliczka na szczycie Po zjeździe czerwoną 65, kolejna wymuldzona pełna odypów i cukru czerwona 62, którą pokazywałem wcześniej No i na sam koniec z powodu tej wiosennej aury nie mogłem sobie odmówić Podsumowanie dnia wg iSkiTrackera5 punktów
-
4 punkty
-
Za duża presja ze strony forumowiczów żeby to znowu zje... :stupid: :wink:4 punkty
-
4 punkty
-
Rohacze 23.03.2014Razem z Nurkiem zameldowaliśmy się na parkingu o 8-ej rano . Pogoda "połowicznie" dobra , tzn. słoneczko , ale bardzo ciepło , w nocy brak mrozu spowodował , że trasy pomimo ratrakowania były bardzo miękkie . Karnet na 4 godziny 18 Eu + 3 Eu kaucji za plastik . Można płacić w złotówkach , dzisiejszy przelicznik : 1Eu=4,40zł .Wyciągi ruszyły o 8,30 , pierwsza godzina jazda w słońcu , potem zaczęło się chmurzyć , a po 11-ej straszyć deszczem .Sztruks na trasach , z racji temperatury b.szybko zniknął , a potem to już takie późnowiosenne nartowanie . Trzeba było uważać na szare połacie b.mokrego śniegu , bo jak się na to wjechało , to dosłownie wyrywało z butów . Ogólnie dzień jak zwykle udany . Poniżej kilka fotek :3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
A to nasz cel główny, trasy prowadzące ze szczytu Resterhohe Tak, że z Barenbadkogel zjeżdżamy niebieską 68, która potem zamienia się w cukrową, pełną odsypów i muld czerwony wariant 69. Widzimy z niej czerwoną 75... czerwoną chyba tylko dlatego, żeby ludzi nie przerażać, że to w rzeczywistości jak czarna. A trzeba nią wrócić z powrotem, kiedy jej stan pozostawia już bardzo dużo do życzenia. Wciągnęliśmy się na Zweitausender, gdzie kierując się docelowo na Resterhohe zrobiłem kilka pstryków i widoków tras3 punkty
-
Mariusz napisał swoją wersję zdarzeń, a ja napiszę tak w skrócie swoją, bo w sumie tylko pierwszy zjazd był wspólny, a tak on jeździł ze swoimi "portkami", a ja z Bumerem. Mój aparat, a dokładnie aku w nim wykończyły się, tak że na ten ostatni dzień Mariusz pożyczył mi swój aparat, do którego z kolei zapakowałem swoją kartę i tak wyposażony ruszyłem w trasy. I tak na dzień dobry 3 razy pod rząd poszła w ruch czerwona 60, także z wariantem niebieskiej 66 wzdłuż gondoli z Jochberg. Trasa bardzo fajna, ale ponieważ w nocy było na plusie, to z każdym przejazdem warunki robiły się coraz gorsze. No to teraz musimy dostać się tutaj. Jak patrzę na tą czerwoną 62 w takim stanie to aż łezka w oku się kręci, bo kiedy nią wracaliśmy, to była już zryta i pełna odsypów. Poniżej czarna 63 i niebieska 64, tu też nam się spodobało i z Andrzejem zaliczyliśmy kilka zjazdów.3 punkty
-
Grandvalira zaliczona - przejechaliśmy z Canillo do Pas dela Casa i z powrotem. Czas na lunch w Trattorii - mniam Mobilnie Jacek2 punkty
-
Koleś na jednej narcie :eek: Magik :applause::applause: [video=youtube;jUcPW6uU2fI]2 punkty
-
WitamJak już wcześniej obiecałem postaram się zamieścić w miarę szczegółowo relację z naszego wyjazdu na narty.to pierwszy mój opis więc sorki jeżeli będzie coś nie tak.Data wyjazdu: 17-24 styczeń 2014 rokuEkipa: Ja z żoną + 2 córki (16 i 18 lat)Miejsce wyjazdu: lotnisko Katowice-PyrzowiceŚrodek lokomocji: Katowice-Pyrzowice do Barcelona (samolot) Barcelona – Andora SOLDEU: autokarMiejsce zakwaterowania: Sport Hotel VillageA więc po kolei, na lotnisku byliśmy w piątek przed 15, szybka odprawa, bagaże i o 16.30 siedzieliśmy w samolocie. Niespełna 3 