Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.04.2017 w Odpowiedzi
-
Czas świąteczny pozwolił mi wygospodarować trochę wolnego czasu , zabrałem się więc w końcu do opisania naszej wyprawy na Großvenediger ( 3 666 m n.p.m. ) – czwarty co do wysokości szczyt Austrii, położony w masywie Wysokich Taurów należących do Alp Centralnych . Termin wyjazdu to 25-28 marzec 2017 . Skład ekipy : Rafał I , Rafał II ( Nurek ) , Filip , Łukasz i moja skromna osoba . Pomysł wyjazdu na Großvenediger wykluł się w naszych głowach już w zeszłym sezonie . Postanowiliśmy , że będzie to jeden z głównych celów obecnej zimy . Wiedzieliśmy , że optymalny dla nas czas na zdobycie tej góry to mniej więcej przełom marca/kwietnia . Plan był taki , że samą skiturę robimy w ciągu dwóch dni , tzn. pierwszy dzień przeznaczamy na dojście do schroniska i ew. jakiś mały rekonesans w pobliżu , natomiast drugi dzień to wejście na szczyt ,następnie zjazd do parkingu i powrót do Polski . Jedynym problemem było trafienie w odpowiednią pogodę , co ,wiadomo , nie jest łatwe . Rezerwowanie schroniska z dużym wyprzedzeniem wiąże się właśnie z ryzykiem , że z tą pogodą może być różnie , ale z drugiej strony , znalezienie „ za pięć dwunasta” pięciu wolnych miejsc w schronisku w czasie weekendu jest praktycznie niemożliwe . Wymyśliliśmy więc na to sposób , planując nocleg z niedzieli na poniedziałek i , mając prawie pewną , dobrą prognozę pogody ( która praktycznie sprawdziła się w 100 % ), zarezerwowaliśmy miejsca na kilka dni przed wyjazdem . Z Andrychowa wyjechaliśmy w sobotę (25.03.) wieczorem .Po drodze w Bielsku Białej zabieramy Filipa i dalej , przez Słowację , do Austrii , a konkretnie do miejscowości Hinterbichl -dojazd przez Matrei im Ost Tirol. Ok. 6 rano dojeżdżamy do parkingu u wylotu doliny Dorfertal ( ok. 1 450 m n.p.m.) . Stąd ,po ok. godzinie gramolingu , startujemy w kierunku schroniska Johannis Hutte , które znajduje się na wysokości 2 121 m. n.p.m. . Niestety , początek naszej skitury , która prowadzi utwardzoną drogą w górę doliny , robimy „ z buta”, bo śniegu w dolinie brak . Dochodzimy do miejsca , gdzie droga rozgałęzia się . Jedna odnoga prowadzi w prawo , druga w lewo . Po chwili zastanowienia wybieramy , wydaje nam się , krótszy wariant i skręcamy w prawo . Później okaże się , że jednak lepiej było iść w lewo . Po jakimś czasie dreptania pojawia się pierwszy śnieg w postaci dosyć konkretnych lawinisk . Nie poprawia to niestety sytuacji śniegowej na szlaku , więc dalej , z dechami na plecach , pniemy się w górę , mijając m.in. , nieczynny o tej porze roku , kamieniołom . I tak , mniej więcej , do 2 000 n.p m. , gdzie dopiero możemy założyć narty na nogi . Teraz jest już i łatwiej , i przyjemniej . Po drodze chwila odpoczynku na sympatycznej przyszlakowej ławeczce z pięknym widokiem na dolinę Dorfetal i ośnieżone alpejskie szczyty . Jeszcze chwila na małe "conieco" i zasuwamy dalej w dobrych humorach , tym bardziej , że słoneczko zaczyna przyjemnie przygrzewać . Po ok. 3 godzinach dochodzimy do schroniska Johannishutte. Piwo wypite na tarasie smakuje wyjątkowo w tak pięknych okolicznościach przyrody . W schronisku popasik , zakwaterowanie w pokoju i ok. 13-tej wyruszamy na rekonesans przed jutrzejszym atakiem szczytowym . Idziemy dokładnie tym samym szlakiem , którym jutro pójdziemy na Großvenediger , sprawdzając optymalną drogę podejścia , bo śniegu , mimo wszystko nie za wiele i trzeba trochę kluczyć pomiędzy przetopami , zwłaszcza tuż powyżej schroniska . Po drodze pogoda trochę zaczyna straszyć . Pojawiają się chmury , niektóre o całkiem ciekawych kształtach Pomimo tego ,że jest stosunkowo ciepło , to jak tylko chmury przysłaniają słońce , rozmiękły śnieg zaczyna szybko