Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
03.08.2017 - 03.08.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.08.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
5 punktów
-
Uwielbiam robić nietypowe akcje i "rozwalać system". Schematy życiowe nie dla mnie. Skoro można pojeździć na nartach w lipcu i to w Szczyrku, to czemu miałbym nie skorzystać? Ale żeby nie było banalnie, postanowiłem pojechać na bikeu, Fat Bikeu. Skoro koła tłuste, tj. szerokie, to narty musiały do tego nawiązywać. Stąd decyzja, żeby zabrać najszersze jakie posiadam - 122 mm pod butem. Pozostało już tylko jakoś to wszystko upakować do plecaka. Raz już to robiłem, więc poszło w miarę sprawnie. Przy okazji wymyśliłem sposób, żeby narty nie goniły na boki: konstrukcję usztywniły kije włożone ciasno obok butów i przypięte u góry do nart. Brzmi to może niezbyt jasno, ale działa i w razie czego służę pomocą. Czas to złożyć na plecy. Uuuuuch! Ale to ciężkie! A może to ja mam słabe ręce. Na szczęście ten plecak jest sztywny i stabilny. Pierwsza próba na podwórku i jest gitara! Można jechać. Niedziela rano oznacza puste drogi, więc często cisnę głównymi, bo szkoda się dodatkowo męczyć. Mimo, że jest wcześniej, temperatura daje się we znaki. Kto by pomyślał, że jadąc na narty można zdychać z powodu upału... Na szczęście żona wymusiła na mnie wzięcie bidonu z wodą mineralną, bo ja to byłem gotowy zlekceważyć. Tankowałem na bieżąco. Upał to jedno, ale cały czas jedzie się lekko pod górkę i do tego pod wiatr. Takie dechy działają jak żagle i momentami stawałem niemal w miejscu. No la e pośpiechu nie ma. Po drodze małe przezbrojenie i pierwszy parking, który nadaje się dla tłustej opony! Przy okazji orientuje się, że kamerka wyładowana do zera... Ale dół... Cóż, fotki będą najwyżej z telefonu. Pozostaje przejazd przez Szczyrk, gdzie budzę nie małe zainteresowanie i wspinaczka do BSA. Trochę się tu przeliczyłem z siłami i wjechałem pod stację na resztkach sił. Ale jestem i to punk 10.00 jak zapowiadałem. Mimo długiej trasy i sporej ilości niewiadomych, co do minuty na miejscu. Dość często tak mam. Ponownie wszystkie oczy na mnie. Anonimowym być nie mam szans. Rowerowa część zakończona, czas na narty. Byłem ciekaw, czy dadzą rady wywieźć taki rower, bo wiele urządzeń nie jest dostosowanych do takiego sprzętu. Ale ten wyciąg jest. Tłuścioch zapakowany wyjechał tuż po mnie. Ponownie na rower i zjeżdżam w stronę śniegu. Nawet tu budzę nie małe zainteresowanie... Najważniejsze, że szybko odnajdujemy się z Darkiem, który zaliczył już kilkadziesiąt zjazdów. Teraz trzeba będzie rozpakować to całe ustrojstwo i ubrać betonowe buty. Ojej, ale trzeba się namęczyć! A to linka, a to co innego blokuję wysunięcie narty, a wszystko to w upale. Poszło! Koniec roweru, czas na narty! Śniegu dosypało, a raczej dosypali. Lodowiec się wydłużył i teraz da się już zupełnie przyzwoicie rozpędzić. Ludzi wyraźnie więcej niż tydzień temu, nawet bywa kolejka do wyciągu! Ale czapka śnieżna nie tylko dłuższa, zyskała tez na grubości. Ale najciekawsze jest to, że mimo +30 w cieniu, nie widać jakiegoś wyraźnego zmęczenia śniegu. Nie pojawiają się kałuże. Trasa wygląda, jakby temperatury nie przekraczały +5 stopni! Szok! I tak to się trzyma do samego końca! Przy okazji zrobiono mini snowpark, montując poręcz. Ale ze względu na bezpieczeństwo, musiano z tego gadżetu zrezygnować. Freestylowcy mogli poszaleć później, po oficjalnym zakończeniu działania stoku. Do całości, na ratraku, imprezę nakręca DJ. Po prosu super zabawa dla każdego! Mnie jeszcze kusiła ta 170 metrowa zjeżdżalnia, ale nie miałem ze sobą kąpielówek, do