godziny lotu i około 19.30 wylądowaliśmy w Barcelonie.Ponieważ nasz wyjazd ma charakter zorganizowany przez biuro turystyczne na lotnisku oczekiwał na nas rezydent biura pan Michał. Po krótkiej chwili siedzieliśmy już w autokarze (ogółem było ponad 30 osób do Andory rozsianych w poszczególnych miejscowościach GRANDVALIRA).Około 20.30 wyjechaliśmy , po drodze kilka istotnych informacji od rezydenta w połowie drogi 20 minutowa przerwa na coś do picia ewentualnie jakąś szybką przekąskę i dalej w drogę. Tuż po 23 pierwsze zakwaterowania, na plus mogę powiedzieć że nikt nie został pozostawiony na „pastwę losu” za każdym razem rezydent wchodził do danego hotelu, sprawdzał czy wszystko OK, pomagał na recepcji. To bardzo ważne, zwłaszcza jeżeli się nie zna dobrze języków.Tuż po 00.00 dotarliśmy na miejsce czyli Sport Hotel Village, hotel i pokoje zgodne z oczekiwaniami. Małe piwko i „spanko”.Sobota i niedziela upłynęła na zapoznaniu się z terenem, pogoda w kratkę, poniżej kilka fotek.widok z naszego pokoju: moja skromna osoba panorama widoku z naszej ulubionej "kawiarenki" jeden ze szczytów panorama 2600 npm na teraz tyle CDN2 punkty
-
2 punkty
-
piter z naszego forum a prywatnie kuzyn SB (mój z resztą też) ma propozycję aby SB nabył malucha 126P takiego byle dojechał do Andory :laughing: tam odkręcił tablice rejestracyjne i porzucił pojazd :applause:2 punkty
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.4 Jedziemy i jedziemy... ...aż docieramy na sam dół doliny. Byliśmy przekonani, że podobnie jak zaliczoną przed chwilą trasą dojedziemy do jakiegoś wyższego punktu - a tu nie. Poziom szosy. Wsiadamy na szybkie krzesło i wędrujemy pod szczyt. Krótka dojazdówka i lądujemy na tarasie "goryczowatego" krzesełka. Zaliczamy ponownie 71. Kolejne wciągnięcie i pora wracać. Czasu niewiele, a do przejechania spora odległość - mamy świadomość, że jesteśmy w tej chwili, "ogonem" Operacji "All Star Card". Zaliczamy trzy bliźniacze "powrotówki". Pierwsza: Druga: Ostatnie, "diamentowe" uwiecznione na fotografii, krajobrazy... Trzecia, na początku jest łagodna... ...później przechodzi, w pokonaną już przez nas, w tym fragmencie trasę 75. Tu robię mojej drugiej połóweczce foto in action. Przedzieramy się do krzesła, którym jeszcze nie jechaliśmy - F9. Podobnie jak u reszty tutejszych wyciągów, tutaj również się dwie trasy narciarskie, po lewo i po prawo. Druga czarna trasa ośrodka KitzSki od strony Jochbergu...69tka - jest seksi... W tle, dwa malutkie lawiniska, świadczące o tym, że zima odpuszcza - zresztą bardzo łatwo to zaobserwować obok. Topniejące "białe" zamienia się w wodę tworząc malownicze, mini wodospady. Krótki odcinek czerwonego koloru i jesteśmy pod jedynym tutaj wyciągiem orczykowym. Wciągamy się w górę, a mi, w trakcie jazdy, udaje się ustrzelić śliczną fotkę. Domykamy koło na Barenbadkogel. Mkniemy, znaną nam już, z dnia czwartego wyprawy, trasą 65. Wciągamy krzesłem pod gondolę - "autobus" 3S. Chwilka i jesteśmy w miejscu umówionego spotkania: małej, kameralnej knajpce. Oczywiście pozostała czwórka na nas czeka. Odpoczywają na leżaczkach kontemplując alpejskie widoki. Ratraki wyjeżdżają gładzić rozmiękłe od promieni słonecznych stoki...a my przedłużamy ten dzień. Robimy grupową fotkę - fotkę Operacji "All Star Card". Marcin, Andrzej, Wiktor, Michał, Paula, Mariusz. Dziękuję Wam