Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
10.05.2016 - 10.05.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.05.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
Lodowiec Stubai - nowa gondola 3S Eisgrat Właśnie wyszedłem z konferencji zorganizowanej przez przedstawicieli doliny Stubai w Austrii. Tematem przewodnim byłą nowa inwestycja, czyli budowa nowej kolei linowej 3S Eisgrat, która pozwoli na wyjazd na lodowiec bezpośrednio z parkingów. Powstanie także, a raczej zostanie wytyczona nowa skiruta od stacji pośredniej gondoli, w dół, do stacji dolnej. Będzie można nią zjeżdżać pod nową gondolą. Długość 3,8 km. Więcej informacji na ten temat znajdziecie w tekście. [video=youtube;o4DDgDFxxCA]4 punkty
-
Ja też ciągle kręcę... to jest kręcę na rowerze. :wink:Właściwie niemal codziennie.Niedziela - z Żonką w swoich okolicach,ale ze względu na deszcz i przemoczenie,ograniczyliśmy się do nieco ponad 30 km.Poniedziałek - samemu,Goczałkowice,J.Goczałkowickie,J.Łąka,Park w Pszczynie i powrót (łącznie 76km)Dziś - krótko,bo burza ścigała,łącznie 56 km.Trzeba by trochę przyspieszyć,bo zbliżają się zawody. :angel:3 punkty
-
Po burzach, opadach deszczu i uspaniu dzieci udało się wyskoczyć na godzinkę trochę pokręcić. Trochę po mokrym, trochę po suchym, ale bardzo przyjemnie :-) Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka3 punkty
-
Udało się i jestem na liście startowej!!! :angel: :angel: :angel: Przynajmniej taką informację dostałem.Przelew wysłany,więc tylko jakiś kataklizm mógłby mi zepsuć humor. 26.06.2016 wystartuję w zawodach Uphill Race Śnieżka 2016. : Trasa liczy 13 km i nieco ponad 1000 metrów przewyższenia.Będzie też na trasie bufet z napojami i posiłkiem. Dziś od godz. 20.00 rozpoczęły się zapisy na tę imprezę. Jak ktoś chętny,niech próbuję,bo chyba tym razem ludzie odpuścili,bo długo nie było żadnego info,czy się to odbędzie.Normalnie lista zamykała się w kilka minut,a ponoć ostatnio w 3 min! Limit miejsc to 350 osób!!! Edit: Zarejestrowanych: 300 (jeszcze 50 miejsc) Koszt udziału to 200 zł. Czy ktoś też startuję? A może ktoś przyjdzie kibicować? Zapisy tutaj Normalnie uradowany! :angel: Czas się wziąć za ostry trening!1 punkt
-
Huraaaa!!! :angel: Bardzo się cieszę,a właściwie cieszymy! :angel: Prawdopodobnie przyjedziemy 20 czerwca i będziemy do 27. Dam znać jak będziemy wszystko wiedzieć.1 punkt
-
1 punkt
-
Dwa lata temu jechałem po jednym ciekawym odcinku Giro: podjazd i zjazd z San Pellegrino in Alpe. https://www.google.pl/search?q=san+pellegrino+in+alpe+giro+d%27italia&espv=2&biw=1259&bih=525&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiox4aurs_MAhUEWhQKHdZ7BsYQ_AUIBigB#imgrc=czNNNMfxZSGd1M%3A Zjazd samochodem na jedynce (po tej stromszej stronie) i zagrzane zaraz hamulce1 punkt
-
Zapowiadali piękną pogodę,więc uznałem,że czas zakończyć sezon narciarski.Przynajmniej oficjalnie.Rozpocząłem go na tourach,więc tak też chciałem skończyć,choć w tym roku niewiele się udało.Winna całosezonówka...Ponownie budzik naparza od 4 rano,a w mózgu przebija się okrzyk: "skończ wreszcie ten sezon,kiedyś trzeba się w końcu wyspać!".Jakoś się zwlekłem,spokojnie spakowałem i w drogę. Ta przebiegła w miarę spokojnie,choć w tygodniu zdecydowanie większy ruch i sporo nierozważnych dzieci. Lepiej