Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 06.05.2016 w Odpowiedzi
-
Chopok zdobyty!W końcu doczekałem się najlepszego widoku,tj. końca trasy.Szczyt,a właściwie narciarski szczyt, przywitał mnie lekkim opadem śniegu! Niemal do końca szedłem w słońcu,a tu nagle chmurka i opad. To trochę mi plany pokrzyżowało,a w sumie to najpierw zamknięta Rotunda. Byłem pewien,że tam sobie coś wsiamie i odpocznę,a tu Zonk! Trzeba więc nasiąknięte wilgocią foki zdjąć na polu i przy niezbyt fajnym wietrze. Trochę mi ręce przymroziło... Czas wię zdecydować co dalej,bo stanie w miejscu nie jest wskazane.Na horyzoncie widać już ciemne chmury i spore opady. Zaczynam się zastanawiać,czy szybko nie uciekać w dół. Trochę żal,bo chciałem jeszcze zjechać na południe,ale nie ma co ryzykować. Decyduję się zdobyć szczyt,choć już tu zaczyna lekko padać. A o mi tam,nigdy na nim nie byłem. podjeżdżam na nartach ile się da,ściągam dechy i do góry. Niestety buty narciarskie nie są najlepsze do wspinaczki po skałkach i kopnym śniegu. Trochę żałuję,że nie wziąłem butów trekkingowych,ale z drugiej strony gdzie zostawiłbym narciarskie? W dodatku wyziębnięte później założyć? To blisko,więc powoli do przodu i jestem! Szczyt zdobyty. Wejść to niewielki problem,gorzej z zejściem na dół.Do tego coraz bardziej straszą chmury. Rezygnuję ze zjazdu na południe - była taka opcja - i cisnę pod Rotundę. Trochę czuję niedosyt,bo ani południa nie zaliczam,ani browara na szczycie,tak choć się jeszcze pobyczyć,zjeść i na widoczki popatrzeć. Zamiast tego robi się ciemno i zaczyna mocniej padać. W tych okolicznościach uznałem zjazd na dół za najrozsądniejsze wyjście. Tym bardziej,że opad się jeszcze wzmaga podczas zjazdu. Warunki na trasie całkiem dobre,ale strasznie tępy śnieg! Można na krechę jechać,tylko kolana się męczą. Tak jest do Lukovej. Poniżej miłe zaskoczenie - śnieg już nie hamuję i jazda jest bardzo przyjemna. Widać,że te zabiegi na PŚ do teraz coś tam dają. Choć zauważyłem,że tu więcej śladów zjeżdżających narciarzy - czyżby niektórzy tu kończyli i bawili się na tej części? Trudno powiedzieć. Ruszam i drobnymi przerwami zjeżdżam do Koliska. Na Majovej też fajna jazda! Tylko ta mała przerwa... Cóż,wszystko co dobre szybko się kończy,tak jak i śnieg na trasie.Czas wziąć nieco uwalone narty do ręki i z buta do parkingu. Jakby na złość wyszło ponownie słońce... Ale to na chwilę,Chopok pożegnał mnie płaczem. I tak oto zakończyłem sezon,choć zawsze mówię,że to do końca nigdy nie wiadomo...8 punktów
-
Zapowiadali piękną pogodę,więc uznałem,że czas zakończyć sezon narciarski.Przynajmniej oficjalnie.Rozpocząłem go na tourach,więc tak też chciałem skończyć,choć w tym roku niewiele się udało.Winna całosezonówka...Ponownie budzik naparza od 4 rano,a w mózgu przebija się okrzyk: "skończ wreszcie ten sezon,kiedyś trzeba się w końcu wyspać!".Jakoś się zwlekłem,spokojnie spakowałem i w drogę. Ta przebiegła w miarę spokojnie,choć w tygodniu zdecydowanie większy ruch i sporo nierozważnych dzieci. Lepiej uważać. Sporo też ciężarówek i traktorów,skutecznie opóźniających jazdę.Tak więc na Biela Put zameldowałem się nieco przed 9 rano - trochę późno. No ale dziś przecież nie ma to większego znaczenia,przynajmniej tak mi się wydawało. Parking puściuteńki,WiFi działa,nawet z WC można skorzystać. No to trzeba spakować plecak i przytroczyć narty. Trochę mi to zajęło,widać brak wprawy. Do tego mało praktyczny jest. W końcu się udało i czas wrzucić ustrojstwo na plecy. Uch!!! Ale ciężki! No tak,trzeba będzie pomyśleć nad tym. Ale tu płasko,a ja spieszyć się nigdzie nie muszę. W drodze do śniegu: Tu jeszcze ubrany,ale szybko zaczynam odczuwać ciepło. Trzeba było coś z tym zrobić,bo zaraz będzie dość stromo pod górkę. Chowam się za Biedronkę i tam przebranie oraz przepakowanie plecaka,bo tu też trzeba zmiany wprowadzić. Na szczęście od Koliska zaczyna się już śnieg,więc będzie łatwiej. Co ciekawe,już jeden osobnik zjeżdżał na sam dół. Musiał być bardzo wcześniej. Zakładam foki,narty na nogi i cisnę na Majovą. Bałem się,że tu mogą mi narty ujeżdżać,ale na szczęście bezpodstawnie. Jedynie złapanie równomiernego rytmu trochę trwało. Za to doczekałem się w końcu nart w krótkich gaciach! Myślałem,że na to nie ma już szans,a jednak! Dopiero teraz mam odpowiednią wentylację,a właściwie chłodzenie,bo bez tego to