wszystkim, za wspaniałe chwile, super wyjazd. Jesteście niesamowici! Ubieramy narty. Część z nas jedzie na sam dół, dalej 66, a potem 60siątką - cześć dociera do stacji pośredniej i jedzie gondolą. Warunki są trudne. Ostatnie foto na stoku: Spotykamy się przy kasach oddając plastik naszych All Starsów - pakujemy się i ruszamy... Podsumowując krótko Jochbergową część ośrodka KitzSki: Narciarsko - bardzo fajne warianty 75, 77 i 70 - reszta raczej nudna, mało wymagająca - coś ekstra dla poszukujących na nartach luzu i swobody a nie wyrypy. Krajobrazowo - wyśmienicie!!! Bardzo się cieszę, że w ostatni dzień właśnie tu zawitaliśmy. CDN2 punkty
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.3 Nim dojeżdżamy do knajpki zaliczamy dwa zjazdy. W odróżnieniu do części środkowej masywu - tu mamy wrażenie, że jest twardziej, równiej a narciarzy zdecydowanie mniej. Wciągamy się na szczyt i przed naszymi oczyma pokazuje się kolejna, jakby nowa gondola... Panoramabahn to połączenie z miejscowością Hollersbach oraz doskonałe miejsce do obserwacji masywu i Parku Narodowego GroBglockner 3798m - GroBvenediger 3674m. W sąsiadującej knajpce z serduszkiem... ...czekają już na nas Michał i Junior. Szybkie przywitanie i idziemy do środka po jedzonko i piwko. Ludzi jest sporo. Kurczak smakuje wybornie, a zimny, bursztynowy napój jest wyśmienity. Dołączają do nas Andrzej i Marcin. Upał daje się we znaki temu drugiemu i pokazuje nagi tors... ...ukradkiem, tutejsze austriackie piękności - podziwiają i wzdychają hahaha To świetne chwile - razem cała ekipa, w ostatni dzień na szczycie. Żartujemy, już troszeczkę chwalimy całość wyjazdu, podsumowujemy ośrodki, pogodę...ale przede wszystkim, i z tym zgadzają się wszyscy - ten wyjazd to, ludzie, towarzystwo i atmosfera, którą razem udało nam się stworzyć. Nie boimy się mówić, że to najlepszy wyjazd na jakim byliśmy na nartach. Mijają chwile i ponownie się rozstajemy. Ostatnie momenty na deskach będziemy jeździć w dotychczasowych parach. Ustalamy miejsce spotkania przed ostatecznym zjazdem na parking do aut i rozjeżdżamy się, każdy w swoją stronę. My postanawiamy zaliczyć najmocniej zewnętrzną trasę ośrodka, biegnącą przy gondoli - czerwoną 77. Z jej początku rozpościera się widok na sąsiednią dolinę i miejscowości. Ludzi zero... ...zero, nie licząc jednego wyluzowanego gościa palącego pachnący specyfik, leżącego przy krzyżu obok swoich nart. Cóż panoramy, krajobrazy...nostalgia. Jedziemy w dół. Góra doskonała i przez ok 800m super fajna. Później - powyższa fotka, miękkawo, a w miejscu zwężenia trasy - wytopione boki. Po wjechaniu do lasu - zdecydowanie lepiej. Mijamy sympatyczny zbiornik wodny znajdujący się zaraz przy trasie. Mkniemy dalej w dół. Jest szeroko. Kręcimy sobie długie skręty od boku, do boku. Wysokość spada...i pod koniec, już nie tylko jest miękko - zaczyna brakować śniegu. Na ostatnim zakręcie trasy - prawie już go nie ma! Szerokość "strużki" narciarskiej - na dwie deski...no i śniegiem tego czegoś nazwać nie można - mieszanka gliny, cukru i drobnych kamyczków. Całe szczęście, że to tylko niewielki odcinek. Z pełną uwagą i bardzo powoli - przedzieramy się. Za zakrętem chwila oddechu i zostaję przyłapany na fotografowaniu... Wsiadamy do gondoli - ruszamy na szczyt Resterhohe. Kolejny wybór trasy, to mająca początek, w tym samym miejscu co przejechana przed chwilą 77ka - trasa 70. Obserwujemy kilkoro dzieci uczących się jeździć na "oślej łączce". Zaskoczeni jesteśmy zadaszonym wyciągiem taśmowym. Warunki - jako, takie! Na pierwszej ściance ok... ...a na drugiej już miękko: Jedziemy w dół, a trasa taka długa, jakby nie miała się skończyć...2 punkty