uważać. Sporo też ciężarówek i traktorów,skutecznie opóźniających jazdę.Tak więc na Biela Put zameldowałem się nieco przed 9 rano - trochę późno. No ale dziś przecież nie ma to większego znaczenia,przynajmniej tak mi się wydawało. Parking puściuteńki,WiFi działa,nawet z WC można skorzystać. No to trzeba spakować plecak i przytroczyć narty. Trochę mi to zajęło,widać brak wprawy. Do tego mało praktyczny jest. W końcu się udało i czas wrzucić ustrojstwo na plecy. Uch!!! Ale ciężki! No tak,trzeba będzie pomyśleć nad tym. Ale tu płasko,a ja spieszyć się nigdzie nie muszę. W drodze do śniegu: Tu jeszcze ubrany,ale szybko zaczynam odczuwać ciepło. Trzeba było coś z tym zrobić,bo zaraz będzie dość stromo pod górkę. Chowam się za Biedronkę i tam przebranie oraz przepakowanie plecaka,bo tu też trzeba zmiany wprowadzić. Na szczęście od Koliska zaczyna się już śnieg,więc będzie łatwiej. Co ciekawe,już jeden osobnik zjeżdżał na sam dół. Musiał być bardzo wcześniej. Zakładam foki,narty na nogi i cisnę na Majovą. Bałem się,że tu mogą mi narty ujeżdżać,ale na szczęście bezpodstawnie. Jedynie złapanie równomiernego rytmu trochę trwało. Za to doczekałem się w końcu nart w krótkich gaciach! Myślałem,że na to nie ma już szans,a jednak! Dopiero teraz mam odpowiednią wentylację,a właściwie chłodzenie,bo bez tego to ciężko.Strasznie się człowiek grzeję,ale o tym już pisałem.Niestety jest jedna przerwa w pokrywie śnieżnej. Niewielka,ale trzeba to jakoś pokonać. Jakoś! Po prostu na fokach po trawie - bez problemu. Poszło sprawnie i wchodzę na trasę nr.1. Tutaj wygląda,że przynajmniej będę miał już ciągłość śniegu aż do samej góry. Choć są miejsca mocno zawężone. Za to nieco wieje i mi się w takich warunkach zdecydowanie lżej idzie. Zacząłem nawet jakąś panią doganiać. Złapałem rytm to jakoś idzie.Ową panią nawet wyprzedziłem,a chwilę później jakiegoś pana,również w krótkich gaciach,co już było jakimś sukcesem. Chwilę oddechu złapałem na Lukovej,bo tu już trochę więcej widać. Mimo wysokości,nadal ciepło i przyjemnie,ale to chyba głównie zasługa słońca - smali niemiłosiernie! Lubię to. Trzeba jakieś fotki walnąć i do góry! Powyżej Lukovej śnieg trzyma się jeszcze bardzo dobrze.Może jeszcze nawet za tydzień będzie co tu robić. Jest jeszcze na pełnej szerokości. No i coraz więcej widoków. No nic,znowu będzie nieco dłużej...1 punkt
-
Cześć Traktując podziękowanie Johnny'ego pod Twoim postem jako przyzwolenie założyciela tematu do zboczeń... kontynuuję: Mirka Wódkę miałem kiedyś okazje poznać i z nim pogadać stojąc w okolicy kibla w pociągu podmiejskim na trasie Zawiercie-Sosnowiec. Niezwykle spokojny i skromny chłopak traktujący wspinanie jako sens życiowy jako drogę...Prostolinijny i ujmujący człowiek. Było to pewnie jakieś 25-27 lat temu. Podobna postacią był nieżyjący już lat wiele Gerard Kowalski. Ten z kolei przesiadywał często w siedzibie PKG na Wąskim Dunaju z nieodłączną fajeczką... W Kobylańskiej bardzo często stawiałem namiot przy źródełku właśnie w związku z tym Szeroka, Lotniki czy też Słoneczna to były miejsca gdzie wisiało się czasami cały dzień. Pamiętam jak swego czasu wybraliśmy się na cały dzień do Bolechowic. Wracaliśmy zmęczeni ale zadowoleni łupami w postaci Ryski na Tablicą (które zresztą znany wszystkim pierwszy