Miałem w planach krótki urlop autem w jakimś niedalekim kraju.Padło na Mongolię,bo kolega wybierał się tam i zaproponował mi funkcję kierowco-mechanika.
Na szczęście Toyota Motor Poland,która pożyczyła mu auto na wyprawę /zdj.1/, przygotowała je odpowiednio /zdj.2/,więc rosyjskie i mongolskie drogi nie
sprawiły problemów.Europejska część Rosji niczym nie zaskoczyła,bo wyprzedzanie na trzeciego i inne takie już znałem z zeszłego roku.Co prawda
gdy na zjeździe na najdłuższy most drogowy z dużego wzniesienia uczepiła się mnie stara Łada ,jechała za mną w odl.1 m,by zaoszczędzić jak sądzę na paliwie,
i nie odpuściła do momentu,gdy miałem na liczniku 160km/h na sporych dziurach,było to coś nowego...
Zdj 3-tu wkraczamy do Azji na Uralu.Zdj.4-ośrodek narciarski,niestety nieczynny.A za Uralem narty już tylko do chodzenia-mają ok. 18 cm szerokości i służą myśliwym...
Zaskoczeniem było to, co pojawiło się po przekroczeniu Uralu-niezliczona ilość patroli z różnego radarami,nawet odcinkowym pomiarem,polujących na kierowców.
Kolega jechał bardzo przepisowo,ja byłem czujny jak pies podwójny,więc udało się nam ich uniknąć na całej 8500 km trasie.
A tak skończyło tu sporo kierowców swą podróż/bogaci nagrobek na zdj. 5,biedni na zdj.6Jedyna przygoda zdarzyła się,gdy kolega chciał pomóc trójce pijanych Buriatów,którym wysiadł Ural i wziął ich na linę a oni wjechali nam w zderzak,bo UAZ nie miał hamulców/zdj.7,8/
Po drodze transsyberyjskiej przewijały się różne punkty handlowe-był obszar sprzedaży miodu,bimbrownic,wypchanych misiów,witek do bani,wypchanych lisów i borsuków...
I tak dotarliśmy do Mongolii , jej sieci drogowej/zdj.9/ i fascynującej stolicy.Mimo ruchu prawostronnego,90 % aut ma tu kierownicę z prawej strony,bo są sprowadzone z Japonii-najczęściej hybrydowe Toyoty Prius...
I tu wsiadłem w samolot a kolega pojechał jeszcze na 2 tygodnie w krainę pustyń i stepów...