twardnąć . Mija nas grupa skiturowców , która zjeżdża do naszego schroniska po takim właśnie twardniejącym śniegu . My mamy jednak nadzieję , że jak dojdziemy do miejsca , gdzie będziemy się przepinać , zrobi się znowu słonecznie i zjedziemy po dużo fajniejszym śniegu , niż wspomniana grupa . Im wyżej , tym śniegowo lepiej ,chociaż szału ze śniegiem w tym sezonie w Alpach nie ma . Dochodzimy mniej więcej do 2700 m.n.p.m. ,robimy przepinkę w pięknie przygrzewającym słońcu i robimy super zjazd do schroniska po fajnie odpuszczonym śniegu. Wieczorem kolacja , i lulu , bo jutro od wczesnego rana czeka nas robota . c.d.n.13 punktów
-
10 punktów
-
Pierwszy dzień szusów za nami. Trochę nam zeszło z tym śniadaniem i pod Carosello zameldowaliśmy się dopiero o 9.45 . Ale za to twardo jeździliśmy do 16.45, więc uważam, że jesteśmy usprawiedliwieni . Objechaliśmy trasy od Federii do Costacii w tę i z powrotem w różnych wariantach. Rano trasy wyratrakowane i zmrożone na beton, aż łaskotało w podeszwy stóp. Wczorajsze wieczorne prószenie śniegu było bardzo symboliczne i na większe opady trzeba było czekać do dzisiejszego popołudnia. Najpierw objechaliśmy sobie trasy przy krzesełkach na Blesaccię, potem Federię - gdzie koło południa zaczęły się zbierać niestety tłumy ludzi. Jeden wyciąg obsługuje kilka - skądinąd fajnych tras - więc na stokach nie ma tłoku (to dobrze), ale długo się czeka na wjazd (to gorzej). Temperatura do +7 stopni, chmurki i słoneczko, dopiero po 13.00 naszły grube chmury, które przyniosły śnieżycę, nawet w samej dolinie zrobiło się biało. Od południa wróciliśmy na Blesaccię, Fontanę i Costaccię, beton w międzyczasie "puścił" i zrobił się cukier i trochę muld. Za to było pusto . Najlepiej chyba trzymała się trasa czerwona przy Fontanie. Na koniec wróciliśmy na Federię, gdzie po 15.00 dosłownie wymiotło ludzi. @Iski: Trasy trzymają się dobrze - jak widać na załączonych obrazkach, oprócz zjazdu z Carosello na dół, który otwarty jest tylko teoretycznie. Na zdjęciach: nr 1 i 2: Blessacia przed południem, nr 3 i 4: Federia, nr 5: Fontane Vetta. Jutro Motolino. Pozdrawiam8 punktów
-
7 punktów
-
6 punktów
-
Dzień 1. Rozpoczynamy skitury. Zaczynamy jednak od pływania. Wieczorem zapadła decyzja że rozpoczynamy płynięcie o 5 rano, tak aby na 9 być w następnym porcie. Czyli wg planów 6h żeglowania. Kapitan zaproponował trzy wachty 2-osobowe. Wygląda to tak że jedna osoba kieruje sterem i obserwuje horyzont, druga osoba czuwa i obserwuje horyzont z tyłu. Jakikolwiek obiekt pływający zgłaszamy natychmiast do kapitana, który w tym czasie drzemie sobie z mesie. Sternik miał do dyspozycji gpsa, mape z trackiem, więc większych problemów z kierowaniem łódki płynającej w tym dniu głównie na silniku nie było. Nawet Ci co nie mają żadnych stopni wodnych, dawali radę. Głównym problemem w tym dniu było zimno, stoi się prawie nieruchomo, chłodna bryza morska, wszystkie członki powoli drętwieją. Dopływamy do prymitywnej przystani znajdującej się w małym fiordzie na półwyspie Lyngen. Niespodzianka, pomost jest kilka metrów wyżej niż nasz pokład, ale jest drabinka. Foto Wujot: Foto Kamil: Ucieszeni wychodzimy na ląd, wypakowujemy narty i radośni foczymy już z samego pomostu, który jest ośnieżony. Wygląda to wszystko na opuszczony port rybacki, podobno coś tam czasami cumuje. Ale pod naszą obecność nikogo tu więcej nie spotykamy. Po przebrnięciu przez zaspy i budynki ruszamy w prawdziwe góry. Wchodzimy 200-300m npm i już pierwsze piękne widoki morza i gór. Przy dolnym brzegu widać nasz port. Pierwsza nasza przygoda to góra Storgalten o wysokości 1219m. Dokładnie rzecz biorąc, to nie wiedzieliśmy czy tam damy radę wejść. W planach mieliśmy rozgrzewkę tylko i zrobienie jakieś 800-1000m