ciężko.Strasznie się człowiek grzeję,ale o tym już pisałem.Niestety jest jedna przerwa w pokrywie śnieżnej. Niewielka,ale trzeba to jakoś pokonać. Jakoś! Po prostu na fokach po trawie - bez problemu. Poszło sprawnie i wchodzę na trasę nr.1. Tutaj wygląda,że przynajmniej będę miał już ciągłość śniegu aż do samej góry. Choć są miejsca mocno zawężone. Za to nieco wieje i mi się w takich warunkach zdecydowanie lżej idzie. Zacząłem nawet jakąś panią doganiać. Złapałem rytm to jakoś idzie.Ową panią nawet wyprzedziłem,a chwilę później jakiegoś pana,również w krótkich gaciach,co już było jakimś sukcesem. Chwilę oddechu złapałem na Lukovej,bo tu już trochę więcej widać. Mimo wysokości,nadal ciepło i przyjemnie,ale to chyba głównie zasługa słońca - smali niemiłosiernie! Lubię to. Trzeba jakieś fotki walnąć i do góry! Powyżej Lukovej śnieg trzyma się jeszcze bardzo dobrze.Może jeszcze nawet za tydzień będzie co tu robić. Jest jeszcze na pełnej szerokości. No i coraz więcej widoków. No nic,znowu będzie nieco dłużej...7 punktów
-
Serię filmików Candidego Thovex'a "One of those days" już każdy widział... ...a widzieliście doskonałą parodię tej serii? Spójrzcie, bo to świetna parodia w wykonaniu narciarza na biegówkach :eek: :biggrin: :applause: :applause: :applause: [video=youtube;jo5HiyXSJww]6 punktów
-
Kolejna wieczorna jazda po pracy......może to jest nudne, może mało ciekawe? Sam nie wiem? ...ale taka jazda wieczorna, zwłaszcza po ciężkim dniu w robocie, to czysta przyjemność.Trochę natury, zieleni, błękitów - i zaraz człowiek szczęśliwszy!Trzy kilometry od chaty i zaraz zwierzęta, natura w czystej postaci... Jeszcze trochę asfaltu i w las. Na początku szutry... A potem, to co lubię najbardziej - nizinna, "tradycyjna" leśna droga. Błękity... Zielenie Jak to dobrze, że człowiek ma blisko do głuszy... Konwalie jeszcze bez "dzwonów"... Zasiane?...Z cyklu "mazowieckie klimaty": Strumyk, a na pagórku obok rzeźba Św. Krzysztofa. Słońce powoli zachodzi... ...i na koniec eksplozja barw. Ostatnia fota zrobiona telefonem. Wcześniejsze GoPro, wczorajsze aparatem... są różnice...23 km przekręcone.pozdrawiammarboru6 punktów
-
J - bar z Kasprowego... Ja za to w swojej piwnicy mam to: Po kilku dniach odczyszczony i już z oryginalną kotwicą zawisł w piwnicy: To jest najprawdziwszy orczyk Swoboda MkI. Takie były zakupione przez GON w Szczyrku w roku 1968 kiedy powstawał "Długi Górnik" w Czyrnej. Później okraszono nimi inne wyciągi, głównie Juliany, Cielętnik i Solisko-Suche. Zdaje się też były na Golgocie ale mocno przemieszane z późniejszym modelem znanym do dziś np z Soszowa. W Szczyrku nie było takich tylko na wyciągu na Małe Skrzyczne. Ten powstał jako ostatni i od początku miał bębny MkII.Mój TSW Swoboda MkI nie pochodzi jednak ze Szczyrku (u nas ostatnie MkI znikły w 1989r) a z Łotwy. Tam, koło miejscowości Madona znajduje się najwyższy szczyt tego kraju - Gaizinkalns, pagórek w typie naszej Wieżycy o szalonej wysokości 312m n.p.m. W czasach słusznie minionych, radzieckie władze zakupiły i postawiły tam oryginalny wyciąg Swoboda, pierwszej generacji. W przeciwieństwie do Polski jest to kompletny od A do Z austriacki wyciąg. Stoi i pracuje tam do dziś i wciąż ma bębny pierwszej generacji ! Dzięki internetowi i Facebookowi, nawiązałem kontakt z właścicielem wyciągu. Słono mnie kosztował zakup tego orczyka ale zrzuciłem się na niego wraz z Austriakiem z Alpinforum, człowiekiem dla którego tak jak i dla mnie ten bęben to istny Święty Graal. Czy dacie wiarę, że nawet w samym Carvatechu (dawniej Swoboda) nie udało się uzyskać ani informacji ani złamanego zdjęcia tego bębna..??! Tak, były takie, robili je w Traunsteinwerkstatten ale to było tak dawno, że nikt już nic nie ma! TSW Swoboda MkI - orczyk, o którym marzyłem od dziecka, wreszcie jest w moim posiadaniu. Co prawda kosztował 250€ i jeszcze w zamian oddałem mój odrestaurowany bęben MkII (z avataru), bo stan musi się zgadzać, ale wspomnienia, historia i spełnienie marzenia z dzieciństwa okazały się bezcenne! Piszczuś - tak nazywałem te bębny jako kilkuletni kajtek. Pod koniec rozwijania linki wydawały piskliwy dźwięk, takie "jiiiii" - i ten też tak robi! Miło było to usłyszeć po niemal 30 latach! Na razie bęben został umyty ekstrakcyjną i doczepiona została oryginalna drewniana kotwica - znaleziona kilka lat temu w magazynach