Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
14.08.2022 - 14.08.2022
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 14.08.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
2 punkty
-
Nigdy do tej pory nie wędrowałam jeszcze po górach długodystansowo, z plecakiem - więc chciałam sprawdzić, czy to coś dla mnie. Wybraliśmy Główny Szlak Sudecki - bo lubimy z Darkiem Sudety, bo jest względnie blisko ze Szczecina, bo dobrze skomunikowany i można go robić etapami. Całość to ok. 440 km od Świeradowa-Zdroju do Prudnika (albo odwrotnie - jak, kto woli) i w zależności od kondycji można go pokonać w turystycznym tempie w dwa-trzy tygodnie. My akurat zdecydowaliśmy się na początek na trzydniówkę, z opcją, że jak nam się spodoba, to za jakiś czas będziemy kontynuować. Tydzień temu, we środę po pracy przyjechaliśmy do Jeleniej Góry, gdzie zanocowaliśmy i zostawiliśmy auto. Do Świeradowa jeżdżą ze cztery PKS-y dziennie, ostatni około 17.00, więc niestety nie było opcji, aby wieczorem dostać się tam transportem publicznym. Pojechaliśmy zatem pierwszym kursem, około 8.00 rano - autobus kluczył po wioskach, więc podróż trwała ponad godzinę. O 9.30 byliśmy w Świeradowie - trzeba poszukać początku szlaku. Czerwona "kropka" znajduje się naprzeciwko budynku dawnego dworca kolejowego (pociągi nie jeżdżą od lat 90-tych), przerobionej na "Stację Kultury": Idziemy najpierw przez park zdrojowy, robimy ostatnie zakupy spożywcze, a następnie szlak wspina się na Stóg Izerski, znany doskonale narciarzom. Na szczycie Stogu Izerskiego odpoczywamy chwilę w schronisku, posilając się zupą dnia - to ostatnia "cywilizacja" na długim odcinku szlaku przez Góry Izerskie. Szlak prowadzi głównie drogami - szutrowymi, czasami asfaltowymi - przez las. Świetna opcja na rower - i rzeczywiście trochę osób tutaj jeździ, natomiast pieszo marsz trochę się dłuży. Na Polanie Izerskiej dochodzimy do szlaku narciarskiego: Za Rozdrożem pod Kopą szlak biegnie po większych wzniesieniach - docieramy do jednego z widokowych miejsc przy Sinych Skałkach: Słońce grzeje mocno, a ja czuję, że rozchodzone przez trzy lata buty niestety zaczynają mocno mnie obcierać. Niedobrze. Dochodzimy pod Wysoką Kopę, należącą do Korony Gór Polskich. Sam wierzchołek jest nieco w bok od szlaku, ale jest porośnięty lasem i nic z niego nie widać. Kawałek dalej wchodzimy na drogę, która zimą jest jedną z tras biegowych wokół Jakuszyc - do kopalni kwarcu "Stanisław". Ładnie jest latem w Izerach, ale zgodnie dochodzimy z Darkiem do wniosku, że to zimą, ze śniegiem nabierają prawdziwej magii. Widok na Szrenicę: Teraz maszerujemy do schroniska na Wysokim Kamieniu. Buty cisną, nogi bolą po dwudziestu paru kilometrach, pić się chce. Na miejscu okazuje się, że bar czynny tylko do 17.00, ale właściciel krzątający się wokół schroniska bez problemu sprzedaje nam jeszcze dwa zimne radlery. Siedząc na ławeczce przed schroniskiem podziwiamy postępy w budowie kamiennej wieży widokowej. Gdy byliśmy tutaj w styczniu - dachu jeszcze nie było. Schodzimy czerwonym szlakiem do Szklarskiej Poręby, która pod wieczór jest głośna i tłoczna. Już w mieście przelatuje lekki deszcz, który przeczekujemy w karczmie. W nogach mamy ponad 30 km, a następnego dnia - Karkonosze. [cdn.]1 punkt
-
Kraków na propsie- w centrum miasta 7.20 rano, Sukiennice i Kościół Mariacki, , co trzeci pieszy ma jeszcze promile we krwi. Duch w narodzie nie upada.1 punkt
-
No właśnie ze Krupowki, znajomy ma tam lokal, jadę spotkać się z nim po latach niewidzenia.1 punkt
-
Hehe to był trick. Na razie rezyduje w Krakowie, jutro Zakopane na jeden dzień, potem powrót do Krakowa. Na razie w Wiśle ryby ładnie schowane, nie nie spływa na powierzchni.1 punkt
-
I ostatnia część relacji. Podpory cd. Widok na trasę. Instalacje. Oświetlenie. Dół trasy nieco zarośnięty. I w drugą stronę.1 punkt
-