vertical. Za pierwszy cel obieramy sobie przełęcz pod tą górą, na zdjęciu z lewej strony. Jeden z popasów w trakcie podejścia Doszliśmy na przełęcz i ożywione dyskusje, kretywności nie ma końca. Skok przez nawis, zjazd na drugą stronę ze 35st, wejście na szczyt po grani, zjazd żlebem itp. W końcu podglądamy innych, i rozsądnie wchodzimy na łatwiejszy cel o nazwie Litle-galten 833m. Niektórzy bardzo się cieszą ze zdobycia pierwszego szczytu, a wiodczki dookoła powalają. W trakcie podejścia widzielliśmy jak radośnie zjeżdżają inne grupy, więc postanawiamy to samo. Stok jest szeroki, więc dziewiczego puchu nie brakuje. Śnieg okazuje się lekko zsiadły, ale niehamujący, więc jedzie się przednio. Dojeżdżamy gdzieś do wypłaszczenia i dyskusja co dalej. Ponieważ bardzo dobrze się czujemy, pogoda dopisuje, więc ustalamy drugi cel czyli zjazd jednym ze żlebików widocznych powyżej z prawej strony. Spodziewamy się trochę większego nachylenia, ale z posiadanych informacji i oglądu sytuacji postanawiamy podejść tym żlebem do góry. Stok robi się coraz bardziej stromy, i kolejno wchodzimy w harszle, a później w raki. Dochodzi 18 (aha, bo w wyniku grzebania się przy pierwszym wyjściu zaczeliśmy turować dopiero o 11 albo 12 ), nadal jest jasno ale stwierdzamy że na dzisiaj wystarczy. Zostawiamy sobie godzinę na zjazd i kończymy podejście. Warto jednak było tak długo łazić, po światło robi się cudowne. Dołącze jeszcze zdjęcie całej góry z ostatniego rejsu z innego dnia, też o zachodzie słońca. Jak na pierwszy rozgrzewkowy dzień osiągneliśmy prawie 1500m vertical i 14km w poziomie, przyjemne zjazdy w lekkim gipsie, jeden troszkę bardziej stromy. Pierwszy dzień zaliczamy do bardzo udanych. Foto Paweł:2 punkty
-
Wszystko w temacie Jędrek Sprzęt na następny sezon będę miał skompletowany Przechodzę na tury,myślę że w 60 procentach ,tak więc oszczędzaj urlop bo będzie się działo...2 punkty
-
aaa... , to o tyle dobrze , że to zwykłe przeziębienie ,a nie jakaś kontuzja ..... no to kurujcie się2 punkty
-
Marcin , i właśnie wtedy , znaczy się , jak skończą sezon trasowy , możemy zrobić na spokojnie Salatyn , tak ,że szykuj sprzęt skiturowy .2 punkty
-
Podróż bardzo dobra - mimo ferii wielkanocnych żadnych korków, dopiero w samym Livigno się przytkało, bo mnóstwo ludzi i samochodów, przeważnie Polacy. Od Monachium do Zernez +18 stopni i słoneczko . Jechaliśmy jedną z moich ulubionych tras widokowych przez Garmisch, Fernpaß, Imst, Landeck i Scuol. W Bawarii i w Tyrolu piękna wiosna i zielono, zdecydowanie bardziej niż na naszej pomorskiej północy . Szczyty przybielone śniegiem, wieczorem zaczęło prószyć w dolinie, jutro od rana śmigamy . Widoki z drogi i z okna:2 punkty
-
Niestety było gorzej, rozmawialiśmy z Włochami którzy, szli od tamtej strony. Ogólnie w tej części Alp w tym roku było biednie ze śniegiem taki mały pech, z drugiej strony za to lawinowo było spokojnie. Wysłane z mojego XT1562 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Od niedzieli w austriackich osrodkach lodowcowych znacznie sie ochlodzilo i pada snieg; wg prognoz ma padac do czwartku, a potem na kilka dni wroci slonce z lekkim mrozem = bajeczne warunki narciarskie; nastawiam sie na wyjazd w okolicy czwartku 20.04 lub piatku 21.04; moge wyjechac w czwartek po poludniu lub w nocy (do dogadania), ale tak aby skorzystac na max z pogody i w piatek rano stac juz na stoku; jesli opady przedluza sie do piatku, to wowczas pojechalbym dzien pozniej; wszytsko uzalezniam od pogody i jesli jade tylko na 4 dni, to chce miec z wyjazdu pelen fun! szukam chetnych do wyjazdu na zasadch solidarnego partycypowania w kosztach; z zakwaterowaniem w tym terminie nie bedzie zadengo problemu - mozna zrobic jakas rezerwacje nawet dzien wczesniej; miejsce (Hintertux, Stubai, Soelden, Kaprun, ...), standard kwatery (hotel, tani apartament,...) sa do uzgodnienia - jestem w pelni elastyczny, mozecie nawet sami cos zproponowac/zarezerwowac; dysponuje samochodem z bagaznikiem dachowym, wiec mozemy jechac w cztery osoby; wazne, zeby byl przynajmniej jeszcze jeden kierowca; bede jechal z Krakowa przez Katowice i pozniej na Ostrawe; zdecydowanych prosze o kontakt telefoniczny: +48 6914642211 punkt