w Czyrnej. Jest nawet oryginalna guma odbojowa. Jedyna różnica to linka, która w oryginale była stalowa (4mm) a tu Łotysz wymienił ją na plecionkę z polipropylenu nota bene identyczną z tymi jakie były stosowane w polskich Mostostalach, a która jest już w Polsce nie do zdobycia. Ta zamiana okazała się jednak zbawienna dla obudowy bębna, która ulegała nieraz niemal przepiłowaniu przez stalową linkę. No cóż.. mój bęben ludzi już wozić nie będzie, więc ori linka zostanie założona a przy okazji do oryginału powróci Mostostal MkI, w którym aktualnie jest plecionka ale z współczesna żeglarska... ;-)Zapytacie pewnie: "Jak można podniecać się jakimś kawałkiem aluminium - toż to tylko zwykły orczyk...?!"Ano można... ! Dla mnie ten bęben to jak pomost do czasów kiedy miałem 6 lat, gdy nie miałem kłopotów a świat wydawał się piękny beztroski i kolorowy...5 punktów
-
Do zródeł Odry...... Wszyscy(?) wiedzą skąd wypływa Wisła - choć i tu zdania są podzielone, który z potoków źródłowych jest 'tym własciwym' - to mało kto ma wyobrażenie skąd wypływa druga rzeka w Polce...popularne info - to 'gdzieś z Czech'.... :-)Trudno się dziwić takiej niewiedzy, skoro źródła Odry znajdują się w niepozornych Górach Odrzańskich - najbardziej wschodnim paśmie Sudetów, w dodatku na terenie czynnego poligonu wojskowego... (Vojenski Ujezd Libava) http://www.vojujezd-libava.cz/ .Wstęp tam był do niedawna całkowicie zakazany, mieszkańcy wysiedleni a dostepu broniły setki groźnych tablic i kilometry ogrodzeń. No ale... Rosjan już dawno tam nie ma, ogrodzenia zniknęły a czeska armia doszła do wniosku, że mozna z tego miejsca zrobić turystyczną atrakcję.Do źródeł Odry i obrzeży poligonu umozliwiono dostęp w dni wolne od pracy, a cały poligon od kilku lat dostepny jest raz w roku w dniu 1 maja. Skorzystałem wiec z okazji...Początek pod zamkiem w Prostat-cie Zaraz za wsią zaczynaj a straszyć tablice - małe, duze i całkiem duze... tego dnia jednak nie obowiązują. Chętnych sporo... Mijam przynajmniej kilkaset samochodów na parkingach i przy drodze. Boje się tłoku na trasie, lecz jak poźniej okazało się rowerzysci 'rozpełzli' sie na tych kilkudziesięciu km kwadratowych poligonu i pojawiali się w zasięgu wzroku nader rzadko....Za pierwszy ogień idą zródła Odry.... W odróżnieniu od Wisły wypływa ona z niepozornego płaskowyżu. W pewnym miejscu twarde podłoże zmienia się w tryskający pod stopami trawnik nasączony woda jak gąbka- i już.... By zlokalizować 'punkt' wykonano wiatę a w niej studzienkę - teraz wiadomo że 'to tu'. Kupuję za 30 koron 'bilet' (na koszty rzeczywiscie perfekcyjnej organizacji imprezy) i ruszam .....Drogi najrózniejsze, nieco asfaltu, trafił sie też dłuższy odcinek rozwalonej kostki, ale najczęściej jest to lesna szutrówka lub gruntówka z odcisnietym grubym bieznikiem.Traktora? Czołgu? Wszystko jedno- ręce dostają solidnie popalić.... Pojawia sie główna strzelnica artyleryjska..... ten ciekawy obiekt na fotce to miejsce dla obserwatorów. Na szczęście nie strzelano... :-). A na górze super widoczki na okolicę..... .Dalej to już samotna jazda, z rzadka mijam innych rowerzystów. Trasa bardzo urozmaicona- i widokowo i wysokosciowo, podjazdy krótsze niż w Beskidach ale o 'słusznym', zwykle kilkunastoprocentowym nachyleniu.... w mojej obecnej kiepskiej kondycji i przy kiepskiej nawierzchni nie raz zmuszały do wypychu i podziwiania z buta malowniczej okolicy, nieco przypominajacej naszą Jure koło Morska, Bobolic. Uderza pustka, kilometry bez śladu zabudowań, stare zdziczałe sady, dróżki prowadzące do nikąd, pojawiacy sie niz z tego ni z owego klasztor w srodku lasu...... hmmmm nawet czeska armia go nie ruszyła? (w kazdym razie gps przydał sie wielokrotnie)W sumie ponad 60km z przyzwoitym przewyższeniem ok 1000m. Do tego najtrudniejszy podjazd pod sam koniec..... :-)Polecam wszystkim skorzystać za rok.....zdecydowanie dobrze spędzone Świeto pracy :-) PozdrawiamM5 punktów
-
Proszę zapiąć pasy... będzie relacja ,Mariusz jest w drodze na Hintertux'a.:cheerful: Z mojej strony skromnie...jutro pętla rowerkiem wokół góry Ślęża:rolleyes::3 punkty
-
Trochę przewrotnie w tym wątku - jakoś nie zanotowałem tego wcześniej więc może i Wy przegapiliście. Od miesiąca mamy nowy rekord Haute Route Francuski zespół Bastien Fleury i Olivier Meynet w czasie 16:35 pokonał najsławniejszą skitourową turę Alp, czyli trasę Chamonix-Zermatt, tzw. Haute Route. Ich rekord jest o dwie godziny lepszy od poprzedniego! Dla tych co nie pamiętają: długość: 110 km łączne przewyższenia: – podbiegi: 8350 m – zbiegi: 7750 m pozdro Wiesiek3 punkty