żywczykowiec przełomu lat 70/80 Konstanty Miodowicz przeszedł już bez asekuracji w roku 1979) oraz jakichś dróg na Zamarłej, i innych skałkach poza bramą. Naszą radość wzmagało czekające pod tropikiem wino więc wyciągaliśmy nogi jak należy. Niestety gdy doszliśmy do namiotu okazało się, że to wino ktoś nam bezczelnie zasunął. Były to takie czasy, że namiot rozbity był przy ścieżce i nikt nigdy niczego nie zabrał aż do tego nieszczęsnego wina. Brak jego smaku pamiętam do tej pory... Wtedy poziom wspinania czołówki to było VI.4 i chyba już ci co chcieli to mieli i SuperFriction i magnezję i secondskiny. My chodziliśmy w zwężonych elastycznych dresach (musiało być obciśle) t shirtach i oczywiście korkerach podbitych styrogumem przez szewca na ulicy Perzyńskiego na Żoliborzu. Wypadek w Tatrach z pewnością wpłynął na moje dalsze wspinacze życie aczkolwiek ja tego nigdy nie traktowałem jako jedynej pasji i nie traktowałem z należytym napięciem. Pasją były po prostu góry a to jak i gdzie... czy to narty czy skałki czy co innego ... nie maiło znaczenia. Tak - filar Świnicy kończyliśmy bardzo późno. Gdy weszliśmy na szczyt słonce właśnie się chowało a nad nami - bezpośrednio nad szczytem - krążyły jakieś dwa drapieżne ptaki. Była to jedna z bardziej zajebistych chwil w moim życiu. Schodziliśmy już po ciemku w zupełnie pustych górach... Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Chopok zdobyty!W końcu doczekałem się najlepszego widoku,tj. końca trasy.Szczyt,a właściwie narciarski szczyt, przywitał mnie lekkim opadem śniegu! Niemal do końca szedłem w słońcu,a tu nagle chmurka i opad. To trochę mi plany pokrzyżowało,a w sumie to najpierw zamknięta Rotunda. Byłem pewien,że tam sobie coś wsiamie i odpocznę,a tu Zonk! Trzeba więc nasiąknięte wilgocią foki zdjąć na polu i przy niezbyt fajnym wietrze. Trochę mi ręce przymroziło... Czas wię zdecydować co dalej,bo stanie w miejscu nie jest wskazane.Na horyzoncie widać już ciemne chmury i spore opady. Zaczynam się zastanawiać,czy szybko nie uciekać w dół. Trochę żal,bo chciałem jeszcze zjechać na południe,ale nie ma co ryzykować. Decyduję się zdobyć szczyt,choć już tu zaczyna lekko padać. A o mi tam,nigdy na nim nie byłem. podjeżdżam na nartach ile się da,ściągam dechy i do góry. Niestety buty narciarskie nie są najlepsze do wspinaczki po skałkach i kopnym śniegu. Trochę żałuję,że nie wziąłem butów trekkingowych,ale z drugiej strony gdzie zostawiłbym narciarskie? W dodatku wyziębnięte później założyć? To blisko,więc powoli do przodu i jestem! Szczyt zdobyty. Wejść to niewielki problem,gorzej z zejściem na dół.Do tego coraz bardziej straszą chmury. Rezygnuję ze zjazdu na południe - była taka opcja - i cisnę pod Rotundę. Trochę czuję niedosyt,bo ani południa nie zaliczam,ani browara na szczycie,tak choć się jeszcze pobyczyć,zjeść i na widoczki popatrzeć. Zamiast tego robi się ciemno i zaczyna mocniej padać. W tych okolicznościach uznałem zjazd na dół za najrozsądniejsze wyjście. Tym bardziej,że opad się jeszcze wzmaga podczas zjazdu. Warunki na trasie całkiem dobre,ale strasznie tępy śnieg! Można na krechę jechać,tylko kolana się męczą. Tak jest do Lukovej. Poniżej miłe zaskoczenie - śnieg już nie hamuję i jazda jest bardzo przyjemna. Widać,że te zabiegi na PŚ do teraz