-
1 punkt
-
Jędruś bardzo bym chciał Wszystko zależy czy ogarnę towarzystwo w pracy bo troszkę mi się ostatnio rozbestwili1 punkt
-
No to wygląda na to że Rohace zakończą sezon jako ostatni na Słowacji,następny weekend Taką dziś informacje dostałem przy kasach,szykując się na ostatki jutro1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Uzupełnię Kamila relacje grafiką. Start o piątej rano na lotnisku w Gdańsku, gdzie dojechaliśmy w nocy autami, niektórzy pociągiem. Bacznie monitoruje czy nasze torby są ładowane do samolotu podczas przesiadek w Kopenhadze i Oslo. Na lotnisku w Oslo mieliśmy 2h odpoczynku, gdzie raczyliśmy się ciekawą architekturą oraz norweskim chórem. Na odcinku Tromso-Oslo pojawiły się już dreszcze. Najpierw chmury, ale przez pół h mieliśmy już okienko pogodowe z widokiem na pierwsze fjordy. Widoki zapierały dech. Ciarki przechodziły już po plecach. Lądujemy w Tromso, które wita nas śniegiem już na poziomie 0m. Jest zima ! :-) Ładujemy się całą ósemką z bagażami do taxi-busa i jedziemy do portu. Tutaj witamy się z naszą łodzią, która będzie przez następnych wiele dni naszym domem i transportem. Jeszcze wieczorem pobiegliśmy uzupełnić zapasy żywieniowe do marketu, po drodze obejrzeliśmy norweskie klimaty. Większość jedzenia przywieźliśmy z Polski w wielkich torbach narciarskich, a to co nie zmieściło się w 23kg limitu na osobę, musieliśmy dokupić w Tromso. Wydaliśmy w spożywczaku 1000 koron lekką ręką :-) Ale to na wszystkich ! :-) Niektórzy poszli czy też pojechali busem nawet do centrum miasta i coś tam miłego zobaczyli.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Po Świętach Wielkanocnych szykuje się zimowa pogoda nie tylko w górach przez kilka dni..Sporo ma być opadów, przeważnie śniegu Jak dla mnie o miesiąc za późno.Mogą być duże szkody na polach i w sadach. Liczę ,że prognoza się nie sprawdzi. Warunki narciarskie w górach będą chyba niezłe ,ale stacje narciarskie nieczynne oprócz K.W. Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych,1 punkt
-
Melduje, że ekipa SO w całym kawałku wróciła :), ale niestety bez nart, które zaginęły w Oslo Było Sail&Ski tutaj w akcji Wujot a tutaj w akcji Kamil - kskuski Relację pewnie napisze MarioJ, ale skróconą bo inaczej nie zmieściłaby się na forum Pozdr Tomek1 punkt
-
Jesli chcecie pojezdzic na totalnie pustym stoku to VitanovaSki wam to zagwarantuje Co prawda jezdzilismy tam rowno tydzien temu,we wtorek 24stycznia,ale nic nie powinno sie zmienic,3h (od 11) za 12 E w zupelnosci wystarczylo Na parkingu bylo 20kilka aut...pozniej podjechalismy jeszcze luknac OraviceSki i tam tez luz na stoku,aczkolwiek wiecej ludzi,ale bez kolejek1 punkt
-
Dzisiaj sprawdziłem co oferuje Bachledova Dolina, tym bardziej, że jest na jednym karnecie wraz z Białką. I śmiało mogę polecić jako super alternatywa dla Białki na jakieś 4 godziny jazdy. Parkingi dobrze przygotowane z pomocną obsługą, przy każdej trasie bary, a na stokach pusto, zero kolejek do wyciągów. Na trasach z rana twardo, równo, później ponieważ mocno wiało to nawiewało na trasy, ale bez tragedii. Mapa tras w ośrodku mocno "przekolorowana", w rzeczywistości czynne jest: 2 x krzesło, orczyk podwójny i 2 x orczyk dla początkujących. Czynne trasy to: 1, 2, 3, 4, 7 ,9.1 punkt