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.2 Kierujemy się, na początku, na szczyt Zweitausendera 2004m. To najwyższa Góra tutejszego masywu. Plan jest prosty: zaliczamy każdą trasę czerwoną oraz niebieską przy, niemalże, równolegle położonych tu wyciągach krzesełkowych, z lewej i prawej strony. Jedyną czarną i niezbędne do komunikacji płaskie dojazdówki. Z oddali imponująco wygląda trasa czerwona 75. Na początek jednak wybieramy do zjazdu jedyną tu czarnulkę - 75a. Po płaskim i szerokim początku, ostry skręt w prawo i zwężenie... ...po chwili połączenie z szerszą, czerwoną odnogą. Ale, czy ta trasa jest właśnie tego koloru? Mamy wrażenie, że jest dużo bardziej wymagająca. Wciągamy się krzesłem G8 w górę i zaliczamy jeszcze jeden zjazd z ponad 2000m. Początek właściwej 75tki jest dosyć łagodny. Bardzo fajnie! Kierujemy się dalej, w głąb: Niebieska 76, czerwona 74... I przeskakujemy na kolejny tutejszy wierzchołek. Zaliczamy lewą i prawą stronę krzesła. Kolejna dojazdówka i posuwamy się o kolejny wyciąg. Kierowca ratraka? Marzenie... Knajpka z palmami na szczytach w Alpach - niemożliwe? Możliwe... Kolejne lewo, prawo i hops! Jesteśmy już na środku kompleksu w jakim się znajdujemy. Tutaj sporo śladów poza trasowych... ...to głównie dojeżdżający do snowparku Mercedesa. 72 i 72a...dojazdówka i... ...telefon. Przerwa w knajpce na Resterhohe 1894m... Piwko? Czemu nie - zdążyliśmy poczuć pragnienie.2 punkty
-
Tak sobie ubzdurałem, że za rok w styczniu 2014 wystartuję w biegu narciarskim Marcialonga w Val di Fiemme. Żeby tego było mało, to tylko dwa razy w życiu stałem na nartach biegowych, a dystans jaki muszę pokonać we Włoszech to tylko... 70 km technika klasyczną. :stupid:Przede mną rok przygotowań, 10 kg do zrzucenia, poprawa kondycji i... nauka jazdy na biegówkach1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
hej Chłopaki chciałem wam serdecznie podziękować z tego miejsca :smile: Mariusz tobie za opis, Marcin tobie za foto, "Różowym Portkom" za wizerunek :wink: i podniesienie walorów estetycznych :smile: a i Bumerowi za dowiezienie ekipy cało tam i z powrotem. Jeszcze raz dzięki tak wyczerpującej relacji jeszcze nie było - mieliście czas na jeżdżenie ?? :stupid: Pozdr.Torres P.S- jak tylko znajdę chwilę czasu to przeczytam jeszcze raz od początku na spokojnie :laughing:1 punkt
-
1 punkt
-
Simon Amman też tego dokonał 4 lata temu tak dla ścisłości....ale i tak wielkie brawa dla Kamila.1 punkt
-
Jeszcze do Olimpiady nie doszedłem. Na ten weekend była końcówka stycznia, Cortina panie i Kitz panowie :smile:1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Ciekawe czemu nie rozwiesiliście banera SKIONLINE przy krześle LES PEDRES jak my dwa lata temu.: P.S. SB już w samolocie.1 punkt
-
1 punkt
-
Witam serdecznie, Z tą cierpliwością nie jest tak źle, tylko jak się uważnie czyta to na niektóre tematy zostały dosyć dokładnie omówione. Może rzeczywiście jako osoba, która na co dzień robi tych nart bardzo dużo na różne sposoby, potem na nich jeżdżę , testuję, trochę startuję uważam,że każdy interesujący się tematem musi znać ABC na pamięć. Ale wiem,że tak nie jest więc na pewno będę się starał udzielać wyczerpujących odpowiedzi. Pozdrawiam M.Ż1 punkt