tego gdzie zostawić telefon, portfel itd... Następnym razem się lepiej zorganizuję. Ale wspomnę tu jeszcze o niezawodnej stacji BSA i... użyczeniu ładowarki do GoPro! To uratowało zdjęcia i będzie filmik! Kto by pomyślał, że akurat będą mieli ładowarkę do piątki... Chwilę po mnie, u góry pojawił się Szymonidius z bratem, a nieco dłuższą chwilę Jasiek. Wspólne fotki puszczał Leitner. Od tej pory jeździmy razem. Był oczywiście browar, bo trza się "ogrzać" i pogawędzić. Odwiedził nas jeszcze Lejtner i Jacek, choć oboje bez nart... Nie rozumiem... Gdzieś po 13-ej towarzystwo zaczęło się wykruszać, aż zostałem sam. Pozostało zjeść, spakować się i szlakiem w kierunku Chaty Wuja Toma zjechać na dół. Chciałem trasą, ale z takim bagażem nie odważyłem się. Tym bardziej po informacji od jednego sympatycznego kolegi o nachyleniu z punktu widzenia rowerzysty... Faktycznie, to była najlepsza opcja. Kilka bardziej stromych ścianek i już jestem na dole. Teraz to już łatwo, z górki i do tego z wiatrem. Ale te temperatury. Non stop tankowałem, mineralkę oczywiście! Dalej bez przygód, prosto do domciu, gdzie pierwszą czynnością była zimna kąpiel! Kolejny dzień na nartach tego lata zaliczony i bardzo udany! Sezon trwa w najlepsze... Pozdrawiam, Johnny2 punkty
-
Ostatni - zaległy dzień: Rejs po Wyspach Liparyskich wraz z Wulkanem Stromboli No tak... już dawno w pracy, wir mnie wciągnął - więc nie było czasu posegregować i opublikować zdjęć z naszego pełnego dnia i przepięknych klimatów Wysp Liparyskich. Dzisiaj się udało. Zapraszam do kończącej relację z Calabrii wycieczki, rejsu po niezwykłych wulkanicznych wyspach - foto opowieści. Start mieliśmy z portu we wcześniej odwiedzonej przez nas miejscowości Tropea. Malowniczy świt... Kamieniczki na klifie - widok od strony morza: Tam, tam na horyzoncie cieśnina mesyńska - pomiędzy stałym lądem a Sycylią: Zbliżamy się do wysp Liparyjskich - po lewej Vulcano, po prawej Lipari: Lipari w pełnej krasie: Cumujemy do Vulcano: Tutaj, tuż przy porcie dymiące siarką skały oraz błotko dla chętnych i otwartych na zdrowotne kąpiele ...my woleliśmy przejść się chwilkę i odwiedzić niezwykłą plażę z czarnym piaskiem - to oczywiście lawa sproszkowana Na wyspie Vulcano funkcjonuje nadal czynny wulkan... podobno jakieś 100 lat temu narobił niezłego bigosu W tej chwili podejrzewany jest o to, że może wybuchnąć - jest pod stałym nadzorem geologów i czujników elektronicznych, które wychwytują objawy zbliżającego się armagedonu. Plaża? Zjawiskowa... No i jeszcze jeden wulkan na Vulcano - wulkan energii Dymiące siarką skały na Vulcano: Druga malownicza plaża i wypływamy z pierwszej zaplanowanej wyspy. Zbliżamy się do portu na wyspie Lipari - jest najbardziej zaludniona w całym archipelagu. Z drugiej strony wita nas arcydzieło... Odwiedzamy tutejszą katedrę: Widok na miasteczko, z góry? Pięknie! Tutaj troszeczkę się rozmarzyłem... ...na rejsie i na morzu byłem tylko raz Ochłonąłem w cieniu popijając pyszne piwko prosto z Sycylii Wracamy do portu... Tutejsze uliczki są magiczne! Ostatnia fotka... ...i wypływamy! Mijamy drugą stronę wyspy i tutaj możemy zaobserwować przepiękne miasteczko umiejscowione na wulkanie: Płyniemy w stronę niewielkiej wysepki, w zasadzie dwóch wysepek Basiluzzo. Tutaj znajduję się mekka dla nurków, są rafy oraz podwodne olbrzymie jaskinie. Olbrzymi jest również spotkany tutaj jacht Spójrzcie na jego dziób - ten mały czerwony punkcik, to człowiek na niewielkim trapie dziobowym Basiluzzo: Pół godzinki i podpływamy do głównego celu naszej podróży - Stromoli. Oto on - najbardziej aktywny z wulkanów Europy - erupcje i wybuchy występują