coś tam dają. Choć zauważyłem,że tu więcej śladów zjeżdżających narciarzy - czyżby niektórzy tu kończyli i bawili się na tej części? Trudno powiedzieć. Ruszam i drobnymi przerwami zjeżdżam do Koliska. Na Majovej też fajna jazda! Tylko ta mała przerwa... Cóż,wszystko co dobre szybko się kończy,tak jak i śnieg na trasie.Czas wziąć nieco uwalone narty do ręki i z buta do parkingu. Jakby na złość wyszło ponownie słońce... Ale to na chwilę,Chopok pożegnał mnie płaczem. I tak oto zakończyłem sezon,choć zawsze mówię,że to do końca nigdy nie wiadomo...1 punkt
-
Wieczorne jazdyChoć krótko, bo po pracy, to wieczorne jazdy za miasto są czymś, na co człowiek czeka cały dzień......tym bardziej, że gdy za oknem słońce, ciepło i idealna pogoda, to nijak się nie można wyrwać jak tylko wieczorem właśnie. Pogoda w ostatnim czasie jest mocno zmienna, ale ma to swoje zalety - można mianowicie być świadkiem niezwykłych spektakli, gdzie w roli głównej jest światło, niebo i chmury.Mazowiecki klimat, tuż za znakiem "koniec terenu zabudowanego". Smak wsi... ...wiosenne jabłonie... ...i te kolory, kształty, chmury. Gra świateł przed zachodem słońca. 22 km po pracy :happy:1 punkt
-
Bumer,to coś jak nasz WZF - raz do roku spotkać się w nieco większej grupie... :cheerful: :biggrin: Po za tym,dobrze jest zademonstrować skalę zjawiska,tj. popularność tej formy spędzania wolnego czasu i nie tylko.Może radni i inni wybrańcy w końcu zaczną poważniej podchodzić do budowy ścieżek rowerowych i szlaków? Zapotrzebowanie jest zdecydowanie większe niż obecne inwestycje. Sam to widzę na co dzień,bo nawet do pracy w większości jeżdżę na rowerze. : Właśnie w rowerze upatruje dobry sposób na zmniejszenie korków i tłoku na drogach. Ale Polska to nie Holandia... Oczywiście,że jesteś normalny! Ja też zazwyczaj jeżdżę samemu,z żoną lub kolegami i najczęściej z dala od ruchu samochodowego,w ciszy,na łonie natury.Podobnie jak na nartach.,A jak są warunki,uciekam na toury i tylko ja i natura... :angel:1 punkt
-
9 Zagłębiowska Masa KrytycznaWczoraj brałem już kolejny raz udział w Zagłębiowskiej Masie Krytycznej. Dopisała pogoda i uczestnicy którym organizatorzy rozdali prawie 3000 kamizelek odblaskowych a każda kamizelka posiadała doczepiony indywidualny numer. Startowaliśmy z przed Dworca Głównego w Sosnowcu jadąc rowerami przez Będzin i Dąbrowę Górniczą. Trasa była zabezpieczona na rondach i skrzyżowaniach przez policję i inne służby więc jazda była czystą przyjemnością z metą jak co roku nad Pogorią III gdzie trochę się zakorkowało. Uczestnicy masy na miejscu tradycyjnie dostali gorącą zalewajkę z bułką oraz rozlosowano cztery rowery górskie oraz inne nagrody. Na zakończenie spadł krótki intensywny deszcz. Polecam wszystkim udział w tym wydarzeniu ponownie za rok.1 punkt
-
Majówka z ŻonkąPrzez ostatnie 3 dni śmigaliśmy z Żonką na rowerach,mimo nieco kiepskiej pogody.Jednak udało się nieco oszukać zapowiadane deszcze. Pokonaliśmy w tym czasie ok. 85 km,głównie po naszych okolicach. Najdłuższą trasę zrobiliśmy dziś - 44 km. Okazuję się,że moja lepsza połówka spokojnie daje radę i chyba dość szybko będziemy razem robić o wiele dłuższe trasy. Brawo Dżonka! :applause: Przy okazji dziś dokręciłem 2000 km. Do wypełnienia planu pozostało jedynie 8000...1 punkt