-
1 punkt
-
Ponoć do kin na początku kwietnia trafia nowy film! "SB w poszukiwaniu zaginionej zimy. Droga do Andory."1 punkt
-
Ten Kasprowy też mi chodzi po głowie. Weekend 29-30 kwietnia wg prognoz ma być mroźny i słoneczny, a wcześniej w tygodniu ma dopadać nieco śniegu. Może więc jakieś małe spotkanko udałoby się...1 punkt
-
:happy: Za tydzień w niedzielę, albo za dwa, Kasprowy i zakończenie sezonu - taki jest plan. Plan mocno uzależniony od pogody...ale może się uda : Liczę na Słonko i rano przymrozek. Jakiś wypad na lodowiec, kwiecień, maj...kto wie?1 punkt
-
1 punkt
-
to był mój pomysł i nie żeby było najtaniej tylko najszybciej z możliwych a SB ma doświadczenie w trasach długodystansowych jednym machem ponad chyba 2000 km. A taka podróż to jeszcze dodatkowa dawka ADRENALINY ... SB to lubi1 punkt
-
1 punkt
-
Czas na lunch. O restauracji Trattoria już pisaliśmy dwa lata temu... może trzy Mobilnie Jacek1 punkt
-
1 punkt
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.1 Już w samochodzie, gdy wyjeżdżaliśmy spod lodowca zaczęliśmy dyskutować, co będziemy robić w nasz ostatni dzień wyprawy. Mieliśmy kilka opcji: 1. SkiCircus - start z Leogang. 2. Fieberbrunn. 3. Jochberg i dokończenie drugiej części KitzSki. Ze względu na to, że było bardzo ciepło przez cały tydzień, a ostatni dzień zapowiadał się równie udany pod względem słonecznej pogody - odrzuciliśmy Skicircus. Tu musielibyśmy się przedzierać w głąb głównie po stokach z niekorzystną ekspozycją względem stron świata. Ehhh szkoda, bo ja akurat miałem wielką ochotę - poszedłem na kompromis, zostawiając sobie ten ośrodek na przyszłość...przecież jeden dzień tam - to za mało. Fieberbrunn? Nie odstawałem za tą opcją, ponieważ jak wybiorę się kiedyś do punktu 1 - to, punkt dwa będę miał na wyciągnięcie narty. Postanowiliśmy...po naprawdę długiej dyskusji rano - robimy drugą odsłonę dnia czwartego - po to, by mieć zaliczone całość Kitz...no może nie całość, nie będziemy, byliśmy w sumie na Kitzbuheler Hornie, ale tam jest tylko kilka tras. Może kiedyś, przy okazji? Startujemy z samego rana z Jochbergu. Wita nas piękna nowa stacja narciarska i gondola: Trasa 60 pod nami apetycznie przemówiła do naszych narciarskich bodźcy...kusiła i kusiła z dołu. A, że nie jesteśmy Jeleniami... ...to, mieliśmy świadomość, że jak nie poszusujemy tu na rozgrzewkę 2, 3 razy - to po godzinie będzie miękko i nie tak doskonale jak na otwarciu trasy. Szusujemy więc z samego szczytu, raz... ...potem drugi... Łapię szusujących Andrzeja razem z "Różowymi Portkami" pod koniec zjazdu. Te dwa razy są wspaniałe. Warunki bez zarzutów, trasa szeroka, długa z kilkoma urozmaiceniami i niespodziewanym zakrętem w końcówce - tu Bumer oślepiony Słońcem, niemalże, nie wypadł z trasy...ehhh to słabe oznaczenie ostrego odbicia w lewo. Rozdzielamy się. My we dwójkę podążamy za Michałem i Juniorem, którzy po pierwszym zjeździe jadą ku Hollersbach. Andrzej czeka na Marcina i jadą 60siątką po raz trzeci. Przedzieramy się trasą 66, 67, nieoznaczoną niebieską i jesteśmy w miejscu zakończenia podróży z pierwszego dnia Kitz - Barenbadkogel 1883m. Mając świadomość, że Chłopaki są za nami jedziemy trasą... ...czarną...która w rzeczywistości jest czerwona o numerze 63. Mimo, że jest początek dnia, to tu już miękko i występują miejscami łaty wystającej trawy spod śniegu. Niestety nie spotykamy Chłopaków. Wizytujemy znajdującą tutejszą knajpkę... ...przed nią niezła skałka: ...i spadamy sami. Kierujemy się do kompleksu tutejszych północnych stoków trasą numer 68. Przed nami szczyt Kl. Rettenstein 2216m.1 punkt
