Nie jeżdżę tirami, ale np często busami, suvami czy osobówkami. Z własnego doświadczenia ( przejechane za kierownicą około 2 mln km) mogę powiedzieć jak ja zachowuję się w takich sytuacjach. Często wjeżdżam i wyjeżdżam na jakieś place i podwórka (wieś, miasta) a tam często różnej maści psy, koty, kury. Jak któreś z tych zwierząt tracę z pola widzenia bezpośredniego lub przez lusterka, to się zatrzymuję, opuszczam szybę, rozglądam i czekam gdy je ponownie widzę, dopiero wtedy ruszam. Zawsze jadę w takich okolicznościach wolno, by móc odpowiednio zareagować gdyby zwierzak nagle wtargnął pod lub w okolice samochodu. Co do kierowcy o którym pisze Bumer, to nie wyobrażam sobie by nie słyszał i nie widział szczekającego czy biegającego psa w około pojazdu. Po prostu na świecie są ludzie i niestety tacy jak on. Czy pies miał właściciela czy nie, nie ma żadnego znaczenia tak jak u ludzi, czy ktoś jest bogaty czy bezdomny, człowiek to człowiek , a zwierzak to zwierzak, ja wszystkich szanuję. Jak dziecko biega po podwórku bez opieki to można je przejechać? Na drodze często widzę rozjechane zwierzaki, zdarza się, że części z nich nikt nie uniknie, po prostu pech, sam kiedyś zabiłem sarnę, mimo że jechałem tylko około 55 może 60 km/godz. Często jednak wystarczy tylko zdjąć nogę z gazu, nie trzeba nawet hamować by dać szansę stworzeniu na ucieczkę spod samochodu. To co jeden z forumowiczów pisze, że albo życie jego dzieci, albo psa do wyboru, to totalna bzdura, to tylko niewielki ułamek możliwych zdarzeń drogowych, a wystarczy tylko na chwilę zdjąć nogę z gazu i przytrzymać w pobliżu hamulca i czasami go użyć ( to samo dotyczy oczywiście zachowania kierowców w pobliżu dzieci, rowerzystów czy osoby pijane (to też ludzie).
I jeszcze jedno, nie bardzo rozumiem co jedzenie kiełbasy ma wspólnego z rozjeżdżaniem zwierząt (zwłaszcza umyślnym) na drogach i placach! Czy jak ktoś je kotlety to ma zaraz zabijać na drogach psy, koty, lisy, dziki itd...?