-
Wbrew pozorom,na nartach zdecydowanie łatwiej i przyjemniej. Zdziwiłbyś się jak foki trzymają! :proud: Pod Majovą wszedłem bez najmniejszego problemu! : Jasiek,no to czekamy na propozycję terminu.Myślę,że chętnych będzie trochę. : Zlot motocyklowy - no ja od wielu lat w "stanie spoczynku",a raczej zawieszenia,ale wkrótce powracam! To była kiedyś moja największa pasja! : Dziękuję Aniu! Normalnie się zaczerwieniłem i jest mi bardzo miło. Zwłaszcza,że takie słowa padają z twoich ust,tj. kobiety z klasą! : Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania! Zwłaszcza z tak pozytywnymi ludźmi,ja Ty z Mariuszem! :applause: Pozdrawiamy2 punkty
-
:biggrin: hahaha wbrew pozorom, to nie siedzę długo na YT. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać fajnych filmików :wink: A oprócz nart, mam jeszcze kilka pasji... kajak - spójrz na wątek z kajakiem :biggrin: rower :happy: żagle, góry, podróże, montaż filmików, dobra książka (czytam bardzo dużo), zbieram komiksy... i wiele, wiele innych :wink: sam się zastanawiam jak ja to wszystko ogarniam :eek: pozdrawiam.2 punkty
-
Mitku... mam 'podejrzenie graniczące z pewnoscią', ze to nie są ci sami ludzie.... to zresztą pewnie nie do sprawdzenia. A w temacie- zdecydowanie wolę jazdę szosą niż biegnącą obok scieżką, zazwyczaj o gorszej nawierzchni (np. kostka fazowana), poprzedzielanej wjazdami o innej wysokości (taki prawie pumptrack), skrzyżowaniami bez przejazdów rowerowych, objazdami przystanków, pojawianiem się i zanikaniem w najdziwniejszych miejscach... i wielu innymi atrakcjami, nawet jesli to powoduje bliskie sąsiedztwo samochodów. Mysle, że to kwestia przyzwyczajenia. Kierowcy wcale nie mają morderczych zamiarów, nieswiadomość gabarytów i mozliwości pojazdu jest stanowczo w zaniku (chyba że w innych okolicach nie?). Budowanie czegoś przypominającego z nazwy "drogę dla rowerów" to wyrzucanie pieniedzy. Może bierze sie to z tego, że częstym synonimem ddr jest "scieżka rowerowa" - wiec coś małego i byle jakiego? A wystarczy zajrzeć do warunków technicznych tego tworu.... Masa Krytyczna to taka demonstracja uliczna- i należy tak ją traktować. Jak dopust bozy. Konstytucja pozwala. PozdrawiamM2 punkty
-
Cześć Bzdura. Jeżdżę samochodem, lubię jeździć samochodem i jest on w dużej części absolutnie niezbędny w mojej pracy. Moja żona od prawie czterech lat jeździ na rowerze wszędzie bez względu na porę roku. Ja tak nie mogę ale jak tylko mam możliwość to się staram. Rower w wypadku wielu moich znajomych to nie jest hobby ale pojazd do poruszania się - do tego znacznie lepszy niż samochód. Mam kolegę, który pierwszy samochód kupił sobie w zeszłym roku - rocznik 68 albo 69 praca związana z wyjazdami. Znam takich osób bardzo wiele. Niestety w opisanych przez kolegę powyżej spędach bardzo często biorą właśnie udział ludzie, którzy roweru używają tylko od święta ale czują się cyklistami pełna gębą. Ci którzy nimi są nic nie muszą manifestować. Pozdrowienia2 punkty
-
Potwierdzam, w styczniu byliśmy na biegówkach w Spalonej i zdobyłem Jagodną na nartach,pozwolę sobie załączyć fotki :smile:W przypadku biegówek trasa jest ekstremalna, osiągałem tam swoje życiowe rekordy prędkości :biggrin: :smile: Rok temu było tam całkiem przyjemnie, kuchnia była czynna.Było nawet trochę towarzystwa, w Masarykowej (czeska chata "nad" niebieskim krzesłem w Zieleńcu) to nawet tłumy. Polecam z Orlicy udać się na czeską stronę i zrobić kółko, różnymi wariantami można dojść do Masarykowej, ewentualnie dalej zdobyć Velka Destna (1115) czyli najwyższy szczyt w całym paśmie czesko-polskim Gór Orlickich. Po drodze oglądamy liczne wyciągi orczykowe :smile:Zimą można zrobić tą trasę również na biegówkach, szlaki tam są utrzymywane.2 punkty
-
Wieczorne jazdyChoć krótko, bo po pracy, to wieczorne jazdy za miasto są czymś, na co człowiek czeka cały dzień......tym bardziej, że gdy za oknem słońce, ciepło i idealna pogoda, to nijak się nie można wyrwać jak tylko wieczorem właśnie. Pogoda w ostatnim czasie jest mocno zmienna, ale ma to swoje zalety - można mianowicie być świadkiem niezwykłych spektakli, gdzie w roli głównej jest światło, niebo i chmury.Mazowiecki klimat, tuż za znakiem "koniec terenu zabudowanego". Smak wsi... ...wiosenne jabłonie... ...i te kolory, kształty, chmury. Gra świateł przed zachodem słońca. 22 km po pracy :happy:2 punkty