-
No cóż Mariusz napisał wszystko, tak że od siebie dodam kilkanaście marnych zdjęć zrobionych komórką, bo niestety aku w aparacie wyzionęło ducha. i tradycyjnie na koniec dnia iSki Tracker, widać że lajcik1 punkt
-
Dwa dni przed biegiem jadłem banany i makarony , a ostatni wieczór, to pizza ze znajomymi :biggrin:. Nie specjalnego. Czekolada... wypiłem po jednej dziennie, bo... było mi zimno i chciałem się trochę rozgrzać. Kryzys... całe pierwsze 45km, do Predazzo, to jeden wielki kryzys i zastanawianie się - co ja tutaj robię? Pamiętam, że po 20km nie czułem już ramion. Ból był tak wielki, że nie byłem w stanie się odpychać. Biegłem raczej siłą woli i nóg, niż z pomocą pracy ramion. W Predazzo była meta Mini Marcialongi - 45km. Jak ja zazdrościłem tym, co już nie musieli biec dalej! Następne kilka kilometrów to była prawdziwa masakra. Biegłem przez otwarte pola po trasie, która została doszczętnie rozjeżdżona przez kilka tysięcy narciarzy, roztopiona przez słońce, a następnie zmrożona. Na to wszystko wpadłem ja... samotnie biegnąc modliłem się, aby pojawiła się choć namiastka torów. To był jeden z trudniejszych momentów.1 punkt
-
Na trasie było kilka punktów, w których można było się posilić - tak co 10 km. Do jedzenia były; rodzynki, suszone śliwki, czekolada, wafle, orzechy, pomarańcze i coś tam jeszcze. Do picia: herbata i napoje energetyczne jednego ze sponsorów. W Predazzo na 45km był "wypas", bo zjadłem pół bułki z szynką - ale to była pora obiadowa. Ze względu na czas następne dwa punkty żywieniowe ominąłem. Ponad to na trasie było kilka miejsc, w których stali "lokalesi" z domową herbatą i kanapkami - to było naprawdę bardzo miłe i bardzo pomagało! Co kilka kilometrów były punkty z zapasowymi kijami, bo te, szczególnie na początkowych kilometrach łamały się dziesiątkami Były także punkty Toko, czyli smarowanie nart na życzenie. Ja miałem okazję skorzystać z usług teamu Toko na ostatnim punkcie kontrolnym na 68km. Chłopaki zrobili mi prawdziwy Pit Stop! kilku dopadło mnie i zanim się zorientowałem stałem już bez nart. Po chwili były już na moich nogach posmarowane klasterem (smarem na trzymanie). Smarowanie było "obowiązkowe" ponieważ najstromszy odcinek na trasie to ostatnie 2 km i bez "kleju" nie było możliwość podejścia. A po za tymi miejscami to... biegłem1 punkt
-
Jacek - Marcialonga 1:0! Przebiegnięcie 70km na nartach biegowych zajęło mi dokładnie 10.01.02. Ale nie czas był tu najważniejszy. Chciałem ukończyć maraton w wyznaczonym limicie i to mi się udało. Ciekawe, czy w dotychczasowej historii maratonu Marcialonga było ktoś, kto ukończył zawody stając pierwszy raz w życiu na biegówkach 3 tygodnie wcześniej, w trakcie wszystkich 4 treningów przebiegł mniej kilometrów niż długość Mini Marcialongi (45 km) i zaliczył godzinę nauki jazdy pod okiem instruktora? Bardzo dziękuję wszystkim, którzy mi kibicowali!1 punkt