tutaj co 10-14 minut Mijamy zbocze, po którym regularnie spływa lawa do morza... ...nam ukazało się tylko piękne "lawinisko" - pewnie śmignął by po nim na nartach Po Etnie ludzie tną na deskach - jest nawet tam wyciąg Na Stromboli tylko jazda Free... Docieramy do portu - i zaczyna się dymienie To tak pod fotografa amatora z Polski Marboru + wulkan!!! Niewielki porcik rybacki i na brzegu takie oto cacuszka wizualne Zwiedzamy wyspę i tutejsze małe muzeum, kościółek... ...klimat jest niesamowity! A z drugiej strony widoczek na niewielką skałę, wysepkę - Strombolinę Stromboli to mój pierwszy wulkan... ...i żałuję, że na niego nie weszliśmy i nie zajrzeliśmy mu w buchające lawą wnętrze - spokojnie na wyspie jest taka możliwość. Wystarczy trochę EUR i wynajęcie tutejszego przewodnika, geologa. Piękny! Tutejsze miasteczko przypomina nam te greckie... Żegnamy port... ...i kończymy powoli rejs, nasz pobyt w Calabrii. Cudowne miejsce i mam nadzieję, że niniejszą relacją zachęciłem Was do odwiedzenia tego regionu Włoch Pozdrawiamy marboru i Paula PS. Jak ogarnę materiał filmowy - będzie klip2 punkty
-
Ponownie zawitałem na zawodach Uphill Race Śnieżka w Karkonoszach. Tym razem na tłustym rowerze. Pogoda nieco lepsza niż rok temu, ale pozornie. Wiatr w porywach osiągał 70 - 80 km/h! Podobno zmierzyli nawet 100 km/h! To była więc dodatkowa trudność. Niektórzy spadali z rowerów po takim "strzale"... Tym razem, mając już doświadczenie, ustawiłem się blisko czołówki, żeby nie tracić czasu na zwężkach. Moi koledzy teamowi to dostrzegli i szybko przerzucili rowery przez barierkę, żebyśmy byli razem. Najpierw runda honorowa po deptaku i ogień! Asfaltową część, jak przed rokiem, pojechałem spokojnie. Wolałem zachować siły na trudniejsze fragmenty. Jak przeczytałem wypowiedź zawodowca: "wyścigi wygrywa się na podjazdach, na zjazdach zawodowcy odpoczywają"... Tak więc "parę" osób mnie wyprzedziło. Do Wanga. Od tej pory to ja w większości wyprzedzałem. Tłuścioch spisywał się znakomicie! Napęd 1x11 rewelacja! Wspomnę jeszcze, że startowaliśmy we trzech z teamu. Najstarszego zostawiliśmy szybko... Ale niemal równie szybko zostawił mnie najmłodszy kolega. Pomyślałem więc, że trzeba skupić się na własnej jeździe i pilnować, żeby nie wyprzedził mnie jakiś kolejny tłuścioch. Przełożenie (to najniższe) okazało się dość twarde i to zmuszało do utrzymywania tempa, choć tego nie śledziłem. Koło Strzechy Akademickiej ktoś krzyknął: "trzeci Fat Bike! Do następnego masz blisko - dawaj!" Faktycznie! Tuż za Strzechą dostrzegam młodszego kolegę. Tutaj podjazd masakryczny i do tego pod bardzo mocny wiatr. Udaje mi się dogonić i wyprzedzić kolegę, ale trochę mnie to kosztowało. Chwilę później ostry zjazd z Równi pod Śnieżka i prędkość grubo ponad 50 km/h. Niestety nie udało mi się zgubić kolegi. Siadł na koło i starał się utrzymać. Miałem w końcówce jeszcze przyspieszyć, uprzedzając atak, ale już nie było z czego... Kolega bezlitośnie to wykorzystał i ostatecznie dojechałem jako trzeci Fat Bike ze stratą 2 sekund do teamowego lidera. Dodam, że zwycięzca dołożył nam blisko 20 min.! Ale to młodzik i zawodowiec. Mimo wszystko mój wynik przeszedł moje oczekiwania. Czas 1:27:06 - lepszy od zeszłorocznego o ponad 10 min.,choć jechałem na cięższym rowerze! Miejsce w Open 164 na 361 startujących mężczyzn. W swojej kategorii wiekowej M4 miejsce 22 na 78 startujących. No i najważniejsze - kategoria Fat Bike: 3 miejsce i podium! Pierwsze w życiu. Nie muszę mówić, że jest przyjemność wejść na podium, dostać medal i otrzymać oklaski. Był Szampan dzięki @marionen i świętowanie. Mam nadzieje pojechać za rok