Przed świtem w schronisku i pod nim zaczął się ruch - to miłośnicy podziwiania wschodu słońca ze Śnieżki. Ja potrzebuję jeszcze trochę więcej snu i regeneracji, ale po szóstej wstaję i budzę Darka. Jemy po kanapce i "na lekko", bez plecaków wspinamy się na królową Sudetów. Sama Śnieżka nie leży na Głównym Szlaku Sudeckim, ale jak tu jej nie odwiedzić, skoro jest się tak blisko? Pora dnia robi swoje i na zazwyczaj zatłoczonym szlaku jest pusto - jak miło. Widok na nasze schronisko: I na dolinę Łomniczki, którą będziemy schodzić do Karpacza: Na szczycie jesteśmy tylko my i parka, która zrobiła nam zdjęcie, a po drodze minęło nas jeszcze troje biegaczy: Na niebie widać zmianę pogody - nadciągają frontowe chmury, a prognozy zapowiadają od południa przelotne opady i burze. Schodzimy Drogą Jubileuszową: W schronisku jemy jajecznicę na śniadanie i tak wzmocnieni zabieramy plecaki i ruszamy w dół, naszym szlakiem. Chwilę zatrzymujemy się przy symbolicznym cmentarzu Ludzi Gór w dolinie Łomniczki. Nad wodospadem Łomniczki: Faktycznie około południa zaczyna siąpić lekki deszcz. Trochę popada i przestaje. Dochodzimy do Karpacza - na stacji benzynowej kupujemy hotdogi i zastanawiamy się, co dalej. - Słuchaj, potrzebuję nowych butów, bo w tych już nie wyrabiam. Jeśli mamy gdzieś jeszcze iść, to muszę zmienić buty! - mówię do Darka. Na deptaku w Karpaczu kupujemy więc parę malinowych tenisówek o jeden rozmiar większą, niż noszę zazwyczaj, bo w inne się nie mieszczę. Co za ulga! I kolejne pudełko plastrów żelowych. Pogoda w międzyczasie poprawia się, a gdy wchodzimy na Karpatkę nawet świeci słońce. Szlak prowadzi teraz przez lasy i polany przedgórza, gruntowymi drogami i ścieżkami. Dochodzimy do ruin prewentorium dla dzieci chorych na gruźlicę. Wcześniej, przed wojną, było tu niemieckie schronisko Bergfriedenbaude: Na dwa i pół kilometra przed zejściem ze szlaku złapała nas zapowiadana nawałnica - z gradobiciem, burzą i oberwaniem chmury. Takie atrakcje na koniec! Na szczęście zdzwoniliśmy się ze znajomym, który o tej porze akurat wracał autem z Karpacza, więc zamiast przemoczeni czekać na PKS w Miłkowie, mieliśmy wygodną podwózkę do Jeleniej Góry. Mapka wycieczki:1 punkt
-
Nocleg mieliśmy w pensjonacie nieco oddalonym od szlaku, więc rano czekał nas marsz przez Szklarską Porębę, do Rozdroża pod Kamieńczykiem. Rzut oka na letnią odsłonę kolei linowych na Szrenicę: Pogoda - sztos. Słońce i ciepło, ale nie upalnie. O kilka stopni chłodniej niż czwartkowy skwar. Chwilę czekamy w kolejce u wejścia do wąwozu Kamieńczyka - przepustowość reguluje ilość kasków, które należy założyć wchodząc do tego pięknego miejsca. Nieco powyżej wąwozu wkraczamy na teren Karkonoskiego Parku Narodowego. Chciałam od razu kupić bilety na dwa dni - nie da się. Można kupić bilet na jeden dzień, albo na trzy dni. Kasjerka nie bardzo wie, co zrobić z turystami, którzy chcą wędrować dwa dni - w końcu sprzedaje nam bilet na jeden dzień radząc, abyśmy na ten drugi kupili bilet wychodząc następnego dnia z terenu parku, albo przez stronę internetową. Na Halę Szrenicką idzie się właśnie taką drogą, miejscami są fragmenty z trylinki (trochę wygodniejsze do chodzenia). Przy schronisku chwilę odpoczywamy i robimy sobie mały posiłek, podziwiając panoramę Gór Izerskich po drugiej stronie doliny. Dalszy odcinek to spacer główną granią Karkonoszy. Trzy Świnki Szrenica: Pod Łabskim Szczytem odbijamy na czeską stronę, do źródła Łaby - z którą wiążemy jeszcze pewne plany tego lata. Umowne źródło jest ocembrowanym zbiorniczkiem, koło którego umieszczono herby miast czeskich i niemieckich, leżących nad tą rzeką. Sporo ludzi tutaj - słyszy się głównie języki niemiecki i czeski. Łabski Szczyt: i samo źródło: W drodze na Śnieżne Kotły: Kotły za każdym razem robią na mnie wielkie wrażenie: Maszerujemy w stronę Czeskich i Śląskich Kamieni - po czesku te pierwsze to "Męskie Kamienie", a drugie - "Kamienie Dziewczęce", co wiąże się z legendą o śmierci młodej dziewczyny w tym miejscu. Szlak lekko opada w stronę Przełęczy Karkonoskiej, na której mamy nadzieję zatrzymać się na obiad. Po prawej stronie mamy widok na stoki w Szpindlerowym Młynie: Przed sobą przełęcz ze schroniskiem Odrodzeniu i Śnieżkę w oddali: A w trawach hasa sobie sarenka Wędrowanie po górach ma tę zaletę, że bezkarnie można wciągnąć taką bombę kaloryczną (w schronisku Odrodzenie): Za nami już 20 km marszu, do Domu Śląskiego zostało 8 km. Kondycja stóp niestety fatalna - plastry żelowe tylko trochę poprawiły sytuację, więc idę raczej powoli. Na otarcie łez mam piękne widoki. Słoneczniki: Wielki Staw: Strzecha Akademicka i Samotnia nad Małym Stawem: Cel wycieczki coraz bliżej: Krótko przed zachodem słońca docieramy na miejsce. Zimne piwo na tarasie w takiej scenerii smakuje znakomicie. Schronisko obite żółtą blachą raczej urodziwe nie jest, ale co za miejsce!1 punkt