-
Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.2...znowu dostajemy się w obręb burzy.Czy to ta sama, która pół godziny nas ominęła bokiem? Chyba nie.Mamy niewiarygodne szczęście - znowu wali, błyska się ale obok - nas łapie jedynie deszcz... ale, czy to ważne?Bawimy się doskonale. Mijamy przepiękną, piaszczystą skarpę pełną gniazd, a w zasadzie "norek" niezwykle sympatycznych ptaszków - Brzegówek. Jest ciepło. Tak szybko jak przyszedł drugi deszcz, tak szybko wyszło słońce.Na rzece pojawiła się nowa, bardzo urocza plaża. Tutaj postanawiamy zrobić krótką przerwę na kanapkę i banana.Oczywiście nie obyło się bez sesji zdjęciowej...tym razem X zamiast z nart, jest z wiosłami. Słoneczko przebija się przez chmurki......jak my je lubimy! Nagle tuż przed nami przelatuje spory ptak, czyżby dzięcioł?Strzelam do niego z aparatu. Zbliżamy się do pierwszego mostu... Tuż za nim zaczyna się odcinek leśny. Na jego początku kwitnące jaśminy......zapach?Wiosna! Chwila nieuwagi i stajemy na mieliźnie. Nie śpieszymy się z uwolnieniem, bo przed nami kolejna burza, a my płynąc szybko moglibyśmy ją dogonić. Mimo przerwy nurt rzeki, może machamy zbyt szybko - bo odcinek Puszczy Kozienickiej przebywamy ekspresem i na trzy kilometry przed końcem spływu doganiamy trzecią i najgroźniejszą burzę.Jeszcze przed mostem drogowym i drogą do Warszawy nie pada... ...200 metrów za, dopada nas rzęsista ulewa. Ponieważ wpłynęliśmy na ujściowy odcinek rzeki, gdzie nie ma żadnych miejsc, w których moglibyśmy się skryć, dlatego, że zbliżaliśmy się do kilku sieci wysokiego napięcia - postanowiliśmy nawrócić i przeczekać pod mostem.Parę minut pstrągowania i i jesteśmy bezpieczni. Przymusowy postój trwa 20 minut. Błyskawice walą spektakularnie, grzmoty wskazują, że odległość wyładowań nie jest daleka od naszej pozycji.Udało się, przeżyliśmy!Płyniemy dalej i naszym oczom ukazuje się cywilizacja - Elektrownia Kozienice. Kilkaset metrów i wpływamy do królowej polskich rzek - Wisły.Tu, w miejscowości Kłoda, kończymy nasz spływ. Szybko spuszczamy powietrze z kajaka, pakujemy do auta i spadamy po drugi samochód.Mokrzy ale szczęśliwi.20 kilometrów przepięknej, dzikiej rzeki - przyroda jest wielka!Co kolejnym razem?Mam nadzieję, że inny projekt, projekt kilkudniowy z biwakowaniem i "harcerskim" klimatem wraz z łowieniem rybek.pozdrawiammarboru2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Na ostrzejszych podejściach (np. Majova) bym szedł raczej z buta (łatwiej jest?). Mam wprawę z przed 2 lat :biggrin: :angry:1 punkt
-
W końcu dopiąłem swego... :wink: : No wiesz,ja teraz na wsi mieszkam... :redface: 2 - 2,5 gdz. z przerwami na sesję zdjęciowe,ujęcia filmowe i takie tam... Zapas sił był spory,stąd niedosyt. Myślę,że bez większego trudu utrzymasz moje tempo.Oczywiście dużo zależy od wagi sprzętu,aktualnej kondycji itp... :proud:1 punkt
-
Tradycyjna fotka w "gaciach" jest - zakończenie sezonu oficjalnie masz zaliczone Maciek :happy: Gratuluję!1 punkt
-
10 kwietnia Yannick Boissenot, Stéphane Roguet, Nicolas Brunel i Titi Gentet zjechali na nartach północną ścianą Les Courtes (3856 m, masyw Mont Blanc). [video=vimeo;162381031] Droga austriacka na północnej ścianie Les Courtes (3856 m) ma 800 metrów i trudności D, 50°/55°. Została wytyczona w 1961 roku przez Helmutha Drachslera i Walter Gstreina i jest jedną z klasycznych linii wspinaczkowych. Pierwszego zjazdu na nartach dokonał w lecie 1977 roku Daniel Chauchefoin. Wyczyn tego po 18 latach powtórzyli Pierre Tardivel, Emmanuel Ballot i Edouard Cottignies (1995). W 2006 Roch Malnuit zjechał drogą na snowboardzie, towarzyszył mu Yohan Courcelles na nartach. Więcej zjazdów tą drogą wspinaczkową nie było. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Powrócę do wiązań :smile:Hagan ZR race - na wygląd przypominają expedition (i to mi się pomerdało i dlatego myślałem, że są wielopozycyjne) To tak naprawdę ATK - też cztery pozycje (czyli telemarkowa) - choć ta ostatnia to chyba wymaga dodatkowych elementów... Cena 1740zł (u Mirka), waga poniżej 240 g kpl, przy pełnej funkcjonalności!Kusi, ale chyba poczekam jeszcze trochę.Ale co by nie powiedzieć te ATK raider najbardziej przykuły moją uwagę.PozdroWiesiek1 punkt