i urwać kolejne minuty! Tutaj jeszcze drugi... Końcówka nie należała do mnie... Trener z całych sił jeszcze próbuję wykrzesać ze mnie jeszcze trochę energii i dzięki niemu dojeżdżam do mety, oczywiście bez podparcia nogą! Dojeżdżam do końca na resztkach sił... Wskazówki od trenera Team w komplecie Potwierdzenie wyniku No i podium No i to tak w skrócie. Jak wrócę z "urlopu" będzie jeszcze filmik i może coś więcej. Teraz trzeba szybko się regenerować, bo już za 5 dni Bike Adventure - 4-dniówka. Również na tłusto! Pozdrowienia ze Szklarskiej Poręby! PS.Ale tu jest fajna stacja narciarska!1 punkt
-
Super! Nawet już wiem gdzie, co i jak... ...pięknie, że ponownie na wypoczynek wybieracie... Radom! hahaha1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Na wyprzedaży ciekawe kurtki puchowe Mammuta.dobra cena i waga https://mmtsklep.pl/odziez/meska/kurtki/puchowe1 punkt
-
Tak się porobiło, że w czwartek trafiłem do Szczyrku. Byłem dopiero wieczorem, więc miałem czas tylko na krótki spacer po okolicy. Następnego dnia, po kolejnym spotkaniu na szczycie, pojechałem z Jackiem na BSA. Już wtedy sobotnie narty zaczęły się ładnie zapowiadać - ciepło, leży śnieg i to wszystko 28 lipca! Następnego dnia nie pozostało nic innego jak tylko pójść rozpocząć sezon narciarski 2017/18. Po półgodzinnym spacerze doszliśmy na BSA. Niestety nie udało mi się namówić mamy na choć kilka zjazdów, więc narty na górze wypożyczyłem tylko dla siebie. Nie miałem swoich, bo wożenie ich z Warszawy przez Góry Stołowe i Karkonosze do Szczyrku nie miało sensu. Na górze upał - połączenie go ze śniegiem jest naprawdę dziwne. Po kolejnym spotkaniu na szczycie (tym razem szczycie Beskidu) zapiąłem narty i... Wrażenie niesamowite. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że w lipcu w Polsce jadę po śniegu ? Mimo bardzo wysokich temperatur śnieg (a właściwie drobne kryształki lodu) utrzymywał się w bardzo dobrej kondycji - nie był wcale ciężki ani mokry - było niemal tak jak w środku zimy! Wiem, że jak ktoś tam nie był, to trudno my jest w to uwierzyć - też bym w to nie uwierzył, ale jeździło się wspaniale ? Pies też był zdziwiony taką sytuacją Stok miał "tylko" 65 m, ale jeździło się na tym dużo lepiej niż po 220 m na igielicie. Po południu kilka osób postawiło mały Snowpark. Najmniejsi też zjeżdżali Po którymś wjeździe talerzykiem podeszła do mnie jakaś rodzina i powiedzieli żebym wytłumaczył im jak się jeździ na nartach. Trochę mnie to pytanie zaskoczyło, ale mimo wykrętów że nie jestem instruktorem, zostałem chyba pierwszym w Polsce letnim instruktorem narciarstwa. Rodzina przyjechała z nad morza i nigdy nie miała nart na nogach. Pierwsza na lekcję przyszła Pani, z którą po wielu nieudanych próbach udało się ostatecznie zjechać na dół. Wyglądało to chyba trochę śmiesznie, bo jechała na moich plecach, ale najważniejsze że była zadowolona z jazdy. Potem podeszła jej córka i niestety też nie udało mi się nauczyć jej jazdy na nartach. Wjechała prosto w ratrak. Cóż. Początki zawsze są trudne. Serdecznie pozdrawiam rodzinę, jeśli to czyta ? Potem zaczęło mi się trochę nudzić i zamiast normalnej jazdy próbowałem czegoś innego - skoków, obrotów o 360 stopni i jazdy na jednej nodze. Niestety w końcu wybiła 15:00 i po 2,5 h nieprzerwanej jazdy zakończyłem swój narciarski dzień. W niedzielę pojawiłem się na BSA, ale przyszedłem tylko na spotkanie forumowe. Dzięki za krótką pogawędkę. Później poleciałem jeszcze na Halę Skrzyczeńską żeby podpatrzeć budowę zbiornika i nie tylko. Wygląda to naprawdę nieźle, chociaż póki co jest to zwykły plac budowy. Z narciarskim pozdrowieniem z Warszawy Marcin ~leitner1 punkt
-
Panowie to ja od Was dopiero zacznę się uczyć,nie wiem czy nadążę . Wy już wszystko macie uskładane ja dopiero się dorabiam Może coś poradzicie w temacie puchówki co by trzymać się tematu Ps.Jeeb Na M.B.nart nie będę taszczył,ale owszem użyje z dzieciakami w pobliskim Zermatt i Sass-Fee1 punkt
-
...i pewnie jeszcze mam Cię wziąć na hol? Co to tam te 1400 km... Damy radę! A jak nie, to zawrócimy i pojedziemy do Szczyrku.1 punkt
-
1 punkt
-
Coś cicho w temacie a sezon się zbliża,więc takie cuda dziś do mnie doszły,oczywiście powyprzedażowe W samą porę bo za parę dni będą próbowane wybierz pliki... Kliknij, aby wybrać pliki -Raki race camp 290 -Czekan petzl glacier literlide -Kask mammut rock rider -Czołówka nitecore Hc30 -Harszle dynafit -Julbo colorado spectron41 punkt
-
Brovo Maćku,relacja jak zwykle bogata Ps.Ja jeszcze parę dni i też się doczekam1 punkt
-
1 punkt
-
Marcin, dopóki trwa "dobra zmiana" trzeba kombinować... do skrzynki możesz dostać się tak: http://www.skionline.pl/forum/messenger/1 punkt
-
Szczerze mówiąc,pisząc też od 2 dni próbuję znależć skrzynkę i Jacek to przez modernizację ?chwilowe1 punkt
-
Dzień trzeci - Tropea W brew pozorom, Kalabria, to nie jest kraina upałów Trafiliśmy na pogodę sztormową, i wczoraj do godziny 12 padał lekki deszczyk, a potem temperatura oscylowała wokół +27 - znośnie. Ten dzień postanowiliśmy wykorzystać na pieszą wycieczkę do Tropei. Z hotelu mieliśmy ok 7 kilometrów pieszo. Start na łagodnych kamyczkach... ...jak ja lubię gdy na niebie groźne chmury Po drodze takie oto budowle chroniące przed słońcem - miejscówka całkowicie odludna. Po drodze groźna rzeka do pokonania... Później zaczęły się niezłe skały - niczym w Tatrach. Ponieważ nogę mam kontuzjowaną, a Paula miała nieodpowiednie obuwie, po dwóch próbach znalezienia bezpiecznej drogi pomiędzy widocznymi za mną skałami - nie udało się. Szlak był mega niebezpieczny - jedna pomyłka i wylądowało by się we wzburzonym Morzu na skałach, ryzyko upadku, który mógłby się okazać nawet śmiertelny było zbyt duże. Wycofaliśmy się kilkaset metrów do traktu wiodącego schodami po klifie do punktu widokowego. Po jego osiągnięciu - taki oto widoczek na miasto, celu naszej wędrówki: Zbliżenie: Po ok 2 kilometrach docieramy do pięknej piaszczystej plaży Jeszcze chwilka i zwiedzamy tutejszy port: Portówka Wchodzimy po stromych schodach i jesteśmy na jednym z tarasów widokowych: Zwiedzamy miasteczko, jemy pyszną pizzę i dalej zwiedzamy. Jesteśmy oczarowani pięknymi widokami i samym miasteczkiem. Charakterystyczny cypel z kościółkiem: Uliczki: Widoczki znane z pocztówek: Druga strona miasteczka: Nie mogło się obyć bez sweetfoci Całość objęta kamerką Gopro: (jakość zdjęć niestety nie najlepsza, bo Internet znacznie zwolnił - musiałem zdecydowanie pozmniejszać pliki ) Widoczek z kościołkowego okienka... Malownicza jaskinia pod Kościółkiem: Nie mogło się obyć bez pysznych lodów Tortuffo Smak pistacjowy - mega wypas!!! W drodze powrotnej kąpiel w mega sztormowych falach... ...i powrót wieczorem do naszego pokoiku. Białe wino wieczorem smakowało wyśmienicie Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula1 punkt
-
Wspomnę o smutniejszym wydarzeniu. Otóż jeden z rowerzystów uderzył w pieszego. Rowerzysta został przewieziony na badania, natomiast pieszego przetransportowano śmigłowcem do szpitala ze złamanym obojczykiem. Teoretycznie tego typu zawody nie są niebezpieczne, ale na Równi pod Śnieżką rozwijamy w okolicach 60 km/h, więc może powinni pomyśleć o jakimś dodatkowym zabezpieczeniu. Resztę trasy jest niemal tylko pod górę, więc zagrożenia nie ma.1 punkt