-
Chyba mnie pomyliłeś z MajorSki (ksywki), który jest znawcą topografii w Tatrach w naszej ekipie. Ja nie czuję się ekspertem tatrzańskim, coś tam chodziłem latem, teraz zakosztowałem zimą. Wantule nie zwróciły mojej uwagi dotychczas, doczytałem. Wyjaśniliśmy sobie nieporozumienie na privie :smile:1 punkt
-
Mariusz, u mnie w mieścinie coś z kajakami będą robić na dniach. Jakiś slalom, spływ, czy coś podobnego. Nie znam szczegółów bo mimochodem usłyszałem w radio.1 punkt
-
Oooo.. widzę, że zrobiła się poważna dyskusja. Wsadziłem kij w mrowisko? Może, ale pozwólcie, że dziś, w "dniu bezpieczeństwa na drogach" ( słyszałem właśnie w radiu że to dziś), podzielę się swoimi myślami. Rower zawsze będzie zawalidrogą na ulicach i drogach. Możemy dać rowerzystom wiele praw, wprowadzić nawet uregulowania takie, aby byli świętymi krowami, i tak będą tamować ruch i stwarzać zagrożenie!!!! Stwarzać zagrożenie dla siebie!!!! i innych. Pomijam tu obecny poziom znajomości prawa o ruchu drogowym przez rowerzystów ( oraz pieszych), bo to sprawa na osobną dyskusję. Co do budowy ścieżek rowerowych, zgadzam się całkowicie że należy je budować. Budować jako osobne szlaki, starać się oddzielać je od dróg!!!1 punkt
-
Co łączy te dwa pasma gór?..."Autostrada Sudecka" między innymi. Pięknie wyremontowana droga (trasa rowerowa również)nr 389.Jest to jedna z najwyżej położonych dróg asfaltowych w Polsce a więc wszędzie jest blisko:smile:Mam na myśli 2 szczyty Korony Gór PL. Jagodną i Orlicę.Na Jagodną szliśmy spod schroniska "Jagodna". Na szczyt idziemy piękną,szeroką szutrową trasą.Idąc niektórzy mogą usnąć z nudów, co widać po minie Mariusza. (mojej nie widać bo robię fotki:smile:) Jest to trasa dla Całej rodziny i psa:smile: I dla tych co chcą coś wypatrzyć np. dzikiego zwierza Dla narciarzy biegowych jak najbardziej i rowerzystów latem. Po godzinie spokojnego marszu,docieramy na szczyt a tam?kopczyk z granitognejsów Wracamy do schroniska Jagodna,jedziemy wspomnianą tu autostradą do Zieleńca.Ten tętniący życiem w sezonie zimowym kurort narciarski,zastajemy 3 maja uśpiony i praktycznie bez życia. Jesteśmy turystami więc chroniąc się przed deszczem wbijamy się do schroniska Orlica. Wieje pustką,nie ma nikogo,brak zapachów z kuchni oznacza tyle, że zupy nie zjemy:cool:: (pani informuje nas,że schronisko chwilowo zamykają)."Umęczeni" atakiem szczytowym na Jagodną, nie ma wybacz-atakujemy Orlicę. Szlak spacerowy jak na Jagodną, tylko dwa razy krótszy. Towarzyszy nam padający majowy deszczyk,śpiew ptaków,dobry humor i CUDOWNA CISZA.Victoria!!! Reasumując.Jeśli ktoś ma ochotę wybrać się w te partie Sudetów,warto zabrać rowery. Z Jagodnej na Orlicę jest zaledwie 23km.Przy ładnej pogodzie podziwiamy naprawdę ładne widoki.Trasy łatwe i przyjemne, Warto zobaczyć "Torfowisko pod Zieleńcem"Do Pragi jest zaledwie 160km(niekoniecznie rowerem:smile:)Dla poprawy samopoczucia do pobliskiego Parku Zdrojowego można się udać.Moim zdaniem fajne spokojne miejsce na aktywny letni weekend dla całej rodziny.Ania pozdrawia.1 punkt
-
Marboruteam się nie martwi:smile: Ziemia Kłodzka jest przyjazna. :smile: przypominam Team'owi o Śnieżniku :smile:1 punkt
-
A nie dlatego, że aut przybyło lawinowo i większości użytkowników dupsko tak przyrosło do fotela, że nawet po bułki musi jeździć swoim Passerati TDI?1 punkt
-
Jest parę aspektów - pierwszy to infrastruktura czyli pieniądze i chęci. Urzędnicy tylko pod presją zrobią to co do nich należy. Obywatele w ten sposób domagają się zmian i nie wiem jak jest w innych miastach ale we Wro to zadziałało - jest zasadniczy postęp - oczywiście w centrum naprawdę trudno jest zrobić rewolucję (jest spora poprawa) za to na peryferiach robi się "europejsko". Drugi - świadomość. Z wielkim trudem przebija się do mentalności kierowców, że są inni użytkownicy dróg i muszą szanować ich obecność, prawa. Ponieważ poruszam się od lat wyłącznie rowerem (przez cały rok) to sytuacji gdzie mógłbym zginąć pod kołami było sporo. Zdecydowana jazda i dwie ręce zawsze na hamulcach, kontrola czy mnie widzą i chcą zauważać to podstawa. Ale do komfortu poruszania się daleko. Trzeci - bezpieczeństwo (łączy się oczywiście z poprzednimi). Rowerzystom mimo wszystko bliżej do pieszych (udowadniają to statystyki) jak do aut więc rozdzielenie ruchu tam gdzie jest to możliwe czyli kasa i ustawodawstwo. Znów wychodzi presja na decydentów. Czwarty - wypoczynek, zdrowie. Moment "po godzinach" - podejrzewam, że głównie w tym aspekcie funkcjonujesz jako rowerzysta. To najbardziej perspektywiczny obszar i uważam,że jesteśmy dosłownie przed eksplozją w tej dziedzinie. Społeczeństwo to gra sił nacisku. Skoro rolnicy wysypywali zboże na tory i blokowali drogi (starając się ugrać), górnicy pali opony (przedłużając agonię branży za pieniądze podatników) to nie dziwi mnie, że cykliści też chcą coś załatwić. To coś to może być: odpowiednie regulacje, sensowne projektowanie infrastruktury, edukacja innych. Nawet nie chodzi o jakieś istotne pieniądze bo to jest maleńki ułamek tego co się wydaje na infrastrukturę. Ustawiając dobrze całość może okazać się zgoła, że to najsensowniej wydane pieniądze (najniższy "ślad węglowy", zwiększenie płynności ruchu, polepszenie zdrowia, rozwój lokalnej turystyki). Oczywiście jazda w lesie czy górach też mi jest najbliższa. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Dyskusja w tym temacie dziwnie się zapętla co parę miesięcy:cool:: Mam nadzieję że za 4 lata ośrodek będzie hulał na całego, z nowymi wyciągami, poszerzonymi trasami, poprawionym naśnieżaniem, połączoną dwustronnie górą. Półki co miło będzie jeżeli na przyszły sezon zrobią zbiornik i naśnieżanie na dużej ilości tras, bo w Szczyrku najbardziej brakuje śniegu. Jak będzie śnieg to będzie pięknie, bo trasy są najlepsze w Polsce:applause:1 punkt
-
Widziałem te fundamenty... One powstały chyba za GAT,albo jeszcze wcześniej.Richter je odkopał,a na zardzewiałych prętach powiesił świeże peszle,żeby wyglądało na nowe... :biggrin:1 punkt
-
Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.1Zeszły sezon kajakowy niestety nie był udany.Złożyło się na to kilka przyczyn: mało czasu, niskie stany wód, słaba pogoda w weekendy, może trochę brak chęci... nieważne. Obiecałem sobie, że w tym roku będzie dużo lepiej. Mniej roweru, więcej pływania.Od jakiegoś czasu planowaliśmy spływ w tegoroczną majówkę - niestety pogoda w kratkę a zimno odstraszało nas od realizacji planów.Aż do dzisiaj i determinacji Piotrka, Expata, że jedziemy!Z decyzją zwlekaliśmy do południa - pogoda nie była zbyt pewna.Paula zrezygnowała z pływania na rzecz roweru - męska część paczki ostatecznie nie odpuściła - olbrzymia w tym zasługa, bardzo pozytywnie nastawionego do wyjazdu, naszego Kompana i towarzysza wielu wypraw zarówno narciarskich, górskich i tych wodnych.I dobrze! Czasami motywacji brak i głos Przyjaciela, jego zapał jest wskazany.Ponieważ "Piękna" odpadła, a czasu mieliśmy mało - wyprawa tym razem na jedną łódkę.Cel również z braku czasu mógł być jeden - "moja" rzeka, Radomka.Ponieważ nie chcieliśmy się przeprawiać przez przeszkody wodne, zwodowaliśmy się za mostem drogowym w miejscowości Brzóza. Już w trakcie rozkładania sprzętu, jedno było pewne - zmokniemy.Praktycznie, z każdej strony front atmosferyczny i ciemne chmury. Odgłosy wyładowań atmosferycznych i w oddali widok ściany deszczu.Cóż? Szybko na wodę i przed siebie. Na pierwszy rzut oka widać, że rzeka się zmieniła i żyje - nowe zwałki, nowe przeszkody w wodzie, nowe drzewa mocniej nad nią pochylone. Cisza, spokój, czyste powietrze, zero ludzi, dzika natura...pięknie!Wydawać by się mogło, że jedyni intruzi, to my...choć kaczki wzbijają się do lotu w ostatniej chwili i niemalże w zasięgu wiosła. Pierwszy deszcz i obrzeża burzy dopadają nas przed upływem pierwszej godziny spływu. Niestety z pośpiechu zapominam z domu wziąć fartuchów......szybko zakładam sztormiak - Expat, moknie... Plaża, na której robiliśmy popas w zeszłym roku, praktycznie przestała istnieć - został niewielki pasek piasku. Mijamy znajome i niezwykle urocze miejscówki.Tutaj jakby czas stanął w miejscu... Jakaż ta rzeka jest śliczna! Ile tajemnic z przed lat skrywa, ile jeszcze zdoła przed nami odkryć? Co chwilę manewrujemy pomiędzy przeszkodami, non stop jest co wiosłami robić - jest ciekawie.Nie tylko w wodzie, ale na brzegu również......huśtawka i skok do wody - kto czegoś takiego nie robił w dzieciństwie? Wspomnienia wracają... Ależ cudnie dookoła......tak blisko miasta, a tak dziewiczo! Mijamy jakieś zabudowania, jakąś wioskę... jaką? Kto by się tam zastanawiał? Niebo ponownie ciemnieje...1 punkt
-
To pewne. Myślę, że na mojej "próbie dwa" gdyby nie było księżyca i poświaty miasta - wyszło by w miarę ok. Wycisnąć lepszą jakość zapewne również się da... ...nawet znalazłem dzisiaj poradnik jak to zrobić. Spójrzcie - jakość nie jest taka słaba. [video=youtube;Fp0T90ULEs0]1 punkt
-
Canon EOS 6D Canon EOS 550 Samyang 14mm f2.8 Canon 24-105 f4 L Canon 70-200 f4L Canon 15-85 f3.5-5.6 Dynamic Perception Stage One Slider eMotimo TB3 Black1 punkt
-
Poważna sprawa - Night laps. No właśnie... ...poważna sprawa "Night laps". Będąc ostatnio w dolinie Otztal postanowiłem się trochę pobawić w temacie nocnego filmowania i robienia fotek w nocy, a potem montażu takiego materiału. Nim napiszę kilka zdań z moimi spostrzeżeniami, to szczerze mówiąc pisząc tego posta mam nadzieję, że znajdę użytkownika GoPro Hero 4 Silver, który zapoznał się z tematem Night Lapsów i potrafi doradzić z optymalnymi ustawieniami kamery na noc. Prób miałem kilka... ...jedna z pierwszych, z której mogłem cokolwiek zrobić - słaba jakość fot, słabe ustawienie kamery = sporo pracy z ulepszeniem zdjęć...w efekcie obraz dosyć mizernej jakości. Plus tej próby, to widoczne pojedyncze gwiazdy, księżyc wyglądający jak księżyc... ...najpoważniejszy minus - słabo widoczne otoczenie. Spójrzcie: [video=youtube;dxRgASDoUA0]https://www.youtube.com/watch?v=dxRgASDoUA0 Próba najlepsza... ...dobra jakość zdjęć, dobrze widoczne otoczenie. Minusy - praktycznie niewidoczne gwiazdy, księżyc wyglądający jak słońce... [video=youtube;xumY2nXUBfs]https://www.youtube.com/watch?v=xumY2nXUBfs Wiem, że jestem już blisko... ...tuż tuż - ale jak ustawić optymalnie kamerę? PS. Ustawienie kamery w pozycji medium przy robieniu fot do night lapsów praktycznie eliminuje materiał do umieszczenia w montowanym filmie. Ucząc się na własnych błędach wiem, że kamera powinna być ustawiona w pozycji high (chodzi o kąt). Dlaczego? Ponieważ po scaleniu zdjęć w film, mamy po bokach dwa czarne paski - różny rozmiar w porówaniu do kręconego innego materiału. A może o czymś nie wiem i da się to wyeliminować? Ehhh nauka samouka jest trudna... Proszę mądre głowy o poradę - efekt końcowy jaki chciałbym uzyskać, to taki jak na poniższym filmie :biggrin: [video=youtube;DtJIiqPk54c]1 punkt
-
1 punkt
-
Szczerze mówiąc też nie wiedziałem. Dowiedziałem się o tym nie dawno podczas drążenia tematu w poście o Muller GMD (Kondratowa/Skrzyczne) - http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/20169-Szczyrk-Doliny-II-Muller-GMD-zostanie-obj%C4%99ty-ochron%C4%85-konserwatorsk%C4%85./page2 Co prawda zdjęcie laski jadącej na J-barze widywałem w sieci i w książce p. Barana ale wydawało mi się, że to jest właśnie to pierwsze jednoosobowe krzesło lub w ogóle fotka zaczerpnięta gdzieś z netu (są tego setki) z jakiegoś alpejskiego kurortu z lat 50. Tymczasem okazało się, że Muller GMD a i owszem był pierwszym w Polsce wyciągiem orczykowym ale z bębnem linką i kotwicą do holowania narciarzy a prawdziwie pierwszym wyciągiem podporowym, wysokiego prowadzenia liny z zawiesiami holującym narciarza i działającym w ruchu okrężnym (tj z kołem zwrotnym i powracającymi zawiesiami na stałe sprzężonymi z liną) okazał się ów J-bar. :cheerful: Pozostaje teraz kwestia skąd ów J-bar w Polsce się wziął....? Nie chce mi się wierzyć, że to pionierska myśl techniczna ówczesnych przodowników pracy, z drugiej strony nie przypuszczam, że wyciąg ten został zakupiony w innym (alpejskim) kraju. Myślę, że to była pierwsza przymiarka typu C/P podpatrzona gdzieś w Alpach albo nawet USA (tam J-bar był bardzo popularny i jest do dziś). Sposób jazdy na tym wyciągu był bardzo prosty ale zważywszy na brak jakiejkolwiek amortyzacji, zapewne także mało wygodny. Pół biedy gdy było dość śniegu by J-bar ciągnął narciarza jak na zdjęciu. W ewentualnych dołkach czy miejscach obniżenia terenu J zapewne nieco unosił szusmena w powietrze i stąd pewnie te 3 szczebelki pod zadkiem. Linka z bębnem lub teleskop zdecydowanie rozwiązały ten problem. J-bara można by zatem nazwać wyciągiem krzesełkowo orczykowym, wlecząco unoszącym, jednoosobowym... ;-)1 punkt
-
Moja skucha - nie na Goryczkowej a na Gąsienicowej. Mea culpa.. ;-) Nie jestem pewien ale może tak być. W tamtych czasach wykorzystywano co się dało. Tu masz to cudo:1 punkt







